Pol PotTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Każdego roku około setki dzieci między siódmym a dwunastym rokiem życia posyłano na inicjację w tajniki Potrójnego Klejnotu i Ośmiorakiej Ścieżki i – co nie mniej ważne – na naukę czytania i pisania po khmersku20.

Większość, tak jak Sâr, pochodziła ze wsi, ale byli tam również chłopcy z domów arystokratycznych, oddani przez rodziców na kilka miesięcy w celu spełnienia obowiązku religijnego. Wielu ogromnie tęskniło za domem. Nhep wspominał, że czuł się nieszczęśliwy po wyprawieniu do Phnom Penh. Ale jeśli Sâr tęsknił za matką i ojcem, to nigdy o tym nie mówił. Przeciwnie, w późniejszych latach wspominał z zadowoleniem czas, jaki spędził w wat, przy różnych okazjach fałszując nawet swoją biografię, by wydawało się, iż przebywał tam dłużej niż w rzeczywistości.

Był to niezmiernie ważny okres formacyjny. W klasztorze panowała ścisła dyscyplina. Jako nowicjusz Sâr należał do ściśle uporządkowanej społeczności, w której, jak we wszystkich tradycyjnych kambodżańskich instytucjach, również na dworze i w Balecie Królewskim, oryginalność i inicjatywa były tępione, najmniejsze odchylenie karane, a największa zasługa polegała na niekwestionowanym posłuszeństwie wobec panującej ortodoksji. Nhun Nhget, późniejszy opat Botum Vaddei, należał do współczesnych Sâra:

W tych czasach, jeśli poszło się do wat jako nowicjusz, trzeba było się uczyć trzy miesiące, zanim pozwalano założyć szatę. Uczono mnisiej etykiety: jak nosić szatę, jak mówić, jak chodzić, jak składać dłonie, żeby okazać szacunek. […] A jeśli nie robiło się tak, jak kazano, dostawało się lanie. Jeśli nie chodziło się jak należy, było się bitym. Trzeba było chodzić cicho i powoli, tak by nie było słychać stąpania, i nie wolno było machać rękami. Należało poruszać się w niegwałtowny sposób. Trzeba było nauczyć się na pamięć reguł postępowania w [języku] pali i [buddyjskich] nakazów, tak żeby recytować je bez wahania; jeśli się wahałeś – byłeś bity21.

Chłopcy mieli własne sypialnie, oddzielone od dormitoriów starszych mnichów. Wstawali o czwartej rano, zapalali zapachowe trociczki i składali pokłony Buddzie, Prawu i Zakonowi. Następnie przez dwie godziny recytowali sutry pod kierunkiem starszego mnicha, zanim zabrali się do przydzielonych im robót domowych – zamiatania dziedzińca świątyni i gotowania ryżu na śniadanie. Po dwóch godzinach spędzonych na uczeniu się na pamięć pism towarzyszyli mnichom w zbieraniu jałmużny, powtarzając sobie bezgłośnie w języku pali nakaz pokory, żeby się poskromić. Po powrocie przygotowywali drugi i ostatni posiłek dnia złożony z ryżu i warzyw, który musiał zostać ukończony do południa – ponieważ zgodnie z regułą klasztorną od południa do następnego wschodu słońca nie wolno było niczego jeść. Po południu szli na lekcje, gdzie poza podstawowymi umiejętnościami czytania i pisania uczono ich z cpap, tradycyjnych zbiorów maksym moralnych, które wyszły po raz pierwszy w XVI wieku – Traktatu o moralności człowieka, Traktatu o dawnych przypowieściach, Traktatu o wspaniałej tradycji i tym podobnych – wykrzykując je głośno, aż nauczyli się ich na pamięć.

Treść tych pouczających tekstów nie różniła się zbyt zasadniczo od tekstów z Chin i większości innych krajów Azji i opierała się na szacunku dla rodziców, dla starszych i dla hierarchii – a w przypadku kobiet dla mężczyzn. Ale była ona znacznie bardziej rygorystyczna, bardziej bezkompromisowa. Tam gdzie konfucjańskie podręczniki traktują dzieci jako jednostki mające swoją osobowość i talenty, które trzeba wspierać i rozwijać, cpap postrzegają je jako przedmioty – jako „agregaty przyczyn i skutków”, ujmując to w kategoriach buddyjskich – których zachowanie trzeba okiełznać, żeby zapewnić wierny przekaz niezmiennych wartości. Cpap dla chłopców były dość surowe – „Nie niszcz tradycji, którą przekazali ci rodzice! Nie sprzeciwiaj się ich radzie!”. Cpap dla dziewcząt – co nieuniknione w systemie feudalnym – były jeszcze bardziej sztywne i dehumanizujące:

