PorwaneTekst

Z serii: Reportaż
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

W serii ukazały się ostatnio:

Rana Dasgupta Delhi. Stolica ze złota i snu

Ed Vulliamy Wojna umarła, niech żyje wojna. Bośniackie rozrachunki (wyd. 2)

Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń Armenia. Karawany śmierci

Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz Zabić smoka. Ukraińskie rewolucje

Anna Sulińska Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u

Anjan Sundaran Złe wieści. Ostatni niezależni dziennikarze w Rwandzie

Ilona Wiśniewska Hen. Na północy Norwegii

Mur. 12 kawałków o Berlinie pod red. Agnieszki Wójcińskiej

(wyd. 2 zmienione)

Iza Klementowska Szkielet białego słonia

Piotr Nesterowicz Każdy został człowiekiem

Dariusz Rosiak Żar. Oddech Afryki (wyd. 2 zmienione)

Anna Mateja Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii

Linda Polman Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu

pomocy humanitarnej (wyd. 2)

Scott Carney Czerwony rynek. Na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci (wyd. 2)

Misha Glenny Nemezis. O człowieku z faweli i bitwie o Rio

Adam Hochschild Lustro o północy. Śladami Wielkiego Treku

Kate Brown Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne

Drauzio Varella Klawisze

Piotr Lipiński Cyrankiewicz. Wieczny premier

Mariusz Szczygieł Gottland (wyd. 3 zmienione)

Maciej Czarnecki Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym

Zbigniew Parafianowicz, Michał Potocki Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki

Paweł Smoleński Wieje szarkijja. Beduini z pustyni Negew

Albert Jawłowski Milczący lama. Buriacja na pograniczu światów

Lidia Pańków Bloki w słońcu. Mała historia Ursynowa Północnego (wyd. 2)

Mariusz Szczygieł Niedziela, która zdarzyła się w środę (wyd. 3)

Aneta Prymaka-Oniszk Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy (wyd. 2)

Wojciech Górecki Toast za przodków (wyd. 2)

Jonathan Schell Prawdziwa wojna. Wietnam w ogniu

Wojciech Górecki Planeta Kaukaz (wyd. 3)

Janine di Giovanni Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli. Depesze z Syrii

W serii ukażą się m.in.:

Wojciech Górecki Abchazja (wyd. 2)

Bartek Sabela Afronauci. Z Zambii na Księżyc

Wolfgang Bauer

Porwane

Boko Haram i terror w sercu Afryki

Przełożyła Elżbieta Kalinowska

Zdjęcia Andy Spyra


Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż autoryzowane pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Tytuł oryginału niemieckiego Die geraubten Mädchen: Boko Haram

und der Terror im Herzen Afrikas

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Fotografie na okładce i wewnątrz tomu © by Andy Spyra

Copyright © by Suhrkamp Verlag Berlin 2016

All rights reserved by and controlled through Suhrkamp Verlag Berlin

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2017

Copyright © for the Polish translation by Elżbieta Kalinowska, 2017

Redakcja Teresa Leśniak

Korekta Agnieszka Frysztak / d2d.pl, Alicja Listwan / d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Agnieszka Frysztak / d2d.pl

The translation of this work was supported by a grant from the Goethe­-Institut which is funded by the German Ministry of Foreign Affairs


Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-488-6

WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.

czarne.com.pl

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

redakcja@czarne.com.pl

Wołowiec 2017

Wydanie I

Spis treści

Seria

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Motto

Las

Drzewo

Jaskinia

W domu Sulego Helamu

Kość

Dziecko

Epilog

Podziękowania

Ja staję się w zetknięciu z Ty; stając się Ja, mówię Ty.

Martin Buber

Las, który stał się postrachem nowoczesnego państwa, jest mroczny i prawie nie do przejścia. Kto tu zabłądzi, wierzą w Nigerii, nie znajdzie drogi powrotnej. Mówią, że ciąży na nim pradawna klątwa. Jest tak stary, że nikt nie umie powiedzieć, co pierwotnie oznaczała jego nazwa. Sambisa, ostatni w swoim rodzaju. Ze wszystkich wielkich lasów w północno-wschodniej Nigerii został tylko ten. Jego drzewa nie mają w sobie nic wzniosłego. Zaledwie ­kilkumetrowe, sękate i pozrastane. Gąszcz jest pełen kolców ostrych jak szpony. Korony drzew zakrywają niebo, w głębi lasu słońce rzadko dociera do poszycia. Jest grząsko, ziemia nie daje oparcia. Wielkie rzeki wypływające z gór Mandara nie uchodzą do morza, kończą się w tutejszych bagnach. Pełno tu drapieżników. Ale najgroźniejszym mieszkańcem lasu jest człowiek. A dokładniej mówiąc: mężczyzna.

