Akademia CanterwoodTekst

Autor:Jessica Burkhart
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Przełożyła z angielskiego

Maria Jaszczurowska


WROCŁAW 2018

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Tytuł oryginału

Famous

Projekt okładki

JESSICA HANDELMAN

Fotografia na okładce

MONICA STEVENSON

Redakcja

ANNA JACKOWSKA

Korekta

IWONA HUCHLA

Redakcja techniczna

LOREM IPSUM

CANTERWOOD CREST #18: FAMOUS by Jessica Burkhart

Polish Language Translation copyright © 2018 by PUBLICAT S.A.

Original English language edition copyright © 2013 by Jessica Burkhart

Published by arrangement with Aladdin, An imprint of Simon & Schuster Children’s Publishing Division.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage and retrieval system, without permission in writing from the Publisher.

Polish edition © Publicat S.A. MMXVIII (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora,

w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

All rights reserved.

Wydanie elektroniczne 2018

ISBN 978-83-271-5855-0


jest znakiem towarowym Publicat S.A.

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej


SPIS TREŚCI

Dedykacja

1. Opowiedz mi wszystko

2. Jak to zrobiłaś?

3. B. + L. = najlepsze przyjaciółki na całe życie

4. Cudowna pobudka

5. Poplotkujemy?

6. Jak jest po szwedzku „gwiazda”?

7. Czy Clare oszalała?

8. Ja latam!

9. Wszystko jest okej... Prawda?

10. Lepiej, żeby to było na niby

11. Zdrada

12. Chwila prawdy, Taylor

13. Dwoje przyjaciół mniej

14. Mogłaś krzyczeć „pali się!”

15. Jak Szwajcaria

16. Co z podzielnością uwagi?

17. Czekolada jest dobra na wszystko

18. Drew kontra Taylor

19. Trochę lepiej i trochę gorzej

20. Przypomnij mi, jaki dziś dzień

21. Czas na spotkanie

22. Czy uda się wybaczyć?

23. Czy to na pewno przypadek?

24. Misja zakończona sukcesem

25. Najlepszy prezent na świecie

26. To już jutro!

27. Obowiązkowy punkt programu

28. Zakończyć w wielkim stylu

29. Buziak na szczęście

30. Wisienka na torcie

Podziękowania

Słowniczek

Dedykuję Kate Angelelli –

końcówka serii o Canterwood musi być dla Ciebie.

Bo bez Ciebie tych książek po prostu by nie było.

xoxo



1. Opowiedz mi wszystko

Wszyscy – mama, tata, Becca i Brielle – spoglądali na mnie z uśmiechem. Najwyraźniej czekali na moją reakcję. Ja jednak stałam jak wryta na parkingu przed Akademią Canterwood Crest. Przez cały czas w głowie dźwięczały mi słowa, które Brielle powiedziała kilka sekund wcześniej: „No, powitaj starą przyjaciółkę w nowej szkole jak należy!”.

Brielle nie mieszka już w Union.

Nie chodzi do Yates.

Nie trenuje jeździectwa w Briar Creek.

Od dzisiaj Brielle Monaco jest oficjalnie uczennicą Akademii Canterwood Crest.

Jasnowłosa Brielle wypuściła mnie z objęć, położyła mi dłonie na ramionach i delikatnie mną potrząsnęła.

– Laaaureeen? Haaaaloooo?! A niech to, odebrało ci mowę czy co?!

Skinęłam głową, gorączkowo starając się dobrać właściwe słowa.

– Ja... O ja nie mogę... Bri... – Urwałam, żeby złapać oddech. Dopiero teraz wszystko zaczynało do mnie docierać. – Brielle Monaco, będziesz się tu uczyła! To największa niespodzianka, jaką ktokolwiek mógł mi zrobić!

Brielle się roześmiała.

– Sama nie wierzę, że się udało. Ale bez współpracy twoich rodziców i Bekki z niespodzianki byłyby nici.

– No tak, teraz to zaczyna nabierać sensu – powiedziałam. – Nie mogłam pojąć, dlaczego wpuszczono cię na kampus, skoro to Dzień Rodziny. A poza tym chwilami wydawałaś się jakaś taka... nieobecna. Nie wierzę, że będzie tu aż dwoje moich przyjaciół z Union.

Brielle zmarszczyła czoło, słysząc to ostatnie zdanie. Przypomniałam sobie, że chwilę wcześniej kłóciła się z Taylorem, moim byłym chłopakiem, który też pochodził z Union. Zrobiło mi się głupio, że o nim wspomniałam.

– Mamy sporo do omówienia.

