Rosyjski temperamentTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dani Collins
Rosyjski temperament

Tłumaczenie:

Agnieszka Baranowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

„Chciałbym zawsze budzić się obok ciebie”.

Clair Daniels poczuła ukłucie w sercu. Czy ona też kiedyś dostanie od kogoś równie romantyczny liścik? Szybko jednak przypomniała sobie burzliwe przejścia Abby, której miłosne wzloty i upadki powinny służyć za ostrzeżenie każdej młodej kobiecie. Niezależność była o wiele bezpieczniejsza i mimo samotności, którą ze sobą niosła, o wiele mniej bolesna. Clair i tak doświadczyła wystarczająco dużo cierpienia po niedawnej stracie jedynego przyjaciela i mentora. Stłumiła w zarodku nieprzyjemne ukłucie zazdrości i uśmiechnęła się do koleżanki wstawiającej do wazonu ogromny bukiet egzotycznych kwiatów.

– Cudownie. Kiedy ślub, w przyszły weekend? – zapytała.

Abby, recepcjonistka, rozpromieniła się i kiwnęła potakująco głową.

– Przyjdziesz? Z osobą towarzyszącą oczywiście.

Widząc wahanie Clair, Abby zaczerwieniła się.

– Zapomniałam, przepraszam.

Clair już miała zaprzeczyć, ale się powstrzymała. Nawet po śmierci Victora Van Eych winna mu była lojalność. Wszyscy w firmie uważali, że sypiała ze swoim szefem. Na początku, kiedy dotarły do niej pierwsze plotki o ich rzekomym związku, chciała się tłumaczyć, ale Victorowi wydawało się schlebiać, że przypisuje mu się romans z o wiele młodszą asystentką. Pozwoliła starszemu panu podbudować swoje ego, ponieważ nigdy nie próbował wykorzystać swojego zwierzchnictwa i okazał jej wiele serca. Dzięki niemu mogła zarobić na utrzymanie i miała własny kąt. Dodatkowo przyznał jej fundusze na stworzenie wymarzonej fundacji. W obliczu takiej hojności plotki i pomówienia nie miały dla Clair większego znaczenia. Ona i Victor znali prawdę. Kiedy nagle zmarł, grunt usunął jej się spod nóg. Na parę tygodni zaszyła się w swojej tajemnej kryjówce i gorączkowo zastanawiała się, jak nie dopuścić do upadku fundacji pomagającej osieroconym dzieciom, której otwarcie zaplanowali z Victorem na następny miesiąc. Poczucie osamotnienia odbierało jej siły. Czy skazana była na samotność? Czy każdy, kogo pozwoli sobie chociaż polubić, wcześniej czy później ją opuści?

Powrót do pracy okazał się trudniejszy, niż się spodziewała. Dopiero co weszła do recepcji, a już czuła na sobie badawcze spojrzenia współpracowników, którzy oceniali jej szanse na pozostanie w firmie, niespodziewanie osieroconej przez Van Eycha. Wszyscy wiedzieli, że dzieci zmarłego właściciela nie tolerowały jego domniemanego związku z młodziutką asystentką. Clair, mistrzyni opanowania i chłodnego dystansu, uniosła wysoko głowę.

– Dziękuję, Abby – odparła.

Na szczęście drzwi windy otworzyły się nagle i zebrani w recepcji pracownicy odwrócili się z zaciekawieniem w stronę wysiadających mężczyzn. Clair podążyła za ich spojrzeniami i zamarła. Grupa elegancko ubranych najeźdźców o kamiennych obliczach wparowała do biura bez słowa. Najwyższy i najpotężniejszy z nich, czarnowłosy i czarnooki, wyglądał niczym wojownik: jego policzek przecinała szeroka szrama biegnąca od prawego kącika ust aż do brwi. Obrzucił zebrane w recepcji kobiety obojętnym, władczym spojrzeniem zdobywcy. Koleżanki rozpierzchły się natychmiast, zostawiając Clair samą. Panika sparaliżowała ją; mogła się jedynie wpatrywać w mroczne oczy mężczyzny i modlić się, żeby nie dostrzegł jej słabości. Zaciekawiony, obrzucił ją oceniającym spojrzeniem, które przenikało przez warstwę biurowego uniformu i zdawało się pieścić jej skórę. Zamiast odwrócić się z pogardą, jak to miała w zwyczaju wobec pożądliwe łypiących na nią kolegów, tkwiła w miejscu, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. Nie wiedziała, co się z nią dzieje, czuła jedynie fale gorąca rozchodzące się po jej ciele pod wpływem wzroku czarnookiego impertynenta. Spojrzał jej prosto w oczy, tak jakby zdecydował, że ocena wypadła pozytywnie. Clair oblała się rumieńcem, wstrząśnięta, sparaliżowana magnetyczną siłą nieznajomego. Brunet odezwał się, a jego głos – niski, miękki, głęboki – brzmiał niczym muzyka. Clair nie zrozumiała go, ale zorientowała się, że jego słowa, choć wyraźnie jej dotyczyły, skierowane były do jednego z mężczyzn. Ruszyli nagle, bez słowa, i znikli w dawnym gabinecie Victora.

