Anatomia melancholii

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Wstęp: Melancholia tej osobliwej anatomii

1. Potwór słów i księga ksiąg: Robert Burton obnażony

2. Ta nużąca rozprawa: Anatomia jako księga niedbała?

3. To pisał Nikt: maska Demokryta

4. Nieuleczalna przypadłość i renesans medycyny

5. Pacjent zero: to świat jest chory

6. I tak dalej: wyrozumiały czytelnik w morzu Babel

Kilka usprawiedliwień, wyjaśnień, wymówek (od tłumacza)

Robert Burton, Anatomia melancholii

Dwa wiersze

Opisanie ryciny z frontyspisu

Krótka odautorska charakterystyka melancholii

Część pierwsza: Wielka anatomia świata

Część druga: Skrupulatna sekcja depresji

Część trzecia: Utopia na całe zło

Część czwarta: Odzyskane zachody miłości

Lokalizacja fragmentów

Przypisy

Robert Burton, Anatomia melancholii, Kraków 2020

Copyright © for this edition by Korporacja Ha!art, 2020

Copyright © for the Polish translation by Michał Tabaczyński, 2020

Copyright © for the Preface by Michał Tabaczyński, 2020

Redaktor prowadzący Piotr Marecki

Redakcja Paweł Schreiber

Korekta i redakcja Filip Fierek

Projekt okładki Michalina Mosurek

Projekt typograficzny Marcin Hernas

Zrealizowano dzięki wsparciu finansowemu Miasta Bydgoszczy.

Wydanie I

ISBN 978-83-66571-29-7

Korporacja Ha!art

ul. Konarskiego 35/8, 30-049 Kraków

tel. 698 656 756

korporacja@ha.art.pl www.ha.art.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Wstęp

Melancholia tej osobliwej anatomii

.

Łaskawa Czytelniczko, wyrozumiały Czytelniku, mimo że da się czytać Burtona bez żadnego komentarza i nic on na tym nie traci (może nawet zyskiwać: nie umiem tego rozstrzygnąć), zdecydowałem się napisać to wprowadzenie. Obszerne, może nawet zbyt obszerne – szczególnie jeśli przyjąć, że jednak niekonieczne.

Brak Anatomii melancholii w polszczyźnie (zarówno gdy idzie o dotychczasowe przekłady – nie dość, że nieliczne, niewielkie, to jeszcze wybiórcze – jak i nieobecność w czytelniczej świadomości czy recepcji krytycznej) sprawił, że nie mamy również opracowań jej dotyczących. Wyjątki są właściwie dwa: rozdział Atramentu melancholii Jeana Starobinskiego dostępny po polsku oraz książka polskiej badaczki Liliany Barczyk-Barakońskiej, która – niestety – została napisana po angielsku. Dlatego też to wprowadzenie nie wykracza poza problematykę Anatomii w najściślejszym sensie, pomijając konteksty filozoficzne, teologiczne, literackie itd. Jedyną właściwie literaturą, jaką tu wykorzystuję, jest ta poświęcona samemu Burtonowi. Refleksja krytyczna jego dotycząca przeżywa zresztą ostatnio renesans: widać to dobrze po luce, jaka występuje w datach wydań napisanych na jego temat monografii – pierwsze, pionierskie i już dzisiaj klasyczne opracowania są wydawane od końca lat pięćdziesiątych do połowy dziewiątej dekady (na każde dziesięciolecie przypada jedna naprawdę ważna monografia: tu korzystam z czterech – po jednej z każdej dekady), natomiast kolejne były wydane już w XXI wieku (tylko w tym wstępie wykorzystuję aż pięć takich książek, wydanych właściwie na przestrzeni kilku lat).

