Jeden mały krok do szczęśliwego życia

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

PRZEDMOWA

DROGA CZYTELNICZKO

PODZIĘKOWANIA

WPROWADZENIE KROK DALEJ OD POCZUCIA OCALENIA

CIESZ SIĘ DARAMI TERAŹNIEJSZOŚCI

POZNAWANIE SWEGO PRAWDZIWEGO JA

WITAJ W DOMU!

JAK SPRAWIĆ, ŻEBY W PRACY BYŁO PRZYJEMNIEJ

BUDOWANIE RADOSNEJ PRZYSZŁOŚCI

NADZIEJE I MARZENIA

TAK, POTRAFISZ TO! URZECZYWISTNIANIE NADZIEI I MARZEŃ

CZAS DO TWOJEJ DYSPOZYCJI

PODEJMOWANIE WYZWAŃ STAWIANYCH PRZEZ ŻYCIE

PARTNERZY, RODZICE, DZIECI I DALSZA RODZINA

JAK SOBIE RADZIĆ Z WIDMEM PRZESZŁOŚCI

JAK SOBIE RADZIĆ W CZARNĄ GODZINĘ

WSPARCIE I DODATKOWE ZASOBY

JAK ZAŁOŻYĆ GRUPĘ WSPARCIA MAŁYCH KROKÓW

PROPOZYCJE LEKTUR

BIBLIOGRAFIA

CENTRUM TERAPII KRÓTKOTERMINOWEJ

Tytuł oryginału: One Small Step

Redakcja: Agnieszka Niegowska

Projekt okładki: KAV Studio Pola Rusiłowicz

Korekta: Beata Wójcik

Copyright © by Yvonne Dolan

Copyright for the Polish translation © by Małgorzata Pawlikowska, 2019

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo Czarna Owca, 2019

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie II

ISBN: 978-83-8143-276-4


Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o. ul. Wspólna 35 lok. 5, 00-519 Warszawa www.czarnaowca.pl Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl Sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Mojej matce, Barbarze Ogle Dolan Taylor,

z wyrazami miłości i wdzięczności

za nasze dawne spacery po lesie w deszczu

i za wiele innych rzeczy

PRZEDMOWA

Wszyscy lubimy książki, od których trudno się oderwać.

I ta książka właśnie do nich należy – mimo piętrzących się obowiązków nie sposób przestać ją czytać. A jest to tym cenniejsze, że pozycja ta to nie powieść, lecz publikacja z dziedziny psychologii, dotycząca zdrowienia z życiowych traum. Yvonne Dolan, doktor psychologii, doświadczona psychoterapeutka, od pierwszych stron przybliża nam ten trudny temat poprzez odważne wyznanie, że sama przeżyła traumę wykorzystania seksualnego i emocjonalnego. Swoim przykładem pokazuje, że możliwe jest zbudowanie szczęśliwego życia pomimo nieszczęśliwej przeszłości. W każdym kolejnym rozdziale przekazuje nam wiedzę i narzędzia do dokonania zmiany, wierząc, że: „Jeden mały krok odblokuje Twoje psychiczne zasoby oraz umiejętności, z których istnienia być może nie zdajesz sobie sprawy, i da Ci siłę do stworzenia wymarzonego życia”. Czytelnik zyskuje tę nadzieję, korzystając ze wskazanej przez autorkę drogi – od nazwania doświadczonej krzywdy i przyznania, że było się ofiarą, poprzez uzyskanie tożsamości osoby ocalonej aż po stanie się osobą żyjącą pełnią życia.

Na zakończenie dostajemy w prezencie gotowy program Grupy Wsparcia Małych Kroków. Osoby, które pomagają innym, znajdą tu katalog sprawdzonych metod, niezbędnych do założenia i prowadzenia grupy terapeutycznej.

Z wielką radością polecam tę jakże przydatną obecnie książkę polskiemu Czytelnikowi.