– Rosjanie? – Clair odzyskała wreszcie głos i kontrolę nad własnym ciałem.

Abby wychyliła się zza kontuaru i szepnęła konspiracyjnie:

– Przychodzą tu od tygodnia, chociaż tego z blizną wcześniej nie widziałam. Nikt nie wie o co chodzi. Myślałam, że ty nas oświecisz.

– Przecież byłam na urlopie, poza Londynem – przypomniała koleżance. – Przed wyjazdem pan Turner zapewniał mnie, że rodzina Van Eych postanowiła nie sprzedawać firmy, przynajmniej przez jakiś czas. Czy to prawnicy? – Spojrzała w głąb korytarza.

– Niektórzy z nich na pewno. Spotykają się z naszymi od tygodnia.

Clair pokiwała smutno głową. Z odejściem Victora straciła o wiele więcej niż tylko przyjaciela i opiekuna – przyszłość firmy, a więc i jej miejsce zatrudnienia, stanęły pod znakiem zapytania. Panika ścisnęła jej serce. Wstrętny barbarzyńca, pomyślała ze złością o mężczyźnie, który przed chwilą sparaliżował ją jednym spojrzeniem.

– Bardzo mi przykro, Clair – zreflektowała się Abby. – Musi ci być ciężko…

– Nic mi nie jest – przerwała jej Clair. Nie znosiła współczucia, nie zabiegała o sympatię. Otaczała się murem chłodnego dystansu, bo relacje z ludźmi wydawały jej się zbyt skomplikowane i niebezpieczne. Nie potrafiła okazywać uczuć i nie oczekiwała ich od innych. Dlatego udawanie romansu z Victorem wydawało jej się wygodne; tworzyło dystans pomiędzy nią a resztą pracowników. Poza pracą i towarzystwem starszy pan niczego od niej nie żądał. Rosjanin na pewno nie zgodziłby się na taki układ, przyszło jej do głowy. Wyglądał na zdobywcę, który musi mieć wszystko, czego zapragnie. Z takim mężczyzną na pewno by sobie nie poradziła. Clair potrząsnęła głową, zastanawiając się, skąd przyszło jej do głowy, że mógłby chcieć jej. Głupia jestem, skarciła się w myślach. Na szczęście na pewno już o mnie zapomniał!

– Porozmawiam z panem Turnerem i jeśli się czegoś dowiem, dam ci znać – obiecała Abby.

Kiedy jednak dotarła do biura dyrektora zarządzającego, ten pobladł i nie patrząc jej w oczy, powiedział tylko:

– Jesteś proszona do gabinetu Vic… – zająknął się – nowego właściciela – dokończył cicho.

Aleksy Dmitriev postawił kosz obok siebie, zerwał ze ściany pierwszy z wiszących na niej dyplomów i wyrzucił go do śmieci. Nie czuł satysfakcji, przynajmniej nie tak wielkiej, jak się spodziewał. Drań Van Eych nie dożył upadku swojej firmy, uciekł w śmierć, zanim cały jego majątek, zdobyty kosztem ludzi takich jak ojciec Aleksego, wpadł w ręce syna jednej z jego ofiar. Cały majątek, pomyślał z rosnącą satysfakcją, łącznie z młodziutką blond kochanką. Kryształowa statuetka rozprysła się na tysiąc kawałków na dnie kosza. Kobiecy głos przedarł się przez hałas tłuczonego szkła.

– Co pan robi?!