Wzięłam Bri pod ramię. Zatopiłam palce w rękawie swojej polarowej kurtki – był koniec listopada, robiło się zimno, a ja zastanawiałam się, czy niedługo na kampusie w Connecticut zobaczę śnieg.

– Dobra, to my was już zostawimy, skoro macie sobie tyle do powiedzenia – odezwała się mama, wychylając się z siedzenia pasażera.

– Bawcie się dobrze! – zawołała z tyłu moja starsza siostra Becca.

Tata pomachał nam, wycofał samochód i wyjechał z parkingu Akademii Canterwood. Roześmiałam się i uściskałam Bri. Pociągnęłam ją za kurtkę i zaczęłam prowadzić w stronę internatu.

– Uciekajmy do środka, zanim zamarzniemy. Zaraz mi wszystko opowiesz! – zwróciłam się do przyjaciółki.

– No to prowadź – odparła Bri.

Chichocząc, przeciskałyśmy się przez tłum uczniów i rodziców. Wszyscy zmierzali na parking, a my szłyśmy do Hawthorne – mojego internatu.

– Rozglądaj się! – powiedziałam, biorąc głęboki oddech. – Patrzenie na kampus nigdy ci się nie znudzi.

Bri skinęła głową, coraz szerzej otwierając oczy.

– Miałam przeczucie, że tak będzie. Choć spędziłam tu cały dzień, nie zdążyłam się wszystkiemu dobrze przyjrzeć.

 

Szłyśmy krętym chodnikiem prowadzącym ze stajni. Po drodze minęłyśmy pastwisko pełne koni. Dwa z nich, okryte derkami, leżały na trawie obok siebie.

– Ojej, pora na drzemkę. – Uśmiechnęłam się.

Bri poprosiła mnie, żebym pokazywała jej poszczególne budynki, nawet te, o których opowiadałam już rano, kiedy oprowadzałam rodzinę.

– Jasne – zgodziłam się. – Nie zdołasz wszystkiego zapamiętać w jedno popołudnie. Upłynęło dobrych kilka dni, zanim przestałam wysyłać Khloe desperackie esemesy z prośbą o pomoc, kiedy się zgubiłam.

Przeszłyśmy obok centrum multimediów, koło budynków administracji, kortów tenisowych, aż wreszcie dotarłyśmy do internatu Hawthorne Hall. Trzypiętrowy budynek był domem dla kilkudziesięciu siódmoklasistek. Bri podniosła głowę i z podziwem spojrzała na internat. Chyba dopiero teraz zrozumiała, że tu będzie mieszkać.

– Nie dość, że ten internat sam w sobie jest super, to jeszcze sąsiaduje z Orchard Hall – powiedziałam. Na ramionach poczułam ciarki, ale bynajmniej nie z zimna.

– A co takiego jest w Orchard? – zapytała Bri.

– Tam mieszka Sasha Silver.

Bri zrobiła wielkie oczy i zaniemówiła ze zdumienia.

Kiedy weszłyśmy do budynku, otrząsnęłam się i przystanęłam przed jednym z pokoi.

– Tu jest biuro Christiny – wyjaśniłam. – To opiekunka naszego internatu. Chyba gdzieś właśnie wyszła, ale kiedy ją już poznasz, z pewnością od razu polubisz.

– Dostałam od niej kilka e-maili na powitanie – odparła Brielle. – Dziwnie tak mieszkać bez rodziców. Chyba jeszcze nie do końca to do mnie dociera.

– Dotrze w swoim czasie – zapewniłam ją, kiedy szłyśmy korytarzem. – Będziesz za nimi tęskniła, ale przekonasz się co do jednego: mieszkanie w internacie też ma swoje plusy. Z tym że robienie prania na pewno nie jest jednym z nich!

Po chwili weszłyśmy do świetlicy, zrzuciłyśmy buty, zdjęłyśmy kurtki i siadłyśmy na kanapie przodem do siebie.

– Chciałam od razu napisać do wszystkich przyjaciółek, ale pomyślałam, że najpierw przyda nam się chwila spokoju we dwójkę – zaczęłam. – Potem powiemy Khloe i Clare, i pozostałym.

Brielle szeroko otworzyła swoje piwne oczy.

– Mam nadzieję, że się ucieszą, kiedy im powiesz, że zostaję.

– Oczywiście, że tak – odparłam. – Co prawda rozmawiały z tobą tylko przez chwilkę, ale od razu zauważyłam, że cię polubiły.