Droga biegnąca w pobliżu lasu ma urzędowy numer A13. Wznoszą się nad nią skalne stożki. Powstały w wyniku wielkich erupcji wulkanicznych przed tysiącami lat. Dwupasmowa A13 przyniosła północno-wschodniej Nigerii postęp. Oddana do użytku w latach osiemdziesiątych, otworzyła ten obszar dla nowoczesnego handlu. Zaczyna się w Yoli, by po trzystu pięćdziesięciu kilometrach skończyć się tuż przed Bamą. Jej asfalt przyciąga ludzi jak magnes. Wzdłuż całej trasy niczym opiłki żelaza rozłożyły się wioski z ceglanymi domami i okrągłymi chatami z gliny. Osiedla w ostatnich latach stale się powiększały. Nazywają się Michika, Duhu, Gulak, Gubla. Ta droga to przesieka dla nowych idei. Przywiodła tu lekarzy, lekarstwa, nauczycieli. Teraz sprowadza na ludzi nędzę i cierpienie.

Chwała Najwyższemu. Nazywamy się Jama’atu Ahlis Sunna Lidda’Awati Wal-Jihad. To o nas mówią Boko Haram. Chwała Najwyższemu, wydaliśmy oświadczenia, powiedzieliśmy wszystko, co musiało zostać powiedziane.

[…] Niektórzy posunęli się do tego, by mówić o nas, że jesteśmy jak rakowy wrzód, co za idiotyczna choroba. Nie, nie jesteśmy żadnym wrzodem ani chorobą, ani też nieobliczalnymi ludźmi o złych zamiarach i nawet jeśli społeczeństwo nas nie zna, to Allah zna każdego.

Abubakar Shekau, kwiecień 2011

Las

TALATU Mam na imię Jummai, ale wszyscy nazywają mnie Talatu, bo jestem pierworodną. Zanim porwali mnie do lasu, chodziłam do dziewiątej klasy secondary school w Duhu. Moim ulubionym przedmiotem była matematyka. Lubię matematykę, bo jest logiczna. Jak raz zrozumiałeś logikę matematycznej zasady, to wszystkie zadania rozwiążesz z łatwością i szybko. —

Główna kwatera równie nowoczesnej co archaicznej organizacji terrorystycznej, która zdaje się nie mieć sobie równych w okrucieństwie, kryje się na bagnach Sambisy. Świat nazywa ją Boko Haram (co interpretowano na różne sposoby: „Książki to grzech”, „Zakazać zachodniej oświaty”, „Nowoczesne wychowanie to grzech” albo „Zwodzenie przez przytaczanie fałszywych faktów to grzech”). Jej członkowie nazwali się Jama’atu Ahlis Sunna Lidda’Awati ­Wal-­Jihad, co znaczy: Sunnickie Zrzeszenie na rzecz Nawracania na Islam i Dżihadu. Walczy o utworzenie w Nigerii kalifatu i współpracuje z Al-Kaidą w Mali i Algierii. Przysięgła wierność Państwu Islamskiemu. Latem 2014 roku w ciągu zaledwie kilku miesięcy opanowała jedną piątą Nigerii.

SADIYA Wchodzisz w las i robi się ciemno. Tak ciemno, że zapominasz, że jest dzień. Jestem matką Talatu. Zawieźli nas tam obie. Kierowca naszej ciężarówki musiał włączyć światła, bo nagle zrobiło się tak ciemno. —

Aż do nocy z 14 na 15 kwietnia 2014 roku Zachód niemal nie zwracał uwagi na dramat rozgrywający się w Nigerii. Tej nocy komando Boko Haram uprowadziło z internatu w niewielkim mieście Chibok dwieście siedemdziesiąt sześć dziewcząt. Załadowali je na ciężarówki i zawieźli do lasu, z którego większość nie wróciła do dziś. Brutalność Boko Haram znalazła się naraz na pierwszych stronach gazet na całym świecie. „Bring back our girls” ‒ żądały osobistości, między innymi Michelle Obama, żona prezydenta USA. Atak na Chibok ukonkretnił to, co dotąd było nienazwane. Przypuszcza się, że w niewoli Boko Haram znajduje się wiele tysięcy kobiet. Większość przetrzymywana jest w Sambisie i na jego bagnach. Szefowie państw Europy i Afryki zaczęli organizować kryzysowe szczyty w celu ratowania dziewcząt. Angela Merkel obiecała wsparcie dla zachodnioafrykańskich połączonych sił operacyjnych. Ale szok trwał krótko. Północny wschód Nigerii leży bardzo daleko od światowych centrów władzy.

