Debiut w roli żonyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Louise Fuller
Debiut w roli żony

Tłumaczenie: Agnieszka Baranowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Na przyjęciu panował tłok, zaduch i hałas. Ludzie tańczyli, śmiali się i wygłupiali. Wszyscy świetnie się bawili. Wszyscy oprócz Daisy Maddox. Stała z boku, jej blond włosy iskrzyły się w świetle stroboskopów, i przyglądała się krytycznie gościom. Żadne miejsce nie mogło się równać z tętniącym życiem nocnym Manhattanem i jego eleganckimi szklanymi wieżowcami, takimi jak Fleming Tower należący do miliardera Rolla Fleminga, szefa jej brata Davida i gospodarza imprezy. Daisy westchnęła, przyjęcie naprawdę było udane, przynajmniej dla gości. Dla hostess, takich jak ona, wciśniętych w służbowy mundurek i rozdających kieliszki z szampanem, wieczór był męczarnią. Praca kelnerki, nawet w tak atrakcyjnym miejscu, wśród tak atrakcyjnych ludzi była do bani. Zerknęła na młodego mężczyznę zagadującego ją wytrwale od kilku godzin. Szczupły, ciemnowłosy i czarujący, podobał jej się nawet… W normalnych okolicznościach może poflirtowałaby z nim, ale nie dzisiaj.

– No proszę! – Uśmiechnął się zachęcająco. – Jeden mały kieliszeczek ci nie zaszkodzi.

Daisy wzniosła oczy do nieba.

Sześć miesięcy temu, jako początkująca aktorka zamieszkała z bratem. Niestety, jak w całym jej życiu, nic nie ułożyło się zgodnie z planem. Marzenie o karierze na Broadwayu nie przetrwało zderzenia z rzeczywistością przegranych castingów. Jednak lata szkoły aktorskiej nie poszły na mare, pomyślała z rezygnacją i zrobiła smutną minę.

– Słodki jesteś, Tim, ale nie mogę. Już ci mówiłam: nie piję w pracy.

– Tom, nie Tim – poprawił ją, nie przyjmując do wiadomości odmowy. – Tylko jeden kieliszek! Obiecuję, że nikomu nie powiem. Zresztą szef i tak cię nie przyłapie, nigdy nie pojawia się na tych imprezach.

Rollo Fleming. Szef. Przypomniała sobie przystojną twarz spoglądającą z wyższością ze zdjęcia na oficjalnej stronie internetowej Fleming Organization i natychmiast dopadły ją nerwy. Oficjalnie ogłoszono, że prezes firmy nie weźmie udziału w przyjęciu zorganizowanym dla swych pracowników. Oczywiście wśród gości krążyły plotki, jakoby miał się pojawić bez uprzedzenia, ktoś nawet twierdził, że widział go we foyer. Daisy wiedziała jednak na pewno, że tego dnia przebywał w Waszyngtonie, więc nawet jeśli wróci do Nowego Jorku, to za późno, by zdążyć na przyjęcie. Zerknęła nerwowo na zegarek.

– Pracujesz dla niego?

Zaskoczona Daisy odwróciła się. Joanne, druga hostessa, spoglądała z zaciekawieniem na Toma.

– Tak, od roku. – Pokiwał głową.

– Naprawdę? Jaki on jest? – Joanne wyraźnie się ożywiła.

Daisy nadstawiła pilnie uszu. Spędziła sporo czasu, szukając w internecie jakichkolwiek informacji na temat Rolla Fleminga, ale niewiele znalazła. Rzadko udzielał wywiadów, a na temat swego życia prywatnego nie wypowiadał się w ogóle, choć paparazzi skwapliwie dokumentowali każde jego publiczne pojawienie się w towarzystwie kolejnej gwiazdeczki lub modelki. Na twarzy Toma odmalował się nabożny zachwyt.

– Nie znam go zbyt dobrze, ale jeśli chodzi o biznes, to wszystko, czego się dotknie, zamienia się w złoto. Pracuje jak szalony, wszystko kontroluje i ma obsesję na punkcie uczciwości. Raz widziałem, jak potraktował pracownika, który próbował zatuszować jakiś błąd. – Tom wzdrygnął się. – Nawet nie podniósł głosu, ale i tak wszyscy byli przerażeni.

Daisy poczuła jak jej żołądek ściska się boleśnie. Słowa Toma potwierdzały wszystko, co powiedział jej o swym szefie David. Nie znosiła takich mężczyzn, przypominał jej Nicka, z którym niedawno się rozstała, tyle że działał na większą skalę, i obracał się w bardziej wpływowych kręgach niż jej były. Znowu zerknęła na zegarek i aż podskoczyła. Jej zmiana zbliżała się do końca. Zazwyczaj oddychała wtedy z ulgą, ale dziś skóra jej cierpła na myśl o czekającym ją zadaniu.