Aleksy podniósł głowę i po raz drugi tego dnia doświadczył dziwnego, elektryzującego przypływu pożądania. Poczuł silne napięcie w podbrzuszu, niemal bolesne podniecenie. W recepcji zauważył jedynie, że miała nieskazitelną, świetlistą cerę, prawie białe, jedwabiście gładkie włosy i lodowate, jasnobłękitne oczy o piorunującej mocy zmrożonej wódki. Teraz, kiedy zdjęła marynarkę, dostrzegł także szczupłe, smukłe ciało o idealnych proporcjach i niewielkich, ale wyraźnie zarysowanych pod cienką bawełną bluzki piersiach. Dlaczego sprzedała to wszystko obleśnemu staruchowi? Gniewem i obrzydzeniem zdusił palące, zaskakująco silne pożądanie. Spojrzał na nią wrogo. Stała z dłońmi zaciśniętymi w pięści i wysoko uniesioną głową, dumna i nieustraszona.

– To pamiątki należące do rodziny.

Aleksy poczuł dreszcz podniecenia. Oto trafiła mu się okazja do konfrontacji, jeśli nie z samym Victorem, to przynajmniej z jego kochanką. Wykrzywił pogardliwe usta i rozkazał:

– Proszę zamknąć drzwi.

Zawahała się, co jeszcze bardziej go rozzłościło. Ludzie spełniali jego polecenia bez słowa protestu i bez ociągania.

– Wychodząc – uściślił z mściwą satysfakcją. – Wyrzucam wszystkie trofea Victora, włączając w to panią, pani Daniels.

Żachnęła się, ale nic nie powiedziała. Przyglądała mu się jeszcze przez chwilę, jakby nie była pewna, czy mówił poważnie. Upewniwszy się, odwróciła się powoli i zamknęła drzwi. Od środka. Aleksy tryumfował. Nie wyszła, ucieszył się. Oczywiście dlatego, że dawało mu to okazję do kolejnego starcia, tłumaczył sobie. Przecież nie dlatego, że towarzystwo blondynki sprawiało mu przyjemność! Nie interesowały go resztki ze stołu Van Eycha, powtarzał sobie, ale starcie z kobietą, która manipulując mężczyznami, zarabiała na życie, mogło dostarczyć mu odrobiny rozrywki. Zapewne będzie próbowała negocjować, żeby nie stracić źródła dochodu, zgadywał. Z jedną dłonią wciąż na klamce blondynka odwróciła się i zapytała lodowatym tonem:

– Kim pan jest?

Niechętnie, ale musiał przyznać, że podziwiał jej opanowanie. Przynajmniej stanowiła godnego przeciwnika, pomyślał rozbawiony. Ostentacyjnie otrzepał kurz z palców i wyciągnął dłoń.

– Aleksy Dmitriev – przedstawił się.

Znów się zawahała, ale tylko przez chwilę. Uniosła dumnie głowę, odsunęła się od drzwi i uścisnęła jego rękę. Jej dłoń, szczupła i delikatna, była chłodna i gładka. Natychmiast wyobraził sobie jej dotyk na rozpalonej skórze swojego podbrzusza. Nigdy wcześniej nie reagował tak na kobiety, nawet najbardziej atrakcyjne. Seks pozostawał jedynie sposobem na zaspokojenie naturalnego męskiego popędu i rzadko zajmował jego myśli, zwłaszcza w pracy. Jednak tym razem ledwie się powstrzymywał. Opanowała go przemożna chęć, by przycisnąć jej smukłe ciało do ściany i posiąść je. Nawet sposób, w jaki zadrżała, gdy ścisnął jej dłoń, podniecił go, choć nie wierzył w szczerość jej zawstydzenia. W końcu sypiała z mężczyzną, który mógłby być jej ojcem, przypomniał sobie. Jeśli nabrała na swe sztuczki oszusta klasy Van Eycha, musiała być niezłą aktorką. Szkoda, pomyślał z niespodziewanym żalem, że nie znalazłem jej pierwszy. Ogarnęła go absurdalna złość na odwiecznego wroga, który zdołał mu odebrać coś, czego Aleksy pragnął, zanim jeszcze dowiedział się o istnieniu Clair Daniels.

 

Clair szybko cofnęła dłoń. Dotyk gburowatego Rosjanina palił ją jak ogień. Taka ilość testosteronu i męskiej energii musiała działać na kobietę, zwłaszcza tak niedoświadczoną jak ona. Spłoszona, schowała się głębiej za maską wyniosłej nonszalancji, podpatrzonej u bogatych, rozpieszczonych dzieciaków, które zawsze traktowały ją jak powietrze.

– Na jakiej podstawie zamierza mnie pan wyrzucić z pracy, panie Dmitriev? – zapytała.

