Miłość zimową porą

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


1


Prawo nie zmusza mnie

do odpowiedzi, która

by tobie sprawiła przyjemność.

– Kupiec wenecki*

Kitty Shakespeare. − Spojrzał na nią z uśmiechem na ustach. − Co za niespotykane imię. Jaka jest jego historia? − Drake Montgomery był asystentem słynnego producenta filmowego, Everetta Kleina. Położył sobie jej CV na kolanach jak serwetę w restauracji. Długie nogi skrzyżował przed sobą, a łokcie oparł swobodnie na poręczach fotela. Obok niego po jednej stronie siedziała piękna kobieta, którą przedstawił po prostu jako Lolę, nie podając żadnych informacji na temat jej stanowiska czy powodu, dla którego się tu znalazła. Po drugiej znajdowała się Sheryl, asystentka pana Kleina. Była od niego starsza i nosiła okulary, które bez przerwy zsuwały jej się z nosa, przez co nieustannie prowadziła z nimi walkę palcem. Ona podsuwała je do góry, a okulary zjeżdżały w dół. Było to niemal hipnotyzujące.

Kitty wzięła głęboki oddech i rozejrzała się po pokoju. Jak wszystkie inne, w których przechodziła rozmowy kwalifikacyjne, był nijaki, bezosobowy. Już dawno porzuciła nadzieję, że zostanie zaproszona do gabinetu producenta, gdzie ściany są na pewno obklejone plakatami filmowymi i zdjęciami aktorów, a półki zastawione wiecznie zakurzonymi nagrodami. Zwykła stażystka − nie, nawet nie stażystka, kandydatka na stażystkę − nie zasługiwała na wejście do tego ukrytego sanktuarium, a co dopiero na przedstawienie jej samemu producentowi. Co akurat w przypadku Everetta Kleina wydawało się raczej błogosławieństwem. Reputacja tego człowieka, jednego z czołowych hollywoodzkich producentów, budziła przerażenie w każdym, kto miał z nim styczność. Był nie tylko wielką osobistością ‒ miał też charakter.

Oczywiście wszyscy chcieli u niego pracować. Staż w wytwórni Klein Productions był jak wyrycie swojego nazwiska w hollywoodzkiej alei Gwiazd. Według promotora Kitty z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles nawet Bóg milkł, kiedy odzywał się Everett Klein.

Z każdą upływającą sekundą czuła, jak jej tętno przyspiesza. Nie znosiła rozmów kwalifikacyjnych. Nie znosiła w ogóle mówić o sobie. Za każdym razem, kiedy otwierała usta, czuła, jak jej twarz zaczyna płonąć, aż w końcu przypominała dojrzałą truskawkę. Nic dziwnego, że nie dostała się jeszcze na żaden staż.

Drake uniósł jej CV przed oczy i zmarszczył brwi, jakby czytał je po raz pierwszy. Potem odłożył kartkę na stół i splótł swoje zadbane dłonie na kolanach. Przesunął wzrokiem po całej jej postaci. Czy on właśnie patrzy na jej poobgryzane paznokcie? Poruszyła się z zakłopotaniem na krześle, próbując schować dłonie za siebie, a jednocześnie zatrzymać na ustach życzliwy uśmiech.

– Imię Kitty wymyśliła tuż po moich narodzinach moja starsza siostra. Mówiła, że wyglądam tak uroczo, leżąc skulona w łóżeczku, że przypominam jej małego kotka. Więc nazwali mnie Kitty. − Zerknęła na niego, żeby sprawdzić, czy jej uwierzył. W końcu to tylko połowiczne kłamstwo… Ale prawda przedstawiała się dużo mniej wzruszająco.

Choć zgodnie z opowieściami rodzinnymi to rzeczywiście Lucy, najstarsza z jej sióstr, nadała jej to imię, reszta historii była zmyślona. Tak naprawdę kiedy ich matka wróciła ze szpitala z nowo narodzoną Kitty w ramionach, powiedziała córkom, że ma dla nich prezent.

– Dziecko? − zapytała Lucy z wyraźnym obrzydzeniem. Miała już dwie siostry, po co jej kolejna? − Ja bym wolała kitkata.

