Człowiek. BiografiaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 2

Podstawy życia społecznego naczelnych

Ssaki naczelne są przede wszystkim stworzeniami społecznymi, a wyjątkowy charakter występujących u nich więzi pozwala na tworzenie stabilnych i trwałych grup. Podstawową przyczyną, dla której naczelne żyją w grupach, jest kwestia obrony przed drapieżnikami. Ryzyko bycia złapanym przez drapieżnika rośnie, gdy dane zwierzę zaczyna prowadzić naziemny tryb życia i przebywa w coraz bardziej otwartych przestrzeniach, gdzie brakuje dających schronienie drzew. W tych warunkach grupy robią się coraz większe i występują w nich coraz silniejsze więzi społeczne – przypuszczalnie po to, aby osobniki pomagały sobie, gdy jest to konieczne.

Życie w bliskości innych osobników ma swoje zalety, ale wiąże się też z kosztami. Należą one do trzech osobnych kategorii: kosztów bezpośrednich i pośrednich oraz kosztów powodowanych przez „pasażerów na gapę”. Koszty bezpośrednie wynikają z konfliktów wewnątrzgrupowych: starć pomiędzy osobnikami dotyczących pożywienia albo najbezpieczniejszego miejsca do odpoczynku. Wraz ze wzrostem liczebności grupy stają się one z konieczności coraz częstsze. Koszty pośrednie wiążą się z faktem, że wraz ze wzrostem grupy konieczne jest przeznaczenie większej ilości czasu na przemieszczanie się w poszukiwaniu pożywienia, aby zostały zaspokojone potrzeby żywieniowe wszystkich członków grupy – oznacza to zaś mniej czasu na pozostałe formy aktywności. Przemieszczanie się wiąże się ponadto z zużywaniem energii, występuje więc efekt domina: dla wyrównania bilansu energetycznego potrzebne jest poświęcenie dodatkowego czasu na zdobywanie pożywienia. Każda kolejna podróż oznacza też dodatkowe ryzyko napotkania na drapieżniki. Na koniec zostawiliśmy kwestię wynikającą z faktu, że grupa naczelnych funkcjonuje w ramach niepisanej umowy społecznej (jest to zbiorowe rozwiązanie problemu drapieżników), którą mogą łamać tzw. „pasażerowie na gapę” – osobniki korzystające z korzyści, ale nieponoszące kosztów, a zatem zyskujące podwójnie kosztem pozostałych członków grupy. W tym przypadku korzyścią jest zbiorowa ochrona przed drapieżnikami. Osobniki wykorzystujące innych członków grupy nakładają na nich ciężar, który ci będą w końcu chcieli zrzucić ze swoich barków. Tak jak w przypadku pozostałych grup kosztów, i ten staje się wyższy wraz ze wzrostem liczebności grupy.

U naczelnych koszty bezpośrednie są ponoszone głównie przez samice, ponieważ napięcia związane z życiem w grupie – codzienne przepychanki w zatłoczonym środowisku, sporadyczne konflikty o pokarm lub schronienie – wpływają na hormonalne podstawy cyklu miesięcznego i prowadzą do niepłodności. Stres ten kumuluje się na dolnych szczeblach w drabinie hierarchii społecznej, ponieważ znajdujące się w niej niżej osobniki mogą być nękane przez większą liczbę dominujących nad nimi. Gdy napięcia się spiętrzają, zaburzone jest wydzielanie hormonów regulujących cykl miesiączkowy, czego skutkiem jest cykl bezowulacyjny – taki, w którym nie zachodzi jajeczkowanie, przez co samica traci szansę na rozród. Za każdym razem, gdy do tego dochodzi, jej całkowita dzietność w ciągu życia, a więc i jej dostosowanie (fitness), spada o pewien ułamek. Tempo, w jakim tego typu forma tymczasowej bezpłodności upowszechnia wraz z postępowaniem w dół drabiny hierarchii dominacji, jest tak wysokie, że u niektórych gatunków dziesiąta w hierarchii samica jest już całkowicie bezpłodna. Jako że stres rośnie wraz z rozmiarem grupy, samice dążą do życia w mniejszych grupach. Strategia reprodukcyjna samic staje się więc kluczowym czynnikiem ograniczającym przyrost rozmiarów grupy. Gdy zagrożenie ze strony drapieżników sprzyja zwiększaniu się grup, naczelne zmuszone są do neutralizowania napięć, ponieważ grupa uległaby rozczłonkowaniu i nie mogłyby istnieć duże społeczności. W następnym podrozdziale opisano, jak to się dzieje.