– Jakiej pracy? – rzucił.

– Jestem asystentką, podlegam prezesowi. Skoro kupił pan firmę, zakładam, że to pan obejmie teraz to stanowisko?

– Stanowisko wobec pani? – uśmiechnął się drwiąco. – Dziękuję za propozycję, ale nie jestem zainteresowany odpadkami z pańskiego stołu.

– Wypraszam sobie! – Opanowała się na tyle, żeby nie krzyknąć. – Pana sugestie są nie na miejscu.

– Czyżby? Na czym więc polega pani praca? – Złośliwy uśmieszek nie schodził z ust Aleksego. Clair musiała dołożyć wszelkich starań, żeby nie pozwolić mu się zranić. Jego zdanie o jej moralności nie miało żadnego znaczenia, liczyło się jedynie utrzymanie pracy i znalezienie sposobu na uratowanie fundacji, powtarzała sobie w myślach.

– Zajmuję się specjalnymi projektami…

Przerwał jej pogardliwym parsknięciem. Serce Clair zamarło, przed oczami stanął jej stary, zniszczony budynek sierocińca i twarze ludzi, którzy liczyli na jej pomoc.

– Zamierza pan zlikwidować całą firmę? – zapytała z rosnącym uczuciem paniki.

– To poufne informacje – odpowiedział z kamienną twarzą.

– Nie może pan wszystkich wyrzucić, odprawy kosztowałyby pana majątek – nie poddawała się.

– Ale mogę zwolnić panią – zapewnił ją ze stoickim spokojem.

– Na jakiej podstawie?

– Niestawienia się do pracy przez ostatnie dwa tygodnie.

– Ten urlop miałam zaplanowany na długo przed śmiercią pana Van Eycha. – Nie dodała, że rodzina Victora praktycznie zmusiła ją do zrealizowania zaplanowanego urlopu, dając jej do zrozumienia, że jej obecność na pogrzebie i w firmie nie jest pożądana. Nikt, absolutnie nikt z jej kolegów i przełożonych nie wstawił się za nią. Spędziła więc dwa tygodnie w swoim dawnym domu, podupadającym sierocińcu, ciężko pracując przy sprzątaniu i renowacjach, cały czas szukając sposobu na sfinansowanie gruntownego remontu, który obiecał jej Van Eych.

– Pracuję tu od ponad trzech lat. Dyrektor Turner zapewnił mnie, że gdy wrócę z urlopu, znajdzie dla mnie nowe stanowisko.

– Dyrektor Turner nie ma nic do gadania, ja jestem właścicielem – uciął.

Clair aż się zatrzęsła ze złości. Zwykle nie pozwalała sobie na emocje, ale butny Rosjanin potrafił jednym spojrzeniem, jednym słowem doprowadzić ją do wrzenia

– W takim razie rozumiem, że ma pan dla mnie jakąś propozycję? – Clair zamarła w oczekiwaniu na odpowiedź. Jeśli chciała uratować fundację, nie mogła pozwolić sobie na utratę dobrze płatnej pracy w wielkiej firmie i wrócić do dorywczych, nisko płatnych prac dostępnych osobie z jej wykształceniem, a właściwie jego brakiem. Zaznawszy poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji, myślała z przerażeniem o powrocie do dawnego życia z dnia na dzień, w ciągłej niepewności, czy będzie miała co jeść i gdzie spać.

Aleksy odpowiedział jej wzruszeniem ramion.

– Proszę przestać mnie traktować, jakbym była…. – Clair na chwilę straciła panowanie nad emocjami. Zamilkła, przestraszona własnym wybuchem.

– Kim? Kochanką Van Eycha? – zapytał przez zaciśnięte zęby. Z teczki leżącej na biurku wyciągnął papier, którym machnął jej przed twarzą. – Ma pani tylko maturę, żadnych kwalifikacji, a została pani osobistą asystentką prezesa ogromnej korporacji, który mimo to zatrudniał sekretarkę, bo pani zajmowała się specjalnymi projektami – podkreślił wymownie dwa ostatnie słowa. – W dodatku mieszka pani w służbowym apartamencie prezesa…

– W przylegającej do niego służbówce!

Przerwał jej władczym ruchem ręki.

– Jest pani pasożytem, ale ja nie pozwolę się pani wykorzystać jak ten głupiec Van Eych. Proszę wrócić do domu i spakować swoje rzeczy.