Tak, to był szalony dzień. Niektórzy z rodziców postanowili samodzielnie zwiedzać kampus i zagubieni krążyli między budynkami. Patrząc na nich, przypominałam sobie, czego uczyli mnie tata z mamą w dzieciństwie. Siadali na ławeczkach bez ruchu i czekali, aż ich znajdę. To był jasny przekaz: „Nie ruszaj się z miejsca i czekaj, na pewno cię znajdziemy”.

Prawie nie widziałam dzisiaj znajomych. W ogóle wszyscy spędziliśmy razem mniej czasu, niż planowaliśmy. Wydawało się, że tego dnia to rodzice są najważniejsi. Każdy z nas inaczej spędzał z nimi czas.

Teraz cieszyłam się, że w świetlicy jest pusto. Mogłyśmy z Brielle swobodnie porozmawiać.

– Zanim przejdziemy do rzeczy... – zaczęłam. – Mogę ci zaproponować herbatę?

– Ha, to jest moja L.T.! – Brielle aż się rozpromieniła. – Z miłą chęcią. Napiję się tego co ty.

Uśmiechnęłam się i zaparzyłam nam obu moją ulubioną herbatę – jabłkową z przyprawami.

– Dobra – powiedziałam wreszcie. Przykryłam sobie nogi pomarańczowym kocem i uniosłam kubek. – Zacznijmy od początku. Opowiedz mi wszystko ze szczegółami.


2. Jak to zrobiłaś?

Brielle napiła się herbaty, którą dla niej zrobiłam, i uśmiechnęła się z wdzięcznością.

– Brakowało mi tego – oznajmiła. – Herbaty parzonej przez ciebie. Po twoim wyjeździe próbowałam robić ją sama i... nie dało się tego pić. Poważnie, potrafię zepsuć herbatę!

Zapragnęłam dowiedzieć się nieco więcej na ten temat.

– Opowiedz mi dokładnie, jak to robiłaś – poprosiłam.

Brielle przewróciła oczami.

– Cóż, napełniłam kubek wodą, wrzuciłam torebkę herbaty i włożyłam do mikrofalówki na półtorej minuty. Wyjęłam kubek i dodałam trochę cukru.

– Och, Brielle... – wyjęczałam, nachylając się do przyjaciółki, żeby poklepać ją po kolanie. – Żadnych torebek z herbatą w mikrofalówce, nie pamiętasz?

Bri uderzyła się dłonią w czoło.

– Och! Nic dziwnego, że smakowało jak przypalona guma.

– Cóż, teraz jestem blisko, więc mogę zaspokoić wszystkie twoje herbaciane potrzeby – stwierdziłam. – Musisz tylko powiedzieć, jak się tu dostałaś.

– To nie było łatwe – zaczęła Brielle. – Ostatnio dużo rozmawiałam z rodzicami na temat swoich oczekiwań. I ich oczekiwań wobec mnie. Znasz moich rodziców – zawsze się zastanawiali, czy traktuję naukę poważnie. Początkowo byli przekonani, że chcę iść do szkoły z internatem tylko dlatego, żeby zamieszkać poza domem i jeszcze bardziej się obijać.

– To faktycznie brzmi jak głos twoich rodziców – skwitowałam. – Musisz jednak przyznać, że do tej pory twoje oceny nie należały do najwyższych.

Brielle podniosła kubek.

– Biorę za to pełną odpowiedzialność i całkowicie się z tym zgadzam. W Yates nie byłam wzorową uczennicą. Robiłam tylko tyle, ile trzeba, żeby przejść do następnej klasy. Często wykorzystywałam ciebie i Anę do pomocy. Przyznałam rodzicom rację, do tej pory nie dawałam z siebie wszystkiego. – Bri napiła się herbaty. – Powiedziałam im, że chcę zacząć od nowa w szkole, która ma doskonałą opinię – w Canterwood.

Czy jej rodzice byli zaskoczeni pomysłem szkoły z internatem? Ja byłam. To coś, o czym nigdy wcześniej nie rozmawiałyśmy. Czy Ana o wszystkim wie? Dlaczego właśnie Canterwood? W sumie skąd ten pomysł? Miałam do Brielle tyle pytań. Mogłybyśmy spędzić na rozmowie cały dzień.

– Jednego możesz być pewna – nie wybrałam Canterwood, żeby się ciebie uczepić. Wiem, że masz tu nowe życie. Nowi przyjaciele, nowi trenerzy – wszystko nowe.

Pokręciłam głową.

– Daj spokój. Nawet o tym nie pomyślałam. Wiesz doskonale, że nie zwracam uwagi na takie rzeczy.

Brielle się uśmiechnęła.