– Wszystko w porządku? – zatroskała się Joanne. – Kiepsko wyglądasz.

Daisy uśmiechnęła się blado.

– Może idź już do domu, poradzę sobie, już prawie koniec przyjęcia – zaproponowała wielkodusznie Joanne.

– Nie chcę cię zostawiać z tym wszystkim… – zaoponowała słabo Daisy.

– Daj spokój, widzę, że nie czujesz się dobrze.

Daisy wahała się jeszcze chwilę. Nie chciała kłamać, ale nie mogła też powiedzieć koleżance prawdy, która ją samą nadal przyprawiała o atak paniki. Cztery dni temu wróciła do domu i zastała Davida we łzach. Przyznał się do uzależnienia od hazardu i długu, który wymknął mu się spod kontroli. W pierwszej chwili Daisy nie uwierzyła. Rodzice zawsze im powtarzali, że nie należy żyć ponad stan i uczyli ich skromności. Jednak jeszcze bardziej wstrząsnął nią fakt, że dług nie był największym zmartwieniem Davida. Odnosząc jakieś papiery do gabinetu szefa, zauważył na podłodze zegarek, nie byle jaki, model z limitowanej kolekcji jednej z najdroższych marek na świecie. W chwili słabości David podniósł go i schował do kieszeni. W swej desperacji wyobrażał sobie zapewne, że to jedyne wyjście, by pozbyć się długu. Kiedy wrócił do domu, dotarło do niego, co zrobił i załamał się. Wtedy Daisy, zrozpaczona, obiecała, że zwróci za niego nieszczęsny zegarek. Teraz nie pozostawało jej nic innego jak dotrzymać słowa. Spojrzała z wdzięcznością na Joanne.

– Faktycznie dziwnie się czuję, może jednak już pójdę. Dziękuję, jesteś aniołem, Jo.

Koleżanka pokiwała głową.

– Wiem, ale nie ciesz się, nie ma nic za darmo, potrzebuję zastępstwa we wtorek. Cam zabiera mnie na kolację z okazji naszej rocznicy. – Oczy Jo zaświeciły się.

Też tak chcę, pomyślała Daisy, przemykając pomiędzy podchmielonymi imprezowiczami w stronę holu. Mieć chłopaka, z którym świętuję rocznicę pierwszej randki. Musiałabym najpierw mieć chłopaka, stwierdziła gorzko. A Nick kilka tygodni temu oznajmił jej, że potrzebuje przestrzeni i czasu dla siebie. Daisy prychnęła pod nosem. Romeo nigdy by czegoś takiego nie powiedział Julii! Stała przed stalowymi drzwiami windy i przysięgała sobie, że skończyła z mężczyznami, przynajmniej na jakiś czas. Z kieszeni fartuszka wyjęła laminowaną kartę ze zdjęciem brata. Przynajmniej na niego mogła zawsze liczyć, pomagał jej w przygotowaniach do castingów i załatwił pracę hostessy.

Przyłożyła kartę do czytnika. Nie mogła zostawić brata samego w potrzebie. Weszła do windy i drżącym palcem nacisnęła guzik najwyższego piętra. Wysiadając z windy, nadal się trzęsła ze zdenerwowania. Na pustym piętrze panował półmrok. Stanęła przed drewnianymi drzwiami na końcu długiego korytarza. Za chwilę miała wejść do jaskini lwa. Wyprostowała się i uniosła wysoko głowę. Przecież nie przyszła kraść, wręcz przeciwnie, pocieszyła się w myślach. Ponownie użyła karty brata i weszła do środka. Pierwsze co zauważyła w ciemnym pomieszczeniu to przeszklona ściana z panoramicznym widokiem miasta. Zachwycona weszła głębiej i uderzyła nogą o twardą krawędź mebla. Zanim zakryła sobie usta dłonią, krzyknęła z bólu. Świetnie, pomyślała, mistrzyni konspiracji! Zagryzła zęby i zaczęła rozmasowywać obolałe kolano. Zamarła, gdy zza drzwi dobiegł ją wyraźny odgłos zbliżających się kroków. Zacisnęła mocno oczy i czekała. Była pewna, że w całym budynku słychać było bicie jej serca. Drzwi skrzypnęły, a potem głęboki męski głos rozwiał jej nadzieję na pozostanie niedostrzeżoną.

