Killer T

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

9

Oszołomiona i zagubiona


Chociaż Charlie zgłosiła się sama, policjanci rzucili ją na ziemię, co spowodowało krwotok z nosa. Jej ubrania zostały poddane badaniom kryminalistycznym, więc skuliła się na winylowej zielonej ławce w policyjnej celi, naga pod jednorazowym papierowym kombinezonem pobrudzonym kroplami krwi.

W pozbawionej okien celi trudno śledzić upływ czasu, ale kiedy drzwi otwarły się na oścież, przypuszczała, że był wczesny wieczór. Chociaż nos w końcu przestał krwawić, zakrzep wywoływał takie uczucie, jakby ktoś wetknął jej kciuk do środka, a na podłodze walały się zmięte zakrwawione chusteczki.

– Musimy porozmawiać – oznajmiła wesoło policjantka o krótko przyciętych pomarańczowych włosach.

Dobiegała trzydziestki, miała pulchne, wytatuowane ramiona, czarne dżinsy i koszulę w kratę z podwiniętymi rękawami, jakby się szykowała do rąbania drewna.

– Funkcjonariuszka O’Banyon – przedstawiła się z gumą w ustach. – Nie muszę ci zakładać kajdanek, prawda?

Zaprowadziła Charlie piętro wyżej, a później zaproponowała, żeby dziewczyna wzięła sobie co tylko zechce z automatu, jakby chodziło o obiad stulecia. Pokój przesłuchań był już gotów. Teczki czekały na biurku, a obok nich stało kilka jednorazowych kubków i sfatygowany plastikowy dzbanek z wodą, zabezpieczony folią samoprzylepną.

– Siadaj – powiedziała O’Banyon.

Ruchy policjantki były płynne, głos spokojny. Najwyraźniej grała wyluzowaną starszą siostrę. Odwinęła kanapkę z automatu z celofanu i odgryzła kawałek chleba umazanego musztardą.

– Przepraszam, ale mam zwariowaną zmianę. Umieram z głodu.

– Czy nie powinnam zaczekać na prawnika?

– Nie musisz nic mówić – wyjaśniła O’Banyon. – Oczywiście wszystko, co zdecydujesz się powiedzieć w tym pokoju, zostanie nagrane i wykorzystane jako dowód.

Oblizała koniuszki palców upaćkane musztardą i wskazała kamerę na suficie, wewnątrz masywnej okrągłej obudowy z pleksiglasu.

– Jakie jest twoje pełne imię i nazwisko? – rozpoczęła O’Banyon.

– Charlie Luanne Croker.

Policjantka zaznaczyła coś w notesie.

– Masz trzynaście lat?

Charlie pomyślała, że O’Banyon próbuje skłonić ją do mówienia, zadając pytania, na które nie ma powodu nie udzielić odpowiedzi. Wyprostowała się na krześle, udając silną.

– Po pierwsze, już rozmawiałam z prawnikiem. Kazał mi niczego nie mówić, dopóki się nie zjawi. Po drugie, chciałabym zawiadomić, że funkcjonariusz, który dokonał zatrzymania, przygwoździł mi twarz kolanem, gdy miałam ręce skrępowane na plecach.

Policjantka powoli przeżuwała kanapkę, zastanawiając się nad odpowiedzią.

– To poważne oskarżenie – stwierdziła w końcu. – Nie pracuję w tym wydziale, ale przekażę twoje zawiadomienie komuś z wewnętrznego. Ktoś od nich przyjdzie, żeby o tym porozmawiać, gdy tylko będzie to możliwe. Skupmy się teraz na szerszym obrazie.

O’Banyon przysunęła krzesło i położyła dłonie na blacie. Pomarańczowy lakier na paznokciach miał ten sam odcień, co jej szczeciniaste włosy. Charlie pomyślała, że to sztuczne: poświęcać tyle wysiłku na wygląd sugerujący, że jest ci wszystko jedno.

