13 rzeczy, których nie robią silni psychicznie ludzie

Tekst
Autor:Amy Morin
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes


Tytuł wydania oryginalnego:

13 things mentally strong people don’t do

Take back your power, embrace change, face your fears and train your brain for happiness and success


Copyright © 2015 by Amy Morin


All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.


Wydanie polskie:

90-644 Łódź, ul. Żeligowskiego 35/37

tel. +42 639 50 18, 639 50 19, tel./fax 639 50 17

e-mail: info@galaktyka.com.pl; sekretariat@galaktyka.com.pl

www.galaktyka.com.pl


ISBN:

Wydanie drukiem: 978-83-7579-689-6

ePub: 978-83-7579-703-9

Mobi: 978-83-7579-704-6


Redakcja: Bogumiła Widła

Korekta: Monika Ulatowska

Redaktor prowadzący: Marek Janiak

Ilustracja na okładce: © lassedesignen / Adobe Stock

Projekt okładki: Artur Nowakowski

Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad.pl


Pełna informacja o ofercie, zapowiedziach i planach wydawniczych

www.galaktyka.com.pl

info@galaktyka.com.pl, sekretariat@galaktyka.com.pl


Niniejsza książka zawiera porady oraz informacje dotyczące opieki zdrowotnej. Powinna być traktowana jako uzupełnienie, a nie zastępstwo konsultacji z lekarzem czy innym wykwalifikowanym pracownikiem służby zdrowia. Jeśli wiesz albo podejrzewasz, że cierpisz z powodu jakiegoś problemu zdrowotnego, wskazane jest, abyś zasięgnął porady lekarza, zanim rozpoczniesz jakikolwiek program zdrowotny na własną rękę. Wszelkie decyzje zdrowotne powinny być podejmowane w porozumieniu z lekarzem. Dołożono wszelkich starań, aby informacje zawarte w tej książce były dokładne i aktualne w dniu publikacji. Wydawca ani autor nie ponoszą odpowiedzialności za jakiekolwiek medyczne konsekwencje stosowania metod zasugerowanych w tej książce.

Imiona oraz inne informacje pozwalające na identyfikację osób opisywanych w książce zostały zmienione.

Choć autorzy i wydawca dołożyli wszelkich starań, aby zawarte w tej książce informacje były rzetelne i kompletne, nie ponoszą oni żadnej odpowiedzialności za mogące pojawić się błędy, nieścisłości, przeoczenia lub niezgodności. Autorzy i wydawca nie mieli też zamiaru nikogo obrazić ani przedstawić w złym świetle miejsc i organizacji.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez pisemnej zgody wydawcy książka ta nie może być powielana ani w częściach, ani w całości. Nie może też być reprodukowana, przechowywana i przetwarzana z zastosowaniem jakichkolwiek środków elektronicznych, mechanicznych, fotokopiarskich, nagrywających i innych.



Wszystkim, którzy z każdym dniem

starają się być coraz lepsi

SPIS TREŚCI

Wstęp

Czym jest siła psychiczna?

1. Nie marnuj czasu na użalanie się nad sobą

2. Nie pozbywaj się swojej władzy na rzecz innych

3. Nie broń się przed zmianą

4. Nie skupiaj się na tym, na co nie masz wpływu

5. Nie staraj się wszystkich zadowolić

6. Nie bój się podejmować ryzyka

7. Nie rozpamiętuj przeszłości

8. Nie popełniaj wciąż tych samych błędów

9. Nie zazdrość innym sukcesu

10. Nie poddawaj się po pierwszej porażce

11. Nie bój się spędzać czasu samotnie

12. Nie zakładaj, że świat jest ci coś winien

13. Nie oczekuj natychmiastowych rezultatów

Zakończenie. Podtrzymywanie siły psychicznej

Podziękowania

Materiały źródłowe


WSTĘP

Gdy miałam 23 lata, moja mama umarła nagle z powodu tętniaka mózgu. Była zdrową, pracowitą i pełną energii kobietą, która do samego końca, do ostatniej chwili, kochała życie. Widziałam ją poprzedniego wieczoru – tuż przed jej śmiercią. Spotkałyśmy się na turnieju koszykówki w szkole średniej. Śmiała się, rozmawiała ze mną, jak zwykle radosna i pełna życia. Ale 24 godziny później już było po niej. Strata matki głęboko mnie dotknęła. Nie wyobrażałam sobie dalszego życia bez jej rad, śmiechu i miłości.

