KochajTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Kochaj
Kochaj
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 61,89  49,51 
Kochaj
Kochaj
Audiobook
34,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lekcja 6

Zdrowi ludzie proszą o pomoc

Nim rozpoczęła się pierwsza sesja, terapeutka już zdążyła wzbudzić we mnie niechęć.

Miała nadwagę. Paliła papierosy. Ukrywała ciało pod obszerną bawełnianą podomką. W jej ochrypłym głosie słyszałam whisky i marlboro.

Jak ta kobieta mogła mi pomóc, skoro nie pokonała jeszcze własnych demonów? Ale nie chciałam dłużej cierpieć, a terapia u niej kosztowała tyle, na ile było mnie stać przy moich mizernych zarobkach: nic. Miejscowa poradnia zdrowia psychicznego dostała grant na darmową pomoc kobietom, które przeżyły napaść na tle seksualnym, więc przez niemal rok dwa razy w tygodniu uczęszczałam tam na sesje indywidualne i grupowe.

To był najtrudniejszy rok mojego życia. Myślałam, że ból mnie zabije.

Zamiast tego zniknął. W końcu się od niego uwolniłam.

Wielu ludzi nie chce poddać się terapii. Boją się, że zostaną uznani za słabych albo nienormalnych; odstraszają ich koszty; uważają, że nie potrzebują pomocy albo nie wierzą, że rozmowa o problemach przyniesie jakikolwiek pożytek. Niektórzy, jak ja, obawiają się, że mówiąc o swoim cierpieniu, zdradzają własną rodzinę.

Jeśli złamiesz nogę, idziesz do szpitala, żeby lekarze założyli ci gips. Nie czekasz, aż sama się zrośnie. Być może wstydzisz się tego, jak doszło do złamania, ale to nie powstrzymuje cię przed wizytą u lekarza. Potrzebujesz pomocy specjalisty od składania złamanych kości.

A jeśli jakaś trauma w dzieciństwie złamała ci serce, potrzebujesz pomocy specjalisty od składania złamanych serc.

Nie musisz każdego dnia przemykać na palcach przez pole minowe swojej przeszłości, usiłując uniknąć eksplozji wstydu, złości i furii. Nie musisz przez całe życie czuć rozpaczy, tęsknoty i zagubienia. Nie musisz się bać, że wciśniesz własny przycisk nuklearny. Możesz rozbroić tę bombę, ale potrzebujesz do tego pomocy.

Po drugiej stronie wzgórza cierpienia czekają na ciebie radość i nadzieja. To prawda, że na szczyt wiedzie długa, stroma ścieżka, ale gdy tam dotrzesz, już nigdy więcej nie będziesz musiał podejmować tej wspinaczki. A kiedy spojrzysz z góry na resztę swojego życia, widok zaprze ci dech w piersiach.

Jesteś warty tych pieniędzy. Każdego grosza. Kiedyś zrobiłam debet na karcie kredytowej, żeby zapłacić za tygodniowy warsztat w ośrodku leczenia traum z dzieciństwa. Zrób wszystko, co konieczne, żeby wyzdrowieć. Inwestujesz w samego siebie.

Tak wiele osób boi się uchylić wrota przeszłości. Ale to, co się za nimi kryje, nigdy nie wróci. Najgorsze już za tobą. Wtedy byłeś dzieckiem. Teraz jesteś dorosły. Masz dość sił, żeby wydobrzeć. A z pomocą specjalisty na pewno ci się to uda.

Jak znaleźć odpowiedniego terapeutę? Zapytaj tych, którzy wyzdrowieli, kogo mogą polecić. Przeszukaj internet. Gdy już kogoś wybierzesz, przed wizytą dowiedz się, jakie ma wykształcenie, metody, stawki i zasady odwoływania sesji; sprawdź też, czy ubezpieczenie pokryje koszty leczenia.

Ważne, żeby terapeuta chciał się zająć twoją przeszłością i jej wpływem na to, jak dziś funkcjonujesz. Jeśli przeszłość w ogóle go nie interesuje, idź gdzieś indziej.

Istotna jest również równowaga między aktywnym słuchaniem a zaangażowaniem. Kiedyś chodziłam do terapeutki, która nigdy się nie odzywała. Słuchała tylko bez słowa, jak płaczę. Mam znajomych, którzy zrobią to dla mnie za darmo. Po dwóch sesjach milczenia postanowiłam poszukać kogoś innego.