– Wyobraź sobie, że twoja sytuacja to tykający zegar – zaczęła O’Banyon. – Tkwisz w tym po uszy. Grożą ci poważne zarzuty. Ale jeśli będziesz z nami szczera i chętna do współpracy, możesz dostać minimalny wyrok. Nie mówię o kilku miesiącach różnicy, Charlie. Jeżeli będziesz współpracować, prokurator stanowy może postawić ci zarzut napaści z użyciem niebezpiecznego narzędzia i dostaniesz od dwóch do pięciu lat odsiadki w ośrodku zamkniętym dla młodocianych. Ale jeśli będziesz udawać mądralę, prokurator może się wkurzyć. W tym stanie trzynastolatka może być sądzona za zabójstwo lub usiłowanie zabójstwa jak osoba dorosła. Oznacza to piętnaście lat w więzieniu dla dorosłych, zanim będziesz mogła poprosić o zwolnienie warunkowe.

Charlie założyła ręce na piersi. „Jestem Buddą. Nie reaguję. Nie nawiążę kontaktu wzrokowego z tą fałszywą punkówą”.

– Posłuchaj – ciągnęła O’Banyon. Westchnęła teatralnie i pochyliwszy się nad biurkiem, zniżyła głos w celu dodania dramatyzmu: – Zrobiłaś coś złego, ale ludzie okażą ci dużo sympatii. Każdy przeżył idiotyczne zadurzenie, będąc nastolatkiem. Kiedy miałam dwanaście lat, zakochałam się w Toddzie Pendragonie. Masz tyle lat, żeby go pamiętać?

Charlie cmoknęła z niezadowoleniem i pokręciła głową.

– Todd był nieziemsko przystojny i uprawiał skoki do wody. Należał do reprezentacji olimpijskiej. Oglądałam wszystkie jego filmy o fitnessie na YouTubie. Godzinami surfowałam po internecie, próbując kupić złote tenisówki podobne do tych, które nosił w programie Good Morning America. Gapiłam się na jego zdjęcie. Leżałam w łóżku, wyobrażając sobie, że mogę wyciągnąć rękę i go dotknąć. A kiedy pomyślałam o tym, że Todd nie zna nawet mojego imienia, wszystko tak mnie bolało, że pragnęłam umrzeć.

Charlie wzruszyła pogardliwie ramionami i przerwała milczenie:

– Dlaczego mi to mówisz?

O’Banyon uśmiechnęła się w matczyny sposób, niepasujący do czarnego makijażu oczu.

– Czytaliśmy wiadomości, które wysłałaś Deionowi Powellowi – wymruczała. – Znaleźliśmy jego koszulki treningowe pod twoim łóżkiem, a także setki zdjęć i wycinków z gazet na twoim laptopie oraz nóż do steków z kawałkami gumy w pobliżu domu Deiona.

– Nie mam jego koszulek – odparła Charlie, spoglądając na nią z niedowierzaniem. – I nigdy nie przesyłałam Deionowi wiadomości. Nigdy nie byłam nawet na głupim meczu Rocketsów.

O’Banyon puściła jej słowa mimo uszu i kontunuowała:

– Nie przeprowadziliśmy jeszcze badań DNA, ale nóż do steków ma plastikową białą rączkę z motywem pióra. Dokładnie takim, jak sztućce w twojej przyczepie. W twojej kryjówce za nieczynnym zakładem wulkanizacyjnym psy tropiące dostały szału. Przygotowanie raportu kryminalistycznego zajmie kilka dni, ale jestem gotowa postawić roczną pensję, że ślady materiału wybuchowego z Rock Spring High będą dokładnie pasować do tych, które wykryto na twoim ubraniu podczas zatrzymania.

Charlie spodziewała się pytań o JJ-a, materiały wybuchowe i o to, jak JJ wszedł w ich posiadanie.

– Wszystko, co powiedziałaś o Deionie, to wierutne kłamstwo – wycedziła, wbijając palce w kolano. – To jakaś policyjna sztuczka? Chcesz mnie wyprowadzić z równowagi?

– Kogo chcesz oszukać, Charlie? – spytała funkcjonariuszka. – Kochałaś się w Deionie na zabój, a kiedy zrozumiałaś, że go nie zdobędziesz, dopilnowałaś, aby nie mógł go mieć nikt inny.

– Nie zrobiłam… Ja tylko… – wybąkała Charlie, kręcąc głową i próbując wziąć się w garść. – Przecież JJ się zgłosił na policję, miał się przyznać. Może to zrobił na innej komendzie. Jak możesz o tym nie wiedzieć?