 

Zbierając materiały do tej książki, autor wraz z fotografem i tłumaczem w lipcu 2015, a potem jeszcze w styczniu 2016 roku przeprowadzili wywiady z ponad sześćdziesięcioma dziewczętami i kobietami, którym udało się uciec z obozów niewolników Boko Haram. Wiele z tych kobiet wydostało się z lasu zaledwie kilka dni wcześniej. Ich relacje dokumentują niewyobrażalne zbrodnie i dają wgląd w życie wewnętrzne organizacji, która w ostatnich latach zamordowała więcej ludzi niż Państwo Islamskie. Jest tak bestialska, a tak mało o niej wiemy. Sposób jej zarządzania pozostaje niejasny, podobnie jak to, jakie są jej długofalowe cele, kto ją finansuje, dlaczego podejmowane są takie, a nie inne decyzje. Relacje porwanych nie odpowiadają na te pytania, ale pomagają zbliżyć się do odpowiedzi. Stanowią nie tylko źródło informacji o Boko Haram. Są czymś więcej: świadectwami o samych kobietach. Wprowadzają nas w życie, które mimo internetu i globalizacji nadal jest nam obce. Mówią o wios­kach, których nazw często nie potrafimy wymówić i które są zaznaczone tylko na nielicznych mapach. Relacje tych kobiet bolą. Również dlatego, że pokazują, jak ograniczone jest wciąż jeszcze nasze spojrzenie. Jak wąski wycinek świata postrzegamy. Jak mizerne jest nasze rozumienie tego świata i tego czasu, który nazywamy swoim.

Europy i Ameryki, pozornie odległych, katastrofa zwana Boko Haram jeszcze nie dotknęła. Większość obserwatorów jest jednak zgodna, że sekta pewnego dnia zaatakuje także na Zachodzie. Nie wolno nam ignorować przemocy Boko Haram. Jeśli przymykamy oczy na czyjąś przelewaną krew, wkrótce będziemy patrzeć na własną. Terror możemy zwalczać skutecznie jedynie wówczas, gdy wsłuchujemy się w słowa jego ofiar: kobiet.

SADIYA Zostawili mi tylko imię. Wszystko inne zabrali. Jestem teraz kimś innym. Czuję to. Jestem kimś, kogo nie znam. Dorastałam we wsi Duhu w stanie Adamawa. Większość jej mieszkańców to chrześcijanie, ale my jesteśmy muzułmanami. Nie chodziłam do szkoły. Musiałam pracować na polach matki. Ojciec był murarzem. Ciągle w drodze. Kiedy był w domu, rodzice cały czas się kłócili. Rozwiedli się. Zamieszkałam z matką. Jako dziecko byłam szczęśliwsza, niż jestem dzisiaj. Niczego mi nie brakowało. Tęsknię za tamtą lekkością.

Wyszłam za mąż w wieku szesnastu lat. On miał osiemnaście, był bardzo przystojny! (Śmieje się i zmieszana patrzy w ziemię). Wciąż żartował. Był kierowcą ciężarówki, pracował w firmie spedycyjnej w Maiduguri, stolicy stanu Borno. Zepsuł mu się samochód, akurat jak przejeżdżał przez Duhu. Tak się poznaliśmy. Stałam z koleżankami w kolejce do studni, gdy nadszedł. „Ciebie jeszcze nigdy tu nie widziałem!”, odezwał się do mnie i roześmiał. Tak to się zaczęło. Byliśmy małżeństwem przez dwanaście lat, przeprowadziliśmy się do Maiduguri, na teren należący do firmy spedycyjnej, wynajął tam dla mnie mały sklep. Sprzedawałam mydło, kostki maggi i sos pomidorowy. Zatrudniałam dwie dziewczyny. Żyło nam się nieźle. On jeździł po całym kraju, aż na południe do Port Harcourt. Jego ciężarówka wpadła tam do rzeki, a on zginął. To było siedem lat temu. —


Sadiya, 38, handlarka, matka pięciorga dzieci, przetrzymywana przez Boko Haram w lesie Sambisa przez dziewięć miesięcy. Wydana za mąż pod przymusem; gdy przeprowadzałem wywiad, spodziewała się dziecka jednego z oprawców


