Akademia CanterwoodTekst

Autor:Jessica Burkhart
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Przełożyła z angielskiego

Maria Jaszczurowska


WROCŁAW 2018

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Tytuł oryginału

Jealousy

Projekt okładki

JESSICA HANDELMAN

Fotografia na okładce

MONICA STEVENSON

Redakcja

ANNA JACKOWSKA

Korekta

IWONA HUCHLA

Redakcja techniczna

LOREM IPSUM

CANTERWOOD CREST #17: JEALOUSY by Jessica Burkhart

Polish Language Translation copyright © 2017 by PUBLICAT S.A.

Original English language edition copyright © 2013 by Jessica Burkhart

Published by arrangement with Aladdin, An imprint of Simon & Schuster Children’s Publishing Division.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage and retrieval system, without permission in writing from the Publisher.

Polish edition © Publicat S.A. MMXVIII (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,

w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

All rights reserved.

Wydanie elektroniczne 2018

ISBN 978-83-271-5854-3


jest znakiem towarowym Publicat S.A.

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej


SPIS TREŚCI

Dedykacja

1. Oszustwo

2. Trzy tygodnie kłamstw

3. Jutro, pojutrze i popojutrze

4. Nieoczekiwany gość

5. Kumpel z kotła

6. Przykrywka

7. Życzenia urodzinowe nie zawsze się spełniają

8. Pirat i nawiedzony dom

9. Szczęśliwa trzynastka

10. Spotkanie Taylora z Drew

11. Siadaj i opowiadaj!

12. Więc to wszystko była prawda

13. Ktoś tu jest interesowny...

14. W roli przewodniczki

15. Trójkąt miłosny

16. Czyżby ktoś coś ukrywał?

17. Może powinnyśmy wszczepić Taylorowi chip?

18. Jak w kiepskim filmie

19. Cześć, piękna!

20. Kto ma lepszą intuicję?

21. Teraz albo nigdy

22. Robi się nerwowo

23. Supergwiazda

24. Premiera

25. Kurtyna

26. Nowa współlokatorka

27. Dodatkowy członek rodziny

28. Niespodziewany obrót spraw

Podziękowania

Słowniczek

Tę książkę dedykuję Tobie, Matthew –

w podziękowaniu za korespondencję,

w której przyznałeś, że chłopaki też czytają tę serię,

a także opowiedziałeś o swoim koniu Mariu!



1. Oszustwo

Patrzyłam w znajome zielone oczy. Oczy, które – dopiero teraz mogłam to stwierdzić – zupełnie nie były niebieskie. Chmury się przesunęły, odsłaniając halloweenowy księżyc. Maski opadły. Stał przede mną niewłaściwy chłopak. Niewłaściwy, czyli mój były.

Pochyliłam się i obiema rękami pchnęłam go w klatkę piersiową. Taylor Frost zrobił krok do tyłu, podnosząc do góry ręce, w których trzymał swoją białą maskę. Drzwi do sali balowej na chwilę się otworzyły – ktoś wchodził na przyjęcie. Słychać było dobiegającą ze środka muzykę. Umilkła nagle, bo drzwi znów się zamknęły.

Marzyłam o dzisiejszym wieczorze – budziłam się co rano z głupawym uśmiechem przyklejonym do twarzy, mając nadzieję, że moje życzenie urodzinowe się spełni. Że Drew Adams, mój ukochany, pocałuje mnie w wieczór moich urodzin. Ale nawet się nie spostrzegłam, a zostałam pocałowana przez kogoś innego. A teraz było za późno, żeby to wszystko odkręcić. Jak mogłam tego nie zauważyć?!

– Lauren, przepraszam – powiedział Taylor. – Nie powinienem...

Wszystkie moje myśli kłębiły się wokół Drew. Jak mu to wyjaśnię? Czy ktokolwiek mógł się tak pomylić? Czy go stracę? Na chwilę zamknęłam oczy. Pozwoliłam myślom odpłynąć. Musiałam się pozbierać i najpierw zająć Taylorem.

– Moment – syknęłam. – Nie pozwolę, żeby ta sytuacja zrujnowała moje wymarzone przyjęcie urodzinowe. To, nad którym moi przyjaciele tak ciężko pracowali, a które ty zniszczyłeś. – Taylor spojrzał na mnie zszokowany. – Jeśli chcesz pogadać, to nie tutaj – dodałam wściekła.