Nazwał ją pasożytem. Spoliczkował ją słowem boleśniej, niż gdyby zrobił to dłonią. Nigdy nie nadużywała hojności Victora. Chciała jedynie stworzyć fundację, która dałaby szansę sierotom, takim jak ona, zdobyć wykształcenie i nie musieć korzystać z pomocy państwa.

– Wstrętny draniu bez sumienia – wyrwało jej się. Zakryła usta dłonią. Nigdy w życiu nikogo tak nie obraziła, ale Aleksy wykrzywił tylko usta w sardonicznym uśmiechu i powtórzył:

– Ja? Bez sumienia, powiadasz. Może powinna się pani dowiedzieć, z kim sypiała, zanim zacznie mnie pani obrażać?

Wziął z biurka drugą papierową teczkę i rzucił w jej stronę.

– Proszę to przeczytać i wtedy ocenić, kto jest draniem bez sumienia.

ROZDZIAŁ DRUGI

Aleksy powtarzał sobie, że sprawdza jedynie, czy już się wyniosła, wcale nie liczył, że na nią wpadnie! Choć po tym, jak przeczytawszy dossier Van Eycha pobladła i bez słowa opuściła gabinet, wciąż czuł niedosyt. Chętnie zaangażowałby się w kolejną ognistą potyczkę słowną, w której namiętna natura Clair wyzierała spod maski chłodnej blondynki. Zapomnij o niej, upomniał się po raz kolejny. Wstukał kod dostępu i po chwili znalazł się w apartamencie Victora, tak jak się spodziewał urządzonym z przepychem godnym rodziny królewskiej. Z wyglądającego na opuszczony salonu przeszedł do głównej sypialni, gdzie również nie dostrzegł ani śladu obecności Clair. Reszta mieszkania też wyglądała, jakby nigdy nie było w nim żadnej kobiety. Rozglądał się zadziwiony, kiedy nagle dobiegł go stłumiony dźwięk kobiecego głosu. Podążył za nim przez wąski korytarz, obok pralni, do niewielkiej służbówki, gdzie przez otwarte drzwi dostrzegł Clair. Stała tyłem i rozmawiała przez telefon. Jej apetyczne, smukłe kształty opinały cienkie spodnie do jogi i, mimo woli, Aleksy uśmiechnął się szeroko. Obudził się w nim instynkt myśliwego, krew zaczęła mu żywiej krążyć w żyłach.

Clair zakończyła rozmowę i odwróciła się. Zakryła usta dłonią, żeby zdusić okrzyk przerażenia. Kiedy zorientowała się, że stojący w drzwiach potężnie zbudowany mężczyzna to Aleksy, strach ustąpił podnieceniu, co jeszcze bardziej ją zdenerwowało. Przecież przyszedł pozbawić ją dachu nad głową, nie powinna drżeć z ekscytacji!

– Ależ mnie pan przestraszył! – rzuciła oskarżycielskim tonem.

– Nie powinno tu już pani być – odpowiedział obojętnie, wzruszając ramionami.

Szerokie barki opinała cienka szara koszula, a podwinięte rękawy odsłaniały umięśnione przedramiona i wielkie, silne dłonie. Opanowała niezrozumiałą, absurdalną ochotę, by dotknąć jego przedramienia i poczuć pod palcami twarde jak skała mięśnie. Nigdy przedtem nie reagowała emocjonalnie na mężczyzn, żaden nie sprawił, że jej kolana robiły się miękkie, a piersi ciężkie. Mimo to nie mogła oderwać wzroku od fascynującego, niemal groźnego bruneta, który rozejrzał się z zaciekawieniem po jej skromnym pokoiku i zatrzymał wzrok na walizce leżącej na łóżku.

– Przynajmniej już się pani spakowała – zauważył chłodno.

– Jeszcze się nie rozpakowałam.

Nie rozumiała skąd w niej tyle złości, powinna raczej siedzieć na podłodze i tonąć we łzach. Przecież za chwilę straci dach nad głową! Dodatkowo Rosjanin zdawał się posiadać jakąś magiczną władzę nad jej ciałem, co wcale jej się nie podobało.

– W takim razie przynajmniej zaoszczędziła pani trochę czasu – odparował z fałszywym uśmiechem.

– Czyjego? Pana? Przyszedł pan osobiście wyrzucić mnie na bruk?