Przez kilkanaście lat, jakie upłynęły od jej pierwszego wydania, obserwowałam nieprzemijającą wartość przedstawionej tu koncepcji i mam pewność, że warto przypomnieć ją po raz kolejny. Wielu uznanych psychoterapeutów specjalizujących się w terapii osób po traumie odwołuje się w swoich pracach do trzech etapów zdrowienia zaproponowanych przez Yvonne Dolan, wśród nich choćby John Henden, zespół instytutu BRIEF z Wielkiej Brytanii w osobach Chrisa Ivesona, Harveya Ratnera i Evana George’a, Marie-Christine Cabié i Hélėne Dellucci z Francji czy doktor Jacqui von Cziffra-Bergs z Republiki Południowej Afryki.

Ja również, pracując w podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniu, wielokrotnie korzystałam z proponowanych przez Autorkę metod, prowadząc zajęcia grupowe, podczas których uczestnicy rozwijali swoje umiejętności, dotykając takich zagadnień jak choćby: „Jak być sobą w bliskich związkach?”, „Moje małżeństwo i co dalej?”, „Kobieca równowaga – kariera i dzieci”. Zapamiętałam te spotkania jako źródło siły i wzajemnej inspiracji dla uczestników grupy oraz energii dla terapeuty.

Zapraszam do lektury… i do podjęcia własnych małych kroków w kierunku szczęśliwego życia.

Mariola Lelonkiewicz

DROGA CZYTELNICZKO

Nieszczęścia, które spotykają nas w życiu, przychodzą nieoczekiwanie, nam zaś nie pozostaje nic innego, jak tylko radzić sobie z nimi możliwie jak najlepiej. Nauczyłam się tego bardzo wcześnie. Moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to msza żałobna za duszę mojego ojca. Wtedy to na własnej skórze doświadczyłam emocjonalnego wyniszczenia, które spowodowała wojna. Śmierć ojca na wojnie w Korei złamała serce mojej matce i pozbawiła siły ducha moich dziadków.

Już jako dziecko ubolewałam, że ojciec odszedł z tego świata, nim zdążyłam go poznać. Pomimo miłości i pragnienia matki, by uchronić mnie od krzywd, w dzieciństwie wielokrotnie byłam wykorzystywana seksualnie i emocjonalnie. Pocieszałam się, wyobrażając sobie, że gdyby mój ojciec żył, ochroniłby mnie przed krzywdzicielami.

Kiedy dorosłam, usiłowałam pogodzić się ze złem, jakie mnie spotkało, i przyjąć dobro z otaczającego świata, by znaleźć w sobie siłę, która pozwoliłaby mi uczynić moje życie wartościowym.

W tej książce opisana jest zarówno moja osobista droga, jak i losy tych klientów moich sesji terapeutycznych, członków rodziny i osób z grona przyjaciół, którzy zainspirowali mnie, by zbudować życie lśniące jasnym blaskiem.

Jeśli i Ty zmagasz się z bolesną przeszłością – a nawet jeśli tego nie robisz – Jeden mały krok odblokuje Twoje psychiczne zasoby oraz umiejętności, z których istnienia być może nie zdajesz sobie sprawy, i da Ci siłę do stworzenia wymarzonego życia. Proponuję Ci tę książkę jako talizman nadziei i odwagi na Twoją własną drogę. I choć nie znam Cię osobiście, mocno wierzę, że potrafisz zbudować satysfakcjonujące życie, na które zawsze zasługiwałaś. Ja tego dokonałam i, wierz mi, Ty także możesz to zrobić. Zacznij od jednego małego kroku.

Życzę Ci wszelkich błogosławieństw życia.

Yvonne Dolan

PODZIĘKOWANIA

Moja matka, Barbara, której dedykuję tę pracę, nauczyła mnie kochać książki, broniła mnie, gdy nauczyciel w szkole podstawowej brał moją skrajną nieśmiałość za opóźnienie umysłowe, i nalegała, bym w wieku osiemnastu lat poszła do college’u, choć nie miałam wówczas pojęcia, co chciałabym studiować.

 

Bez pomocy mojej agentki Leslie Breed, a także zachęty i życzliwości moich cudownych teściów, Mary Ann i Gene’a Johnsonów, ta książka by nie powstała.