Nigdy nie odwracaj się plecami do męża, kiedy śpi, i nigdy nie dotykaj jego głowy, nie złożywszy pokłonu ku jego czci. […] Szanuj [jego] życzenia i obawiaj się ich i bierz sobie jego radę do serca. […] Jeśli daje ci rozkaz, nie wahaj się ani chwili przed jego spełnieniem. […] Nie udawaj, że jesteś równa swojemu mężowi – i nigdy nie wywyższaj się nad niego, który jest twoim panem. Jeśli cię zwymyśla, idź do swojego pokoju i zastanów się, nigdy nie odpowiadaj wymyślaniem22.

Cpap, przynajmniej w formie, w której miał się ich nauczyć Sâr, miały jeszcze jedną cechę szczególną. Przedstawiały Khmerów jako uczciwych i szczerych, ale „głupich i ciemnych”, nieustannie oszukiwanych przez sprytniejszych chińskich i wietnamskich sąsiadów:

Twoje oczy są otwarte i mogą widzieć,

Ale widzą tylko powierzchnię rzeczy […]

Ucz się arytmetyki […] z całą swoją energią

Niech Chińczycy i Wietnamczycy cię nie oszukają […]

Khmerom brakuje rozsądku

Jedzą, ale nie zastanawiają się, co jest właściwe i słuszne,

Co roku pożyczają od Chińczyka,

A Chińczyk przejmuje kontrolę nad dziedzictwem przekazanym przez ich rodziców23.

Jeśli cpap stanowiły praktyczny kodeks postępowania, który miał regulować życie w świecie poza murami klasztoru, mnisi dążyli również do wpojenia swoim młodym podopiecznym ducha dystansu. Nhun Nhget wspominał to jako najtrudniejsze do zaakceptowania. „Uczyli nas wyrzeczenia się doczesnych pragnień, niepożądania rzeczy materialnych. Jeśli jesteś zwykłą osobą, możesz [zachowywać się normalnie], możesz jeść przyjemne posiłki, możesz się ożenić. […] Kiedy zostajesz mnichem, musisz odmówić sobie tego wszystkiego”24.

Można się zastanawiać, czy Sâr jako dziecko również był pod wrażeniem tego nacisku położonego na dystans. Nie ma sposobu, żeby się o tym dowiedzieć. Jednak podświadomie musiało to zostać zarejestrowane, ponieważ w późniejszym życiu odrzucenie więzi osobistych i stłumienie indywidualności – zarówno w myśli, jak i w zachowaniu – miało stać się kluczowym elementem jego politycznego wyznania wiary.

Latem 1935 roku, w wieku dziesięciu lat, Sâr opuścił Wat Botum Vaddei i zamieszkał ze swoim bratem Suongiem, jego żoną i synkiem w dużym drewnianym domu zbudowanym na drewnianych palach z obszerną werandą od frontu górującą nad podwórkiem otoczonym drzewami i donicami z kwiatami. Jego starszy brat Chhay już z nimi mieszkał, a niedługo potem dołączył również najmłodszy Nhep.

We wrześniu tego roku Sâr dołączył do Chhaya w École Miche, noszącej imię dziewiętnastowiecznego biskupa-misjonarza. Lekcje prowadzili w języku francuskim wietnamscy i francuscy księża katoliccy, a każdego dnia nauka rozpoczynała się od godziny poświęconej na naukę katechizmu, po której następowała zbiorowa recytacja Modlitwy Pańskiej i jednego z psalmów25. Na pierwszy rzut oka mogło się to wydawać dziwnym wyborem. Rodzina Sâra nie miała żadnych związków z Kościołem katolickim. Jednak szkoła cieszyła się dobrą opinią, a poza nauką katechizmu program był taki sam jak w wielu innych ważnych szkołach podstawowych w Phnom Penh, prowadzonych przez władze protektoratu i obsadzonych wyłącznie przez Europejczyków i garstkę zasymilowanych Khmerów z rodzin arystokratycznych, jak Thiounn Thioeunn i jego bracia. W latach trzydziestych XX wieku nawet szkoły podstawowe były w Kambodży rzadkością, a czesne za École Miche, mimo że umiarkowane, znacznie przekraczało możliwości wszystkich poza nielicznymi. W całym kraju nie więcej niż kilka tysięcy dzieci z pół miliona w wieku szkolnym miało dostęp choćby do rudymentów „nowoczesnej” edukacji.