Talatu, 14, córka Sadiyi, w chwili uprowadzenia chodziła do dziewiątej klasy. Porwana wraz z matką, wydana za mąż pod przymusem


Batula, 41, starsza siostra Sadiyi, handlarka, matka dziewięciorga dzieci, w niewoli w lesie Sambisa przez dziewięć miesięcy. W chwili uprowadzenia była w ciąży z najmłodszym dzieckiem


Rabi, 13, córka Batuli, w chwili uprowadzenia chodziła do piątej klasy. Porwana wraz z matką, wydana za mąż pod przymusem


Sakinah, 33, akuszerka, matka sześciorga dzieci, przez wiele tygodni ukrywała się w górach, przetrzymywana przez dwa miesiące.

Jej jedenastoletnia córka, najstarsza, umarła, gdy − oddzielona od matki − uciekała przed sektą


Isa, 23, handlarz kozami, kuzyn Sakinah. Uciekł z mężem Sakinah w góry i ukrywał się przez wiele miesięcy. Podczas ucieczki pochowali najstarszą córkę Sakinah


Rachel, 21, przyrodnia siostra Sakinah, rolniczka, przetrzymywana przez Boko Haram przez wiele tygodni


Gajar, 16, pracownica rolna, przetrzymywana w Sambisie przez siedem miesięcy, wydana za mąż pod przymusem. Ojcem jej syna Isy jest jeden z oprawców

Pierwszy raz spotykamy trzydziestoośmioletnią Sadiyę i jej czternastoletnią córkę Talatu w niewielkim domu w centrum Yoli, stolicy stanu Adamawa. Jest połowa lipca 2015 roku. Obie, matka i córka, zostały porwane ze swojej wsi w sierpniu 2014. W czerwcu 2015 udało im się uciec. Leżymy na dywanie, bo Sadiya i Talatu czują się niepewnie na kanapach i fotelach. Tam, skąd pochodzą, tylko dostojnicy siadają w fotelach. Okna zasłania ciemny ­materiał, na zewnątrz panuje upał.

Yola uchodzi za ostatni punkt w strefie bezpiecznej, za nią zaczyna się obszar wpływów Boko Haram. Uciekinierzy rozpaczliwie szukają tu schronienia i oparcia. Ekspansja ekstremistów sprawiła, że miasto w ciągu kilku miesięcy stało się milionową metropolią. Widziane z samolotu sprawia prowincjonalne wrażenie. Niskie domy, wiele jeszcze z gliny, najczęściej jednopiętrowe, z blaszanymi dachami pomalowanymi na niebiesko, czerwono i żółto. Pomiędzy nimi wielkie targowiska – to wciąż cele zamachów bombowych – budynki uniwersyteckie i administracyjne otoczone wysokimi murami. Tylko główne arterie są wyasfaltowane. Znakiem rozpoznawczym miasta jest kurz. Kurz na żółtych trójkołowych motocyklach, tanim środku transportu dla mas. Kurz na flocie używanych samochodów europejskich tłoczących się na ulicach. Sahel zaczyna się kilkaset kilometrów dalej na północ, ale raz po raz zsyła na Yolę burze piaskowe. Piasek z Sahary zasłania w takich momentach słońce, maluje dzień najpierw na wściekle żółty, potem na pomarańczowo i wreszcie na najciemniejszy brąz. Zdaje się wówczas, że niebo nakrywa całe miasto.

W 2010 roku mieszkało tu podobno trzysta czterdzieści tysięcy ludzi. Nikt nie jest w stanie oszacować, ilu jest ich teraz. Yola się rozrasta, nowe dzielnice rozprzestrzeniają się jak wrzody. Piętrzą się szybko wybudowane domy, rzadko wykończone, bo lokatorzy wprowadzają się, gdy tylko budynki staną. Liczni bogacą się na uchodźcach. Czynsze są horrendalnie wysokie. Coraz większa fala prostytucji zalewa miasto, w którym jest tak dużo kościołów i jeszcze więcej meczetów. Uciekinierzy zajmują niemal każdą wolną powierzchnię między domami, niemal każdą fugę. Komu nie udaje się tu utrzymać − w jednym z wielkich obozów, w mieszkaniu przyjaciela, bo skończyły się pieniądze − kto zostaje wyrzucony z miasta, wraca na wieś. Gdzie wciąż panoszy się strach. To stamtąd pochodzą kobiety i dziewczęta, z którymi się spotykamy. Z innego świata, do którego nam, reporterom, wejść nie wolno.

