Anatomia pewnego ludobójstwaTekst

Z serii: Poza serią
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

​Omer Bartov
Anatomia pewnego ludobójstwa
Życie i śmierć Buczacza
Przełożył Adam Musiał


Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.


Tytuł oryginału angielskiego Anatomy of a Genocide. The Life and Death of a Town Called Buczacz

Projekt okładki Lauren Peters-Collaer

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce: Ocalali wokół pomnika upamiętniającego Żydów w Buczaczu, 1945 – dzięki uprzejmości Yad Vashem

Copyright © 2018 by Omer Bartov

First Simon & Schuster hardcover edition January 2018

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2019

Copyright © for the Polish translation by Adam Musiał, 2019

Redakcja Magdalena Kędzierska-Zaporowska

Korekta d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Alicja Listwan / d2d.pl

The translation was kindly supported by the Fund for Central & East European Book Projects, Amsterdam

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-950-8

Spis treści

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

Motto

Uwagi o zapisie nazwisk i nazw miejscowości oraz o przekładzie źródeł

Wspomnienie dzieciństwa

1 Nadciągająca burza

2 Wrogowie z własnej woli

3 Razem i osobno

4 Władza sowiecka

5 Niemiecki porządek

6 Codzienność czasu ludobójstwa

7 Sąsiedzi

Pokłosie

Podziękowania

Przypisy

Kolofon

Mojej rodzinie

Wai-yee, Razowi, Shirze i Romowi

Opoce mego istnienia i źródłu mej duszy

In memoriam

Yehudit (Szimer) Bartov, 1924–1998

Hanocha (Helfgotta) Bartova, 1926–2016

Zamknąłem oczy, by nie widzieć śmierci mych braci, mych współobywateli, bo mam zły nawyk i widzę moje miasto i jego zabitych, ich męki z rąk prześladowców, ich straszny i okrutny mord. I zamknąłem oczy z jeszcze jednego powodu, bo gdy zamykam oczy, to staję się niejako panem wszechświata i widzę, co chcę. Zamknąłem więc oczy i wezwałem me miasto, by stanęło przede mną, ze wszystkimi mieszkańcami, ze wszystkimi domami modlitwy. Umieściłem każdego człowieka tam, gdzie siadywał, gdzie studiował i gdzie siadywali jego synowie i zięciowie – w moim mieście bowiem wszyscy przychodzili na modlitwę.

Szmuel Josef Agnon, Miasto w pełni, 1973





Uwagi o zapisie nazwisk i nazw miejscowości oraz o przekładzie źródeł

Rejon, o którym mowa w książce, zamieszkiwało kilka grup etnicznych i był on częścią różnych organizmów państwowych, w wyniku czego nazwy miejscowości, a także imiona i nazwiska mieszkańców przybierały różne formy w zależności od okresu i języka. W niniejszym przekładzie użyto polskich nazw miejscowości, ale nie tylko po to, by były one rozpoznawalne dla polskiego czytelnika. Zastosowana tu wersja odzwierciedla bowiem także intencję samego autora, który w angielskim oryginale książki posługuje się polskimi nazwami, gdyż przez większość omawianego okresu właśnie te formy miały status oficjalny. Mimo to, w ślad za autorem, w polskim przekładzie w nawiasie przy pierwszym użyciu każdej nazwy podano także jej alternatywną wersję (zazwyczaj ukraińską, choć sporadycznie również niemiecką), jeśli tylko brzmiała ona inaczej.

Z szacunku dla tożsamości etnicznej licznych postaci ukraińskich, zgodnie z zamysłem autora, w polskim przekładzie starano się oddać ich nazwiska w oryginalnym brzmieniu językowym w transkrypcji na alfabet polski, choć wykorzystane w niniejszej pracy polskie źródła historyczne zazwyczaj je polonizują. Podobnie ma się rzecz z nazwiskami rosyjskimi i hebrajskimi. Odstąpiono od tej reguły w przypadku nazwisk znanych postaci historycznych, których spolonizowana wersja zakorzeniła się już w polskiej świadomości, na przykład Andrzeja Szeptyckiego czy Aleksandra Kiereńskiego, oraz podawanych w przypisach nazwisk badaczy ukraińskich i izraelskich, które zachowano w ich transliteracji na alfabet angielski, w jakiej znane są w świecie nauki.

Transkrypcja słów z ukraińskiego, rosyjskiego, jidysz i hebrajskiego dokonana została według reguł zwyczajowych. Tytuły książek i artykułów napisanych w językach nieposługujących się alfabetem łacińskim przetłumaczono na język polski zgodnie z rozwiązaniem zastosowanym przez autora.

