Chłopak, który wiedział o mnie wszystko

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Cześć, mamo, yyy, to jest Blake. Blake, to moja mama Sandra. – Blake wyciągnął rękę i uścisnął jej dłoń.

– Miło panią poznać – powiedział radośnie.

– Uhm, wzajemnie – odpowiedziała mama, taksując go wzrokiem. Spojrzała na mnie, unosząc brwi, a potem wróciła do środka z szelmowskim uśmieszkiem.

Zaśmiałam się nerwowo.

– Wow, to było dziwne.

– Lepiej już pójdę, jutro masz szkołę – rzucił sarkastycznie Blake, nabijając się z mojego wieku.

– Cha, cha! No to leć. Widzimy się w czwartek – zripostowałam i już zamierzałam wejść do domu, gdy złapał mnie za rękę.

– Nie mogę się doczekać. Śpij dobrze – powiedział.

Spojrzałam na jego cudowną twarz, zastanawiając się, czy jeszcze raz się nachyli do pocałunku, w którym przeszkodziła nam mama, ale tylko do mnie mrugnął, po czym ruszył w kierunku auta. Nie mogłam się powstrzymać i znów gapiłam się na jego tyłek.

Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, ujrzałam mamę. Wiedziałam, że będzie tu stać i czekać.

– Boże, jaki on przystojny! – zapiała z zachwytu, wachlując dłonią twarz.

– Ciii, bo David usłyszy – zażartowałam, rozglądając się po pustym holu.

– Och, sam mi powiedział, że jest atrakcyjny, i przysłał mnie tutaj, żebym się mu przyjrzała – przyznała ze śmiechem.

– Poważnie? Wysłał cię, żebyś go obczaiła? – Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Mój ojczym czasami był naprawdę zabawny.

Mama tylko zaśmiała się w odpowiedzi, a potem spytała:

– Pomijając kolczyki, wygląda na miłego chłopca. Dobrze się bawiłaś?

– Tak, było naprawdę fajnie. I z tego, co wiem, rzeczywiście jest miłym chłopakiem – potwierdziłam.

– Czyli spotykasz się z nim ponownie w czwartek… – zawiesiła głos i przygryzła wargę.

– Podsłuchiwałaś? – sapnęłam z oburzeniem.

– Nie, skąd! Po prostu usłyszałam mimochodem – zaprotestowała i zasypała mnie pytaniami: – No więc jak całuje? Podobało ci się? Kolczyk nie przeszkadzał?

Parsknęłam śmiechem. Mama jest najlepsza!

– Było naprawdę miło, mamo – odpowiedziałam skrótowo. – No dobrze, to ja już pójdę spać. Dobranoc.

Pocałowałam ją w policzek i ruszyłam na górę.

– Riley? – zawołała, gdy byłam już na drugim schodku.

– Uhm? – mruknęłam, odwracając się do niej.

– Wiem, że jest od ciebie starszy i pewnie bardziej doświadczony, ale to nie znaczy, że musisz się śpieszyć z pewnymi rzeczami. Jeśli jednak uznasz, że jesteś na to gotowa, to proszę, bądź ostrożna. Wiesz, że możesz ze mną o wszystkim porozmawiać, prawda? – powiedziała, patrząc na mnie z miłością.

– Wiem, mamo. Dziękuję. – Uśmiechnęłam się do niej i popędziłam do swojego pokoju.

Gdy tylko weszłam do środka, zauważyłam stojący na biurku wazon z różami. Podeszłam do kwiatów i przesunęłam palcami po delikatnych płatkach, wdychając ich słodki zapach. Westchnęłam radośnie, po czym przebrałam się w piżamę i wskoczyłam do łóżka.

Długo leżałam, rozmyślając o naszym pocałunku i o tym, jak bardzo chciałam go powtórzyć, gdy nagle mój telefon zabrzęczał, oznajmiając nadejście wiadomości. Podniosłam go i szybko odczytałam esemesa:

Świetnie się dziś bawiłem. Już się nie mogę doczekać czwartku. Słodkich snów, Lolitko.

Uśmiechnęłam się i nareszcie zasnęłam.

Rozdział piąty

– Hej – przywitał mnie Clay, gdy wsiadłam rano do jego samochodu.

– Hej, hej – odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek, wywołując uśmiech na jego twarzy. Poczułam, że moje serce przyspiesza. Był taki przystojny, zwłaszcza gdy się uśmiechał.

Wiem, że nie powinnam tak o nim myśleć, ale od naszego pocałunku zaczęłam patrzeć na niego inaczej.

Przełknęłam ślinę. Musiałam mu wreszcie powiedzieć o randce z Blakiem.

– Yyy, Clay, muszę ci się do czegoś przyznać, ale masz mi obiecać, że nie będziesz się na mnie złościł ani krzyczał. Okej? – powiedziałam, bawiąc się nerwowo palcami.