– Mam za sobą długi i męczący dzień, więc lepiej wytłumacz mi, co tu robisz…

Daisy otworzyła powoli oczy. Rollo Fleming, rozpoznała natychmiast, z przerażeniem. Powinien być w Waszyngtonie! Mimo szoku, nie mogła nie zauważyć, że straszny szef brata w rzeczywistości wygląda o wiele lepiej niż na zdjęciach. Sto razy lepiej, stwierdziła oszołomiona. A przecież nie był wcale w jej typie, przypomniała sobie pospiesznie. Nie lubiła blondynów o mocnej szczęce i chłodnej powierzchowności. Jestem w szoku, tłumaczyła sobie. Przypominał raczej gladiatora, niż biznesmena, mimo że miał na sobie ciemny, świetnie skrojony garnitur. Spojrzenie jego roziskrzonych zielonych oczu zmroziło ją, połyskiwały niczym rozbite szkło. Jednak to jego zmysłowo wykrojone usta, w tej chwili gniewnie zaciśnięte, nie pozwalały Daisy oderwać wzroku od twarzy Rolla. Swą rosłą sylwetką blokował jej wyjście. Rozejrzała się bezradnie, ale nie dostrzegła innych drzwi. Wpadła w pułapkę. Musiała więc improwizować.

– Mogę wszystko wyjaśnić… – bąknęła.

– Słucham.

Stał jak aktor na scenie, z groźną twarzą oświetloną łuną z korytarza. Daisy poczuła, że zasycha jej w gardle.

– Tylko nie kombinuj. Miałem ciężki dzień… Daisy.

Wymówił jej imię miękko, prawie czule, dlatego dopiero po kilku sekundach jej mózg zarejestrował, że Rollo Fleming zna jej imię. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, ale wtedy wskazał palcem na plakietkę z imieniem przypiętą do jej uniformu.

– Tak masz na imię? Chyba że ukradłaś fartuszek jednej z tych nieszczęsnych kelnerek z przyjęcia?

Niesprawiedliwe oskarżenie wytrąciło ją z niemego oszołomienia.

– Oczywiście, że nie! I, jeśli chcesz wiedzieć, jestem jedną z tych nieszczęsnych kelnerek. Chciałam przynieść z kuchni więcej serwetek, ale pomyliłam piętra – skłamała.

Przez moment Rollo przyglądał jej się chłodnym wzrokiem, a potem bez słowa wszedł do środka, zamknął za sobą drzwi i w sekundę znalazł się tuż przy niej. Strach sparaliżował ją natychmiast.

– Prosiłem, żebyś nie kombinowała. Nie obrażaj mojej inteligencji…

Górował nad nią groźnie, Daisy z trudem łapała oddech.

– Nie tylko ty miałeś ciężki dzień. Jestem zmęczona i dlatego się pomyliłam – brnęła dalej, bo nie mogła zawieść brata. Musiała go chronić, za wszelką cenę.

 

Rollo Fleming pokręcił głową.

– Włamanie nie kwalifikuje się raczej jako pomyłka, myślę, że policja zgodzi się ze mną – oznajmił z okrutną obojętnością. – Więc nie marnuj mojego czasu, tylko powiedz dlaczego zakradłaś się do mojego gabinetu o pierwszej w nocy.

– Nie wiedziałam, że to twój gabinet. – Zmusiła się, by spojrzeć mu w oczy. – Skąd miałabym wiedzieć, nie wiem nawet, kim jesteś.

Na jego twarzy odmalowało się szczere niedowierzanie.

– Pracujesz dla mnie i nie wiesz, kim jestem?

Daisy zmierzyła go wzrokiem. Pogardliwy ton i aroganckie założenie, że wszystko o niej wie, poważnie ją wkurzyły.

– Pracuję na wielu przyjęciach, nie pamiętam wszystkich nazwisk i twarzy – upierała się.

Zauważyła, że zacisnął z niezadowoleniem usta. Miała nadzieję, że choć trochę uraziła jego rozdęte ego.

– I pewnie dlatego jesteś zaledwie kelnerką – odgryzł się.

Poczuła się, jakby ją spoliczkował. Zaledwie kelnerką!

– Nie traktuj mnie protekcjonalnie – warknęła.

– To przestań kłamać – odpowiedział zaskakująco łagodnym głosem.

Daisy zarumieniła się zawstydzona.

– W porządku. Wiem, kim jesteś. I o z tego? Nie robi mi to różnicy…

– W takim razie albo jesteś wyjątkowo niemądra, albo niebezpiecznie lekkomyślna. To mój gabinet i ciebie nie powinno tu być.

Daisy poczuła, jak paraliżuje ją strach.

Rollo zauważył, jak pobladła. Udawała pewną siebie, ale ewidentnie się bała. Może nie była zatwardziałą złodziejką, za jaką ją początkowo wziął, ale i tak była winna – wykorzystywała swą urodę, by go oczarować i rozbroić. Znał takie kobiety, zwłaszcza jedna przeszła przez jego życie jak huragan, kłamiąc i manipulując, a potem z uporem udawała ofiarę. Daisy popełniła największy błąd w swoim życiu, jeśli założyła, że jej sztuczki na niego zadziałają.