Sandra Martz z wydawnictwa Papier-Mache pouczała mnie, udzielała mi ważnych rad i zajęła się korektą strukturalną. Shirley Coe skorygowała moje nazbyt fantazyjne podejście do składni i ortografii. Praca z nimi była wspaniałym doświadczeniem.

Mój mąż, Charlie, pomógł mi zachować wiarę, gdy przechodziłam przez kolejne stopnie piekła, czyli „piekło przedstawienia projektu książki”, „piekło tytułu”, „piekło terminu oddania” i kilka innych, które miłosiernie pokryłam niepamięcią. Przytulał mnie, kiedy popadałam w całkowite zniechęcenie, i zabierał na obiad, ilekroć byłam tak zajęta pisaniem, że zapominałam zajrzeć do lodówki. Kocham go bardziej, niż potrafią wyrazić słowa.

Podobnie jak przy pracy nad moją poprzednią książką moi drodzy przyjaciele, Insoo Kim Berg i Steve de Shazer, zachęcali mnie i inspirowali swoimi książkami, pracą, a przede wszystkim własnym przykładem.

W pracy nad tym projektem, który okazał się znacznie obszerniejszy, niż początkowo zakładałam, wytrwałam dzięki wsparciu i przyjaźni, jakie okazali mi szczególni ludzie: David Bice, Frank i Susan Bonomo, Bill i Evelyn Braithwaite, Marie-Christine Cabie, Louis Cauffman, Cheryl i Jeff Chang, Gene Combs, Mark i Julie Disorbio, Christine i Paul Drumwright, Jim Duval, Jill Freedman, Luc Isebaert, Miriam Le Fevre, Phyllis Firak Mitz, Kim Minor, Linda Mraz, Ruth Moorehouse, Denise Ross, Joan Robey, Katherine Lane Rossi, Karen Sands, Bob Schwartz, Steve Stajich oraz Jane Wingle.

Szczególne podziękowania składam Davidowi Schnarchowi, którego książki, podobnie jak przeprowadzone z nim rozmowy, zmieniły moje postrzeganie związków, Stephenowi Gilliganowi, który pomógł mi lepiej zrozumieć psychologię relacji, oraz Ernestowi Rossiemu, którego koncepcje cyklów ultradobowych odmieniły moją pracę i życie.

Przede wszystkim pragnę podziękować moim klientom, którzy nauczyli mnie wielu rzeczy – i ciągle to czynią.

Gorąco dziękuję tym, którzy sponsorowali moje warsztaty i seminaria, oraz wszystkim, którzy w nich uczestniczyli. Szczególne podziękowania składam moim kolegom i przyjaciołom z Korzybski Institute w Brugii, Holandii i Paryżu, członkom Europejskiego Stowarzyszenia Terapii Krótkoterminowej, IACT, Bonomo & Bonomo, Chang & Chang, Brief Family Therapy Center w Grand Rapids, Justice Institute w Kolumbii Brytyjskiej, Fundacji Miltona Ericksona, Hinks Institute, Brief Therapy Practice w Londynie, Centercare Brief Therapy Service w Perth, Instytutowi Miltona Ericksona w Chile, Centre de Psychothérapie Stratégique w Montrealu, Suncoast Center w Sankt Petersburgu, a także pracownikom Instytutu Miltona Ericksona w Baltimore, Maritime School of Social Works na Uniwersytecie Dalhousie, ZIST, NIK w Bremie, NIK w Berlinie, FKC w Sztokholmie, Kliniki St Martin, Family Institute w Maine, Family Therapy Networker oraz Richmond Veterans Hospital.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

WPROWADZENIE KROK DALEJ OD POCZUCIA OCALENIA

Gdybym jeszcze raz mogła przeżyć życie, biegałabym boso od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Częściej chodziłabym na tańce. Jeździłabym więcej na karuzeli. Zbierałabym więcej stokrotek.

