Paryż z marzeńTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dani Collins
Paryż z marzeń

Tłumaczenie:

Pola Sobaś-Mikołajczyk

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Roześmiała się tak perliście, że Aleksander Makricosta odwrócił się od włoskiej piękności i sprawdził, skąd dobiega ten śmiech. Urzekł go ten spontaniczny i kobiecy wybuch radości, już nie dziewczęcy i bardzo seksowny, ale nie wulgarny.

Krótkie i równo obcięte blond włosy tamtej kobiety kołysały się nad ramionami. Miała cerę o jasnym, świetlistym odcieniu. Ciekawe, jak pachniała. Może letnimi owocami? Jej twarz miała uroczy profil, a sylwetce nie brakowało apetycznych krągłości. Wciśniętych w uniform personelu sieci Makricosta.

A niech to!

Przyjrzał się jej ubraniu. To nie była przepisowa ołówkowa spódniczka i lekki czerwony żakiet obowiązujący w paryskim hotelu, więc mógł mieć cień nadziei, że się myli.

Niestety, jednak był to strój pracownic z Kanady. Jeśli dobrze pamiętał ‒ uniform z Makricosta Elite w Montrealu, a raczej się nie mylił, bo przecież to on nadzorował wszystko, co było związane z marketingiem rodzinnej sieci hoteli, w tym także decyzje, jak mają wyglądać stroje robocze. Wcale się z tego odkrycia nie ucieszył. Ta kobieta bardzo go zaintrygowała. To było do niego niepodobne. Rzadko się zastanawiał, kim może być wypatrzona przez niego kobieta. Zwłaszcza że ktoś już obok siedział i szeptał mu do ucha.

Bello? Co się stało?

– Wydawało mi się, że zobaczyłem kogoś znajomego – skłamał.

Tamta kobieta komuś potakiwała, kokieteryjnie kręcąc kosmykiem włosów. Wyczytał z ruchu jej ust, że mówiła o jakimś mejlu. Zaciekawiło go, do kogo tak świecą się jej oczy, więc się odchylił i…

Gideon!

Wprawdzie jego szwagier nie prowokował tamtej kobiety, ale Aleks i tak był wściekły. Jego siostra Adara wiele przeszła, gdy sekretarka Gideona zwierzyła jej się, że ma romans z jej mężem. Nie będzie siedział tu bezczynnie, podczas gdy jakaś młoda siksa próbuje wyrwać męża jego siostry.

– A jednak to znajomy – stwierdził ponuro. – Przepraszam na chwilę.

Zanim jednak przeszedł przez korytarz, Gideon i tamta kobieta zdążyli skończyć rozmowę. Ona energicznym krokiem poszła w stronę recepcji, a Gideon podniósł wzrok akurat, żeby uchwycić spojrzenie szwagra. Stężały mu rysy.

– Dobrze, że się widzimy – stwierdził Gideon. – Chciałem, żebyśmy porozmawiali przed twoim wyjazdem. Chodzi o urodziny Adary. Przyleć na nie.

Gideon naprawdę robił wszystko, aby uszczęśliwić żonę. Mało brakowało, a Aleksander związałby się z tamtą sekretarką, żeby uratować małżeństwo siostry. Jednak Gideon zajął się tym sam. Zwolnił swoją asystentkę, zanim doszło do czegoś więcej niż fałszywe oskarżenia. Wbrew podejrzeniom Adary mąż nigdy jej nie zdradził.

Po tym wszystkim, co przeszła, Aleksander nie życzył jej już żadnych problemów. Kłopot w tym, że była irytująco szczęśliwa! I wciąż starała się go wciągnąć do tego obrazka. Cała ta sytuacja z ich braćmi, ich dziećmi, mnóstwem tajemnic, które przed nim skrywano… Aleksander już nie chciał drążyć tego tematu, więc znów się zainteresował blondynką, która mogła zagrozić szczęściu jego siostry, i postanowił się upewnić, że nie wypróbowała na Gideonie żadnych sztuczek.

To mu pójdzie łatwiej niż spełnianie jego próśb.

– Wpisałem to do kalendarza. Spróbuję się pojawić – spławił go delikatnie.

Gideon skrzyżował ramiona. Przeszywający wzrok przypominał o tym, że jeszcze niedawno był marynarzem.

– Jest jakiś powód, dla którego nie możesz się postarać?

Gideon należał do rodziny już od kilku lat, więc powinien się domyślić, dlaczego perspektywa rodzinnej imprezy była dla Aleksandra kusząca jak ból trzonowca.

– Zrobię, co się da.

– Doprawdy? – Gideon zadrwił cierpko.

