Killer T

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

16

Szefowa kuchni Channing


Kirsten kupiła dom z siedmioma sypialniami w Jaguar Heights – jednym z najbardziej eleganckich osiedli Vegas. Stał na trzech akrach ziemi na zboczu wzgórza, miał garaż na cztery samochody, kino domowe w piwnicy i basen typu infinity, skąd rozciągał się piękny widok na Charleston Peak.

Harry często myślał o kontraście pomiędzy tym domem a małym szeregowcem z trzema pokojami, który dzielili z ciotką w Londynie. Szczególnie gdy wspominał bezsenną noc kilka tygodni po swoich jedenastych urodzinach.

Zszedł na dół o trzeciej nad ranem, dygocząc ze strachu z powodu sennego koszmaru, w którym został stratowany przez byka. Zastał Kirsten przy stole w kuchni, mocującą się z księgowością. Restauracja Kirsten Channing w londyńskiej dzielnicy Primrose Hill zdobyła wiele nagród i zawsze była pełna, ale nie wychodzili na swoje, bo właściciel znacznie podwyższył czynsz. Harry podsłuchał rozmowę, z której wynikało, że Kirsten sprzeda dom, żeby zdobyć niezbędne środki, a on będzie musiał zamieszkać u dziadków w Devonie.

Później restaurację Kirsten odwiedził Kent Clark, bawiący w podróży w Londynie. Miliarderowi z Vegas tak bardzo przypadło do gustu jedzenie, że wykupił połowę udziałów w interesie Kirsten pod warunkiem, że ta przeprowadzi się do Vegas i otworzy restaurację w jego nowym kasynie.

Stary londyński lokal Kirsten mógł pomieścić dwudziestu ośmiu gości. Restauracja Channing w Algarve Casino Las Vegas kosztowała czternaście milionów dolarów i miała miejsce dla czterystu. Zdobyła doroczną nagrodę dla najlepszej nowej restauracji w Vegas, a rok później – nagrodę Best Overall.

Chociaż wielu turystów nigdy nie opuszczało ogromnych kasyn i pułapek dla turystów zastawionych na sześciokilometrowym odcinku Las Vegas Boulevard nazywanym Stripem, większość miejscowych trzymała się od niego z daleka. Mimo to kilka dni po tym, jak Harry dostał prawo jazdy, on i Matt postanowili przejechać się Stripem. Harry promieniował dumą, gdy przed Algarve Casino ujrzał odpicowaną wersję swojej ciotki na bilbordzie wideo wysokości sześćdziesięciu metrów, ubraną w biały uniform szefa kuchni i trzymającą patelnię z wyszukanymi owocami morza.

Po trzech latach w Vegas Kirsten zaczęła budować własne imperium. W mieście można było znaleźć: Channing’s English Pub dla gości kasyna dysponujących mniej pokaźnym portfelem, dokładną kopię lokalu Channing w należącym do Kenta Clarka kasynie Macau oraz dawną londyńską restaurację, która niedawno ponownie otworzyła podwoje, tym razem w pięciogwiazdkowym hotelu Chelsea.

W planach była czwarta restauracja Channing w Nowym Jorku. Choć strach przed epidemią SNor wywarł negatywny wpływ na branżę restauratorską, Kirsten występowała regularnie w programach telewizyjnych Wyzwanie szefa kuchni i Wyśmienite przepisy szefa kuchni, podpisała też kontrakt na trzy książki kucharskie.

Kiedy Harry wrócił do domu we wczesny piątkowy wieczór, miał trzy torby z zakupami zrobionymi w sklepach w dzielnicy Summerlin. Kirsten stała boso w kuchni, w wyszywanej cekinami czarnej sukni i masywnym złotym naszyjniku wartym jakąś idiotyczną kwotę dolarów.

– Myślałem, że nie lubisz tego naszyjnika – powiedział Harry, idąc w poprzek ogromnej, pokrytej czarnym kwarcem posadzki, żeby się dostać do kosztującej trzydzieści tysięcy dolarów lodówki marki Sub-Zero.