– Okej, nie wścieknę się, obiecuję. O co chodzi? – spytał. W jego głosie słyszałam troskę. Już wiedział, że to nie będzie nic miłego.

Zatrzymał się na szkolnym parkingu, ale żadne z nas nie opuściło auta. Siedziałam cicho, zastanawiając się, jak mu to przekazać. Byłam pewna, że wpadnie w szał. Kazał mi przecież trzymać się z dala od Blake’a.

– Riley? – odezwał się i ujął moją dłoń, kreśląc na niej kciukiem małe kółka, jakby chciał mi dodać odwagi.

Nabrałam głęboko powietrza i zaczęłam mówić.

– No więc byłam wczoraj na randce z Blakiem Chambersem i jutro też się z nim spotykam – wydusiłam z siebie, szybko odwracając wzrok, by nie widzieć jego miny.

Syknął przez zęby.

Skrzywiłam się, czekając, aż wybuchnie.

– Byłaś z nim na randce? – wyszeptał.

Zmarszczyłam brwi ze zdziwienia, bo nie takiej reakcji się spodziewałam.

Spojrzałam na niego. Był przybity i tak bardzo smutny, że łzy same cisnęły mi się do oczu. Usiadłam mu na kolanach i objęłam za szyję, dotykając czołem jego czoła.

– Przepraszam. Wiem, że go nie lubisz, ale był dla mnie bardzo miły – zapewniłam.

Zamknął oczy, zaciskając szczęki i pięści. Nadal się nie odzywał, więc przesunęłam jego ręce, by objął mnie w talii. Potrzebowałam trochę uczucia, bo to milczenie mnie dobijało.

Nie rozluźnił pięści, ale też nie zabrał rąk, więc uznałam to za dobry znak.

– Świetnie się bawiłam, naprawdę miło spędziłam czas – ciągnęłam dalej.

Nagle otworzył oczy i cofnął głowę. Z jego twarzy biła wściekłość.

– Spałaś z nim? – spytał ostro.

Zatkało mnie. Czy z nim spałam? Serio?

– Jak możesz mnie o to pytać? Na Boga, Clay, to była dopiero pierwsza randka! Masz mnie za zdzirę? – warknęłam i wysiadłam z auta, odchodząc w złości. Wkurzył mnie nie na żarty. Ten obłudnik śpi ze wszystkim, co się rusza, i ma czelność mnie oceniać?

Usłyszałam za sobą kroki Claya. Nagle szarpnął mnie za rękę.

– Przepraszam, nie pomyślałem. Wiem, że nie zrobiłabyś tego. Ale Blake to kobieciarz. Chodzi mu tylko o jedno – powiedział, marszcząc brwi.

– Och, czyli nadaję się jedynie do seksu, tak? – podniosłam głos, kręcąc z niedowierzaniem głową. Wokół nas zaczęli się zbierać ludzie, by posłuchać, jak się kłócimy.

– Wiesz, że tak nie myślę! Ale on owszem, zaufaj mi! – wykrzyczał mi w twarz, aż się wzdrygnęłam.

– Clay, do cholery, czy tak trudno uwierzyć, że ktoś po prostu ma ochotę pobyć ze mną? – spytałam urażona jego insynuacjami.

– Chryste, Riley, oczywiście, że nie. Nie wygaduj głupot. Wiesz, że cię kocham właśnie za to, jaka jesteś. Ale on to nie ja. Jest od ciebie dużo starszy i interesuje go tylko jedno – oświadczył i pociągnął mnie za rękę.

Ale nawet nie drgnęłam. Zmusiłam go, by sam do mnie podszedł. Wiem, że to dziecinne, ale nie zamierzałam mu ulegać. Nie zrobiłam nic złego.

Zbliżył się i objął mnie mocno, całując w skroń.

– Przepraszam, Niedźwiadku. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Naprawdę mi przykro. Po prostu nie trawię tego gościa. Nie ufam mu – wyszeptał mi do ucha. Gdy poczułam na szyi jego ciepły oddech, moje ciało przeszył dreszcz.

– Nie musisz go lubić, Clay, ale odpuść mu trochę. Dla mnie – poprosiłam cicho i również go objęłam, wtulając twarz w jego szyję.

– Dobrze, Niedźwiadku, spróbuję. Dla ciebie zrobię wszystko – wymruczał z westchnieniem i ponownie pocałował mnie w skroń.

– No dobrze, ludziska, koniec przedstawienia! Możecie się rozejść do klas! – krzyknął Tom, wymachując rękami w kierunku szkoły.

Spojrzałam na Claya. Uśmiechał się słabo, świadomy swojej porażki. Odwzajemniłam uśmiech i pociągnęłam go do szkoły.

