EkspozycjaTekst

Z serii: Komisarz Forst #1
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

4

Łysiejący mężczyzna z zakolami obserwował wydarzenia na antenie NSI. Siedział w wysłużonym fotelu, który pamiętał jeszcze czasy, gdy na czarno-białym ekranie w najlepsze perorował Gomułka.

Mężczyzna wymienił obicie i drogim preparatem smarował drewniane podłokietniki, ale nie mógł nic poradzić na to, że siedzisko zapadło się po lewej stronie. Zawsze siedział przechylony, a gdy kiedyś próbował to zmienić, rozbolał go kręgosłup. Poza tym i tak nieświadomie wracał do poprzedniej pozycji. Przyzwyczajenie było czymś więcej niż drugą naturą.

Wyłączył telewizor i wstał z fotela.

Był w domu sam. Nie pamiętał, kiedy ostatnio ktoś u niego gościł.

Podszedł do starego komputera i opadł ciężko na krzesło, opierając się o biurko. Pecet potrzebował chwili na uruchomienie. Stary człowiek przejrzał kilka portali informacyjnych, nie odnajdując tego, co go interesowało.

Wstał z krzesła i podszedł do komody stojącej przy oknie. Otworzył górną szufladę, a potem omiótł wzrokiem wszystkie greckie numizmaty, które się w niej znajdowały.

Było ich siedemdziesiąt jeden. Po jednym za każdy rok.

5

Szrebska kazała swojemu operatorowi zostać na przełęczy, po czym wzięła od niego lornetkę i ruszyła niebieskim szlakiem na wschód, ku Hali Kondratowej. Chciała spojrzeć na masyw z innej strony, przekonana, że morderca musiał gdzieś zostawić ślady.

Nie mogło być mowy o żadnym samobójstwie. Zresztą ten policjant sam doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Ciało w jakiś sposób zostało wciągnięte na szczyt – a ona zamierzała odkryć, jak to się stało.

– Pani Olgo! – rozległo się wołanie.

Zatrzymała się i odwróciła, od razu rozpoznając głos swojego rozmówcy spod Giewontu. Dopiero teraz, gdy zbliżał się do niej szybkim krokiem, miała okazję się mu przyjrzeć. Surowe rysy, zmęczenie wypisane na twarzy, a do tego brak munduru. Wydział Zabójstw, skwitowała w duchu.

– Śledzi mnie pan?

– Ma pani niesamowite ciało.

– Słucham? – odparła Szrebska, robiąc krok w tył i szukając w jego oczach szklistości świadczącej o tym, że facet lubi wypić i dzisiaj przyjął już podwójną dawkę.

– Od kilku minut starałem się panią dogonić i nie mogłem nie zauważyć, że…

– Pan jest nienormalny?

– Wiktor Forst – odparł, wyciągając rękę.

Przedstawiła się, potrząsając jego dłonią.

– Rozumiem, że to odpowiedź twierdząca? – spytała.

– Nie mnie to oceniać.

Dziennikarka się rozejrzała. Choć ciało w czarnym worku kilka minut temu zabrał śmigłowiec TOPR-u, zaaferowana gawiedź nadal znajdowała się na Kondrackiej Przełęczy. Oldze przemknęło przez myśl, że dziś padnie zimowy rekord ruchu turystycznego w Tatrach.

– Jeśli chce pan coś dodać, zadzwonię po operatora.

– Nie mam nic więcej do powiedzenia przed kamerami – odparł Forst. – Zresztą nie wypadam przed nimi najlepiej. Za to pani wprost przeciwnie.

Popatrzyła na niego z konsternacją. Nieraz przygotowywała dla NSI reportaże śledcze i za każdym razem spotykała się ze zgoła inną reakcją ze strony mundurowych. Zawsze uważali, że wchodzi im w paradę i robi więcej złego niż dobrego – ten komisarz jednak patrzył na nią z uznaniem. Pomijając seksualne aluzje.

– Oglądałem kilka pani materiałów – odezwał się.

– Doprawdy?