– Wiem. Ale musiałam to powiedzieć. Myślałam o szkole z internatem, odkąd zostałaś przyjęta do Canterwood. Nigdy o tym nikomu nie mówiłam, bo ten pomysł wydawał mi się trochę zwariowany. W końcu nie dostawałam zbyt dobrych stopni w poprzedniej szkole, więc niby dlaczego miałabym przenosić się do takiej, w której jest jeszcze trudniej?

Pokiwałam głową, słuchając z uwagą.

– W zasadzie to... z twojego powodu. Zainspirowałaś mnie, Lauren. Byłaś wzorową uczennicą w Yates i z całą pewnością zdecydowanie lepszą kandydatką do Canterwood niż ja, ale sprawiłaś, że też postanowiłam spróbować. Miałam wrażenie, że nie uda mi się rozpocząć od nowa w Yates, bo nauczyciele znają mnie tam jako słodką idiotkę, a inni jako dziewczynę, która szaleje za chłopakami. Każdy ma już wyrobioną opinię na mój temat, a to naprawdę trudno zmienić.

– Wiem coś o tym – powiedziałam. – Masz rację, niełatwo zmienić ugruntowaną opinię. Ale nie podoba mi się, kiedy mówisz, że nauczyciele znają cię jako słodką idiotkę. Nie jesteś nią, Bri. W zasadzie to wątpię, żeby którykolwiek z naszych nauczycieli mógł tak o tobie pomyśleć.

Brielle uniosła oczy i spojrzała na mnie.

– Cóż, nawet jeśli nie, to na pewno uważali, że nie daję z siebie wszystkiego. Że stać mnie na więcej. To zdanie powtarzało się na wszystkich kartach ocen.

– Zapewniam cię, że jesteś w stanie zdobyć najlepsze stopnie.

– Właśnie dlatego tu przyjechałam – przyznała Brielle. – Nikt nie jest tu do mnie uprzedzony. Nauczyciele będą widzieć we mnie nową uczennicę i zamierzam zrobić wszystko, żeby im zaimponować. Chcę mieć dobrą opinię w klasie. Podczas wakacji dotarło do mnie, że marnowałam mnóstwo czasu na chłopaków. A oni nie są tego warci!

– Ojej! – wykrzyknęłam. – Kim jesteś i co zrobiłaś z Brielle Monaco?

Bri się zaśmiała.

– Mówię poważnie. Chłopcy są super, jasne, ale ja miałam wręcz obsesję na punkcie flirtowania! I za wszelką cenę chciałam zdobyć chłopaka. A gdybym choć połowę tej energii przeznaczyła na szkołę i treningi, miałabym dużo lepsze oceny i byłabym zdecydowanie lepszą amazonką.

– Czekaj! Muszę ci przerwać, bo inaczej eksploduję! – wykrzyknęłam. – Będziesz trenować na koniu stąd? Który to?

Na twarzy Brielle pojawił się wielki uśmiech.

– Nie. Nie będę jeździć na koniu z Canterwood. Laur, rodzice kupili Złotego od Kim, naszej byłej instruktorki. Przyjeżdża dzisiaj. Laur, mam własnego konia!

– O matko! – pisnęłam. – Bri!!!

Ten albinos pracował w stajni Briar Creek od wielu lat, ale to właśnie Brielle jeździła na nim najwięcej i szczerze go kochała.

– Wiem! Rodzice ostrzegli, że jeśli zobaczą złe oceny z jakiegokolwiek przedmiotu, będę musiała przestać jeździć. Nie ma mowy, żeby tak się stało, więc zamierzam naprawdę ciężko pracować.

– Kiedy złożyłaś podanie? – zapytałam. Przeciągnęłam się na kanapie i moja lewa stopa oparła się o kolano Bri.

– Napisałam list do dyrekcji z pytaniem, czy mogłabym przenieść się w kwietniu – opowiadała Brielle. – To już prawie koniec roku szkolnego, więc byłam pewna, że odmówią. Jednak dostałam odpowiedź, że jestem przyjęta.

– Mówiłaś już komuś? – spytałam. – Nie dam rady zachować tego dla siebie.

– Powiedziałam Anie – przyznała Bri – a ona przekazała Taylorowi. Na razie nikt poza nimi o tym nie wie.

Uczennice przechodziły obok świetlicy, śmiejąc się. Na szczęście drzwi pozostawały zamknięte i nikt nie wszedł do środka. Chciałam wykorzystać każdą sekundę spędzoną z Bri sam na sam.

– Jak Taylor zareagował na te nowiny?

Brielle spojrzała do kubka, a potem na mnie.