Aleksander od razu sobie przypomniał o najważniejszym powodzie, dla którego nie przepadał za rodzinnymi zjazdami: „Co ty robisz ze swoim życiem?”, „Potrzymaj małego”, „Prawda, że uroczy?”, „Kiedy przestaniesz się uganiać za spódniczkami i wreszcie się ustatkujesz?”.

Nie wystarczy, że się zaangażował w rodzinny biznes, gdy Adara zaszła w ciążę? W końcu zrobił to tylko dla niej i Thea. Dawniej może i miał dość elastyczny czas pracy, ale może by ktoś w końcu zauważył, że teraz jest tu bez przerwy i jak trzeba, to haruje jak wół. Oni mogą się bawić w dom z maluchami. On nie ma zamiaru statusieć. Zresztą byłby z niego fatalny ojciec, więc niech wszyscy się od niego odczepią.

Spojrzał z irytacją ma włoską gwiazdkę wpatrującą się na niego jak spaniel, który usłyszał brzęk kluczyków. Ale choć interesująca odmiana w łóżku dobrze by mu teraz zrobiła, jakoś nie miał ochoty iść z nią na górę. Ta blondyna zamieszała mu w głowie.

Może nie wdałby się w sprzeczkę z Gideonem, gdyby pogawędka szwagra z tamtą kobietą nie podziałała na Aleksandra jak zastrzyk adrenaliny. Nie był aż tak niedojrzały, żeby nie wiedzieć, że problem tkwi w czymś innym. Ostatnio wpadał w gniew za każdym razem, gdy egzekwowano od niego wypełnianie obowiązków rodzinnych.

Zwykle zmieniał się wtedy w kochanka, a nie rozrabiakę.

Zmuszał się do tego, by agresja nie odebrała mu jasności umysłu, bo wiedział, jak skończył jego ojciec. Ale ogarniała go furia za każdym razem, gdy przypominał sobie, że jego jedyna prawdziwa rodzina, czyli brat i siostra… Że tych dwoje ludzi, którym bezgranicznie ufał, ukrywali przed nim istnienie najstarszego brata.

Nie ufali mu? Dlaczego trzymali to w sekrecie? Przez to zniszczyli łączącą ich więź. Gdyby nie tłumił emocji, wybuchłby jak grzyb atomowy. W głębi jego duszy czaiło się coś mrocznego.

Minął ciekawskie spojrzenia w recepcji, przeszedł do biur i znalazł blond Kanadyjkę przy komputerze, nad którym pochylał się kierownik hotelu. Facet nie patrzył na ekran, tylko wpatrywał się w miejsce, w którym jej piersi wypełniały materiał bluzki.

– Musimy porozmawiać – powiedział Aleksander.

Natalie podniosła wzrok i od razu uległa urokowi Aleksandra Makricosty, choć słyszała o nim tyle złego. Widywała go już wcześniej, ale nie z tak bliska. Jego ciemnobrązowe oczy jeszcze nigdy nie wbiły jej w krzesło i nie przewierciły jej guzików. Był niesamowicie przystojny. Bez porównania z jego starszym bratem Theo, nieco podobnym, ale niezwracającym na siebie uwagi. Theo miał jednak więcej ogłady i pamiętał każdy numer i nazwisko.

Mężczyzny, który teraz stał zaledwie trzy metry od niej, nie można było zignorować. Wszyscy wiedzieli, że miał powodzenie u kobiet i że mało go obchodziły takie drobiazgi jak przepisy i procedury. Choć wychował się w Ameryce, był Grekiem o śródziemnomorskim typie urody i cerze o odcień ciemniejszej od pszenicy. Ubierał się jak obywatel świata; dziś włożył spodnie szyte na miarę i kamizelkę narzuconą na koszulę podkreślającą szerokie ramiona i wąską talię. Wyglądał jak gangster z czasów prohibicji.

Czyste zło. Od stóp do głów diabeł wcielony.

Spojrzeli sobie w oczy. Uniósł brew, jakby wyzywał ją na pojedynek. Zdecydowanie różnił się od wszystkich mężczyzn, których znała. Widać, że zna się na ludziach. To straszne, że ona jest aż tak przewidywalna.

Miej się na baczności, Natalie. Pamiętaj, że jesteś matką.

Z trudem wstała od biurka i zwróciła się do monsieur Renaulda. Policzki palił jej rumieniec.

– Będę u siebie, proszę zadzwonić, gdy panowie skończą. Miło mi było pana poznać, panie Makricosta – powiedziała, kierując się w stronę drzwi.

– To z panią chciałem porozmawiać, pani… – wyciągnął do niej rękę.

Zamarła z wrażenia, więc dopiero po chwili uścisnęła mu dłoń.

– Adams – dokończyła zdezorientowana. – Ze mną? Jest pan pewien?