Phnom Penh w tym czasie było niezwykłą stolicą, osobliwie niekhmerską.

Odwiedzający natykali się na „stoliki, przy których gawędzili Francuzi, […] na Chińczyków w białych garniturach i hełmach, Annamitów z nagimi torsami i w długich czarnych spodniach – a wśród nich nielicznych Kambodżan”. Khmerowie stanowili zaledwie jedną trzecią ludności miasta liczącej około 100 tysięcy. Większość pozostałych stanowili chińskojęzyczni kupcy, którzy kontrolowali życie handlowe kraju, oraz Wietnamczycy, którzy pracowali jako urzędnicy publiczni niższego szczebla, rybacy albo kulisi. Byli również Tajowie, Malajowie i Hindusi z Pondicherry. Kilkaset rodzin francuskich tworzyło maleńki, ale dobrze widoczny mikrokosmos, który odcisnął swoje piętno na tym, co docierało do kulturalnego i intelektualnego życia miasta, do jego kawiarnianych ogródków, obsadzonych drzewami bulwarów i kolonialnych budynków w stylu śródziemnomorskim. W rezultacie powstało kosmopolityczne, pełne sprzeczności miejsce – leniwe, ale jednak gwarne – mieszanina nieprzystających do siebie stylów:

W ruchu ulicznym ścierały się ze sobą rozklekotane gharri budowane przez miejscowych [nazywane pudełkami od zapałek], błyszczące automobile, ryksze, omnibusy z obładowanymi dachami ciągnięte przez malutkie koniki […] i wózki ciągnięte przez woły, dokładnie takie same, jak te przedstawione na murach Angkoru […], wszystko to przesuwa się przez aleje i przedmieścia zapełnione typowymi francuskimi willami. […] Uliczne targi Phnom Penh są jedyne w swoim rodzaju, jednak mają wiele wspólnego z francuskimi targowiskami. […] Towary rozłożone są na chodnikach, a nie na straganach. […] Kwitnące rośliny w wyplatanych domowym sposobem donicach [stoją] w rzędach szkarłatu i oranżu, bieli i bladofiołkowego, różu i zieleni. […] Gdy słońce przesuwa się po niebie, towary [przenosi się na inny chodnik] i rozstawia się cierpliwie i metodycznie26.

 

Nawet pałac króla, pozłacany pałac z piernika otoczony blankowanym murem w kolorze plastra miodu, ozdobione zawiłymi ornamentami budki strażnicze i imponująca brama z kutego żelaza – nie wspominając o domku letnim w stylu belle époque wykorzystywanym przez cesarzową Eugenię podczas otwarcia Kanału Sueskiego, zanim nie został rozmontowany i przewieziony do Indochin – wydawały się stworzone przez francuskich architektów z myślą o orientalnym Monako.

Wydaje się, że obcokrajowcy z Phnom Penh i czołowa rola odgrywana przez innych Azjatów kosztem Khmerów wywarły niewielki wpływ na Sâra. „Nie zaskoczyło nas to – wyjaśniał później Nhep – ponieważ […] Chińczyków było pełno w Kambodży”27. Nawet w tak małej miejscowości jak Prek Sbauv był chiński sklep – jedyny na tym obszarze – gdzie kupcy z Kompong Thom gromadzili się każdego roku, by skupić zbiory ryżu.

Wietnamczyków postrzegano inaczej. Każde khmerskie dziecko znało opowieść o trzech khmerskich więźniach, których Wietnamczycy zakopali aż po szyje, tak że ich głowy utworzyły trójnóg, na którym można było postawić czajnik, rozpalili pośrodku ogień i zabronili się im poruszać, żeby „nie rozlali pańskiej herbaty” – tak jak każde dziecko wiedziało, że palmy cukrowe thnot, będące symbolem Kambodży, przestają rosnąć kilka kilometrów od granicy, „ponieważ nie chcą rosnąć w Wietnamie”. To, że tego rodzaju opowieści były kompletnie nieprawdziwe, nie miało znaczenia: zamykały one w pigułce obraz kraju postrzeganego przez Kambodżan jako odwieczny wróg. Pomimo okrucieństw popełnionych przez dziewiętnastowiecznych Syjamczyków nie pojawiały się porównywalne opowieści o Tajach.