Omer Bartov w swej pracy przytacza po angielsku wiele źródeł z różnych języków. W niniejszym przekładzie wszystkie cytowane fragmenty polskich dokumentów przedstawiono w ich pierwotnym brzmieniu, a większość dokumentów sporządzonych w językach ukraińskim, niemieckim i rosyjskim przełożono na polski bezpośrednio z oryginałów. Pozostałe, których ponowne zdobycie okazało się niemożliwe, oraz źródła w językach hebrajskim i jidysz przetłumaczono z ich angielskiego przekładu dokonanego przez autoa.


Matka, babka i siostra autora w Tel Awiwie, 1979 rok

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Wspomnienie dzieciństwa


Matka autora w Buczaczu, lata dwudzieste XX wieku

– Opowiedz mi o swoim dzieciństwie – poprosiłem.

Staliśmy w kuchni u mojej matki w Tel Awiwie. Pod dużym fartuchem miała na sobie prostą sukienkę. Drobna, żwawa kobieta o wciąż bujnych, kędzierzawych włosach, zafarbowanych na kolor brązowawej czerwieni, o twarzy pomarszczonej bliskowschodnim słońcem i trudami życia. Wielka kuchnia była jej królestwem, najważniejszą przestrzenią mieszkania, do którego rodzice sprowadzili się ćwierć wieku wcześniej, ledwie kilka lat przed tym, gdy opuściłem dom i powołano mnie do wojska.

Było lato 1995 roku. Gotowała rosół. Mój siedmioletni synek bawił się obok nas. Nigdy wcześniej nie pytałem jej o życie we wschodniej Polsce, o czas sprzed 1935 roku, gdy jej rodzice postanowili, że rodzina przeprowadzi się do Palestyny. Miała siedemdziesiąt jeden lat. Ja miałem czterdzieści jeden. Niewiele wiedziałem o jej młodości. Włączyłem magnetofon.

Urodziłam się w Kośmierzynie [ukr. Kosmyryn], małej wiosce nad Dniestrem na polskim Podolu, na dzisiejszej Ukrainie. Wszyscy mieszkańcy wioski byli Ukraińcami. Ojciec mojego ojca zarządzał tam posiadłością wdowy po grafie [hrabim] Potockim. Mieszkał w tym majątku. Był tam dość duży dom. Nie wiem, ile wtedy miałam lat – może cztery lub pięć – więc wydawał mi się ogromny. Miał parter i piętro. Mieszkali w nim grafini [hrabina], jak na nią mówiono, i siostra grafa z synami. Były tam duży dziedziniec, stajnie, obory i wielka stodoła. Dziadek zajmował dom parterowy. Mieszkał z babcią i swymi synami. W tej wiosce się urodziłam. Niedługo potem przeprowadziliśmy się do Potoku Złotego [ukr. Zołotyj Potik], a następnie do Buczacza.

 

Dziś Buczacz jest zaniedbanym postsowieckim grajdołem. Biednym, zapomnianym, zapuszczonym. W 1919 roku miał około trzynastu tysięcy mieszkańców. Obecnie ma tyle samo. Jest jednak pięknie położony, na kilku wzgórzach, i przecina go wijąca się rzeka. Gdy mieszkała w nim moja matka, był uroczym miasteczkiem, i tak też go zapamiętała. Zachowała w pamięci ledwie strzępy przeszłości, a wśród nich, gdzieś w głowie, drobiny języków z tamtego świata – jidysz, polskiego, ukraińskiego, niemieckiego i rosyjskiego, w których śpiewała mi, gdy byłem dzieckiem. Delikatnie wyciągała nitki wspomnień i czule tkała z nich własną materię dzieciństwa. Przez dziesięciolecia pracowała jako nauczycielka. Miała dobry, mocny głos i wyraźnie wypowiadała każde słowo.

Mieszkaliśmy wszyscy w jednym domu z dziadkiem. W domu były dwa mieszkania; my zajmowaliśmy to po prawej, a po lewej stronie mieszkali babcia z dziadkiem oraz siostra ojca, która potem wyszła za mąż. Dom stał na wzgórzu i z ulicą łączyła go kamienna klatka schodowa. I pamiętam ulicę – prowadziła do stacji kolejowej.