– Wykonuje pani solidną robotę. Reportaż z Brynicy doprowadził do kontroli w tamtejszym szpitalu psychiatrycznym. Zwróciła pani uwagę na nieprawidłowości w kilku przetargach, gdzie potem wykryto propozycje korupcyjne. W dodatku udało się pani nagrać wizytę ABW w mieszkaniu…

– Znam doskonale swoje materiały – ucięła Szrebska. – Czego pan chce?

– Moglibyśmy przejść na ty? Strasznie nie lubię panowania, kojarzy mi się z kontaktami służbowymi.

– Jeśli musimy.

Forst skinął głową.

– Więc o co chodzi? – zapytała.

– Mogę mówić w dużym skrócie?

– Będę wdzięczna.

– Zawieszono mnie, ale zdołałem wynieść materiał dowodowy. W pewnym sensie.

Olga spojrzała na niego z niedowierzaniem, krzyżując ręce na piersi.

– Za dużo informacji jak na jeden raz? – zapytał Wiktor.

– Co to za materiał dowodowy? – odparła.

– Zdjęcia. Mój aparat ma tylko osiem megapikseli, ale podobno robi całkiem przyzwoite.

Olga zbliżyła się o krok, wlepiając wzrok w oczy rozmówcy. Natychmiast zrozumiała, że jeśli mówił prawdę, to trafiła jej się życiowa okazja. Zawieszony policjant to zazwyczaj rozgoryczony policjant, a tacy mówią najwięcej.

Musiała tylko odpowiednio to rozegrać. I dowiedzieć się, jaka jest cena tego materiału.

– Dlaczego cię zawiesili? – spytała.

– Brzmisz, jakbyś wątpiła, że to prawda.

– Różne rzeczy już słyszałam od stróżów prawa.

Wzruszył ramionami i na moment obrócił się w stronę Giewontu.

– Co miałbym osiągnąć, oszukując cię?

– Nic.

– Właśnie – odparł. – A jeśli chodzi o powód zawieszenia, to nie znam go.

– Może kogoś wkurzyły te wybryki przed kamerą?

– Z pewnością, ale nie zdążyliby dopełnić formalności.

Podeszli do skraju ścieżki, skąd rozpościerał się widok na Dolinę Kondratową. Za miesiąc spod śniegu wyjrzą rośliny i głazy, a pośród tego wszystkiego ukaże się zielony dywan na Polanie Kondratowej. Teraz jednak, jak okiem sięgnąć, widać było tylko śnieg. Olga potarła ręce, obracając się do rozmówcy.

– Musisz się przynajmniej domyślać, za co cię uziemili – powiedziała.

– Jest zbyt dużo możliwości.

– Taki jesteś popularny?

– Najwyraźniej niewystarczająco, skoro moje nazwisko nie dotarło do Warszawy. Może gdybyś częściej przyjeżdżała…

– Jeszcze raz, jak się nazywasz?

– Wiktor Forst.

Szrebska szybko przeczesała pamięć. Nie kojarzyła tego nazwiska. Wprawdzie rzeczywiście nieczęsto bywała na Podhalu, ale gdyby ten mężczyzna zawinił w jakiejś głośnej sprawie, z pewnością by o tym wiedziała.

– Powiesz mi, o co chodzi?

– Oczywiście – odparł Forst, tocząc wzrokiem po żlebach w masywie po lewej stronie. – Ktoś mnie prewencyjnie udupił.

Dziennikarka spojrzała na niego pytająco.

– Innymi słowy, ktoś na górze nie chce, żeby ta sprawa została rozwiązana.

– Po czym wnosisz?

– Po tym, że mnie odsunięto.

– Przydzielą kogoś innego. Może bardziej rozgarniętego. Nie pomyślałeś o tym?

– Nie.

Forst patrzył na nią, jakby czekał, aż się uśmiechnie. Olga trwała z kamiennym wyrazem twarzy.

– Mój człowiek w jednostce twierdzi, że sprawę przydzielono Gomole.

– I?

– Ze świecą u nas szukać bardziej skretyniałego komisarza od Gomoły.

– Ja jednego znalazłam, a nawet nie szukałam.

Forst skinął tylko głową z uznaniem, doceniając tę uwagę.