Zbliżała się siedemnasta, a ona nie zdołała jeszcze nawet znaleźć pokoju w jakimś tanim hostelu, bo od kilku godzin łamała sobie głowę, jak uratować fundację od upadku i nie zawieść ludzi, którzy jej zaufali. Niestety, wyglądało na to, że utknęła w martwym punkcie.

– Dlaczego nie przysłał pan tego pajaca, który wyrzucił mnie z biura?

Nie musiał wiedzieć, że w rzeczywistości wolała szybko opuścić biuro z niewielkim kartonem zawierającym nieliczne rzeczy osobiste w asyście mrocznego, milczącego gbura niż tłumaczyć się kolegom i koleżankom ze swojej klęski. Długo nie mogła się otrząsnąć po przeczytaniu dokumentów dotyczących podejrzanych i moralnie wątpliwych operacji Victora. Jeśli wierzyć raportom, jej mentor i przyjaciel miał na sumieniu o wiele poważniejsze grzechy niż udawanie zdolnego do romansu z młodą asystentką.

– Ma pani na myśli Lazla?

– Przynajmniej nie zakrada się jak złodziej – dodała z mściwą satysfakcją, która nie przyniosła jej ulgi, ale, miała nadzieję, skutecznie ukrywała jej rosnącą desperację.

– Zapłaciłem za firmę uczciwą cenę. Mieszkanie służbowe należy teraz do mnie i mam pełne prawo w nim przebywać, w przeciwieństwie do pani. – Oczy Aleksego pociemniały gniewnie.

– Gdyby nie wyrzucił mnie pan z pracy, mogłabym płacić za wynajem – zauważyła, rozpaczliwie próbując ocalić zbudowaną z takim trudem stabilizację.

Aleksy rozejrzał się ponownie z niesmakiem, zatrzymując wzrok na starej drewnianej fajce jej ojca umieszczonej na honorowym miejscu nad kominkiem.

– Dziwię się, że zgodziła się pani na tak skromne mieszkanie. Z takimi warunkami – bezwstydnie omiótł wzrokiem jej ciało – mogłaby pani wytargować o wiele więcej.

Powinna się oburzyć, ale zdradziło ją jej ciało; pod jego spojrzeniem rozpaliło się do czerwoności; ciężkie piersi i boleśnie ściśnięte sutki łaskotały w oczekiwaniu dotyku silnych dłoni. Nieświadomie rozchyliła spierzchnięte wargi i dopiero cyniczny uśmieszek Aleksego wyrwał ją z transu. Zaczerwieniła się, zażenowana własnym zachowaniem.

– Ja nigdy… – zaczęła, ale zamilkła. – Podpisałam zobowiązanie do zachowania tajemnicy – dokończyła, unosząc dumnie głowę. W oczach Rosjanina nie dostrzegła nawet cienia współczucia dla naiwnej dwudziestolatki, przekonanej, że została wyróżniona dzięki swojej pracowitości. Aleksy należał do innego świata, przewyższał ją nie tylko majątkiem, ale także wiedzą i doświadczeniem. Nie mogła od niego oczekiwać, że zrozumie jej sytuację.

– Po śmierci Victora umowa z nim podpisana już pani nie obowiązuje – poinformował ją sucho.

Nie była pewna, czy mówi prawdę, ale nagle udawanie kochanki Victora wydało jej się nieznośnym ciężarem.

– I tak nie znam żadnych sekretów firmy, wszystko co przeczytałam, było dla mnie zaskoczeniem. Bardzo przykrym.

Mina Aleksego nie zdradzała żadnych emocji. Wpatrywał się w nią intensywnie.

– Nie chcę dłużej udawać, że byłam jego kochanką. Victor był impotentem. – Odetchnęła z ulgą. Nawet nie podejrzewała, że życie w kłamstwie tak bardzo jej ciążyło.

– Nie kłam. – Podszedł bliżej i nieoczekiwanie ujął ją pod brodę, spoglądając prosto w oczy.

Chciała strącić jego rękę, ale złapał ją za nadgarstek i powstrzymał. W jego wzroku dostrzegła napięcie, wyczekiwanie, które wydało jej się dziwne, zważywszy na to, jak niewiele go obchodziła i jak bardzo nią pogardzał.

– Dlaczego miałabym kłamać?

– Bo wiesz, że cię nie zechcę, jeśli on cię miał.

