Silniejszy każdego dnia. Droga do formy. Jak trenować na czymkolwiek, gdziekolwiek i kiedykolwiek

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

50% ZASAD FITNESSU JEST BŁĘDNYCH

Nie mogę znieść sztuki, wokół której można chodzić, by ją podziwiać. Książka powinna być albo bandytą, albo buntownikiem.

D.H. LAWRENCE

Północ, 25 lipca 2006 roku. Siedzę w cichym zakamarku biblioteki na Uniwersytecie Loughborough. Za dwa dni muszę oddać projekt pracy, a nie mam pojęcia, jaki wybrać temat. Dlatego więc zaległem na podłodze, obłożony różnorakimi czasopismami naukowymi, magazynami fitnessowymi i książkami o filozofii starożytnej. Rozpaczliwie poszukuję inspiracji i bezcelowo zapisuję coś w notesie.

Nie miałem wielkich nadziei. Sen był jedynie odległym wspomnieniem, od tygodnia nie brałem prysznica ani się nie goliłem. Byłem w stanie przypominającym malignę, a to za sprawą silnie stymulującego napoju domowej produkcji, który popijałem, by nie zasnąć. Ot, biblioteczny kloszard.

Lecz w tych najgorszych chwilach, kiedy przeglądałem dzieła Ralpha Waldo Emersona i Platona, uświadomiłem sobie coś istotnego: te starsze książki, stojące gdzieś w dalszych zakątkach biblioteki i pokryte pajęczynami, zawierają zasady długotrwałego sukcesu. I właśnie dlatego są tu od tak dawna.

Natomiast błyszczące, potraktowane Photoshopem pozycje obecnie znanych autorów są nastawione na natychmiastowe rezultaty. Ale niedługo po wydaniu miały być zastąpione innymi, więc ich trwałość jest o wiele krótsza.

Jakiej to więc wzmacnianej kofeiną epifanii doznałem?

Nie oceniaj zawartości książki po okładce, lecz po tym, od jak dawna stoi na półce.

ROSS EDGLEY (na domowych lekach i nie do końca przytomny ze zmęczenia)

Pośpiesznie zanotowałem powyższy cytat wielkimi drukowanymi literami. Następnie –

ożywiony koktajlem z tyrozyny i guarany – zacząłem wertować książki i czasopisma, aż wreszcie, gdzieś między Sokratesem a „Sports Illustrated”, zauważyłem, że większość komercyjnych magazynów fitnessowych stosuje tę samą „literacką formułę”.

Po pierwsze, jest to coś, co nazwałem „fałszywą deklaracją” czy też „pytaniem opartym na nieczystych intencjach”. Wymyśliłem te określenia na opisanie śmiałych twierdzeń bądź zagadnień, których wydźwięk niemalże obiecuje czytelnikom wymierne rezultaty. Zazwyczaj towarzyszą im stopniowane przymiotniki lub przysłówki, przeważnie zapewniające czytelnika, że będzie „większy”, stanie się „szczuplejszy”

i/albo „mocniejszy”. Kolekcja takich nagłówków jak:

„Pięć łatwych kroków do muskulatury!”

„Chcesz schudnąć szybko?”

„Najlepsza dieta gwarantująca natychmiastowe rezultaty!”

„Chcesz mieć wyrzeźbiony brzuch?”

Brzmi znajomo? Nazwałem je „fitnessowymi bajeczkami”. Przemysł jest ich pełen i stanowią one około 51% nagłówków w czasopismach fitnessowych. Nie tylko ja tak sądzę. Geniusz nauki o sporcie, doktor Mel Siff, ujął to najlepiej:

Ludzie zazwyczaj odczuwają większy komfort, gdy mają do czynienia z niewymagającymi intelektualnie „fastfoodowymi” rozwiązaniami niż z precyzyjnymi, kompleksowymi metodami. To przede wszystkim z tego powodu wiele osób ze świata sportu i rekreacji pisze w ten sposób, stosując uproszczenia i slogany. Masowe media zaprogramowały społeczeństwo na tego typu zachowania i przeważnie ludzie nie chcą być zmuszani do zbyt głębokich przemyśleń bądź kwestionowania swoich wygodnych przekonań, ponieważ niesie to ze sobą poważne zagrożenie dla ich psychologicznego poczucia bezpieczeństwa.