Tak, Kitty nie zamierzała dzielić się tą historią z idealnie uczesanym Drakiem Montgomerym.

– Jest pani Brytyjką? − zapytał, tak jakby jej akcent i miejsce urodzenia wpisane w CV nie były na to wystarczającym dowodem.

Czuła, jak na jej czoło występują zdradliwe krople potu. Dlaczego jej stopa tak podryguje? Naprawdę musi się teraz skupić.

– Zgadza się. Urodziłam się w Londynie. Przeniosłam się tu w zeszłym roku na studia magisterskie z filmoznawstwa. − Znowu poczuła, jak ogarnia ją fala skrępowania. Przełknęła głośno ślinę, w ustach miała sucho jak na pustyni. Wpatrywali się w nią tak intensywnie, że czuła się bardziej jak okaz badawczy niż kandydatka na stażystkę.

– A przedtem pracowała pani z dziećmi? − Skrzywił się, pokazując swoje idealnie białe zęby.

– Przez kilka lat byłam nianią, tak. − Pokiwała energicznie głową. Czy ona próbuje pokryć w ten sposób swoje braki? Zaraz osiągnie stan hiperwentylacji. − Po skończeniu studiów licencjackich nie wiedziałam za bardzo, co chcę dalej robić, więc zaczęłam pracować u pewnej amerykańskiej rodziny mieszkającej w Londynie.

W odróżnieniu od większości kolegów i koleżanek z UCLA nie rozpoczęła magisterki od razu po licencjacie. Przede wszystkim dlatego, że nie było jej na to stać. Potrzebowała dwóch lat intensywnego oszczędzania, żeby opłacić czesne za ostatni rok.

– To było pewnie ciekawe doświadczenie. − Sheryl, druga asystentka, posłała jej ledwo widoczny uśmiech. − Wyobrażam sobie, że to trochę jak opiekowanie się młodym talentem aktorskim.

– Tylko że dzieci mniej histeryzują − dorzuciła Lola ze śmiertelną powagą.

– No tak. − Drake odchrząknął, po czym pospiesznie zmienił temat, tak jakby ewentualność istnienia dzieci mogła okazać się zaraźliwa. − Co sprawiło, że postanowiła pani przenieść się tutaj na studia?

Kitty chwyciła szklankę wody, którą Sheryl postawiła życzliwie na stole przed nią, i podniosła ją, żeby zwilżyć wargi. Czuła, jak serce wali jej w piersi, kiedy próbowała przypomnieć sobie słowa ćwiczone wcześniej w kółko przed lustrem. Czy dało się w ogóle opisać, jak filmy uratowały ją w dzieciństwie? Opowiedzieć, jak wciągał ją srebrny ekran, jakie ukojenie przynosili jej obcy ludzie, którzy udawali, że są kimś innym. Wyrazić marzenie o posiadaniu hollywoodzkiej rodziny, jakie istnieją tylko w bajkach.

Przełknęła łyk wody, a kiedy odstawiła szklankę na stół, dostrzegła wyczekujące spojrzenie Drake’a.

– Zawsze chciałam tworzyć filmy − powiedziała cicho. − Kino fascynowało mnie od najmłodszych lat. Nie tylko same fabuły, ale też sposób ich powstawania. − Posłała mu ledwo dostrzegalny uśmiech. − Chcę przenosić ludzi do innego świata, odsuwać od nich troski na godzinę albo dwie. Chcę ich inspirować i bawić, chcę sprawiać, że wychodząc z kina, będą mieli ochotę na więcej.

Te słowa brzmiały dużo lepiej, kiedy wypowiadała je przed lustrem. Przede wszystkim nie drżał jej wtedy głos. I nie wierciła się na twardym plastikowym krześle.

Lola zerknęła na telefon i pospiesznie szepnęła coś Drake’owi do ucha, zbyt cicho, żeby Kitty mogła rozróżnić słowa. Drake otworzył szerzej oczy.

– Napisz, że jestem zajęty − odpowiedział szeptem. Wyciągnął swój telefon, spojrzał na niego i przełknął głośno ślinę, kiedy zobaczył słowa na ekranie. Nacisnął guzik z boku urządzenia, żeby zgasić wyświetlacz. Siedząca obok niego dziewczyna wzruszyła ramionami i wystukała wiadomość na swoim telefonie, nawet nie podnosząc wzroku.