– Chciałam się tylko rozejrzeć, z ciekawości – oznajmiła z całą nonszalancją, na jaką potrafiła się zdobyć.

– Rozumiem. – Jego odpowiedź ociekała sarkazmem. – I nie włączyłaś sobie światła? Widzisz w ciemności? Jak kot?

Daisy ugryzła się w język. Wyraźnie się z niej naigrawał. Oczywiście wyobrażała sobie, co się może stać, jeśli zostanie przyłapana. Jednak do głowy jej nie przyszło, że zamiast w łapy ponurego ochroniarza wpadnie prosto w ręce samego Rolla Fleminga.

– Nie włączyłam światła, bo bałam się, że mnie ktoś zobaczy – odpowiedziała bez namysłu. Stał tak blisko, że ciepło bijące od jego ciała odbierało jej zdolność trzeźwego myślenia. Wiedziała, że opowiada bzdury. Rozglądała się w ciemnościach?

– Chciałam tylko zobaczyć, jak wygląda panorama miasta z takiej wysokości. Wszyscy twierdzą, że to niesamowity widok.

Przyglądał jej się w milczeniu tak długo, że zaczęły jej drżeć kolana.

– Jak?

– Co? – Nie zrozumiała.

– Nie co, tylko jak? Jak dostałaś się na to piętro?

– Po prostu przycisnęłam guzik w windzie.

Zaczynała ją boleć głowa, czuła, że nie da rady dłużej udawać. Musiała jak najszybciej godnie się wycofać. David na pewno okaże jej zrozumienie, a zegarek zwrócą w inny sposób.

– Panie Fleming, bardzo przepraszam, to był zły pomysł, popełniłam błąd, ale obiecuję, że to się nie powtórzy. Byłabym wdzięczna, gdyby pan po prostu o wszystkim zapomniał.

– Daisy, śliczne imię – odezwał się po chwili pełnego napięcia milczenia. Czuła, że próbował opanować gniew. – Staroświeckie i niewinne. – Uśmiechnął się złowrogo. – Szkoda, że w ogóle do ciebie nie pasuje.

Zamarła.

– Nie rozumiem, co masz na myśli.

Pokręcił głową.

– Pozwól, że wyjaśnię. Miałem ciężki dzień…

Rollo zawiesił na chwilę głos. Czuł spinające się mięśnie barków. Ciężki, to mało powiedziane, pomyślał. James Dunmore po raz kolejny odrzucił jego wyjątkowo hojną ofertę i odmówił sprzedania nieruchomości, choć nie wytłumaczył dlaczego. Rollo zacisnął mocno zęby. Dunmore nie musiał nic mówić. Wyraźnie było widać, że nie pochwalał jego stylu życia, a raczej tego, jak był przedstawiany w mediach. Konserwatywny starszy pan nie zamierzał robić interesów z bezlitosnym rekinem biznesu i notorycznym kobieciarzem. Rollo westchnął ciężko. Od siedemnastu lat robił wszystko, by zdobyć ten dom, i nie zamierzał się poddać. Gdyby tylko udało mu się przekonać Dunmora, że dojrzał i zmienił priorytety… Musiał coś wymyślić, a nie użerać się z oszustkami, nawet jeśli miały wyjątkowo piękne brązowe oczy… Wezwij ochronę, zganił się w myślach. Nie mógł jednak oderwać wzroku od jej twarzy – bez makijażu, po wielu godzinach pracy, mimo wszystko wyglądała świeżo i promiennie. Jej wielkie oczy nie wymagały podkreślania kosmetykami – mógł się założyć, że niejednego mężczyznę potrafiła uwieść jednym spojrzeniem. Złote włosy związała w kucyk, który prawie się już rozsypał, i Rollo musiał się powstrzymać, by nie dokończyć dzieła. Prawie czuł, jak jedwabiste pasma przesypują się pomiędzy jego palcami, gdy nachyla się, by pocałować ciemnoróżowe rozchylone usta…

– To może ja już sobie pójdę? – głos Daisy wyrwał go z rozmarzenia. – Powinnam wrócić do pracy.

Spojrzała tęsknie na drzwi za plecami Rolla, ale gdy pokręcił przecząco głową, zrezygnowana zgarbiła ramiona.

– Nie wydaje mi się – wycedził i złapał ją za nadgarstek. – Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie powiesz mi prawdy.

Jego palce parzyły jej skórę. Zaczęła się wyrywać.

– Puść mnie! – Zimna dłoń paniki złapała ją za gardło. – Już ci wszystko powiedziałam!

– Dość tego! – Uciął stanowczo i zasnął mocniej palce.