– Dostałam go od Kenta Clarka, kiedy zdobyliśmy nagrodę Best Overall – wyjaśniła Kirsten. – Jest zbyt krzykliwy jak na mój gust, ale to jego siedemdziesiąte urodziny, więc powinnam go założyć…

– Naprawili basen? – spytał Harry, chwytając talerz z plackiem z mielonego mięsa i ziemniaków. – Czy to się nadaje do jedzenia?

Ciotka skinęła głową.

– Dzisiejsza dostawa z mojego pubu. Wstaw do piekarnika na trzydzieści pięć minut. Proszę, spróbuj to zjeść z warzywami. Jeśli chodzi o basen, konserwator mówi, że nie mają części, żeby naprawić filtr.

Harry spojrzał z obrzydzeniem na danie z kalafiora i brokułów, a następnie zamknął lodówkę i włączył piekarnik.

– Helikopterowy Bill idzie z tobą? – spytał ze znaczącym uśmiechem, bo ostatni chłopak jego ciotki był wiecznie opalonym pilotem turystycznego helikoptera, do tego dwadzieścia lat młodszym od niej.

– Przecież lubisz Billa – przypomniała mu ostrym tonem Kirsten. – Za chwilę po mnie przyjedzie. Dlaczego kupiłeś damskie majtki?

Harry odwrócił się i zobaczył, że ciotka zagląda do jego toreb z zakupami.

– Charlie przesłała mi swój rozmiar – wyjaśnił. – Ma jedynie wstrętną więzienną garderobę.

Kiedy w rozmowie pojawiało się imię Charlie, Kirsten robiła specjalną minę wyrażającą dezaprobatę.

– To laptop? – Zajrzała do torby ze sklepu Fry’s Electronics.

Harry cmoknął ze zniecierpliwieniem i powiedział szyderczym tonem:

– Dziękuję ci, że zapytałaś, ciociu. Moja przyjaciółka Charlie wyszła dziś z więzienia. Rozmawiałem z nią po szkole. Mam wrażenie, że świetnie się miewa.

– Był drogi? – Kirsten zignorowała sarkazm siostrzeńca.

– Trzy tysiące pięćset – odpowiedział Harry. – To moje pieniądze, za moją pracę.

Okazał gniew, głośno wsuwając talerz z plackiem do piekarnika.

– Nie zrobi się chrupiący, jeśli go wcześniej nie podgrzejesz – ostrzegła ciotka.

– Mam to gdzieś – burknął.

– Dokąd jutro pojedziesz, żeby się z nią zobaczyć?

– Do North Vegas – odrzekł. – Może kiedy poznasz Charlie, też ją polubisz.

Kirsten otworzyła usta, jakby zamierzała coś powiedzieć, westchnęła ciężko, a później i tak to powiedziała:

– Wiem, że nie chcesz tego słyszeć, Harry, ale martwię się, że robisz tyle dla Charlie. Oczywiście to wspaniale, że interesujesz się życiem tej biednej dziewczyny, lecz spójrzmy prawdzie w oczy: masz prawie siedemnaście lat i nigdy nie miałeś dziewczyny. Jestem zatroskana, że możesz się mocno zaangażować w relację z koleżanką o trudnej przeszłości, którą ledwie znasz.

– Właśnie w tym problem – odparł z goryczą Harry. – Tacy ludzie, jak ty nigdy nie dają szansy takim, jak Charlie.

– A właściwie jacy? Jacy ludzie, Harry? – prychnęła Kirsten.

– Przecież wiesz. – Chłopak wskazał designerską kuchenkę i basen infinity skrzący się za rozsuwanymi drzwiami. – Dom za sześć milionów dolarów. Bentley. Loty odrzutowcem Clark Corp do Nowego Jorku na spotkania z wydawcami.

– Zdobyłam to wszystko ciężką pracą – fuknęła poirytowana Kirsten, próbując założyć kolczyk. – W swoich restauracjach zatrudniam młodocianych przestępców i dzieciaki na odwyku narkotykowym. Praca z nimi daje satysfakcję, ale często jest potwornie ciężka, bo wszystko ci wyrzucają. Dlatego nie myśl sobie, że mi odbiło, kiedy się martwię, gdy załatwiasz jej sprawunki i kupujesz drogie prezenty.