– Sprawdźmy, czy dobrze rozumiem twoje zamiary – dodała. – Nie dość, że chcesz podejmować czynności służbowe po zawieszeniu, to jeszcze proponujesz przekazanie mi materiału dowodowego w toczącym się śledztwie?

– Zgadza się – przyznał. – Ale jestem kryty, bo obowiązuje cię tajemnica dziennikarska. Nie piśniesz słówka na temat naszej małej kopulacji.

Szrebska uniosła brwi.

– Przepraszam, kooperacji.

– Mhm. Czego chcesz w zamian, Forst?

– Współpracy.

Szrebska uśmiechnęła się i pokręciła głową.

– Nie tylko wywalą cię z roboty, ale i pójdziesz siedzieć. Wiesz o tym?

– Prędzej Putin odda Krym.

Olga zrobiła jeszcze krok w kierunku zbocza, po czym spojrzała w dół. Równie dobrze Forst mógłby rzucić się z tego miejsca w przepaść. Najwyraźniej nie przemyślał całej sprawy, ale nie był to jej problem.

– W porządku – powiedziała. – Zobaczmy, czy uda ci się mnie zainteresować.

Wiktor wyciągnął telefon i wyświetlił zdjęcie przedstawiające awers monety. Pokazał je dziennikarce, a potem przesunął palcem po wyświetlaczu i ukazał rewers.

– Ofiara miała to w gardle.

– Żartujesz sobie?

– W żadnym wypadku. Sam to z niego wyciągnąłem.

– Co to jest? – zapytała Olga, mrużąc oczy.

– Greckie kolumny.

– Widzę, ale co oznacza ten napis?

– Musisz zapytać kogoś, kto zna grekę.

Morderca zostawił wizytówkę. Szrebska nie była tym zaskoczona – każdy z tych zwyrodnialców w jakiś sposób chciał zaznaczyć, że to jego robota. Na tym jednak zazwyczaj się kończyło. W filmach ci degeneraci najczęściej prowadzili niebezpieczną grę z organami ścigania, wodzili śledczych za nos i prowokowali, ale w rzeczywistości nikt nie podejmował zbędnego ryzyka.

– Ta moneta to ślepy zaułek – skwitowała. – Ktoś, kto zadał sobie tyle trudu, nie zostawiłby w gardzieli trupa poszlaki, która może do niego doprowadzić. To tylko podpis. Makabryczny, ale wciąż tylko podpis.

– Zdaję sobie z tego sprawę – odparł Forst.

– Więc po co mi to pokazujesz?

– By uświadomić ci, że mam więcej niż ty.

Olga przez moment milczała. Miał trochę racji.

– Jeśli nie jesteś zainteresowana, poradzę sobie sam – powiedział. – Pomyślałem po prostu, że największa gwiazda NSI chętnie pomoże w ujęciu sprawcy.

– Nie jestem największą gwiazdą NSI.

– Ale zostaniesz nią dzięki tej sprawie – odparł, wyciągając big redy. Poczęstował ją, ale pokręciła głową. – O ile przystaniesz na moje warunki.

– Żartujesz? Będziesz jeszcze stawiał wymogi?

– Taki mam plan – odparł Wiktor, dostrzegając, że kilku policjantów w oddali zainteresowało się dwojgiem ludzi stojących na skraju szlaku. – Jestem gotów ruszyć z tobą ramię w ramię, o ile zagwarantujesz mi, że nie puścisz żadnego materiału bez mojej zgody.

– I co jeszcze?

– Kolejne warunki są natury osobistej. Ale przedstawię ci je, kiedy lepiej się poznamy.

– Nawet o tym nie myśl.

– Nie myślę o tym. Po prostu zamierzam to zrealizować.

Olga pokręciła głową i obróciwszy się w prawo, ruszyła ku Hali Kondratowej. Nie miała zamiaru zwracać na siebie uwagi policji. Nie teraz, gdy była o krok od nawiązania współpracy z ichnią persona non grata.

 

– Byłem zbyt bezpośredni? – zapytał, ruszając za nią.

– Nie zbliżyłeś się nawet do bezpośredniości.