Złożone na kolanach dłonie Kitty zaczęły drżeć. Na ilu takich rozmowach już była? Straciła rachubę. Na jej biurku w mieszkaniu w Melrose, które dzieliła z trzema innymi dziewczynami, piętrzyły się listy z odmownymi odpowiedziami, a i to tylko od firm, które raczyły cokolwiek napisać. Teraz było jeszcze gorzej − zdawało się, jakby oni całkiem zapomnieli o jej obecności. Kropla potu, która jak dotąd trzymała się uparcie linii włosów, zaczęła w końcu spływać po jej przegrzanej twarzy.

W ciężkiej ciszy wypełniającej pomieszczenie rozległo się bzyczenie telefonu. Drake znowu spojrzał na ekran swojej komórki i skrzywił się, kiedy zobaczył, kto dzwoni.

– Cholera − szepnął, najwyraźniej nie chcąc, żeby usłyszała. − Teraz dzwoni do mnie.

Odchrząknął i spojrzał na Kitty.

– Muszę odebrać − powiedział, przesuwając kciukiem po ekranie, i podniósł telefon do ucha. − Halo, tu Drake Montgomery. − Zamilkł, słuchając osoby po drugiej stronie słuchawki. − Nie, pan Klein jest dzisiaj na planie, nie można mu przeszkadzać. Zażyczył sobie wyraźnie, żeby nie przekazywać mu żadnych telefonów. − Kolejna chwila ciszy i znowu grymas. Ktokolwiek znajdował się na linii, nie był zadowolony z tego, jak próbowano go zbyć. − Rozumiem, pani Klein, naprawdę rozumiem. To musi być straszne. Ale mimo to nie mogę pani przełączyć.

Krzyk, który rozległ się po tej odmowie, odbił się echem w całym pokoju. Drake odsunął słuchawkę od ucha z wyrazem paniki na twarzy.

– Masz pojęcie, jak trudno jest tu znaleźć opiekunkę? − zaskrzeczał damski głos. − Chcę, żeby Everett użył swoich znajomości. Daj mi go natychmiast do telefonu, Drake, zanim stracę panowanie nad sobą. To sprawa życia i śmierci.

Lola wydała z siebie stłumiony chichot, a Drake popatrzył na nią szeroko otwartymi oczami.

– Proszę chwilę poczekać, pani Klein, jestem właśnie na spotkaniu. Wyjdę tylko z pokoju. − Wstał i zakrył mikrofon. Kitty nie śmiała spojrzeć mu w oczy, za bardzo się bała, że też się roześmieje.

– Przepraszam, muszę wyjść, ale myślę, że wiemy już wystarczająco dużo, żeby podjąć decyzję − powiedział Drake z niemal skruszonym wyrazem twarzy. − Sheryl odprowadzi panią do wyjścia. Dziękuję za poświęcony czas. − Po tych słowach zamknął za sobą drzwi i zostawił ją wpatrującą się z otwartymi ustami w dwie kobiety, które siedziały nadal w pokoju.

 

Rzut oka na zegarek pozwolił jej stwierdzić, że rozmowa trwała niecałe dziesięć minut. Pobiła swój rekord. Teraz to już tylko kwestia czasu, kiedy do jej skrzynki trafi list z odmową, a ona dołoży go do sterty poprzednich.

Mogła już oficjalnie zacząć panikować.

Przez rok mieszkania w Los Angeles Kitty nadal nie zdołała przyzwyczaić się do panującego tu łagodnego klimatu. Wyszła z lśniącego biurowca, w którym mieściła się siedziba Klein Productions, i przeszła chodnikiem na parking wielopoziomowy, czując, jak słońce ogrzewa jej skórę. Był początek grudnia, ale temperatura utrzymywała się nadal w okolicach dwudziestu stopni, czyli na tyle wysoko, żeby chodzić po mieście bez kurtki. Nie pamiętała, kiedy ostatnio padało. Tutaj o brzydkiej pogodzie mówiło się, kiedy parę postrzępionych chmurek przysłoniło od czasu do czasu słońce. Nic dziwnego, że wszyscy wyglądali ciągle na takich zdrowych i imponowali opalenizną. Nie dało się inaczej.