DOKTOR MEL SIFF

Podsumowując, „fitnessowe bajeczki” brzmią świetnie, lecz większość z nich wiele obiecuje, będąc przy tym niezbyt skutecznymi. Zwięzłe polecenia, które mamy bez zająknięcia wykonywać, nie nauczą nas nawet elementarnych zasad odżywiania i aktywności fizycznej. Zasadniczo gruntowna, pogłębiona edukacja odeszła w zapomnienie.

W tamtej chwili przelałem na papier swoje przemyślenia i tak oto powstała moja rozprawa.

Nie interesuje mnie zachowanie status quo. Chcę je obalić.

NICOLO MACHIAVELLI

TRZEBA NAUCZYĆ LUDZI, JAK SIĘ ŁOWI RYBY

Daj człowiekowi rybę, a będzie syty przez jeden dzień. Naucz go, jak się łowi ryby, a będzie syty do końca życia.

ANNE ISABELLA THACKERAY RITCHIE

Drobna uwaga na marginesie. Nie winię współczesnych pisarzy za tworzenie „fitnessowych bajeczek”. W kapitalistycznym społeczeństwie, które cechuje ciągły pęd i obsesja na punkcie szybkich rozwiązań, Wielka księga ciężkiej pracy, cierpliwości i systematycznego zrzucania wagi z dużym prawdopodobieństwem kiepsko by się sprzedała. Bez wątpienia rezultaty postępowania zgodnie z zawartymi w niej regułami byłyby lepsze, lecz co z tego, skoro jedynie mama autora zjawiłaby się na premierze?

Na szczęście uwielbiam pisać. To moja pasja, a nie zawód – wspominam o tym na wypadek, gdyby moje słowa zabrzmiały jak przemówienie uczestniczki konkursu Miss Świata – i od zawsze podobał mi się pomysł napisania książki, która ma ludzi motywować i dodawać im sił nawet wtedy, gdy ja będę trenował w ogromnej niebiańskiej siłowni.

W skrócie: chcę nauczyć ludzi, jak łowić ryby.

Dlatego właśnie ta książka została napisana „pod włos” i bez planu sprzedażowego. Nie obiecam ci, czytelniku, idealnego zestawu ćwiczeń ani magicznej diety, które byłyby odpowiedzią na wszystkie twoje modlitwy. Podstawy zostaną wykute zupełnie inaczej niż w większości przypadków. A jeśli mama będzie jedyną osobą obecną na premierze, to widać tak musiało być.

Pisarz jest w pełni świadomy, że jego przesłanie nie jest konwencjonalne. Skoro jednak nasze konwencjonalne teorie nas nie ocaliły, być może będziemy zmuszeni je zmodyfikować.

WEST A. PRINCE, Nutrition and Physical Degene

ŻYCIE TO NIE TYLKO LICZENIE KALORII
I LICZBY POWTÓRZEŃ WYKONANYCH ĆWICZEŃ

Musisz robić to, czego typowi ludzie nie rozumieją, albowiem są to jedyne dobre rzeczy.

ANDY WARHOL

Gdy opuszczałem mury uczelni, postanowiłem ignorować większość współczesnych czasopism. Wiedzę o zdrowiu, jedzeniu i sporcie znalazłem w starych książkach. Czerpałem ją także z kontaktu ze sztangą.

Cóż takiego odkryłem?

Mianowicie to, że ruch jest kompleksowy i potężny, a jego potencjał – nieskończony. Tak naprawdę można powiedzieć, że nadal nie do końca znamy możliwości ludzkiego ciała. Zaledwie musnęliśmy powierzchnię zrozumienia go. Jest więc logiczne, że poszukiwania w fitnessie nie powinny być ograniczane schematami, listami kontrolnymi zrealizowanych zadań i (fałszywymi) tytułami na stronach błyszczących czasopism.

Właśnie z tego powodu Bruce Lee – ikona sztuk walki i jeden z pionierów doskonałości fizycznej – wypowiedział niegdyś słynne obecnie słowa:

Niech twoją drogą będzie brak drogi, a ograniczeniami brak ograniczeń.