Nigdy nie wspominała o tym, że ulica biegnąca obok jej domu stała się wkrótce świadkiem deportacji tysięcy Żydów z miasteczka, których pędzono, upokarzanych i bitych, na tę właśnie stację, skąd w nieludzko zatłoczonych bydlęcych wagonach wywieziono ich do obozu zagłady w Bełżcu. Z rodziny pozostałej w Buczaczu, jej i mojego ojca, zamordowano wszystkich. O tym też nie mówiła. Nasza rozmowa musiała jednak obudzić w niej tłumione wspomnienia, bo wkrótce potem zaczęła planować wyprawę do Buczacza.

Nigdy do niej nie doszło. Zmarła trzy lata później.


Nota z buczackiego oddziału Organizacji Żydowskiej skierowana do oddziału głównego we Lwowie, dotycząca wysłania dokumentów potrzebnych do uzyskania certyfikatów imigracyjnych dla trzech mężczyzn z Buczacza, w tym dla Izraela Szimera, dziadka autora

Źródło: Centralnyj Derżawnyj Istorycznyj Archiw, m. Lwiw (Centralne Państwowe Archiwum Historyczne Ukrainy we Lwowie, dalej: CDIAL), fond 338, op. 1, spr. 240, s. 12, 12.03.1935

Rozmowa z matką zaowocowała pragnieniem poznania losów moich przodków – ich życia i śmierci. Dwie następne dekady spędziłem więc na poszukiwaniach. Przemierzyłem trzy kontynenty i dziewięć krajów. Przekopałem liczne archiwa. We Lwowie znalazłem zapis z marca 1935 roku dotyczący trzech mężczyzn z Buczacza, składających wniosek o uzyskanie pozwolenia na wjazd do Palestyny. Jednym z nich był Izrael Szimer, mój dziadek ze strony matki.

Odkryłem też, że Polonię – statek, którym do Palestyny płynęła moja mama z rodziną – zwodowano w 1910 roku w Glasgow. Gdy w 1939 roku go złomowano, miał za sobą sto dwadzieścia trzy rejsy między rumuńską Konstancą a Palestyną. W tym czasie przewiózł tysiące Żydów[1].


Matka autora (pierwsza z lewej z przodu) tuż przed wejściem na pokład statku do Palestyny, 1935 rok

Nie udało mi się jednak znaleźć wiele więcej. Rozpocząłem swą podróż zbyt późno. Ludzie, których pamięć sięgała dalej niż wspomnienia mojej matki, już nie żyli. Część z niewielu zachowanych fotografii rodzinnych ma na odwrocie opisy i daty, dzięki czemu w postaciach przedstawionych na niektórych z nich byłem w stanie doszukać się pewnego rodzinnego podobieństwa, ale nie ma już nikogo, kto mógłby mi o nich cokolwiek powiedzieć. Możliwość skorzystania z pamięci tych niewielu osób mających wiedzę już dawno minęła.

Przez owe dwie dekady dowiedziałem się jednak sporo o historii Buczacza i o katastrofie, która go dotknęła podczas II wojny światowej. Znalazłem wiele dokumentów, w większości nietkniętych od czasu złożenia ich w dziesiątkach zbiorów archiwalnych, bibliotek i innych instytucji badawczych. Dotarłem również do wielu żyjących ocalałych, a także setek relacji – pisanych, dźwiękowych i wideo – których zbieranie rozpoczęto nawet przed zakończeniem wojny i kontynuowano jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Dzienniki osobiste, sprawozdania świadków, zeznania sądowe, zapisy świadectw, publikowane i niepublikowane wspomnienia – wszystkie one pokazują, jak każda ze stron pojmowała samą siebie i jak postrzegała innych.

Pozwalając tym, którzy tę historię przeżyli, przedstawić ją własnymi słowami i wspierając ich opowieść dodatkowymi fotografiami, w niniejszej książce staram się odtworzyć życie Buczacza w całej jego złożoności i opisać, jak przez kilka stuleci żyli obok siebie polscy, ukraińscy i żydowscy mieszkańcy miasta – tkający odrębne opowieści o przeszłości, inaczej rozumiejący teraźniejszość i całkowicie odmiennie planujący przyszłość. Życie w miasteczkach takich jak Buczacz opierało się na stałej interakcji między różnymi społecznościami religijnymi i etnicznymi. Żydzi nie separowali się od ludności chrześcijańskiej – idea sztetlu istniejącego w swego rodzaju doskonałej (a dla innych niezdrowej) izolacji jest jedynie wytworem literackiej i folklorystycznej wyobraźni żydowskiej. To integracja właśnie umożliwiała istnienie takich miasteczek. To ona także czyniła ludobójstwo, gdy już do niego doszło, wydarzeniem sąsiedzkim, okrutnym i intymnym zarazem, pełnym nieuzasadnionej przemocy i zdrady, jak również przebłysków altruizmu i życzliwości.

