Nic do stracenia. Wreszcie wolni

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział trzeci
Ashton

Przez całą noc nie mogłem przestać się zamartwiać o Annę. Telefon komórkowy nie zadzwonił, więc albo Michael postanowił mnie o niczym nie zawiadamiać, albo miała spokojną noc.

Tuż po siódmej zmusiłem się do wstania z łóżka. Oczy mnie piekły ze zmęczenia. Wziąłem prysznic, silne strugi wody sprawiały, że napięte mięśnie zaczęły mi się rozluźniać.

Ubrałem się i wróciłem do pokoju. Dean akurat się budził. Zmusiłem się do uśmiechu

– Dzień dobry. Dobrze spałeś?

Prychnął i zwęził oczy, patrząc na mnie.

– Nie do końca.

Uniosłem jedną brew, pytająco.

– Nie? A to dlaczego?

Usiadł i przetarł ręką twarz.

– Bo chrapałeś jak słoń chory na grypę!

Wzdrygnąłem się, pokręciłem głową i przewróciłem oczami.

– Niech zgadnę. Anna kazała ci to powiedzieć, prawda? – Bez przerwy wszystkim powtarzała, że chrapię, a teraz w oczywisty sposób wciągnęła w to Deana.

Zamrugał kilka razy powiekami, nic nie odpowiedział, tylko spuścił nogi z łóżka i poczłapał do łazienki, wzdychając przy tym głośno. Spojrzałem na komórkę leżącą na szafce nocnej, usiadłem na brzegu łóżka i zastanawiałem się, czy do niej zadzwonić. Zrezygnowałem jednak z tego pomysłu, bo na pewno jeszcze spała. Lot mieliśmy dopiero o dwunastej. Położyłem się na łóżku i zacząłem bawić różnymi aplikacjami w telefonie, byle tylko nie spoglądać na zegar. W chwili gdy Dean wyszedł z łazienki kompletnie ubrany, rozległo się ciche pukanie do drzwi.

– Otworzę! – krzyknął, szybko idąc do drzwi. – Och, dzień dobry, Annabelle.

Serce zabiło mi jak młotem, kiedy szybko wstałem z łóżka i podszedłem, praktycznie odpychając Deana. Anna stała przed naszym pokojem. Moje zszargane nerwy uspokoiły się wreszcie na widok jej pięknej twarzy. Podszedłem do niej, objąłem ramionami i przytuliłem twarz do jej włosów, wdychając ich zapach. Tak bardzo za nią tęskniłem, że było to aż bolesne.

Natychmiast się do mnie przytuliła. Kątem oka spostrzegłem Mike'a, który stał za nią na korytarzu. Widać było, że czuł się skrępowany, jakby usiłował nie patrzeć albo uważał się za intruza. Z trudem się cofnąłem.

– Cześć, jak ci się spało? Wszystko w porządku? – Ująłem jej twarz w dłonie. Zmarszczyłem brwi. Wyglądała na zupełnie wykończoną. Oczy miała przekrwione z braku snu albo od płaczu. Zacisnąłem szczęki i spojrzałem znacząco na Mike'a. Miałem zamiar później z nim porozmawiać.

– Tak – odpowiedziała. Wzruszyła ramionami i opuściła wzrok na podłogę.

Pokręciłem głową i westchnąłem. Wciągnąłem ją do pokoju i zamknąłem drzwi. Nie miałem pojęcia, dlaczego usiłowała mnie okłamać, bo zawsze wiedziałem, kiedy to robi.

– Nie, nie spałaś dobrze, Anno.

– Nieważne, to teraz bez znaczenia- odpowiedziała. – Musisz coś zobaczyć. Tylko się nie wkurzaj, dobrze? – Uniosła rękę i podała mi gazetę.

Zamurowało mnie, kiedy zobaczyłem dwa zdjęcia na pierwszej stronie.

– O cholera, tu jest nasze zdjęcie!

Anna westchnęła i opadła na niewielką kanapę, stojącą w pokoju.

– Więcej niż jedno. Poświęcili nam całą rozkładówkę – wymamrotała.

Zrobiło mi się sucho w ustach. Ale zaraz przywołałem się do porządku i zacząłem myśleć racjonalnie. Carter. Mógł to zobaczyć i w złości zwrócić się przeciwko niej. Oczywiście jej ojciec i ja przedsięwzięliśmy już kroki zapobiegające takiej sytuacji. Senator załatwił też solidną blokadę informacji przychodzących do więzienia Cartera i wychodzących stamtąd – zakazano dostarczania mu gazet i magazynów, w których byłoby cokolwiek o Annie. Poza tym wszystkie listy, nie tylko do Cartera, przychodzące do więzienia podlegały cenzurze, żeby zachować przed nim w sekrecie informacje o Annie tak długo, jak to będzie możliwe. Nie mogło to działać w nieskończoność, ale mieliśmy nadzieję, że będzie skuteczne przez kilka tygodni, do chwili gdy ucichnie szum medialny wokół senatora Spencera i jego rodziny. Problem polegał jednak na tym, że przewidzieliśmy rozgłos towarzyszący córce przyszłego prezydenta, a nie nas jako pary. Pozowanie Anny ze mną i mówienie, że jestem jej chłopakiem, na pewno go wkurzy.