Poranek był dziwny. Wszyscy wypytywali mnie o Claya, o to, jak długo się znamy, jak się poznaliśmy i o inne tego typu rzeczy. Jeszcze więcej dziewczyn patrzyło na mnie z nienawiścią i ani jeden chłopak nie próbował się ze mną umówić.

– Rachel, o co chodzi? Dlaczego wszystkie dziewczyny zachowują się, jakby chciały mnie poćwiartować? – spytałam, rozglądając się po stołówce.

– Clay wyznał ci na parkingu swoją dozgonną miłość, więc są zazdrosne. Podsłuchałam cheerleaderki w łazience. Obmyślały, jak się na tobie zemścić. Nie zdziwiłabym się, gdyby planowały dosypać ci trucizny do picia – wyjaśniła, chichocząc.

– SŁUCHAM? – wrzasnęłam, rozglądając się nerwowo dookoła. – Clay mi niczego nie wyznał! Rany, jesteśmy przyjaciółmi! Dlaczego wszyscy robią z tego takie wielkie halo? – fuknęłam, krzywiąc się i kręcąc z niedowierzaniem głową.

– Z czego? – spytał nagle Clay, który zaszedł mnie od tyłu, zamykając w objęciach.

Rachel wyszczerzyła zęby w uśmiechu.

– Wszystkie dziewczyny nienawidzą Riley, bo powiedziałeś, że ją kochasz i zrobisz dla niej wszystko. Ktoś to nagrał na komórkę i oczywiście widziała to już cała szkoła – powiedziała wprost, wzruszając ramionami.

Westchnęłam, a Clay tylko się zaśmiał i lekko mnie uścisnął.

– Cóż, to prawda, ale Riley wie o tym już od dawna. – Po tym oświadczeniu przyssał się do mojej szyi.

Szturchnęłam go w brzuch i odsunęłam się ze śmiechem.

– Clayu Prestonie, nie waż się robić mi malinki, bo pożałujesz! – zagroziłam.

Roześmiał się ponownie i przewrócił oczami.

– Już się boję – rzucił sarkastycznie i złapał mnie za rękę, ciągnąc do swojego stolika.

– No więc jak długo jesteście razem? – spytała ze sztucznym uśmiechem Terri, jedna z cheerleaderek. Wyglądała zdzirowato, a z jej oczu biła jawna wrogość.

– Matko Boska, litości! – jęknęłam, wyrzucając ręce w powietrze.

– Już dobrze, pączusiu, po prostu są ciekawi – zakpił Clay, całując mnie w dłoń.

 

Dźgnęłam go mocno w żebra.

– Możesz przestać? – warknęłam wściekle, kręcąc przy tym głową. Odkąd usiedliśmy, był nie do zniesienia. Przez cały lunch zgrywał zakochanego chłopaka: dotykał mnie i całował, rozśmieszał i łaskotał. Niczemu nie zaprzeczał, a wręcz dolewał oliwy do ognia. Ilekroć ktoś go pytał, czy mnie kocha, gromko odpowiadał: „Tak!”.

– Ale z czym, dziubasku? – spytał niewinnie, mrugając do mnie znacząco.

– Clay, serio, już wystarczy. Zaczynasz mnie wkurzać! – krzyknęłam z furią, wyrywając rękę z jego uścisku.

– Oho, sprzeczka kochanków? – zadrwił Ben.

– Planujecie się pobrać? – spytała Tiffany i wpatrując się tęsknie w Claya, nawinęła kosmyk włosów na palec.

– Kiedyś na pewno. Gdyby to ode mnie zależało, ożeniłbym się z nią choćby jutro – odpowiedział, zakładając mi włosy za ucho.

Opadła mi szczęka.

Serio, zaraz skopię mu ten śliczny tyłek, jeśli nie zaprzeczy tym cholernym pogłoskom, pomyślałam.

W tej samej chwili zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz i widząc, że to Blake, zerwałam się z miejsca z szerokim uśmiechem.

– Wybaczcie – rzuciłam, odchodząc na bok, by mieć trochę prywatności.

– Cześć, Lolitko! – przywitał się, gdy odebrałam.

– Hej. O co chodzi? Nie powinieneś być w pracy? – powiedziałam, starając się nie przejmować wbijanymi w moje plecy spojrzeniami.

– Jestem w pracy. Akurat mam przerwę, więc pomyślałem, że zadzwonię i spytam, jak ci się spało – oświadczył.

– Bardzo dobrze, dziękuję. A tobie?

– Szczerze mówiąc, tak sobie. Nie mogłem przestać myśleć o naszym pocałunku. Całą noc się rzucałem i przewracałem z boku na bok – zażartował.

Parsknęłam śmiechem w reakcji na tę skromną aluzję.