Jeśli historia Buczacza czegokolwiek mnie nauczyła, to tego, że wszyscy jesteśmy ledwie pojedynczym ogniwem w delikatnym, choć zdumiewająco wytrzymałym łańcuchu pokoleń, losów i zmagań, składających się na nieustanny bieg wydarzeń. To, kim jesteśmy, co pamiętamy, jak wychowujemy dzieci, co mówimy, w co wierzymy, co pielęgnujemy i czym gardzimy, jest łącznym następstwem chaotycznego przypadku i ludzkich działań, podjętych przez nas samych bądź naszych przodków, z ważnych i błahych powodów, przemyślanych i bezmyślnych. Być może nie dowiedziałem się wiele o swojej rodzinie, ale w pewnym sensie wszelka historia jest historią rodzinną. Wszyscy bowiem dźwigamy w sobie głęboko osadzony fragment pamięci, przekazywany z pokolenia na pokolenie, owych długich stuleci przeżywanych na dobre i na złe w miejscu nazywanym przez moją matkę w jidysz ek welt – końcem świata, z którego przybyliśmy, jak niknące odgłosy utraconego, choć nigdy całkowicie zapomnianego dzieciństwa.

1
Nadciągająca burza


Wiec wyborczy w Buczaczu, 1907 rok. W środku, na przodzie, żydowski kandydat Natan Birnbaum; z prawej strony w tłumie w białym kapeluszu Szmuel Josef Agnon

Źródło: The Nathan & Solomon Birnbaum Archives, Toronto

W kronikach średniowiecznej Polski Buczacz pojawia się po raz pierwszy w roku 1260 jako majątek należący do szlacheckiego rodu Buczackich, zasłużonych obrońców wschodnich kresów państwa. Na wzgórzu górującym nad położonymi w dole wioską i rzeką owi pierwsi właściciele wznieśli okazały drewniany gród. W polskiej wyobraźni romantycznej rozległy krajobraz Kresów zakorzenił się bardzo mocno. (Nazwisko rodu, a zatem i nazwa miasta, pochodzi prawdopodobnie od okolicznych buczyn, czyli lasów bukowych). W roku 1882 Sadok Barącz, polski dominikanin pochodzenia ormiańskiego, mieszkający w tym regionie całe swoje życie, wydał barwną historię Buczacza, która stanowi bogate źródło miejscowych baśni i legend.

Pisał on następująco: „Na kresach Podola i Rusi czerwonej jarowa dolina leżąca na posadzie skalistej, którą rzeka Strypa szparko płynąca na dwie części przedziela, należała do tych czarujących piękności, które kapryśna przyroda tak bogato uposażyła. Te bory posępne, te zdroje przeźroczyste, te wyżyny lasem okryte, te bujne pastwiska, ta święta potęga darów Bożych obficie rozsypanych, silnemi ogniwy sprzęgnąć mogła dusze Sławian szukających swobody i bezpieczeństwa życia”. Buczacz leżał bezpośrednio na szlaku tatarskim, lecz waleczni przedstawiciele rodu Buczackich „piersiami swémi Ruś i Podole przed najazdem dzikich ciemięzców zasłaniali”. Buczaccy dawali przykład „ruskich i podolskich krajów rycerstwu”, okazując swą „gotowość na odpór” i wznosząc „zamek obronny jako strażnicę pomyślnego rozwoju miasta”, w którym „zbierały się drużyny rycerskie i święty ogień miłości ziemi ojczystej między sobą wzniecały. Na odgłos trwogi nieprzyjacielskiej – zapewnia Barącz – z tej przedziwnej kotliny, jak gdyby z pod ziemi wymykały się hufce zbrojne na dzielnych koniach, a były to konie na całą Polskę sławne. Miały one niepospolitą wziętość, gdy z dumą na nich wskazywano: patrzcie! oto koń ze stadniny Buczackich”[2].