Odwróciłam się i przeszłam obok powozu ozdobionego małymi światełkami. Gdy zobaczyłam go pierwszy raz, wyobraziłam sobie, że zabierze mnie wraz z Drew ścieżką, którą Lexa z pewnością określiłaby mianem romantycznej. Jednak ten powóz prawdopodobnie będzie odwoził Taylora do domu.

Skierowałam się do ławki odpowiednio oddalonej od sali balowej. Zamknęłam oczy, przetarłam je, zapewne rujnując tym ruchem cudowny makijaż, zrobiony przez profesjonalną wizażystkę – to był prezent urodzinowy od Khloe. Teraz miałam wrażenie, że to się działo wiele godzin temu. Khloe, Cole i reszta moich przyjaciół byli na przyjęciu – tańczyli, jedli i grali w imprezowe gry.

Nagle dotarło do mnie, że widziałam dziś wieczorem wszystkich poza Drew. Pomodliłam się w duchu, żeby jednak był w środku i nie widział całej tej sceny. Pokrzepiłam się myślą, że ze względu na maski nic tu nie będzie takie oczywiste. Przyspieszyłam kroku, mając nadzieję, że Drew ani nikt inny nie zobaczy, jak oddalam się z chłopakiem. Ale najbardziej chciałam, żeby Drew nie był świadkiem pocałunku.

Drżałam w zimnym październikowym powietrzu, czekając, aż Taylor mnie dogoni. Moja lekka różowa sukienka nie chroniła przed chłodem. Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka i starałam się nie pokazywać Taylorowi, jak bardzo mi zimno. Znaliśmy się prawie dwa lata i jeszcze nigdy nie byłam przez niego taka smutna. W zasadzie to nigdy z niczyjego powodu nie było mi tak smutno. Moje zęby dzwoniły głośno, zdradzając, jak marznę.

– Nawet jeśli jesteś wściekła, proszę, weź mój płaszcz – zaoferował Taylor, ściągając okrycie z pleców.

 

– W porządku – powiedziałam lodowatym tonem. – Dziękuję.

Wzięłam od niego płaszcz i opatuliłam się nim. Nigdy jeszcze nie czułam tak wielu emocji w jednym momencie.

Gniew.

Zmieszanie.

I... szczęście? To najbardziej mnie irytowało – bo nie było żadnego, nawet najmniejszego powodu do szczęścia.

Taylor usiadł na drugim końcu ławki i spojrzał na mnie. Siedzieliśmy tak i wpatrywaliśmy się w siebie. Nie zmienił się od czasu, gdy widziałam go po raz ostatni kilka miesięcy temu. Jego włosy były tak samo jasne jak podczas wakacji i tylko opalenizna i piegi trochę przybladły. Czułam się jak we śnie – w bardzo dziwnym śnie.

– Co ty tu robisz?! – zapytałam w końcu. Słowa były pełne złości. – Nie jesteś uczniem Canterwood. Jak się dostałeś na teren kampusu? Dlaczego mi nie powiedziałeś, że przyjeżdżasz na przyjęcie? Czy Ana i Brielle wiedzą? Czemu mnie pocałowałeś? Dlaczego? Przecież zerwaliśmy ze sobą! Nie możesz się tak po prostu zjawiać w mojej szkole, nie możesz robić takich rzeczy! – Przerwałam, bo dotarło do mnie, że krzyczę. Nie chciałam zwracać niczyjej uwagi. Musiałam przeprowadzić tę rozmowę, zanim moi przyjaciele zorientują się, że coś jest nie tak.

Taylor potarł ręką szyję – zawsze tak robił, gdy był zdenerwowany.

– Lauren, jeszcze raz cię przepraszam – zaczął. – Po prostu pomyślałem, że to będzie miła niespodzianka, gdy zjawię się na twoim przyjęciu urodzinowym. Tęskniłem za tobą.

Ostatnie zdanie mnie zdziwiło i zmusiło do kilku głębszych oddechów.

– Też za tobą tęskniłam – przyznałam, choć mój ton ciągle był odrobinę szorstki. – Ale przyjechałam do Yates i jakoś cię nie całowałam. Taylor... – Pokręciłam głową.

– Nie powinienem był tego robić – przyznał. – Masz rację, nie pomyślałem wcale o twoich uczuciach. Najpierw powinienem z tobą o tym porozmawiać.

– Naprawdę szkoda, że tego nie zrobiłeś – w końcu tak się zachowują przyjaciele. Nie jestem już twoją dziewczyną. Powinieneś ze mną porozmawiać, zanim tu przyjechałeś.