– Naprawdę tak ci się podobało? Poczekaj, aż zobaczysz, co jeszcze potrafię. Skoro jeden pocałunek zapewnił ci nieprzespaną noc, to możesz się już szykować na ostrą jazdę – wymruczałam uwodzicielsko.

Westchnął z jękiem i już wiedziałam, że mój flirt przyniósł pożądany efekt.

– Lolitko, to nie fair – burknął.

– Cóż, musisz to jakoś przeżyć. Chcesz się spotykać z nieletnią, to pogódź się z konsekwencjami – zażartowałam, tłumiąc śmiech.

– Jesteś pewna, że nie dasz dziś rady? – spytał z nadzieją.

– Jestem pewna. Mam już plany z Clayem, chociaż w tej chwili ten chłopak tak mnie irytuje, że jeszcze mogę je zmienić – powiedziałam, posyłając Clayowi ostrzegawcze spojrzenie. Ale on na mnie nie patrzył, tylko siedział z pochmurną miną, wpatrując się w swoje nogi.

– Ach tak? A co robi? – spytał z zaciekawieniem Blake.

Westchnęłam, bo nie miałam ochoty mu tłumaczyć.

– Nic takiego, po prostu posunął się za daleko z pewnym żartem. Słuchaj, muszę już kończyć. Widzimy się jutro. – Rozłączyłam się i wróciłam do stolika. Wszyscy patrzyli na mnie szeroko otwartymi oczami.

Usiadłam na krześle i wzięłam Claya za rękę, ściskając ją lekko, by zwrócił na mnie uwagę. Spojrzał na mnie smutno z przyklejonym do twarzy sztucznym uśmiechem.

– Już starczy, dobrze? – poprosiłam, a on tylko pokiwał głową i również ścisnął moją dłoń.

– To kto dzwonił? – spytała Terri z perfidnym uśmieszkiem. Pewnie myślała, że zostałam na czymś przyłapana.

– Blake Chambers – odpowiedziałam jakby nigdy nic.

Dziewczyny nagle się zapowietrzyły, po czym zaczęły o niego wypytywać i rozpływać się nad nim w zachwytach, i tak się zajęły tym tematem, że po chwili kompletnie zapomniały i o mnie, i o Clayu. Dzięki Bogu!

Popatrzyłam ponownie na Claya. Wyglądał na przybitego i zranionego. Objęłam go w pasie i przytuliłam się do niego, licząc, że znów się uśmiechnie.

– Przepraszam, już przestaję – wymamrotał.

Odwróciłam się i pocałowałam go w policzek.

– Tak dla jasności, ja też cię kocham – wyszeptałam, a on się wyszczerzył i zarzucił mi rękę na ramię.

Wszystkie niechciane uczucia odeszły w niepamięć.

– Słodki czy solony? – zawołał z dołu Clay, potrząsając dwoma paczkami popcornu.

– Sam wybierz, wszystko mi jedno! – krzyknęłam, przeglądając moją pokaźną kolekcję filmów. W końcu wybrałam Czarnego łabędzia i rozebrałam się do bielizny. Sięgałam akurat po piżamę, gdy otworzyły się drzwi i do środka wszedł Clay.

– O cholera, przepraszam! – powiedział, oblewając się rumieńcem, i szybko się odwrócił.

– Clayu Prestonie, rumienisz się? Poważnie? – Wybuchnęłam śmiechem. – Serio, nic się nie stało. To tak, jakbyś widział mnie w bikini. Zresztą nie po raz pierwszy. – Pokręciłam głową, chichocząc. Jestem pewna, że widział już setki skąpiej ubranych dziewczyn, a jednak się czerwienił i rozglądał z zakłopotaniem na boki, rozcierając kark. – Tam mam piżamę. Możesz mi ją podać? – spytałam, wskazując komodę, przy której stał. Czekając, włączyłam film i przewinęłam zwiastuny.

Odwróciłam się nagle i zderzyłam z Clayem, który stał bliżej, niż myślałam. Zachwiałam się, tracąc równowagę, lecz Clay chwycił mnie w pasie i przytrzymał, a potem szybko cofnął ręce, jakbym parzyła.

W miejscu, gdzie mnie dotknął, czułam przyjemne mrowienie. Zarumieniłam się, bo stał tak blisko, a wręcz przylegał do mnie piersią. Podniosłam wzrok i spojrzałam mu w oczy. Sprawiał wrażenie rozdartego, jakby próbował rozwiązać niezwykle trudne zadanie matematyczne. Po kilku niemiłosiernie długich sekundach odsunął się, wyciągając rękę, by podać mi piżamę. Ubrałam się szybko i wskoczyłam do łóżka.

Przyglądałam się dyskretnie, jak rozbiera się do czarnych bokserek, śledząc ruchy mięśni napinających się na jego plecach, kiedy składał dżinsy.