W tamtym czasie pracowałam jako terapeutka w rejonowym ośrodku zdrowia psychicznego i wzięłam kilka tygodni zwolnienia, żeby w spokoju uporać się z żałobą. Zdawałam sobie sprawę, że aby skutecznie pomagać innym, muszę sobie poradzić z własnymi uczuciami. Przyzwyczajanie się do życia bez matki musiało potrwać. To nie było łatwe, ale z całych sił starałam się stanąć na nogi. Jako terapeutka wiedziałam, że czas niczego nie leczy; to, kiedy wyzdrowiejemy, zależy raczej od tego, jak sobie poradzimy z czasem i czym go wypełnimy. Rozumiałam, że żałoba to naturalny proces, a ból w końcu osłabnie. Pozwalałam sobie na uczucie smutku i złości, próbowałam w pełni pogodzić się z tym, co straciłam wraz ze śmiercią matki. Nie chodziło tylko o to, że za nią tęskniłam. Byłam boleśnie świadoma, że nigdy nie będzie jej przy mnie podczas ważnych chwil w moim życiu i już nie doświadczy tego, na co z taką niecierpliwością czekała – emerytury i wnuków. Dzięki wsparciu przyjaciół i rodziny oraz wierze w Boga odnalazłam wreszcie spokój. Życie toczyło się dalej i z czasem coraz częściej wspominałam matkę z uśmiechem, a nie ukłuciem rozpaczy.

Kilka lat później, tuż przed trzecią rocznicą jej śmierci, rozmawiałam ze swoim mężem Lincolnem, jak moglibyśmy w nadchodzący weekend najlepiej uczcić jej pamięć. Przyjaciele zaprosili nas w sobotni wieczór na mecz koszykówki. Tak się składało, że mecz miał się odbyć w tym samym miejscu, w którym po raz ostatni widziałam matkę. Zastanawialiśmy się z Lincolnem, jak by to było, wrócić po trzech latach tam, gdzie widziałam ją w wieczór tuż przed jej śmiercią.

Zgodnie uznaliśmy, że to doskonały sposób, aby uczcić moją matkę, tym bardziej, że z naszego ostatniego spotkania pozostały mi o niej jak najlepsze wspomnienia. Pośmiałyśmy się, miałyśmy okazję pogadać o różnych rzeczach, jednym słowem świetnie się bawiłyśmy. Matka przewidziała nawet, że moja siostra wyjdzie za mąż za swojego aktualnego chłopaka, i to przypuszczenie się potwierdziło.

Wybraliśmy się więc z Lincolnem do hali, w której odbywał się mecz, i miło spędziliśmy czas z przyjaciółmi. Czuliśmy, że moja matka też by tego chciała. Fajnie było tam wrócić i nie mieć w związku z tym żadnych przykrych wrażeń. Niestety, ledwo odetchnęłam z ulgą, że udało mi się uporać ze śmiercią matki, życie znów wywróciło mi się do góry nogami.

Po powrocie z meczu Lincoln zaczął się uskarżać na ból pleców. Nie było w tym nic niezwykłego, ponieważ kilka lat wcześniej w wypadku samochodowym doznał urazu – miał zmiażdżone kręgi, przyzwyczaił się więc do bólu. Ale po chwili stracił przytomność. Wezwałam pogotowie, karetka przyjechała w ciągu kilku minut i zabrała go do szpitala. Zadzwoniłam do teściowej i wraz z rodziną Lincolna czekałam w izbie przyjęć. Nie miałam pojęcia, co się mogło stać.

Po chwili oczekiwania poproszono nas do gabinetu. Jeszcze zanim lekarz otworzył usta, wiedziałam, co chce powiedzieć. Lincoln umarł. Zawał.