Idź na terapię, nawet jeśli najbliżsi przyjaciele będą cię od tego odwodzić. Idź, choćby rodzina wypominała ci marnowanie pieniędzy. Podejmij trud zdrowienia. To najważniejsze zadanie, jakie masz do wykonania. Terapia wpłynie na twoje małżeństwo, pracę, metody wychowawcze i wszystkie relacje, w jakie wchodzisz.

Tak, będziesz musiał grzebać się w przeszłości, żeby ją wreszcie zobaczyć i poczuć chęć, żeby przebrnąć przez nią aż do końca i wreszcie się od niej uwolnić.

Przez pół roku spotykałyśmy się w czwartkowe wieczory na trzecim piętrze lokalnej poradni zdrowia psychicznego na terapii grupowej. Wchodziłyśmy do sali jako dorosłe kobiety, a terapeutka, Carol Murray, wydobywała z nas zranione dzieci ukryte w dojrzałych ciałach.

Carol rozumiała, co to znaczy być wykorzystaną seksualnie w dzieciństwie. „Ofiara nigdy nie jest winna” – powtarzała nam często. Uzbrojona w specjalistyczną wiedzę i osobiste doświadczenia pomagała nam stawić czoła koszmarnym wspomnieniom. Raz miałyśmy narysować siebie jako małe dziewczynki. Jedna z kobiet nie była w stanie postawić choćby kreski. Zamarła z flamastrem w dłoni. Zbyt głęboko wpojono jej, że nie wolno zdradzać rodzinnych sekretów.

Na inną sesję zabrałyśmy pamiątki z dzieciństwa. Fotograficzka przyniosła zastawę do herbaty, którą podarował jej dziadek. Niektóre filiżanki i spodki miały rysy i pęknięcia. W niej też coś pękło po tym, jak zgwałcił ją ojczym. Nauczycielka wzięła ze sobą piękną lalkę o smutnych oczach. To samo spojrzenie widuje u wielu swoich uczennic. Ja pokazałam skrawek niebieskiego szlafroka, który nosiłam jako dziecko. Na materiale wyszyty był miś. Dzięki tym przedmiotom mogłyśmy sobie przypomnieć swoją wrażliwość i niewinność z tamtych lat.

Carol uczyła nas, że nie zostaniemy ofiarami na zawsze. Nasze rany nie są nieuleczalne. Przekonywała, że wyjdziemy z tej próby zwycięsko i jeśli będziemy chciały, staniemy do dalszej walki, a kiedyś możemy wystąpić przeciwko przemocy i uratować dziecko lub dorosłego w potrzebie. „Przeszłyście piekło, ale macie szansę wykorzystać to doświadczenie, żeby pomóc innym”, mówiła.

Czasem spóźniałam się na sesję. Carol rozmawiała ze mną wtedy o moim oporze przed wspólną pracą. Nie pozwalała mi się wykręcić. Mrok był tak gęsty, że potrzebowałam przewodnika. Stała się moją Gwiazdą Polarną, wskazującą mi drogę.

Słuchała, gdy wracałam do trudnej przeszłości i dzieliłam się z grupą szczegółami, które na długo wyrzuciłam z pamięci. Pozwalała mi wyrazić złość na ojca, matkę, rodzeństwo i Boga. Tydzień po tygodniu wylewałyśmy z siebie furię, krzycząc na puste krzesła, jakby siedzieli na nich ludzie, którzy nas skrzywdzili. Okładałyśmy pięściami ogromne poduszki, dopóki nie przebiłyśmy się do skrywanej pod złością rozpaczy. Szlochałyśmy wtedy w chusteczki, które później paliłyśmy.

Razem miałyśmy odwagę zmierzyć się z naszymi prześladowcami, a nawet z Bogiem, przez którego czułyśmy się opuszczone. Wszystkie zadawałyśmy to samo pytanie: „Gdzie był Bóg, kiedy mój dziadek mnie molestował…?”, „…mój ojczym mnie gwałcił…?”, „…mój ojciec mnie bił?”. Carol nie udawała, że zna odpowiedź, ale wierzyła, że Bóg trwał wtedy przy nas i z nami płakał.

Nie uprzedziła mnie, jak długą, ciężką i dramatyczną podróż mam przed sobą. Często pytałam: „Czy to już?”, a ona odpowiadała: „Nie doszłaś jeszcze do końca, ale nie jesteś też na początku. Módl się o odwagę”.