Przez dwa dni rozmawiamy z tymi dumnymi kobietami, matką i córką. Obie zostały uprowadzone przez Boko Haram. Sadiya jest w szóstym miesiącu ciąży. Jej brzuch wyraźnie się wysklepia. To dziecko gwałciciela.

Sadiya jest wysoka, chuda i krucha. W przedziwny sposób przypomina wróżkę. Ale jej głos jest niski i chropawy. Stary i jakby zwietrzały. Kiedy kobieta opowiada, sprawia wrażenie, że traci poczucie rzeczywistości, jej oczy często są puste. Trwa muzułmański miesiąc postu, ramadan. Sadiya skrupulatnie przestrzega postu, nie pije, modli się w wyznaczonym czasie. Talatu nie. Jak gdyby chciała sprowokować matkę, pije na jej oczach, długo, delektuje się, matka urażona odwraca wzrok.

Spotkania umożliwili nam zaufani pośrednicy. Kobiety, z którymi rozmawiamy, należą do niewielkiego plemienia Margi liczącego dwieście pięćdziesiąt tysięcy członków. Wszystkie po ucieczce wróciły do swoich wsi. Ze względów bezpieczeństwa nadaliśmy im fałszywe imiona. Co dzień zmieniamy miejsca spotkań, bo także w Yoli Boko Haram wciąż porywa ludzi. W czasie ostatniego ataku na targ, zaledwie dwa tygodnie przed naszym przyjazdem, zginęło czterdzieści pięć osób.

Początkowo spotkaniom towarzyszy nieufność. My boimy się ich, bo Boko Haram zmusza uprowadzone do wysadzania się w powietrze w samobójczych zamachach. W Nigerii prawie codziennie młode kobiety zabijają się na tłocznych placach. Większość pod przymusem. Ale niektóre dokonują zamachów z przekonania. Kto może wiedzieć, jak bardzo człowiek zmienia się podczas wielomiesięcznej niewoli? Jak bardzo dopasowuje swoją psychikę, żeby przeżyć? I oczywiście kobiety boją się nas, bo w pierwszej chwili nie mogą ocenić, czy jesteśmy za, czy też przeciw Boko Haram. Przez długi czas to sekta kształtowała ich życie.

SADIYA Mój mąż miał na imię Moussa. Po wypadku jeszcze przewieziono go do szpitala, opowiadał mi znajomy. Ale tam umarł, a ja musiałam zlikwidować sklep. Sam sklep by nas nie utrzymał. Brakowało pensji męża. Wzięłam trochę produktów i wróciłam do Duhu. Mąż i ja nazywaliśmy nasz sklep jakoś specjalnie, ale zapomniałam jak. Dziwne, prawda? Zapomniałam nazwę. (Zastanawia się przez moment, milczy, kręci głową).

Co miałam robić? Ze wszystkimi dziećmi? Nie wiedziałam. Poprosiłam dziewczyny, które zatrudniałam jako sprzedawczynie, żeby zostały w sklepie tak długo, aż sprzedadzą cały towar. Przysyłały mi pieniądze do Duhu. Ale po pięciu miesiącach wszystko sprzedały. Byłam zrozpaczona. Nigdy nie chodziłam do szkoły, od zamążpójścia nie pracowałam w polu. Próbowałam, ale to było dla mnie za ciężkie. Moje plecy. Szybko zaczynały boleć, musiałam przestać. Jeśli robisz to od dziecka, ciało przyzwyczaja się do pracy. A ja się odzwyczaiłam. Zaczęłam smażyć kosai, placki z fasoli, na oleju palmowym. Załatwiłam pozwolenie od starszego wsi i otworzyłam stoisko przy przystanku autobusowym. (Kaszle, pluje białą pienistą śliną. Pali ją w piersiach, boli głowa, raz po raz dotyka czoła).

Na stoisku byłyśmy z Talatu zespołem. Ona pakowała placki do plastikowych torebek, odbierała pieniądze, ja smażyłam nowe. W wielkiej patelni zawsze było dwanaście litrów oleju. Nie jest łatwo robić kosai. Musisz mieć doświadczenie. Musisz dokładnie wiedzieć, ile czego dajesz.

Codziennie wstaję o wpół do siódmej, myję maluchy, pomagam im się ubrać w mundurki, daję pieniądze na kanapki w przerwie, pięćdziesiąt nair [około dwudziestu centów], sto dla Talatu na autobus do szkoły. Maluchy to dziewczynka Estha, dwanaście lat, i dziesięcioletni Buba. Bubie daję piłkę nożną, żeby na przerwach mógł pograć z kolegami, Estha dostaje robótkę, lubi z koleżankami robić na drutach.