Była przyzwyczajona do mniej zawoalowanych aluzji seksualnych, a te spływały po niej jak po kaczce. Facet może i był przystojny, a przy tym miał w sobie coś ze starych buntowników – Marka Hłaski czy Jamesa Deana – ale na Szrebskiej nie robiło to żadnego wrażenia. Mógł gadać do woli.

Przez kilka chwil szli w milczeniu. Olga znacznie pewniej stawiała kroki, korzystając z dobrodziejstwa raczków pod podeszwami trekkingowych butów. Wiktor zazwyczaj gardził takimi półśrodkami, uważając, że sprawdzą się co najwyżej w Gorcach. Teraz jednak chętnie założyłby choćby te z kilkoma ząbkami.

– Muszę cię sprawdzić, Forst – odezwała się dziennikarka.

– Nie widzę przeszkód. Wypytaj swoich informatorów, podzwoń po lokalnych mediach, przemagluj księdza z mojej parafii i przepytaj mechanika, u którego naprawiam samochód. Każdy w okolicy ma jakieś brudy na mój temat. Będziesz zadowolona.

– Świetnie.

– Ale potem ja zajmę się ustaleniem tożsamości wisielca, a ty znajdziesz mi specjalistę od greki, numizmatyki albo jednego i drugiego.

Szrebska skinęła głową.

6

Zeszli do Murowanicy, a potem skierowali się do samochodu zaparkowanego tuż przed Bulwarami Słowackiego. Forst spojrzał z rezerwą na niepozornego, czerwonego opla astrę. Przypuszczał, że to model sprzed dobrych dziesięciu lat. Obszedł auto i przyjrzał się klapie bagażnika. Pojemność 1.4 – większej się nie spodziewał.

– Coś nie tak? – zapytała Szrebska.

– Nie.

– To wsiadaj. Włączę ogrzewanie.

Z chęcią skorzystał z tej propozycji, bo brakowało mu co najmniej jednej warstwy termoizolacyjnej. Wprawdzie śnieg nie padał i temperatura była znośna, ale obchodząc krzyż na Giewoncie porządnie wymarzł. Na szczycie był raptem jeden stopień.

Wszedł do auta i ledwo drzwi się zamknęły, poczuł się otumaniony.

Kenzo Amour. Nie miał co do tego wątpliwości. Tak pachniał tylko jeden rodzaj perfum.

Rozpakował cynamonową gumę i starał się skupić na jej ostrym smaku.

– To jakiś nałóg? – zapytała, wskazując na opakowanie big redów.

– Biorę jedną za każdym razem, kiedy nachodzi mnie ochota na papierosa.

– Dawno rzuciłeś?

– Ponad dwa lata temu.

Szrebska skinęła głową, po czym wyciągnęła telefon i zaczęła przeszukiwać książkę adresową. Potem wybrała numer i wylewnie powitała rozmówcę.

Forst przysłuchiwał się rozmowie, patrząc na wyładowane turystami bryczki jadące do Kuźnic. Szybko wywnioskował, że Olga ma po drugiej stronie przedstawiciela lokalnych mediów.

– Więc go znasz? – dopytała po tym, jak podała jego imię i nazwisko.

Przez chwilę słuchała w milczeniu. Forst przypuszczał, że mężczyzna wyłuszcza jej wszystkie te sprawy, przez które zrobiło się o nim głośno w Zakopanem.

Romans z córką dowódcy. Rzekome pobicie austriackiego turysty, który wykąpał się w Morskim Oku. Zatrzymanie za jazdę pod wpływem alkoholu kilka lat temu. Trochę tego było. Jeśli zaczęli grzebać w zamierzchłej przeszłości, będzie jeszcze więcej.

Szrebska zdawała się przyjmować informacje z obojętnością, co utwierdzało go w przekonaniu, że dobrze zrobił, proponując jej współpracę. Zaraz potem przyznał się przed sobą, że właściwie nie miał innej możliwości. Po tym, jak zostawił dowódcę na szlaku, wykonał kilka telefonów, próbując wykorzystać stare przysługi. Wszyscy jego dłużnicy twierdzili jednak zgodnie, że niczego nie mogą dla niego zrobić – okres zawieszenia zapewne ulegnie przedłużeniu, a jego sprawa na dobre trafi do Gomoły, który będzie usłużnie współpracować z prokuraturą.