Carol przekonywała, że wspomnienia nie mogą mnie zabić ani doprowadzić do obłędu. Wciąż powtarzała: „Teraz jesteś bezpieczna”. Ufałam jej bezgranicznie na każdej sesji. Zawsze żegnała nas słowami: „Nasz czas się skończył”. Wypowiadała je co tydzień, aż do ostatniej sesji, gdy przyszedł moment prawdziwego rozstania.

Na tym spotkaniu wręczyłam jej książkę Aksamitny królik, czyli jak zabawki stają się prawdziwe. Wybrałam ją, bo dzięki Carol i ja stałam się prawdziwa. Ona wiedziała, że kiedy jesteś kochany, łaty i przetarcia nie mają znaczenia.

Carol obiecywała, że kiedyś napisze o wszystkich cudach, które wydarzyły się w naszej kobiecej grupie. Nie zdążyła. Zmarła rok po tym, jak sesje dobiegły końca.

Było mi smutno, ale czułam, że teraz mamy w niebie kogoś, kto czuwa nad nami wszystkimi. Carol uprzedzała, że czeka mnie jeszcze praca duchowa, więc zaczęłam medytować i poszukałam kolejnych autorytetów, żeby mną pokierowali.

Gdy pogodziłam się ze swoją przeszłością, pojechałam odwiedzić rodziców, z którymi od lat nie utrzymywałam kontaktów. Planowałam położyć kwiaty na torach za naszym domem, w miejscu, gdzie jako mała dziewczynka straciłam wiarę w miłość.

Ale nie musiałam tego robić. Torów już tam nie było. Zostały zdemontowane. Stalowe szyny i drewniane belki zastąpiła zwykła piaszczysta ścieżka.

Wszystko było możliwe.

Lekcja 7

Jesteś miłością swojego życia

Dawniej urodziny były dla mnie wielkim rozczarowaniem.

Kiedy się zbliżały, zawsze zastanawiałam się, co złego wydarzy się tym razem.

W tym samym dniu, w którym skończyłam dziewiętnaście lat, zmarł mój dziadek. Tuż przed tym, jak miałam zdmuchiwać dwadzieścia cztery świeczki, mój kuzyn Patrick miał wypadek motocyklowy i zapadł w śpiączkę. Niedługo później zmarł. Dwa lata później chłopak, z którym się umawiałam, uprzedził wszystkich, że oświadczy mi się w moje dwudzieste szóste urodziny, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. Ze wstydu chciałam zapaść się pod ziemię.

Miałam wrażenie, że ten dzień jest obłożony klątwą.

Zwykle zakładamy, że urodziny to radosna uroczystość z prezentami, tortem, świeczkami i życzeniami, które się spełnią. Niestety wielu ludzi wolałoby nigdy nie przyjść na świat. Tak naprawdę nie żałują, że się urodzili, ale od czasu do czasu przychodzi im do głowy, że łatwiej byłoby nie istnieć.

Ja miewałam podobne myśli. Byłam tak zagubiona wśród dziesięciorga rodzeństwa, że rodzice często mylili się, kiedy mnie wołali. Reagowałam na hasło „Marigina”. Mary Jo to moja starsza siostra, a nasze imiona czasem zlewały się w wyliczance: „Theresa, Joan, Michael, Mary J…ina”. Marigina. Teraz potrafię się z tego śmiać, ale wtedy czułam się niewidzialna.

Kiedy terapia zaleczyła moje najgłębsze rany, postanowiłam zacząć się cieszyć urodzinami. Ty też możesz je dla siebie odzyskać, zwłaszcza jeśli tego dnia spotkało cię coś złego albo jesteś dzieckiem z gwałtu, owocem niezbyt kochających się rodziców lub nieplanowanej ciąży i przez całe dzieciństwo musiałeś słuchać, że twoje istnienie to efekt przypadku.

 

Jeżeli urodziny utwierdzają cię tylko w przekonaniu, że jesteś niekochany i niechciany, teraz masz szansę to zmienić.

A jeśli po prostu trudno ci się pogodzić z upływem czasu, przyjmij nowe motto: „Starość to radość”. Sekretem witalności nie jest skóra bez zmarszczek, tylko ciekawość świata i ludzi.

Od trzydziestych piątych urodzin trudno mi nawet zapamiętać, ile mam lat. Obliczam swój wiek, odejmując od bieżącego roku liczbę 1956. Albo tracę pamięć, albo nie przyjmuję faktów do wiadomości.