Powstrzymałem się więc – chociaż, przyznaję, nie przyszło mi to łatwo – przed komentarzami filozoficznymi czy społecznymi. Ale najtrudniej, co chyba oczywiste, było z literaturą. Od Sterne’a i jego Tristrama Shandy’ego (w którym Burtona cytuje on i parafrazuje intensywnie), przez Kierkegaarda (którego z Burtonem łączy tak wiele, że właściwie niemal wszystko: od użycia pseudonimu-maski, przez tematy: melancholię, refleksję społeczną i polityczną, o religijnej nie mówiąc, po samą nawet interpunkcję!), aż do współczesności, w której mamy za dużo wręcz materiału do dyspozycji (Georges’a Pereca na przykład można i warto by przeczytać równolegle z Burtonem i przez niego).

Wprowadzenie – nawet mimo swojej uciążliwej długości – nie obejmuje wszystkich problemów Anatomii. Ta wycieczka po księdze ksiąg odbywa się według mapy, którą sam sobie wyrysowałem. Prezentuję tu Anatomię melancholii tak, jak sam ją czytam – i bezczelnie uważam, że to sposób najlepszy, że tak książka jest najciekawsza. Ale nie tylko własnym odczytaniem się tu kierowałem. Chciałem, po pierwsze, żeby ten przewodnik tłumaczył wybór fragmentów, którego dokonałem, pozwalał je odczytać w kontekście całości i wypełniał tego wyboru luki. A po drugie, starałem się, żeby to wprowadzenie pokazywało Burtona jako autora aktualnego (tego właśnie dowieść ma taka, a nie inna selekcja fragmentów), który mówi nam o naszym życiu, cywilizacji, szaleństwie naszych czasów – zwycięstwie politycznego cynizmu, tryumfie głupoty, upadku humanistyki, powszechnej cywilizacyjnej depresji – rzeczy, których może byśmy woleli nie słuchać, ale które pozostają niezmiennie prawdziwe od 400 lat.

Ale – jak mówiłem – kto ten wstęp pominie, nie musi nic stracić. Zawsze można powtórzyć za Burtonem: „Gdy holenderski podróżny zawita do niemieckiego zajazdu i nie odpowiada mu jedzenie, pokój itd., usłyszy: Aliud tibi quaeras diversorium, jeśli ci się nie podoba, poszukaj sobie noclegu gdzie indziej; moja rada: jeśli ci się moje pisanie nie podoba, weź i poczytaj coś innego”. Możesz, czcigodna Czytelniczko i drogi Czytelniku, poczytać od razu Burtona. Zaryzykowałbym, że nawet musisz!

1. Potwór słów i księga ksiąg:

Robert Burton obnażony

1.1

„Wyrozumiały Czytelniku” – zaczyna swoją księgę Robert Burton, ale mógłby właściwie zacząć inaczej: Czytelniku wytrwały, gorliwy Straceńcze, Szaleńcze, Maniaku, który odważasz się rzucić w tę otchłań słów, lekkomyślny Śmiałku, któryś zdecydował się zanurzyć w ten ocean liter. Byłby to może początek stylistycznie bardziej ryzykowny, ale przecież nie takie ryzyko Burton co i rusz podejmuje; na dodatek – otwarcie takie byłoby i prawdziwe, i uczciwe. Anatomia melancholii, opowiadając przecież o szaleństwie świata i ludzi, wymaga także szalonego czytelnika.

Najbardziej widocznym znakiem szaleństwa tej książki jest oczywiście jej rozmiar; do niego dokładają się inne cechy: mania cytowania, obłęd systematyzacji, otchłań meandrujących zdań. Rozmiar i skomplikowanie tej księgi jest, bo być musi, znakiem strawionego na jej pisanie życia: Anatomia melancholii jest właściwym tego życia zapisem, jego najwierniejszym obrazem. Burton, ten potwór słów, daje w niej swój portret: czytelnika, pisarza, kompilatora. Jak dowcipnie pisał o nim jeden z badaczy literatury tego czasu:

Odbył podróż z Brasenose, miejsca swoich studiów, do oddalonego o rzut kamieniem Christ Church; jego całe królestwo stanowił pokój. Kościelne beneficjum albo i dwa, których bywał raczej nieobecnym administratorem, rzadkie wizyty w okolicznych wsiach – a reszta to już Oksford i Bodlejańska Biblioteka[1].