Nikt nie wiedział, jaki był powód zawieszenia. Żucie gumy przed kamerą i stwierdzenie z głupia frant, że to samobójstwo, nijak nie kwalifikowało się do wszczęcia postępowania. Coś było na rzeczy. I ktokolwiek miał z tym związek, działał błyskawicznie. Jak profesjonalista.

Komisarz przerwał rozmyślania, gdy Szrebska odłożyła telefon.

– Mój znajomy wypowiada się o tobie w samych superlatywach – powiedziała. – Gratuluję, urosłeś w moich oczach.

– Dziękuję.

– Szczególnie spodobało mi się, że niegdyś oplułeś przewodniczącego Gminnej Rady Narodowej.

– Nigdy nie postawiono mi zarzutów.

– Trudno postawić je dwunastolatkowi.

– To prawda. Choć w PRL-u wszystko było możliwe.

– Koniec końców przeszedłeś pozytywnie weryfikację Szrebskiej.

Forst uniósł brwi.

– A teraz pokaż, na co cię stać – dodała. – I dowiedz się, kim jest nasz John Doe.

– Nazywamy takich NN osobami.

– Co?

– To nie serial kryminalny, tu nie ma Johnów Doe i no name’ów. Są NN osoby, a w tym przypadku raczej NN zwłoki.

– Mniejsza z tym. Może ktoś zdołał już ustalić jego tożsamość.

– Może. Przypuszczam, że właśnie zabierają się do sekcji. Śmigłowiec TOPR-u zabrał ciało dobre dwie godziny temu.

– Tak długo schodziliśmy z gór?

– Przy mnie zawsze czas mija szybko.

– Dzwoń lepiej, Forst.

Wiktor skinął głową, a potem wybrał numer znajomej pracującej w laboratorium kryminalistycznym. Liczył, że jeżeli gdziekolwiek będą wiedzieć coś o nagim starcu z krzyża, to właśnie tam. Ratownicy TOPR-u na miejscu zdarzenia nie odnaleźli żadnych dokumentów, więc pozostawały badania daktyloskopijne, karty dentystyczne, czy w końcu badanie DNA. Rozmówczyni jednak nie miała dla niego żadnych informacji – oprócz tego, że ciało znajduje się już w kostnicy szpitala na Kamieńcu i właśnie prowadzona jest tam sekcja zwłok.

– Byłam przekonana, że przetransportują go do Krakowa – zauważyła Szrebska.

Forst milczał, uznając, że nie ma to żadnego znaczenia. I tak nie wpuszczono by ich do prosektorium.

– Mogli polecieć do Instytutu Medycyny Sądowej – dodała. – Mają tam lepszy sprzęt.

– To czterdziestominutowy lot z gnijącym trupem na pokładzie.

Olga wzruszyła ramionami.

– Nie wspomnę już o tym, że obowiązuje właściwość miejscowa. Zakopiańska prokuratura prowadzi sprawę – dodał Wiktor. – Tak czy inaczej, nie udało się ustalić tożsamości.

– Właściwie powinniśmy się byli tego spodziewać.

– Nie masz zaufania do organów ścigania?

– Mam, ale większym darzę Facebooka.

Funkcjonariusz spojrzał na nią pytająco. Szrebska wskazała torbę z laptopem, która leżała za siedzeniem kierowcy. Wiktor wyjął z niej niewielkiego macbooka air, podczas gdy Olga otworzyła lusterko nad głową i zaczęła poprawiać fryzurę.

– Będziesz zadowolony z tego, co wrzuciłam jeszcze spod stóp Giewontu – oznajmiła.

Forst włączył uśpiony komputer i otworzywszy Safari, wszedł na portal społecznościowy.

– Jesteś zalogowana?

– Zawsze.

– Ryzykujesz, że ktoś zostawi ci gówniany prezent na ścianie.

– Lubię żyć na granicy ryzyka – odparła, poprawiając kosmyk włosów na grzywce.

Wiktor wpił wzrok w najnowszy post, jaki pojawił się na fanpage’u Szrebskiej. Szybko przekonał się, że to samo widnieje u niej na Twitterze i Instagramie.