Przetarłam ręką czoło. Zaczynała mnie boleć głowa. Pomyślałam o Drew. Drew Adams – ten przystojny jeździec, z którym się umawiałam... Tak bardzo chciałam, aby to on mnie dziś pocałował! A zamiast tego zziębnięta siedziałam na ławce z Taylorem, z którym zerwałam w najlepszy z możliwych sposobów po pięciu miesiącach związku. Ustaliliśmy, że zostaniemy przyjaciółmi. Nie był, oczywiście, takim przyjacielem jak Ana czy Brielle, ale... był znajomym z domu. Nie rozmawiałam z nim jednak o chłopakach. To byłoby takie dziwne! Nigdy nie rozmawialiśmy o naszych obecnych związkach, więc nic nie wiedział o Drew.

Taylor milczał. Przeczesał ręką włosy. Ciągle czuć było od niego lekki zapach chloru – to efekt godzin, które spędzał na basenie, trenując pływanie.

– Tak, jesteśmy przyjaciółmi. Ale... Laur, przyjechałem tu, aby się przekonać, czy jest szansa, żebyśmy znów byli dla siebie kimś więcej.

Nadzieja widoczna na jego twarzy sprawiła, że poczułam ucisk w żołądku.

– Taylor, dlaczego to robisz? – spytałam. – Uczysz się w Yates, a ja jestem w Canterwood. Oboje zgodziliśmy się, że zerwanie to najlepsze wyjście w tej sytuacji i nowy start dla nas obojga. Taka odległość tylko by nam przeszkadzała. A ja... – Wierciłam się na ławce.

Najwyraźniej w te urodziny miałam nie tylko świętować, ale też wyznać Taylorowi prawdę. Z pewnością go zranię, ale nie mogę pozwolić, by myślał, że nadal jest dla nas nadzieja. Ale tak bardzo nie chciałam go zranić... Byłam wściekła na całą tę sytuację.

– Laur? – odezwał się.

– Taylor, przykro mi. Zasługujesz na to, żeby usłyszeć ode mnie prawdę. Podoba mi się chłopak stąd. Byliśmy na kilku randkach i chcę kontynuować tę znajomość.

Zmrużyłam oczy, przyglądając się Taylorowi. Nic nie powiedział, ale dobrze go znałam. Za dobrze, żeby nie zauważyć, jak ta wiadomość go zasmuciła i rozczarowała. Ostatecznie kiwnął głową.

– Zły moment, co? Przepraszam, Lauren. Jesteś świetną dziewczyną. Nie powinienem być zaskoczony tym, co właśnie powiedziałaś.

Zaczerwieniłam się.

– Dziękuję za komplement, ale chyba przesadzasz.

– Jesteś zbyt skromna. Już nie będę zawracał ci głowy. Popełniłem błąd.

– Przykro mi – wyszeptałam. – Nie chciałam cię zranić. Bardzo mi przykro.

Taylor pokręcił głową.

– Nie jestem na ciebie zły. Jestem... zazdrosny, to fakt. Nie zamierzam tego ukrywać. Ale, jak powiedziałaś, nie byliśmy już razem.

– Nie jesteśmy – poprawiłam go.

– Nie jesteśmy – powtórzył. – Laur... zakochałaś się w tym chłopaku? Wiesz, że dobrze nam było razem.

– Słucham? – Speszyłam się. Taylor zachowywał się jak nie on. – Proszę, nie zadawaj mi takich pytań. To moja osobista sprawa. Czy ja mówię po francusku, że nie zrozumiałeś? Już o tym rozmawialiśmy. Żadnych związków na odległość. Nic się nie zmieniło – dlaczego zadajesz takie pytania?

Musiałam wstać. Byłam zbyt sfrustrowana, żeby usiedzieć w miejscu. Maskę zostawiłam na ławce. Światło padające z latarni sprawiało, że białe, srebrne i czarne cekiny na mojej sukience błyszczały. Spoglądałam w stronę sali balowej; chciałam znaleźć się w środku i bawić razem z przyjaciółmi. Szkoda, że Taylor nie przyjechał tu po prostu jako przyjaciel.

– Sytuacja trochę się zmieniła – powiedział Taylor. Wstał i spojrzał mi w oczy. – To nie byłby związek na odległość.

Odwróciłam się w jego kierunku. Słowa uwięzły mi w gardle. Czułam się, jakbym zamiast głowy miała jedną z dyń, które Jill i Lexa przygotowały na przyjęcie.

– O czym ty mówisz? – wydusiłam w końcu.

– Lauren, przyjęto mnie do Canterwood.


2. Trzy tygodnie kłamstw

Musiałam coś źle usłyszeć.

– Co powiedziałeś? – spytałam.