Usiedliśmy na kanapie. Nie przestawałem przeglądać gazety. Szukałem ważnych informacji. Wszystko tam było trywialne i dotyczyło przyjęcia. Rzuciłem okiem na drugą i trzecią stronę artykułu, ale najwięcej miejsca poświęcono modzie i temu, kto powinien wyrzucić swojego stylistę. Czułem, że Anna wpatruje się we mnie, najwyraźniej czekając na moją reakcję.

Zmusiłem się do uśmiechu.

– Wygląda na to, że powinnaś zachować stylistkę.

Zachichotała i skinęła głową.

– Czytaj dalej. Doszedłeś już do opisu języka ciała?

Pokręciłem przecząco głową i przeszedłem do dwóch ostatnich stron. Serce zamarło mi w piersi. Na rozkładówce były wyłącznie fotografie moje i Anny. W nagłówku sugerowano, że jesteśmy parą. Uwielbiałem każde z tych zdjęć. Postanowiłem jednak, że dokładnie przeczytam artykuł, bo najwyraźniej było w nim coś, co zdenerwowało Annę.

Wyglądało na to, że, zdaniem autora, Anna była najseksowniejszą „pierwszą córką” w historii Stanów. Absolutnie zgadzałem się z tą opinią. Wspomniano tam o mnie i żarcie, który powiedziałem o onieśmieleniu wobec jej rodziców. Zdaniem dziennikarza byłem zachwycający.

Kiedy dotarłem do miejsca, o które jej chodziło, poczułem, że plecy mi sztywnieją. Gazeta miała eksperta od analizy języka ciała, który wypowiedział się na temat zrobionych zdjęć. Jego komentarze umieszczono obok każdej fotografii. Pierwsze przedstawiało mnie i przyszłego prezydenta wymieniających uścisk dłoni. Ekspert poddał ocenie jego uśmiech i sposób, w jaki pochylał się ku mnie. Wniosek był taki, że prezydent mnie lubił i miał do mnie zaufanie, jeśli chodziło o jego córkę. W podpisie zamieszczono słowa: „Już w dobrych stosunkach z przyszłymi teściami”. Kiedy to czytałem, aż urosłem z dumy. Gdyby tylko Anna chciała ze mną chodzić naprawdę, miałbym dobrą pozycję w jej rodzinie. Na następnym ocenianym zdjęciu tańczyliśmy z Anną. Zgodnie z opinią profesjonalisty, sposób, w jaki położyła mi dłoń na ramieniu, a drugą wsunęła mi we włosy, bliskość naszych ciał i „uśmiech porozumienia” oznaczały jedno – byliśmy w sobie bardzo zakochani.

Doznałem szoku i aż się wzdrygnąłem na kanapie. Nie mogłem oddychać. Naprawdę uważali, że Anna mnie kocha? Oddałbym wszystko, żeby to była prawda. Spojrzałem na nią i zobaczyłem, że ogryzała nerwowo paznokcie. Wiedziałem, że powoli otrząsała się z żałoby po Jacku, i z całą pewnością byłem w niej zakochany, ale zgodnie z wnioskami eksperta ona również mnie kochała. Może sama jeszcze o tym nie wiedziała. Taka sytuacja nie byłaby dla mnie w najmniejszym stopniu zaskakująca. Mózg Anny mógł odmawiać choćby zastanowienia się nad tym. Jeśli rzeczywiście była we mnie zakochana, to wcale tego nie chciała, i wiedziałem o tym. Anna nie pozwoliłaby sobie na kolejne odsłonięcie się i narażenie, że ktoś ją znowu skrzywdzi. Jeśli mnie kochała, to była dla niej zupełnie inna historia – taka, która prawdopodobnie przerażała ją śmiertelnie.

Miałem świadomość, że nie powinienem naciskać, bo to by ją wystraszyło i zamknęłaby się w sobie, odcinając mnie od siebie zupełnie. Rozpaczliwie starałem się nie pokazywać nic po sobie, kiedy dalej czytałem artykuł.