Rozładowywanie napięć związanych z życiem w grupie

Różne gatunki naczelnych rozładowują stres wywoływany przez życie w grupach poprzez tworzenie sojuszy chroniących ich członków przed nękaniem. Silne więzi stanowiące podstawę tych sojuszy powstają w wyniku działania dwóch osobnych procesów. Jeden z nich to silnie emocjonalny mechanizm powodowany przez iskanie. Iskanie zdaje się pełnić swoją funkcję poprzez pobudzanie do wydzielania w mózgu endorfin, co swego czasu elegancko zademonstrował neurobiolog Barry Keverne wraz ze współpracownikami z Uniwersytetu w Cambridge. Najprawdopodobniej pozwala to dwóm iskającym się osobnikom na pozostawanie ze sobą wystarczająco długo, aby wytworzył się związek oparty na zaufaniu i zobowiązaniu. Choć w trakcie zachodzenia bliskich interakcji społecznych wydziela się wiele neuroprzekaźników i hormonów, jak na przykład oksytocyna zwana czasem „hormonem miłości”, i odgrywają one ważną rolę w życiu społecznym ssaków, dowody wskazują na szczególną rolę endorfin w utrzymaniu bliskich związków u małp właściwych (antropoidów). Iskanie oraz inne postaci łagodnego dotyku występującego w kontekście społecznym (gładzenie, przytulanie), aktywują specyficzną grupę neuronów (niezmielinizowane aferentne włókna receptorów dotykowych), które uruchamiane są w odpowiedzi na delikatne dotknięcie skóry i przekazują informację o nim do mózgu. Choć nie wiadomo, czy to właśnie te neurony pośredniczą w pobudzaniu produkcji endorfin u naczelnych w odpowiedzi na iskanie, to prowadzone niedawno eksperymenty z obrazowaniem techniką PET wykazały, że delikatne głaskanie się przez ludzi żyjących w romantycznych związkach powoduje wydzielanie endorfin. Na poziomie psychologicznym odbierane jest to jako przyjemne uczucie podobne do tego wywoływanego przez opiaty (opiate high), łagodne znieczulenie oraz uczucie spokoju. Wydaje się, że zjawisko to jest istotne dla procesu tworzenia się silnych związków międzyosobniczych, które obserwujemy u małp właściwych.

Biorąc pod uwagę to, jak istotne jest iskanie dla powstawania i utrzymywania się sojuszy, nie powinno nas dziwić, że ilość czasu poświęcona na iskanie jest skorelowana z rozmiarem grup u małp wąskonosych (choć, z tego, co wiadomo, nie u małp szerokonosych czy małpiatek, jak galago i lemury) (Rys. 2.1)[10]. Nie oznacza to jednak konieczności, że zwierzęta iskają większą liczbę osobników w większych grupach. W rzeczywistości u większości naczelnych żyjących w społecznościach liczba iskanych osobników zmniejsza się wraz ze wzrostem liczebności grupy i czasu przeznaczanego na iskanie. Zarówno przy porównywaniu różnych gatunków, jak i różnych grup wewnątrz danego gatunku, w coraz większych stadach intensyfikuje się podział na częściowo niezależne podgrupy, których członkowie iskają głównie siebie nawzajem. Wydaje się to być spowodowane tym, że wraz z narastającym w większej grupie stresem coraz bardziej istotne staje się, aby sojusz był tak solidny, jak to tylko możliwe, przez co zwierzęta dbają przede wszystkim o najważniejszych partnerów w społeczności, rezygnując z iskania niezobowiązującego. Małpie matki w sytuacji ograniczonego czasu, wywołanego przez konieczność karmienia wielu dzieci, wycofują się z niezobowiązujących znajomości i przeznaczają resztki wolnego czasu na iskanie kluczowych partnerów w społeczności – tych, którzy naprawdę mają znaczenie.