Pokój, mnisia cela, biblioteka – w tej ograniczonej przestrzeni trudno o spektakularną biografię. Wiemy więc mało (choć ktoś mógłby zauważyć: zupełnie wiele jak na życie, w którym tak niewiele się działo), ale coś jednak wiemy[2].

Najwięcej szczegółowych informacji – co ciekawe, ale właściwie zrozumiałe – mamy na temat dzieciństwa Burtona. Urodził się 8 lutego 1577 roku. Znamy nawet dokładną godzinę: 8.44 rano. Co jeszcze ciekawsze, a i dużo zabawniejsze, znamy też dokładną datę jego poczęcia. Nie, nie przekazał nam jej ojciec pisarza, chociaż prowadził on rodzinną kronikę na pustych stronach posiadanego średniowiecznego kodeksu, matka również nie była na tyle wylewna – moment ten wyznaczył sam Burton, a że parał się astrologią, nie mamy innego wyjścia, niż ją przyjąć (jako zabawny rys jego osobowości, rzecz jasna, a nie autentyczną i niebudzącą wątpliwości datę). Do tego zdarzenia miało dojść 25 maja roku 1576 o godzinie 9.00 wieczorem. Pod względem medycznym są to zresztą obliczenia zupełnie wiarygodne.

 

Jego rodzice, Ralph i Dorothy (z domu Faunt) Burtonowie, pobrali się pięć lat wcześniej i przed Robertem doczekali się trójki dzieci: dwóch córek (Elizabeth i Anne) oraz syna Williama. Ten ostatni może nas zainteresować o tyle, że był geografem rodzinnych stron i autorem książki Description of Leicestershire (wydanej rok po ukazaniu się pierwszej edycji dzieła swojego brata), która jest źródłem informacji zarówno o ich rodzinnym domu i majątku, jak i niektórych członkach rodziny. Później na świat przyszła jeszcze szóstka rodzeństwa. Rodzina wiodła życie ziemian we wsi Lindley w hrabstwie Leicestershire (we wschodniej części English Midlands, mniej więcej w połowie drogi między miastami Leicester i Birmingham).

Uznaje się, że to rodzina jego matki jest ważniejsza, gdy chodzi o ślady, jakie w jego życiu i pisaniu można znaleźć – jest, krótko mówiąc, bardziej przydatna w kontekście krytyki biograficznej. I tak źródło jego medycznych zainteresowań przypisuje się lekarskim zdolnościom jego matki – praktykowała bowiem tradycyjną medycynę, co skłoniło nawet Burtona do pochwały jej kompetencji w Anatomii: „odznaczała się zdolnościami w chirurgii, leczyła chore oczy, zaradzała bólom itd., tworzyła swoje słynne i pomocne specyfiki, które ulżyły wielu biedakom, którzy bez nich pozbawieni byliby ratunku, o czym może zaświadczyć cała okolica, w której mieszkała” [III, 250][3]. W tym samym miejscu zresztą syn drwi z niektórych ludowych i zabobonnych jej praktyk; ową „chirurgię” trzeba bowiem rozumieć w zgodzie z greckim źródłosłowem tego terminu, jako medycynę „praktykowaną za pomocą rąk”, a matka przejawiała po prostu kwalifikacje, które były przypisane kobiecie o jej pozycji społecznej – dziedziczce, właścicielce ziemskiej, pani domu. Tak czy inaczej, wychowanie przez nią dziesięciorga dzieci, z których tylko ostatnia córka zmarła w dzieciństwie, zdaje się w jakimś stopniu potwierdzać jej umiejętności.