W ten sam weekend, w trzecią rocznicę śmierci mojej matki, zostałam wdową. To było zupełnie bez sensu. Lincoln miał dopiero 26 lat i żadnych problemów z sercem. Jak to możliwe, że w jednej chwili był, a w drugiej już go nie było? Wciąż starałam się przystosować do życia bez matki, a teraz musiałam się nauczyć żyć bez Lincolna. Nawet sobie nie wyobrażałam, jak uda mi się przez to przejść.

 

Śmierć współmałżonka to surrealne doświadczenie. Trzeba podejmować mnóstwo decyzji, choć człowiek zupełnie nie czuje się na siłach, żeby to robić. W ciągu kilku godzin musiałam decydować o takich sprawach jak kwestia pogrzebu czy wzór nekrologu. Nie było czasu, aby tak naprawdę wszystko do mnie dotarło. Czułam się przytłoczona.

Na szczęście miałam wokół siebie ludzi, którzy mnie wspierali. Godzenie się ze stratą to indywidualny proces, lecz troskliwi przyjaciele i kochająca rodzina bardzo mi pomogli. Raz było lepiej, raz gorzej. Kiedy wydawało mi się, że zaczynam wychodzić na prostą, nagle opanowywał mnie bezbrzeżny, wszechogarniający smutek. Żałoba pod każdym względem wyczerpuje: emocjonalnie, psychicznie i fizycznie.

W końcu miałam powody do smutku. Współczułam rodzinie męża, która bardzo kochała Lincolna. Czułam żal o wszystkie te rzeczy, których Lincoln nie doświadczy. Żałowałam wszystkiego, czego nigdy nie zrobimy razem, nie mówiąc o tym, jak bardzo mi go brakowało.

Z pracy wzięłam sobie tyle wolnego, ile się dało. Te miesiące pamiętam jak przez mgłę, co rano starałam się zebrać na tyle, żeby jakoś przeżyć dzień. Ale przecież to nie mogło trwać wiecznie – musiałam zarabiać. Teraz miałam tylko jedną pensję, trzeba więc było pracować.

Po kilku miesiącach zatelefonował mój przełożony i zapytał, co zamierzam. Moich pacjentów poinformowano tylko, że mam kłopoty rodzinne i nie wiadomo, kiedy wrócę. Nie powiedzieli im nic więcej, bo sami nie wiedzieli. Teraz trzeba było przedstawić jakieś konkrety. Chociaż z całą pewnością nie opłakałam jeszcze Lincolna i na pewno nie czułam się „lepiej”, musiałam wrócić do pracy.

Tak jak wtedy, gdy straciłam matkę, dałam sobie czas, aby bezpośrednio zmierzyć się ze smutkiem. Nie chciałam go ignorować ani spychać na drugi plan. Musiałam poczuć ten ból, ale też starać się sobie pomóc. Nie mogłam do tego dopuścić, aby tkwić w negatywnych emocjach. Choć kusiło mnie, by się nad sobą litować lub rozpamiętywać przeszłość, wiedziałam, że to niezdrowe. Czekało mnie podjęcie świadomej decyzji i wkroczenie na długą drogę budowania dla siebie nowego życia.

Po pierwsze, musiałam zdecydować, czy nasze wspólne plany, moje i Lincolna, są wciąż moimi celami. Przez kilka lat byliśmy rodziną zastępczą i pragnęliśmy kiedyś adoptować dziecko. Czy jako singielka wciąż tego chciałam? Nadal przez kilka następnych lat byłam matką zastępczą, zapewniając dzieciom miejsce do wytchnienia i odpoczynku, gdy znalazły się w podbramkowych sytuacjach, ale nie miałam pewności, czy wciąż chcę adoptować dziecko bez Lincolna.