W rozpaczliwej próbie stworzenia świątecznego klimatu w witrynach sklepów i oknach biur wzdłuż ulicy pojawiły się dekoracje ze sztucznego śniegu i błyszczących łańcuchów, a do tego choinki migoczące setkami światełek. Ale pomimo tej udawanej wesołości ciężko było poczuć atmosferę świąt. Pomyślała przez chwilę o Londynie − o mokrych ulicach, o zmroku, który zapadał przed czwartą, o straganach z pieczonymi kasztanami i o sprzedawcach gorącej czekolady, o tych wszystkich widokach i zapachach, które nadawały tej porze roku właściwy klimat.

Tutaj nie było nic z tych rzeczy.

To naprawdę dziwne, że miasto, które utrzymywało się ze sprzedawania obrazu idealnych amerykańskich świąt, samo musiało go podrabiać.

Wsiadając do swojego małego fiata, poczuła, jak w kieszeni wibruje jej telefon. Wsunęła kluczyki do stacyjki i zostawiła je tam rozkołysane, po czym sprawdziła, kto dzwoni.

Cesca.

Widok imienia siostry miał w sobie coś, co nieodmiennie wywoływało u Kitty uśmiech. Jako najmłodsza z czterech dziewcząt zawsze podziwiała te starsze i nawet kiedy już wszystkie dorosły, bardzo lubiła z nimi rozmawiać.

– Halo?

– Kitty? Co tam u ciebie? − odezwała się Cesca ciepłym głosem. − U nas leje. Powiedziałam już Samowi, że następnym razem, jak będzie chciał kręcić w terenie, to ma wybrać jakieś ciepłe miejsce z plażą.

– Myślałam, że skończył już z tymi filmami o ratownikach. − Sam Carlton, chłopak Ceski, był włosko-amerykańskim aktorem najbardziej znanym ze swojej roli w Pełni lata, serii filmów o seksownym nastoletnim łamaczu serc. Poznali się z Cescą poprzedniego lata podczas pobytu w pewnej willi we Włoszech. Cesca spędzała całe godziny na opowiadaniu siostrom przez telefon, jaki to on arogancki i jak bardzo go nie znosi, podczas gdy one wszystkie już dawno wiedziały, że się w nim zakochała. Potem wszystko potoczyło się jak w filmie. On wyznał swoją miłość do Ceski na antenie programu telewizyjnego, a potem przyleciał do Londynu i ostatecznie podbił jej serce.

Jednymi z najprzyjemniejszych chwil, jakie Kitty spędziła w Los Angeles, były momenty, kiedy przyjeżdżali Cesca i Sam. Niestety ich wizyty w mieście gwiazd stały się ostatnio zbyt rzadkie.

– Mam już dosyć tych wszystkich torturowanych, przesiąkniętych deszczem bohaterów. Z radością zobaczyłabym Sama rozebranego do czerwonych szortów.

– Jakiś milion Amerykanek marzy o tym samym − odrzekła Kitty z uśmiechem. − Pamiętam cały ten krzyk, jaki się podniósł, kiedy Sam ogłosił, że nie wystąpi w kolejnych filmach z Pełni lata.

– No tak, ale każdego da się zastąpić, nawet Sama. I nie mów mu o tym milionie Amerykanek, jest już wystarczająco zadufany w sobie. − Głos Ceski zniżył się o oktawę. − A co u ciebie? Masz już jakieś wieści na temat stażu?

– Właśnie wyszłam z kolejnej rozmowy − powiedziała Kitty. Oparła głowę o zagłówek i wyciągnęła nogi tak, że dotknęła stopami pedałów.

– Jak ci poszło?

– Równie dobrze jak na poprzednich − odparła. − Czyli fatalnie. Znowu się cała spociłam, zaczęłam panikować i opowiadać głupoty. Zmyśliłam nawet idiotyczną historyjkę, jak to Lucy nazwała mnie kotem. − Czas spojrzeć prawdzie w oczy, rozmowy kwalifikacyjne nie szły jej najlepiej. − Za każdym razem, kiedy zadawali mi pytanie, czułam się jak aktor, który zapomniał tekstu.