Ważniejszy jest jednak brat (lub kuzyn) matki – Arthur Faunt, który opuścił rodzinny dom w wieku 14 lat, by wstąpić do jezuickiego kolegium w Louvain. Po latach został rektorem takiego samego kolegium w (uwaga: polonicum!) Poznaniu, co Burton odnotowuje na posiadanym w bibliotece egzemplarzu książki swojego krewnego jezuity. Burton, w końcu anglikański duchowny, nie miał do tego zakonu szczególnego sentymentu, by rzecz ująć najdelikatniej, ale z tego przodka – i kolegi po piórze, bo autora co najmniej jedenastu książek – był dumny. Krewni jednak nigdy się nie spotkali: Arthur po pobycie w Poznaniu przeniósł się na Litwę, gdzie w 1595 roku zmarł, a Burton przez całe życie nie opuszczał Anglii.

Jeszcze ważniejszy jest inny rodzinny fakt – dziedziczona po przodkach ze strony matki melancholia. Największy melancholijny autor w historii literatury był w końcu wielkim praktykiem melancholii, człowiekiem saturniańskim. Sam w Anatomii melancholii pisze o dziedzicznej, wrodzonej depresji, więc i ten trop może być ważny; nawet nie jako przyczynek do krytyki biograficznej (która akurat w przypadku tego autora i tego dzieła zachowuje nawet jakąś szczątkową przydatność), ale jako incydent, który w tym autobiograficznym dziele stanowi jeden z dowodów na taką, a nie inną teorię melancholii. Otóż brat matki Anthony Faunt, który został mianowany dowódcą wojsk angielskich (najpewniej chodziło o dowództwo wojsk hrabstw Środkowej Anglii) w czasie walk z hiszpańską armadą, po tym jak hrabia odmówił mu objęcia tego stanowiska, popadł w melancholię, która przyczyniła się do jego śmierci w wieku 36 lat.

1.2

O wczesnej edukacji Burtona informacje mamy nie do końca pewne. Wiadomo, że został wpisany do rejestrów dwóch szkół: w Nuneaton i w Sutton Coldfield, wątpliwości budzi jednak fakt, że – według tych wpisów – musiałby uczęszczać do tych szkół równocześnie. Bezpiecznie więc przyjmuje się, że był uczniem obu – w kolejności, w jakiej je tu wymieniłem.


Historia jego późniejszej edukacji to właściwie ciąg dat spisanych z ksiąg uniwersytetów. W 1593 roku wstępuje do Brasenose College w Oksfordzie, a w 1599 zostaje studentem Christ Church (z którym to miejscem będzie już związany do końca życia). W roku 1602 uzyskuje stopień bakałarza sztuk wyzwolonych, a w 1605 roku – magistra. W 1614 roku zdobędzie tytuł bakałarza teologii.

O samym życiu studenta niewiele wiadomo, chociaż uważa się, że uwagi o wychowaniu i edukacji oparł Burton na własnych doświadczeniach. Jeśli tak jest (co może potwierdzać poniższy fragment), to lata nauki musiały być dla Burtona pasmem cierpień:

Okrutni, gwałtowni i tępi nauczyciele, aridi magistri [oschli mistrzowie], jak nazywa ich Fabiusz, Ajaces flagelliferi [stosujący chłostę dręczyciele], nie są w tym przypadku lepsi od katów, którzy dzieci przychodzące po naukę poddają katuszom, także za sprawą nędznej diety, gdy te mieszkają w bursie, jak i surowości oraz złego traktowania, czym wypaczają temperaturę ich ciała i umysłu: poprzez nieustanne besztanie, wyrzuty, uwagi, bicie, przygany, ciągły dozór dzieci są często fracti animis, zmartwione i pozbawione radości życia, nimia severitate deficiunt et desperant [za sprawą surowego traktowania stają się otępiałe i przygnębione] i nabierają przekonania (jak ja w swoim czasie), że nie ma na świecie zniewolenia większego niż szkoła [I, 333].

Edukacja – a później jeszcze tryb życia studenta i uczonego – jest według niego jedną z głównych przyczyn melancholii. Jakość nauczania ma na tę kondycję wpływ znikomy, skoro Burton swoje uniwersytety określał jako najświetniejsze w całej Europie.