– Nie możesz obciążyć JJ-a – powiedziała O’Banyon, z przekonaniem kręcąc głową. – JJ był oczywistym podejrzanym. Bardzo rozsądnie zjawił się tu zaraz po wybuchu razem z prawnikiem, który pracuje dla jego ojca. Był z nami szczery, uczciwie o wszystkim opowiedział.

– Czy to on mnie wskazał?

– JJ potrafił wyczerpująco wytłumaczyć wszystko, co robił od czasu, kiedy Deion włamał się do jego szafki w środę wieczór, do chwili wybuchu dziś rano. Całą noc bawił się na przyjęciu, a później przebywał w domu swojego ojca, w łóżku z twoją siostrą Fawn. W posiadłości Janssenów jest dużo kamer wideo. Przekazali nam cały zarejestrowany materiał.

– Janssenowie są bardzo bogaci – przypomniała Charlie. – Jestem pewna, że JJ mógł komuś zapłacić za wykonanie brudnej roboty.

– A ty gdzie byłaś od zakończenia szkoły w środę do wybuchu szafki dzisiejszego ranka?! – spytała O’Banyon głosem, który z pomruku zamienił się w ryk.

– Chcę prawnika – odrzekła z naciskiem Charlie.

Policjantka wskazała kamerę.

– Co pomyśleliby przysięgli, gdyby obejrzeli to wideo? – zapytała. – Twierdzisz, że jesteś niewinna, więc dlaczego nie możesz odpowiedzieć na proste pytanie, co robiłaś ostatniej nocy?

O’Banyon była nieznośnie zadowolona z siebie. Charlie z przyjemnością chwyciłaby dzbanek z wodą i rozbiła go na jej głowie.

– Moja siostra Fawn była w domu, kiedy wróciłam ze szkoły – odpowiedziała gniewnym głosem. – Stan Eda się pogorszył. Nabrudził w łazience i płakał. Fawn weszła nagle w tej swojej idiotycznej wieczorowej sukni i oświadczyła, że idzie do klubu z JJ-em. Pokłóciłyśmy się i wybiegła z domu, ale nie było mowy, żebym mogła zostawić Eda.

– Rozumiem, Fawn wyszła – mruknęła O’Banyon. – Czy ktoś cię widział w okresie od wyjścia siostry do zatrzymania?

– Opiekowałam się Edem całą noc – odparła Charlie. Pierś jej drżała, kiedy się zastanawiała, czy za tym wszystkim kryło się coś więcej od próby nakłonienia jej, aby się przyznała do winy.

– Czy Ed jest wiarygodnym świadkiem? – spytała O’Banyon.

Charlie zmrużyła oczy.

– Dobrze wiesz, że nie.

– Czy zasnął?

– Wszystko zmyśliłaś – rzekła z naciskiem Charlie. – To o koszulkach i nożu do steków. Oskarżasz mnie o podłożenie bomby, żeby inne rzeczy wydały się mniej poważne.

– Kogo chcesz oszukać, Charlie? – ryknęła O’Banyon, unosząc się gniewnie, a później pochylając do przodu i opierając dłonie na blacie. – Gdybym skłamała w tym pokoju, twój prawnik obejrzałby wideo i zgłosił, że próbowałam cię wrobić. Zostałabym objechana przez szefa, wydział wewnętrzny przeprowadziłby śledztwo, a całe to przesłuchanie nie zostałoby dopuszczone przez sędziego.

„Czy to możliwe, że ona nie kłamie? – zastanawiała się Charlie. – A może kłamstwem jest także…”

 

– Przedstawiam ci prawdziwe dowody, Charlie, a ty chowasz głowę w piasek. Jedynie pogarszasz swoją sytuację.

– Nie zrobiłam tego! – wykrzyknęła Charlie, a później wydała stłumiony okrzyk radości, jakby przeżyła olśnienie. – W szkole na korytarzach są kamery wideo. W High School muszą mieć nagrania. Skoro jesteś taka pewna, że to zrobiłam, założę się o twoje dwuletnie wynagrodzenie, że nie zobaczysz mnie w pobliżu szafki Deiona Powella.