– Z tego, co mówiła Ana, nie przejął się zbytnio. Nie rozmawiałam z nim od tej afery z automatyczną sekretarką. Powiedział, że go to nie obchodzi.

– A co z Aną? Martwię się o nią. Z naszej paczki tylko ona została w Yates.

– Też się o nią martwię. Bardzo wspierała mój pomysł złożenia papierów do Canterwood i twierdziła, że dobrze na tym wyjdę. Myślę, że tak naprawdę było jej smutno, lecz starała się to przede mną ukryć. Cieszę się, że ma Jeremy’ego. To nie to samo co mieć przy sobie najlepszą przyjaciółkę, ale... Oni są naprawdę blisko.

Prawie dwie godziny później Brielle skończyła swoją opowieść. Często przerywałam jej pytaniami. Przed nami stały dwa puste kubki – każda z nas wypiła po dwie herbaty – oraz serwetki z kuchni. Zobaczyłam dziś nową Bri – taką, która była skupiona na szkole i chciała zostać jeszcze lepszym jeźdźcem.

– Jak zobaczysz wszystkich tutejszych przystojniaków – drażniłam się z nią – to wytrzymasz góra trzy dni. Potem zaczniesz z nimi flirtować.

Zachichotałyśmy.

– Nie ma mowy! – odgryzała się moja przyjaciółka. – Nie rób mi tego. Ciągle jestem... słaba. Nie możesz opowiadać mi o tutejszych przystojniakach na początku mojego odwyku.

Śmiałam się tak długo, aż poczułam, że moje policzki się zarumieniły.

– Dobra, dobra – wykrztusiłam między napadami śmiechu. – Żadnych rozmów o chłopakach.

– Z wyjątkiem tych o twoim chłopaku – sprostowała Bri. Uniosła brew. – Nigdy nie mówiłam, że nie mogę rozmawiać o chłopaku mojej najlepszej przyjaciółki.

Na szczęście nie oblałam się rumieńcem. Nie miałam zbyt wiele czasu podczas Dnia Rodziny, żeby opowiedzieć Bri o Drew. Ale teraz będę mogła to robić całymi godzinami! No, może nie całymi, ale...

– Patrz! – rzuciłam, pokazując jej telefon, na którym otworzyłam album ze zdjęciami Drew.

Trzymałam komórkę między nami, a Bri zachwycała się wyglądem mojego chłopaka. Większość fotografii przedstawiała Drew na treningach pływackich lub jeździeckich. Mieliśmy też kilka zdjęć razem, zrobionych przez przyjaciół.

– Pytanie o Drew jest niebezpieczne – ostrzegłam ją. – Będziesz musiała zrobić mi herbatkę nasenną, żebym przestała o nim mówić.

– Cóż, nadal jestem tą samą Bri – stwierdziła z przebiegłym uśmieszkiem na twarzy. – Uwielbiam słuchać opowieści o chłopakach!

– Sama o to prosiłaś! – Z tymi słowami opadłam z powrotem na kanapę i opowiedziałam przyjaciółce wszystko o swoim chłopaku.


3. B. + L. = najlepsze przyjaciółki na całe życie

 

Razem z Brielle przeciągnęłyśmy się na kanapie, a potem wstałyśmy. W komórce czekało na mnie mnóstwo esemesów i wiadomości na messengerze – to pewnie Khloe, Lex albo Clare chcą wiedzieć, gdzie jestem.

– Fajnie, że mogłyśmy pogadać – powiedziałam. – Naprawdę bardzo się cieszę, że tu jesteś, Bri.

Przyjaciółka skinęła głową i zarzuciła swoimi świeżo ufarbowanymi na blond włosami.

– Ja też! Wciąż wydaje mi się, że to sen.

Zaniosłam nasze kubki do zlewu, opłukałam, a potem włożyłam do zmywarki.

– To uczucie będzie ci towarzyszyło jeszcze przez jakiś czas.

– Mam nadzieję, że Clare mnie polubi – zaczęła Brielle. – Teraz nie będzie już miała całego pokoju dla siebie.

– Ach, tym się nie przejmuj. Clare bardzo cię polubi. To kochana dziewczyna i na pewno ucieszy się, że znów ma współlokatorkę. Pasujecie do siebie.

Wyszłyśmy ze świetlicy i zatrzymałyśmy się na korytarzu.

– Kocham cię do szaleństwa, L.T. – oznajmiła Bri. Pochyliła się i mocno mnie uściskała.

– Ja ciebie też, B. – odparłam, odpowiadając na uścisk. – Zobaczysz, będzie super.

Odsunęłyśmy się od siebie, ale wciąż trzymałyśmy się za ręce.