Rys. 2.1. Średni procent czasu poświęcanego dziennie na iskanie u małp wąskonosych (makaków i człekokształtnych), przedstawiony względem średniego rozmiaru grupy u danego gatunku. Źródło: Lehmann i in. (2007).

W dziedzinie badania społecznych zachowań naczelnych rzuca się w oczy nierozwiązane pytanie, co właściwie składa się na owe więzi społeczne. U ludzi wydają się one mieć przede wszystkim charakter emocjonalny i to pewnie dlatego tak trudno jest je zdefiniować. Ponieważ nie potrafimy zbyt dobrze wyrażać naszych stanów emocjonalnych (w dużym uproszczeniu można by powiedzieć, że lewa półkula mózgu nie łączy się zbyt dobrze z ośrodkami przetwarzania emocji znajdującymi się w prawej półkuli), tak trudne jest utworzenie miary pozwalającej na ilościowe opisanie zróżnicowanych relacji międzyludzkich, a co dopiero tych występujących u małp. Sprawia to, że badanie istoty relacji opartych na więziach społecznych jest niemal niemożliwe. Jesteśmy jednak w stanie odróżnić, które znane nam z własnego doświadczenia relacje oparte są na silniejszych, a które na słabszych więziach: wiemy, że niektóre nasze relacje międzyludzkie są silniejsze od innych, choć nie jesteśmy zwykle w stanie powiedzieć, dlaczego.

Pewną zgrubną miarą, którą można stosować w odniesieniu zarówno do małp, jak i nas samych, jest to, ile czasu poświęcamy danej osobie. Nasze badania pokazują, że czas spędzony na bezpośrednich interakcjach jest istotny dla podtrzymywania danej relacji: gdy poprosiliśmy ludzi o ocenienie swoich relacji międzyludzkich na prostej skali 1–10 (gdzie 1 to relacja „raczej neutralna”, a 10 to „głęboko kocham tę osobę”), okazało się, że ocena ta jest silnie skorelowana z częstotliwością wchodzenia w interakcje. Emocjonalna głębia przyjaźni (ale nie związków rodzinnych) zmniejsza się drastycznie, gdy spada częstotliwość, z jaką przyjaciele[11] się spotykają.

Okazuje się, że odkrycie to jest zgodne z trójskładnikową teorią miłości Sternberga, która stanowi prawdopodobnie najszerzej akceptowany psychologiczny opis relacji międzyludzkich. Sternberg definiuje miłość poprzez trzy niezależne wymiary: bliskość, namiętność i zaangażowanie. Pomijając element namiętności jako szczególny dla miłości romantycznej, teoria ta sugeruje, że istnieją dwa kluczowe składniki relacji międzyludzkiej: „bycie blisko” i „poczucie bliskości”. Te dwie składowe wydają się nieźle pasować do naszego dwuskładnikowego modelu relacji u naczelnych: „bycie blisko” wiąże się z obecnością iskania w interakcjach (potrzeba fizycznej bliskości i wywoływane przez nią przywiązanie emocjonalne), zaś „poczucie bliskości”, choć jest to z pewnością znacznie bardziej niejasne pojęcie, wydaje się odpowiadać składnikowi poznawczemu (przekonanie, że jest się w stanie zrobić wszystko dla swojego partnera, włącznie z pospieszeniem na pomoc, oraz poczucie zaufania i zobowiązania, które są tak istotne dla skutecznej współpracy).

 

Umysłowość jako podstawa życia społecznego

Choć zjawiska umysłowe leżące u podstaw owego „poczucia bliskości” są wciąż niejasne, zarówno psychologia zwierząt, jak i psychologia rozwoju człowieka przewidują, że w grę wchodzi jakiegoś typu „poznanie społeczne”. Najbardziej obiecujące przypuszczenie odnośnie istoty tego poznania odwołuje się do tak zwanej „teorii umysłu” lub mentalizacji. Określenie „teoria umysłu” bierze się stąd, że dotyczy ona posiadania własnego niesprecyzowanego poglądu na to, jak to jest posiadać umysł – można więc powiedzieć, że ktoś „ma swoją teorię umysłu”. W praktyce oznacza to, iż zdajemy sobie sprawę z tego, że inni ludzie również mają umysł, podobny do naszego. Formalnie, mentalizacja oznacza umiejętność używania słów typu wierzyć, przypuszczać, wyobrażać sobie, chcieć, myśleć czy mieć zamiar. Filozofowie umysłu łączą te słowa w szersze pojęcie intencjonalności, czyli zdolności do przyjęcia postaw lub poglądów przepełnionych intencją.