BRUCE LEE

Miał rację. I nie on jeden tak sądził. Doktorzy Yuri Verkhoshansky i Mel Stiff też to wiedzieli. Dwaj spośród największych trenerów wszech czasów przesunęli granice siły i wytrzymałości. Każdy z nich napisał ponad 500 artykułów naukowo-metodologicznych. Trenowali tysiące sportowców, by ci mogli biegać szybciej, skakać dalej i podnosić ciężary większe niż kiedykolwiek wcześniej.

Jak tego dokonali? Z pewnością nie posługiwali się odwiecznym schematem „powtórzenie/waga”, któremu hołduje większość książek i czasopism. Zamiast tego ci mistrzowie siły i warunkowania powiedzieli:

Przedstawione w tabeli podsumowanie podejść do treningu może być odpowiednie dla przeciętnego trenera osobistego, który pracuje z przeciętnym klientem bądź sportowcem na niższym poziomie zaawansowania, lecz konieczne jest jego poszerzenie, by uwzględnić wyznaczone cele.

DOKTOR YURI VERKHOSHANSKY I DOKTOR MEL SIFF, Supertraining



Zmienna Siła Moc Hipertrofia Wytrzymałość
Obciążenie (% dla jednego maksymalnego powtórzenia*) 80–100 70–100 60–80 40–60
Powtórzenia na serię 2–5 1–5 6–15 25–60
Serie na ćwiczenie 4–7 3–5 4–8 2–4
Odpoczynek pomiędzy seriami (minuty) 2–6 2–6 2–5 1–2
Czas trwania (sekundy na serię) 5–10 4–8 20–60 80–150
Tempo na powtórzenie (% maksymalnego) 60–100 90–100 60–90 60–80
Sesje treningowe w tygodniu 3–6 3–6 5–7 8–14

* „Maksymalne powtórzenie w ćwiczeniu” (1 RM) to termin określający maksymalną siłę, która może zostać wygenerowana w jednym maksymalnym skurczu lub podniesieniu.

 

Zwróć uwagę na słowo przeciętny.

Jesteśmy wtłaczani w przeciętność. Treningi „opakowuje się” zasadami i tabelkami, aby dać nam poczucie bezpieczeństwa. Nie jest to jednak podejście ani postępowe, ani pionierskie. Zacytuję współczesną legendę sportu (i przyjaciela) Johna Kiely’ego: „Takie ustalenia podają w wątpliwość adekwatność stosowania standardowej metodologii do problemów planowania, tworzonych przez wewnętrznie złożone systemy biologiczne”.

John mówi o zagrożeniach związanych z nadmiernie drobiazgowym planowaniem treningów. Zakłada, że zbyt wielu z nas sztywno przestrzega wytyczonych liczb powtórzeń i serii danego ćwiczenia, które stworzono jako narzędzia, nie zaś ograniczające nas zasady.

Nie chodzi jedynie o aktywność fizyczną. Jeden z moich ulubionych autorów, Nassim Nicholas Taleb, w książce The Bed of Procrustes twierdzi, że jest w nas potrzeba jednoznaczności przekazu i awersja do niepewności:

My, ludzie, gdy napotykamy ograniczenia wiedzy i stykamy się z rzeczami, których nie rozumiemy, oraz z tym, co niewidzialne i nieznane, rozładowujemy napięcie, wtłaczając życie i świat w utowarowione koncepcje, zawężające kategorie, określony żargon i gotowe narracje.

NASSIM NICHOLAS TALEB

Tłumaczy to, dlaczego „typowy trener personalny” nie umie wyjść poza schemat powtórzenie/ciężar. A także czemu tak wielu biegaczy szuka pociechy na bieżni, ale ćwiczeń siłowych boi się równie mocno co dżumy. Wyjaśnia też powody, dla których tak często sportowcy uprawiający dyscypliny siłowe mogą przenosić góry, ale obcy jest im trening mobilności, a dotknięcie palców u stóp w skłonie niejednokrotnie jest niemożliwe. Jeśli jednak zależy nam na postępach, musimy wyjść poza schematy. To jak uczenie się jazdy na rowerze bez zdjęcia bocznych, pomocniczych kółek. Przecież nikt nie wygrał Tour de France z przyczepionymi do roweru małymi kółkami, prawda?