Ekspert od języka ciała najwyraźniej nie poprzestał na tym. Przeanalizował kolejną fotografię i doszedł do wniosku, że jestem wobec niej wściekle opiekuńczy, a ona ma do mnie pełne zaufanie. Przy lekturze tego fragmentu uśmiechnąłem się. A potem przeczytałem słowa, które przyprawiły mnie o dreszcz ekscytacji. Ekspert napisał, że nasz związek jest poważny i długoterminowy, i będzie rozkwitał. Przewidywał ślub w czasie najbliższych trzech lat. Ślub. Gdyby to ode mnie zależało, ożeniłbym się z nią już jutro.

Wyglądało na to, że byliśmy najseksowniejszą parą na tym przyjęciu – przebiliśmy nawet celebrytów z najwyższej półki, którzy też tam przyszli. Gazeta wymyśliła nawet chwytliwą nazwę dla naszej pary.

Roześmiałem się z niedowierzaniem i pokręciłem głową. Nienawidziłem takich głupich nazw dla par.

– Annaton? To beznadziejne – wymamrotałem. Nate będzie się ze mnie nabijał z tego powodu do końca świata, niemal już słyszałem jego głos.

Anna jęknęła i oparła głowę na dłoniach.

– Przepraszam. Nie mogę uwierzyć, że to wszystko wydrukowali. Teraz wszystko będzie znacznie trudniejsze.

Uśmiechnąłem się słabo i przysunąłem do niej. Otoczyłem ją ramieniem.

– Wszystko będzie dobrze. Za kilka dni sprawa przycichnie. Na pewno nie będą za nami ganiali po uczelni i tak dalej. – Modliłem się w duchu, żeby nie doszło do takich sytuacji. Najwyraźniej nie doceniłem reakcji na nasz widok. Przypuszczałem, że prasa zamieści jej zdjęcie z ojcem, wymienią ją z nazwiska i na tym koniec. Nie spodziewałem się, że zrobią wokół niej tyle szumu. – Oczywiście, w szkole będzie trochę trudniej, teraz, kiedy ludzie już wiedzą, kim jesteś. Ale nie jest tak źle. Nikt mnie nie zdemaskował jako agenta, więc nadal będę grał rolę twojego chłopaka. – Uścisnąłem lekko jej ramię, kiedy spojrzała na mnie przepraszająco. – Wszystko w porządku. Nie stresuj się tym.

Westchnęła i skinęła głową, zagryzając dolną wargę.

– Nie poprosisz teraz o przeniesienie?

– A dlaczego miałbym to robić?

Wzruszyła ramionami.

– Nie zostawię cię. Przecież ci obiecałem, prawda?

Głośno odetchnęła, a w kącikach jej ust pojawił się uśmiech.

– Wiem. Zastanawiałam się tylko, czy twój instynkt podrywacza nie każe ci uciekać ode mnie z krzykiem, teraz, kiedy w gazetach napisali, że jestem w tobie zakochana.

Roześmiałem się, kiedy pojąłem wreszcie, o co jej chodziło. Uważała, że bałem się związków i odejdę z powodu tego, co napisali w gazecie. Nie miała o niczym pojęcia.

 

– Jakoś przeżyję – odpowiedziałem, puszczając do niej oko. – Poza tym bardzo lubię nasze mieszkanie.

Zachichotała. W jej oczach pojawiły się iskierki, wydawała się odprężać.

– Miło słyszeć.

Wystarczyło już tego droczenia się z nią. Mogła za chwilę się wkurzyć albo wpaść w panikę, albo znowu wszystko rozpamiętywać, jak zwykle robiła. Nie chciałem, żeby się denerwowała, bo gdzieś tam w ciemnych zakamarkach mózgu uważała, że Jack nie byłby zachwycony wrzawą w gazetach.

– Niektóre zdjęcia są świetne. Powinniśmy się o nie postarać i zawiesić je w mieszkaniu – myślałem głośno i podałem gazetę Deanowi, który usiłował czytać ponad moim ramieniem.

Anna skinęła głową.

– Cudowne jest to z pierwszej strony, kiedy stoimy na czerwonym dywanie.

– Mnie się podoba to, na którym tańczymy. I to z twoim ojcem też – odpowiedziałem, szczerząc się w dumnym uśmiechu.

Anna roześmiała się i uderzyła mnie lekko w brzuch wierzchem dłoni.

– Przestań się nadymać, jaki to jesteś wielki i wspaniały tylko dlatego, że przyszły prezydent cię lubi.

Guzik mnie obchodziło, czy przyszły prezydent mnie lubił, czy nie. Ważne było dla mnie, czy lubi mnie ojciec miłości mojego życia. W moich oczach to była ogromna różnica.

– Mogę się przecież trochę poprzechwalać, prawda? – zażartowałem.

Uśmiechnęła się, wstała i spojrzała na mnie.

– Umieram z głodu. Przypuszczam, że ty też jeszcze nie jadłeś.

Dopiero teraz poczułem, że z głodu burczy mi w brzuchu.

– No to idziemy na śniadanie?