Rys. 2.2. Mentalizacja polega na występowaniu szeregu stanów umysłowych, w których jednostka przedstawia poglądy/chęci/intencje (stany intencjonalne) swoje i innych osób. Ilustracja przedstawia trzy osoby reprezentujące, kolejno od lewej do prawej strony, pierwszy, drugi i trzeci rząd intencjonalności. © 2014 Arran Dunbar.

Intencjonalność w tym sensie jest źródłem rekurencyjnej hierarchii stanów umysłów określanej jako rzędy (lub poziomy) intencjonalności. Wszystkie istoty świadome znają zawartość swojego własnego umysłu i umiejętność ta określana jest jako intencjonalność pierwszego rzędu. Formalna teoria umysłu (zdolność do posiadania przekonania na temat czyjegoś przekonania) to intencjonalność drugiego rzędu: obecne są w niej dwa stany umysłu – osoby myślącej i tej, na temat której myśli. Istnieje więc nieskończona sekwencja zagnieżdżonych w sobie nawzajem stanów umysłowych, trzeciego, czwartego, piątego i dalszych rzędów intencjonalności, w których to zastanawiamy się na temat czyichś przekonań na temat naszych przekonań lub też na temat czyichś przekonań odnośnie przekonań osoby trzeciej.

Ludzie nie rodzą się z teorią umysłu, choć prawdopodobnie szybko uzyskują samoświadomość (intencjonalność pierwszego rzędu). Dzieci nabywają pełną teorię umysłu w wieku około pięciu lat i od tego momentu stopniowo rozwijają kolejne poziomy intencjonalności aż do rzędu piątego, czyli typowej kompetencji osoby dorosłej, uzyskiwanej w wieku nastoletnim. Na tym etapie możliwe staje się zrozumienie zdania typu: „Uważam, że ty przypuszczasz, że Piotr chciałby, aby Zuzanna uwierzyła, że Edward ma zamiar [coś zrobić]”. Choć nasze badania przeprowadzane na grupie normalnych dorosłych ludzi wykazują pewien rozrzut (większość dorosłych plasuje się pomiędzy czwartym a szóstym rzędem), średni wynik to zawsze piąty rząd. Tylko około 20% dorosłej populacji potrafi poradzić sobie z rzędami wyższymi od piątego.

Badania z wykorzystaniem obrazowania mózgu pokazują, że mentalizacja wiąże się z aktywnością w ściśle określonych obszarach mózgu, określanych jako sieć teorii umysłu (ang. Theory of mind network, ToM network), które obejmują korę przedczołową (nie jest do końca jasne, które jej struktury pełnią kluczową rolę) oraz dwa obszary w płacie skroniowym (biegun czołowy oraz skrzyżowanie skroniowo-ciemieniowe, czyli obszar styku płata skroniowego i ciemieniowego) – zob. Rys. 2.3. Wykazaliśmy, posługując się obrazowaniem oraz pomiarami czasu reakcji, że zadania wymagające mentalizacji są znacznie bardziej wymagające niż podobne zadania sprawdzające zapamiętywanie faktów, oraz że istnieje korelacja pomiędzy natężeniem aktywności neuronalnej w sieci ToM i rzędem intencjonalności obecnym w zadaniu. Im wyższy rząd intencjonalności, tym więcej neuronów musi zostać aktywowanych, aby zadanie zostało poprawnie rozwiązane. Co bardziej istotne, odkryliśmy także, że osoby zdolne do posługiwania się wyższymi rzędami intencjonalności mają większą korę oczodołowo-czołową (fragment kory tuż powyżej i za oczami). Mózg społeczny jest naprawdę kosztowną inwestycją, a ponieważ objętość tkanki mózgowej potrzebnej do „obsługi” rzędów intencjonalności jest proporcjonalna do liczby przetwarzanych rzędów, gatunki posługujące się bardziej zaawansowaną teorią umysłu będą potrzebowały większych mózgów. Charakterystycznym jest, że są to właśnie te obszary czołowej części mózgu, które wyewoluowały najpóźniej u małp właściwych, są przy tym największe u gatunków o najbardziej złożonym życiu społecznym. Obszary te ponadto najpóźniej ulegają mielinizacji (czyli procesowi tworzenia się osłonek neuronów, pozwalających im na efektywne przenoszenie sygnałów), co odzwierciedla fakt, że nabywanie umiejętności niezbędnych do poruszania się w naszym złożonym świecie społecznym wiąże się z intensywnym uczeniem się i ciągłym przekształcaniem struktur neuronalnych.