– A gdzie chciałaś się dostać? − głos Ceski zabrzmiał współczująco. − Może Sam mógłby szepnąć za tobą słówko?

– To miał być staż u Everetta Kleina.

– A. No tak, to czegokolwiek Sam by nie powiedział, raczej nie ma szans na niego wpłynąć. Słyszałam, że ten facet jest trochę popieprzony.

– Też tak słyszałam − wyznała Kitty. − Ale szczerze mówiąc, nawet go nie widziałam. Rozmowę miał przeprowadzić ze mną jego asystent. I nawet on nie mógł się skupić, bo był zbyt zajęty rozmawianiem przez telefon z jakąś wrzeszczącą kobietą.

Westchnienie Ceski odbiło się echem w słuchawce.

– Chcesz, żebym zapytała Sama, czy może ci pomóc? Na pewno ma jakieś znajomości, założę się, że szybko znalazłby dla ciebie jakiś staż.

– To bardzo miłe z twojej strony, ale dziękuję. − Kitty zamknęła oczy, odgradzając się od promieni słonecznych, które wpadały przez prześwity w betonowej ścianie. Nie czułaby się dobrze, gdyby poprosiła Sama o pomoc. Nie chciała być znana jako dziewczyna, która dostała pracę tylko dzięki chłopakowi swojej siostry. − Chcę sama coś znaleźć.

– Proszenie o pomoc to żaden wstyd − zapewniła łagodnie Cesca. − Coś o tym wiem, ja też myślałam, że sama dam sobie ze wszystkim radę, a tylko wykopałam pod sobą większy dołek.

Problemy Ceski były dobrze znane wśród sióstr Shakespeare. W wieku osiemnastu lat napisała świetną sztukę i wygrała konkurs, w którym nagrodą było wystawienie jej w jednym z teatrów West Endu. Później nastąpiła spektakularna klęska, a Cesca znalazła się na skraju bankructwa i depresji i z trudem dawała radę się utrzymać.

Dzięki Bogu, wyszła już na prostą. Podczas pobytu we Włoszech zdążyła nie tylko zakochać się z Samie, ale też napisać nową sztukę.

– Nie jestem jeszcze na samym dnie − odparła Kitty beztroskim tonem, choć czasami czuła się, jakby za chwilę miała go sięgnąć. − Będę próbowała dalej, kto wie, może kiedyś uda mi się przejść jakąś rozmowę bez oblania się potem. Gdyby sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót, to dam ci znać, okej?

– Okej − zgodziła się niechętnie Cesca. − Ale naprawdę zastanów się nad tym. Czasami wystarczy, żeby ktoś cię trochę popchnął, i dalej idziesz już sama.

– Zastanowię się − obiecała Kitty, choć doskonale wiedziała, że tego nie zrobi.

– I widzimy się na święta w Londynie, tak? − zapytała Cesca. − Kupiłaś już bilety?

Kitty przygryzła dolną wargę, myśląc o ujemnym saldzie swojego konta. Powinna wziąć dodatkowe godziny w restauracji.

– Nie zaplanowałam jeszcze nic konkretnego − oznajmiła siostrze. − Dam ci znać, jak uda mi się coś załatwić.

Nastąpiła chwila milczenia. Kitty słyszała, jak krople deszczu uderzają o szybę tam, gdzie znajdowała się akurat Cesca.

– Załatw koniecznie − powiedziała w końcu starsza siostra − bo wiesz, że w niedzielę Lucy będzie nas molestować o jakieś deklaracje.

Kiedy umarła ich matka − a Kitty miała wtedy zaledwie dziesięć lat − Lucy, jako najstarsza z czterech sióstr Shakespeare, przejęła w rodzinie jej rolę. To ona opiekowała się nimi wszystkimi, martwiła się o nie i dbała, żeby raz w tygodniu spotykały się na wideokonferencji.

– Możliwe, że w niedzielę będę pracować. − Kitty próbowała sobie przypomnieć swój grafik na ten tydzień.