Kiedy dzieci są w szkole, idę w pole, zbieram drewno do paleniska. Zajmuje mi to najczęściej godzinę. Praca jest ciężka, ale ją lubię. Tam mam spokój. Nie trzeba rozmawiać. Mogę się nad wszystkim zastanowić. Drewno niosę do domu na głowie. Gotuję jollof, ryż z cebulą, pomidorami i ziemniakami. Jak ugotuję, kładę się na godzinę, śpię mniej więcej do drugiej. Wtedy wracają dzieci ze szkoły. Budzą mnie, jemy i idziemy na przystanek. Biorę ze sobą wielką czarną patelnię. Do jedenastej Talatu i ja sprzedajemy kosai. Najlepiej zarabiam w grudniu, w naszej wsi jest wielu chrześcijan. Wieczorem wypijam jeszcze dzbanek mleka, to przez ogień, żeby spłukać z gardła sadzę, i kładę się spać. —

 

Terrorystyczna sekta wyrosła na obszarze, który należy do najbiedniejszych na świecie. Wedle obliczeń Banku Światowego w Kotlinie Czadu, gdzie schodzą się granice takich krajów jak Niger, Czad, Kamerun i Nigeria, większość ludności żyje za mniej niż dolara dziennie.

Nigerią, leżącą między Sahelem a Atlantykiem, targają potężne siły. Tu spotykają się muzułmański świat północnej Afryki z chrześcijańskim południowej.

Niewiele krajów na świecie cechuje tak wiele sprzeczności jak Nigerię. To konglomerat pięciuset czternastu grup etnicznych, zamieszkany przez sto dziewięćdziesiąt milionów mieszkańców. W równych częściach muzułmański i chrześcijański. Strefą ścierania się religii jest północ. W żadnym innym regionie na ziemi napięcie to nie jest tak silnie odczuwalne jak tutaj. Wszystko w ciągłym ruchu. Stare wartości się rozsypują. Plemiona, choć wciąż jeszcze bardzo ważne, tracą funkcję spoiwa. Od wprowadzenia nawozów sztucznych liczba ludności rośnie błyskawicznie. Zmiany sprawiają, że północ i południe coraz bardziej się polaryzują. Wybrzeże między miastami portowymi Lagos i Port Harcourt jest gospodarczą siłą napędową kraju. Tam ulokował się przemysł naftowy, tam też swoje siedziby ma legendarny przemysł kinowy, Nollywood, produkujący więcej filmów niż indyjski Bollywood. Za sprawą ekonomicznej potęgi południa Nigeria pod względem gospodarczym w 2014 roku prześcignęła (podobno) Republikę Południowej Afryki. Południe zamieszkuje ważna klasa średnia, która kieruje wzrok za Atlantyk, w stronę Ameryki.

Podczas gdy tropikalne południe bujnie kwitnie, północ w większości jest nieurodzajna. Region pokrywają rozległe trawiaste równiny z pojedynczymi drzewami akacjowymi. Na północy czynnych jest niewiele fabryk, większość w ostatnich latach zamknięto. Ludzie zasadniczo żyją z tego, co sami wyhodują. Ale globalne zmiany klimatyczne sprawiły, że pora deszczowa jest coraz krótsza, zbiory mniej obfite, stada bydła wypasane na równinach coraz mniej liczne. Na północy brakuje infrastruktury. Tylko 24 procent gospodarstw domowych ma dostęp do elektryczności, w porównaniu z 71 procentami na południowym zachodzie. Ludność północy jest odcięta od gospodarczych osiągnięć południa. Północ Nigerii nie patrzy w stronę Ameryki, lecz na Arabię Saudyjską i Sudan.

Brytyjczycy początkowo rządzili krajem podzielonym na dwie kolonie: Protektorat Południowej Nigerii i Protektorat Północnej Nigerii, bo byli świadomi różnic. Po uzyskaniu niepodległości w 1960 roku przez długi czas władzę sprawowali generałowie, od 1998 roku Nigeria uchodzi za republikę. Złoża ropy na południu przyniosły jej wielkie bogactwo, ale jeszcze większą korupcję. Politycy kradli z państwowej kasy miliardowe sumy. W prowincjach północno-wschodnich, w ojczyźnie Boko Haram, państwo nigeryjskie, o ile w ogóle jest widoczne, postrzegane jest przede wszystkim jako ­rabuś. Prawie trzy czwarte ludności to analfabeci. Nigeria ma największy na świecie odsetek dzieci nieuczęszczających do szkoły; najwyższy: znów na północnym wschodzie. Mimo znacznego wzrostu gospodarczego przeciętna długość życia wynosi raptem pięćdziesiąt dwa lata – to o dziewiętnaście mniej niż średnia światowa. Różnice wciąż się powiększają. W 2010 roku 61 procent mieszkańców, czyli sto piętnaście milionów ludzi, żyło w biedzie absolutnej – w 2004 roku było to jeszcze 55 procent. Podczas gdy na południu w biedzie żyje 59 procent ludności, na północy aż 76 procent.

