Mądra głowa zna przysłowia

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Mądra głowa zna przysłowia
Mądra głowa zna przysłowia
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 46,80  37,44 
Mądra głowa zna przysłowia
Mądra głowa zna przysłowia
Audiobook
Czyta Artur Barciś
21,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Antek rozłożył na stole cienkie listewki, trzy długie i trzy krótkie. Błażej podał mu malutkie gwoździki. Obaj mieli bardzo ważne miny i umazane klejem ręce. Ale tak trzeba, kiedy się robi prawdziwy latawiec. Co prawda, Antek częściej trafiał młotkiem w palec niż w gwóźdź, a Błażej trochę krzywo przylepił papier, ale poza tym szło im całkiem nieźle.

– Musimy jeszcze zrobić ogon. – Antek przymocował do latawca długi sznurek. – Przynieś bibułę albo wstążki.

Błażej zabrał się do przeszukiwania szuflad w biurku i mruczał pod nosem:

– A niby skąd ja mam wziąć bibułki i wstążeczki? Czy ja jestem dziewczyna, czy co?

W końcu znalazł tylko starą kolorową gazetę.

– Nie masz nic lepszego? – skrzywił się Antek. – No trudno, z braku laku dobry kit – machnął ręką.

Błażej nie zrozumiał, o co chodziło z tym kitem, ale wstydził się przyznać. Powiedział więc tylko:

– No. – I pokiwał głową, jakby wszystko było jasne.

Potem obaj pocięli gazetę na wąskie paseczki, zrobili z nich coś, jakby małe kokardki, i przyczepili do sznurka. Latawiec był gotowy. Wynieśli go na podwórko i trzymając wysoko nad głowami, ruszyli biegiem ile sił w nogach.

– No leć! Leć! – zachęcali okrzykami.

I wreszcie poderwał się do góry. Wiatr bawił się nim przez chwilę, kołysał w powietrzu i na koniec pchnął w kierunku starej jarzębiny. Latawiec zaplątał się w jej gałęziach i utknął tam na dobre. Antek uważał, że to wina Błażeja, bo ogon z gazety był za ciężki. Błażej, że Antka, bo w ogóle nie umie puszczać latawców. Podejrzewał też, że to wszystko może mieć coś wspólnego z tym kitem, o którym Antek wspominał. Dlatego zapytał tatę:


– A co to znaczy: „Z braku laku dobry kit”? I czy do zrobienia latawca potrzeba dużo tego kitu?

– To jest przysłowie i nie ma nic wspólnego z latawcami. Oznacza ono, że z braku tego, czego nam potrzeba, musimy się zadowolić czymkolwiek, rozumiesz? – spytał tata.

Z miny Błażeja wywnioskował, że chłopiec nic a nic z tego nie rozumie, wyjaśnił więc mu wszystko dokładnie:

– Bo widzisz, dawno temu ważne dokumenty wymagały przede wszystkim pieczęci. Była ona ważniejsza nawet od podpisu. To, co spisano na papierze albo pergaminie, zaopatrywano w pieczęć odciśniętą w smole, wosku lub laku. Przytwierdzano ją na ozdobnym sznurze zwisającym z listu. Aby pieczęć się nie skruszyła, często umieszczano ją jeszcze w metalowym albo skórzanym pudełeczku. Dopiero z biegiem czasu, zamiast na sznurku, odbijano pieczęć na dokumencie, a wosk i smołę zastąpiono lakiem lub opłatkiem. Na opłatek nakładano dodatkowo kawałek papieru, by go chronił przed połamaniem. Potem pieczętowano nie tylko urzędowe pisma, lecz także zwyczajne listy. Jako podręcznej pieczątki używano pierścienia z wyrytym herbem albo inicjałami. Jeden taki odcisk umieszczano pod tekstem, a ponieważ wtedy nie znano kopert, to druga pieczęć sklejała złożone rogi kartki. W ten sposób bez złamania pieczęci nikt nie mógł przeczytać listu. Oczywiście o lak nie było łatwo, a opłatek był bardzo nietrwały, więc w ostateczności, z braku laku, można było odcisnąć pieczęć w zwykłym kicie. Jak wiesz, Błażejku, dzisiaj nie mamy już takich problemów. Pod listem wystarczy się podpisać, kopert jest pod dostatkiem, a urzędnicy przystawiają automatyczne pieczątki z szybkoschnącym tuszem. Nikt nie potrzebuje sznurków, laku czy kitu ani herbowych pierścieni. Wiele osób i tak woli wysyłać po prostu e-maile, no ale przysłowie pozostało – wyjaśnił tata.

Błażej pokiwał głową na znak, że wszystko zrozumiał. Od razu też pomyślał o swojej młodszej siostrze Julii. Uwielbiał się przed nią popisywać, a teraz właśnie nadarzała się okazja.

– Wiesz, co to jest przysłowie? – spytał Julkę z przemądrzałą miną.

Tak jak się spodziewał, nie miała pojęcia.


– To jest takie trochę dziwne powiedzonko. No bo wiesz, kiedyś nie było kopert, a z różnych listów zwisały sznurki i na tych sznurkach dyndały pieczątki, czasem na dodatek w pudełeczkach. I można sobie było zamiast podpisu odcisnąć pierścionek, tylko do tego potrzebny był wosk, jakiś lak albo kit. Rozumiesz?

Julka patrzyła na brata szeroko otwartymi oczami i aż przysiadła z wrażenia. Było jasne jak słońce, że nic z tego nie rozumie.

– No dobrze – westchnął Błażej – wytłumaczę ci to inaczej. Masz czekoladę z orzechami? – spytał.

– Nie – szepnęła Julka.

– To wielka szkoda, bo bardzo by mi się przydała. A co masz słodkiego? – dopytywał, bo dobrze wiedział, że siostra lubi chomikować słodycze.

– Mam wafelka – powiedziała i wyjęła z kieszonki ciasteczko o smaku cytrynowym.

– Trudno, jak nie masz czekolady, to niech będzie ten wafel. Z braku laku dobry kit – Błażej schrupał ciastko i otrzepał ręce.

– No, teraz rozumiesz? – spytał, oblizując się ze smakiem.

– Nie! Oddawaj wafelka! Poczekaj, wszystko powiem mamie! – wrzasnęła Julka, pokazała bratu język i pobiegła na skargę.

– No i jak takiej smarkuli wytłumaczyć, co to jest przysłowie? – westchnął Błażej.