Rys. 2.3. Mózg ludzki; zaznaczono podstawowe płaty. Strzałki symbolizują odpowiedzialny za mentalizację (teorię umysłu) obwód przebiegający od kory oczodołowo-czołowej do płata skroniowego. Płat pełni niemal w całości funkcje związane ze wzrokiem. Kora ruchowa (zacieniowana), która jest odpowiedzialna za koordynację pomiędzy planowaniem, kontrolą i wykonywaniem ruchów świadomych (w tym również wyrazów twarzy), mieści się bezpośrednio przed bruzdą środkową (lub bruzdą Rolanda), która oddziela szczytową część płata czołowego od płata ciemieniowego.

Rzędy intencjonalności odgrywają wielką rolę w opowiadanej w tej książce historii, ponieważ stanowią one ilościową miarę różnic poznawczych pomiędzy człowiekiem współczesnym a pozostałymi naczelnymi. W pewnym sensie nie ma tak naprawdę znaczenia, że nie do końca rozumiemy poznawcze podłoże mentalizacji; istotne jest, że dostarcza ona prostej, godnej zaufania, liniowej skali mogącej służyć do opisu stopnia złożoności zdolności poznawczych w zakresie rzeczywistości społecznej. Niemal wszyscy zgadzają się, że większość czy nawet wszystkie ssaki (a z pewnością większość małp) posiadają intencjonalność pierwszego rzędu: rozumieją treści obecne w ich własnych umysłach i są świadome tego, że posiadają poglądy na temat świata. Istnieją świadectwa obserwacyjne mogące świadczyć o tym, że człowiekowate (a konkretnie orangutany i szympansy) potrafią w niewielkim stopniu posługiwać się intencjonalnością drugiego rzędu (formalną teorią umysłu) – z pewnością nie tak dobrze, jak pięcioletnie dziecko (które zdaje ten test z łatwością), a raczej na poziomie czterolatków, które właśnie zaczynają „łapać” tę ideę. Na drugim końcu skali są przeciętni dorośli ludzie, który posługują się intencjonalnością piątego rzędu. Po zestawieniu tych wyników z objętością płata czołowego uzyskuje się zaskakująco regularną zależność liniową (Rys. 2.4), co sugeruje, że objętość tej części mózgu jest bezpośrednio związana ze zdolnością do mentalizacji na sposób, który zgadza się z opisanymi wyżej odnalezionymi przez nas zależnościami wewnątrzgatunkowymi występującymi u dorosłych ludzi.

Ewolucja społeczna naczelnych

Ostatnią kwestią wymagającą zbadania jest to, jakie lekcje mogą płynąć z badań ewolucji społecznej naczelnych. Rekonstruowanie tego segmentu ewolucji było do niedawna działalnością w dużym stopniu spekulatywną. Wszyscy w zasadzie zgadzają się, że przodkowie naczelnych byli niewielkich rozmiarów, aktywni nocą i żyli w rozproszonych społecznościach składających się z osobników na poły samotniczych, w których samice (oraz młode) zbierały pokarm w niewielkich, w dużym stopniu rozłącznych „domowych” terytoriach, zaś samce żyły na dużych terytoriach (bronionych przed dostępem innych samców), które obejmowały areały kilku samic (do których ów samiec miał wyłączny dostęp). Taką formę organizacji społecznej można do dziś obserwować u wielu małych, prowadzących nocny tryb życia małpiatek, np. galago albo lemurka myszatego.