Wietnam był złym duchem Kambodży. Kiedy khmerskie dzieci się sprzeczały, jak wspomina jeden z przyjaciół Sâra, starsze dziecko mogło przerwać, przypominając, że Kambodżanie mają wystarczająco wielu wrogów, żeby jeszcze kłócić się między sobą. Jednak nienawidzono przede wszystkim Wietnamczyków. Wydawało się, że są wszystkim, czym nie są Khmerowie: zdyscyplinowani, pełni wigoru, krzepcy; ich nieustanna, trwająca od stuleci migracja na południe doprowadziła do wchłonięcia Khmerów Krom, czyli Dolnej Kambodży, obszaru, który miał stać się Południowym Wietnamem. Teraz groziło stopniowe przejęcie całej Kambodży, gdyż władze francuskie wspierały imigrację wietnamską na wielką skalę, by zapewnić dopływ personelu na niższe stanowiska administracji kolonialnej oraz dostarczyć wykwalifikowanych pracowników fizycznych, których – jak uważano – Kambodżanie nie są w stanie zapewnić. Skutkiem było coś więcej niż tylko rasowa niechęć. Był nim powszechny kompleks niższości narodowej, który znajdował schronienie w snach o starożytnej wielkości. Na poziomie stosunków międzyludzkich Khmerowie i Wietnamczycy mogli się ze sobą przyjaźnić; khmerscy uczniowie często wspominali swoich annamickich nauczycieli z uczuciem. Jednak kulturowy rozłam między tymi dwoma ludami – między konfucjanizmem i buddyzmem therawada, między światem chińskim i hinduskim – prowadził do wzajemnego niezrozumienia i braku zaufania, które okresowo przeradzały się w masakry na tle rasowym i pogromy.

Wzdłuż rzeki rozciągały się różne dzielnice Phnom Penh: wietnamska „katolicka wieś” na północy, francuski dystrykt wokół Wat Phnom, antycznego wzgórza grobowego, od którego miasto wzięło swoją nazwę, chińska na terenie handlowym w centrum i khmerska w „kambodżańskiej wsi” na południu.

Właśnie tam Saloth Suong zbudował swój dom przy nowo wytyczonej ulicy, wśród pól i moczarów, nieco ponad pół kilometra na zachód od pałacu. Miasto położone jest na terenie zalewowym, w miejscu, gdzie do Mekongu wpadają dwie inne rzeki, Tonle Sap i Bassac. Na początku lat trzydziestych XX wieku Francuzi wdrożyli program osuszania i odzyskali wielkie obszary bagien i podmokłych terenów. Dom Suonga stał w jednym z okręgów zamieszkanych głównie przez niższych urzędników i funkcjonariuszy pałacowych. Mniej więcej półtora kilometra na północ, w pobliżu Wat Phnom, postawiono dworzec kolejowy, również zbudowany na osuszonym terenie, a pierwsze połączenie kolejowe ruszyło w 1935 roku. Między nimi, na drodze, którą Sâr i Chhay przemierzali każdego ranka, idąc do szkoły, wzniesiona została nowa hala targowa, Targ Centralny, na której miejscu znajdowało się wcześniej jeszcze jedno trzęsawisko. Była to fantastyczna budowla na planie krzyża w stylu art déco z ogromną kamienną kopułą (wyższą od Bazyliki św. Piotra w Rzymie, jak przechwalali się francuscy architekci). We wrześniu 1937 roku Sâr i jego bracia oglądali, jak francuski gubernator otwiera z pompą Résidence Supérieur w obecności mandarynów i miejskich notabli.

Dla chłopców Phnom Penh z lat trzydziestych XX wieku było miejscem pełnym cudów. Co roku w listopadzie w czasie Święta Wód wzbierające wskutek monsunów wody zalewowe, które zasilają Wielkie Jezioro, sprawiają, że Tonle Sap odwraca swój bieg i płynie do morza. Król eskortowany przez odzianych w białe szaty baku, duchowych spadkobierców braminów z Angkoru, z długimi włosami związanymi w koki, niosącymi trąby wykonane z konch, wsiada na królewską barkę, by oglądać wyścigi smoczych łodzi, co daje sygnał do trzydniowych bachicznych ekscesów, kiedy to tabu zabraniające flirtów między młodymi mężczyznami i niezamężnymi dziewczętami z dobrych rodzin ulega czasowemu poluzowaniu. Poza khmerskim Nowym Rokiem w kwietniu – kiedy Sâr wracał do Prek Sbauv do rodziców – wszystkie ważne ceremonie koncentrowały się wokół tronu i religii buddyjskiej. Każdej wiosny tłumy gromadziły się, by zobaczyć Królewskiego Wołu orzącego Królewską Skibę, z której królewski astrolog wróżył, czy w nadchodzącym roku będą obfite zbiory, czy też głód, a w Tang Toc, urodziny króla, gubernatorzy prowincji przybywali składać hołd. Protokół pałacowy był rygorystyczny. Nawet jeśli w skolonizowanym kraju, nad którym panował, król nie był władcą absolutnym, to w swoim pałacu był „Panem Życia”, czczonym przez lud jako święta, na wpół boska postać:

Podczas audiencji królewskich [napisał jeden z ich uczestników] książęta, mandaryni i inni dygnitarze czołgali się na czworakach, z kolanami i łokciami na podłodze i złożonymi rękami wzniesionymi nad głowami. Król znajdował się ponad nimi, na tronie umieszczonym na podium, siedząc po turecku jak indyjskie bóstwo. Kiedy wchodził albo wychodził, wszyscy obecni trzykrotnie kładli się twarzą do ziemi. Nikt nie miał prawa się odezwać, dopóki król się do niego nie zwrócił […] i nikt nie mógł się publicznie nie zgodzić z czymkolwiek, co powiedział król28.

Symbolika była oczywista: głowy dworzan, w kulturze khmerskiej najświętsza część ciała, znajdowały się poniżej stóp króla. Gdy się do niego zwracano, należało używać specjalnego słownictwa, a wszyscy niepochodzący z rodu królewskiego, nawet najwyżsi ministrowie, jak głosiła uświęcona formuła, mówili: „nosimy ekskrementy króla na naszych głowach”.

Sâr często odwiedzał pałac, żeby zobaczyć się z siostrą, Roeung, i Panią Meak, które mieszkały w oddzielnych małych domkach zbudowanych z cegieł i drewna w zamkniętej strefie przeznaczonej dla dalszych żon. Spotykał tam niekiedy matkę Sihanouka, która później miała zostać królową Kossamak. Kiedy przechodziła, wraz z innymi dziećmi padał na kolana. Pod koniec życia wspominał te odwiedziny z nostalgią, zwłaszcza o królowej mówił z uczuciem29.

Wizyty Sâra w pałacu mogły się wryć w jego pamięć z jeszcze innego powodu. Harem kambodżańskiego króla w latach trzydziestych XX wieku aż kipiał od tłumionej seksualności. Poza oficjalnymi żonami król Monivong miał niezliczone konkubiny i służące, z których większość była nastolatkami lub zaledwie ukończyła dwadzieścia lat. Podstarzały Monivong nie cieszył się dobrym zdrowiem. Siłą rzeczy większość tych młodych kobiet czuła się fizycznie niezaspokojona.

W wieku piętnastu lat Sâr był wciąż uznawany za dziecko wystarczająco młode, żeby pozwolić mu wejść do kwater kobiecych. Wiele dziesięcioleci potem dwie z pałacowych kobiet dożywające starości na francuskich stypendiach w Paryżu wspominały „małego Sâra”, który przychodził je odwiedzać w mundurku szkolnym złożonym z luźnej białej koszuli, workowatych spodni i drewnianych chodaków. Wspominały, że młode kobiety gromadziły się wokół niego i go kokietowały. Następnie rozpinały mu pasek i pieściły jego genitalia, masturbując go, dopóki nie szczytował. Nigdy nie pozwolono mu odbyć z nimi stosunku. Ale w sfrustrowanym, cieplarnianym świecie królewskiego domu rozkoszy najwyraźniej sprawiało to kobietom zastępczą satysfakcję30.

Roeung cieszyła się w tym czasie względami króla. Monivong sam nadzorował umeblowanie jej domu, a także podarował jej biżuterię i automobil. Ona również pamiętała wizyty Sâra – i pamiętała też, że „za każdym razem, gdy miał coś poważnego do powiedzenia, obracał to w żart”31.

Błędem byłoby przywiązywanie zbyt wielkiej wagi do tego faktu. W kulturze khmerskiej uprzejmość (a jak zauważył Nhep, była ona kolejną cechą charakteru, która wcześnie ujawniła się u Sâra) zawsze zakłada mówienie nie wprost32. Niemniej, co intrygujące, możemy przez chwilę zobaczyć tu dziecko, które przez resztę swojego życia będzie ukrywać swoje myśli za nieprzeniknioną zasłoną uśmiechów i rozbawienia. Co więcej, poczucie humoru było prawdziwe. Nie tylko Nhep, ale też wszyscy przyjaciele Sâra z lat szkolnych wspominali go jako zabawnego kompana. Jak ujął to jeden z nich: „był chłopcem, z którym miło było przebywać”33. Nawet Suong, jego starszy brat, którego sąsiedzi uważali za dość pruderyjnego, zgadzał się, że młody Sâr był „przemiłym dzieckiem”, które „nie skrzywdziłoby muchy” i nigdy nie przyczyniło mu żadnej troski34.