Z kim mógł ją pomylić?

– Tak, jestem pewien. Chodźmy do pani biura.

Wyszli na korytarz. Szła przodem, czując, że gotuje się od środka. Współpracownicy, z którymi dzieliła biuro, byli na lunchu. Zwykle o tej porze dzwoniła do córki przez internet. Zoey świetnie się bawiła u babci i w ogóle nie tęskniła, ale Natalie i tak czuła się podle. Pewnie znów by uroniła kilka łez po rozmowie. Ona usychała z tęsknoty. W tym małym i zatęchłym biurze ze smugami na szybach bywało strasznie pusto.

Kiedy Makricosta zamknął za sobą drzwi, poczuła, jakby nagle uciekł stamtąd cały tlen.

– Nie jestem pewna, czy…

– Zostaw mojego szwagra w spokoju – powiedział ostrym tonem.

– Co takiego…?! – Spadło to na nią jak grom z jasnego nieba. Kompletnie ją zamurowało. – Mam zostawić Gideona w spokoju? To znaczy… pana Vozarasa? – bełkotała.

– Tak, Gideona – potwierdził, ale wypowiedział to słowo z drwiną w głosie, jakby Natalie nie miała prawa mówić do jego szwagra po imieniu.

– Dlaczego pan myśli, że coś nas łączy? – Była w takim szoku, że nawet nie zwróciła mu uwagi, że ją obraża.

– Wcale tak nie myślę. Znam go i znam swoją siostrę, ale widziałem, jak pani z nim flirtowała i wypytywała o jego mejla. Albo się pani od niego odczepi, albo stąd wyleci.

– Pokazywał mi zdjęcie syna! I chodziło o mejla z pracy! – Twarz jej płonęła. W końcu dotarło do niej, o co się ją oskarża – Nie latam za żonatymi facetami! Jak pan w ogóle może coś takiego sugerować! Zwłaszcza że to dzięki Adarze dostałam tę szansę. Tylko dlatego rozmawialiśmy. Przekazała mi przez niego jedną rzecz do mojego raportu. Życzyłam im, żeby ich syn szybko wyzdrowiał z przeziębienia i obejrzałam jego zdjęcie, jak wszedł do lodówki.

Przez twarz Aleksandra przebiegł grymas pogardy, co ją jeszcze bardziej rozsierdziło.

– Panu się wydaje, że kim pan jest? Jak pan może coś takiego wygadywać? Słyszałam o panu takie rzeczy, że naprawdę nie rozumiem, jakim prawem wtyka pan nos w moje życie.

 

To go ubodło, ale była już zbyt wściekła, żeby się zatrzymać.

– Przesadziłam? Nie uważa pan, że ktoś, kto pana zna dopiero od kilku sekund, nie powinien pana osądzać? A może tylko panu przysługuje ten przywilej?

Okej, tego już było za wiele. Znów zalała ją fala gorąca. W końcu zamknęła usta i skrzyżowała ramiona. Po chwili ochłonęła i zebrała się na odwagę.

– Zwolni mnie pan? – spytała przez zaciśnięte zęby.

– Za co? – wypalił z nietęgą miną.

– No właśnie! – od razu jej się wymsknęło, choć próbowała się powstrzymać. Była już tak zdenerwowana i zażenowana, że nie mogła na niego patrzeć. Lubiła tę pracę. Potrzebowała jej. Przecież przyjechała tu, żeby wzmocnić swoją pozycję. Liczyła na bardziej odpowiedzialne zadania i podwyżkę. A teraz ryzykowała wszystko. Co ją podkusiło, żeby się tak zachować? Poczucie winy? Bo oczywiście trochę się podkochiwała w mężu Adary, ale on ewidentnie ubóstwiał swoją żonę i dziecko, więc wspierał je, jak tylko mógł. Każda kobieta marzy właśnie o czymś takim, ale to nie znaczy, że Natalie mogłaby to komuś odebrać.

– Jak masz na imię? – spytał.

– Natalie, a co? – Wbiła w niego wzrok przekonana, że on zaraz wykręci numer do działu HR. Do licha, naprawdę był przystojny. I wcale nie było widać, że go poniosło. Właściwie to wyglądał, jakby sobie z niej żartował.

– Co cię tu przygnało, Natalie? To znaczy do Paryża. Co ci zleciła Adara? Co to za raport?

Teraz się popisze. A myślała, że dzięki temu wdrapie się szczebelek wyżej. Chyba może sobie o tym pomarzyć.

– Jestem w zespole aktualizującym oprogramowanie. – Trudno jej było teraz opanować drżenie głosu. Postanowiła się streszczać. – Szkolę obsługę i usuwam błędy. Przedtem robiłam to w Tuluzie. Zostanę tydzień w Paryżu, a potem lecę do Lyonu.