– Obejrzeliśmy nagranie – odparła O’Banyon wyraźnie niespeszona. – Najbliższa kamera znajduje się w odległości dwudziestu metrów od szafki Deiona i daje zamazany obraz. Przecież już to wiedziałaś, prawda?

– Obracasz przeciwko mnie wszystko, co powiem! – wyrzuciła z siebie Charlie. – Czy twoja praca nie polega na słuchaniu tego, co mówię, i prowadzeniu dochodzenia? Zamiast przesądzać sprawę, zanim otworzę usta?

O’Banyon podjęła atak.

– Karta pamięci z nagraniem wideo z całego aneksu na parterze została uszkodzona podczas ostatniej instalacji. Możemy zlecić technikowi odzyskanie danych, ale potrwa to wiele dni i będzie kosztować pieniądze, które można przeznaczyć na lepszy cel, jeśli postąpisz, jak należy, i przyznasz się do tego, co zrobiłaś.

– Wrobili mnie! – krzyknęła Charlie.

– Kto wrobiłby trzynastoletnią dziewczynę? – odpowiedziała O’Banyon i cmoknąwszy z niedowierzaniem, wróciła do biurka. – Chcę ułatwić ci sprawę, ale widać tracę czas. Mam nadzieję, że ochłoniesz przez noc w celi. Pojadę teraz do domu, zrobię obiad, wyprowadzę psa i położę się spać z moim chłopakiem. Zajrzę do ciebie jutro rano. Mam nadzieję, że do tego czasu nabierzesz chęci do bardziej konstruktywnej rozmowy.

10

Zapach niemowlęcia


Osoba, do której dzwonisz, nie może odebrać telefonu. Jeśli chcesz zostawić wiadomość, nagraj się po usłyszeniu sygnału.

– Harry, to ja… Charlie… Pamiętasz? Ta rozmowa jest nagrywana, więc muszę uważać. Fawn nie odpowiada, ale funkcjonariusz z aresztu pozwolił mi spisać numery z komórki, a twój był na otwartej karcie kontaktów. Nie znam nikogo innego, kto mógłby być zainteresowany tą historią, nawet jeśli cię nie obchodzę. Jestem przerażona… Cholera, naprawdę przerażona. Okazało się, że JJ do niczego się nie przyznał. Próbują mnie wrobić w zamach bombowy, a nie jedynie wyprodukowanie materiału wybuchowego. Przesłuchiwała mnie okropna policjantka. Opowiadała o rzeczach, które znaleźli. O nożu do steków z mojego domu, którym rzekomo przebiłam opony w samochodzie Deiona. O jego koszulkach znalezionych pod moim łóżkiem. I o jego zdjęciach na moim laptopie. Wygadują o mnie różne zwariowane rzeczy, ale żadna z nich… Pewnie o mnie usłyszysz, ale… Harry, przysięgam na grób matki… to wszystko nieprawda… Nie mam alibi, bo Ed był chory i musiałam zostać w domu. Nie mam pojęcia, dlaczego gliniarze mieliby sfabrykować tyle dowodów. Wszystko musiało być ukartowane wiele dni przed atakiem, więc ktoś widocznie się na mnie uwziął. Moja siostra Fawn nie odbiera telefonu, ale często się kłóciłyśmy. Wściekłam się i powiedziałam, że doniosę na nią ludziom zarządzającym funduszem odszkodowawczym Eda, bo dostaje tysiąc osiemset dolców miesięcznie i nawet na niego nie spojrzy. Pewnie by się ucieszyła, gdyby mnie nie było i gdyby Deion zniknął z życia jej chłopaka. JJ mógłby zostać pierwszym rozgrywającym…

Charlie wzięła głęboki oddech, a później potok słów popłynął na nowo.

– Moja własna siostra… rozumiesz? Oczywiście nie mam pewności. Pewnie pomyślisz, że mi odbiło… ale byłeś świadkiem, gdy zadzwonił ten prawnik. Facet przedstawił się jako adwokat i oświadczył, że JJ zgłosi się na policję. Słyszałeś, prawda? Jeśli dostanę obrońcę z urzędu, będzie tak jak w tej historii z gaśnicą. Zapozna się z dowodami przeciwko mnie i powie, żebym się przyznała do winy. W Wells Fargo nie wynajmę prawdziwego prawnika za osiemdziesiąt sześć dolarów. Wpakowałam się w niezłe gówno, Harry. Wiem, że to zabrzmi żałośnie, ale jesteś jedyną osobą na świecie, którą obchodzi mój los…

Charlie stłumiła szloch i się rozłączyła.