– Ona ma bzika na punkcie nauki – wyjaśnił Harry. – Będzie potrzebować laptopa do szkoły. Jeśli ludzie jej pomogą, dostanie się do jednego z college’ów Ligi Bluszczowej.

– Masz dobre serce, Harry. – Ciotka lekko się uśmiechnęła. – Ale obawiam się, że niezależnie od tego, co powiem, jakaś dziewczyna wkrótce ci je złamie.

17

Szalona bomberka


Po ponad dwóch latach spędzonych w więzieniu niemal każdy codzienny drobiazg wydawał się dziwną przygodą. Włożenie spódniczki, zapłacenie za lody Snickers i krem z filtrem w sklepie 7-Eleven, przejście na drugą stronę ulicy, podłączenie komórki do ładowarki i zobaczenie, jak uruchamiają się dawno zapomniane aplikacje i gry.

Pensjonariuszami ośrodka otwartego imienia Obamy byli w osiemdziesięciu procentach chłopcy. Niektórzy niedawno wyszli z pudła, ale większość, w wieku od szesnastu do osiemnastu lat, została wyrzucona przez rodziców lub sprawiała problemy w rodzinach zastępczych.

Charlie była jedną z najmłodszych i czuła się onieśmielona, gdy pod ośrodek zajechał autobus z ogólniaka, a jej korytarz, na który wychodziło osiem pokojów, wypełnił się uradowanymi, jak to w piątek, chłopakami ryczącymi piosenki, trzaskającymi drzwiami i niemiłosiernie dręczącymi tego platfusa i jąkałę Jamala.

Brad przedstawił jej jedyną dziewczynę, która mieszkała na piętrze oprócz niej. Juno miała czarną skórę, krępą budowę ciała i neonowe paznokcie. Charlie dostała też od Brada kilka topów oraz parę tanich plażowych sandałów, które miały nadal sklepową etykietkę. Resztę rzeczy wyszperała w szafie z ubraniami.

Poczuła więź pokrewieństwa, gdy spostrzegła półkę Juno z podręcznikami do matematyki i nauk przyrodniczych dla szkoły średniej. Juno miała siedemnaście lat i wyjaśniła jej, że stara się o stypendium amerykańskiej marynarki, żeby zapłacić za college. Odbyła już rozmowę wstępną i spełniła wymogi akademickie, a teraz regularnie pływała i stosowała dietę, żeby zrzucić osiem kilogramów, bo musiała jeszcze raz przejść sprawdzian fizyczny.

– Po prostu mój tyłek jest z natury wielki i tłusty – powiedziała, śmiejąc się hałaśliwie i klepiąc po udzie.

Charlie uznała, że najwyższy czas podzielić się fragmentem własnej historii.

– Byłam w White Boulder… – zaczęła.

– Każdy tu wie, kim jesteś – przerwała jej Juno z uśmiechem. – We wszystkich wiadomościach mówili o tym gównie, które zrobiłaś. Ludzie gadali, że pewnie tu trafisz. Wygooglowałam nawet Deiona Powella. Wrócił do piłki w college’u, ale jego twarz jest oszpecona…

Charlie zaczęła się wiercić, jakby zrobiło jej się niewygodnie. Pierwszego dnia w White Boulder koleżanka z celi ostrzegła ją, żeby nie łaziła po więzieniu i nie opowiadała, że jest niewinna, bo klawisze wpiszą jej to do akt i komisja rozpatrująca zwolnienia warunkowe uzna, że żyje w zaprzeczeniu i nie żałuje tego, co zrobiła.

 

Wydawało się, że był to kolejny sposób, w jaki system zwracał się przeciwko niewinnym. Ale wraz z upływem czasu Charlie przywykła, że przyjaciółki i koleżanki z celi uważają ją za winną, a współwięźniarki mniej się nad nią znęcały, bo nawet najgorsze bały się wkurzyć szaloną bomberkę.

Chociaż potrafiła znieść przezwiska i domysły przyjaciółek, że Deion musiał ją zgwałcić lub doprowadzić biciem na skraj wytrzymałości, gardziła ludźmi myślącymi, że zrobiła coś tak okrutnego.