Clair próbowała wyrwać rękę, ale Aleksy nie zwolnił uścisku. Kręciło jej się w głowie, nie wiedziała, co oznaczają jego słowa: czy dawał jej szansę powrotu do pracy, czy składał nieprzyzwoitą propozycję? Czuła, że w przeciwieństwie do Victora Aleksy nie zadowoliłby się udawaniem. Przeszył ją rozkoszny dreszcz, co jej uświadomiło, że sytuacja zdecydowanie ją przerasta. Nie rozumiała, dlaczego zamiast strachu elektryzuje ją podniecenie.

– Jak się poznaliście? – zapytał, nie spuszczając z niej badawczego wzroku.

– Co to, przesłuchanie? Jesteś z Interpolu? – mruknęła, ale brakło jej sił, żeby dalej się wyrywać. – Pracowałam w sekretariacie po godzinach, zajrzał tam, bo potrzebował pilnie jakichś dokumentów. Znalazłam je dla niego. Powiedział, że właśnie takich pracowników potrzebuje. – Poddała się. Jego dłoń obejmowała teraz lekko jej nadgarstek, delikatnie, prawie pieszczotliwe. Niespodziewanie pogłaskał kciukiem wewnętrzną stronę jej ręki, tak jakby sprawdzał jej puls. Miała nadzieję, że nie zorientuje się, jak mocno bije jej serce.

 

– Był starszym panem, eleganckim biznesmenem, wydawał się niegroźny. Po pewnym czasie zorientowałam się, że na nasz temat zaczynają krążyć plotki, ale uspokoił mnie. Powiedział, że niczego ode mnie nie oczekuje, jeśli jednak zgodzę się zachować pozory romansu, pomoże mu to zatkać usta jego wrogom szerzącym pogłoski o jego impotencji. Pracowałam jako asystentka, nareszcie godnie zarabiałam, a on zawsze zachowywał się jak dżentelmen. W przeciwieństwie do niektórych… – Rzuciła mu znaczące spojrzenie i poruszyła dłonią. Aleksy zwolnił uścisk. Drugą ręką pogłaskał ją lekko po policzku. Nawet nie drgnęła, zaskoczona przyjemnym dotykiem szorstkich palców na swojej skórze. Miała ochotę zamknąć oczy i poddać się pieszczocie.

– Ciekawe – mruknął. – Skoro nie musiałaś z nim sypiać, to za co ci płacił? Oprócz dyskrecji, oczywiście.

– Powierzył mi stworzenie fundacji charytatywnej – odparła z dumą. – W przyszłym miesiącu mieliśmy ogłosić jej oficjalną inaugurację.

– Ha! – Aleksy opuścił dłoń i odsunął się o krok. – Teraz wiem już na pewno, że kłamiesz. Van Eych i działalność na rzecz innych?! – zaśmiał się.

Clair stała jeszcze chwilę, przeżywając dziwne uczucie odrzucenia po tym, jak Aleksy cofnął dłoń, zostawiając rozgrzane miejsce na jej policzku.

– Nie kłamię – zaprzeczyła, ale bez poprzedniego żaru. Niech sobie myśli, co chce, podpowiadał jej rozsądek, przecież to bez znaczenia. Postanowiła jednak podjąć jeszcze ostatnią próbę uratowania fundacji. Na miękkich nogach podeszła do walizki, wyciągnęła laptop i otworzyła odpowiedni dokument. Na ekranie pojawiło się logo, które, choć skromne, przepełniało jej serce dumą i radością za każdym razem, gdy na nie spojrzała.

– „Lepsze Jutro”? – Aleksy ledwie zerknął na ekran. – Logo wygląda jak nabazgrane przez pięciolatka.

– Celowo! – oburzyła się, zraniona jego lekceważeniem. – Fundacja ma wspierać sierociniec! Najwyraźniej nie rozumiesz, co dla dziecka oznacza utrata rodziców, albo nie masz serca. – Zamknęła gwałtownie komputer i z uczuciem porażki schowała do walizki.

– Rozumiem. Tylko że ja nie czekałem na wsparcie, poradziłem sobie sam – odpowiedział spokojnie.

Pierwszy raz dojrzała w oczach Rosjanina szczere emocje, odrobinę prawdziwych, ludzkich uczuć, ale jego agresywny, nieustępliwy upór nadal wzbudzał w niej niechęć.

– Ja też sobie jakoś poradziłam, ale nie utraciłam przy tym ludzkich odruchów i nadal chcę pomagać innym.

Aleksy roześmiał się chrapliwie, z pogardą.