Niepewność w obliczu żywej nadziei i obaw jest bolesna, lecz o ile chcemy żyć, nie posiłkując się pocieszającymi bajkami, trzeba ją przezwyciężyć.

BERTRAND RUSSELL

Nasz sposób odżywiania pozostawia wiele do życzenia. Według Światowej Organizacji Zdrowia „w 2008 roku ponad 1,4 miliarda dorosłych miało nadwagę, a ponad pół miliarda cierpiało na otyłość”. Dlaczego tak się dzieje? W artykule opublikowanym w „Cambridge University Press” przyjęto, że „otyłość i powiązane z nią choroby oraz problemy nie zostaną rozwiązane za pomocą opartych na arytmetyce planów dietetycznych (to znaczy poprzez liczenie kalorii)”. Zasadniczo więc podchodzimy do odżywiania w zbyt matematyczny i „mechaniczny” sposób.

Sensem życia jest jego przeżywanie. Nie ma ono być utowarowione, skonceptualizowane i wtłoczone w schemat.

BRUCE LEE

W niniejszej książce przyjęto tę perspektywę. Zaczyna się ona od Pięciopunktowego Podręcznika Twojego Ciała, z którego dowiesz się, jak ćwiczyć w dowolnym miejscu bez względu na to, jaki masz cel, ile masz lat czy na ile jesteś sprawny fizycznie.


PIĘCIOPUNKTOWY PODRĘCZNIK TWOJEGO CIAŁA

Oto rezultat i esencja ponad dziesięciu lat badań i poszukiwań. Prezentuję ci, czytelniku, Pięciopunktowy Podręcznik Twojego Ciała!

Jest to ułożona w Piramidę Priorytetów rama teoretyczna, służąca do osiągnięcia fizycznej świetności, którą posługuję się na wykładach uniwersyteckich. Dlaczego akurat piramida? To najbardziej obrazowy kształt pokazujący, na czym powinieneś się skoncentrować podczas treningu. Ilustruje hierarchiczny (stopniowy) sposób na rzeźbienie sylwetki od podstaw. Zbyt wielu ludzi usiłuje zrzucić kilogramy lub zbudować muskulaturę bez solidnych fundamentów.

Nie można przecież zbudować prawdziwego zamku na piasku, tak jak podczas treningu nie da się wykonać pewnych ruchów bez solidnej rozgrzewki, ty zaś nie możesz naprawdę trenować bez zrozumienia Pięciu Praw Doskonałej Kondycji, które tworzą podstawę Piramidy Priorytetów.

PIĘĆ PRAW DOSKONAŁEJ KONDYCJI

Powinieneś przeczytać tę część! Prawa te dotyczą wszystkich celów fitnessowych. Niezależnie od tego, czy zależy ci na masie, czy też chcesz schudnąć, jeśli zrozumiesz te prawa, wszystko stanie się prostsze. Jeśli jesteś początkujący bądź dopadł cię etap treningowej stagnacji i nie możesz pójść dalej, przeczytaj (bądź przeczytaj po raz kolejny) tę część, ponieważ stanowi ona podstawy osiągnięcia wszystkich celów. Wymienione w niej prawa zostały omówione w rozdziałach 1–5.

OSIĄGNIJ DOWOLNY CEL FITNESSOWY

Ta część została podzielona na cele. Poświęcono jej rozdziały 6–9.

W kolejnych częściach książki omawiam poszczególne cele. Przedstawiam w nich wyniki badań i informacje zebrane na całym świecie. Zostały one zorganizowane (ponownie) w mniejsze Piramidy Priorytetów, by zobrazować hierarchię poszczególnych działań służących osiągnięciu optymalnych rezultatów.

 Najniższe części piramidy oznaczają największą różnicę w osiągnięciu celu.

 Wyższe części w znacznym stopniu przyczyniają się do osiągnięcia celu, ale zdołasz tego dokonać tylko wówczas, jeśli najpierw stworzyłeś podstawy.

 Partia najwyższa jest nieskończona i zmienna. Dlatego właśnie piramidy nie mają ostrego czubka, ponieważ zrozumienie i poznawanie ciała nigdy nie powinno mieć „szczytu” ani prowadzić do definitywnej konkluzji.


JAK DZIAŁAJĄ CIAŁO I UMYSŁ?