W dzieciństwie urodziny mierzy się liczbą prezentów i nowych przywilejów. Gdy kończysz osiem lat, dostajesz kolejną lalkę Barbie i możesz kłaść się spać o kwadrans później. Z okazji dwunastych urodzin urządzasz piżama party, a rodzice pozwalają ci przekłuć uszy. Dwa lata później twój prezent to kupon podarunkowy do centrum handlowego i większa tygodniówka. Kiedy zdmuchniesz szesnaście świeczek, wolno ci prowadzić samochód.

Społeczeństwo również przyznaje pewne prawa w związku z urodzinami. Od osiemnastego roku życia możesz głosować, od dwudziestego pierwszego – pić alkohol, a od trzydziestego piątego – startować w wyborach prezydenckich. A co z ludźmi po czterdziestce? Im zostało już tylko oszczędzanie na emeryturę.

Gdy skończyłam trzydzieści pięć lat, zmienił się mój stosunek do urodzin. Ten dzień skłania do podsumowań, kim jesteśmy i ile osiągnęliśmy. Dlatego niektórzy tak ich nie znoszą. Problemem nie jest wiek, tylko oczekiwania. Niewypowiedziane potrzeby. Niespełnione marzenia. Błędne decyzje. Niewykorzystane okazje.

Urodziny stają się egzaminem, którego nie potrafimy zdać. Oceniamy poziom swoich dochodów, liczbę przyjaciół, ilość czasu spędzanego z dziećmi, staż małżeński albo wysokość przyszłej emerytury.

Przestajemy czuć się sobą i tęsknimy za starymi, dobrymi czasami. A przecież za dwadzieścia lat będziemy tak myśleć o chwili obecnej.

Nie musisz być młody ciałem, żeby pozostać młody duchem. Mając osiemnaście lat, czułam się starzej niż dziś. Nie chciałabym przeżyć jeszcze raz żadnego roku mojego życia. Nie wspominam z rozrzewnieniem okresu liceum. Trudno myśleć z nostalgią o czasie, kiedy nie miałam z kim pójść na bal maturalny, byłam za chuda i przeraźliwie samotna. Nie wróciłabym tam za żadne skarby.

Na szczęście już nigdy nie będę taka stara jak w szkole średniej.

Młodość zachowasz tak długo, jak długo będziesz żyć pełnią życia i wpływać na świat i ludzi wokół siebie. Nieważne, co pokazuje metryka – skoro się dziś obudziłeś, to wciąż jesteś wśród nas i ktoś cię potrzebuje.

To, ile zostało ci życia, nie ma nic wspólnego z tym, ile zostało ci lat. Sam decydujesz o tym, jak wykorzystasz swój czas.

Więc daj urodzinom drugą szansę.

Dziś kocham swoje urodziny. Uwielbiam je obchodzić. Planuję wymarzony dzień i daję go sobie w prezencie. Jeśli ktoś chce świętować ze mną, bardzo się cieszę, a jeśli nie – to też dobrze. Mówię poważnie. Koniec z cierpiętnictwem i oczekiwaniem, że inni będą czytać mi w myślach. Zaglądam w głąb własnej duszy, żeby sprawdzić, czego pragnę i potrzebuję, a potem sama to sobie zapewniam.

Nie musisz urządzać przyjęcia, ale postaraj się, żeby kolejny rok na karku nie wprawił cię w grobowy nastrój. Projekt „Urodziny – reaktywacja” zacznij od spisania urodzinowego manifestu. Może tak ci się to spodoba, że co roku będziesz tworzyć nową wersję.

Ja napisałam swój po czterdziestodniowym wyjazdowym warsztacie jogi, z którego wróciłam odmieniona. Oto fragment mojej deklaracji:

Ja, Regina Brett, jestem gotowa karmić własną duszę.

Jestem gotowa nagradzać się codziennie radością, roziskrzyć moje życie miłością i okazywać życzliwość i współczucie sobie oraz innym.

Jestem gotowa obdarzyć się bezgranicznym zaufaniem.

Jestem gotowa uczynić szczęście moim partnerem życiowym.

Przysięgam sobie spokój, harmonię i równowagę wewnętrzną. Przysięgam oddychać świeżym powietrzem, zażywać ruchu, dbać o prawidłową postawę i słuchać swojego ciała, duszy i serca.