– I jak? Sto tysięcy obserwujących moje tweety i dwa razy tyle fanów. Na Insta lepiej nie wchodź, bo popadniesz w kompleksy.

Komisarz milczał, przeglądając komentarze. Było ich ponad tysiąc, mimo że posty pojawiły się raptem dwie i pół godziny temu. Oba były apelami, na które internauci odpowiedzieli natychmiast.

– Zrobiłam mały crowdsourcing.

– Widzę – odparł Forst. – Załatwiłaś też sobie naganę Rady Etyki Mediów. Na tych zdjęciach widnieje twarz ofiary.

– Nie mów! Ale wtopa.

– I to w niezłym zbliżeniu.

– Ktoś go rozpoznał? – zapytała z uśmiechem Szrebska.

– Jeśli liczba lajków pod odpowiedzią świadczy o jej prawdziwości, to jest to nie kto inny jak Nergal ćwiczący przed następnym koncertem.

– Nie ma innych propozycji?

– Jest ich od groma.

– A jakaś poważna?

– Też się znajdzie.

Szrebska oderwała wzrok od lusterka i spojrzała na macbooka.

– A konkretniej? – dopytała.

– Według jednego z twoich fanów, który przedstawia się jako Wielki Bałamutnik, nasz nieboszczyk to wykładowca Uniwersytetu Rzeszowskiego, niejaki doktor habilitowany Marek Chalimoniuk. Mówi ci to coś?

– Nic a nic.

Forst szybko sięgnął do zasobów Google i przekonał się, że trup z Giewontu w istocie jest doktorem Chalimoniukiem. Zdjęcie nieszczęśnika widniało na stronie uniwersytetu, a obok niego zamieszczono krótką notkę biograficzną. Był wykładowcą prowadzącym zajęcia z podstaw archiwistyki współczesnej, cokolwiek to znaczyło… i czymkolwiek się różniło od archiwistyki niewspółczesnej.

– I co ty na to? – zapytał Wiktor, szperając dalej w odmętach Internetu.

– Może przez niego kilku studentów musiało pisać warunek. Wkurzyli się, dogadali ze sobą, a potem zaciągnęli go na Giewont.

– Z pewnością tak właśnie było – mruknął Forst. – Choć zgodzę się, że morderców musiało być kilku. Jednemu lub dwóm Chalimoniuk by uciekł.

– Twierdzisz, że o własnych siłach wszedł na szczyt?

– Tak. Na ciele nie było żadnych otarć. Poza tym wszystko wskazuje na to, że umarł dopiero na krzyżu.

Olga zamknęła lusterko i włączyła silnik. Gdy ruszyła w kierunku Drogi na Bystre, dieslowy opel wydał z siebie dźwięk świadczący o tym, że najwyższa pora zrobić przegląd. Kierująca najwyraźniej jednak była innego zdania. Wdusiła pedał gazu do podłogi, a astrą szarpnęło w przód.

– Dokąd jedziemy? – zapytał pasażer.

– Do Krakowa.

– Mamy w tym jakiś cel, czy zamierzamy zjeść po obwarzanku?

– Znam tam kogoś, kto orientuje się w kulturze antycznej.

– A nie masz na podorędziu kogoś, kto nie jest oddalony o sto kilometrów?

– Trudno powiedzieć – odparła, nie dostrzegając turysty, który starał się wejść na pasy. – Jestem tu od wczoraj na urlopie.

– Pozostaje ci tylko pozazdrościć.

– Zazdrość samemu sobie, bo twój urlop będzie znacznie dłuższy od mojego.

Forst musiał przyznać jej rację. Wodził wzrokiem za mijanymi ceprami, którzy już zmierzali w kierunku Wielkiej Krokwi, by stamtąd ruszyć na Giewont. Owczy pęd się zaczynał.

Czerwony opel astra przemknął przez miasto i wjechał na czterdziestkę siódemkę prowadzącą do Poronina. Na Zakopiance trwały jakieś prace, jak zawsze. Wiktor nie oczekiwał niczego innego.

Nie spodziewał się też, że otrzyma pewnego SMS-a.