Czerwone buty Nike nie były tak wygodne, jak te, które wyrzucił, ale otarta pięta oznaczała jedynie ból, a ten był elementem tego, co lubił w bieganiu: forsowania serca i płuc i niemyślenia o niczym prócz kolejnego oddechu, gdy pot zalewa ci oczy.

Harry biegł lekkim wzniesieniem, ulicą pomiędzy dwoma zamkniętymi osiedlami. Była to ziemia niczyja. Ponad mierzącym przeszło sześć metrów murem widać było dachy domów i czubki palm. Często wyobrażał sobie, jak dzieci z podmiejskiego przedmieścia kopią tunel, żeby się wydostać na zewnątrz, ale tego dnia myślał wyłącznie o pistolecie.

Kiedy uliczka się skończyła, od strony bramy serwisowej jednego z ogrodzeń doleciał go smród śmieci. Za bramą znajdował się parking pełen samochodów, do których można upchnąć wiele dzieciaków, i teren publiczny, którego centralnym elementem były cztery boiska do softballu i plac zabaw.

Harry minął ojca trzymającego zaspanego dwulatka, a później zwolnił, wbiegając między dwa wysokie SUV-y zaparkowane pod rzędem palm. W krawężniku była duża kratka odpływowa odprowadzająca deszczówkę z parkingu.

Oparł stopę na krawężniku, jakby chciał zawiązać sznurowadło. Rozejrzał się, by sprawdzić, czy nie ma nikogo w pobliżu, a następnie zdjął plecak zaciągany na sznurek. Dysząc i ociekając potem, ostrożnie otworzył worek, nie dotykając znajdującej się w środku paczki, która wypadła na krawężnik.

Użył benzyny lakierniczej, żeby usunąć odciski palców z magazynka i pistoletu, które znajdowały się teraz w torebce strunowej, rozebrane na części i pływające w żelowym niebieskim wybielaczu, żeby usunąć ślady DNA. Dotykał torby jedynie w gumowych rękawiczkach. Zepchnął pistolet do otworu piętą, zarzucił plecak i podjął bieg.

Zwykle kiedy mijał park, w okolicy wałęsała się gromadka dzieci wenezuelskich uchodźców. Zazwyczaj go ignorowały, ale tym razem, gdy stanął przy fontannie, dwóch wyrostków z dziesiątej klasy podeszło dumnym krokiem, z rękami w kieszeniach.

– Jesteś Smirnov? – spytał oskarżycielskim tonem większy.

Harry się wyprostował, ocierając kropelki potu z brody.

– Taak.

Poczuł się niepewnie, chociaż nigdy nie zabierał telefonu ani pieniędzy, kiedy biegał i wokół było wielu ludzi.

– Twoje wideo jest chore, człowieku – powiedział młodszy, przysuwając się bliżej, aż Harry poczuł się nieswojo.

– Chore – przytaknął jego kumpel. – Zdjęcie też. To z pękniętym hełmem Deiona i krwią.

Harry czyścił pistolet dwie godziny, a później się umył. Ubranie, które miał na sobie, wrzucił do kubłów na śmieci w kompleksie Sinatra kilka minut przed przyjazdem śmieciarki, a ta wywiozła wszystko na wysypisko. Był tak skupiony na robocie, że nie wiedział, iż jego zdjęcie zostało opublikowane.

– Gdzie je widzieliście? – spytał podekscytowany.

– Na Instagramie i Facebooku. Twoja fotka jest wszędzie – odparł mniejszy. – Ten zakrwawiony hełm sprawia, że przechodzą mnie ciarki, stary.

– Zapłacili ci za to gówno, Smirnov? – zapytał większy.

– Nie – skłamał Harry.

Zawodnicy futbolu amerykańskiego tylko czekali na pretekst do użycia mięśni, a ostatnią rzeczą, jakiej pragnął Harry, były plotki, że zarobił kasę na nieszczęściu Deiona.