Otwieram serce tak szeroko, żeby mogły przeze mnie przepływać energia, światło, ukojenie, współczucie i piękno.

Zobowiązuję się być sobą w pełni w każdym momencie. Uwalniam się od przeszłości. Uwalniam się od przyszłości. Jestem tu, w tym ciele, w tym oddechu, w tym uderzeniu serca.

Uwalniam się od opinii innych ludzi i wszelkich ich oczekiwań. Uwalniam się od osoby, którą kiedyś byłam. Uwalniam wszystkich od osób, którymi kiedyś byli.

Jestem teraz gotowa na resztę mojego życia, które dzieje się tu i teraz. Ufam, że Rzeka Życia uniesie mnie bez najmniejszego wysiłku. Nie będę walczyć z prądem.

Bóg darzy mnie miłością i uwielbieniem. Zawsze tak było i nigdy się to nie zmieni. Będę się cieszyć każdym krokiem i wyzbędę się obaw o to, dokąd mnie zaprowadzi ta podróż.

Przysięgam kochać swoje życie. Takie, jak jest, tu i teraz.

Bo to wspaniałe życie.

Spokojnie, Regino. Bóg kocha to arcydzieło, którym się stałaś.

Przeszłość jest już za nami. Przyszłość zależy od nas.

Nie wiem jak wy, ale ja chcę, żeby moje życie było jak przerwa w lekcjach, wakacje i wiersz Billy’ego Collinsa. Chcę mieć na stoliku nocnym świeże kwiaty i tomik Mary Oliver. Chcę podziwiać każdy wschód księżyca, każdą gwiaździstą noc i każdy zachód słońca.

Życie jest zarazem przyjazne, pogmatwane, straszne, pocieszające, wspaniałe, przerażające, pełne niespodzianek, zabawne, hałaśliwe, ciche, czułe, silne, radosne, kruche, delikatne i smutne. Życie to łzy, deszcz, słońce, ciepło, zimne gwiazdy, gorący piasek, miłość, ból, narodziny i kolejne narodziny.

Pora w pełni zadomowić się w swoim życiu i w ciele, które przypadło nam tym razem w udziale. Cieszyć się tym ciałem, słuchać go, poruszać nim, szanować je, pielęgnować, karmić i ozdabiać.

Pora zostać własnym wojownikiem i zarazem najlepszym przyjacielem.

Możesz pokochać siebie samego. Teraz to twoje zadanie – nikt inny nie wykona go za ciebie. I to dobrze, bo jedyną osobą, która będzie trwała przy twoim boku aż do śmierci, jesteś ty sam.

Czemu więc nie obdarzyć siebie dozgonną miłością?

Lekcja 8

Zasługujesz na to, żeby ktoś się tobą zaopiekował. Tym kimś jesteś ty

Coco Chanel powiedziała: „Najodważniejszym ze wszystkich czynów pozostaje samodzielne myślenie. Na głos”.

Nie poprzestawaj na samodzielnym myśleniu. Zacznij samodzielnie działać.

Śmiało i przebojowo.

Kiedyś na portalu thebillfold.com przeczytałam artykuł Paulette Perhach o tym, dlaczego kobiety powinny odkładać pieniądze na czarną godzinę w ramach funduszu MTG, czyli „Mam To Gdzieś”. Miały to być oszczędności na wypadek, gdyby kobieta potrzebowała nagle zrezygnować z pracy, mieszkania albo chłopaka.

Według mnie można określić je bardziej pozytywnie, na przykład: fundusz ZNW. „Zasługuję Na Więcej”.

Jedna z moich sióstr ma konto, któremu nadała nazwę „Do diabła z nimi”. Kiedyś musiała zwrócić uwagę wiceprezesowi swojej firmy, bo wygłaszał komentarze o podtekście seksualnym. Obruszył się, ale nie dała za wygraną. Niestety tego roku dostała najmniejszą podwyżkę ze wszystkich pracowników. Kierowała działem wynagrodzeń, dlatego wiedziała, jak kształtują się zarobki. Od tamtej pory minęło wiele lat i nigdy nie żałowała, że ujęła się za sobą.

Łatwiej to zrobić, kiedy masz odłożonych trochę pieniędzy. Na szczęście w jej wypadku tak było.