– Przeniosłem się do Canterwood.

Cały świat zamarł na chwilę. Nie docierał do mnie żaden dźwięk, nie mogłam mówić ani się poruszyć. Potem ogarnął mnie gniew. Dużo silniejszy niż wtedy, gdy Taylor mnie pocałował. Skrzyżowałam ręce na piersi. To nie mogło się dziać naprawdę. Pięć sekund temu byłam przekonana, że porozmawiam z Taylorem o tej pomyłce z pocałunkiem, a potem jego mama lub tata zabiorą go do domu. Wszystko wróciłoby do normy – zostalibyśmy przyjaciółmi. Ale Taylor nie wraca do domu. Ani do Yates. Canterwood to teraz jego dom.

Nasz dom.

Widok Taylora, nasz pocałunek, jego wyznanie, wszystko razem – to było dla mnie za dużo. Czułam, że mój mózg zaraz eksploduje.

– Lauren? – odezwał się Taylor niepewnie. Zaszurał nogami, ale nie podszedł bliżej.

– Jestem taka zdezorientowana... – Wzięłam kilka głębokich wdechów. – Zjawiłeś się na moim przyjęciu. Pocałowałeś mnie. Nie wyjeżdżasz. Zaplanowałeś to wszystko, a ja o niczym nie wiedziałam!

Najgorsze jednak pominęłam – jakaś część mnie bardzo cieszyła się z widoku Taylora. A tego już zupełnie nie rozumiałam. Nie chciałam być szczęśliwa z powodu naszego spotkania, nie po tym wszystkim, co zrobił. Ale był taki... znajomy i dobrze się przy nim czułam, choć bardzo starałam się temu zaprzeczyć. Miałam teraz sprzymierzeńca z Union w Canterwood. Tylko że nie zamierzałam mu tego powiedzieć. Nie dziś.

– Jesteś uczniem Canterwood? – Musiałam zapytać ponownie.

– Tak.

– Od kiedy? Taylor, jeżeli naprawdę uważasz mnie za przyjaciółkę, dlaczego nic mi nie powiedziałeś? – Chodziłam w kółko, powstrzymując się od głośnego krzyku. – Wiesz, jak ja się teraz czuję?! Zastanowiłeś się nad tym?

Taylor spuścił głowę, ale zaraz spojrzał mi znów prosto w oczy.

– Rzeczywiście źle to załatwiłem. Zaskoczyłem cię i wyciągnąłem z ciebie twój sekret. Prawdę mówiąc, nie tak wyobrażałem sobie dzisiejszy wieczór.

Stałam w milczeniu. Na pewno chciał dodać coś jeszcze.

– Nie chcę się usprawiedliwiać. Po prostu chciałbym powiedzieć prawdę.

Nadal stałam, czekając na ciąg dalszy.

– Nie byłem szczęśliwy w Yates – oznajmił. – Nie chcę robić z siebie ofiary, ale przez tatę nie mogłem tam już wytrzymać. Pamiętasz, jak groził, że każe mi zrezygnować z sekcji pływackiej?

– Potem było jeszcze gorzej? – Trochę zmiękłam. Pan Frost zawsze był dla syna źródłem zmartwień i stresu. Miał tylko jeden cel – przygotować Taylora do przejęcia rodzinnego biznesu. Syn tego nie chciał, ale im bardziej oponował, tym bardziej ojciec naciskał.

– Ciągle się kłóciliśmy i wiedziałem, że muszę wyjechać, bo inaczej nic się nie zmieni – mówił dalej Taylor. – Sprawdzałem różne szkoły z sekcjami pływackimi i z dodatkowymi zajęciami z biznesu. Takie szkoły, które zaimponowałyby tacie.

– I znalazłeś to wszystko w Canterwood?

– Przysięgam, że przejrzałem wszystkie szkoły na Wschodnim Wybrzeżu. Żadna z nich nie oferowała tego, co Canterwood. W dodatku to na tyle blisko, że mogę bez przeszkód wracać do domu na wakacje i być w biurze taty każdego dnia.

– I twoi rodzice się zgodzili? Tak po prostu? – spytałam. – Nie mogę w to uwierzyć.

Taylor westchnął.

– Prawdę mówiąc, ja też. Tata przez tydzień sprawdzał wiadomości o Canterwood. Dużo rozmawiał z mamą. Byli też u dyrektorki szkoły, a tata dodatkowo zebrał informacje od absolwentów Canterwood.

– Jak ci o tym powiedzieli?