Buczacz na początku XX wieku

Źródło: Österreichisches Staatsarchiv, Wiedeń (dalej: AT-OeSt) / Kriegsarchiv (dalej: KA), BS I WK Fronten Galizien, 5839

Szmuel Josef Agnon, urodzony w Buczaczu w roku 1887 laureat literackiej Nagrody Nobla, również przypisywał wspaniałe położenie tej miejscowości boskiej łasce. W wydanej pośmiertnie książce, zatytułowanej Miasto w pełni, opisywał Buczacz jako „miasto, któremu Bóg najwyraźniej użyczył części chwały swej własnej krainy”. Autor przedstawiał je jako obszar rajski, „położony na górach i wzgórzach”, otoczony „lasami gęstymi od drzew i krzewów” oraz nawożony rzeką, która „przepływa przezeń i wokoło” niego, strumieniami, które „odżywiają szuwary, krzewy i drzewa”, oraz „dobrymi źródłami” obfitującymi w „świeżą wodę”. W opowieści Agnona miasto założyła karawana Żydów. Ich „czyste serca pragnęły udać się do Ziemi Izraela”, lecz znaleźli się oni w miejscu „bezkresnych lasów, pełnych ptactwa, zwierząt i bestii”. Natknęli się tam na grupę „wielkiej i ważnej szlachty”, „tak zdumionej ich mądrością i gładkimi manierami”, że zaprosiła ona przybyszów, „by z nimi zamieszkali”. Gdy zaś owi szlachcice „zdali sobie sprawę, że Żydzi są ich błogosławieństwem”, rzekli do nich: „Cała kraina leży przed wami otworem. […] Zamieszkajcie, gdzie pragniecie, a jeśli chcecie tu handlować, tym lepiej, gdyż nie ma w tej ziemi nikogo, kto wiedziałby, jak wymieniać towary”. Żydzi zatem zostali; „zapuścili w tej ziemi korzenie i zbudowali domy, a szlachta lubiła ich i wspierała, a kobiety były brzemienne lub niańczyły niemowlęta, niektóre zaś były zmęczone i słabe, a ludzie w podeszłym wieku mocno się zestarzeli i podróż stanowiłaby dla nich wielki wysiłek”. Nie brak im tam było „niczego do zgłębiania Tory i wiedzy o Bogu i byli pewni swej zamożności, czci, wiary i prawości”[3].

Wydarzenia opisane w mitycznej relacji Agnona odpowiadają zapisom historycznym. Powstanie w roku 1569 Rzeczpospolitej Obojga Narodów ułatwiło bowiem przejęcie obszernych połaci Europy Wschodniej i Ukrainy. Wraz z ekspansją Polski na wschód szlachta zapraszała Żydów, aby przyczyniali się do rozwoju miast, handlu i rzemiosła, oferując im przywileje i korzystne warunki dzierżawy. Najstarszy nagrobek na buczackim cmentarzu pochodzi z roku 1587.

W roku 1612 miasto przejął Stefan Potocki i na półtora wieku stało się ono prywatną posiadłością bogatego i potężnego polskiego rodu Potockich. Stefan w swej dalekowzroczności przekształcił stary drewniany gród w ogromny kamienny zamek, chroniony przez otaczający całe miasto zespół szańców i okopów. W drugiej połowie XVII wieku, za czasów jego syna Jana, który odziedziczył Buczacz w roku 1631, twierdza była wielokrotnie wystawiana na próbę.


Widok zamku z początku XX wieku

Źródło: ÖSA-KA.AT-OeStA/KA BS I WK Fronten Galizien, 5840

 

W połowie XVII wieku czterysta pięćdziesiąt tysięcy polskich Żydów stanowiło największą żydowską diasporę na świecie. Jednak kolonizacja tych ziem wzbudzała wśród miejscowego chłopstwa i szlachty rosnące niezadowolenie, będące przyczyną wielkiego powstania Kozaków i chłopów w 1648 roku. Zagładę społeczności żydowskich obrazowo opisał w Bagnie głębokim (Jawejn mecula) naoczny świadek tych wydarzeń Natan Hanower. Jego opisy są tak drastyczne, że wydają się wręcz niewiarygodne, lecz w zbiorowej wyobraźni utkwiły one jako znaki rozpoznawcze przeszłości i jako groźby lub modele na przyszłość. Jak pisał Hanower, Żydom „zadawano śmierć w sposób dziwny, okrutny i dotkliwy. […] Jednych odzierano żywcem ze skóry, a ich ciała rzucano psom; drugim odrąbywano dłonie i stopy, a następnie porzucano na gościńcu, by zmiażdżyły ich wozy lub stratowały konie”, „wielu grzebano żywcem”. Najgorszej przemocy doświadczali najbardziej bezbronni: „Masakrowano niemowlęta w ramionach matek. Wiele dzieci rozdarto jak ryby; rozcinano brzuchy ciężarnych kobiet, wyjmowano z nich płody i rzucano im je w twarz. Rozpruwano brzuchy niektórych kobiet i wkładano w nie żywe koty”, a następnie „zaszywano brzuchy i odcinano dłonie, by tych żywych kotów nie mogły z brzuchów usunąć”. W innych przypadkach „nadziewano dzieci na rożen, pieczono nad ogniem i dawano matkom do jedzenia”.