Tata często wręczał nam ukradkiem banknoty dwudziestodolarowe. Nie tłumaczył, dlaczego to robi, ale my rozumieliśmy, o co chodzi. Do dziś staram się mieć w portfelu zapasowe dwadzieścia dolarów. Nigdy nie wiadomo, kiedy przydadzą się na taksówkę, bilet autobusowy albo posiłek. Pamiętacie te wszystkie filmy, w których kobiety chowały pieniądze do stanika? No właśnie. To było ich tajne zabezpieczenie.

Kiedy przekroczyłam trzydziestkę, życie w końcu nauczyło mnie, że mężczyzna to nie to samo co plan finansowy. Byłam zaręczona i wierzyłam, że narzeczony zadba o naszą przyszłość. Podczas gdy ja szukałam wymarzonej sukni ślubnej, mój książę z bajki mnie zdradzał. Wtedy wzięłam się w garść i wróciłam na studia. Wiedziałam, że kiedy zdobędę dyplom, zacznę więcej zarabiać i będę mogła podejmować lepsze decyzje – na przykład żeby zostawić niewiernego partnera.

Nawet po ślubie powinnaś mieć odrębne konto bankowe i system wsparcia na wypadek rozwodu albo śmierci małżonka.

Po przeczytaniu artykułu Paulette zrobiłam listę podstawowych umiejętności przetrwania potrzebnych każdej samodzielnej kobiecie.

Przede wszystkim zawsze, kiedy wychodzisz z domu, zabieraj ze sobą dowód tożsamości, gotówkę, klucze oraz komórkę z naładowaną baterią i aplikacją z danymi medycznymi potrzebnymi w razie wypadku.

Niezbędne będą ci również: ważny paszport, porządna walizka i edukacja.

Zrób maturę, a potem licencjat.

Wyrób sobie kartę kredytową i najlepiej spłacaj co miesiąc całe zadłużenie. Inaczej okaże się, że torebka z wyprzedaży wcale nie była przeceniona, bo twoje konto wciąż obciążają odsetki.

Jeśli chodzi o podróże, powinnaś umieć…

Odprawić się na lot.

Wezwać taksówkę.

Czytać mapę, posługiwać się aplikacją Google Maps i nawigacją GPS. Wymienić uszkodzoną dętkę w rowerze.

I pamiętaj, zostawiaj napiwek kelnerowi, taksówkarzowi i sprzątaczce w hotelu – każdego wieczoru.

Jeżeli jesteś właścicielką samochodu, zawsze miej…

Przynajmniej pół baku benzyny.

Magiczną kartę assistance, chyba że znasz kogoś, kto odholuje cię do warsztatu o drugiej nad ranem.

Ukryty zapas drobnych do parkometru, żeby nie dostać mandatu.

Dowód ubezpieczenia w portfelu.

Młotek bezpieczeństwa do szyb z przecinakiem do pasów, dzięki któremu w razie wypadku uwolnisz z samochodu siebie lub pasażera.

Miernik ciśnienia powietrza w oponach.

Apteczkę samochodową i latarkę z działającymi bateriami.

Musisz też umieć uruchomić samochód za pomocą kabli rozruchowych, sprawdzić poziom oleju, uzupełnić płyn do wycieraczek i zmienić oponę (tak, to też).

Pamiętaj, nigdy, przenigdy nie prowadź po alkoholu. Jeśli zamierzasz pić, zaplanuj, jak wrócisz do domu, zanim sięgniesz po pierwszą margaritę.

Zanim przeprowadzisz się do własnego domu, naucz się jak…

Odetkać odpływ w umywalce. Odblokować toaletę przepychaczką.

Używać kominka w bezpieczny sposób.

Posługiwać się młotkiem i wiertarką.

Odróżnić śrubokręt płaski od krzyżakowego.

Składać meble. (Przeczytaj instrukcję. Sprawdź, czy masz wszystkie części i narzędzia. Znów sięgnij po instrukcję).

Wynieść z domu albo zabić pająka, pszczołę lub mysz, które znajdziesz w środku.

Wymienić korek, pomalować pokój i przestawić meble, nie robiąc sobie krzywdy. (Pracuj mięśniami nóg, nie przeciążając kręgosłupa).

Pieniądze dają wolność i pozwalają podejmować samodzielne decyzje. Upewnij się, że umiesz…

Rozliczyć się z urzędem podatkowym.

Docenić wartość odsetek składanych.

Ustalić sobie budżet. Najpierw płacić sobie, już teraz odkładając dziesięć procent wynagrodzenia na emeryturę, bo te pieniądze przyniosą większy zysk niż oszczędzanie dopiero na starość. (Patrz punkt o wartości odsetek składanych).