Nadine Stair, 85 lat

Czas zacząć żyć własnym życiem

Maggie osunęła się na kanapę w moim gabinecie, przebierając w kieszeni palcami w poszukiwaniu papierosów, które przestała palić kilka miesięcy temu. Oczy miała zaczerwienione od płaczu i mówiła drżącym głosem: „Całe życie staram się uporać z tym, co mi się przytrafiło. Ciągle próbuję ulepszyć swoje życie, być szczęśliwa, ale nigdy nie wychodzi to tak, jak bym chciała. Zrobiłam wszystko, co trzeba, żeby przetrwać – pomimo krzywd, jakich doznałam w dzieciństwie, i innych złych rzeczy, które zdarzyły się później. Mam trzydzieści dwa lata i dosyć czekania. Kiedy wreszcie zacznę cieszyć się życiem?”.

Świadomość Maggie, że czas skończyć z zadręczaniem się przeszłością i wreszcie rozpocząć satysfakcjonujące życie, oraz frustracja wynikająca z uczucia, że utknęła w swych wysiłkach, odzwierciedlają doświadczenia wielu osób, które spotkałam podczas mojej dwudziestotrzyletniej praktyki psychoterapeutycznej.

Odpowiedź na pytanie Maggie brzmi: teraz! Napisałam tę książkę dla takich ludzi jak ona, dla tych, którzy mają za sobą traumatyczne przeżycia i pragną wreszcie zacząć żyć własnym życiem. Jeśli spotkała cię fizyczna, seksualna lub emocjonalna przemoc, rozwód, trudności w związku, problemy finansowe, choroba, wypadek, utrata kogoś bliskiego czy inne bolesne doświadczenia, lecz mimo to chcesz cieszyć się życiem, ta książka jest dla ciebie.

Przede wszystkim kieruję ją do osób, które chcą przyjąć przyszłość z radością, a jednocześnie sprawia im to trudność.

Jeden mały krok to zaproszenie do stworzenia wymarzonej przyszłości bez względu na przeszłe zdarzenia i doznane krzywdy. Jeśli się zastanawiasz, czy znajdziesz tu coś dla siebie, zadaj sobie pytanie „Dlaczego mam się godzić na mniej?”.

Maggie nie tylko zacznie żyć własnym życiem, ale też podaruje sobie dobre życie, życie, które będzie odzwierciedlać jej prawdziwą osobowość i przywróci jej zdolność do przeżywania szczęścia.

Małe kroki do życia pełnego satysfakcji

Niezależnie od tego, co spotkało cię w przeszłości, teraz masz możliwość zbudowania szczęśliwego i satysfakcjonującego życia. Ta książka, krok po kroku, poprowadzi cię przez etapy procesu kreowania egzystencji, jakiej od dawna pragniesz. Podczas lektury kolejnych rozdziałów twoje nadzieje i marzenia będą nabierały coraz większej wyrazistości i staną się bardziej sugestywne od przeszłych doświadczeń, co przywróci ci satysfakcję i radość z życia – uczucia, które być może uznałaś za utracone na zawsze. Stopniowe realizowanie planów wymaga mniejszej odwagi niż wprowadzanie gwałtownych zmian, a co najważniejsze sprawia, że marzenia stają się osiągalne w prawdziwym, codziennym życiu.

Dlaczego nie wystarczy uważać się za osobę ocaloną

Pierwotnym bodźcem do napisania tej książki było wyłonienie się w Ameryce Północnej „kultury ocalonych”. Próbując odpowiedzieć na niezwykle realne i rozpowszechniające się zjawisko wiktymizacji, psychoterapia nieopatrznie dała zalążek „tożsamości ocalonego”.

Nie sądzę, by ów fenomen był następstwem błędnych koncepcji na temat tego, co pomaga ludziom uleczyć się z doznanych krzywd. Wyniknął raczej stąd, że psychoterapeuci nie rozszerzyli koncepcji uzdrowienia na tyle, by pomóc ludziom wyjść poza etap ocalenia. Przezwyciężenie bezpośrednich następstw doznanej krzywdy, utraty czy innego rodzaju traumy oraz postrzeganie siebie nie jako „ofiary”, lecz osoby „ocalonej” to pomocne kroki, jednakże daleko niewystarczające, by pomóc ludziom odzyskać pełną umiejętność prowadzenia radosnego i satysfakcjonującego życia.

Choć wiele poradników odnotowuje bolesne efekty wiktymizacji oraz wagę uznania siebie za osobę ocaloną, żaden nie przestrzega przed tym, że traktowanie siebie w ten sposób przez dłuższy czas pociąga za sobą negatywne konsekwencje.