Hanower podaje kilka przypadków zdrady Żydów przez Polaków i wydania ich buntownikom dla ocalenia własnej skóry. Zdarzało się też, że Żydzi walczyli z Polakami ramię w ramię na murach miasta, lecz nawet wówczas ich współobywatele czasem ich w końcu zdradzali. Hanower pisał: „Wędrowaliśmy z miejsca na miejsce po miasteczkach i wioskach i koczowaliśmy na otwartych ulicach, i nawet tam nie mogliśmy spocząć. Rabowano nas bowiem i tłamszono, wyszydzano i piętnowano”. W październiku 1648 roku Buczacz, pełen żydowskich uchodźców ze wschodu, oblegli Kozacy: „Czoła stawiła im cała szlachta, strzelano do nich z wielkich dział i zabito wielką liczbę motłochu, a ten nie zdołał ich podbić”. Jednak w regionie „wiele tysięcy Żydów padło ofiarą” „wielkich zaraz i głodu” wywołanych wojną.


Stopione siedemnastowieczne działo w zamku buczackim, sfotografowane na początku XX wieku

Źródło: ÖST-KA.AT-OeStA/KA BS I WK Fronten Galizien, 5502

W sumie zamordowano od dwudziestu do pięćdziesięciu tysięcy Żydów, co stanowiło znaczny odsetek żydowskich mieszkańców wschodnich obszarów Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Powstanie zakończyło się latem 1649 roku utworzeniem kozackiego państwa. Wygnano stamtąd Polaków, Żydów i jezuitów, a pięć lat później nowe państwo scalono z Wielkim Księstwem Moskiewskim, rodzącą się potęgą, która z czasem stała się Cesarstwem Rosyjskim[4].

Przez następnych kilkadziesiąt lat w Buczaczu panował spokój. W lutym 1672 roku dotarł tu niemiecki podróżnik Ulrich von Werdum. Pisał on, że „to duże i bardzo zabawne miasto, położone na górach i dolinach” oraz „otoczone kamiennym murem”. Miało ono „raczej dobre domy, jak również trzy rzymskokatolickie kościoły i ruski monaster, obecnie w posiadaniu dominikanów. Swój kościół mają tam też Ormianie, Żydzi zaś synagogę, a także piękny cmentarz, otoczony osobliwym murem i obsadzony wysokimi barwnymi drzewami. Zamek, jak i umocnienia, wzniesiono z kamienia. Usadowiono go na górze, pod którą przepływa Strypa napędzająca swymi wodami dziesięć lub dwanaście stojących obok siebie młynów”. „To malownicze miasto – pisze dalej Werdum – należy do pana Potockiego” i „na początku powstania kozackiego uległo doszczętnemu spaleniu”, ale „zostało już w większości odbudowane, szczególnie przez Żydów, którzy licznie je zamieszkują, podobnie jak całe Podole i Ruś”.

Ledwie kilka miesięcy po wizycie Werduma Buczacz obległy ogromne wojska osmańskie, a ponieważ nie było w nim właściciela Jana Potockiego, walczącego wówczas z Osmanami gdzie indziej, miasto szybko poddało się najeźdźcom. Wkrótce uległa i cała Polska. W październiku 1672 roku król Michał Wiśniowiecki oraz sułtan Mehmed IV spotkali się w Buczaczu i podpisali traktat. Polska zmuszona była przekazać Turkom sporo ze swych wschodnich obszarów oraz płacić sułtanowi ogromny roczny haracz[5].

W roku 1675 Turcy raz jeszcze najechali Buczacz mimo przygotowań przeprowadzonych przez Jana Potockiego, który do omówienia sposobów obrony miasta zaprosił nawet przedstawicieli społeczności żydowskiej i mianował specjalnego komisarza do spraw obrony dzielnicy żydowskiej. Osmański dowódca Ibrahim Szyszman, zwany Tłuściochem, bez trudu jednak poradził sobie z systemem obrony miasta i je spalił. Szlachta i część mieszczan uciekły do zamku, lecz Żydów zostawiono poza jego bramami. Jak pisze Agnon, Turcy „wyrżnęli ich jak barany i owce, a ich ciała znalazły grób w żołądkach dzikich zwierząt i drapieżnych ptaków”.