– Umieściłem je w internecie, żeby ludzie mogli zobaczyć.

– Na portalu Rock Spring napisali, że szkoła będzie zamknięta przynajmniej do wtorku! – oznajmił z uśmiechem na ustach większy.

Harry stuknął w zegarek do biegania.

– Fajnie było pogadać, ale muszę pędzić.

Poczuł się lepiej, kiedy się wszystkiego pozbył, ale nadal odczuwał niepokój.

„A jeśli ktoś widział, jak opuszczam kryjówkę Charlie? Albo nagrały mnie kamery na parkingu CVS? Albo zapchałem C4 kanalizację w centrum handlowym? Gliniarze łapią zawodowców, którzy miesiącami planują skok, a ja zrobiłem to w pośpiechu, uciekając. Ale jeśli JJ się przyznał, a Charlie oberwie po łapach za wyprodukowanie materiału wybuchowego, czemu gliniarze mieliby mnie szukać? W każdym razie można mi zarzucić jedynie to, że bez powodu wywaliłem buty do biegania za sto sześćdziesiąt dolców…”

Bieg zamazywał myśli, a Harry forsował swoje ciało do granicy wytrzymałości, chociaż był wczesny wieczór, a temperatura przekraczała trzydzieści stopni. Przebiegł sprintem ostatni odcinek w bursztynowej poświacie zachodzącego słońca i dopadł otwartej furtki w chwili, gdy kobieta w ubraniu pracownika kasyna wybiegała z kompleksu Sinatra do oczekującej taksówki.

Telewizor w kuchni był włączony, kiedy wszedł do środka, pozostawiając za sobą kropelki potu. Był pewny, że przed wyjściem wyłączył odbiornik, ale miał tyle spraw na głowie, że musiał zapomnieć. Napił się wody z kranu i zaczął zdejmować koszulkę, gdy ujrzał ikonę wiadomości na ekranie telefonu. Pomyślał, że to Ellie lub Matt, który pewnie chciał się pochwalić, że zrobił ze swoją dziewczyną coś, co nie spodobałoby się jego ojcu.

Uznał, że prysznic jest ważniejszy od przeczytania wiadomości, ale zdołał zrobić jedynie trzy kroki, gdy u szczytu schodów otworzyły się drzwi.

– Tu jesteś – powiedziała jego ciotka jadowitym tonem, aby Harry wiedział, że czekają go kłopoty.

Kirsten była bardzo podobna do swojego siostrzeńca. Harry zaraził się bakcylem biegania od niej, mieli też podobną, szczupłą budowę ciała. Ciotka się rozbierała, więc pasek jej białych spodni zwisał swobodnie, a dwurzędowy fartuch szefa kuchni był rozpięty, odsłaniając szary podkoszulek, który znajdował się pod spodem.

– Wcześnie wróciłaś – stwierdził Harry, co było dużym niedomówieniem. Nie było jeszcze ósmej, a ciotka nigdy nie wracała do domu przed północą.

– Kilku gości złożyło mi gratulacje z powodu twoich zdolności fotograficznych – oznajmiła cierpkim tonem, schodząc po schodach. Harry cofnął się do kuchennej wyspy. – Godzinę temu dostałam telefon od dyrektora twojej szkoły z wiadomością, że zostałeś zawieszony do czasu, aż się u niego zjawię, aby omówić twoje zachowanie podczas ewakuacji.

– Szkoła i tak będzie zamknięta do wtorku – zauważył Harry.

– Nie bądź taki cwany! – prychnęła Kirsten. Oparła ręce na biodrach, a Harry poczuł mdłości. Jego ciotka rzadko bywała w domu, więc nieczęsto się kłócili. – Nie chcę więcej tego przechodzić – dodała, kiwając palcem. – Dorastałam ze starszą siostrą, którą bardzo kochałam. Obserwowałam, jak jeździ po świecie. Wszyscy mówili, jaka jest odważna i utalentowana. Ze zmartwienia nie przespałam wielu nocy. Byłam wrakiem za każdym razem, gdy twoja mama wyruszała na spotkanie z kolejną przygodą. Omal nie umarła, gdy została postrzelona i gdy nabawiła się zakażenia krwi w Zimbabwe. Później zdarzył się najgorszy koszmar. Twój tata zwiał do Rosji, a ja zostałam z nieszczęsnym, przybitym nastolatkiem, którym musiałam się zaopiekować.