– Kłamiesz jak najęta. Może inni mężczyźni dają się nabrać na twoje trzepotanie rzęsami, ale na mnie to nie działa. Przestań zgrywać niewiniątko i powiedz, po co tu przyszłaś.

– Nie zgrywam niewiniątka. – Skorzystała z chwili, gdy rozluźnił uścisk, i wyrwała rękę. Wsadziła ją głęboko do kieszeni, gdzie natrafiła na kartę magnetyczną brata. Ścisnęła ją mocno w dłoni.

– Inni mężczyźni, rozsądni i przyzwoici, nie przesłuchiwaliby kogoś, kto popełnił niewinny błąd.

– Niewinny? – zaśmiał się nieprzyjemnie. – Chyba nie wiesz, co znaczy to słowo!

– Wydaje ci się, że masz prawo mnie osądzać? Tylko dlatego, że jesteś bogaty?

– Ja nie, ale w sądzie na pewno nie potraktują cię łagodniej tylko dlatego, że zrobisz słodką minkę. Chciałaś mnie okraść…

– Nieprawda! Przyszłam, żeby… – zamilkła nagle przerażona.

Rollo przeszył ją świdrującym spojrzeniem.

– Żeby co?

Prawie wydała Davida! Strach najpierw ją sparaliżował, ale po chwili adrenalina dodała jej animuszu. Skoczyła do drzwi, ale Rollo okazał się szybszy. Złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie. Uderzyła z impetem o stalowe mięśnie jego szerokiego torsu. Przeszył ją prąd i na chwilę zapomniała o wszystkim oprócz elektryzującego ciepła rozpalającego jej ciało. Czuła, że za moment ugną się pod nią kolana…

– Puść mnie. – Była wściekła, głównie na swe zdradzieckie ciało i jego reakcję na bliskość Rolla. Zaczęła się wyrywać i wymachiwać pięściami. W odpowiedzi na jej szaleńczy atak przycisnął ją do siebie jeszcze mocniej.

– Uspokój się.

 To boli – histeryzowała.

 Więc przestań się wyrywać – poradził jej ze stoickim spokojem.

Znieruchomiała, gdy poczuła jego brzuch przyciśnięty do swych pleców. Ze zdumieniem stwierdziła, że się go nie boi. Nie wierzyła, że mógłby jej zrobić krzywdę, ale…

 Co masz w dłoni?

Zacisnęła mocniej palce, ale rozgiął je bez trudu. Teraz dopiero naprawdę się przeraziła.

– Skąd to masz? – Obrócił ją tak, by stanęła z nim twarzą w twarz. Na widok karty Davida w dłoni Rolla zrobiło jej się słabo. Przez chwilę rozważała, czy powiedzieć mu prawdę, ale jego mina nie wróżyła niczego dobrego. Był zły, gorzej, był wściekły.

– Znalazłam ją na podłodze.

– Jasne! – parsknął pogardliwie.

Daisy skuliła się zraniona jego sarkazmem. Wydawało jej się, że w gabinecie zaczyna brakować powietrza, oddychała z trudem.

– Ktoś ją musiał upuścić – bąknęła.

Rollo skrzywił się. Miał dość kłamstw. Nie rozumiał, dlaczego właściwie nie chciała mu powiedzieć prawdy. Tak jak kiedyś, gdy jego matka plątała się w zeznaniach, wymyślając kolejne coraz mniej prawdopodobne historie. Nagle zapragnął wydostać się z gabinetu, zapomnieć o całej sprawie i o blondynce o sarnim spojrzeniu.

– Wiem, że źle to wygląda, ale nie chciałam zrobić nic złego. Musisz mi uwierzyć…

– Za późno – uciął bezlitośnie. Życie nauczyło go dawno temu, że przyciśnięta do muru kobieta potrafi się uciec do każdej niegodziwości.

– Jestem zmęczony, koniec dyskusji. – Wyciągnął z kieszeni telefon.

– Jak to? Do kogo dzwonisz? Nie, proszę…

Rozpacz w jej głosie zaskoczyła go, choć gniew nadal rozsadzał mu czaszkę.

– Miałaś szansę powiedzieć prawdę, przyznać się, że chciałaś mnie okraść…

– Nieprawda – powiedziała cicho. – Kłamałam, ale przysięgam, że nie przyszłam tu nic ukraść.

Zajrzał jej głęboko w oczy. Tak łatwo byłoby jej uwierzyć, brzmiała tak przekonująco. Przypomniał sobie, jak się wyrywała. Na jej twarzy malował się strach, jakby stąpała po kruchym lodzie i obawiała się, że za chwilę znajdzie się pod wodą.