Niestety, specyficzna mentalność osoby ocalonej, wytworzona głównie po to, by przetrwać bolesne doświadczenia z przeszłości, w późniejszym okresie zaburza umiejętność cieszenia się życiem. Osoby, które przez długi czas uważają się przede wszystkim za ocalone, z konieczności przepuszczają codzienne doświadczenia przez filtr dwóch kryteriów: w jaki sposób obecne zdarzenie przypomina traumatyczne przeżycia z przeszłości bądź się od nich różni oraz w jaki sposób obecne doświadczenie łagodzi lub pogarsza trwające następstwa doznanej krzywdy. W rezultacie osoby te patrzą na życie przez pryzmat swojego ocalenia, zamiast cieszyć się bardziej bezpośrednią i nieskrępowaną wizją otaczającego ich świata, z którą się urodzili. Taka ograniczona perspektywa zmniejsza zdolność doświadczania danej chwili – nie wspominając już o czerpaniu z niej przyjemności. Owa niemożność prawdziwego docenienia teraźniejszości może również zakłócać zdolność do pełnego doznawania zdrowej i satysfakcjonującej relacji seksualnej z partnerem.

O tym, że długotrwałe myślenie o sobie jako ocalonej nie jest korzystne, pierwszy raz pomyślałam pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy liczni psychoterapeuci biorący udział w seminariach na temat terapii osób wykorzystywanych seksualnie oraz innych traumatycznych przypadków prowadzonych przeze mnie w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie opisywali zagadkowe zjawisko. Otóż wielu ich pacjentów, którzy przez długi czas postrzegali siebie jako ocalonych (z przemocy), cierpiało na łagodną depresję i pesymistycznie zapatrywało się na możliwość doznania szczęścia w przyszłości. Co więcej, pacjenci ci skarżyli się, że wciąż porównują teraźniejszość do przeżyć z przeszłości i czerpanie radości z tego, co przynosi dana chwila, sprawia im trudność.

Później, w 1995 roku, uzyskałam potwierdzenie tezy, iż odejście od myślenia o sobie jako osobie ocalonej jest wartościowym krokiem. Prowadziłam wówczas wywiady do małego studium pilotażowego badającego cechy ludzi, którzy wcześniej byli wykorzystywani seksualnie, a teraz prowadzili zdrowe, satysfakcjonujące życie, cechujące się trwałymi związkami, wartościową pracą i brakiem osłabiających symptomów psychiatrycznych. Żadna z dwudziestu osób, z którymi rozmawiałam, nie używała słowa „ofiara” czy „ocalona”, opisując sposób, w jaki obecnie siebie postrzega. Nie dziwiła mnie nieobecność „ofiary” w ich charakterystyce, ponieważ tym ludziom, skoro funkcjonują w życiu, w sposób oczywisty udało się wyjść poza granice wiktymizacji. Zastanowiło mnie jednak, że odpowiadając na pytanie, jak o sobie myślą, nie wspominali nawet o ocaleniu. Kiedy pytałam, co sądzą o etykietce „ocalonego”, w ich odpowiedziach pojawiała się uderzająca zgodność. Powtarzali: „Tak, przetrwałem to, ale teraz jestem innym człowiekiem” lub „Od dawna już tak o sobie nie myślę” czy też „No cóż, to jest część mnie, ale to nie cała ja”.

Tymczasem zdawało się, że wiele osób szukających u mnie profesjonalnej pomocy doświadcza tego, co opisywali psychoterapeuci uczęszczający na moje seminaria. Klienci mówili: „Przetrwałem molestowanie seksualne (fizyczne, emocjonalne czy inne przykre doświadczenie), zrobiłem wszystko, co zaleca się w książkach, by się z tym uporać, ale ciągle nie jestem szczęśliwy”.

Ludzie ci nie byli leniwi, nie byli też – używając określenia lekarzy – „symulantami”. Naprawdę szczerze próbowali zacząć żyć własnym życiem. I, tak jak Maggie, byli śmiertelnie sfrustrowani. Stopniowo dotarło do mnie, że tworząc etykietkę ocalonego, psychoterapia stworzyła zalążek nowego zespołu problemów.