– Możesz uciekać, ale się nie ukryjesz − ostrzegła ją Cesca. − Wiesz, że nawet jeśli się nie wdzwonisz, Lucy i tak cię dopadnie.

Bycie najmłodszą z czterech sióstr miało swoje wady i zalety. Ciągłe nagabywanie było z pewnością wadą, nawet jeśli ta troska ogrzewała ukradkiem jej serce.

Po skończonej rozmowie odpaliła fiata i pojechała w stronę swojego małego współdzielonego mieszkania w Melrose.

Potrzebowała chwili na zastanowienie się i wykombinowanie, co może zrobić, żeby znaleźć wreszcie ten przeklęty staż. W końcu od tego zależała jej przyszłość.


Promotor zatrzymał film i obrócił się na swoim czarnym, skórzanym fotelu, żeby na nią spojrzeć.

– Świetnie, Kitty, to bardzo pomysłowe. Podobają mi się efekty, jakie zastosowałaś w drugiej połowie. − Kliknął w przycisk myszki i przesunął kursor po ekranie, żeby pokazać, o czym mówi. − Przypomnisz mi, jaki miałaś budżet?

Właściwie żaden. Niech Bóg błogosławi początkujących aktorów na tyle zdesperowanych, że występują gdziekolwiek.

– Ograniczony − odpowiedziała. − Widać to?

Wzruszył ramionami.

– Trochę, ale udało ci się osiągnąć bardzo dużo przy bardzo małym nakładzie. A to już umiejętność sama w sobie. − Nabazgrał coś na leżącym przed nim wydruku z kartą oceny. − Zauważyłem parę błędów koło dziesiątej minuty, a pod koniec kilka razy było widać w kadrze mikrofon, ale poza tym jest świetnie. Jeśli jeszcze trochę nad tym popracujesz, to film powinien być gotowy do oddania w styczniu.

Nie potrafiła ukryć uśmiechu, który o mało co nie rozerwał jej twarzy na pół. Ta krótkometrażówka stanowiła część jej oceny końcowej, a jeśli okaże się wystarczająco dobra, to powinna przetrzeć jej szlak do ukończenia studiów.

– A jak tam poszukiwania stażu? − zapytał ją.

Uśmiech Kitty lekko zadrżał. Próbowała go zatrzymać, wysilając oporne mięśnie policzków.

– Byłam na kilku rozmowach, ale nie mam jeszcze nic konkretnego.

– Poradzisz sobie. Nawet Kevin D’Ananzo coś dostał.

Kitty domyśliła się, że miało to zabrzmieć uspokajająco, ale zadziałało wręcz przeciwnie. Choć Kevin D’Ananzo był najsłabszy z grupy, na rozmowach wypadał na pewno lepiej niż ona. Nie było to trudne − prawdopodobnie nawet wypchany królik zrobiłby lepsze wrażenie na Drake’u Montgomerym.

Wcisnęła laptopa z powrotem do swojej skórzanej teczki, pożegnała się z promotorem i przeszła przez kampus do biblioteki naukowej imienia Charlesa E. Younga. Słońce świeciło wysoko na błękitnym niebie, a bujne korony drzew zatrzymywały jego promienie i rzucały cień na betonowy chodnik. Większość studentów wróciła już do domu na przerwę świąteczną, więc w kampusie panował spokój, ale w jej głowie cisza ta wypełniła się troskami − martwiła się o brak stażu, o swoje reżyserskie demo, o dwie prace, które musiała oddać, zanim wyjedzie na święta.

Dotarła już prawie do schodów prowadzących do biblioteki − szarego, betonowego budynku, który zawsze bardziej jej przypominał parking wielopoziomowy niż miejsce nauki − kiedy jej telefon zawibrował. Przykucnęła i zaczęła grzebać w swojej ciężkiej skórzanej torbie, aż w końcu po trzecim dzwonku znalazła komórkę.

– Halo?

– Kitty Shakespeare? − W kobiecym głosie pobrzmiewał kalifornijski akcent. Kitty wstrzymała na chwilę oddech, zastanawiając się gorączkowo, czy to oznacza staż.