– Jesteś maniaczką komputerową? – Powątpiewanie w jego głosie irytowało ją niemal równie mocno jak ta etykietka.

– Ty też nie wyglądasz na geniusza marketingu – odgryzła się w tym samym stylu.

Przestań! ‒ pomyślała. Ale ten gość działał jej na nerwy!

– Zawsze możesz o to kogoś zapytać – spokojnie zripostował. – Chociaż chyba już to zrobiłaś. Obsługujesz wszystkie nasze hotele w Europie?

– Nie. Tylko angielskie i francuskie. Nie mogę być poza domem dłużej niż trzy tygodnie.

Jeśli ją wyleje, to i tak nie umrą z Zoey z głodu. To ją odrobinę uspokoiło. Nawet nie będzie musiała sprzedawać domu, zresztą zawsze może się wprowadzić do byłej teściowej. Zoey pewnie by się nawet ucieszyła. Naprawdę lubi tę farmę. Natalie nie mogła się doczekać, kiedy skończą się te trzy tygodnie. A to, co się teraz dzieje, to tylko drobny incydent, który w ogóle nie zaszkodzi jej w karierze. Ani się obejrzy, jak sobie z nim poradzi.

– Zawsze chciałam podróżować, więc… – Postanowiła się trzymać suchych faktów. – Chcemy skończyć implementację do końca tego roku. Jest od tego cały zespół. Jedna osoba nie dałaby rady.

– Czyli przyjechałaś zwiedzać i pracować. A nie romansować. To chcesz mi powiedzieć?

– Tak. – Gdzieś z głębi jej podświadomości wypłynęła kolejna fala gorąca. – Oczywiście, że przyleciałam tu pracować.

Może i przemknęło jej przez myśl, że ta podróż jest też szansą na przygodę z dala od przepięknych oczu córki, ale o tym co najwyżej fantazjowała sobie nocami. Mogła się tu przez chwilę zachowywać jak wyzwolona singielka, a nie jak samotna matka z mnóstwem rachunków do zapłacenia i żalem do byłego męża. W sumie chętnie umówiłaby się na spotkanie z kimś, kogo normalnie nie ma szans poznać.

Ale on nie musiał o tym wszystkim wiedzieć.

Ciągle bolały ją rozpalone policzki. Trudno było mu patrzeć prosto w oczy i udawać, że nigdy nawet nie przyszedł jej do głowy pełnokrwisty romans, zwłaszcza gdy się widziało te drwiące ogniki w kącikach jego oczu.

– Nawet gdybym szukała romansu, to przecież nie podrywałabym właściciela firmy, w której pracuję, prawda?

– Naprawdę? Może zjedzmy razem kolację i o tym porozmawiamy.

Poczuła nagły skurcz serca, jakby zderzyła się ze ścianą. Czyli to się tak robi… Mogła w końcu zobaczyć, na czym polega sztuka randkowania i niezobowiązujących spotkań. Zawsze myślała, że to trudne, a jemu poszło jak z płatka. Ćwiczenie czyni mistrza, pomyślała z przekąsem.

Miałaby się z nim spotkać? Nie ma mowy. Jej serce waliło jak oszalałe, także dlatego że… no cóż, wystarczyło na niego spojrzeć. Wyglądał bosko i na pewno miał przygody na całym mieście.

Gdyby tylko wiedziała, jak uciec z tego dusznego biura zagraconego pustymi szafkami!

Jakimś cudem udało jej się opanować.

– To ma być jakiś test? Wiem, że Theo… Tak, wyobraź sobie, że używamy waszych imion! Wiem, że Theo się ożenił z byłą pokojówką, ale wiadomo, że to był wyjątek. Ja nie mam takich ambicji. Możesz się czuć bezpiecznie. Reszta mężczyzn z twojej rodziny też.

Skrzyżowała ramiona i uznała temat za zamknięty.

A on skrzyżował swoje.

– To było zabawne – stwierdził.

– Mówię serio.

– Wiem, ale dlatego tak śmiesznie ci wyszło. Nazwanie małżeństwa z którymś z nas ambicją to czysta histeria.

Wcale się przy tym nie śmiał. Wystarczyło, że się drwiąco uśmiechnął. Zwróciła uwagę na kształt jego ust. Dolna warga była pełniejsza od górnej, ale górna wręcz prosiła, żeby ją pocałować. Przedłużeniem kącików jego ust były krótkie, głębokie bruzdy, jakby życie otaczających go śmiertelników dostarczało mu mnóstwo rozrywki.

Wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– Natalie, zjedz ze mną kolację. Natalie – powtórzył niskim tonem.