– Jasne. Idziesz, Dean? – zaproponowałem i obróciłem do niego. Nadal przeglądał gazetę.

Skinął głową w roztargnieniu.

– Pewnie, każdy facet marzy o tym, żeby zjeść z celebrycką parą Annaton – zażartował. Złożył gazetę i rzucił ją na łóżko. – Dostanę od was autograf? – zapytał, uśmiechając się szeroko.

Anna skrzywiła się i zmarszczyła nos.

– Łatwo ci żartować. Już dałam pierwszy autograf.

Popatrzyłem na nią, zaszokowany.

– Dałaś autograf? Kiedy?

– Dziś rano, jak byłam w barze. – Wzruszyła ramionami, obróciła się i ruszyła za Deanem w stronę drzwi.

Złapałem ją za rękę, zatrzymałem ją i popatrzyłem na nią z wyrzutem.

– Kiedy byłaś w barze? Poszłaś tam bez ochrony? Cholera, Anno! – Dlaczego w ogóle nie przejmowała się swoim bezpieczeństwem? Czy miała świadomość, że gdyby coś się jej stało, ja bym tego nie przeżył?

Zmarszczyła czoło i pokręciła głową.

– Zabrałam ze sobą ochroniarza.

– Kiedy poszłaś do baru? – zapytałem zły, że nikt mnie o tym nie powiadomił.

Wzruszyła ramionami od niechcenia.

– Dziś rano. Nie mogłam spać, więc poszłam na spacer po hotelu, a potem wypiłam kawę, właściwie to cztery kawy w barze.

Serce mi zamarło.

– O której dzisiaj wstałaś, dziewczynko? – spytałem, przyciągając ją do siebie. Wpatrywałem się w jej twarz i ponownie zauważyłem, jak bardzo była zmęczona.

– Nie wiem. Około piątej? Możemy już iść na śniadanie? – jęknęła, błagając mnie wzrokiem, żebym ją puścił.

Westchnąłem głęboko i pogładziłem palcem cienie pod jej oczami.

– W porządku – zgodziłem się. – Może dzisiaj położymy się wcześniej spać? Ja też nie za dobrze spałem.

– Chyba nie martwiłeś się o mnie przez całą noc?

– Nie, łóżko było niewygodne. Naprawdę myślisz, że jesteś aż tak ważna dla mnie? – zażartowałem, obracając ją w stronę drzwi i popychając lekko, podczas gdy ona roześmiała się głośno.W restauracji zaprowadzono nas do pustego stolika. Bardzo się starałem nie zwracać uwagi na to, że ludzie siedzący przy najbliższych stolikach przestali jeść, a jakaś kobieta w średnim wieku trzymała widelec z jajecznicą przy otwartych ustach i bezwstydnie się nam przyglądała.

Anna skuliła się na krześle, dlatego wziąłem ją za rękę ponad blatem stolika i lekko ścisnąłem. O śniadaniu dało się powiedzieć jedynie to, że było drętwo. Stale podchodzili do nas ludzie i mówili, jak bardzo są podekscytowani faktem, że nas spotkali, i zapewniali, że oddali głosy na ojca Anny. Po pozowaniu do kilku zdjęć robionych telefonami komórkowymi uznałem, że to wystarczy i dyskretnie skinąłem głową do Deana, żeby trzymał od teraz wszystkich na odpowiedni dystans, co jednak nie powstrzymało ludzi przed gapieniem się, szeptaniem i robieniem ukradkowych selfie z nami w tle.

Anna prawie nie jadła, przesuwała jedzenie po talerzu i rozglądała się nerwowo. Kiedy zdałem sobie sprawę, że sytuacja się nie polepszy, wstałem.

– Chodźmy na kawę do baru. Miejmy nadzieję, że o tej porze nikogo tam nie będzie.

Ujęła mnie za rękę, oparła mi głowę o ramię i ruszyliśmy przez lobby, usiłując ignorować ludzi, którzy przystawali i na nas się gapili. Szczęściem bar okazał się prawie pusty, poza dwiema czy trzema osobami, które rozpoznałem z wczorajszego przyjęcia. W ogóle nie zwróciły na nas uwagi, gdy weszliśmy i zajęliśmy miejsca na pluszowej sofie. Dean i Mike stanęli przy drzwiach, ramię w ramię, wyraźnie blokując wejście, dzięki czemu zyskaliśmy odrobinę prywatności.

Po zamówieniu dwóch espresso ponownie wziąłem Annę za rękę, ale tym razem zauważyłem, że lekko się skrzywiła. Zmarszczyłem czoło, zbity z tropu, i uniosłem jej dłoń do góry, bo chciałem ją obejrzeć.