Pięciopunktowy Podręcznik Twojego Ciała jest oparty na badaniach czołowych psychologów. Szwedzki psycholog rozwojowy Jean Piaget, przekonany, że tak właśnie został stworzony ludzki mózg, w 1936 roku opracował systematyczną metodę badania rozwoju umysłu, a następnie doszedł do wniosku, że uczymy się poprzez „schematy”. Są one niczym klocki inteligentnego zachowania, które możemy jeszcze raz poustawiać, by poradzić sobie z zadaniem.

Jedynie poprzez edukację można ocalić społeczeństwa od upadku, czy to raptownego, czy stopniowego.

JEAN PIAGET

Przenosimy się do 1949 roku, w którym pionier psychologii psychospołecznej Harry Harlow zasugerował, że ludzie oraz inteligentne zwierzęta uczą się wydajniej, gdy zwracają uwagę na wzory, schematy i „drogę na skróty”. Nie tylko się uczymy, lecz także uczymy się uczyć i wraz z doświadczeniem nabywanym podczas rozwiązywania kolejnych problemów coraz szybciej rozwiązujemy nowe zadania. To wyjaśnia, dlaczego gdy już nauczyłeś się, jak stać się silnym, łatwiejsze powinno być opanowanie tego, jak stać się szybszym. Proces ulepszania i dostosowywania do własnych potrzeb treningu jest bardzo podobny, po prostu dotyczy innego celu. Jak mówił Harlow: „Nauczyłeś się uczyć”.


STAĆ SIĘ WYSPORTOWANYM,

SILNIEJSZYM LUB SZCZUPLEJSZYM

MOŻNA NA WIELE SPOSOBÓW. NIE POWINIENEŚ ŻADNEGO Z NICH

ODRZUCAĆ ANI UMNIEJSZAĆ,

ANI TEŻ KTÓREGOKOLWIEK

WYRÓŻNIAĆ. GDY TYLKO ZACZYNASZ TAK POSTĘPOWAĆ, PRZESTAJESZ

MIEĆ OTWARTY UMYSŁ

I OGRANICZASZ SWÓJ POTENCJAŁ.

ROSS EDGLEY

CZĘŚĆ II: Pięć praw doskonałej kondycji

ROZDZIAŁ 1
prawo podstaw ciała


JEŚLI ZBUDOWAŁEŚ ZAMKI NA PIASKU, MUSZĄ SIĘ ONE ROZPAŚĆ. TAKI JUŻ ICH LOS. ZACZNIJ OD POŁOŻENIA FUNDAMENTÓW.

HENRY DAVID THOREAU

PRAWO PODSTAW CIAŁA | Oleniok, Rosja
OPANUJ DOWOLNY SPORT

21 kwietnia 2008 roku. Miesiąc temu opuściłem kowbojów z Cotopaxi.

Dobrze pamiętam tamten dzień. To właśnie wtedy poznałem sekret opanowania dowolnej dyscypliny sportu. A to dlatego, że przetrwałem mocno zakrapianą podróż do Ekwadoru (moja wątroba nadal nie jest pewna, co tam tak naprawdę zaszło), a następnie przez miesiąc mieszkałem z pasterzami reniferów na Syberii (palce i nos jeszcze mi na dobre nie odtajały)…

Teraz jestem w drodze do zaniedbanej, podniszczonej siłowni, która pamięta jeszcze czasy Związku Radzieckiego.

Skąd ta kolejna przypadkowa wyprawa?

Od zawsze fascynowały mnie sekrety siły i treningu stosowanego w Europie Wschodniej. Gdy więc zaproszono mnie, bym trenował u boku byłego żołnierza, a obecnie znanego zapaśnika, pomyślałem, że to zbyt dobra okazja, by z niej nie skorzystać. Dlatego właśnie, choć nie znałem ani słowa po rosyjsku i nawet przez dzień nie zajmowałem się zapasami, wyruszyłem na poszukiwanie mężczyzny o imieniu Nikolai.

Muszę podkreślić, że nie miałem o tym bladego pojęcia. Owszem, przez ostatnie cztery lata studiowałem wychowanie fizyczne w komfortowych warunkach Uniwersytetu Loughborough, realizując tamtejszy program nauczania, w Rosji jednak praktycznie na nic się to nie zdało. Trafiłem na wiejskie tereny, było zimno, panowały surowe warunki. Dyplom uniwersytecki stracił jakiekolwiek znaczenie.