Zawahała się. A on to zauważył. Jakżeby inaczej. W końcu był wirtuozem podrywu. Co się dzieje ze wszystkimi katastrofami naturalnymi, gdy są najbardziej potrzebne? Właśnie teraz powinna się rozstąpić ziemia i pochłonąć Natalie na wieki.

– Firma nie pochwala flirtów pomiędzy współpracownikami. ‒ Była z siebie dumna, że udało jej się znaleźć wymówkę i wypowiedzieć ją pewnym głosem. – Przepraszam, że odniósł pan wrażenie, że romansuję z Gideonem, ale tak się składa, że wiem, jakie tu panują zasady, i nie złamałabym ich, nawet gdyby był kawalerem. Skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy, naprawdę muszę wracać do pracy.

– Przepraszasz mnie za to, co zrobiłem? To chyba będzie początek pięknej przyjaźni. No chodź! To tylko kolacja. Taka na przeprosiny. – Położył dłoń na piersi. A właściwie na obłędnej klatce piersiowej. Wyglądał, jakby dużo ćwiczył. I to bez przerwy. – Co jest złego w tym, że przełożony zaprasza podwładną spoza miasta na obiad? To się nazywa „budowanie zespołu” – kusił.

– Naprawdę? – Nie mogła się powstrzymać od śmiechu. Myślała, że to zwyczajny playboy, a jemu się udało zmienić flirt w rzekome spotkanie służbowe.

Kiedy się roześmiała, twarz Aleksandra złagodniała. Pojawiło się na niej zainteresowanie i coś nie do końca sprecyzowanego, jakby właśnie zmieniał o niej zdanie. Pomyślała wtedy, że w tym pojedynku na żarty może mu jednak dotrzymać kroku. A to poddało jej pomysł, któremu, choć się starała, jakoś nie mogła się oprzeć.

– Bardzo mi to pochlebia ‒ powiedziała szybko, żeby się nie zorientował jak bardzo. – Ale znam dziewczyny, z którymi się pan umawiał, i wiem, że ja i one to zupełnie inna liga. Ja nie mam tyle klasy. Co zresztą jest kolejnym powodem, dla którego nigdy bym nie polowała na pana szwagra. Dziękuję więc za tę niezwykle interesującą rozmowę, a teraz muszę wracać do pracy. Nie chcę, żeby mnie ktoś stąd wyrzucił – dodała uszczypliwie.

– Nie masz tyle klasy? – powtórzył, marszcząc czoło, jakby znów ją skanował od stóp do głów, przez co aż stanęła na baczność. Wszystko już ją bolało od oszalałego pulsowania krwi w żyłach.

Przez wyjazdem z Montrealu prawie nie jadła i ćwiczyła jak szalona, żeby mieć pewność, że nie będzie miała sobie nic do zarzucenia, jeśli zauważy ją ktoś z kierownictwa albo jakiś przystojny Francuz. A mimo to drżała z niepewności.

Spojrzał jej w oczy i zobaczyła w nich wyraźne pożądanie. Poczuła miły dreszcz. Wprawdzie nie była to pewność siebie, ale nie był to już też lęk. Było to coś rozkosznego i mimowolnego, wielkie i przerażające „tak, proszę”.

– Natalie, jesteś klasą samą dla siebie. A może szukasz wymówek, żeby nie zranić moich uczuć? Choć to by mnie trochę zdziwiło. Nie wyglądasz na kogoś, kto by się przejmował takimi rzeczami. Nie mówiąc już o tych wszystkich uszczypliwościach, które tu sobie serwujemy.

Zdusiła śmiech.

– Ma pan rację, panie Makricosta…

– …Aleksander – poprawił.

– Aleksander. – Starała się zachowywać tak, jakby nie robiło to na niej wrażenia albo jakby ją bawiło, ale imię Aleksander wypowiedziane z amerykańskim akcentem brzmiało bardzo podniecająco. – Ja nie mam takiego tempa jak ty. Gdybym wierzyła, że jest to zaproszenie tylko na kolację, byłabym zachwycona – powiedziała ze spojrzeniem „nawet nie myśl, że mnie oszukasz”. – Wszyscy tutaj mają rodziny, więc szybko wracają do domu, a czasem miło byłoby dla odmiany nie jeść samemu. Ale wiem, że to żart. A może chcesz mnie ukarać za to, że byłam szczera?

To go zdziwiło.

– Dlaczego myślisz, że nie chcę z tobą wyjść? Jesteś piękna, dowcipna i pięknie się śmiejesz.

Zabrzmiało to tak bezpośrednio, że serce zaczęło jej bić mocniej. Znów zażartowała, żeby się nie domyślił, jak bardzo ją wzruszył ten prosty komplement.