Teraz, gdy zostałam sama, postanowiłam wyznaczyć sobie własne cele. Zamierzałam się odważyć i spróbować czegoś nowego. Kupiłam motocykl i zrobiłam prawo jazdy. Zaczęłam też pisać. Z początku traktowałam to wyłącznie jako hobby, lecz stopniowo stawało się moją dodatkową pracą. Musiałam przyjrzeć się od nowa swoim związkom z ludźmi i zorientować się, którzy z naszych wspólnych przyjaciół zostaną ze mną, a także, jak ułożyć sobie bez Lincolna relacje z jego rodziną. Miałam szczęście – wielu z jego najbliższych przyjaciół zostało przy mnie, a rodzina męża nadal traktowała mnie jak jej członka.

Po czterech latach znów uśmiechnęło się do mnie szczęście – odnalazłam miłość. A może powinnam powiedzieć, że to miłość mnie odnalazła. W zasadzie już się przyzwyczaiłam do samotnego życia, ale gdy zaczęłam się spotykać ze Steve’em, wszystko się zmieniło. Znaliśmy się od lat i stopniowo nasza przyjaźń przekształcała się w związek. W końcu zaczęliśmy planować wspólną przyszłość. Choć nigdy nie sądziłam, że jeszcze wyjdę za mąż, ze Steve’em wydało mi się to całkiem realne.

Nie myślałam o formalnej ceremonii ślubnej ani o weselu – w moich oczach wyglądałyby na parodie tych uroczystości, które urządziliśmy z Lincolnem. Wiedziałam, że moi goście byliby zachwyceni, widząc mnie na ślubnym kobiercu, ale dla tych, którzy znali Lincolna, byłby to również powrót do smutnych wspomnień. Ponieważ nie chciałam, aby ślub stał się jakimś ponurym obrzędem, zdecydowaliśmy się ze Steve’em na coś niestandardowego. Uciekliśmy do Las Vegas, by tam potajemnie wziąć ślub – dzięki temu stał się on radosnym świętem na cześć naszej miłości i szczęścia.

Mniej więcej w rok po ślubie postanowiliśmy sprzedać dom, w którym mieszkałam z Lincolnem, i przeprowadzić się w miejsce oddalone od naszego lokum o kilka godzin jazdy. Mieliśmy zamieszkać bliżej mojej siostry i siostrzeńców, a poza tym dałoby nam to impuls do rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Dostałam pracę i nie mogliśmy się doczekać wspólnego życia. I kiedy wszystko zaczęło się świetnie układać, nasza droga ku szczęściu gwałtownie zmieniła kierunek: u ojca Steve’a zdiagnozowano raka.

Początkowo lekarze przewidywali, że leczenie pozwoli na kilka lat uśpić chorobę. Ale już po paru miesiącach stało się jasne, że mój teść nie przeżyje nawet roku. Próbowano różnych terapii, jednak żadna nie zadziałała. Czas mijał, a wśród lekarzy rosła konsternacja, że wszystkie metody zawiodły. Siedem miesięcy później skończyły się pomysły na dalsze leczenie.

Te wieści spadły na mnie jak grom z jasnego nieba. Rob był tak pełen życia. To typ faceta, który zawsze wyciąga ćwierćdolarówkę zza dziecięcego ucha i opowiada najśmieszniejsze pod słońcem historie. Chociaż mieszkał w Minnesocie, a my w Maine, często się widywaliśmy. Odkąd odszedł na emeryturę, mógł sobie pozwolić, żeby zostać u nas przez tydzień albo dwa. Żartowałam wtedy, że jest moim ulubionym rezydentem, bo w zasadzie był naszym jedynym gościem, który zostawał na dłużej.

On też najbardziej kibicował mojemu pisaniu. Czytał wszystko, co napisałam, czy był to artykuł o rodzicielstwie, czy na temat psychologii. Czasem dzwonił, żeby podsunąć mi ciekawy przykład lub podzielić się jakąś uwagą.

Chociaż Rob miał 72 lata, wydawał mi się zbyt młody na taką chorobę. Jeszcze zeszłego lata zjeździł cały kraj na motocyklu, żeglował po Jeziorze Górnym i zadawał szyku w swojej okolicy w kabriolecie z opuszczonym dachem. A teraz był ciężko chory i lekarze nie pozostawiali wątpliwości – lepiej nie będzie.