Jedynym zmartwieniem były jego wyniki w nauce. Chhay należał do utalentowanych uczniów i bez problemów zdawał egzaminy. Sâr nie. Świadectwo ukończenia szkoły podstawowej – Certificat d’Etudes Primaires Complémentai­res – powinien uzyskać w 1941 roku. Wydaje się jednak, że otrzymał je dopiero dwa lata później, kiedy miał już osiemnaście lat, po dwukrotnym powtórzeniu roku, co było powszechną praktyką we francuskim systemie edukacyjnym, kiedy dzieci miały trudności z postępami w nauce. Nhep, który chodził do szkoły podstawowej w południowym Phnom Penh, również nie wyróżniał się w nauce i po trzech latach rodzice wezwali go na powrót do domu, żeby pomagał im w gospodarstwie. Chhay poszedł do wysoko cenionego Lycée Sisowath, najstarszej szkoły średniej w Kambodży. Sâr przystąpił do egzaminu wstępnego, ale oblał i miał szczęście, że udało mu się zapewnić sobie miejsce w internacie nowo otwartego gimnazjum, Collège Preah Sihanouk w Kompong Cham, 80 kilometrów na północny wschód, nad Mekongiem, gdzie przeniósł się jesienią 1943 roku35.

Pierwsza połowa lat czterdziestych XX wieku była okresem radykalnych zmian w Kambodży, zarówno dla ludności khmerskiej, jak i dla rządzących nią Francuzów.

Wybuch II wojny światowej w Europie i klęska Francji oznaczały, że od lipca 1940 roku Kambodża była administrowana przez kolaborancki reżim Vichy marszałka Pétaina pod kuratelą Japonii sprzymierzonej z Niemcami. Następnej zimy Tajowie, wyczuwając słabość Francuzów, najechali pograniczne prowincje Battambang, Sisophon i Siem Reap. Rząd Cesarstwa Japońskiego narzucił wojującym stronom rozejm i po negocjacjach, które odbyły się wiosną w Tokio, przyznał większość spornych obszarów Syjamowi. Kambodży pozwolono zachować jedynie miasto Siem Reap i świątynie Angkoru. Miesiąc później król Monivong, liczący wówczas sześćdziesiąt pięć lat, upokorzony utratą terytorium zmarł w górzystej prowincji Bokor z siostrą Sâra, Roeung, czuwającą u jego boku. Spośród setek potencjalnych sukcesorów petainowski gubernator generalny, marszałek Jean Decoux, wybrał osiemnastoletniego Norodom Sihanouka, który uczęszczał wówczas do szkoły średniej w Sajgonie, gdzie jego ulubionymi przedmiotami, jak wieść niesie, były filozofia i muzyka.

Musiało się to wydawać sprytnym manewrem – nastoletni monarcha z artystycznymi pretensjami, który byłby marionetką w rękach Francuzów. Jednak wstąpienie na tron Sihanouka w kwietniu 1941 roku przyniosło zmianę pokoleniową, a z czasem zmianę stylu rządzenia przekraczającą wszystko to, co władze kolonialne mogły sobie wyobrazić.

Porażka Francuzów doprowadziła również do innych zmian. W ostatnich latach Trzeciej Republiki życie polityczne i społeczne we Francji stanowiło radosną, dekadencką mieszankę korupcji, niekompetencji, radości życia, prostytucji, pauses-apéritif, prawników krętaczy i nieuczciwych polityków. Polityczne credo Vichy – „Travail, Famille, Patrie”, czyli FTP, wyśmiewane przez demaskatorów jako „Travaux Forcés en Perpetuité”36 – było moralistyczne i purytańskie. W starych francuskich szkołach w Indochinach ograniczono się w najlepszym razie do zdawkowych wiernopoddańczych gestów w stosunku do „narodowej rewolucji” reżimu Vichy. Jednak w nowym gimnazjum w Kompong Cham, gdzie personel został wybrany po przejęciu władzy przez reżim Vichy, oddanie vichystowskim wartościom stanowiło wymóg zawodowy.

 

Zamiast recytować co rano katechizm, Sâr i jego szkolni koledzy śpiewali teraz:

Marszałku, oto jesteśmy!