– Usiedliśmy pewnego dnia do późnego obiadu, a wtedy rodzice oznajmili mi, że jeśli zostanę przyjęty, mogę jechać.

– Kiedy to było? – spytałam.

– Jakieś trzy tygodnie temu. – Taylor znów przeczesał włosy palcami.

Wyrzuciłam ręce w górę.

– Trzy tygodnie?!

– Chciałem ci powiedzieć – usprawiedliwiał się. – Byłaś pierwszą osobą, z którą chciałem o tym porozmawiać, Laur. Bałem się decyzji. Początkowo myślałem, że tata za nic się nie zgodzi. Potem sądziłem, że mnie nie przyjmą, bo jest już połowa semestru. Dwa tygodnie czekałem na odpowiedź.

– A potem?

– Gdy zostałem przyjęty, nie byłem pewny, czy tata dotrzyma obietnicy. Miałem wątpliwości aż do momentu, kiedy mnie tu przywiózł.

– Czyli kłamałeś przez dwa tygodnie, gdy czekałeś na odpowiedź. Potem przez kolejny tydzień. Dobra robota, Taylor.

Od razu pożałowałam tych słów. Policzki Taylora się zaczerwieniły. Możesz być wściekła, ale nie musisz być złośliwa, powiedziałam sobie.

– Przepraszam – wymamrotałam. – Rozumiem twoje przerażenie.

Taylor zrobił krok w moją stronę. Wyciągnął rękę, jakby chciał dotknąć mojego ramienia, ale szybko ją cofnął. Nawet w tym kiepskim świetle dostrzegłam desperację w jego oczach.

– Jesteś ostatnią osobą, która powinna przepraszać – stwierdził. – Ten dzień – twój dzień – nie powinien tak wyglądać. Gdybym mógł coś zmienić, zmieniłbym: zadzwoniłbym do ciebie, gdy zdecydowałem się złożyć podanie. Na pewno byś mi pomogła.

– Tay, bardzo się cieszę, że udało ci się uwolnić od taty – powiedziałam. – Wiesz, że mówię szczerze. Ale jestem też wściekła! I zaskoczona. Zjawiasz się tu, w mojej szkole, w miejscu, które miało być dla mnie nowym początkiem.

Taylor znów spuścił wzrok; jego ramiona lekko opadły.

– To nie znaczy, że cię tu nie chcę – dodałam szybko. – Ale potrzebuję chwili, żeby do tego przywyknąć. Rozumiesz, prawda?

Podniósł na mnie oczy.

– Tak. Wiem, że ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewałaś, jest obecność kogoś z twojej starej szkoły w tym miejscu. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jakie to musi być dziwne uczucie.

Wzięłam głęboki wdech i znów usiadłam na ławce.

– Dzięki za wszystko, co mi powiedziałeś. Wiem, że nigdy nie zraniłbyś mnie z rozmysłem. Ja też nie chciałabym cię skrzywdzić, ale musisz zrozumieć, że już nie będziemy razem. Chcę, żebyśmy nadal byli przyjaciółmi i wspólnie cieszyli się z pobytu w Canterwood.

Taylor usiadł i odwrócił się do mnie.

– Naprawdę tylko przyjaźń?

– Tak. – Wyobraziłam sobie Drew i zrozumiałam, że Taylor zasługuje na szczerość.

Przez jego twarz przebiegł grymas, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze. Zamiast tego tylko zacisnął mocniej usta.

– Bardzo mi przykro, że twój pierwszy wieczór w Canterwood jest pełen takich wieści – dodałam. – Nie chciałam ci sprawić przykrości.

– Cieszę się, że jesteś ze mną szczera – nawet po tym, jak cię okłamałem. – Taylor jakby zapadł się w sobie. – Nie powinienem był cię całować i tak po prostu zakładać, że...

 

– Masz rację. Bo teraz muszę go znaleźć i wszystko mu wyjaśnić.

– Przepraszam. Nie będzie na ciebie zły – to wszystko moja wina. – Taylor zamilkł i bawił się maską. – Gdybyś potrzebowała jakiejś pomocy, możesz na mnie liczyć. Nawet jeśli...

Dałam mu kilka sekund na dokończenie, ale siedział w milczeniu.

– Nawet jeśli co? – ponagliłam.

Taylor westchnął i wzruszył ramionami.

– Nawet jeśli będzie to dla mnie trudne.

Niedobrze. Ostatnią rzeczą, jakiej sobie życzyłam, była rozmowa Drew z Taylorem.

– Dzięki, ale sama sobie z tym poradzę. Nie chcę już żadnych niedomówień. To twoja pierwsza noc tutaj. Wyjątkowa noc. Czy możemy porozmawiać – tak szczerze – nie siedząc tu i nie marznąć?