– Tak, to ja. − Dziesięć na dziesięć za oryginalność, Kitty. Jak tak daje pójdzie, to naprawdę powali ich na kolana.

– Nazywam się Mia Klein. Słyszałam, że szuka pani pracy.

Kitty uznała, że trochę niegrzecznie byłoby powiedzieć, że nie ma pojęcia, kim jest Mia Klein.

– Em, tak, zgadza się. − Zmarszczyła brwi, próbując się domyślić, z kim rozmawia. Odwiedziła już tak wiele wytwórni, że wszystko jej się mieszało. Mia Klein… Hmm.

– To cudownie. Czy może pani zacząć od jutra?

Kitty zamrugała w jasnym świetle słonecznym. Od jutra?

– Do stycznia jeszcze studiuję − oznajmiła. Jak mogłaby w uprzejmy sposób zapytać Mię, kim jest i z jakiej firmy dzwoni? − Chciałam podjąć pracę dopiero po tym terminie. − Poczuła kiełkujące podekscytowanie. Czy ona w końcu dostała jakąś ofertę?

– A da pani radę pracować na pół etatu? − zapytała Mia. − Naprawdę potrzebuję pani najszybciej, jak to możliwe. To bardzo ważne.

– Myślę, że tak − odpowiedziała Kitty, nadal kucając na betonie przed biblioteką. − Chociaż pracuję teraz na pół etatu w restauracji, a to u nich najgorętszy okres. Musiałabym złożyć wypowiedzenie.

– Na pewno pani tego nie pożałuje. Może pani przyjechać jutro, jeśli podam pani adres? Proszę tylko zabrać dowód osobisty i referencje.

 

– Może być list polecający od mojego promotora z uniwersytetu? − zapytała Kitty. Nie sądziła, żeby kierownik restauracji zechciał jej coś napisać, jeśli odejdzie tak nagle.

– Miałam nadzieję, że przedstawi mi pani informacje od swoich poprzednich pracodawców. Tych z Londynu.

Kitty zmarszczyła brwi.

– Ale tam pracowałam jako niania.

– No właśnie.

– Raczej nie będą potrafili ocenić, czy nadam się na staż. − Kitty nadal mrugała powiekami zaskoczona. − Mój promotor z tutejszej szkoły filmowej mógłby powiedzieć dużo więcej na ten temat.

Mia wybuchnęła śmiechem, który sprawił, że Kitty poczuła się, jakby skurczyła się o połowę.

– Oj, nie, ja nie dzwonię w sprawie stażu, chcę zatrudnić panią jako opiekunkę. Potrzebuję kogoś, kto zajmie się moim synem Jonasem w czasie przerwy świątecznej. Jego poprzednia niania odeszła, a nowa zaczyna dopiero w styczniu.

– Przepraszam, pani się nazywa Mia Klein? − Powoli zaczynała rozumieć.

– Tak. Dostałam pani CV od asystenta mojego męża. Nazywa się Drake Montgomery. Chyba go pani poznała.

– O, tak. Poznałam go. − W końcu zrobił na niej niemałe wrażenie. Szczególnie kiedy wyszedł z pokoju w środku rozmowy.

– Czyli będzie pani jutro? − zapytała Mia. − Koło drugiej?

– Hm. − Kitty spojrzała na szare ściany i lśniące okna biblioteki, a potem na swoje skulone ciało odbijające się w szybie.

Co zawsze powtarzała jej najstarsza siostra? Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Jedyny problem polegał na tym, że Kitty nie była pewna, czy ta oferta okaże się darem od losu, czy zatrutym jabłkiem. To nie był staż. W żadnym stopniu. Ale była to szansa, żeby się wykazać, żeby mieć kontakt z jednym z czołowych producentów w mieście.

Pomyślała jeszcze raz o stercie listów odmownych i o Kevinie D’Ananzo, najsłabszym studencie, który osiągnął to, co dla niej stanowiło taki problem.

– Tak, będę − odpowiedziała w końcu, po czym wstała i podniosła torbę. − Proszę mi tylko przesłać adres.

* W. Shakespeare, Kupiec wenecki, przeł. S. Barańczak, Kraków 2004.