Po podróży samolotem, pociągiem i jeździe taksówką znalazłem się przed wejściem do siłowni. Serce waliło mi w oczekiwaniu na to, co za chwilę nastąpi. Zawilgocone, ociekające potem ściany, odgłosy wydawane przez pocharkujących mężczyzn oraz dźwięk żelastwa były niemal jak ostrzeżenie dla tych, którzy ośmieliliby się wejść do środka. Zdeterminowany pchnąłem drzwi wejściowe, ostrożnie je otwierając wprost na główny hol.

Po mojej brodzie widać, jak zimno jest w Olenioku

Usiłowałem nie rzucać się w oczy, lecz poniosłem sromotną porażkę. Starutkie zawiasy w ogromnych drewnianych drzwiach zaskrzypiały, obwieszczając moje przybycie (wielkim) bywalcom siłowni. Wpatrywało się we mnie pięciu największych i najbardziej przerażających facetów, jakich kiedykolwiek widziałem. Jeden z nich, który akurat podciągał się na drążku z wiszącym mu u talii przedmiotem, mającym na oko jakieś 40 kilogramów, przerwał w pół ruchu, aby zobaczyć, co jakiś dziwny Anglik robi u nich w siłowni. Szczerze? Nie byłem tym zaskoczony. Musiałem wyglądać osobliwie – z kurczowo ściskanym w dłoni zeszytem, w którym na pierwszej stronie zapisałem kilka fraz po rosyjsku.

Byłem jak zagubiony turysta. Na szczęście wybawienie przyszło w postaci powszechnie znanego w okolicy 65-letniego mistrza zapasów, któremu nieobce były też treningi wojskowe. To właśnie był Nikolai.

Po kilku tygodniach wymiany nieporadnie tłumaczonych e-maili (obaj w znakomitej większości polegaliśmy na translatorze Google) wspaniale było wreszcie spotkać lokalnego bohatera. Mierzący 193 centymetry i ważący ponad 104 kilogramy Nikolai był na wskroś rosyjski: krzepki, odporny, wytrzymały i zawstydzający. Choć był trzy razy starszy ode mnie, nie miał ani grama tłuszczu. Miał za to mnóstwo włosów na klatce piersiowej, które wystawały z dziur w starym wojskowym podkoszulku, noszonym wraz z niezwykle obcisłymi, niewiele pozostawiającymi wyobraźni szortami.

 

Mimo tego dość kontrowersyjnego stroju i bujnego owłosienia, gdy powitał mnie mocnym uściskiem ogromnych dłoni, poczułem wdzięczność, że tutaj jest. Jakby sam fakt, że miałem z nim coś wspólnego, dawał mi prawo znajdowania się w tym miejscu i stania przed innymi wielkoludami.

Był jednak pewien problem: bez pomocy wspólnego znajomego, czyli translatora Google, nie mogliśmy się komunikować. W konsekwencji, na moje nieszczęście, Nikolai udzielał mi

lekcji, ciskając mną po macie zapaśniczej, ja zaś wiedziałem, że może robić to tak długo, aż mu się znudzi bądź mnie złamie. Patrząc na jego dłonie wielkości łopat, obawiałem się tego drugiego.


– Siłujmy się – rzucił, gdy znalazł się przy matach.

Wyczułem, że jest to nie tyle zaproszenie, ile polecenie, więc szybko za nim podążyłem. Za pomocą nagryzmolonych w notatniku zapisków i kieszonkowej książeczki z rosyjskimi zwrotami usiłowałem mu wyjaśnić, że nigdy wcześniej nie miałem styczności z zapasami. On jednak nie rozumiał ni w ząb i po prostu zaczął się rozciągać.

Stało się jasne, że nie ma odwrotu i że to nie może się dla mnie dobrze skończyć. Przygotowując się na najgorsze, położyłem torbę na podłodze i przystąpiłem do rozciągania. Łudziłem się, że moje wcześniejsze przygotowanie sportowe okaże się pomocne.

