Tylko pocałunek Summer Harbor Część 3Tekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Okładka


Strona tytułowa
Denise Hunter
Tylko pocałunek

Tom III z serii Summer Harbor

Tłumaczenie

Anna Rojkowska

Strona redakcyjna

Tytuł oryginału:

Just a Kiss. A Summer Harbor novel.

Autor:

Denise Hunter

Tłumaczenie z języka angielskiego:

Anna Rojkowska

Redakcja:

Lidia Miś-Nowak

Korekta:

Natalia Lechoszest

Dominika Wilk

Skład:

Alicja Malinka

ISBN 978-83-65843-58-6

Icons created by Smithytomy – Freepik.com

© 2016 by Denise Hunter by Thomas Nelson, HarperCollins Christian Publishing Inc.

© 2018 for the Polish edition by Dreams Wydawnictwo

Rzeszów, wydanie I

Dreams Wydawnictwo Lidia Miś-Nowak

ul. Unii Lubelskiej 6A, 35-310 Rzeszów

www.dreamswydawnictwo.pl

Druk: Drukarnia Skleniarz

Książkę wydrukowano na papierze Ecco Book 2.0 80g cream dostarczonym przez Antalis Poland Sp. z o. o.

Wszystkie cytaty z Pisma Świętego podano za Biblią Tysiąclecia.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych, przekazywana w jakiejkolwiek mechanicznej, elektronicznej lub innej formie zapisu bez pisemnej zgody wydawcy.

Od Autorki

Droga Przyjaciółko,

Trudno mi uwierzyć, że to już jest ostatnia książka z serii z Summer Harbor! Nawet jeśli nie towarzyszyłaś nam przez całą podróż, myślę, że ta powieść i tak Ci się spodoba. Została napisana tak, żeby mogła istnieć samodzielnie, więc nie będziesz czuła się zagubiona.

Jeśli natomiast śledziłaś losy bohaterów serii, będziesz pewnie ciekawa, co teraz ich czeka. Wątek Rileya i Paige zaplanowałam już na samym początku i nie mogę się doczekać, żeby się nim z Tobą podzielić. Nie zapominajmy o ciotce Trudy i szeryfie Coltonie! Ich historia od dawna czeka na szczęśliwe zakończenie. Czy takie będzie? Nie zdradzę tego. Musisz przeczytać, żeby się dowiedzieć.

Na koniec, Przyjaciółko, chciałam Ci podziękować. Za to, że czytasz moje powieści. Za to, że mówisz o nich innym. I dziękuję za miłe listy, które od Ciebie dostaję. Dzięki temu czuję, że to, co robię, jest warte wysiłku. Cieszę się z Twojego poparcia i zachęty i czuję się uhonorowana tym, że chcesz spędzić ze mną tych kilka cennych godzin.

Życzę Ci dużo szczęścia,

Denise

Rozdział 1

Paige Warren rzuciła okiem na zegarek, a potem po raz setny spojrzała ponad siwą głową pani Trudy. Samolot Rileya wylądował w Bangorze i gęsty tłum pasażerów przechodzący do karuzeli bagażowej zaczął się przerzedzać.

Beau i Zac Callahanowie, bracia Rileya, czarnowłosi i atletycznie zbudowani, stali tuż obok, nieruchomo, z założonymi rękoma, i uważnym wzrokiem przesuwali po nieznanych twarzach.

– Czy nie powinien już tu być? – zapytała zniecierpliwiona Paige, bawiąc się pierścieniem wiszącym na łańcuszku na szyi.

– Nie martw się – powiedziała pani Trudy. – Zaraz wyjdzie.

Łatwo mówić: „nie martw się”. Nic innego nie robiła, odkąd trzy tygodnie temu w środku nocy odebrała telefon. Dzwonił Beau, a to, co od niego usłyszała, przyprawiło ją o palpitacje serca, które do tej pory nie przeszły.

Pani Trudy położyła dłoń na jej ręce. Dopiero wtedy Paige zdała sobie sprawę, że gorączkowo przesuwała pierścionek na łańcuszku tam i z powrotem.

– Przestań się kręcić i wprowadzać nerwową atmosferę, bo zwariuję.

– Nie mogę się opanować. Uspokoję się, jeśli się przekonam, że nic mu nie jest.

– Wraca do domu – rzekła pani Trudy. – Wszystko będzie dobrze.

– Ale...

– Nie martw się na zapas. Beau powiedział, że Riley się nie załamuje, a my powinniśmy dziękować Bogu, że w ogóle wraca do domu.

– Wiem. Wiem, że ma pani rację.

Piętnaście miesięcy temu Riley wyjechał na misję. Kto by się wówczas spodziewał, że wróci tak szybko? I w taki sposób? Od pamiętnej rozmowy trzeba było podjąć wiele decyzji i dokonać wielu ustaleń – a większość spraw wzięła na siebie Paige. Świadomość, że robi coś dla przyjaciela, łagodziła stres.

Riley był silnym mężczyzną – zawsze był taki – ale nie potrafiła sobie wyobrazić, że spokojnie przyjął to, co go spotkało. Nikt by tego nie potrafił. Będzie musiał się przystosować, a ona postanowiła, że będzie zawsze przy nim, tak jak on był przy niej, ilekroć musiała sobie radzić z problemami – szczególnie ze śmiercią ojca. Riley spędził wiele nocy, wysłuchując jej cierpliwie, gdy próbowała pozbyć się gniewu i pogodzić się z losem.