Deion stracił ponad siedemdziesiąt procent skóry twarzy i tułowia. Oparzenia drugiej ofiary były mniej poważne, ale dziewczyna utraciła wzrok w jednym oku i musiała przejść bolesne operacje rekonstrukcji strzaskanej szczęki oraz kości policzkowej.

– Nie masz żadnej rodziny? – spytała Juno.

– Tylko dwunastoletniego brata – odpowiedział Charlie, co nie było kłamstwem, bo Fawn była dla niej jak martwa. – Podczas porodu doznał uszkodzenia mózgu. Przebywa w zakładzie.

– Odwiedzisz go?

– Mój przyjaciel Harry ustalił, gdzie przebywa – wyjaśniła Charlie. – Zostawiłam wiadomość, że chcę się z nim zobaczyć, ale nikt się nie odezwał.

Brad zapukał do uchylonych drzwi pokoju Juno i wetknął głowę do środka, nie czekając na odpowiedź.

– Wychodzimy – oznajmił. – Jesteście gotowe, zdziry?

Juno pokazała mu środkowy palec i mruknęła coś brzydkiego pod nosem. Minęła dziewiętnasta trzydzieści, ale był grudzień, więc ściemniało się już, a w powietrzu czuło się chłód. Charlie spojrzała na księżyc w pełni wiszący nad parkingiem z tyłu budynku i zdała sobie sprawę, że pierwszy raz od dwóch lat wychodzi na miasto po zapadnięciu zmroku.

Wyruszyli na przejażdżkę sponiewieranym furgonem GMC kierowanym przez starszego faceta. Brad i młodszy brat kierowcy siedzieli w kabinie, a Charlie, Juno i muskularny, niski Murzyn o imieniu Dodge jechali na otwartej pace.

– Trzymajcie się tam z tyłu! – zawołał szofer, przyspieszając. Chwilę później gwałtownie nacisnął hamulec.

Charlie uderzyła łokciem o zardzewiałe dno skrzyni, a Juno wylądowała na tylnym oknie kabiny.

– Potnę cię, jeśli zrobisz to jeszcze raz! – krzyknęła, a pozapinani pasami pasażerowie w szoferce zarechotali nerwowo.

Charlie ogarnął chłód. Nie czuła się bezpiecznie, choć złapały się ramionami z Juno, żeby nie wylecieć z samochodu. Przejażdżka była zbyt przerażająca, żeby je bawić, ale czarne niebo i powiewy chłodnego powietrza działały upajająco.

Urządzili postój, by załatwić alkohol. Kupili gorzałę za sześćdziesiąt osiem dolców za stacją benzynową od faceta o wyglądzie menela. Gość opracował system sprzedaży alkoholu nieletnim: klienci wcześniej zamawiali towar, który rozprowadzano w torbach Walmartu z bagażnika starego kombi.

Sterczenie na pustym parkingu z alkoholem wartym kilkaset dolarów było ryzykowne, więc Charlie się nie zdziwiła, widząc pistolet pod brudnym płaszczem, kiedy dwa tuziny puszek z piwem Miller i ogromna butelka bourbona bez etykietki wylądowały na pace furgonu pod jej nogami.

„To idiotyczne. Po dwóch i pół roku walki o wyjście z pudła jadę w pierwszą noc na wolności w nieznane z ludźmi, o których nic nie wiem…”

– Niech nikt się nie waży tknąć mojej butelki jacka! – zagroził kierowca, gdy Dodge wkładał puszki z piwem do kabiny.

– Masz – powiedziała Juno, podając Charlie piwo i zlizując pianę ze swojej dopiero co otwartej puszki.

„Jazda na pace furgonetki jest pewnie nielegalna, a picie piwa w poruszającym się pojeździe z pewnością za takie uchodzi. Juno nie przebywa na warunkowym zwolnieniu, więc policja odwiezie ją do ośrodka, a ja wrócę do White Boulder na co najmniej trzy miesiące. Ale jest ciemno, a ja nie potrafiłabym wrócić, gdybym wysiadła…”

Furgon podskoczył na wyboju i wrócił na autostradę. Charlie wzięła ostrożnie pierwszy łyk i chociaż napój nie do końca jej smakował, przypominał płynny aksamit w porównaniu z gorzałą z ziemniaków i skórek pomarańczy, którą warzyła z dwiema kumpelami w White Boulder. Juno odkręciła butelkę whisky, powąchała, wzięła łyk i skrzywiła się z odrazą.