Siły napędowe nowoczesnego świata, Zachodu i rewolucyjnych krajów arabskich, działają w różnych kierunkach. Na północy Nigerii w ostatnich latach rodziły się coraz bardziej radykalne ruchy. Grupy religijne powstawały znacznie częściej i równie szybko znikały. Charyzmatyczni kaznodzieje rozbłyskiwali nagle i gaśli. Boko Haram to najmłodszy i najgorszy wytwór chaosu. Organizacja rośnie w siłę dzięki słabości państwa, które zwalcza. Im słabsze państwo, tym silniejsza sekta. A Nigeria nigdy jeszcze nie była tak słaba jak dzisiaj.

To, co zaczęło się od niewielkiej grupy modlitewnej, rozwinęło się w silną armię, wedle szacunków liczącą pięćdziesiąt tysięcy zbrojnych. Ucieka przed nią ponad siedem milionów ludzi. Wiele tysięcy popadło w niewolę. Wedle danych rządowych zginęło dotychczas dwadzieścia tysięcy osób, ale w tym konflikcie większości zabitych i tak się nie liczy.

TALATU Już wieczorem pakuję torbę do szkoły na następny dzień. Zabieram książkę do angielskiego, do matematyki, o gospodarce rolnej, do nauk zintegrowanych, zeszyt do studiów nad islamem. Zawsze wszystko ze sobą noszę, nieważne, jakie mamy przedmioty. Na wszelki wypadek. Tylko książki na lekcje Koranu najczęściej zostawiam w domu, bo te mamy tylko w piątek. Pakuję jeszcze kilka długopisów, czerwony, niebieski, żółty. Na czerwono piszę dyktanda. Na żółto rozwiązuję zadania. Mój tornister to mały biały plecak z materiału. Wychodzę z domu, idę na stację autobusową razem z dwoma koleżankami. Nazywają się Rukayya i Maimuna, jesteśmy w jednej klasie.

Szkoła jest daleko od mojego domu, w Gulaku. Czasem mamy ochotę na spacer. Nie, żeby zaoszczędzić pieniądze, tylko dlatego, że to jest przyjemne. Bo możemy dłużej rozmawiać. Piechotą droga zajmuje nam mniej więcej godzinę. Ale czasem bierzemy mototaksówkę. To takie motocykle, które zawsze stoją na poboczu. Moja szkoła nazywa się Central Bank Secondary School. W każdy poniedziałek i piątek musimy ustawiać się przed nauczycielami w kolejce, sprawdzają, czy mamy czyste i obcięte paznokcie, umyte włosy i wyprane ubrania.

Nauczyciele są bardzo surowi. Ale lubiłam wszystkich, z wyjątkiem jednego. Bił za najdrobniejsze przewinienie. Uczył nas Koranu. Wszyscy się go bali. Jak przychodził, wszyscy chowali się w klasach. Inni nauczyciele też go nie lubili, bo wytykał im, że są za łagodni. Mówił: „Nie dyskutujcie z uczniami, karzcie ich! Nie wierzcie im”. Bił nas pasem klinowym. Ten nauczyciel nazywał się Aliyu Mallam.

Na przerwach lubiłam się huśtać. Albo robić rundę rowerem po podwórku. Rower to dla nas coś wyjątkowego. Jednemu koledze, który miał rower, płaciliśmy dziesięć nair, żeby dał nam trochę pojeździć. To takie fajne uczucie! Wyobrażam sobie, że tak się można czuć, jak się jeździ na prawdziwym koniu!

Do domu najczęściej wracałam taksówką. Byłam zmęczona. Jak wracałam, to zazwyczaj już nic nie było do jedzenia, rodzeństwo wszystko zjadało. No to gotowałam jeszcze raz, tylko dla siebie. Potem szłam z mamą na przystanek sprzedawać kosai.

Najpiękniejszy moment dnia to ten na krótko przed zaśnięciem. Czułam się taka lekka.