– Wszystko w porządku z twoją ręką? – Skinęła głową i mocniej ścisnęła mi rękę, uniemożliwiając zobaczenie czegokolwiek. Jej oczy mówiły jednak coś wręcz przeciwnego. Delikatnie odciągnąłem jej dłoń i aż jęknąłem, kiedy dostrzegłem cztery czerwone ślady po paznokciach na wewnętrznej stronie jej dłoni.

Wyrwała rękę z mojego uścisku i westchnęła.

– Nic mi nie jest – wymamrotała.

– Zły sen? – zapytałem, choć tak naprawdę nie chciałem znać odpowiedzi. Pokiwała głową, a mnie żołądek zacisnął się ze złości. Jeśli kiedykolwiek udałoby mi się zbliżyć do Cartera Thomasa, zatłukłbym go bez wahania gołymi pięściami.

– Chcesz o tym porozmawiać?

Zamknęła oczy i pokręciła przecząco głową. Wzięła filiżankę i oplotła ją palcami, a potem podmuchała na nią.

– Nie.

Skinąłem głową ze zrozumieniem. Przez minutę milczeliśmy, a potem postanowiłem zmienić temat.

– Masz dużo rzeczy do spakowania?

Uśmiechnęła się z wdzięcznością.

– Nie. Zajmie mi to wszystkiego dziesięć minut. Zatrzymałam buty z wczorajszego wieczoru. Myślę, że będą świetnie wyglądały z dżinsami. Jak uważasz? – spytała podekscytowana.

– Chyba tak. Mówiąc prawdę, nie widziałem ich.

Zwęziła oczy.

– Pokazałam ci je.

– Tak, rzeczywiście, pokazałaś, ale mój wzrok nie sięgnął aż do stóp.

Zachichotała i uderzyła mnie w ramię.

– Ty świntuchu! – ofuknęła mnie, kręcąc głową i usiłując wyglądać na oburzoną.

– Tylko przy tobie, dziewczynko.

Przewróciła oczami. Nigdy mi nie wierzyła, kiedy to mówiłem, ale to była prawda. Od kiedy ją poznałem, nawet nie spojrzałem na inną kobietę i w ogóle tego nie chciałem.

Dean podszedł do nas, rozmawiając przez telefon.

– Tak, powiem im. Jestem pewny, że się uda, wszystko w porządku. Dzięki, Cindy. – Wsunął komórkę do kieszeni i skrzywił się. – Właśnie zadzwoniła do mnie Cindy z biura rzecznika prasowego, że na przyjęciu była ekipa z kamerą z kanału informacyjnego i puszczą ten materiał za pięć minut. – Wskazał głową ogromny telewizor wiszący na ścianie. – Pójdę sprawdzić, czy da się go włączyć. – Odszedł w stronę baru. Przez minutę rozmawiał z barmanem, a w chwilę potem czarny ekran zamigotał i pokazał się na nim kanał informacyjny.

Anna podciągnęła kolana pod brodę. Zaczęliśmy oboje oglądać, spodziewając się relacji z urodzinowego przyjęcia jej ojca. Na ekranie pojawiła się gospodyni programu, a obok niej siedziała dziennikarka, która czekała przed wejściem do hotelu i zapytała Annę o sukienkę.

– A zatem, Judy, byłaś wczoraj na przyjęciu w Wiltshire. Jakie masz ploteczki? Gazety rozpisują się dziś od rana o Annabelle Spencer i muszę przyznać, że dziewczyna jest piękna – powiedziała gospodyni programu, uśmiechając się szeroko.

Anna przełknęła głośno ślinę i zaczęła się wiercić. Położyłem jej rękę na kolanie i uścisnąłem je, dodając jej otuchy. Pomyślałem, że pewnie pogadają o niej przez minutę, a potem zajmą się kimś innym.

Dziennikarka aż pojaśniała.

– Rzeczywiście, bardzo piękna i taka miła. A jej chłopak jest niesamowicie przystojny! Wcale się nie dziwię, że gazety prześcigają się w drukowaniu ich zdjęć i już z nich zrobiły celebrycką parę roku – odpowiedziała.

Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Wszyscy, poza Anną, uważali, że tworzymy piękną parę.

Anna skrzywiła się z zażenowaniem, jakby oczekiwała, że w tej chwili zerwę się z miejsca i ucieknę z krzykiem.

– Przepraszam.

Nie miałem szansy jej odpowiedzieć, bo na ekranie rozmowa wyraźnie się ożywiła.

– Wiem, że przyjęcie zostało wydane z okazji urodzin prezydenta elekta, ale kiedy Annaton wysiedli z limuzyny, skupili na sobie uwagę wszystkich. Przyćmili resztę towarzystwa. I to ja zadałam pierwsze pytanie! – mówiła podekscytowana Judy.