Dawne etapy i nowe stadium

Będąc w latach siedemdziesiątych stażystką w telefonicznym centrum kryzysowym, nauczyłam się, że powrót do zdrowia po traumatycznych przeżyciach związanych z wykorzystywaniem emocjonalnym, fizycznym, seksualnym lub z innymi ciężkimi doświadczeniami odbywa się w dwóch fazach. Leczenie rozpoczyna się oczywiście od etapu ofiary. Kiedy pierwszy raz stajesz w obliczu doznanej krzywdy, zaczynasz sobie uzmysławiać towarzyszące temu uczucia (zwykle smutek i złość).

Istotą procesu leczenia i cennym aspektem etapu ofiary jest odczucie i wyrażenie tych emocji, a ponadto uświadomienie sobie, iż to, co się wydarzyło, nie było twoją winą. Dostrzeżenie faktu, że stałaś się ofiarą okoliczności lub innych ludzi, spełnia ważny cel, a mianowicie pozwala uwolnić się od poczucia winy i wstydu. Innym aspektem zidentyfikowania w sobie ofiary jest znalezienie odwagi, by opowiedzieć innej osobie o tym, co się wydarzyło. Opowiadając swoją historię współczującemu słuchaczowi, przełamujesz izolację, której przyczyną był strach i wstyd. Już nie musisz sama borykać się z przykrym doświadczeniem. Wady etapu ofiary objawiają się wówczas, gdy identyfikujesz się z tożsamością ofiary dłużej niż to konieczne i przydatne.

 

Identyfikacja i wyrażenie bolesnych uczuć poprzez opowiedzenie komuś innemu o tym, co cię spotkało, przełamuje twoje osamotnienie, natomiast uświadomienie sobie, iż nie ty jesteś winna wyrządzonej ci krzywdy, oznacza, że etykietka ofiary spełniła swoje zadanie. Jednak dalsze myślenie o sobie głównie jako ofierze prowadzi do poczucia bezsilności, rozpaczy, a w końcu do bierności, która może ściągnąć na ciebie kolejne ciosy. Gdy uzmysłowisz sobie, że wina za wyrządzone ci krzywdy nie spoczywa na tobie, czas uznać siebie za ocaloną.

Etap ocalenia przychodzi wraz ze zrozumieniem, że okres traumatycznych przeżyć już minął. Myślenie o sobie jako osobie ocalonej ma wiele zalet: niezaprzeczalnie uwydatnia fakt, że krzywda lub inny uraz należą do przeszłości.

Uświadomiwszy sobie własne przetrwanie, zadajesz sobie pytanie „Jak to zrobiłam? Jakim sposobem udało mi się przeżyć?”. Uznając siebie za ocaloną, jesteś w stanie rozpoznać pozytywne cechy, dzięki którym przetrwałaś, oraz zidentyfikować i docenić swoje walory wewnętrzne (wiedzę, odwagę, duchowość lub inne pozytywne aspekty osobowości) i zewnętrzne zasoby (przyjaciół, wspierających członków rodziny, wsparcie społeczności), które posiadałaś w traumatycznym okresie bądź rozwinęłaś w sobie później.

Charakterystyczną cechą etapu ocalenia jest odzyskanie zdolności do efektywnego funkcjonowania w codziennym życiu. Osoba ocalona potrafi skoncentrować się na pracy, opiece nad dzieckiem, obowiązkach domowych, zajęciach społecznych, uprawianiu hobby i życiu towarzyskim.

Kiedy wreszcie uznasz, że bolesne wydarzenie należy do przeszłości, i docenisz siły oraz zasoby, dzięki którym je przetrwałaś i odzyskałaś dobre samopoczucie, tożsamość osoby ocalonej spełni swoje zadanie. Ludzie, którzy wciąż pozostają na tym etapie, nieustannie filtrują życie przez pryzmat własnego ocalenia i oceniają zdarzenia pod względem tego, na ile przypominają one skutki doświadczeń z przeszłości, różnią się od nich, łagodzą je czy pogarszają. A to zmniejsza ich zdolność do pełnego doświadczania życia, cieszenia się nim i często bywa przyczyną załamania oraz depresji.