– Mama zmarła z powodu wady serca – przypomniał Harry. – Umarłaby, nawet gdyby została bibliotekarką.

Kirsten dźgnęła go palcem w klatkę piersiową.

– Kiedy skończysz osiemnaście lat, możesz zabrać swojego głupiego, pieprznego nikona, którego dostałeś od ojca, i robić, co ci się żywnie podoba. Ale dopóki jestem twoim wyłącznym opiekunem, nie będziesz podejmować głupiego ryzyka.

– To nie było ryzykowne – odrzekł Harry, wyobrażając sobie, jakiego szału by dostała, gdyby się dowiedziała o Charlie i materiale wybuchowym.

– Wdarłeś się do szkoły po jej zamknięciu. Jakiś psychiczny glina mógł cię zastrzelić, mogła wybuchnąć druga bomba. Mogło dojść do przecieku gazu, przewód elektryczny…

Harry dostrzegł łzę spływającą po twarzy ciotki. Mógł jedynie stać i gapić się tępo we własne nogi.

– Do wybuchu doszło w mojej szkole – powiedział cicho. – Nie rzuciłem nauki i nie wskoczyłem do samolotu lecącego do Malawi, jak mama.

– Zmontowałeś wideoklipy i umieściłeś je w internecie. Znalazłeś agencję informacyjną, żeby wystawić zdjęcia na sprzedaż, i sprzedałeś wyłączne prawa do wideo. Może po prostu doszło do wybuchu, ale ty dokładnie wiedziałeś, co zrobić. Musiałeś mieć wszystko przemyślane.

– Chcę to robić w życiu – odparł Harry. – Pewnie…

– Masz czternaście lat – powiedziała Kirsten. Zrobiła taką minę, jakby chciała dodać coś w rodzaju: „Nie masz pojęcia, czego chcesz”, ale zamiast tego zbliżyła się o krok, objęła go ramionami i mocno przytuliła. – Ja po prostu… Nie czuj się zraniony.

 

Harry był nieco wyższy od ciotki, ale poczuł się kochany, gdy skłonił głowę i wciągnął świeży zapach jej czystego fartucha. Jednak cały czas myślał o pistolecie i materiale wybuchowym. I miał przed oczami potworny obraz, jak się ściskają, ale on ma na sobie pomarańczowy więzienny kombinezon…

– Kocham cię, ciociu – wyszeptał.

– Mam dziedziczną wadę serca – przypomniała mu Kirsten. – Nadmiar silnych bodźców może mnie zabić.

– Postaram się więcej tego nie robić – zapewnił ją cicho Harry.

– Ja też cię kocham – odparła Kirsten. Cofnęła się i popatrzyła na płytki mokre od jego potu. – Pamiętam, jak byłeś mały. Miałeś taki ciepły mleczny zapach. Gdy nikt nie patrzył, podnosiłam cię i wąchałam, tak bardzo go uwielbiałam.

– Teraz już go nie lubisz, co? – zapytał Harry, przysuwając spoconą pachę do twarzy ciotki.

– Nie bądź ordynarny! – odpowiedziała ze śmiechem i odsunąwszy się, wyciągnęła kilka papierowych ręczników z automatu. Harry zabrał telefon z blatu, kiedy wycierała oczy, a później ścierała wilgotne ślady jego spoconych stóp z podłogi. – Weź prysznic. Oczywiście jesteś uziemiony.

Harry nie był zaszokowany tą wiadomością.

– Na długo?

– Przynajmniej do poniedziałku. Zobaczymy, co powiedzą w szkole.

Pokój Harry’ego znajdował się na górze. Klimatyzacja w jego łazience była nastawiona na maksa, żeby usunąć zapach wybielacza, którego użył do wyszczyszczenia pistoletu. Ściągnął przepoconą koszulkę, usiadł na pokrywie toalety i włączył telefon.

Masz nową wiadomość odebraną o dziewiętnastej trzydzieści sześć.

Po sygnale usłyszał: Harry, to ja… Charlie… Pamiętasz?