To niebywałe, jaki był piękny! Bóg chyba przeszedł samego siebie, kiedy go tworzył.

Przygryzłam wargę, by stłumić jęk pożądania, gdy przesuwałam wzrokiem po Clayu, rozmyślając o tych wszystkich rzeczach, które chciałam z nim zrobić. Moje ciało ogarnęła żądza. Jeszcze nigdy żaden chłopak nie pociągał mnie aż tak bardzo.

Cholera, nie powinnam się na niego tak napalać. Przecież to mój najlepszy przyjaciel. Co się ze mną dzieje? – skarciłam się w myślach.

Nagle wyłączył światło, kładąc kres moim fantazjom. Westchnęłam i rozłożyłam się na łóżku, znajdując sobie wygodną pozycję.

Podał mi miskę z popcornem, więc zaczęłam jeść, żeby nie myśleć o bliskości tego muskularnego ciała.

– Jednak słodki? – stwierdziłam z uśmiechem.

– Ta, dla ciebie słodki, a dla mnie solony, bo wiem, że i tak będziesz się chciała zamienić – odpowiedział, szturchając mnie w bok.

Znał mnie na wylot! To było bardzo kochane z jego strony. Ot, cały Clay. Gdy wreszcie znajdzie sobie dziewczynę, na pewno ją uszczęśliwi.

Zignorowałam ukłucie zazdrości, jakie poczułam na myśl o tym, że może związać się z kimś na stałe. Nie miałam prawa być zazdrosna, on nie był mój. Byliśmy tylko przyjaciółmi, nic więcej.

Przytuliłam się do niego i westchnęłam z radością, kiedy objął mnie ramieniem.

Rozdział szósty

Clay nalegał, by tu być, gdy Blake po mnie przyjedzie, co było dość żenujące. Czekał na dole, kiedy się szykowałam.

Nie wiedziałam, co dziś będziemy robić, więc włożyłam dżinsową spódniczkę do połowy uda, dopasowaną czarną koszulę i czerwony koronkowy biustonosz, który lekko prześwitywał, więc byłam pewna, że Blake go zobaczy. Tym razem postawiłam na baleriny, na wypadek gdybyśmy dużo chodzili, a włosy upięłam w luźny kok z tyłu głowy, w którym nie wyglądałam zbyt sztywno, ale wystarczająco szykownie, gdyby się okazało, że idziemy do restauracji.

Byłam gotowa wcześniej, więc zeszłam na dół, by poczekać razem z Clayem. Gdy przed nim stanęłam, opadła mu szczęka, a oczy mało nie wyszły z orbit. Dopiero po chwili doszedł do siebie i przełknął ślinę.

– Wyglądam aż tak źle? Powinnam się przebrać? – spytałam, spoglądając na swoje ubranie.

– Skąd, wyglądasz cudownie. Ale może włóż inną koszulę, bo w tej widać ci stanik – oświadczył z posępną miną, pocierając nerwowo kark.

– I o to chodzi! Tak się to nosi. Przecież już mnie w niej widziałeś – zripostowałam ze śmiechem, kręcąc głową.

– Ale ja w przeciwieństwie do niego nie próbuję dobrać ci się do majtek. Gdy cię w tym zobaczy, uzna to za zaproszenie! – warknął, ale zaraz przybrał skruszoną minę. – Przepraszam, nie chciałem. Po prostu się martwię – powiedział, leniwie przesuwając po mnie spojrzeniem.

Minęło kilka sekund, a on nadal stał i gapił się w milczeniu, poświęcając dużo uwagi moim piersiom i nogom. A niech to, Clay rozbiera mnie wzrokiem! – pomyślałam i poczułam się trochę nieswojo.

– Clay, czy ty mnie obczajasz? – krzyknęłam nieco zszokowana, lecz w myślach błagałam: „Powiedz tak i znów mnie pocałuj!”.

Podskoczył jak na sprężynie i rozejrzał się na boki z lekkim poczuciem winy.

– Nie! – odpowiedział, przestępując z nogi na nogę, wyraźnie zakłopotany.

Wow, a jednak! Cóż, to tylko dowodziło, jakim jest podrywaczem, skoro myślał w ten sposób nawet o przyjaciółce.

Zaśmiałam się nerwowo, nie wiedząc, co powiedzieć.

– Spokojnie, żartowałam – dodałam szybko, gdy westchnął, ponownie pocierając kark. – Ale nie narobisz mi wstydu? – spytałam, patrząc na niego błagalnie.

– Chcę z nim tylko pogadać – wyjaśnił.

W tej samej chwili rozległ się dzwonek do drzwi.

– Otworzę – powiedziałam radośnie i zerwałam się do biegu, ale chwycił mnie za rękę i wyprzedził ze złośliwym śmiechem.