– W takim razie udowodnij to i opróżnij kieszenie. – Podszedł do niej bliżej, ciałem blokując wyjście. Natychmiast się wzdrygnęła, pobladła i opuściła wzrok. Musiała mieć coś na sumieniu!

– Grozisz mi? – zapytała, podnosząc wzrok.

– Nie wiem, a boisz się?

Tak, bała się. I czuła się złapana w potrzask. Jeśli Rollo zobaczy zegarek, swój własny zegarek, jej szanse na wydostanie się z budynku spadną do zera.

– To nie tak, jak myślisz…

Rollo przyglądał jej się w milczeniu. Przypomniał sobie nagle matkę, wypowiadającą dokładnie te same słowa. Pozwolił, by wybrzmiały w jego głowie, wziął głęboki oddech i dopiero wtedy się odezwał.

– Nie wątpię. Ale mam dość tych bajek na dobranoc.

Daisy zadrżała.

– Nie martw się, na pewno znajdzie się ktoś, kto doceni twoją kreatywność. – Uśmiechnął się okrutnie. – Na przykład szef ochrony. Czeka na dole, razem z twoim bratem Davidem, żeby odstawić was obydwoje na posterunek policji.

ROZDZIAŁ DRUGI

Daisy wpatrywała się w niego z przerażeniem. W chwili, gdy usłyszała, jak Rollo wymawia imię jej brata, wiedziała, że już znalazła się pod wodą, zimną i mętną.

– Co David ma z tym wspólnego?

Jeszcze próbowała, choć doskonale wiedziała, że dalsze brnięcie w kłamstwa nie ma już żadnego sensu. Rollo wiedział już o wszystkim. Zakręciło jej się w głowie.

– Ukradł mój zegarek. – Rollo potwierdził jej przeczucia.

Twarz Daisy pokryła się szkarłatem. Miała ochotę zapaść się pod ziemię.

– Mam w gabinecie kamery – wyjaśnił łaskawie z pogardliwym uśmieszkiem.

Strach ścisnął jej żołądek. Wiedział o wszystkim od samego początku, zaczaił się na nią i czekał, aż wpadnie w jego sidła… Cały jej sprytny plan rozsypał się jak domek z kart.

– Proszę cię…

Nie poznawała swojego głosu – może dlatego, że właśnie stała się kimś innym: złamała prawo. Zimny pot spłynął jej po plecach.

– Daj mi pięć minut, by wszystko wyjaśnić…

– Zmarnowałem już na ciebie wystarczająco dużo czasu – przerwał jej.

– Nie chcesz wiedzieć dlaczego?

Wzruszył ramionami.

– Dowiem się w sądzie.

Rollo Fleming był potworem! Czy naprawdę nie rozumiał, ile musiało ją kosztować włamanie się do jego biura?! Nagle poczuła, jak ogarnia ją niekontrolowana, paląca wściekłość.

– Mogłam się spodziewać, że ktoś taki jak ty niczego nie zrozumie! – warknęła.

– Ktoś taki jak ja? Czyli człowiek uczciwy i przestrzegający prawa?

Spiorunowała go wzrokiem.

– Człowiek bez serca.

Jego oczy błyszczały niebezpiecznie.

– Nie potrzebuję serca, by rozpoznać złodzieja – oznajmił lodowatym tonem.

– David nie jest złodziejem! – zaprotestowała natychmiast. – Popełnił błąd…

– Jak większość niewiniątek przebywających w więzieniach – ironizował.

– Nic nie rozumiesz.

– Trudno. – Machnął ze zniecierpliwieniem dłonią. – Nie obchodzą mnie wasze powody, jedynie wasza wina, jego i twoja.

Daisy nie wierzyła własnym uszom.

 

– Moja?

– Może i nie mam serca, ale mój mózg ma się dobrze, nie jestem głupcem. Zakradłaś się do mojego gabinetu, żeby sprawdzić, co jeszcze mogłabyś ukraść.

– Nie! – Jej krzyk odbił się echem od ścian pustego biura.

– To się okaże, jak szef ochrony sprawdzi twoje kieszenie.

Ukrywanie zegarka nie miało już sensu. Mógł nawet potwierdzić jej wersję wydarzeń. Wyjęła go z kieszeni i wyciągnęła przed siebie dłoń.

– Przyszłam zwrócić twój przeklęty zegarek.

Jeśli spodziewała się oklasków, to zawiodła się srodze. Rollo ledwie zerknął na swoją własność. Nie spuszczał wzroku z jej twarzy.

– To dowodzi jedynie, że jesteś nie tylko złodziejką, ale i kłamczuchą.

Cofnęła rękę, bo czuła, jak jej dłoń zaczyna się trząść ze złości i bezsilności.

– Nie jestem złodziejką – wycedziła. – A ty jesteś sadystą lubującym się w dręczeniu ludzi.