Od dawna zakłada się, że dalsza ewolucja społeczna polegała na stopniowym łączeniu się tych osobników w trwałe grupy, przy czym liczebność grupy miałaby zdeterminować docelową formę organizacji społecznej. Jedną z oczywistych ścieżek mogłoby być coraz bliższe wiązanie się samca z jedną z samic na jej terytorium i tworzenie pary monogamicznej. Gdyby do tego samca dołączyły się inne samice, powstałby harem lub grupa poligyniczna (jeden samiec i kilka samic), a gdyby obecność wielu samic przyciągnęła kolejnych samców, powstałaby ostatecznie duża grupa poligamiczna o wielu samcach i wielu samicach. Jest to z grubsza standardowy model ewolucji społecznej i można go odnaleźć w każdym podręczniku; określa się go jako model socjoekologiczny: system społeczny danego gatunku jest w nim prostą konsekwencją struktury demograficznej, ta zaś wynika ze sposobu, w jaki zdobywany jest pokarm.


Rys. 2.4. Zdolności do mentalizacji u małp wąskonosych (reprezentowane przez maksymalny osiągany przez dany gatunek rząd intencjonalności) przedstawione względem objętości płata czołowego. Przyjmuje się zwykle, że małpy „niższe” (inne niż człekokształtne) posługują się tylko pierwszym rzędem intencjonalności; istnieją pewne świadectwa eksperymentalne wskazujące na to, że szympansy i orangutany z ledwością, ale jednak, osiągają poziom drugi. Dorośli ludzie typowo zdolni są do posługiwania się rzędem piątym.

● gatunki, dla których poziom intencjonalności wyznaczono eksperymentalnie (od lewej: szympans, orangutan, człowiek współczesny);

○ gatunki, których poziom intencjonalności nie jest znany, jednak którego wartość przyjmowana jest na podstawie innych gatunków należących do tej samej rodziny. Warto zauważyć, jak blisko siebie skupione są wartości znane i nieznane.

Źródło: Dunbar (2009).

Dwa opublikowane niedawno badania, których autorami są Susanne Shultz i Kit Opie, wskazują na to, że pogląd ten jest niemal całkowicie nieprawdziwy. Wykonanie tych analiz było możliwe dzięki powstaniu nowych zaawansowanych metod statystycznych służących do szacowania stanów wyjściowych i testowania hipotez dotyczących historycznych związków pomiędzy organizacją społeczną a różnymi naciskami selekcyjnymi[12]. Badania te sugerują, że zdecydowanie najbardziej prawdopodobne jest przejście ze stanu wyjściowego (rozproszonych terytoriów, na których pojedyncze osobniki samodzielnie zdobywają pokarm) bezpośrednio do stanu poligamicznego o wielu samcach i wielu samicach, a nie ku monogamii. Innymi słowy, zwierzęta, które wcześniej samotnie poszukiwały pokarmu, zaczęły zbierać się w grupy najprawdopodobniej w odpowiedzi na rosnące zagrożenie ze strony drapieżników (związane głównie z przejściem od nocnego do dziennego trybu życia). Możliwe są dwie drogi wyjścia z tego wczesnego stanu poligamii o wielu samcach i samicach: do formy haremu lub ku monogamii. Istnieje również droga ku monogamii prowadząca z formy haremu. Nie zdarzyło się, aby w jakimś gatunku nastąpił powrót do organizacji samotniczej po przejściu do życia w grupie, choć zdarzały się przeskoki pomiędzy organizacją haremową a modelem z wieloma samcami (czyli zgodnie z przewidywaniami modelu socjoekologicznego).

Najważniejsze jest jednak to, że nie ma drogi powrotnej z monogamii: gdy jakiś gatunek opowiedział się za monogamią, wydaje się, że już z tego stanu nie wyjdzie. Wydaje się więc, że monogamia stanowi swego rodzaju „zlewnię” demograficzną i poznawczą, prawdopodobnie ze względu na to, że obciążenie dla umysłu związane z partnerstwem monogamicznym jest na tyle duże, że gdy już mózg przeprogramuje się na tyle, by je udźwignąć, procesu tego nie da się już odwrócić. Życie w związku monogamicznym wymaga od samca i samicy świetnego tolerowania siebie nawzajem, ale jednocześnie zdecydowanego nietolerowania innych przedstawicieli tej samej płci. Z tego względu monogamiczne naczelne zawsze stają się ostatecznie terytorialistami, gdzie każda para zajmuje własne terytorium. Ten brak tolerancji wobec osobników tej samej płci jest czymś niezwykłym u ssaków niemonogamicznych i sprawia, że bardzo trudno jest kilku osobnikom tej samej płci żyć wspólnie, zwłaszcza po rozpoczęciu aktywności reprodukcyjnej w wieku dojrzewania. Tak więc wydaje się, że – podobnie jak u innych ssaków i ptaków – pełna i obligatoryjna monogamia (gdzie każdy osobnik jest monogamiczny przez cały czas) jest bardzo szczególnym stanem, którego zajście wymaga dużych zmian w zachowaniu i umysłowości. Gdy zaś już one nastąpią, nie ma drogi powrotnej, ponieważ trudno jest je cofnąć. Będzie to szczególnie istotne później, przy omawianiu ewolucji par ludzkich (związków monogamicznych).