– Dziewczynko, musisz być szybsza – zadrwił, ciągnąc za klamkę.

– Clay. Kopę lat! – przywitał go Blake.

– Zaraz wrócę – mruknął Clay. Odepchnął mnie lekko i wyszedł na zewnątrz.

Już miał mi zamknąć drzwi przed nosem, ale zablokowałam je ręką.

– Clay, serio? – spytałam zaszokowana. Naprawdę chciał się z nim rozmówić na osobności? – Nie mam pięciu lat! Cokolwiek masz mu do powiedzenia, możesz to zrobić przy mnie – powiedziałam, klepiąc go lekko po głowie.

Blake zarechotał.

– W porządku. Niech sobie ulży – rzucił, mrugając do mnie żartobliwie, po czym wyszedł.

Przez chwilę stałam tam jak kretynka z otwartą buzią, ale szybko się otrząsnęłam i przyłożyłam ucho do drzwi, nasłuchując, o czym rozmawiają. Niestety słyszałam tyko stłumione głosy, nic konkretnego.

Westchnęłam z rezygnacją i usiadłam na schodach.

Po kilku minutach Clay wszedł do środka, kręcąc głową i mamrocząc coś pod nosem. Blake też wyglądał na poirytowanego.

– Koniec męskich pogaduszek? – spytałam sarkastycznie, piorunując Claya wzrokiem.

– Taa. Baw się dobrze – odpowiedział, obejmując mnie ramieniem. Pocałował mnie w policzek, a potem wyszeptał do ucha: – Gdyby były jakieś problemy, zadzwoń. Przyjadę po ciebie. Nieważne gdzie i o której. Rozumiesz?

Potwierdziłam ruchem głowy.

– Okej. Do zobaczenia jutro – powiedziałam, chwytając kurtkę. Gdy podniosłam wzrok, zobaczyłam, że Blake i Clay patrzą na siebie z nienawiścią. – Ech, co ten testosteron robi z facetami! To takie irytujące! – mruknęłam, po czym złapałam Blake’a za rękę i pociągnęłam na dwór.

– Świetnie wyglądasz. Niezłe nogi – powiedział z zuchwałym uśmieszkiem, gdy szliśmy do samochodu.

– Dzięki, ale jeśli chcesz mi zaimponować, to musisz popracować nad komplementami – zażartowałam, chichocząc na widok jego smętnej miny.

– Nie popisałem się? Okej, a co powiesz na to… – Pchnął mnie lekko na auto, a potem oparł się o nie obiema rękami i pochylił w moją stronę. – Wyglądasz tak cholernie seksownie, że chętnie bym cię schrupał – powiedział z niewymuszonym uśmiechem.

– Trochę lepiej – przyznałam.

– Jesteś niesamowicie piękna? – spróbował ponownie, unosząc brwi.

– Widzę postęp.

– Okej, to może tak: wyglądasz tak ponętnie, że warto by było posiedzieć pięć lat w więzieniu, gdybym się teraz z tobą przespał – wymruczał, ponownie mnie całując.

Zachichotałam przy jego ustach, po czym go odepchnęłam.

– Poważnie? Nie, to na mnie nie działa. Po pierwsze, kto powiedział, że się z tobą prześpię? Po drugie, Clay patrzy i pewnie zaraz tu przyjdzie, by skopać ci tyłek – zażartowałam, otwierając drzwi.

– Cóż, to też byłoby tego warte – zarechotał.

Pojechaliśmy do centrum handlowego. Przez całą drogę naprawdę fajnie nam się rozmawiało, więc wzięłam to za dobry znak.

– Okej, i co teraz? – spytałam, gdy weszliśmy do galerii, która wydała mi się dość dziwnym miejscem na randkę.

Uśmiechnął się z zakłopotaniem.

 

– Jest tu taka mała kafejka, w której serwują najsmaczniejsze ciasto na świecie – wyjaśnił, biorąc mnie za rękę i ciągnąc we właściwym kierunku.

– Rozumiem, że sprawdzałeś również w innych krajach? – rzuciłam z przekąsem.

– Jesteś naprawdę zabawna – stwierdził, kręcąc głową ze śmiechem.

– Tak słyszałam – zripostowałam, przewracając oczami, po czym dodałam: – Postaraj się nie wciągać mnie dzisiaj w żadne chore akcje z napaloną kelnerką, okej? Mam dość wrogich spojrzeń.

– Zrobię, co w mojej mocy, Lolitko – odpowiedział z ironicznym uśmiechem.

Właśnie wtedy podszedł do nas kelner.

– Cześć, co podać? – spytał znudzonym głosem, nie odrywając wzroku od bloczka na zamówienia.

– Poproszę cheeseburgera, tylko bez musztardy, a na deser szarlotkę z lodami – powiedział Blake i spojrzał na mnie z wyczekiwaniem.