– Czy on nie powiedział, żeby tego nie pić? – spytała Charlie. Coraz bardziej smakował jej słodowy smak piwa.

– Powiedział, żeby nie pić jego jacka. – Juno się uśmiechnęła i podała jej butelkę. – To nie Jack Daniel’s, ale whisky sprzedawana pod marką sklepu!

„Skoro nie możesz się wycofać, może po prostu się zabawisz…”

Charlie chwyciła dwulitrową butelkę i uderzywszy gwintem o przedni ząb, użyła techniki, którą stosowali w White Boulder: wypić szybko łyk gorzały, a następnie spłukać smak.

– Wow! – ryknął Dodge, gdy wzięła cztery duże łyki.

– Jasna cholera! – dodała Juno, kiedy Charlie piwem spłukała smak gorzały.

Niecały kilometr od miejsca, w którym kupili alkohol, skrzypiący furgon skręcił na parking. Na placu stało kilka tuzinów samochodów, przeważnie starych i sfatygowanych. Grupki nastolatków znikały na placu oblanym światłem księżyca.

– Szkoda, że nie widzieliście, jak ona pije! – wykrzyknął z zachwytem Dodge. – O Boże!

Kiedy Charlie zeskoczyła ze skrzyni, nie puszczając butelki, poczuła falę gorąca w gardle.

– Wcale nie jest taka mocna – stwierdziła. – Przynajmniej w porównaniu z więzienną gorzałą.

Widząc, że jest w centrum uwagi, pociągnęła kolejny łyk. Nagrodzili ją rykiem aprobaty. Juno i Brad klasnęli w ręce, a paru przypadkowych przechodniów roześmiało się wraz z nimi. Tylko kierowca mruknął coś pod nosem, po czym odebrał jej butelkę i sprawdził, ile wypiła.

– Ja cię podwożę, a ty wypijasz mój alkohol – burknął.

– Przepraszam. Zapłacę – powiedziała Charlie, a następnie sięgnęła do kieszeni spódniczki i wyjęła zmięty banknot dziesięciodolarowy.

Brad złapał ją za rękę i spojrzał z niezadowoleniem na kierowcę.

– Joe to sknera. Charlie właśnie wyszła z zakładu dla nieletnich, brachu. To jej noc.

Charlie odczuwała zadowolenie i chwiejność w nogach od alkoholu, gdy szła za postaciami zmierzającymi w głąb opuszczonego parkingu. Celem okazał się duży basen pod gołym niebem, który oficjalnie zamknięto dwie godziny temu. Domyśliła się, że popełnia kolejne przestępstwo, przechodząc przed drewniane ogrodzenie, które wyglądało tak, jakby zostało celowo rozebrane.

Wokół basenu bawiło się przynajmniej sześćdziesiąt dzieciaków w wieku od trzynastu do osiemnastu lat. Na drugim jego końcu szaleli skaterzy, wykonując różne sztuczki i skacząc do wody. Kilka osób siedziało na fotelach przy basenie, inni brodzili w płytkiej wodzie, otoczeni puszkami piwa i tubami chipsów Pringles wynurzającymi się na powierzchnię.

– Całe wieki nie byłam na basenie – westchnęła Charlie. Zrzuciła sandały pośrodku tuzina innych i trzymając puszkę wysoko, weszła do wody i brodziła w niej, niemal mocząc spódniczkę.

– Zimna jak lód. – Idący w ślad za nią Brad się wzdrygnął. Dodge z całej siły popchnął Juno, a ta wpadła do wody i zaczęła wrzeszczeć.

– Jesteś trupem! – krzyknęła, starając się wepchnąć Dodge’a do basenu, ale tylko się odbiła od jego muskularnego, krępego ciała.