– Oczywiście. Nie chciałbym też odciągać cię od przyjęcia. I tak już dość narozrabiałem.

– Na szczęście będziesz w pobliżu, gdybym potrzebowała, żebyś coś z tego naprawił. – Uśmiechnęłam się do niego, a on odpowiedział tym samym.

– Chcę, aby nasza relacja pozostała taka, jaka była – dojrzała – i żeby nie wpłynęła na nią moja głupota zaprezentowana dzisiejszego wieczoru.

To cały Taylor. Nawet jeśli nie będziemy razem, wciąż lubi mnie na tyle, żeby zawsze – no, prawie zawsze – brać pod uwagę moje uczucia. Miał to, co mój tata nazywa dojrzałą duszą.

– Jedna pomyłka niczego nie zrujnuje – powiedziałam. – Naprawimy to.

– Pytałaś wcześniej o Bri i Anę – przypomniał Taylor. – O niczym nie wiedziały aż do mojego ostatniego dnia w Yates. Poprosiłem je, żeby ci nie mówiły, bo chciałem to zrobić osobiście. Nie złość się na nie – zachowały to w sekrecie, bo długo je o to błagałem.

Zastanowiłam się, czy to miało jakiś wpływ na brak kontaktu z Aną i Bri w ostatnim czasie. Może unikały Skype’a, bo bały się, że wydadzą sekret Taylora?

– Naprawdę nie zamierzam się na nikogo złościć, ale bardzo chciałabym już wejść do środka.

– Laur?

– Tak? – Wstałam, wygładziłam suknię i założyłam maskę.

– Lepiej, żeby ten chłopak naprawdę był ciebie wart.

– Nie martw się. Jest.

Bardzo dziwnie się czułam, rozmawiając z Taylorem o Drew. Myślałam, że mam czas do Święta Dziękczynienia, zanim powiem Taylorowi o swoim nowym chłopaku. Oczywiście gdybym do tego czasu nadal spotykała się z Drew. Teraz chciałam już uciąć wszystkie rozmowy o związkach i wrócić na przyjęcie. Spojrzałam w kierunku sali balowej. Jak na komendę otworzyły się drzwi. Lexa, Clare i Khloe wyszły na zewnątrz. Wszystkie miały ściągnięte maski i każda patrzyła w innym kierunku.

Świetne zgranie, dziewczyny, pomyślałam.


3. Jutro, pojutrze i popojutrze

Skinęłam brodą w kierunku drzwi. Taylor podążył za moim wzrokiem.

– To moje przyjaciółki – oznajmiłam. – Zaraz podniosą alarm, że zaginęłam.

– W takim razie lepiej się pospieszmy – odparł Taylor i razem ruszyliśmy w stronę sali balowej.

– Masz już swój pokój w internacie? – zapytałam. Wcześniej marzyłam o jak najszybszym zakończeniu rozmowy z Taylorem, a teraz nagle okazało się, że jest tyle rzeczy, o które chcę go zapytać. – Tak w ogóle to kiedy przyjechałeś? Gdzie masz rzeczy? – Roześmiałam się. Odnosiłam wrażenie, że mój organizm sam nie wie, jak zareagować. – Mam tyle pytań, a wszystkie chciałabym ci zadać, zanim dotrzemy do dziewczyn.

Taylor uśmiechnął się szeroko, a ja poczułam, że napięcie w karku i w ramionach powoli znika. Gdybym zamknęła oczy, mogłabym udawać, że wychodzimy z Taylorem z kina albo z sali gimnastycznej w Union. Jako przyjaciele.

– Może napiszę do ciebie jutro i umówimy się, żeby pogadać? – rzucił Taylor.

– Jasne. Ale powiedz mi... Gdzie? I kiedy? I jak? – zaczęłam ponownie. Taylor znał mnie na tyle dobrze, że nie musiałam mu nic więcej wyjaśniać.

– Gdzie: internat Wren Hall. Kiedy: przyjechałem kilka godzin temu. Jak: zabrałem to, co mi potrzebne na dzisiaj, a jutro przyjedzie reszta moich rzeczy.

– Nie przechodziłam obok Wren – przyznałam. – Ale wiem, że to niedaleko pizzerii. Poznałeś już swojego współlokatora?

Cichutko westchnęłam z ulgą, kiedy dowiedziałam się, że Taylor mieszka we Wren, a nie w Blackwell – razem z Drew.

Taylor pokręcił głową.