Obie panie analizowały potem szczegóły sukni Anny, jej fryzury i makijażu, zanim zabrały się do mnie. Dowiedziały się nawet, kto szył mój smoking, o czym ja sam nie miałem zielonego pojęcia. Potem pokazały migawkę, jak pomagam Annie wysiąść z limuzyny i jak oboje idziemy po czerwonym dywanie. Wydawały z siebie ochy i achy, kiedy Anna obróciła się do mnie i uśmiechnęła, gdy oboje pozowaliśmy do zdjęć, a ja poprawiłem jej kosmyk włosów. Musiałem przyznać, że naprawdę wyglądaliśmy na parę zakochanych. W następnym ujęciu opowiadałem o spotkaniu z rodzicami Anny. Film puszczono potem w zwolnionym tempie i pokazano na nim śmiejącą się Annę, która patrzyła na mnie z cudownym uśmiechem na twarzy. W następnym materiale dwukrotnie powtórzyli moją wypowiedź o tym, że Anna jest czymś najcudowniejszym, co mogło mnie spotkać. Obie panie prześcigały się w opiniach, jaki byłem uroczy i jaką Anna musi być szczęściarą, że mnie miała.

Przez następne dziesięć minut udawało się im znajdować kolejne tematy do rozmowy o nas, zanim wreszcie przeszły do głównego bohatera tych wydarzeń – ojca Anny. Kiedy Dean wyłączył telewizor, zrobiłem głupią minę, a Anna skrzywiła się, schowała twarz za kolanami i tylko zerkała co chwilę sponad nich. Nie potrafiłem wstrzymać śmiechu.

– To nie jest śmieszne, Ashtonie! Czyżbyś nie oglądał tego samego programu co ja? I co na to powie Nate i Rosie, i reszta znajomych ze szkoły?

Wstałem, przykucnąłem przed nią i wziąłem ją za ręce.

– Uspokój się, Anno. Wszystko będzie dobrze i razem jakoś przez to przejdziemy. Jeśli Rosie i inni znajomi zaczną cię inaczej traktować, to nie będą warci, żeby się z nimi zadawać. – Nie wymieniłem Nate'a. Będzie się nabijał z naszego przezwiska i na pewno poużywa sobie na mnie za to, że wyglądałem w telewizji jak rasowy dupek, ale był moim najlepszym przyjacielem i ani przez chwilę nie wątpiłem, że nie będzie traktował mnie ani Anny inaczej niż do tej pory.

Anna głęboko odetchnęła i zamknęła oczy, a potem skinęła głową, wyraźnie spokojniejsza.

– W porządku. Chodźmy się pakować. Chcę wracać do domu. Grunt, że mamy to za sobą.

Pochyliłem się, otoczyłem ją ramionami i mocno przytuliłem. Anna objęła mnie za szyję i oddała uścisk. Jeszcze nie byłem gotów, żeby ją puścić, zsunąłem dłonie po jej plecach, podłożyłem pod pośladki, wyprostowałem się i podniosłem ją, mocno we mnie wtuloną.

Zachichotała i jakby odruchowo oplotła mnie nogami, a potem przytuliła twarz do mojej szyi i nareszcie zdawała się odprężać. Znowu miałem ją w ramionach, tam gdzie było jej miejsce.

Kiedy niosłem ją przez foyer do windy, ktoś krzyknął nasze przezwisko. Obróciłem głowę i zobaczyłem fotografa pstrykającego zdjęcie za zdjęciem, jak ją niosę, zanim Dean i Mike podbiegli do niego i zasłonili mu widok.

Szybko postawiłem ją na nogach i zaprowadziłem do już otwartej windy. Nie czekając na Deana, wcisnąłem numer piętra. Zobaczyłem jeszcze, jak wyprowadzają fotografa przed hotel.

– Cholera – warknąłem pod nosem, kiedy drzwi się zamknęły, odcinając nas od reszty świata. – Przepraszam. Miejmy nadzieję, że go przechwycili, zanim zrobił jakieś dobre zdjęcie – powiedziałem cicho.

Anna westchnęła, objęła mnie w pasie i przytuliła się do mojej piersi. Kiedy winda jechała do góry, pochyliłem głowę i pocałowałem ją delikatnie. Miałem wrażenie, że stapiała się ze mną. Drzwi windy otworzyły się. Z ociąganiem oderwałem usta od jej warg i uśmiechnąłem się, bo minęło kilka sekund, zanim otworzyła oczy. Któryś z agentów wsadził głowę w drzwi, zobaczył, że to my, przywitał się skinieniem głowy i wrócił na posterunek.

 

Chwyciłem ją mocno za rękę i lekko pociągnąłem w stronę pokoju.

– Spakujmy twoje rzeczy, a potem pójdziemy do mnie i ja się spakuję.