– Sądzisz, że taki śmiech dobrze brzmiałby w łóżku? – prowokowała.

Parsknął i uśmiechnął się z podziwem. Po czym oczy rozbłysły mu od pożądania i zaczął ją niemal rozbierać wzrokiem.

– Zamówię dla nas samochód. Będzie o siódmej przed wejściem.

ROZDZIAŁ DRUGI

„Daruj sobie”.

Tylko tyle trzeba było mu powiedzieć, gdy obrócił się na pięcie i wyszedł z jej biura. Później też mogła to zrobić. Wprawdzie potem musiałaby odwracać wzrok za każdym razem, gdy go zobaczy, ale jakoś się już na niego nie natykała. Najprościej byłoby mu wysłać służbowego mejla. Nawet nie musiałaby się tłumaczyć. Wystarczyło napisać: „Nie dam rady”.

Nie napisała.

Dlaczego?

Miała mnóstwo wymówek, poczynając od „to tylko kolacja”. Doskwierała jej samotność i tęsknota za domem. Podróże w interesach wcale nie są tak luksusowe, jak to sobie człowiek wyobraża, zwłaszcza gdy nie ma się z kim dzielić wrażeniami, a dwie rozmowy z Zoey dziennie to stanowczo za mało. Przyzwyczaiła się, że jej córka znika na weekend, gdy wyjeżdża na farmę ojca, ale dziesięć dni z rzędu bez możliwości przytulenia się do swojej dziewczynki, to coś w rodzaju przedłużającej się tortury.

Tłumaczyła też sobie, że ma prawo do kolacji na koszt firmy, która zmusza ją do rozłąki z córką. Przez ten projekt nastukała już miliony nadgodzin. I tak zresztą będą z Aleksandrem gadać o pracy. Na pewno nie mogła tego uznać za prawdziwą randkę. Zdecydowanie nie taką, na której mogło się jej poszczęścić.

Ale i tak ogoliła nogi. Założyła seksowną czarną bieliznę, a do tego czarną halkę, którą włożyła pod małą czarną na ramiączkach. Dobrała do niej szpilki, które przywiozła z Montrealu, chociaż nie była pewna, czy powinna je pakować, bo były tak wysokie, że nadawały się tylko na wieczorne wyjścia. A sztuczne diamenty połyskujące w kolczykach widocznych zza świeżo umytych włosów i nieco wyrazistszy niż na co dzień makijaż uwydatniały, że była z niej niezła partia.

A potem przez dziesięć minut stała na chodniku jak idiotka.

To dopiero książę z bajki. A mógłby ktoś pomyśleć, że krótkie małżeństwo i długi rozwód nauczą ją, jak się rozpoznaje dupka. Zachciało jej się romansów, to ma, czego chciała. Kto by pomyślał, że dostanie tak bolesną nauczkę?

Wróciła więc do hotelu, ale gdy wchodziła w drzwi obrotowe, Aleksander wszedł w nie z drugiej strony. Minęła go bez słowa i poszła dalej.

– Hej! – Aleksander cofnął się do hotelu. – Natalie! Poczekaj!

– Wystawiłeś mnie! Dostałam za swoje, jeśli o to chodziło. A teraz dobranoc. – I poszła w stronę windy.

– Ja stałem u ciebie pod drzwiami i myślałem dokładnie to samo.

Odwróciła się, żeby sprawdzić, jaką ma minę. Wyglądał na wkurzonego. Nie chciała mu wierzyć.

– Mówiłeś, że będziesz czekać przed wejściem – przypomniała mu chłodnym tonem. Bała się, że ktoś może ich zobaczyć albo usłyszeć.

– Mówiłem, że samochód będzie tam na nas czekać. Z kim ty się wcześniej umawiałaś, że spotykaliście się na ulicy?

 

To jej dało do myślenia. Rzeczywiście ciągle spodziewała po mężczyznach wszystkiego, co najgorsze. Może powinna dać Aleksandrowi nieco większy kredyt zaufania.

Podał jej ramię, choć ciągle rzucał pioruny wzrokiem. Po krótkim wahaniu chwyciła go za łokieć. Czyżby był jednym z niewielu porządnych facetów?

Aleksander przyjrzał jej się od czubka głowy aż po punkt, w którym jej sukienka wystawała spod płaszcza przeciwdeszczowego.

– Wybaczam ci, że tak źle o mnie myślisz, za to, że tak pięknie wyglądasz.

Nie był to zbyt wysublimowany komplement, ale sprawił jej przyjemność. Też nie mogła nie zauważyć, jak dobrze wyglądał w czarnych spodniach i czarnej zapinanej koszuli włożonej pod grafitową zamszową marynarkę tak miękką, że chciało się w nią wtulić. Świetnie pachniał czymś korzennym i bardzo męskim, no i przed chwilą się ogolił.