Zbawco Francji, przed tobą,

Twoi chłopcy przysięgają ci służyć,

I podążać twoją drogą.

Odmawiano również bluźnierczą modlitwę, której Sâr miał nie zapomnieć po opuszczeniu École Miche. Zwracano się w niej do sędziwego marszałka: „Ojcze nasz, któryś uczynił naszego przywódcę, święć się imię Twoje, […] zbaw nas ode złego”. Hymn petainowski, który wychwala porządek, jedność i pracę, wrył się w pamięć chłopców wystarczająco mocno, żeby Khieu Samphân ponad pół wieku później zaczął go podśpiewywać, kiedy w rozmowie pojawił się temat lat wojennych. Wydaje się, że również inne aspekty petainizmu znalazły nieświadome odbicie wśród kambodżańskich komunistów wiele dekad później. Młodzi wstępowali do mobilnych brygad pracy, les chantiers de la jeunesse, czyli chalat po khmersku, urzędnicy wdający się w romanse albo nadużywający alkoholu ryzykowali zwolnienie, obowiązywała romantyczna wizja chłopstwa jako wcielenia żywotnych sił narodu, a życie miejskie potępiano jako samo w sobie zdeprawowane.

Osłabienie władzy Francuzów i rosnące wpływy Japończyków nie umknęły uwadze młodych ludzi, którzy wydawali „Nagaravattę”. Od 1940 roku gazeta przyjęła wyraźnie antykolonialny (i antywietnamski) kurs, potępiając dominację Annamitów w służbie publicznej i krytykując Francuzów za niezapewnianie Kambodżanom edukacji na takim samym poziomie. Jej założyciel, Son Ngoc Thanh, i jego intelektualni towarzysze postrzegali Japonię jako punkt oparcia pozwalający wyzwolić Kambodżę z francuskiego ucisku, Japonia postrzegała ich jako grupę nacisku zaburzającą równowagę na obszarze panowania Francuzów.

Te sprzeczne ambicje sprawiły, że rodzący się ruch nacjonalistyczny zyskał pierwszych męczenników za sprawę. 18 lipca 1942 roku władze francuskie aresztowały dwóch mnichów podejrzewanych o działalność wywrotową. Nie uzyskali oni wcześniejszej aprobaty hierarchii buddyjskiej, jak wymagało prawo i obyczaj. Dwa dni później Pach Chhoeun, redaktor „Nagaravatty”, poprowadził około dwóch tysięcy demonstrantów – w tym setki odzianych w szafranowe szaty mnichów niosących żółte parasole – na demonstrację przed Résident Supérieur. Wywiązały się zamieszki, podczas których „policja użyła pałek, a mnisi odparowywali ciosy parasolami”. Pach Chhoeun, Bunchan Mol i inni rzekomi prowodyrzy zostali aresztowani, skazani na dożywocie i zesłanie na francuską wyspę więzienną Poulo Condor u południowych wybrzeży Wietnamu. Son Ngoc Thanh uciekł do Tajlandii, a stamtąd do Japonii, gdzie pozostał aż do 1945 roku.

„Rewolta parasoli”, jak zaczęto ją nazywać, była pierwszą poważną demonstracją antyfrancuską od ponad trzydziestu lat i stanowiła przez długi czas katalizator dla umacniającego się nacjonalizmu khmerskiego. Jednak miała ona niewielki bezpośredni wpływ na młodzież z generacji Sâra. Wiedzieli o niej – w istocie, sam Sâr niemal na pewno przebywał w Phnom Penh w dniu, w którym się odbyła, choć wydaje się, że nie był świadkiem tego wydarzenia – ale nawet tak uświadomiony społecznie uczeń jak Keng Vannsak nie zrozumiał jej skutków. Wśród nielicznych, którzy przywiązywali do niej wagę, był Ieng Sary, wówczas uczeń szkoły w Prey Veng w pobliżu granicy wietnamskiej. Kiedy wieści dotarły do miasta, wspominał: „Wszyscy o tym mówili. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, co znaczy słowo «naród»”. Sary był o kilka miesięcy starszy od Sâra i prowadził znacznie mniej samotnicze życie. Urodził się jako Kim Trang, syn wiejskiego notabla z khmerskojęzycznego okręgu w południowym Wietnamie. Gdy był jeszcze małym dzieckiem, rodzina wpadła w tarapaty materialne. Matce udało się go posłać do szkoły podstawowej, ale w wieku czternastu lat musiał już pracować przy sprzedaży biletów na promy w Neak Luong, głównym punkcie przesiadkowym na Mekongu, ponad 60 kilometrów na południe od Phnom Penh. Rok później, dzięki pomocy starszego brata, który zdobył pracę w biurze gubernatora prowincji, udało mu się przenieść do Prey Veng, gdzie adoptował go starszy achar, czyli świecki przywódca buddyjski, o nazwisku Ieng.