Rzeczywiście nie miała zbyt wiele do pakowania. Wszystkie ubrania na przyjęcie zostały nam dostarczone, więc mieliśmy tylko to, w czym przyjechaliśmy poprzedniego dnia i piżamy. Po trzech minutach zjechaliśmy na moje piętro, gdzie i ja zgarnąłem swoje rzeczy.

Kiedy upychałem ubrania do torby, położyła się na łóżku. Skończyłem bardzo szybko. Jednak potrzeba przytulenia jej okazała się tak silna, że jej uległem. Wczołgałem się na łóżko, zawisłem nad nią i uśmiechnąłem się. Wpatrywałem się w jej oczy. Sprawdzałem, czy to, co wydrukowały gazety, było prawdą. Jej pełne usta rozciągnęły się w uśmiechu. Wyciągnęła rękę i palcem pogładziła mnie po linii szczęki.

Usłyszałem ciche kliknięcie zamka u drzwi i na szczęście miałem jeszcze tyle kontroli nad sobą, że szybko się z niej zsunąłem, zastygłem w bezruchu i w napięciu obserwowałem drzwi. Odprężyłem się zupełnie, gdy Dean wszedł do środka.

Ale już samo zaciśnięcie szczęk u niego powiedziało mi, że coś jest nie tak.

– Samochód już czeka. Ale jest mały problem.

Uniosłem brwi i wstałem.

– Problem?

Skinął głową i przeczesał włosy ręką.

– Aha. Grupa reporterów czeka na was przed frontowym wejściem. Prawdopodobnie około piętnastu albo dwudziestu. Mniej więcej tyle samo waruje przy tylnym wyjściu. Nie da się opuścić budynku bez przechodzenia obok nich – oświadczył.

Anna jęknęła. To było coś, z czym musieliśmy sobie jakoś poradzić. Czekały nas chwilowe trudności, a potem będziemy daleko od tego wszystkiego.

– Wszystko będzie dobrze. – Położyłem Annie rękę na czubku głowy i głaskałem ją, nie odrywając wzroku od Deana. – Wyjdziemy frontem, dopilnuj, żeby samochód tam stał w gotowości do odjazdu. Poproś też Mike'a, by pojechał z nami na lotnisko. Tak na wszelki wypadek.

Dean potwierdził ruchem głowy, zabrał swoją torbę z łóżka i wyszedł, żeby zabrać się do pracy. Obróciłem się do Anny.

– Kiedy wrócimy na uczelnię, wszystko się ułoży, stracą nami zainteresowanie. To wszystko dzieje się dlatego, że nadal jesteśmy w tym hotelu. – Przynajmniej miałem taką nadzieję! – No, chodź. – Wziąłem bagaże i zamknąłem drzwi.

Gdy zjechaliśmy do lobby, wymeldowaliśmy się i oddaliśmy torby chłopcu hotelowemu, żeby zaniósł je do samochodu, Dean zdążył już zorganizować samochody i załatwić dwóch dodatkowych ochroniarzy, nie licząc Mike'a. Wszyscy czekali przy drzwiach na moment wyjścia.

Wziąłem Annę za rękę i przyciągnąłem do siebie bliżej.

– Nie oddalaj się ode mnie. Jeśli ktoś cię złapie za rękę lub coś w tym rodzaju, ja się tym zajmę albo Dean. Tylko się uśmiechaj, a my cię przeprowadzimy do samochodu.

Skinęła głową i zagryzła dolną wargę. Podeszliśmy do Deana. Dyskretnie skinąłem głową i patrzyłem, jak otwierali dla nas drzwi.

W momencie naszego wyjścia około piętnastu osób zaczęło wykrzykiwać nasze imiona, ruszyły kamery. Dean i Mike stanęli po obu naszych stronach z rozłożonymi ramionami, trzymając ten napierający tłum w pewnej odległości. Każdy chciał mieć jak najlepsze ujęcie. Omiotłem wzrokiem tych ludzi. Szukałem oznak czegoś podejrzanego, ale to byli tylko dziennikarze polujący na swoją ofiarę.

Jedna z reporterek wyciągnęła błyskawicznie dyktafon w naszą stronę i wychyliła się, na ile to było możliwe, mimo że Dean bardzo jej w tym przeszkadzał.

– Annabele, Ashtonie, co myślicie o tym, co dziś rano napisały o was gazety?

Anna spojrzała na mnie, jakby nie była pewna, co odpowiedzieć. Wzruszyłem ramionami. Nie miałem pojęcia, jak w takiej sytuacji należało się zachować, żeby przestrzegać protokołu, bo chyba powinna mieć rzecznika prasowego, który by ją wsparł, ale teraz było na to za późno. Nikt nie przewidział, że coś takiego może się wydarzyć.

Odchrząknęła i uśmiechnęła się.

– To obłęd, to wszystko jest jakimś szaleństwem – odpowiedziała, machając ręką do dziennikarzy i mocniej uścisnęła mi dłoń.