Nie okazało się i spokojnie mogę powiedzieć, że tamtego dnia zająłem drugie miejsce. Już po chwili, mimo wszelkich moich starań, kłody, które nazywał nogami, przygwoździły mi twarz do maty. Przypominało to siłowanie się z ogromnym spoconym niedźwiedziem. Wszystko trwało 50 minut, podczas których zapaśniczy weteran wojenny ciskał mną po macie, po czym dla odpoczynku mnie do niej przygniatał. Wydawało się, że minęły godziny, a moje ciało i ego były całe posiniaczone. Co gorsza, wieści o mojej wizycie dotarły do pobliskiej szkoły i teraz świadkami mej niechybnej zguby była grupka dzieciaków siedzących pod ścianami siłowni, która przyszła dopingować lokalnego bohatera.

Świętowali każde bolesne „ciśnięcie o ziemię” czy „włojenie” i muszę przyznać, że nie był to moment mojej sportowej chwały. A jednak, co dziwne, okazał się jednym z najcenniejszych. Po kolejnej naznaczonej bólem godzinie Nikolai pozwolił mi na krótką przerwę od ciągłego walenia twarzą o podłogę. Zaproponował mi kubek wody pozyskanej z rozmrażającej się bryłki lodu i zachęcił, żebym usiadł koło niego na macie. Z wdzięcznością się zgodziłem i wykorzystałem tę sposobność, aby – za pomocą kombinacji gestów, wskazywania i chrząknięć – „porozmawiać” z nim o tym wszystkim, co związane jest z treningiem i dietą. I to właśnie tam, na przesiąkniętej potem macie zapaśniczej w Rosji, nauczyłem się, jak opanować dowolny sport.

Bez dwóch zdań Nikolai był żywym przykładem doskonałości ludzkiego ciała. Dopiero co całkowicie zawstydził trzykrotnie od siebie młodszego sportowca i nie miał nawet zadyszki. Zdumiało mnie jednak, że zrobił to ot tak, twierdząc przy tym, że ma jedynie podstawowy i ogólny plan treningowy. Było to tak proste, że aż wręcz niemal prymitywne.

Wzruszył olbrzymimi ramionami i sięgnął po torbę. Ostrożnie odpakował jej zawartość i wyłożył na matę kolekcję starych dzienników z notatkami z treningów i wojskowych planów treningowych. Wyjawił mi później, że przygotował je na mój przyjazd, lecz czekał z pokazaniem mi ich, aż uzna, że jestem tego godzien.

Wziąłem największy dziennik i zacząłem go przeglądać. Liczył z 500 stron – żadnego wstępu, spisu treści czy niedotyczącego bezpośrednio tematu wprowadzenia. Kartki wypełnione były jedynie faktami i teorią dotyczącą sportu i/lub żołnierskich ćwiczeń. Plany treningowe okazały się konkretne i przejrzyste: łatwe do zrozumienia, z klarownie przedstawionymi powtórzeniami i szczegółowo opisanymi zestawami, ustawione w odpowiedniej kolejności. We wszystkich nacisk położono na proste ćwiczenia, często wykonywane z obciążeniem własnego ciała. Mnóstwo pompek, czasem z wariantami na jednej ręce, ćwiczenia na drążkach i drabinkach, deski, wykroki, przysiady typu split squats, balansowanie i podskoki na jednej nodze, poziomka (L-sits), wyciskanie nad głowę jedną ręką w wersji bez i z przysiadami…

Lista przykładów i rysunków nie miała końca.

Nikolai, widząc, że pochłonęły mnie one bez reszty, podniósł się, klepnął mnie w głowę, po czym poszedł w inny róg siłowni, by wraz z młodszymi sportowcami poćwiczyć rzucanie i podskoki. Pozostawił mnie samego, bym mógł strona po stronie odkrywać sekrety sowieckiego treningu.

Czego więc nauczyłem się tamtego dnia na przepoconej macie?

Krótko mówiąc, zrozumiałem (dotkliwie), na czym polega trening z obciążeniem własnego ciała i Ogólne Przygotowanie Fizyczne. Pozwólcie, że zacznę od wyjaśnienia tego drugiego terminu.

Zacznij od ogólnych podstaw, byś mógł sobie wyznaczyć szczegółowe cele.

ROSS EDGLEY (z posiniaczonym ego i równie poobijanym ciałem)