Twierdza broniła się do przybycia wojsk pod dowództwem króla Jana III Sobieskiego. W następnym roku zamek, broniony już przez kolejnego z rodu Potockich – Stefana, został jednak ostatecznie zdobyty. François-Paulin Dalairac, francuski dworzanin Sobieskiego, odnotował, że oddziały osmańskie „dokonały trwałego zniszczenia” miasta, „tak poważnego, że z murów i wież zostały ledwie gruzy, a prawie wszystkie budynki wyglądały w najlepszym wypadku na ruiny”. Jak wspominał w swym pamiętniku Stanisław Kowalski, polski autor żyjący w Buczaczu w okresie międzywojennym, ponad dwa wieki później miejscowa legenda nadal głosiła, że potężny zamek padł wyłącznie z powodu „zdrady kobiety”. Jej duch, jak wierzono, „pojawia się w bramie zamku w Wielkanoc, łkając i żałując za grzech zdrady”[6].

Przez kilka następnych lat przecinająca miasto Strypa stanowiła granicę między Polską a osmańską Turcją, ale w roku 1683 Jan III Sobieski ostatecznie wyzwolił Buczacz. Opisując swe wrażenia z wizyty w mieście rok później, Dalairac zauważył, że Buczacz, „zbudowany kiedyś z kamienia i ze wszystkich stron otoczony czworobocznymi wieżami”, składał się teraz głównie ze „zburzonych i częściowo spalonych budynków oraz ledwie kilku karczem krytych strzechą”. Kiedyś będący „bardzo ważnym i dobrze bronionym miastem” o tak „żywotnie strategicznym znaczeniu”, że „do jego oblężenia przystąpił sam sułtan Mehmed IV”, stał się Buczacz cieniem dumnego grodu, jakim był dawniej. Na temat jego mieszkańców Dalairac odnotował: „wokół miasta znajduje się mnóstwo sadów, położonych nad wieloma źródłami”, a „wieśniacy wznoszą swe chaty zgodnie ze starym polskim zwyczajem przy bramie miasta i pod działami zamku. Wewnątrz murów – podkreślał – mieszkają jedynie Żydzi i niewielu Polaków”.

Trzy wieki później Agnon zauważył, że gdy Żydzi „powrócili do Buczacza” po wojnach tureckich, „zastali wymarłe miasto, a swe domy po części zniszczone, po części zaś zamieszkane przez chrześcijan. Synagogi i domy nauki zostały zrównane z ziemią, więc nikt nie był w stanie rozpoznać, gdzie się kiedyś znajdowały”. Potocki, właściciel Buczacza, nadał im jednak ziemię pod budowę nowej synagogi, „aby osiedlili się w jego mieście i radowali mieszkaniem w nim, bo tradycją w Polsce od czasów jego najstarszych przodków było, że każde miejsce, w którym mieszkali Żydzi, cieszyło się życiem”.


Wielka Synagoga i dom nauki w latach 1921–1922

Źródło: Beit Hatfutsot, Tel Awiw (Muzeum Narodu Żydowskiego, dalej: BH), 30544, 31266


Wielka Synagoga i dom nauki w latach 1921–1922

Źródło: Beit Hatfutsot, Tel Awiw (Muzeum Narodu Żydowskiego, dalej: BH), 30544, 31266

W 1699 roku Potocki potwierdził i poszerzył przywileje przyznane buczackim Żydom przez swych przodków, kładąc tym samym fundament pod żydowskie życie miasta aż do czasu zaboru austriackiego siedem dekad później. Żydzi mogli mieszkać w Buczaczu i zajmować się handlem, wytwarzać i sprzedawać napoje alkoholowe oraz nabywać domy od chrześcijan. Potocki objął ich także ochroną przed sądami miejskimi, dla siebie zachowując rolę arbitra w sprawach dotyczących popełnianych przez nich „drobnych i poważnych przestępstw”, a wewnętrzne spory miał rozwiązywać sąd rabiniczny. Zakazano targów w szabat i pozwolono wyznawcom religii mojżeszowej „korzystać ze ścieżki prowadzącej od murów kościoła i domu księdza do synagogi nad brzegiem Strypy”[7].