Inny dziennikarz spróbował wysunąć się do przodu.

– Ashtonie, co myślisz o wypowiedziach eksperta od języka ciała, że prezydent elekt cię lubi i ufa ci, jeśli chodzi o córkę?! – krzyknął.

Nie chciałem odpowiadać na żadne pytania. Marzyłem jedynie o tym, żeby Anna była bezpieczna i znalazła się daleko od tego tłumu.

– Oczywiście bardzo się z tego cieszę. Zresztą, który chłopak nie byłby zadowolony z tego, że lubi go ojciec jego dziewczyny?

Anna roześmiała się z mojej odpowiedzi. Nie przestawaliśmy iść, choć przemieszczaliśmy się bardzo wolno, bo reporterzy stali na całej długości chodnika do samochodu. A byliśmy dopiero w połowie drogi.

– Annabelle, myślisz, że teraz twój związek z Ashtonem się zmieni? – zapytał ktoś inny.

Anna uśmiechnęła się.

– Mam nadzieję, że nie. I nie chciałabym, żeby się zmienił. Liczę na to, że nie będzie mnie uważał teraz za kogoś innego. Co o tym myślisz, przystojniaku, będziesz patrzył na mnie inaczej? – spytała, obracając się do mnie i uśmiechając ciepło.

Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu i przyciągnąłem ją bliżej do siebie.

– Dla mnie zawsze będzie taka sama – odpowiedziałem.

– Możecie się pocałować, żebyśmy mogli zrobić wam zdjęcie? – poprosił inny dziennikarz.

Aż jęknąłem w duchu. Anna nie byłaby tym zachwycona. Gdybyśmy się pocałowali, jej rodzice dowiedzieliby się, a tego bardzo nie chciała. Spojrzałem na nią i miałem właśnie powiedzieć dziennikarzowi, że to zbyt intymna sprawa, kiedy Anna chwyciła mnie za przód podkoszulka i przyciągnęła do swoich ust.

Zaszokowany, zesztywniałem, ale natychmiast oddałem jej pocałunek, bardzo świadomy tego, że aparaty fotograficzne klikają wokół nas jak wściekłe. Potem odsunąłem ją od siebie i dyskretnie pokręciłem głową. Najwyraźniej zapomniała, gdzie byliśmy i że wszyscy na nas patrzyli. Uśmiechnąłem się i pogładziłem palcem jej zaróżowiony policzek. Głową wskazałem samochód, dając jej znać, żebyśmy szli dalej.

– Myślisz, że się pobierzecie? – zapytał jeszcze ktoś inny.

Uśmiechnąłem się z zakłopotaniem. Ożeniłbym się z nią w tej chwili, gdybym mógł! Mocniej objąłem ją w talii, a ona wiedziała, jak brzmiałaby moja odpowiedź na to pytanie, bo zdążyłem już wcześniej zażartować na ten temat kilka razy. Anna skrzywiła się i wzdrygnęła lekko.

– Jesteśmy trochę za młodzi, żeby myśleć o małżeństwie – odpowiedziała cicho, kręcąc przecząco głową.

– A co ty o tym myślisz, Ashtonie? – zapytał ten sam facet.

Roześmiałem się, wzruszyłem ramionami i postanowiłem powiedzieć prawdę.

– Moim zdaniem nie jesteśmy za młodzi, ale poprzestańmy na tym.

Anna zachłysnęła się powietrzem i uderzyła mnie żartobliwie w ramię, a zaraz potem popchnęła w stronę samochodu.

– Ashtonie, wsiadaj do samochodu, zanim w coś nas wpakujesz! – ochrzaniła mnie zdenerwowana, czerwieniejąc na twarzy. Dziennikarze wokół nas roześmieli się na widok jej wyraźnego zawstydzenia.

Uśmiechnąłem się, złapałem ją za rękę i pociągnąłem za sobą przez ostatnie kilka kroków. Aparaty pstrykały znowu. Dean otworzył tylne drzwiczki samochodu, ustawiłem się za Anną tak, żeby wsiadła pierwsza i żebym mógł zasłaniać ją sobą przed dziennikarzami. Kiedy znalazła się bezpiecznie w środku, wsunąłem się za nią, a Dean zatrzasnął drzwiczki i przeszedł do miejsca dla kierowcy. Obejrzałem się za siebie i zobaczyłem, że Mike i dodatkowy agent wsiadają do drugiego wozu, a potem ruszają za nami.

Anna ponownie uderzyła mnie w ramię. Policzki miała mocno zaróżowione.

– Co to było, do diabła? – spytała, kręcąc głową z niedowierzaniem. Ale nikły uśmiech igrał jej w kącikach ust, dlatego wiedziałem, że nie jest źle.

Posłałem jej ironiczny uśmieszek.