Jednak nawet Sary nie miał w zwyczaju czytywać „Nagaravatty”. Wśród uczniów Lycée Sisowath tylko najstarsi, jak Mey Mann, starszy od Vannsaka o cztery lata, zaczęli naprawdę interesować się polityką. Co do reszty, jak ujął to przyjaciel i współczesny Sâra, Ping Sây: „Byliśmy po prostu za młodzi. W Europie, kiedy ma się dwadzieścia lat, jest się dorosłym. Ale w Kambodży ludzie w tym wieku nie mieli pojęcia, co się działo na świecie. Dojrzewaliśmy znacznie później”.

W gimnazjum Preah Sihanouk w Kompong Chan, podobnie jak w École Miche, Sâr był marnym uczniem. Nie jest jasne, czy działo się tak dlatego, że miał trudności z dotrzymaniem kroku innym, czy też dlatego, że zajęcia szkolne go nie interesowały. Tak czy inaczej, nie miał inklinacji akademickich. Prawdopodobnie można opisać go jako osobę wszechstronną. Khieu Samphân, który był o klasę wyżej od niego, wspomina, że grał na skrzypcach w szkolnej orkiestrze z entuzjazmem, choć „nie bardzo dobrze”. Później zaczął grę na roneat, tradycyjnym kambodżańskim instrumencie strunowym podobnym do cytry. Miłość do muzyki i romantycznej poezji francuskiej – Verlaine należał do jego ulubionych poetów – zachował aż do starości. Lubił piłkę nożną i wykazywał pewne zdolności do tej gry: jeden z jego przyjaciół z tego czasu mówił pięćdziesiąt lat później z podziwem o „nożycach”, które Sâr opanował do perfekcji, kopiąc piłkę w tył nad głową. Należał również do szkolnego zespołu koszykarskiego i pomagał inspicjentowi w amatorskiej trupie teatralnej.

W połowie drugiej klasy gimnazjalnej sytuacja polityczna uległa gwałtownej zmianie w sposób, którego nawet najbardziej niezwracający uwagi na te kwestie nastolatek nie mógł przeoczyć.

Od niemal roku Japonia traciła obszary w Azji Południowo-Wschodniej. Na początku 1945 roku stanęła w obliczu zmasowanego kontrataku aliantów. Tokio zmieniło swoją strategię. Priorytetem stało się zapewnienie lojalności dawnych ludów kolonialnych dzięki rozgrywaniu ich sentymentów nacjonalistycznych. Wieczorem 9 marca jednostki armii japońskiej, które za zgodą rządu w Vichy stacjonowały w Indochinach od 1941 roku, przeprowadziły zamach stanu. Aresztowano urzędników francuskich na wszystkich trzech terytoriach, a obywateli francuskich internowano. Operacja ta nie przebiegła całkiem gładko: w wielu przypadkach Kambodżanie pomagali Francuzom w ucieczce, a w północnym Wietnamie komunistyczna partyzantka nękała wysunięte placówki wojsk japońskich. Jednak rządy francuskie upadły w ciągu jednej nocy, a trzy dni później pod naciskiem Japończyków Sihanouk proklamował niepodległość Kambodży, ponieważ Francja „nie była już w stanie zaoferować ochrony”. Ieng Sary, uczeń niższej klasy w Lycée Sisowath, podobnie jak miliony Kambodżan obserwował to, co wydawało się niemożliwe do pomyślenia:

Po raz pierwszy zobaczyłem Francuzów związanych i skrępowanych. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Ci ludzie byli nietykalni, byli tak wysoko, że wydawali się podobni do bogów. A teraz ten człowiek miał ręce skrępowane na plecach. Japończycy wykopali okopy na men [otwartym skwerze koło pałacu]. Patrzyłem, jak wymaszerowują […] byłem przerażony – i zafascynowany. Wywarło to na mnie niezmiernie głębokie wrażenie.

Mey Mann również wspomina, jak dyskutował o tym wydarzeniu z kolegami z klasy. „Widzieliśmy, że rasa żółta – Japończycy – wzięła górę nad białymi kolonizatorami, Francuzami. To obudziło coś w nas. Sprawiło, że zaczęliśmy myśleć”.