Wyjdę za mąż, jak skończę szkołę. Nie wcześniej. Dopiero wtedy. I chciałabym zostać lekarką. Nie znam nikogo z naszej wsi, kto został lekarzem. Nie wiem, jak to zrobić. Do jakiej szkoły musiałabym pójść. Ale to jest moje marzenie. —

SADIYA Tego dnia, gdy zjawiła się Boko Haram, wstałam o trzeciej nad ranem. To był piątek. Ugotowałam ryż i zaniosłam do kobiety, która miała łuszczarkę, wysuszyłam go, żeby później sprzedać na targu. Co rano, kiedy już wyszykowałam dzieci do szkoły, smażyłam kosai. Każdego popołudnia szłam na przystanek, żeby je sprzedawać. Do jedenastej w nocy. Całkiem nieźle z tego żyliśmy, nawet bez mężczyzny. Kiedy tego dnia wróciłam po południu do domu, byłam zmęczona i położyłam się na macie. —

TALATU Poszłam do szkoły jak zawsze, wróciłam do domu, zdjęłam mundurek. Ugotowałam sobie zupę ryżową, a potem poszłam do babci po czerwoną fasolę na zupę. Babcia powiedziała, że właśnie widziała poranionych żołnierzy, jak biegli przez wieś. Poprzedniego dnia Boko Haram doszła do Gulaku. „Musicie uciekać – powiedziała. – Boko Haram poluje na młode dziewczyny, takie jak ty”. —

W krótkim okresie swojego istnienia Boko Haram przeszła wiele metamorfoz. Jej pierwotna nazwa to Yusufici. Powstała jako niewielka grupa ortodoksyjnych muzułmanów skupionych wokół Ustaza Mohammeda Yusufa, charyzmatycznego kaznodziei, który nie był imamem po studiach, wywodził się z ludu, ale przemawiać umiał jak mało kto: występował przeciwko zepsuciu i korupcji. ­Yusuf mieszkał w Maiduguri, wielkim mieście lepianek i chat z blachy falistej. Szacuje się, że przed katastrofą Boko Haram żyło tam milion siedemset tysięcy ludzi, dziś to niemal trzy miliony. W Maiduguri działa około pięciu tysięcy meczetów, ale tylko nieliczne są pięknymi budowlami o dumnych minaretach. Tutejsze meczety są biedne jak całe miasto, gliniane, parterowe, najczęściej bez okien.

Yusuf zaczął od nauczania w szopie swojego teścia. Wszystko wskazuje na to, że w 2000 roku odżegnał się od ruchu Izala, Stowarzyszenia dla Wykorzenienia Innowacji i Umocnienia Sunny, uchodzącego za pierwszy nigeryjski islamistyczny ruch reformatorski. Kaznodzieje Izali głosili słowo Proroka po wsiach. Na północy, z dala od centrów urbanistycznych, ludzie żyli zgodnie z pradawnymi wierzeniami, muzułmanami będąc tylko z nazwy. Faktycznie modlili się do bóstw przyrody, odprawiali rytuały płodności, tańce deszczu. Ruch Izala zwalczał te lokalne tradycje, miało je zastąpić jednolite prawo szariatu. Początkowo imamowie Izali głosili kazania z wielkim zapałem, przyciągali wielu młodych buntujących się przeciw staremu, mężczyzn mających nadzieję na większą wolność, więcej samodzielności względem rodziców. Ruch odnosił wprawdzie coraz liczniejsze sukcesy, ale zaczął się stapiać z warstwą rządzącą, łagodniał, wysycał się. Yusufowi i jego zwolennikom przyświecały znacznie bardziej radykalne idee.

SADIYA Obudził mnie Buba, mój najmłodszy syn, nie mógł złapać tchu. „Boko Haram idzie, żołnierze uciekają!” „Kłamiesz”, powiedziałam i nie ruszyłam się z maty. Przecież wojsko niedawno wkroczyło do wsi, mieli czołgi. Ale wtedy nadbiegła Talatu, mówiła to samo. Więc wyszłam przed drzwi. Stamtąd widać było główną drogę. Czołgi wyjeżdżały. Za jednym biegł żołnierz z butami w ręku, usiłował się na niego wdrapać. Jeden czołg utknął w rowie. Załoga po prostu go zostawiła i uciekła.

Zawołałam dzieci, kazałam im schować w spiżarce worki z fasolą i wszystkie garnki, całą żywność. Zamknęłam zapasy. Prawie nic nie wzięliśmy, żadnych ubrań poza tym, co mieliśmy na sobie.