 

Ze względu na szczególną historię ewolucyjną monogamii należy zapytać, dlaczego właściwie powstał taki typ organizacji społecznej i rozrodczej? Lata badań doprowadziły do wyłonienia się trzech różnych wyjaśnień pochodzenia monogamii u ssaków. Oto one: (1) konieczność opieki przez dwoje rodziców (do wychowania potomstwa o dużych mózgach potrzebni są oboje rodzice); (2) pilnowanie partnerki seksualnej (ang. mate-guarding) przez samca (kiedy samice są tak rozproszone, że samiec nie może jednocześnie pilnować więcej niż jednej, utrzymuje się w pobliżu jednej, aby mieć pewność, że to on uzyska do niej dostęp w okresie, kiedy jest płodna, tym samym zabierając tę szansę innym samcom); (3) ryzyko dzieciobójstwa (samica trzyma się blisko samca i wykorzystuje go jako „najemnika” albo „ochroniarza”, aby chronił ją i jej dzieci przed innymi samcami, mogącymi je nękać i/lub zabić). Od dawna wiadomo, że dzieciobójstwo jest poważnym ryzykiem u naczelnych: ponieważ duże mózgi wiążą się z niskim tempem reprodukcji (wzrost tak dużego mózgu zajmuje dużo czasu), samiec przejmujący samicę od innego samca musi czekać rok lub dłużej, zanim będzie w stanie spłodzić własne potomstwo. Jeśli jednak samiec ten zabije niemowlę dopiero co urodzone przez ową samicę, ta w niedługim czasie znów stanie się płodna (to samo dotyczy kobiet, które tracą karmione mlekiem dziecko[13]), zaś samiec może od razu rozpocząć własną karierę jako reproduktor. Teoria głosi więc, że z tego powodu występuje silny nacisk selekcyjny ku zachowaniom dzieciobójczym u samców naczelnych, i zachowania takie rzeczywiście są bardzo u nich powszechne (pomimo wielu dzielnych prób wykazania, że jest odwrotnie); to z kolei stwarza równie silny nacisk selekcyjny ku wytworzeniu się strategii zaradczych, mających zminimalizować to ryzyko.

W drugim badaniu sprawdzono, czy przejście ku monogamii nastąpiło u rozmaitych grup naczelnych przed, czy po zmianie wskaźników behawioralnych reprezentujących poszczególne trzy hipotezy. Choć istnieją dowody świadczące o związku ewolucyjnym pomiędzy monogamią a przebywaniem samic na dużych, rozdzielnych terytoriach (te dwie cechy zmieniają się wspólnie w toku ewolucji naczelnych), rozmiar terytorium samicy nie rośnie przed wyewoluowaniem monogamii, co sugeruje, że nie jest słuszne kluczowe założenie hipotezy o pilnowaniu partnerki – to, że samice stają się zbyt rozproszone, aby samiec utrzymywał wyłączny dostęp do kilku samic jednocześnie. Tak naprawdę w przypadku żadnego monogamicznego gatunku naczelnych nie jest prawdą, że samce nie byłyby w stanie pilnować więcej niż jednej samicy: zawsze niezmiennie kontrolują obszar na tyle duży, że są w stanie bronić terytoriów kilku rodzin, gdyby naprawdę tego chciały. Pilnowanie partnerów ze względu na rozproszenie terytorialne samic to z pewnością dobre wyjaśnienie ewolucji monogamii u większości ssaków, ale nie, jak się wydaje, naczelnych. Są też dowody na związki ewolucyjne pomiędzy monogamią a opieką przez oboje rodziców, jednak monogamia wyewoluowała niemal równie często u gatunków „oburodzicielskich”, jak u gatunków „jednorodzicielskich”, co pokazuje, że opieka sprawowana przez oboje rodziców jest raczej konsekwencją monogamii, a nie przyczyną: gdy już wystąpi monogamia, samcom opłaca się uczestniczyć w opiece nad dziećmi, ponieważ zwiększa to szansę na ich przetrwanie. Zdolność samców do świadczenia opieki rodzicielskiej nie wydaje się jednak być wystarczająco silną korzyścią, aby stanowić główny motor ewolucji monogamii, przynajmniej u naczelnych. Istnieje też silna zależność pomiędzy monogamią a dwoma odrębnymi miarami ryzyka dzieciobójstwa, zaś przejście pomiędzy poligynią a monogamią zawsze zachodzi w sytuacji wysokiego ryzyka dzieciobójstwa. U naczelnych więc, jak się wydaje, dzieciobójstwo było kluczowym czynnikiem napędzającym ewolucję monogamii.

