Mądra głowa zna przysłowia

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Mądra głowa zna przysłowia
Mądra głowa zna przysłowia
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 46,80  37,44 
Mądra głowa zna przysłowia
Mądra głowa zna przysłowia
Audiobook
Czyta Artur Barciś
21,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Każdy kto choć raz przejeżdżał hulajnogą przez wielkie kałuże, a potem pędził przed siebie na łeb, na szyję, wie, że nie może być nic przyjemniejszego. Wiedzieli o tym koledzy Krzysia, którzy urządzali sobie wyścigi na tych pięknych, oklejonych nalepkami rumakach. Wiedział o tym Krzyś, który o hulajnodze marzył od dawna. Tylko rodzice nic o tym nie wiedzieli. W końcu jednak dali się przekonać i obiecali kupić synowi hulajnogę. Niestety dopiero w sobotę. A tu ciągle był poniedziałek, środa albo czwartek. W piątek Krzyś obszedł dokoła całe podwórko i wszystko sobie dokładnie zaplanował. Wiedział już, z której górki zjedzie na początek i gdzie będzie ćwiczył zygzaki, ostre zakręty i gwałtowne hamowanie. Czyli takie, kiedy spod kół sypie się piasek, a w powietrzu jeszcze przez chwilę unosi się obłoczek kurzu. Postanowił nieodwołalnie, że wybierze hulajnogę z dzwonkiem i koniecznie z koszykiem. Będzie mógł do niego wrzucać różne ładne kamyki, szyszki i kasztany. Byle tylko już była ta sobota – wzdychał.

Ale kiedy wreszcie zbudził się w sobotę rano, za oknami kłębiły się szare chmury, szyby spływały deszczem, a drzewa gięły się pod naporem wiatru. Dlatego mama przy śniadaniu zaproponowała:

– Ojej, ale brzydka pogoda. Chyba lepiej będzie, Krzysiu, jeśli przełożymy nasze zakupy na poniedziałek, prawda?

Po tych słowach Krzyś poczuł się tak, jakby ktoś zatrzasnął mu drzwi przed nosem i zostawił go samego w ciemnym pokoju. Zadrżała mu broda i opuścił nisko głowę. Nie uszło to uwagi taty. Spojrzał na zalane deszczem okno, na mamę, potem znowu na synka i powiedział:


– Kończ śniadanie, Krzysiu, i jedziemy do sklepu. Nie ma rady, słowo się rzekło, kobyłka u płotu.

Krzyś zrozumiał z tego tyle, że jednak pojadą dziś po hulajnogę. Po pięciu minutach stał w przedpokoju w kaloszach i pelerynce, gotowy do wyjścia. Potem w aucie, w drodze do sklepu, przypomniał sobie, że tata mówił coś o kobyle pod płotem, i koniecznie chciał wiedzieć, o co chodziło.

– To takie przysłowie – wyjaśnił tata. – Mówi ono, że raz dane słowo, bez względu na wszystko, powinno być dotrzymane. Dlatego jeśli obiecaliśmy ci tę hulajnogę, to deszcz, nie deszcz – trzeba jechać do sklepu i ją kupić.

– To bardzo piękne przysłowie – westchnął Krzyś.

– Tak, ale chyba nie bardzo wiesz, o co chodzi z tym płotem i kobyłką? – domyślił się tata. A ponieważ Krzyś pokręcił głową, tata zaczął opowiadać: – Dawno temu, pewien szlachcic wybrał się konno do stolicy. Chciał prosić króla Jana III Sobieskiego o urząd wójta po swym zmarłym bracie. Uznał, że najlepiej będzie, gdy przedstawi prośbę królowi osobiście. Nie zastał jednak władcy na zamku, bo ten wyruszył ze swą świtą na polowanie. Szlachcic ani myślał wracać do domu z pustymi rękami, wsiadł na konia i pojechał śladem myśliwych do puszczy. Tam natknął się na bogato ubranego dworzanina i wszystko mu opowiedział – że szuka króla, że chce go prosić o stanowisko wójta i że nie da się odprawić z kwitkiem.

– Król pewnie cię wysłucha, ale to jeszcze nie znaczy, że spełni twoją prośbę. Nawet on musi czasem odmówić swym poddanym. Co zatem zrobisz, gdy nie przyzna ci tego urzędu? – spytał dworzanin.

– Wtedy niech moją kobyłę w zadek pocałuje! – wrzasnął rozzłoszczony szlachcic i odjechał.

Nim dojechał do zamku, ochłonął i jeszcze tego samego dnia wystarał się o audiencję u władcy. Kiedy stanął przed obliczem króla, zaniemówił, bo rozpoznał w nim tego pięknie ubranego dworzanina, którego spotkał w lesie. Król też go poznał i rzekł:

– Nie musisz mi przedstawiać swej prośby, bo już raz to zrobiłeś. Przypomnij mi tylko, co będzie, jeśli jej nie spełnię?


Wtedy szlachcic pomyślał: „Niech się dzieje, co chce”, zamknął oczy i powiedział:

– Słowo się rzekło, Wasza Królewska Mość. Kobyłka u płotu.

Czyli inaczej mówiąc: tak jak powiedziałem, królu, jeśli nie uczynisz mnie wójtem, możesz pocałować moją kobyłkę wiadomo gdzie. Czeka przy płocie.

Króla rozbawiła taka śmiała odpowiedź. A potem pomyślał, że jeśli ten człowiek nie wykręca się, nie wypiera swoich słów, choć mogą go narazić na królewski gniew, to można mu zaufać. I jak złoży przysięgę, że będzie godnie pełnić urząd wójta, to słowa dotrzyma. Tak czy inaczej, szlachcic dostał upragnione stanowisko, a jego słowa uważane za przysłowie przetrwały do dziś.

Krzyś wypatrywał za szybę sklepu i słuchał taty jednym uchem, ale historia i tak mu się podobała. Jednak najbardziej ze wszystkiego spodobała mu się hulajnoga. Piękna, czerwona, z dzwonkiem i koszykiem na skarby. I nie miało żadnego znaczenia, że z powodu ulewy nie mógł zjeżdżać z górki, ćwiczyć zygzaków i ostrych zakrętów. To nic, i tak był szczęśliwy. Wjechał na hulajnodze do swojego pokoju i oparł ją o biurko. Do wieczora zerkał na nią częściej, niż mrugał. Miała małe kółeczka, rączki kierownicy pokryte czarną gumą, była błyszcząca i pachniała nowością. Krzyś bardzo się cieszył, że było jak w tym przysłowiu, słowo się rzekło i dostał swoją hulajnogę, a tata dotrzymał obietnicy i nie musiał całować jej pod błotnikiem.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?