Burton uzyskuje magisterium stosunkowo późno – ma wtedy 28 lat; późno też (szczególnie jak na tamte czasy) rozpoczyna naukę w Christ Church. Uważa się, że przyczyną tego opóźnienia mógł być atak melancholii. Znaleziono nawet w dokumentach poszlakę, która taką tezę wspiera. W ewidencji pacjentów Simona Formana, astrologa i lekarza, z roku 1597 znaleźć można wpis o kilku wizytach pewnego dwudziestolatka, Roberta Burtona; zgadza się imię, nazwisko i wiek – do całkowitej pewności brakuje jeszcze miejsca pochodzenia lub zamieszkania. Chory skarżył się na ociężałość, senność i dolegliwości żołądkowe, a Forman, zdiagnozowawszy melancholię, zalecił przyjmowanie leków i przeczyszczenie. Chory wracał jeszcze kilka razy (wizyty trwały od 18 czerwca do 11 października), pojawiały się też nowe objawy: bóle głowy, nosa, gorączka, pieczenie odczuwane w dłoniach i kolanach. Wzmianek o kolejnych konsultacjach brak.

Z czasów uniwersyteckich mamy jeszcze jedną anegdotę. Za to smakowitą. Burton oprócz Anatomii stworzył kilkanaście wierszy i dwie łacińskie sztuki: Alba oraz Philosophaster [Fałszywy filozof]. Pierwsza z nich nie zachowała się, a została stworzona, by swoim wystawieniem uświetnić wizytę króla Jakuba na Uniwersytecie Oksfordzkim. Nie do końca się to udało, a właściwie – nie udało się zupełnie. Więcej: wystawienie okazało się katastrofą. Królowa oraz jej damy dworu były zdegustowane nagością na scenie, a króla przedstawienie nudziło tak bardzo, że tylko błagania uniwersyteckich kanclerzy powstrzymały go przed opuszczeniem widowni w trakcie pierwszej połowy spektaklu. Nie znamy reakcji Burtona na tę klęskę, ale można zakładać, że go zabolała: strach przed publicznymi wystąpieniami oraz wstyd uznawał za znaczące przyczyny depresji.

1.3

Dalsze koleje losu Burtona znaczą głównie kolejne wydania Anatomii, która za jego życia ukazała się pięć razy: w latach 1621, 1624, 1628, 1632 i 1638 – za każdym razem poszerzana i uzupełniana. Ostatnie wydanie, nad którym pracował do śmierci, wyszło w roku 1651. Za nieszczególnie istotne należy uznać kościelne nominacje: w 1616 zostaje wikarym w kościele św. Tomasza Męczennika w Oksfordzie, w 1624 proboszczem w Walesby, a w 1632 roku (choć podaje się i inne daty: 1630 lub 1636, najbardziej prawdopodobny – ze względu na przypadającą na ten czas śmierć poprzedniego proboszcza – pozostaje jednak rok 1632) obejmuje probostwo w Seagrave. Burton swoje obowiązki wykonywał raczej niechętnie, a i o samych księżach, ich umysłowym poziomie i aktywnościach wypowiada się w Anatomii z lekceważeniem i wzgardą. Owszem, niektóre fragmenty księgi przyjmują kształt kazań, ale nic nie wskazuje na to, by były one kiedykolwiek przez niego wygłaszane: wykształcony teolog wykorzystywał najpewniej ich konstrukcyjne i retoryczne wzorce w swoim pisaniu.

Burton przyjmuje też inne dziwne funkcje: w roku 1615 zostaje na przykład urzędnikiem nadzorującym oksfordzki targ (w utopii z Anatomii melancholii znać ślady i tych doświadczeń), do którego zadań należała kontrola jakości towarów. Trudno go sobie wyobrazić, jak biega po straganach kupców, by kontrolować wagę porcji mięsa albo smak serów czy świeżość ryb, więc przyjmuje się, że wykonywał raczej obowiązki administracyjne – czyli był skrybą, protokolantem, autorem raportów lub pism urzędowych.