– A co dla ciebie? – Kelner wreszcie podniósł wzrok. Był młody, prawdopodobnie w moim wieku. Zamówiłam chickenburgera i również szarlotkę, a on przez cały czas wpatrywał się we mnie. Gdy spojrzał na mój dekolt, poczułam się trochę nieswojo.

– Chłopie, czy ty gapisz się na cycki mojej dziewczyny? Nie widzisz, że siedzę obok? – warknął Blake, zrywając się z krzesła.

– Yyy, nie, ja tylko, yyy… – wyjąkał kelner, cofając się przed jego wściekłym spojrzeniem.

– Lepiej idź po to jedzenie, zanim ci przywalę. – Blake prawie wrzasnął. Wyglądał naprawdę przerażająco.

Wzdrygnęłam się na ten zaborczy ton i zarumieniłam z zażenowania. Biedny kelner tak się wystraszył, że prawie pobiegł do kuchni, o mało nie przewracając krzesła przy sąsiednim stoliku.

– Blake, to było niestosowne i krępujące – wyszeptałam, marszcząc brwi.

– Słucham? Rany, nie widziałaś, jak się na ciebie gapił? Prawie mu stanął – fuknął, krzywiąc się.

Przez kilka minut siedzieliśmy w pełnym napięcia milczeniu. Zaczęłam się już zastanawiać, czy nie popełniłam błędu, godząc się na to spotkanie, gdy nagle Blake złapał mnie za rękę.

– Przepraszam, nie chciałem cię zawstydzić – powiedział ze szczerą skruchą.

– Już dobrze. Ale wiedz, że potrafię o siebie zadbać. Na litość boską, nie możesz wszczynać bójek z ludźmi tylko za to, że się patrzą, bo wtedy ja musiałabym się bić z każdą dziewczyną, która ośmieli się spojrzeć na twoją piękną twarz – stwierdziłam, kręcąc głową. Nie dało się ukryć, że Blake miał podwójne standardy. Przecież nie urządziłam mu afery, gdy tamta kelnerka na moich oczach próbowała zaprosić go na randkę.

– Biłabyś się o mnie? – spytał, unosząc brwi.

– Nie, ja się nie biję. Mam od tego Claya – zażartowałam.

– Czyli Clay jest twoim pieskiem na posyłki? Widzę, że dobrze go wytresowałaś – zadrwił, śmiejąc się i kręcąc głową. Najwyraźniej bardzo rozbawił go ten przytyk.

– Nie lubię, gdy wyśmiewa się innych – rzuciłam ze złością. – Clay jest moim najlepszym przyjacielem, więc się od niego odczep, dobrze? Tak w ogóle, to co się między wami wydarzyło? – spytałam.

Drgnął gwałtownie, zaskoczony moją reakcją.

– Cóż, gdy Clay zaczynał w drużynie, trener mianował go moim zmiennikiem. Potem doznałem kontuzji i wypadłem na kilka tygodni z gry, a gdy wróciłem, okazało się, że Clay awansował na moje miejsce, bo świetnie się spisywał pod moją nieobecność. Nie byłem tym zachwycony, więc przespałem się z dziewczyną, z którą się wtedy spotykał – wyjaśnił, wzruszając ramionami, jakby nie stało się nic wielkiego.

Jego wyznanie wprawiło mnie w osłupienie. Nic dziwnego, że Clay go nie lubił.

– Co zrobiłeś?! – krzyknęłam wściekle, odchylając się do tyłu i kręcąc z dezaprobatą głową.

– Hej, już taki nie jestem. To było trzy lata temu, a on nie traktował jej poważnie – dodał szybko. – Po prostu się wkurzył, bo szybciej dobrałem się jej do majtek – oświadczył dumnie.

Ponownie zagotowałam się ze złości. Siedział i się uśmiechał, nie robiąc sobie nic z tego, że wykorzystał jakąś dziewczynę tylko po to, żeby się na kimś odegrać. Chyba jednak myliłam się co do niego. Niepotrzebnie się z nim spotkałam. Powinnam była posłuchać Claya.

– Możesz mnie odwieźć do domu? – spytałam, wstając od stołu. – Coś mi się zdaje, że popełniłam błąd, przychodząc tu z tobą – wyjaśniłam, po czym chwyciłam kurtkę i ruszyłam w stronę wyjścia.

– Nie! Proszę, Riley, zostań! – błagał, łapiąc mnie za ramię i wciągając z powrotem do boksu. Obszedł stolik i usiadł obok, zagradzając mi drogę.

– Przesuń się – warknęłam, próbując wstać, ale znowu mocno mnie pchnął, przytrzymując za nogę, żebym nie mogła się ruszyć.

– Wysłuchaj mnie, proszę. Przepraszam – powiedział, patrząc na mnie błagalnie.