Jak wyjaśnia Clarissa Pinkola Estés w swej cudownej książce Biegnąca z wilkami:

Jeśli zatrzymamy się jako „te, które przetrwały”, nie przechodząc do kolejnej fazy, fazy kwitnienia i pełni, to redukujemy do połowy naszą wewnętrzną energię i zdolność działania w świecie.

Estés proponuje, by zamiast traktować tożsamość osoby ocalonej jako podstawową i stałą, przekształcić ją w „jeden z licznych identyfikatorów” osobowości, źródło dumy, lecz nie wyznacznik tożsamości.

Tej cząstki, która charakteryzuje cię jako osobę ocaloną, nie należy się pozbywać – należy docenić ją jako ważny aspekt osobowości. Wówczas fakt przetrwania doznanej krzywdy staje się osiągnięciem, którym można się cieszyć bez odczuwania negatywnych konsekwencji. Co więcej, pozwala zrobić krok dalej i zbudować życie, na jakie tak bardzo zasługujesz.

Słysząc, jak psychoterapeuci i członkowie grup wsparcia mówią o konieczności odejścia od myślenia kategoriami ocalenia, nabrałam wielkiej otuchy. W niektórych kręgach psychoterapeutycznych kolejne stadium zdrowienia określa się jako etap rozkwitu. Choć do tej pory nie podano jasnej definicji tej trzeciej fazy, zakłada ona, iż ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że potrzebują czegoś więcej.

Gdy zastanawiałam się, jak najlepiej określić ten etap, zaświtała mi pewna myśl: to oczywiste – trzeci etap to ten, na którym naprawdę, w pełni i z radością, stajesz się sobą! Nie żyjesz wyłącznie wspomnieniami krzywd, które przetrwałaś, ani nawet myślą o teraźniejszych doświadczeniach i nadziejach na przyszłość, lecz w całkowitej zgodzie ze swoim Ja. Stajesz się najprawdziwszą sobą i z radością przyjmujesz wynikające z tego faktu poczucie szczęścia.

Tożsamość Prawdziwego Ja da ci większą wolność niż którakolwiek z poprzednich ról. Myśląc o sobie w ten sposób, otworzysz się na doświadczanie teraźniejszości i wyobrazisz sobie przyszłość dużo barwniejszą i dającą większe poczucie spełnienia niż przeszłość. Będziesz mogła w pełni cieszyć się życiem: rozkoszować się doznaniami dzięki bogactwu twojego potencjału oraz wyrażać siebie za pomocą najbardziej osobistych i twórczych środków. Twoje obecne doświadczenia i związki będą wywoływać rosnące poczucie bliskości i zachwytu oraz dodawać ci sił do dalszego rozwoju.

Czy może więc być coś niekorzystnego w utożsamieniu się ze swoim Prawdziwym Ja, w wykorzystywaniu własnego potencjału, by w pełni doświadczać życia, i wszystkich talentów, z jakimi się urodziłaś? Choć wady takiej postawy w porównaniu z jej zaletami są minimalne, uczciwie będzie je wymienić. Podczas pierwszych prób nawiązania kontaktu ze swoim Prawdziwym Ja ów nowy sposób myślenia może być ci obcy i z tego powodu niekomfortowy.

Gdy będziesz żyć w harmonii ze swoim Prawdziwym Ja, z czasem twój styl życia, związki i decyzje staną się mniej przewidywalne i bardziej złożone niż wówczas, gdy identyfikowałaś się przede wszystkim z wizerunkiem ofiary lub osoby ocalonej. Patrząc na świat z perspektywy Prawdziwego Ja, nabierzesz większej pewności i zaufania do własnej wiedzy oraz własnych umiejętności. W konsekwencji w mniejszym stopniu będziesz zaabsorbowana utrzymaniem życiowego status quo i skłonna trwonić czas i energię na związki lub sytuacje, które stały się krzywdzące bądź toksyczne. Zamiast tego będziesz cieszyć się życiem, którego szczerze pragniesz i na które zasługujesz.