– Słucham? – zjeżył się.

– Cały czas mi grozisz, próbujesz mnie onieśmielić, przetrzymujesz siłą…

Przez jego twarz przebiegł cień. Wyciągnął przed siebie dłoń, w której trzymał telefon.

– W takim razie wezwij policję. Proszę bardzo.

Daisy zagoniła się sama w kozi róg, a on doskonale o tym wiedział i świetnie się bawił. Jego zielone oczy błyszczały tryumfalnie. Na pewno spodziewał się, że teraz Daisy się załamie. Coś w niej pękło. Podeszła do niego szybko i chwyciła telefon.

– W porządku, zadzwonię – prychnęła. – Przynajmniej uwolnię się od ciebie.

– Nie zachowuj się jak rozkapryszone dziecko.

W jego głosie wyczuła napięcie, którego wcześniej nie zauważyła.

– Przecież i tak chciałeś wezwać policję, co za różnica, kto po nich zadzwoni? – Tym razem to ona uśmiechnęła się pogardliwie. – Zepsułam ci zabawę? I kto tu się zachowuje jak dziecko?

Rollo wstrzymał oddech, całe jego ciało spięło się boleśnie. Jej upór doprowadzał go do szewskiej pasji, ale wzbudzał też w nim podziw. Walczyła jak lwica, nawet gdy nie mogła już w żaden sposób wygrać.

– Nie chcesz tego, Daisy – odezwał się w końcu łagodnie, wzrokiem wskazując telefon, który ściskała w dłoni.

– Nie masz pojęcia, czego chcę. Nic o mnie nie wiesz! Ani o moim bracie!

Skinął lekko głową.

– W takim razie opowiedz mi o sobie.

Daisy otworzyła usta ze zdumienia. Miała ochotę powiedzieć mu, żeby się wypchał, ale na myśl o przerażonym Davidzie czekającym na nią pod nadzorem ochroniarzy, zreflektowała się. Opuściła dłoń z telefonem i sapnęła z rezygnacją.

– Po co? Żebyś potem wykorzystał wszystko przeciwko mnie? – Naburmuszyła się.

– To zależy, co usłyszę. Na razie wiem tylko, że twój brat ma słabość do drogich zegarków i pracuje w dziale zakupów. Jest wysoki i nadpobudliwy…

– Nie jest nadpobudliwy, może nieco nerwowy.

– Częsty objaw u ludzi mających coś na sumieniu.

Nie potrafiła zaprzeczyć bez wdawania się w szczegóły, których wolała nie zdradzać. Mogła jedynie posłać Rollowi lodowate spojrzenie.

– Po prostu jest nieśmiały i z trudem nawiązuje relacje z ludźmi.

– Przychodziłoby mu to łatwiej, gdyby ich nie okradał – Rollo postanowił popisać się poczuciem humoru.

– Popełnił błąd. – Daisy westchnęła z irytacją.

– Karalny – dodał z naciskiem.

Spoglądał na Daisy, która mimo swej beznadziejnej sytuacji, nie poddawała się. Kiedy czytał raport na temat Davida sporządzony przez dział ochrony, nawet nie zwrócił uwagi na informację o siostrze bliźniaczce pracującej dla Fleming Organisation jako hostessa. Kilka suchych słów nie oddawało jej zniewalającej urody i walecznej osobowości. Jej oczy rozjaśniały się, gdy mówiła o bracie. Gdy w nie patrzył, Rollo czuł, jak kręci mu się w głowie, jak by wypił coś mocnego, tracił grunt pod nogami. Nagle zapragnął dotknąć jej policzka, pogładzić jedwabistą skórę szyi, zamknąć w dłoniach jej krągłe piersi… Jego wyobraźnia zaczynała pracować na najwyższych obrotach, a ciało reagowało natychmiast pełną gotowością. Nie potrafił się na nią dłużej złościć.

Ściskała jego telefon jak amulet i wyglądała rozczulająco. Nie mógł się nadziwić, że zachowała się tak lekkomyślnie. Czy naprawdę sądziła, że się z tego wykpi swymi żałosnymi kłamstwami? Chyba oszalała! Chociaż, zreflektował się, gdyby nie widział na własne oczy na nagraniu, jak Daisy włamuje się do jego biura, zapewne dałby się zwieść jej wielkim niewinnym oczom i uwierzyłby w każde jej słowo. Musiał przyznać, że swą rolę odegrała po mistrzowsku, przekonałaby o swej niewinności największego niedowiarka. Nagle wpadł na pomysł – niedorzeczny, ale genialny. Największym sceptykiem, jakiego Rollo znał, był James Dunmore… Czy Daisy mogła sprawić, by konserwatywny biznesmen zmienił zdanie?