Pokręciłam energicznie głową.

– Chcę już wracać do domu. Zawieziesz mnie czy nie?

– Nie – skwitował z zadowoloną miną.

Wyjęłam z kieszeni telefon.

– Co robisz? – spytał, ponownie marszcząc brwi.

– Dzwonię do Claya, żeby mnie stąd zabrał – odcięłam się, ale zanim zdążyłam wybrać jego numer, Blake wyrwał mi komórkę z dłoni i schował ją do swojej kieszeni.

– Co jest? Blake, oddawaj! To nie jest zabawne! – wrzasnęłam, posyłając mu mordercze spojrzenie.

– Riley, posłuchaj, przepraszam. Nie powinienem był tego mówić. I wiem, że nie powinienem był tego robić Clayowi, ale byłem na niego taki wściekły. Po śmierci rodziców została mi tylko drużyna. Wszystko inne legło w gruzach. Futbol był jedyną rzeczą, która trzymała mnie przy zdrowych zmysłach, a wtedy pojawił się Preston i wszystko zniszczył. Byłem tak wściekły, że musiałem się jakoś wyżyć. Ale to stare dzieje. Już taki nie jestem, przysięgam – powiedział, patrząc mi błagalnie w oczy. Czułam, że mówił szczerze. – Proszę – dodał, wbijając wzrok w stół. Wyglądał jak zbity pies; siedział skulony i smutny, jakby wiedział, że nic już nie wskóra.

I jak tu odmówić takiej kupce nieszczęścia? Ten chłopak miał naprawdę poważne problemy.

– W porządku – zgodziłam się, przewracając oczami. – Żal byłoby wychodzić, nie skosztowawszy najlepszego ciasta na świecie. – Wciąż byłam na niego zła, ale przecież nie mogłam go tak zostawić.

Poderwał głowę i spojrzał na mnie z radosnym uśmiechem, a potem pochylił się, przymierzając się do pocałunku.

– Dla kogo cheeseburger? – spytała nagle starsza pani, stojąc nad nami z dwoma talerzami jedzenia. Najwyraźniej poprzedni kelner bał się wrócić.

– Wow, co za wyczucie czasu! – mruknął ze śmiechem Blake, podnosząc na nią wzrok. – Cheeseburger jest dla mnie. Dziękuję. – Patrzył, jak stawia przed nim talerz, a przy tym kręcił z rozbawieniem głową.

Ukryłam uśmiech, kradnąc mu frytkę. Już drugi raz tego wieczoru nie udało mu się mnie pocałować.

– No więc co chcesz teraz robić? – spytał, gdy skończyliśmy jeść.

– Nie wiem. Masz jakiś pomysł? – odpowiedziałam, wychodząc z kawiarni, lecz gdy podniosłam wzrok, po drugiej stronie ujrzałam salon gier. – Och! – wyrwało mi się. Z podekscytowania niemal przeskakiwałam z nogi na nogę. – A co powiesz na to? – wskazałam wejście do salonu i nie czekając na odpowiedź, pociągnęłam go za sobą. W środku było tłoczno i naprawdę głośno.

– Salon gier? – spytał z szerokim uśmiechem.

Przytaknęłam i ruszyłam do kasy.

– Uwielbiam takie miejsca. Nie wiedziałam, że jest tu coś takiego – zapiałam z zachwytu, wsuwając przez okienko dziesięciodolarowy banknot.

Blake przewrócił oczami, po czym podał mi kubełek na bilon. Złapałam go za rękę i prawie biegnąc, przedarłam się przez tłum w stronę automatów.

– Aż tak cię to rajcuje? – drażnił się ze mną, obejmując mnie od tyłu.

– Ciii, nie mogę rozmawiać, jak gram – odparłam żartem, wskazując maszynę, a on zaśmiał się i objął mnie jeszcze mocniej.

Mniej więcej po dwóch minutach całkiem się spłukałam. Wiem, jestem marna w grze na automatach i łatwo daję się ponieść, ale tak dobrze się bawiłam, że miałam to gdzieś.

Chciałam zaproponować Blake’owi, żebyśmy przenieśli się w inne miejsce, zanim przepuszczę całe kieszonkowe, lecz coś za jego plecami przykuło mój wzrok.

– Rany! Mają cymbergaja! – wykrzyknęłam z ekscytacją.

– Niewiele ci trzeba do szczęścia – skwitował rozbawiony Blake. – Zajmij stół, a ja zorganizuję więcej drobniaków – zasugerował, popychając mnie lekko we właściwym kierunku.

Stałam przy stole i czekałam, gdy nagle poczułam, że ktoś klepie mnie w tyłek. Odwróciłam się, gotowa rzucić jakąś ciętą uwagę na temat tego, że jestem nieletnia, ale okazało się, że to nie był Blake.