Ludzie się za nimi oglądali, ale Natalie podejrzewała, że wcale nie dlatego, że tworzyli taką piękną parę. Będzie musiała podczas najbliższego szkolenia wspomnieć swoim współpracownikom, jak bardzo niewinne było to spotkanie. Powie, że po prostu było miło. Chociaż wątpiła, by słowo „miły” pasowało do Aleksandra. Podejrzewała, że raczej kieruje się własnym interesem, a mówiąc o „interesie”, miała na myśli to, co miał poniżej pasa.

Na chwilę musiała odsunąć od siebie te wszystkie myśli, żeby się skoncentrować na prostym zadaniu, jakim było powstrzymanie uśmiechu od ucha do ucha, który wypływał jej na twarz, z tego cudownego powodu, że idzie na randkę. I to z przystojnym mężczyzną. Właśnie takie nadzieje wiązała z tym wyjazdem i wciąż nie mogła uwierzyć, że to się naprawdę stało.

W limuzynie prawie nie rozmawiali. Natalie milczała, bo oczarowały ją kolory i światła Paryża. Zresztą restauracja nie była daleko. W Montrealu przeszłaby taką odległość piechotą nawet przy tej jesiennej pogodzie i w tych absurdalnie wysokich szpilkach. Zaprowadzono ich do stolika z zapierającym dech widokiem na wieżę Eiffla i Sekwanę. Starała się nie wytrzeszczać oczu, gdy szli przez salę, ale pod ścianami ozdobionymi historycznymi eksponatami siedziało wiele gwiazd filmowych. Pewnie byli tam też politycy i sportowcy, ale Natalie nie byłaby w stanie ich rozpoznać. Aleksander przywitał się prawie z każdym w sali, ale przy nikim nie zatrzymał się na dłużej.

– Mam coś dla ciebie zamówić? – spytał, gdy maître d'hôtel zostawił ich samych.

– Z kim ty się wcześniej umawiałaś, że mogłaś sobie sama czytać menu? Tak jakby kobieta była do tego zdolna – pokpiwała.

– Właśnie dlatego spytałem. Wy, feministki, czasem uważacie, że to protekcjonalne.

– A ty myślisz, że to objaw dobrego wychowania?

– Rzeczywiście wychowano mnie po staroświecku – powiedział z dumą. – Ale głównie chodzi o to, że wolę mieć pewność, że moja partnerka dostanie coś, co lubię, bo pewnie nie zje wszystkiego – dodał z półuśmieszkiem.

– Chyba jeszcze mnie nie znasz!

– Ale staram się to zmienić.

– Czytałeś moje akta? – prowokowała go z sercem w gardle.

Wiedział o Zoey? Wstrzymała oddech.

– To byłoby za łatwe. Wolę do tego podejść z wyczuciem.

Czyli nie wiedział, że ma córkę. Natalie przez chwilę bawiła się myślą, co by było, gdyby teraz z tym wypaliła, ale nie chciała psuć nastroju.

– Nie dziwię się. – Zabrzmiało to zalotnie.

– Jeśli ci się wydaje, że jestem takim kobieciarzem, to dlaczego się ze mną umówiłaś? – spytał, mrużąc oczy, żeby nie mogła się domyślić, co mu chodzi po głowie.

– Szczerze? – Strofowała się, żeby nie zabrzmieć zbyt desperacko, chociaż w kwestii stosunków damsko-męskich rzeczywiście była zdesperowana. – Najczęściej żyję jak pustelnik, pracując z domu. Drugi raz już mi się nie trafi szansa na kolację wśród słynnych i bogatych. Szczerze mówiąc, trafiłeś w sedno w kwestii facetów, z jakimi się umawiałam. Pomyślałam, że zobaczę, jak to jest, kiedy ktoś ci przytrzymuje drzwi i płaci za oboje, nawet jeśli sobie to wrzuca w koszty. Ale pamiętasz, że to tylko kolacja? Pracuję u ciebie.

– Pracujesz u mojego brata – stwierdził stanowczo. – Dział IT podlega finansom. Ja prowadzę marketing. To, co wcześniej wygadywałem, to były groźby bez pokrycia. Nie mogę cię zwolnić. Z drugiej strony nie mogę cię też awansować. Jeśli po tej kolacji do czegoś dojdzie, to nie będzie to miało wpływu na twoją karierę.

To ostrzeżenie ją zmroziło, ale też przyniosło jej ulgę.

– No to wyłożyłeś kawę na ławę, jeszcze zanim przynieśli nam coś do jedzenia – zażartowała.