– Nie. Nie było go, kiedy przyjechałem. Wiem tylko, że ma na imię Matthew. Opiekun naszego internatu, Ben, to świetny gość. Wyjaśniłem mu, że moja koleżanka ma dzisiaj urodziny i chcę jej zrobić niespodziankę. Nie miał nic przeciwko temu. Powiedział tylko, żebym wrócił o wyznaczonej porze i przyszedł do niego jutro na spotkanie informacyjne.

– Nie zgubiłeś się? Ja bym pewnie skończyła w lesie, tym bardziej że jest już ciemno. – Ciągłe gadanie pozwalało mi zapomnieć o zdenerwowaniu. Byliśmy już niedaleko sali balowej. Lexa, Khloe i Clare jeszcze nas nie zauważyły. Wciąż wykręcały szyje i stawały na palcach, rozglądając się za mną.

– Nie, w domu kilka razy przeglądałem mapę kampusu – przyznał Taylor. – A jutro pochodzę i zorientuję się, gdzie co jest.

Jutro. Taylor będzie tu jutro. I pojutrze. I popojutrze.

– Koniecznie do mnie jutro napisz – powiedziałam.

To, że podoba mi się Drew, nie oznacza, że nie mogę iść na spotkanie z Tayem. Tym bardziej że od dawna się przyjaźnimy. Drew chyba to zrozumie... Prawda?

– Wiesz, kiedy już się rozpakujesz i urządzisz – dokończyłam. – Trzeba pogadać.

– Dobra – zgodził się Taylor.

Spojrzałam na dziewczyny. Lexa patrzyła w moim kierunku. Uniosłam rękę. Zrobiła krok, pomachała, a potem powiedziała coś do Khloe i Clare. Moja współlokatorka wyciągnęła rękę i wykonała gest, jakby chciała spytać, co się dzieje. Clare nachyliła się i szepnęła coś, co sprawiło, że Khloe natychmiast opuściła rękę. Trudno było powiedzieć, czy moje koleżanki przyglądają się Taylorowi, czy mnie. Byłam jeszcze za daleko, by dostrzec wyraz ich twarzy, ale wiedziałam, że nie rozpoznają Taylora. Miałam wrażenie, że schody przed salą balową są niczym wyspa – jeśli dziewczyny z nich zejdą, pochłonie je morze. Kątem oka zerknęłam na Taylora. Wydawał się rozluźniony – opuścił ramiona i niedbale machał rękami, idąc przed siebie. Dotarliśmy wreszcie do miejsca, gdzie chodnik się rozdzielał. Jedna część prowadziła do sali balowej, a druga – na północną stronę kampusu.

Z każdego okna sali dobiegało jasne światło. Byliśmy już na tyle blisko, by słyszeć dźwięki kolejnej piosenki. Zniknął powóz z koniem, a na drodze ktoś się kręcił. Skierowałam się w prawo i zrobiłam kilka kroków, po czym się odwróciłam. Taylor przystanął. Uśmiechnął się do mnie.

– Mam nadzieję, że nie zepsułem ci urodzin. Baw się dobrze. Jutro pogadamy.

– Wracasz do Wren? Teraz?

Gdy tylko zadałam to pytanie, zrozumiałam, jak głupio zabrzmiało. Oczywiście, że wraca do Wren Hall. W końcu tam mieszka. Przed chwilą nakrzyczałam na niego, bo pojawił się na mojej imprezie bez zaproszenia, a jednak Taylor nigdy nie należał do nachalnych. Przecież to były moje urodziny... Teraz, skoro już wiem, że Taylor tu jest, coś muszę zrobić. Nawet jeśli przyjechał z niewłaściwych powodów, zachowałabym się niegrzecznie, gdybym go nie zaprosiła na przyjęcie.

Taylor przechylił głowę i spojrzał na coś ponad moim ramieniem, po czym popatrzył znów na mnie.

– Cieszę się, że te trzy dziewczyny, które nam się przyglądają, to twoje przyjaciółki, a nie rywalki – powiedział. – Ich wzrok mógłby zabijać.

Uśmiechnęłam się.

– To prawda, potrafią być groźne. Gdybym im się naraziła, musiałabym się zamknąć w pokoju i tam już tkwić.

Tay się roześmiał.

– Ja pewnie też! A więc tak, wracam do internatu. Może już zastanę swojego współlokatora. Zdążę przynajmniej rozpakować to, co dzisiaj przywiozłem.

Oboje staliśmy przez chwilę w milczeniu. Czułam na sobie palące spojrzenia koleżanek. Pytanie, które miałam za chwilę zadać, sprawiło, że serce zaczęło mi bić szybciej.