Kiedy Charlie wyrzuciła puszkę, jakiś nieznajomy chłopak wygramolił się z basenu, żeby przynieść jej następną. Przy ogrodzeniu ktoś zaparkował samochód z potężnym systemem stereo i włączył zespół EDM. Później rozegrał się dramat, bo jakaś dziewczyna rozcięła stopę o szkło na dnie basenu. Charlie zmoczyła sobie tyłek, gdy usiadła na brzegu i machała stopami. Była porządnie wstawiona i chichotała, obserwując skaterów, którym znudziła się jazda na sucho i zaczęli skakać na deskach z wieży.

Minęła godzina. Młodsze dzieciaki odjechały do domu, a tłumek, który został, był bardziej wstawiony i podniecony. Ponieważ wszystkie próby dostania się do zamkniętych ubikacji przy basenie zakończyły się fiaskiem, Charlie musiała kucnąć i zrobić siusiu za straganem z lodami. Słysząc za plecami namiętne sapanie dwójki nastolatków, pomyślała o tym wszystkim, co straciła. Miała takie uczucie, jakby w ciągu jednej nocy przeskoczyła od lodów i nocnych przyjęć u koleżanki do piwa i obściskiwania.

Zachwiała się nieprzytomnie, gdy jakiś owłosiony rudzielec powiedział, że ma ładny tyłek, i spytał, czy chce kolejne piwo. Poczuła mdłości i zmartwiła się, że zgubiła pozostałych. Do godziny policyjnej o jedenastej pozostało niecałe sześćdziesiąt minut, a ona nie znała drogi do domu.

Wtedy dostrzegła Juno obcałowującą jakiegoś Azjatę. Rozproszona tym widokiem, potknęła się o nogę leżaka. Kiedy się podniosła, jakimś cudem ujrzała przed sobą twarz Brada. Jego szorty ociekały wodą. Nie miał na sobie T-shirtu, tylko czyjąś koszulę w kratę. Nie zapiął guzików, więc mogła zobaczyć jego idealną klatkę piersiową.

– Niezły ubaw, co?! – ryknął Brad. Mówił jak pijany, a Charlie właśnie tak się czuła.

– Gdzieś tam dzieci robią sobie dziecko – powiedziała z oburzeniem, ale śmiała się jak on. – Mały goły tyłek podryguje w świetle księżyca.

– Jakie to poetyckie – westchnął Brad.

– Naprawdę? – zdziwiła się Charlie, której wszystko zamazało się przed oczami, bo zbyt szybko poruszyła głową.

– Światło księżyca… – wybełkotał Brad. – Piękne słowa…

Nagle zapadła pijacka pauza, bo oboje zdali sobie sprawę, że żadne nie ma pojęcia, o czym mówi drugie.

– Wiesz, jesteś naprawdę seksowna – wyszeptał Brad, zbliżając się do niej.

Charlie się uśmiechnęła. Wiedziała, że jest pijany, ale jeszcze nikt nie powiedział jej, że jest seksowna. Miło było czuć się seksowną, bo to oznaczało, że jest coś warta.

– Masz… – zaczęła, pragnąc pochwalić jego mięśnie brzucha, ale nie była w stanie dokończyć zdania. – Chcę, żebyś… Nie wiem, jak wrócić do domu. Nie chcę znowu cię stracić…

Leżak wpadł do wody, kiedy Brad przysunął się bliżej. Oczy Charlie znajdowały się na wysokości jego brody. Oddech chłopaka zalatywał jointem, którego dym wydmuchiwał. Charlie nie wiedziała, czego chce, ale twarz Brada była tak blisko, a pocałunek wydawał się łatwiejszy od wycofania się.

Brad lekko musnął jej wargi, a ona straciła równowagę i się potknęła. Pomyślał, że ją wystraszył, i zrobił taką smutną minę, że Charlie się uśmiechnęła. Zrobiła krok naprzód i po kilku sekundach pijackiej konsternacji zaczęli się całować, jak należy. Albo przynajmniej próbowali, bo Charlie nie miała pojęcia, jak to robić.

– Rozluźnij usta – powiedział cicho Brad. – Resztę zostaw mnie.