– Odprowadzić cię do pokoju?

Brielle pokręciła głową.

– Dzięki, nie trzeba. Lepiej idź poszukaj dziewczyn. Muszę się rozpakować. Mam nadzieję, że Clare już będzie i trochę się poznamy.

Pomachałyśmy sobie na pożegnanie i każda poszła w swoją stronę. Zerknęłam na telefon, żeby sprawdzić wiadomości.

Khloe:

Gdzie jesteś? Wszystko w porządku?

Khloe:

L.? Clare mi przed chwilą powiedziała, że jej nową współlokatorką jest BRIELLE! Czy to prawda?! Jesteś z Bri?

Lexa:

L.! O rany, czy to prawda z Brielle?

Clare:

Hej! Nie mogę uwierzyć, że będę mieszkać z twoją najlepszą przyjaciółką z poprzedniej szkoły! Wiedziałaś, że przyjeżdża?! Nic nie mówiłaś, więc przypuszczam, że nie. Niezła NIESPODZIANKA, co?

Zablokowałam ekran telefonu i otworzyłam drzwi do pokoju.

Khloe leżała na brzuchu i czytała Wiem, dlaczego ptak w klatce śpiewa. Kiedy weszłam, w okamgnieniu wyprostowała się i uklękła.

– Lauren! Ja cię kręcę! Gdzieś ty była?! – Jasne włosy Khloe zatańczyły wokół jej ramion.

Zrzuciłam buty.

– Przepraszam, że nie odpowiadałam na wiadomości. Byłam z Brielle w świetlicy. – Upadłam na łóżko. – Ale szok. Zapisała się do Canterwood. Teraz mam tu już dwoje przyjaciół z Union.

Khloe jednym skokiem znalazła się na moim łóżku, usiadła przy mnie i spojrzała mi w oczy.

– Rany, chyba naprawdę jesteś w szoku. Mogę wykorzystać wiedzę, którą zdobyłam, kiedy przygotowywałam się do roli pielęgniarki w jednym ze szkolnych spektakli? Powinnam ci zrobić zimny kompres. – Zmarszczyła czoło. – A może ciepły? Nigdy nie pamiętam.

Roześmiałam się.

– Nie potrzeba mi żadnego kompresu, Khlo. Ale dziękuję. Po prostu muszę się z tym oswoić. Dlatego właśnie chciałam porozmawiać z Brielle. Żeby się dowiedzieć, jak się tu znalazła, kiedy się zdecydowała, dlaczego mi nic nie powiedziała i jak się tu teraz czuje.

Khloe nałożyła sobie na usta bezbarwny błyszczyk.

– Ja też chcę wszystko wiedzieć. Właściwie to dlaczego ci nic nie powiedziała? Czy wszyscy twoi przyjaciele z Union mają zamiar potajemnie zapisać się do Canterwood, żeby zrobić ci niespodziankę?

Uśmiechnęłam się.

– Ha, ha! Dobre. Nie, wydaje mi się, że Ana zostaje na miejscu. Przynajmniej na razie. Ale w sumie nigdy nic nie wiadomo. Może w przyszłym roku zastanę tu całą swoją poprzednią klasę. Kto to wie? – Usiadłam na łóżku i podwinęłam nogi. – Mam wam tyle do przekazania! Tobie, Lexie i Clare. Ale dobra, im opowiem później. Mnie też najbardziej ciekawiło, dlaczego Brielle nie pisnęła mi nawet słówkiem. Czy potajemne zmiany szkoły stały się ostatnio modne? Najpierw Taylor, teraz Bri.

– No właśnie. – Khloe przechyliła głowę na bok.

– Brielle twierdzi, że nic mi nie mówiła, bo to miała być superniespodzianka. Podobno kilka razy omal się jej nie wymknęło, a czasami miała ochotę złapać za telefon i wszystko mi powiedzieć. Ale stwierdziła, że warto było się pomęczyć, aby dzisiaj zobaczyć moją minę.

– Nie spodziewałaś się, że przyjedzie z Beccą i z twoimi rodzicami – podsumowała Khloe. – Byłaś tak zaskoczona, że z pewnością umknęły ci wszystkie znaki, które wskazywały na to, że Brielle tu zostanie. Biegałaś jak szalona, pokazywałaś szkołę rodzicom i siostrze, więc pewnie i tak byś nie zauważyła, gdyby Brielle po drodze podrzuciła walizkę do pokoju Clare.

– A skoro już o tym mowa – przerwałam jej. – Nie wiesz, jak Clare przyjęła to, że znów będzie miała współlokatorkę? Przyzwyczaiła się, że ma cały pokój dla siebie.