Tym razem zderzyłam się z jeszcze innym rodzajem śmierci. Moja matka i Lincoln zmarli nagle i niespodziewanie. Teraz dostałam ostrzeżenie, zapowiedź śmierci. Wiedziałam, że nadchodzi i bałam się jej.

Pomyślałam: „I znów to samo”. Nie chciałam przeżywać od nowa takiej strasznej straty. To nie było wobec mnie w porządku. Znałam mnóstwo ludzi w moim wieku, którym nie umarł nikt bliski, dlaczego więc ja musiałam stracić tylu ukochanych ludzi? Siedziałam przy stole, rozmyślając, jakie to niesprawiedliwe, że znów będzie to dla mnie ciężkie przeżycie, i jak bardzo chciałabym, aby było inaczej.

Jednocześnie zdawałam sobie sprawę, iż nie powinnam się tak nakręcać. W końcu już przez to przechodziłam i jakoś dawałam radę. Jeśli wpadłabym w pułapkę myślową, że jestem w gorszej sytuacji niż inni, albo przekonałabym samą siebie, że nie zniosę kolejnej straty, w niczym mi by mi to nie pomogło. Tylko niepotrzebnie powstrzymało od zmierzenia się z sytuacją.

Wtedy właśnie sporządziłam swoją listę 13 rzeczy, których nie robią ludzie silni psychicznie. To były nawyki, które z całych sił starałam się zwalczyć, aby przebić się przez swój ból. Wszystko stanowiły rzeczy, które nie pozwoliłyby mi poczuć się lepiej, gdybym im się poddała.

Tak się składa, że były to te same rady, jakie dawałam pacjentom trafiającym do mnie na terapię. Ale spisanie ich bardzo mi pomogło i mogłam się ich trzymać. Potrzebowałam przypomnienia, że mam wybór i mogę zdecydować, iż chcę być osobą silną psychicznie. A poza tym musiałam być silna, bo kilka tygodni po napisaniu tej listy Rob umarł.

Psychoterapeuci pomagają innym, próbując ich wzmocnić. Starają się przy tym opierać na mocnych stronach pacjentów; służą wskazówkami, jak ci powinni postąpić i co mogą zrobić, aby poprawić swój stan. Jednak gdy tworzyłam swoją listę cech charakteryzujących silną osobowość, postanowiłam odejść na chwilę od tego, co stało się niemal moją drugą naturą, i skupić na tym, czego nie należy robić. Według mnie właśnie to miało znaczenie. Dobre nawyki są niezmiernie ważne, ale często to właśnie złe przyzwyczajenia uniemożliwiają nam rozwinięcie w pełni potencjału. Możesz mieć najlepsze nawyki pod słońcem, ale jeśli nadal będziesz robił coś, co ci nie służy, zamęczysz się, zanim osiągniesz cel. Pomyśl o tym tak: jesteś tylko tak dobry, jak twoje najgorsze przyzwyczajenia.

Złe nawyki są jak ciężary, które taszczysz ze sobą przez cały dzień: spowalniają cię, męczą i frustrują. Kiedy ograniczają cię pewne myśli, zachowania i uczucia, to pomimo ciężkiej pracy i zdolności będziesz się strasznie męczył, aby w pełni rozwinąć swoje możliwości.

Wyobraź sobie człowieka, który postanawia, że codziennie będzie chodził na siłownię. Spędza tam niemal dwie godziny. Skrupulatnie zapisuje wszystkie ćwiczenia, aby śledzić postępy. Po sześciu miesiącach nie widzi jakiejś szczególnej zmiany. Jest przybity, bo ani nie chudnie, ani nie buduje masy mięśniowej. Opowiada rodzinie i przyjaciołom, że to nie ma sensu; dlaczego nie wygląda i nie czuje się lepiej, skoro tak rzadko zdarza mu się opuścić trening. Nie bierze jednak pod uwagę, jak wielką przyjemność sprawia mu nagroda. Każdego dnia w drodze z siłowni do domu zjada tuzin pączków. W końcu po tych wszystkich ćwiczeniach ma prawo być głodny i mówi sobie: „Pracowałem w pocie czoła. Należy mi się nagroda!”.