Jedyne znaczące stanowisko (znaczące nie w sensie hierarchii, ale w związku z jego dziełem życia) to objęcie w połowie trzeciej dekady XVII wieku (dokładnie w roku 1626) funkcji bibliotekarza Christ Church.

Większość z tych zatrudnień trudno uznać za stopnie kariery, której Burton zresztą nie zrobił, ale raczej za funkcje i beneficja zapewniające utrzymanie – księga ksiąg odciągała go skutecznie od kariery, życia rodzinnego (nigdy się nie ożenił) i bogactwa. On liczył tymczasem, że to właśnie ona mu je przyniesie, stąd usilne poszukiwania patronów wsparte odpowiednimi dedykacjami. Właściwie jedyne dobra materialne, jakie po sobie zostawił, to książki z ogromnej prywatnej biblioteki. Liczyła około 1000 woluminów, co nawet dziś robi wrażenie. W tamtych czasach Biblioteka Bodlejańska na początku dysponowała 2000 tomów, których liczba dzięki donacjom w ciągu trzech lat wzrosła do 6000, by w roku 1620 powiększyć swój księgozbiór do 16000. A mówimy tu przecież o jednej z najwspanialszych bibliotek tamtych czasów, którą Burton porównywał do Biblioteki Watykańskiej.

1.4

25 stycznia 1640 roku, dwa tygodnie przed swoimi 63. urodzinami, Robert Burton umiera. Dwa dni później odbywa się pogrzeb – zostaje pochowany w katedrze Christ Church. Niecałe pół roku wcześniej spisuje testament. Zaznacza w nim – najpewniej zupełnie konwencjonalnie – że czyni to, pozostając w doskonałym zdrowiu na ciele i umyśle. Jednak ta wzmianka jest jedną z przesłanek powstałych z czasem podejrzeń, że śmierć Burtona nie nastąpiła z przyczyn naturalnych, ale była skutkiem samobójczego aktu melancholika.

Powodów, by tak sądzić, badacze jego życia i twórczości mają zresztą więcej. Burton, który parał się astrologią, podobno przewidział dokładnie datę swojej śmierci. Wniosek jest jasny: zmęczony życiem sam sprawił, by jego kalkulacje się sprawdziły. W przeciwnym razie musielibyśmy albo uwierzyć w astrologię, albo uznać zaistnienie niesamowitego przypadku. Ziarno wątpliwości zasiewa też sporządzone przez Burtona własne epitafium, które rzeczywiście znalazło się na jego nagrobnym medalionie:

Paucis notus, paucioribus ignotus,

Hic jacet

Democritus Junior,

Cui vitam dedit et mortem

Melancholia.

Tłumaczy się je tak: „Niektórym znany [pod imieniem Burton], nieznany liczniejszym [jako Demokryt Junior], tu spoczywa Democritus Junior, któremu życie i śmierć dała Melancholia”. „Melancholia, która przyniosła mu śmierć” – to musiało wzbudzić podejrzenia. Ale łatwo daje się wytłumaczyć: „Melancholia Burtona” miała być potocznie używanym określeniem jego książki, stąd epitafium odnosi się do Anatomii melancholii, a nie życia jej autora naznaczonego opisywaną tak ekstensywnie przypadłością depresyjną. Nie wszystkich to jednak przekonywało i plotki krążyły: w połowie XVII wieku John Aubrey pisał, że mieszka w pokoju, w którym Burton „dokonał żywota, wieszając się”, a Wood przytaczał opinie niektórych szkolarzy, jakoby Burton „posłał swoją duszę do nieba za sprawą stryczka zaciśniętego na szyi”[4]. Tezie o samobójczej śmierci najdobitniej przeczy jednak miejsce pochówku – popiersie Burtona do dziś zdobi jedną z kolumn północnej nawy katedry. Samobójca raczej nie mógłby liczyć na tak godny pochówek. Ale pewności nie ma.

Inne książki tego autora