Monogamia, w której samiec chroni samicę, nie jest jednak jedynym rozwiązaniem problemu dzieciobójstwa. Sandy Harcourt i Jonathan Greenberg wykazali, że goryle wybrały model „najemnika” ze względu na wysokie ryzyko dzieciobójstwa, ale połączyły to z systemem poligynicznym opartym na haremach: kilka samic wiąże się z jednym samcem-obrońcą. W tym przypadku spory dymorfizm płciowy ze względu na wielkość ciała[14] mógł sprawić, że największe i najsilniejsze samce były szczególnie atrakcyjne jako „obrońcy” w porównaniu do mniejszych, co na drodze sprzężenia zwrotnego doprowadziło do dalszego przyrostu rozmiarów ciał samców. U typowo monogamicznych naczelnych, takich jak gibony i mniejsze małpy szerokonose, dla odmiany, samce i samice są tej samej wielkości (a nawet bywa, że samice są odrobinę większe). Struktura społeczna u goryli jest zupełnie inna niż u tych bardziej uspołecznionych małp, gdzie samice niezmiennie tworzą sojusze oparte na wzajemnym iskaniu. Goryle mają strukturę społeczną o kształcie gwiazdy, w środku której znajduje się samiec, a na końcach ramion samice: każda samica iska samca, ale samice rzadko iskają siebie nawzajem. Choć model Harcourt-Greenberga przekonująco wyjaśnia powstanie haremów u goryli, pokazuje również dobitnie, że ryzyko dzieciobójstwa to zbyt mało, aby u szympansów strategia samca-najemnika stała się korzystna dla samic.

*

Przy omawianiu ewolucji społecznej homininów warto pamiętać o tego typu zasadach ogólnych, ponieważ niezbędne jest założenie, że homininy, jak wszystkie naczelne, podlegają tym samym czynnikom selekcyjnym: społecznym i reprodukcyjnym. Kluczowe jest to, że wraz z rosnącą liczebnością grupy samice poddawane są silniejszym czynnikom stresogennym, a samce zmuszone są do konkurowania ze sobą nawzajem. Jeśli nie znajdzie się rozwiązanie łagodzące wpływ tych ograniczeń, nie będzie możliwe zajęcie nowego typu środowiska lub ewolucja nowego gatunku o większym mózgu. Nieuniknionym rezultatem jest wymarcie w chwili, gdy zmiana klimatu doprowadzi do radykalnego zmniejszenia się powierzchni preferowanych siedlisk. To zaś doprowadza nas do dwóch fundamentalnych kwestii leżących u źródeł historii ewolucyjnej człowieka: rozmiaru mózgu i budżetu czasowego. Rozmiar mózgu determinuje wielkość grupy społecznej wykształcającej się w odpowiedzi na warunki środowiskowe, zaś warunki te oraz rozmiar grupy narzucają pewne wymagania na budżet czasowy, które muszą zostać spełnione, jeśli ma nastąpić kolejny krok ewolucyjny. W następnym rozdziale zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby bardziej szczegółowo ustalić, co wynika z tych zasad w odniesieniu do poszczególnych pięciu faz ewolucji homininów.