– Rozmawiałam z nią, kiedy się dowiedziałyśmy o Brielle – odparła Khloe. – Clare powiedziała, że zaczynała się czuć samotna. Otrząsnęła się już z żalu po Riley i chciała mieć nową współlokatorkę, ale była przekonana, że przydzielą jej kogoś dopiero w przyszłym semestrze. Bardzo się cieszy, że będzie mieszkać z twoją przyjaciółką.

Westchnęłam z ulgą.

– Ufff. To wspaniale. Wydaje mi się, że Clare i Brielle do siebie pasują. Bri ma osobowość podobną do twojej. Myślę, że Clare nie będzie się z nią nudziła.

Roześmiałyśmy się.

– Nie będzie się nudziła, powiadasz? – Khloe spojrzała na mnie tak, jakby chciała powiedzieć „Nie gadaj!”. – Takie masz o mnie zdanie?

– Och, uważam cię za znakomitą amazonkę, przyszłą zdobywczynię Oscara i najlepszą współlokatorkę, jaką można sobie wymarzyć. – Posłałam Khloe szeroki uśmiech.

Odpowiedziała mi tym samym.

– Wykorzystam twoje słowa – umieszczę ten cytat w podpisie mojego e-maila – zapowiedziała.

Streściłam jej, o czym rozmawiałyśmy z Bri. Khloe była dobrym słuchaczem – po każdym zdaniu potakiwała i pomrukiwała.

– Muszę to powtórzyć Lex i Clare. Chciałabym to zrobić, kiedy Bri nie będzie w pobliżu. Dziwnie byłoby, gdybym rozmawiała o tym przy niej. Masz ochotę jutro pojechać w teren? – zapytałam i kilkakrotnie uniosłam brwi.

– Jeszcze pytasz? Jasne! – odparła Khloe i przyłożyła sobie dłoń do czoła. – Zwariuję, jeśli nie pojeżdżę. Jak szalona przeglądam lekturę na angielski, próbuję nadrobić zaległości i doczytać brakujące fragmenty. To świetna książka – naprawdę mi się podoba. Ale przyda mi się mała przerwa. Najpierw musiałam oprowadzać rodziców – z tym też było trochę zachodu – a teraz jeszcze zadanie domowe na weekend. – Khloe wydęła usta. – Nie zdążyłam nawet otworzyć ostatniego numeru magazynu plotkarskiego. Sama widzisz, jak poważnie podchodzę do angielskiego.

– No nie mogę! Chcesz mi powiedzieć, że nie wiesz, czy Jeni wygrała Taniec z gwiazdami? Albo czy Kris Kristopher naprawdę zdradza swoją dziewczynę? To nie była tylko plotka?

Khloe udała, że prycha.

– Nic nie wiem. Nie mam pojęcia, co się dzieje na świecie. Nic. Zero. Null. Czuję się... – Urwała dla podkreślenia efektu. – Lauren, czuję się, jakbym już sama nie wiedziała, kim jestem.

– Och, Khloe, myślę, że należy ci się nagroda. Kiedy skończysz rozdział lektury, przeczytaj pięć stron magazynu Gwiazdy.

Żałosny wyraz twarzy Khloe w momencie zamienił się w szeroki uśmiech.

– I dlatego właśnie z nas dwóch to ty jesteś geniuszem! Świetny pomysł, L.T.

– To wracaj do książki – zachęciłam. – Zresztą ja też mam zadanie. Napiszę do wszystkich z propozycją wyjazdu w teren, a potem biorę się do pracy.

Khloe wróciła do łóżka, położyła się na brzuchu i zaczęła machać nogami jak przedszkolak. Ja zaś otworzyłam messengera i kliknęłam grupę, którą stworzyłam. Należeli do niej: Lexa, Clare, Cole, Khloe i ja.

Lauren:

Hej, towarzystwo! Już pewnie słyszeliście najnowsze wieści – Brielle, moja przyjaciółka z Union, przeniosła się do AC i będzie mieszkała z Clare. Chciałam wam podrzucić garść informacji – może jutro w południe pojedziemy w teren?

Przyjaciele zaczęli odpisywać już po kilku sekundach.

Lexa:

JASNE! Nie mogę się doczekać, kiedy wszystko nam opowiesz!

Cole:

Wchodzę w to! Muszę usłyszeć najnowsze plotki!

Clare:

No jasne! Brielle jest teraz w pokoju i się rozpakowuje. Jest świetna, L.T.!