Charlie wyrobiła sobie wizję pierwszego pocałunku na podstawie filmów Disneya, a tu facet, którego prawie nie znała, wtykał jej smakujący gorzałą język do ust. Krótko mówiąc, wydawało się to dziwne.

Zrobiło się bardziej seksownie, gdy chwycił ją za pupę i lekko uniósł. Charlie przechyliła głowę do tyłu i zadrżała, kiedy Brad wsunął jej dwa palce między uda. Miała odchyloną głowę, więc mógł ją tylko całować w kark. Podobało jej się, kiedy jego nos łaskotał ją w ucho.

– Jesteś niezwykła – mruknął Brad.

Wtedy zrozumiała, że chłopak posunie się tak daleko, jak mu na to pozwoli.

Jęknęła z zadowoleniem – „ten przystojny chłopak mnie pragnie” – ale w tej samej chwili najchętniej nacisnęłaby przycisk „pauza”. Już chciała powiedzieć Bradowi, żeby przestał, gdy jeden ze skaterów po drugiej stronie krzyknął:

– Radiowozy!

– Nadjeżdżają gliny!

– Odeślą mnie do zakładu – wyjąkała Charlie, kiedy Brad ją puścił i spojrzał za siebie.

Dzieciaki czmychały dziurą w ogrodzeniu, ale gliniarze z latarkami złapali kilku.

– Spróbujmy tędy – krzyknął Brad, wpadając na spanikowane towarzystwo i chwytając Charlie za nadgarstek.

Za przebieralnią skaterzy przysunęli stertę leżaków do ogrodzenia, dzięki czemu wspinaczka była łatwiejsza. Brad podsadził Charlie. Leżaki zadygotały, kiedy się zawahała przed wykonaniem skoku z wysokości dwóch i pół metra.

– Skacz albo odsuń się z drogi! – zawołał jakiś spanikowany dzieciak. Sterta leżaków zakołysała się groźnie, gdy zaczął się po niej wspinać.

Charlie zawisła na ogrodzeniu, z nogami dyndającymi po drugiej stronie, a w tym czasie nieustraszony Brad postawił na nim stopę i wylądował na ziemi, wykonując przewrotkę spadochroniarza. Gliniarze z latarkami byli coraz bliżej, ale w chwili, gdy Charlie znalazła oparcie na stopę, kolejna osoba szykująca się do skoku podcięła jej kostkę i przewróciła ją na ziemię.

 

– Uważaj, co robisz! – krzyknął Brad.

– Wal się! – odkrzyknął chudy dzieciak.

– Co powiedziałeś?! – wrzasnął Brad, chwytając go za kaptur.

Małolat był odurzony trawką i miał najwyżej czternaście lat, ale Brad zadał mu brutalny cios w twarz.

– Hej! – zawołała Charlie. Czuła potworny ból w kostce, gdy próbowała iść.

– Wdepczę cię w ziemię! – Brad kopał znacznie mniejszego przeciwnika, który rękami zasłonił zakrwawiony nos. Następnie odwrócił się do Charlie i spojrzał na nią oszalałym wzrokiem – Chodź!

– Skręciłam kostkę – wysapała, przykucając. Niemal się przewróciła, gdy próbowała oprzeć na niej ciężar ciała.

Pierwszy gliniarz dotarł na miejsce, ale pochylił się nad oszołomionym dzieciakiem, którego uderzył Brad.

– Wezmę cię na barana – powiedział Brad i przykucnął. – Zarzuć mi ręce na szyję.

– Zwymiotuję – wyszeptała Charlie bliska łez.

Brad się cofnął, a ona pochyliła się do przodu i rzygnęła. Rozejrzał się, rozważając, czy jej nie zostawić.

– Nie znam drogi – wyszeptała błagalnie, czując piekące wymiociny w ustach.

– Wskakuj na plecy! – rzekł gniewnie Brad. – Przestań się opieprzać!

– Nic nie poradzę, że się źle czuję – jęknęła.

– Wypiłaś pół pinty whisky, zanim dotarliśmy na miejsce – przypomniał jej, po czym podniósł ją i ruszył chwiejnym krokiem. – Lepiej na mnie nie wyrzygaj.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?