Klasztor Bazylianów i ratusz miejski, początek XX wieku

Źródło: AT-OeStA/KA BS I WK Fronten Galizien, 5492, 5541


Klasztor Bazylianów i ratusz miejski, początek XX wieku

Źródło: AT-OeStA/KA BS I WK Fronten Galizien, 5492, 5541

W 1728 roku drewnianą synagogę nad brzegiem rzeki zastąpił masywny budynek z kamienia o grubości murów sięgającej czterech i pół metra[8]. Zaprojektowano go w sposób typowy dla synagog obronnych tego regionu, tak by w czasach wojny i zawieruchy mógł służyć społeczności jako schronienie. Jego podłoga znajdowała się znacznie poniżej poziomu ulicy, aby nie górował nad pobliskimi kościołami. Agnon uważał tę synagogę za bijące serce gminy: „Dopóki istniał Buczacz, nie ustawała w niej modlitwa”. Jej bogato ozdobione wnętrze było rozjaśnione dzięki dwunastu oknom o matowych szybach i czterem brązowym żyrandolom oświetlającym malowidła ścienne przedstawiające kwiaty i anioły, dwa żelazne barany wieńczące metalowe palmy po obu stronach aron ha-kodesz, marmurową bimę, czyli podium do odczytywania Tory, umieszczoną pośrodku sali, oraz wiele innych precjozów.

Najwspanialsze budynki wzniósł zachowujący się nieszablonowo syn Stefana – Mikołaj Potocki, który przejął majątek w 1733 roku. Ufundował on rokokowy ratusz, klasztor Bazylianów, przylegający do niego dwukondygnacyjny budynek szkoły i monasterską cerkiew. Ponadto w 1754 roku Potocki ustanowił dotację dla Collegium Buczackiego, pierwszej szkoły średniej w mieście, która zapewniała uczniom mieszkanie, wyżywienie i odzież. W ciągu piętnastu lat mogła się ona poszczycić trzystu czterdziestoma trzema greckokatolickimi i rzymskokatolickimi uczniami, zgłębiającymi takie dziedziny, jak teologia, historia, geografia, fizyka, łacina i greka. Pomimo rosnącej społeczności Żydów w mieście, w roku 1765 liczącej już ponad tysiąc mieszkańców, w Collegium Buczackiego uczyło się jednak niewielu uczniów żydowskich.

■ ■

W 1772 roku, jak opisuje Barącz, Mikołaj Potocki „ze smutkiem spoglądał, jak dnia trzeciego października przechodziło wojsko” austriackie „i nocowało w jego Buczaczu”. Upokorzenie okupacji, „te przemiany i niepowodzenia, zraziły go do reszty” i w następnym roku przekazał Buczacz w posiadanie krewnemu Janowi Potockiemu. Gdy Mikołaj umierał dekadę później, nowo utworzona prowincja o nazwie Galicja, oderwana południowo-wschodnia część Polski, zaanektowana przez monarchię Habsburgów, miała już za sobą radykalną transformację[9].

Populację tej prowincji, liczącą 2,6 miliona ludzi, tworzyli głównie chłopi pańszczyźniani, a także trzysta tysięcy chrześcijańskich mieszczan, dwieście tysięcy Żydów i sto tysięcy szlachty. Buczacz znajdował się teraz w Galicji Wschodniej, gdzie większość stanowili Rusini.

Nowi władcy austriaccy starali się ograniczyć liczbę wyznawców judaizmu w Galicji. W 1773 roku narzucili „podatek tolerancyjny”, a niemogących go uiścić deportowali do Polski, oraz zażądali opłaty za oficjalną zgodę na zawarcie małżeństwa. Rząd sądził również, że zasymilowani Żydzi staną się zaczynem germanizacji; z tego też powodu od roku 1787 wszyscy starozakonni musieli przyjąć niemieckie nazwiska, a żydowskie władze religijne zostały poddane scentralizowanej kontroli rządowej. Austriacy starali się także zmienić sytuację społeczno-gospodarczą Żydów galicyjskich, próbując zmniejszyć ich ogromny wpływ na handel i rzemiosło oraz zwiększyć ich nikły do tej pory udział w rolnictwie. W tym celu zakazano dzierżawy majątków wiejskich, młynów, zajazdów, karczem i browarów wszystkim niezwiązanym bezpośrednio z uprawą ziemi. W wyniku tych działań jedna trzecia Żydów w Galicji utraciła źródło utrzymania i została zmuszona przenieść się do miast i miasteczek, co tylko zwiększyło żydowską biedę i uwydatniło wizerunek starozakonnych jako operujących w wąskiej niszy gospodarczej.