Zrozumieć warunki korzystania z karty kredytowej i debetowej oraz ich ograniczenia.

Założyć rachunek bieżący, rachunek oszczędnościowy i fundusz emerytalny na własne nazwisko.

Chronić swoją prywatność i hasła w internecie.

Zdobyć ubezpieczenie zdrowotne.

Jeszcze jedno: jeśli jakaś transakcja finansowa wydaje ci się podejrzana i nie rozumiesz do końca absolutnie wszystkich szczegółów i całego tekstu drobnym drukiem, nie zgadzaj się na żadną propozycję, inwestycję, umowę współwłasności, ubezpieczenie na życie ani pożyczkę.

W sferze zawodowej naucz się, jak…

Negocjować wynagrodzenie, zanim przyjmiesz ofertę pracy. Kobiety zarabiają mniej od mężczyzn na tych samych stanowiskach, ponieważ od początku godzą się na niższą płacę.

Poprosić o znaczącą podwyżkę.

Rzucić pracę, nie paląc za sobą mostów.

Wymykać się do toalety, żeby w kabinie dodać sobie animuszu przed ważnym spotkaniem.

 

Znaleźć mentora, wyciągać wnioski z krytyki i prosić o pomoc w odpowiednim momencie.

Wiązać krawat. Wiązać apaszkę na przynajmniej trzy sposoby.

Wywabić z koszuli plamę z czerwonego wina, czekolady i oleju. Przyszyć guzik, obszyć spodnie i wyprasować bluzkę.

Używać LinkedIna, Twittera, Facebooka i Instagrama.

Żeby czerpać jak najwięcej radości z kontaktów z innymi ludźmi, naucz się, jak…

Zaprosić kogoś na randkę. Taktownie zakończyć znajomość.

Odmawiać. Nabierz wprawy, mówiąc często i głośno „nie”.

Szanować odmowę innych ludzi, nawet jeśli ich „nie” zabrzmi cicho.

Skontaktować się z trzema najbliższymi przyjaciółkami na wypadek, gdybyś zgubiła telefon i potrzebowała pomocy w ewakuacji z kiepskiej randki, trudnego małżeństwa albo mocno zakrapianej imprezy.

Wygłosić spontaniczny toast.

Użyć odpowiedniego widelca podczas eleganckiej kolacji.

Prawidłowo nakryć do stołu.

Napisać ręcznie list z podziękowaniami i wysłać go pocztą.

Przepraszać. (Nigdy nie mów: „Przykro mi, jeśli czymś cię uraziłam”. Powiedz, czym konkretnie zawiniłaś, i wyraź skruchę, używając słowa „Przepraszam”).

Przyjmować komplementy. Zamiast je bagatelizować albo ignorować, powiedz po prostu: „Dziękuję”.

Korzystać z Ubera albo analogicznej aplikacji na swoim smartfonie.

Co do podstawowych umiejętności przetrwania, powinnaś umieć…

Udzielić pierwszej pomocy, wykonać chwyt Heimlicha i zatamować krwotok.

Ugotować jedno danie bez przepisu.

Zrobić oryginalny koktajl i pyszny deser. Przygotować przystawkę z tego, co znajdziesz w lodówce.

Ugotować jajko na twardo.

Ugotować ryż.

Dobrać odpowiednie wino do posiłku i otworzyć je bez wymyślnego korkociągu.

Obsługiwać grill, gazowy albo węglowy, i wysmażyć hamburgera tak, żeby nikogo nie zabiły bakterie E. coli.

Dla zabawy możesz nauczyć się…

Jednego triku karcianego, jednej sztuczki magicznej i jednej pozycji jogi.

Przepisu na przepyszne ciasteczka.

Jednej piosenki na pianino, gitarę albo harmonijkę ustną.

Jeździć na hulajnodze.

Puszczać latawce.

Tasować talię kart.

Kiedy jesteś przygotowana na wszystko, to nie znaczy, że nienawidzisz mężczyzn, spodziewasz się po ludziach tego, co najgorsze, i żyjesz tak, jakby cały świat był przeciwko tobie.

Po prostu potrafisz sobie poradzić z każdym wyzwaniem. Być może zawsze będziesz miała wsparcie przyjaciół i rodziny, ale jeśli je stracisz, wciąż pozostanie ci ktoś, na kim możesz polegać.

Ty.