Śmieszne, prawda? Ale wszyscy mamy takie grzeszki na sumieniu. Ciężko pracujemy, wyobrażając sobie, że to, co robimy, w jakiś sposób pomoże, lecz kompletnie zapominamy o rzeczach, które sabotują nasze wysiłki.

Pozbycie się tych 13 przyzwyczajeń nie pomoże ci w prosty sposób uporać się ze zmartwieniem. Pomoże ci raczej rozwinąć siłę psychiczną, której potrzebujesz, aby skutecznie stawić czoło życiowym problemom – tym wielkim i tym małym. Bez względu na to, jakie masz cele, gdy poczujesz się silny psychicznie, zdobędziesz narzędzie, które ułatwi ci osiągnięcie pełni swoich możliwości.


CZYM JEST SIŁA PSYCHICZNA?

To nie jest tak, że ludzie są albo silni, albo słabi psychicznie. W pewnym sensie wszyscy dysponujemy jakąś siłą psychiczną, ale przecież zawsze można ją wzmocnić. Rozwijanie siły psychicznej polega na poprawie umiejętności panowania nad swoimi emocjami, kierowaniu myślami i pozytywnych zachowaniach bez względu na okoliczności.

Tak jak są ludzie, którzy mają lepsze niż inni predyspozycje do budowania siły fizycznej, tak niektórym niejako naturalnie łatwiej przychodzą zachowania świadczące o silnej psychice. Za rozwój siły psychicznej odpowiada kilka czynników:

 Genetyka – geny decydują o podatności na różnego rodzaju problemy psychiczne, np. zaburzenia nastroju.

 Osobowość – niektóre cechy charakteru pomagają ludziom patrzeć na różne sprawy bardziej realistycznie i pozytywnie się zachowywać.

 Doświadczenie – doświadczenia życiowe mają wpływ na to, jak ludzie postrzegają siebie, innych i rzeczywistość.

Rzecz jasna, niektórych czynników nie da się zmienić. Nie możesz wymazać złego dzieciństwa. Jeśli masz predyspozycje do ADHD, nic na to nie poradzisz. Ale to nie oznacza, że nie możesz poprawić swojej siły psychicznej. Każdy ma możliwość wzmocnienia siły psychicznej, wystarczy poświęcić czas i energię na samodoskonalenie przedstawione na kartach tej książki.

PODSTAWA SIŁY PSYCHICZNEJ

Wyobraź sobie człowieka, który się denerwuje w różnych sytuacjach społecznych. Aby zminimalizować niepokój, nie inicjuje rozmów z kolegami z pracy. Im mniej się do nich odzywa, tym rzadziej oni pierwsi rozpoczynają z nim rozmowę. Gdy wychodzi na przerwę i mija ludzi w korytarzu, ale nikt go nie zagaduje, myśli o sobie: „Chyba muszę być uciążliwy dla innych”. Im bardziej myśli o swoich niezręcznościach towarzyskich, tym bardziej się denerwuje, gdy ma się do kogoś zwrócić. Wraz z lękiem rośnie jego pragnienie, aby unikać współpracowników. Zaczyna się błędne koło.

Aby zrozumieć, czym jest siła psychiczna, musisz wiedzieć, jak ściśle splatają się myśli, uczucia i zachowania – oddziałując na siebie, często tworzą ryzykowną sytuację, jak w opisanym przykładzie. Dlatego właśnie rozwijanie siły psychicznej wymaga podejścia do problemu w trzech aspektach jednocześnie:

 

 Myśli – rozpoznanie irracjonalnych myśli i zastąpienie ich bardziej racjonalnymi.

 Zachowania – praktykowanie pozytywnych zachowań bez względu na okoliczności.

 Emocje – kontrolowanie swoich emocji i niepoddawanie się im.

Na każdym kroku słyszymy: „Myśl pozytywnie”. Ale sam optymizm ci nie wystarczy, abyś w pełni rozwinął swój potencjał.