Wyciągnął smartfona i spojrzał na wyświetlacz, nie dowierzając, że ma aż tyle nieodebranych połączeń. Prócz nich, w rogu ekranu widniała ikonka wiadomości tekstowej. Forst wyświetlił ją i zdębiał.

– Co jest? – zapytała Szrebska, obracając ku niemu głowę.

– Komenda się o mnie doprasza.

– Przecież cię zawiesili.

– Tak. I teraz chcieliby mnie przesłuchać.

– Mam zawrócić?

Ton jej głosu świadczył, że było to pytanie retoryczne, więc Wiktor nie odpowiedział.

– Co ci grozi, jeśli się nie stawisz?

– Nic dobrego.

Nie odrywając wzroku od drogi, wykonała ruch ręką świadczący o tym, by mówił dalej. Forst jednak przez chwilę milczał, zastanawiając się nad tym, skąd ten pośpiech. Wniosek mógł być tylko jeden – ktoś chciał uciszyć go w trybie natychmiastowym.

– Halo? – Szrebska upomniała się o uwagę.

– Myślę.

– Nie myśl, tylko odpowiadaj – odparła Olga. – Chyba że chcesz wysiąść na najbliższej stacji benzynowej.

Wiktor odchrząknął. Właściwie powinien spodziewać się tego, że dziennikarka będzie próbowała rozdawać karty. Nie miał nic przeciwko – o ile to do niego będzie należało ostatnie słowo.

– W tej chwili grozi mi postępowanie dyscyplinarne i konsekwencje natury, powiedzmy, zawodowej. Ale jeśli się nie stawię, będą mogli mnie ścigać.

– Więc mowa o konsekwencjach natury, powiedzmy, prawnej.

– Tak.

– Postawię sprawę jasno, Forst. Nie mam zamiaru pomagać kryminaliście.

– Jestem stróżem prawa.

– Jeszcze.

Skinął głową, myśląc o tym, ile czasu zajmie przełożonym załatwienie papierkowej roboty. W normalnych okolicznościach mógłby bez trudu migać się od konsekwencji przez dobry tydzień lub dwa, ale w tej sytuacji należało uznać, że ma w porywach kilka godzin.

Spojrzał na Olgę, niepewny jej reakcji. Wyłapała jego badawcze spojrzenie i się uśmiechnęła.

– Jakby się kto pytał, nie miałam pojęcia o tym SMS-ie – powiedziała. – Dopóki formalnie nie postawią ci zarzutów, w moich oczach jesteś czysty.

– Czyli nasza kopulacja jest niezagrożona.

– Nasza kopulacja jest i zawsze będzie nieistniejąca.

– Ty tak twierdzisz.

– Owszem – przyznała. – I to jedyne zdanie, które się liczy.

Rozmawiał z nią w zasadzie bezwiednie. Jego myśli wciąż krążyły wokół kabały, w którą się władował – kabały znacznie większej, niż początkowo przypuszczał. Mógł zrozumieć, że komuś zależało na odsunięciu go od sprawy, ale skąd ta afera z dyscyplinarką? Ktoś chciał go porządnie usadzić, nim zacznie węszyć – ale kto miałby na tym cokolwiek zyskać?

 

Forst miał nadzieję, że dowie się czegoś w Krakowie. Moneta sama w sobie nie stanowiła solidnego tropu, ale może specjalista Szrebskiej rzuci trochę światła na to, co się z nią wiąże.

Minęli roboty drogowe przed Białym Dunajcem i Olga przyspieszyła, znów szarpiąc samochodem. Nie była mistrzem kierownicy, ale Wiktor nie miał zamiaru o tym wspominać.

– Ten twój numizmatyk jest zaufany? – odezwał się.

– Tak.

– Dobrze go znasz?

– Wystarczająco.

Forst potarł skroń, ból był nieznośny.

– Jeśli ktoś się na mnie uwziął, zapewne śledzi każdy nasz ruch – odezwał się.

– Brzmi to trochę paranoicznie.

– Raczej zapobiegliwie – zaoponował. – I na wszelki wypadek umów się z tym specjalistą w miejscu, gdzie jest dużo ludzi.