Lauren:

Clare, tak się cieszę, że ją polubiłaś! Wiedziałam! Zobaczysz, będzie wam się fajnie razem mieszkało. Dozo jutro! Widzimy się przed wejściem do stajni.

Położyłam telefon na szafce nocnej. Żałowałam, że Drew z nami nie pojedzie, ale pewnie nie bawiłby się zbyt dobrze. Nie musi wysłuchiwać historii mojej przyjaźni z Brielle. Może spotkamy się jakoś później.

Wstałam, podeszłam do biurka i wyjęłam książki ze skórzanej torby. Nauczyciele w Canterwood zadawali nam ostatnio dużo prac domowych, żeby nas przygotować do egzaminów semestralnych. Tych kilka miesięcy minęło jak z bicza strzelił – już była połowa listopada. Wkrótce Święto Dziękczynienia. A potem ani się obejrzymy, a nadejdzie Gwiazdka.

Cieszyłam się na krótką przerwę z okazji Święta Dziękczynienia, ale kiedy pomyślałam o Bożym Narodzeniu, zrobiło mi się smutno. Przez kilka tygodni nie będę widziała mojej klaczy Melodii. Odkąd ją dostałam, nigdy nie rozstawałyśmy się na dłużej. Marzyłam o tym, by spędzić święta razem z nią – chciałam jej dawać miętówki, śpiewać kolędy, pokazywać światełka i dekoracje.

Nie sądziłam jednak, by rodzice zgodzili się przewieźć Melodię do Union i wynająć dla niej boks w Briar Creek. Mimo wszystko... Zapisałam to sobie na niebieskiej karteczce. Nie zaszkodzi spytać.

Chciałam wysłać jeszcze jedną wiadomość, zanim zabiorę się do zadania.

Lauren:

Ana-Banana, ale miałam dzisiaj niespodziankę! Jeśli JESZCZE KTOŚ z Union ma zamiar przenieść się do AC, jako moja przyjaciółka masz obowiązek natychmiast mi o tym powiedzieć. Myślałam, że się przewrócę, kiedy się dowiedziałam, że B. tu zostaje!!! Teraz mam tu dwoje przyjaciół z Union – Taylora i Bri. Wiem już, że się posprzeczali. Bri mi mówiła o tej nieszczęsnej wiadomości głosowej. Grubo. Mam nadzieję, że wkrótce się pogodzą. Ale przede wszystkim mam nadzieję, że nie czujesz się w Yates osamotniona. Został ci Jeremy, a poza tym B. i ja zawsze będziemy twoimi przyjaciółkami, nawet mimo tej odległości. Napisz, jak znajdziesz chwilę, kochana. xoxo

Wysłałam wiadomość, podłączyłam telefon do ładowarki i próbowałam przygotować się psychicznie do myśli o tonie zadania domowego, przez które musiałam przebrnąć dziś i jutro. Z boku biurka ułożyłam starannie zeszyty z matematyki, fizyki, angielskiego, francuskiego i historii. Zapaliłam halogenową lampkę, która rzucała na wszystko jasne światło. Obok stały pojemnik z długopisami i ołówkami, stacja dokująca do iPoda i oprawione w ramkę zdjęcie przedstawiające Anę, Brielle i mnie na koniach w Briar Creek.

Zamyśliłam się, patrząc na tę fotografię. Kiedy wreszcie wyrwałam się z zadumy i spojrzałam na zegar, szybciutko otworzyłam książkę do historii i wzięłam niebieski żelowy pisak, żeby zrobić notatki.

Wiedziałam, że sporo się tu teraz zmieni, ale z drugiej strony... nie traciłam przyjaciół, tylko ich zyskiwałam. Na myśl o tym, że Brielle jest piętro wyżej, uśmiechnęłam się pod nosem.


4. Cudowna pobudka

Następnego ranka wylegiwałam się jeszcze w łóżku, gdy mój telefon zawibrował. Mrugając i usilnie starając się skupić zaspany wzrok, odczytałam wiadomość od Drew.

Drew:

Dzień dobry! Mam nadzieję, że cię nie obudziłem. Chciałem się tylko przywitać i powiedzieć, że już słyszałem o przyjęciu twojej przyjaciółki do naszej szkoły. To naprawdę super, L.! Nie mogę się doczekać, żeby ją poznać. Później będę w stajni, więc może się jakoś spotkamy. Mam nadzieję.

Uśmiechnęłam się po przeczytaniu wiadomości, a potem opadłam z powrotem na poduszki. To była bardzo miła pobudka. Znów spojrzałam na telefon i zobaczyłam, że mam jeszcze wiadomość od Any. Wysłała ją jakąś godzinę temu – koło dziewiątej.