– Co robisz, gdy nie włamujesz się do biur? – zapytał niespodzianie.

Daisy, wyraźnie zaskoczona, rzuciła mu podejrzliwe spojrzenie.

– Dlaczego pytasz?

Wzruszył ramionami.

– Z ciekawości. Opowiedz mi o sobie.

– Nic, co powiem, nie sprawi, że zmienisz o mnie zdanie.

– Spróbuj – zachęcił ją leniwie. – Co masz do stracenia?

Daisy z zapartym tchem obserwowała, jak Rollo zdejmuje krawat i rozpina kołnierzyk koszuli, odsłaniając fragment opalonej, gładkiej skóry. Wściekły Rollo przerażał, ale czarujący był o wiele groźniejszy.

– Wcześniej stwierdziłeś, że nie masz czasu ani ochoty mnie wysłuchać.

– A ty, że nie mam serca. Dlatego oferuję ci szansę, żebyś się zrehabilitowała, siebie i brata, oczywiście.

Widział, że kusiło ją, by przyjąć jego propozycję, mimo że mu nie ufała. Walczyła ze sobą, a on czekał cierpliwie w milczeniu. W końcu Daisy westchnęła zrezygnowana.

– Nie ma o czym mówić. Mam dwadzieścia pięć lat, mieszkam z bratem bliźniakiem, pracuję jako hostessa i kelnerka. Zaledwie kelnerka – dodała z naciskiem. – Chociaż z wykształcenia jestem aktorką.

Nie odpowiadał, powietrze zgęstniało od napięcia.

– To wszystko. – Spojrzała na niego niepewnie. – Nic ciekawego.

Wyprostowała się dumnie, jakby rzucała mu wyzwanie, by jej zaprzeczył.

– To zależy od punktu widzenia – opowiedział gładko.

Przez chwilę studiowała go podejrzliwie.

– O co ci chodzi? – zapytała z wahaniem.

Rollo uśmiechnął się z zadowoleniem.

– Powiedzmy, że znalazłem wyjście z tej niefortunnej sytuacji. Korzystne dla wszystkich zainteresowanych.

Daisy poczuła, jak strach znowu łapie ją za gardło.

– Nie prześpię się z tobą, jeżeli to masz na myśli! Wolę zgnić w więzieniu!

Przyglądał się jej z chłodną obojętnością.

– Nie sobie schlebiaj. Oczywiście kobieta w kajdankach to zawsze miłe urozmaicenie, ale nie skuszę się.

Daisy zarumieniła się.

– To czego chcesz? – burknęła.

Przez długi czas studiował w milczeniu jej twarz, jakby chciał przejrzeć ją na wylot. Poczuła się nieswojo, jak zwierzę schwytane w pułapkę. A potem Rollo uśmiechnął się – tak olśniewająco, aż wstrzymała oddech.

– Chcę, żebyś została moją żoną.

Zapadła głucha cisza. Daisy, w szoku, próbowała zrozumieć, o co chodzi. Na początku uznała Rolla za okrutnego megalomana, ale teraz nabrała pewności, że ma do czynienia z niebezpiecznym szaleńcem.

– Przepraszam, ale chyba się przesłyszałam… – wykrztusiła w końcu.

– Chcę, żebyś została moją żoną – powtórzył spokojnie. – Nie przesłyszałaś się.

Daisy uniosła dłoń do czoła, jakby chciała sprawdzić, czy nie ma gorączki powodującej halucynacje.

– Słucham?

To musi być pułapka, pomyślała w panice i rozejrzała się w poszukiwaniu jakiegoś wyjaśnienia. Bez skutku. Wyglądało na to, że Rollo mówi poważnie! Nie wierzyła własnym uszom.

– Przecież praktycznie mnie nie znasz. W dodatku od pierwszego wejrzenia zapałaliśmy do siebie niechęcią. Dlaczego chciałbyś się ze mną ożenić?

Zignorował jej pytania.

– Może usiądziesz i porozmawiamy jak należy?

Przypominał jej polityka, odpowiadał pytaniem na pytanie, jeśli chciał uniknąć niewygodnego tematu. Otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale Rollo wcale nie czekał na odpowiedź. Usiadł za wielkim szklanym biurkiem, zrelaksowany, spokojny, choć przed chwilą oświadczył się obcej kobiecie. Tylko jego oczy zdradzały napięcie – przyglądał jej się jak drapieżnik obserwujący bezradną ofiarę miotającą się bez nadziei na wybawienie.

– No chodź, usiądź, nie gryzę.

Nie zapraszał jej, nawet nie rozkazywał – rzucał jej wyzwanie.

– W porządku, ale nie sądzę, żeby rozmowa coś zmieniła. Nie zawiera się związku małżeńskiego z całkowicie obcą osobą.