Aleksander parsknął śmiechem. W tej samej chwili pojawił się kelner, żeby im polecić specjalności dnia.

– Proszę, zamów dla mnie. To będzie ciekawe – skapitulowała Natalie, kiedy spojrzał na nią pytająco.

Z satysfakcją kiwnął głową, chociaż trudno mu było zebrać myśli. Skupił się na tyle, żeby zamówić przystawki i odpowiednie wino, zanim znów uległ jej urokowi.

Co mu tak namieszało w głowie? Ten śmiech? Sarni wzrok, gdy poprosił o rozmowę na osobności? Zaintrygowało go, że ciągle ścina go z nóg złośliwymi uwagami. Wszyscy go uwielbiali. Jego rodzina tylko udawała, że się na niego złości, a potem wychodzili ze skóry, żeby z nimi posiedział. Nawet kobiety, z którymi spał i które opuszczał kilka godzin później, dalej się do niego kleiły, jeśli je potem gdzieś spotykał.

Ale nie Natalie. I na pewno nie udawała. Jego podejrzenia ją uraziły, a potem niechętnie się zgodziła na spotkanie. Gdy nie usłyszał odpowiedzi na pukanie do jej drzwi, stanął jak wryty. Jeszcze nikt nigdy niczego mu nie odmówił, choćby nie wiadomo co wcześniej przeskrobał. Zawsze ktoś do niego wyciągał pomocną dłoń.

Miej się na baczności – pomyślał. Na ogół unikał kobiet z zasadami, bo nie chciał się dopasowywać do wyobrażeń na swój temat, jeśli mogłyby mu się wydać zbyt wygórowane.

Ale jej uczciwość i szczerość były naprawdę ożywcze. No i była piękna, jej skóra miała odcień mlecznego miodu, a oczy odbijały migotanie świateł zza okna.

– Opowiedz mi o sobie, Natalie – poprosił delikatnym tonem.

– Niewiele jest do opowiadania. Wychowałam się pod Montrealem razem z bratem i bez ojca. Rozwiodłam się szybciej, niż wyszłam za mąż. Zanim mnie zatrudnili na stałe w kanadyjskim oddziale Makricosta, dwa lata pracowałam dla nich na zlecenie. Czasami muszę jechać za granicę, ale zazwyczaj siedzę w domu przy komputerze i rozwiązuję problemy przez telefon.

– To ty pytasz klientów, czy próbowali wyłączyć i włączyć?

– Tak, to ja. Czasem trzeba kogoś uspokajać, gdy jest jakiś problem z plikami, albo tłumaczyć, jak zmienić ustawienia mejla. Normalnie praca pełna wrażeń. Przez pierwsze kilka dni w Paryżu nie mogłam rozgryźć, co mi się stało w ucho, a to był po prostu zgubny wpływ życia bez zestawu słuchawkowego.

Przypuszczał, że chodziło o coś więcej, ale zanim zdążył o to spytać, odbiła piłeczkę.

– A ty jak żyjesz?

– Może najpierw powiedz mi, co już wiesz. Pewnie wszystko dokładnie sprawdziłaś – rzucił z rozbawieniem. Wiedział, że pracownicy plotkowali. Mało go to obchodziło. Niech mu zazdroszczą.

Teraz, gdy zdał sobie sprawę, co Natalie może o nim myśleć, po raz pierwszy poczuł ukłucie wstydu. Zdał sobie sprawę, że to było dziecinne, ale miał swoje powody, żeby ściągać na siebie uwagę.

– Właściwie wcale tak dużo nie wiem. Twoja rodzina jest dyskretna. Przez jakiś czas dużo się mówiło o tym, że twój brat ma dziecko z byłą pokojówką, ale ja nie pracuję w hotelu, tylko w domu. Nie mam tu przyjaciół, więc dociera do mnie tylko część plotek, a i te z opóźnieniem. Mam tu grupę osób, z którymi jestem w stałym kontakcie, i czasem, jak mi się uda zażegnać jakiś kryzys, to wszyscy noszą mnie na rękach, ale na ogół moja praca to dla nich zło konieczne. A teraz, gdy zmieniamy cały system, to już naprawdę nikt nie może na mnie patrzeć. No i znowu gadam o sobie. Ale ze mnie nudziara.

– Mnie to interesuje – stwierdził ze zdziwieniem. – Ile miałaś lat, gdy wyszłaś za mąż?

– Za mało. Dziewiętnaście. Byłeś żonaty?

– Broń Boże.

– Szkoda, że ja nie byłam taka mądra – uśmiechnęła się gorzko.

Wprost kobieta z moich snów, pomyślał z przekąsem.

– Dlaczego się rozwiodłaś? Zdradził cię?