– Nie musiałaś się specjalnie przepracowywać. Nie oszukuj się, Van Eych płacił ci za twoją śliczną buźkę i apetyczne ciało, nie za pracę nad jakąś wymyśloną fundacją.

Zachowywał się tak, jakby miesiące spotkań, planowania, walki z biurokracją w ogóle się nie liczyły. Chciało jej się płakać, ale nie zamierzała mu pokazać, jak łatwo może ją zranić.

– Nie obchodzi mnie zdanie kogoś, kto czerpie satysfakcję z niszczenia innych – odparła wyniośle. – Do północy opuszczę mieszkanie, a teraz proszę wyjść.

Królowa Śniegu, pomyślał z uznaniem, stojąc w salonie apartamentu i wsłuchując się w odgłosy krzątaniny Clair w służbówce. Skąd wiedziała, że najbardziej bolał go fakt, że Van Eych posiadł ją pierwszy? Skutecznie go rozbroiła, twierdząc, że ich romans istniał jedynie w domysłach innych ludzi. Widocznie nie docenił jej doświadczenia w manipulowaniu mężczyznami, bo niepostrzeżenie doprowadziła go do punktu, w którym nic nie miało już znaczenia – po prostu musiał ją mieć! Nie wiedział, dlaczego zemsta na człowieku, który odebrał mu rodziców, dom, młodość i okaleczył na całe życie, nagle wydała mu się nieistotna w obliczu nowego wyzwania: bezczelna, arogancka Clair opętała go. Może w ten sposób jego organizm próbował uniknąć nagłego spadku poziomu adrenaliny. Po latach polowania na Van Eycha znalazł sobie nowe zadanie, by uniknąć poczucia pustki? Niezależnie od powodów, zamierzał przyciąć pazurki tej niepokornej kotce! Wyciągnął komórkę, wysłał wiadomość i już po kilku minutach otrzymał odpowiedź od swojej asystentki.

– Ha! – zawołał z satysfakcją Aleksy. Dokumentacja medyczna Victora, zdobyta w znany tylko jemu sposób przez Lazla, potwierdzała impotencję Van Eycha. Posiądzie Clair, postanowił, zdobędzie coś, czego Van Eych nie mógł mieć, mimo że niewątpliwie tego pragnął. Szkoda, że staruszek nie dożył tej chwili i nie może cierpieć z zazdrości, pomyślał mściwie. Zdecydowanym krokiem ruszył z powrotem do służbówki, gdzie Clair opróżniała kosz z bielizną, ustawiony na pojedynczym, wąskim łóżku. Wyglądała bardzo młodo i niewinnie. Anielska twarzyczka skrywająca diabelski charakterek, pomyślał i uśmiechnął się do siebie.

– Mówiłaś prawdę, przynajmniej o impotencji Van Eycha – oznajmił.

Spojrzała na niego ze zniecierpliwieniem.

– Nie obchodzi mnie, czy mi wierzysz.

Zatrzymał się w drzwiach i oparł o framugę. Z trudem powstrzymał się przed zagarnięciem jej w ramiona i udowodnieniem, jak bardzo krucha jest jej fasada lodowatej obojętności. Stopniejesz od jednego dotyku, pogroził jej w myślach. Musiał jednak postępować ostrożnie, przecież udało jej się zmanipulować jednego z najbardziej przebiegłych i bezlitosnych oszustów świata. Na myśl, że zdobędzie kobietę, której Van Eych nie zdołał posiąść, ogarnęło go podniecenie tak ogromne, że aż bolesne. Już wiedział, co musi zrobić, żeby w końcu poczuć, że zwyciężył nad swoim największym wrogiem. Przyglądał się stojącej przed nim Clair i zastanawiał się, jak wygląda jej ciało pod luźnym swetrem? Pragnął zamknąć w dłoniach jej niewielkie piersi i pieścić je, aż będzie błagała go o więcej. Pożerał ją wzrokiem, a ona wyglądała na zagubioną. W jej wielkich błękitnych oczach zamiast oburzenia dostrzegł zakłopotanie; pragnęła go, wbrew własnej woli, widział to. Najwyraźniej wykorzystywała mężczyzn, ale nigdy ich nie pożądała, co, jak się domyślał, pozwalało jej w pełni kontrolować sytuację. Zadrżał z ekscytacji. Teraz należało tylko rozpalić w niej ten płomień!

– Nie wstydź się, Clair – mruknął. – Zapytaj, czy jeśli się ze mną prześpisz, pozwolę ci zachować twoje stanowisko.