4. Nieoczekiwany gość

Taylor... Chcesz wrócić na moje przyjęcie? – spytałam.

– Och, Laur, ja...

– Wiem, co mówiłam wcześniej – przerwałam mu. – Wciąż jestem na ciebie wściekła za to, że mnie pocałowałeś. Ale teraz tu mieszkasz, a wszyscy moi przyjaciele są w środku i dobrze się bawią.

– Laur, nie, nie mógłbym. Jesteś zbyt uprzejma. A biorąc pod uwagę to, co dziś zrobiłem... I tak już musisz wyjaśnić przyjaciółkom, skąd się tu wziąłem, a nie chcę dziś odciągać od ciebie uwagi. To w końcu twoje urodziny.

– Masz rację – przyznałam. – To moje urodziny i bardzo bym chciała, żebyś w nich uczestniczył. – Uśmiechnęłam się. – Chodź. Jeśli odmówisz, wyślę za tobą swoją paczkę.

Te słowa sprawiły, że Taylor znów się uśmiechnął.

– Z całą pewnością nie chcę, aby te dziewczyny mnie ścigały. – Odwrócił się i wygładził rękawy swojej białej koszuli. – W porządku. Chętnie pojawię się na przyjęciu jako gość, a nie jako przykra niespodzianka.

Skierowaliśmy się w stronę sali balowej. Taylor podążał tuż za mną. Nie czułabym się dobrze, gdyby teraz wrócił do swojego pokoju. Ale miałam też ciarki na całym ciele, tak bardzo się denerwowałam. Drew był (a przynajmniej taką miałam nadzieję) w środku, a ja właśnie zamierzałam wrócić na przyjęcie z dawną sympatią. Drew nie zdążył jeszcze nawet zostać moim chłopakiem, a już miał poznać Taylora.

Dręcząca mnie niepewność sprawiła, że poczułam mdłości. Znałam przecież Drew zaledwie od kilku miesięcy. A jeśli nie spodoba mu się zaproszenie Taylora na przyjęcie? Nie zamierzałam zrywać przyjaźni z Tayem, nawet gdyby Drew tego chciał. Ale nie wydawał się tego typu osobą i miałam nadzieję, że to nie będzie dla niego problem. Chciałam wybrnąć z tej sytuacji w najkorzystniejszy dla wszystkich sposób. Ale najbardziej zależało mi na tym, żeby nie stracić Drew. W końcu podobał się właściwie każdej dziewczynie z mojej klasy, i to nie tylko dlatego, że był taki przystojny. Miał tyle innych zalet, które mi imponowały – zgubiłabym się, próbując stworzyć ich listę. Właśnie dałam Taylorowi wyraźnie do zrozumienia, że nie ma dla nas nadziei. Teraz musiałam szybko znaleźć Drew i z nim porozmawiać.

Otrząsnęłam się z zamyślenia i poszukałam wzrokiem Khloe. Spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. Clare i Lexa uśmiechnęły się do Taylora. Moje przyjaciółki były ubrane w piękne stylowe suknie, a w rękach trzymały pasujące do strojów zdobne maski. Wybór kreacji i dodatków nie był dla nas łatwym zadaniem. Wspomnienie internetowych zakupów w butiku Macy’s przywołało mój uśmiech. Razem z Khloe tak bardzo się w to zaangażowałyśmy, że nawet wysłałyśmy Lexie, Clare i Jill linki do sukienek, które mogłyby im się spodobać.

Khloe w wystudiowany sposób przyglądała się teraz swojej czarnej sukni i zawiesiła wzrok na satynowym pasku, który opinał ją w talii. Stojąca najbliżej niej Lexa miała pomarańczową kreację, która doskonale podkreślała kolor jej opalonej skóry. W tej sukience bez rękawów najbardziej podobało mi się wykończenie gorsetu – małe kwiatuszki, z których każdy miał perełkę w środku. Z kolei ametystowa suknia Clare idealnie pasowała do jej rudych loków. Jako jedna z niewielu sukienek, które oferowano w Macy’s, ta była plisowana i miała tiulową podszewkę. Widok koleżanek w tak pięknych strojach i z cudownymi maskami trochę mnie uspokoił. To były w końcu moje nowe przyjaciółki, którym zamierzałam tylko przedstawić starego przyjaciela z rodzinnych stron. Zatrzymaliśmy się z Taylorem na szczycie schodów. Witaj w Canterwood, Tay, pomyślałam.


5. Kumpel z kotła