– Gdzie on się podziewa? – spytał Beau, podchodząc do kobiet. Za nim szedł górujący nad wszystkimi Zac.

– Przestańcie się tak wiercić, bo mnie to denerwuje – wyrzuciła z siebie pani Trudy.

Beau objął ciotkę ramieniem i rzekł:

– Wszyscy już wyszli. On też powinien już tu być.

– Może spóźnił się na samolot – powiedziała Paige przez ściśnięte gardło. Ostatnie tygodnie były dla nich wszystkich męczarnią. Beau chciał lecieć do Niemiec, żeby dotrzymać bratu towarzystwa, ale Riley się temu sprzeciwił.

– Zaraz będzie – odezwał się Zac i przygładził dłonią krótko przystrzyżoną brodę. Bez Lucy u boku wyglądał, jakby mu czegoś brakowało. Od ślubu praktycznie się nie rozstawali.

Między świeżo poślubionymi Zakiem i Lucy oraz zaręczonymi Beau i Eden Paige ostatnio czuła się trochę jak piąte koło u wozu. Dobrze, że Riley wraca. Od jego wyjazdu nic się nie układało. Oczywiście, że miała przyjaciółki. Ale nikt nie znał jej i nie rozumiał tak dobrze, jak Riley.

„Na początku może być ciężko”, powtarzała sobie. Nie mogła spodziewać się tego, że nic się nie zmieni, że Riley będzie taki jak dawniej. Poczytała trochę i wbrew zapewnieniom Beau, że brat się nie załamał, obawiała się, że sprawy nie ułożą się tak łatwo. Teraz to ona powinna być dla niego oparciem.


Riley Callahan uśmiechnął się czarująco do atrakcyjnej brunetki, która właśnie wyłoniła się z rękawa, pchając pusty wózek inwalidzki. Była wysoka, szczupła, mniej więcej w jego wieku, a ostatnio widok kobiety, jakiejkolwiek kobiety, stanowił dla niego dużą przyjemność. Brunetka podeszła do Rileya czekającego na nią na wózku stanowiącym wyposażenie samolotu.

– Pan Callahan? Dzień dobry. Jestem po to, żeby panu pomóc. – Jej profesjonalny ton głosu pasował do twarzy bez żadnego wyrazu.

Na widok sztucznego uśmiechu zrzedła mu mina.

„Zejdź na ziemię, idioto. Dziewczyny nie lubią facetów na wózkach”.

Przed miesiącem inaczej by na niego zareagowała. Może nawet by go kokietowała albo próbowała dać mu numer telefonu. Teraz wszystko się zmieniło. Inni najpierw dostrzegali wózek, a potem dopiero człowieka. A gdy na niego patrzyli, widzieli tego samego faceta, którego on oglądał w lustrze.

Dziewczyna ustawiła wózek koło tego, na którym siedział, i opuściła hamulce.

– Pomóc panu?

– Poradzę sobie. – Riley wziął głęboki oddech i opierając się na przedramionach, niezgrabnie się przemieścił. Zaciskając zęby z bólu, poprawił się na siedzeniu.

W czasie przesiadania się z miejsca na miejsce, strącił na podłogę torbę podróżną. Poczuł się upokorzony własną niezdarnością. Sam ją szybko podniósł, ale nie poprawiło mu to nastroju.

– Jest panu wygodnie?

– Owszem, dziękuję.

Ostatniej nocy spał tylko dwie godziny, cholernie bolała go noga i siedział wciśnięty w wózek na kółkach niczym inwalida. Nie wspominając o tym, że miał niańkę jak niemowlę. Świat stanął na głowie.

Dziewczyna zwolniła hamulce i zaczęła popychać wózek przez rękaw ku budynkowi lotniska.

No, ale przynajmniej już wysiadł. W samolocie przejazd wózkiem do łazienki był naprawdę upokarzający. Przy tej okazji kilka osób podziękowało mu za ofiarną służbę. A on miał ochotę schować się pod siedzenie.

W końcu minęli bramkę i weszli do klimatyzowanego wnętrza. Dobra stara Ameryka. Nareszcie w domu. Nareszcie w Maine. Za rogiem czeka na niego rodzina. Bracia. Ciotka. Paige. Od miesięcy tęsknił za tym, żeby się z nimi spotkać – szczególnie z Paige.

No, ale nie w ten sposób!

Na myśl o zobaczeniu się z Paige ścisnęło mu klatkę piersiową, tak że oddychał z wysiłkiem, zupełnie jakby przebiegł maraton. Ha. W najbliższej przyszłości nie ma na to żadnych widoków. Będzie szczęśliwy, jeśli po kilku miesiącach trudnej rehabilitacji zacznie kuśtykać o własnych siłach. Spojrzał na swoje nogi.

No właśnie. Noga.

Prawa nogawka zwisała pusta w miejscu, gdzie dawniej było kolano. Teraz noga kończyła się groteskowym kikutem, bolącym i swędzącym na zmianę. Trzy ostatnie tygodnie były makabryczne. Operacja, bolesny powrót do zdrowia. Koszmary w nocy.

Rozchwiane emocje, czarne myśli spychające go w przepaść.

Już sam powrót do domu był aktem odwagi. Nie chciał, by ktokolwiek oglądał go w takim stanie, szczególnie Paige. Kto mógł przewidzieć, że wróci jako połowa mężczyzny?

„Improwizacja. Przystosowanie. Przezwyciężenie”.

Te słowa wbijano mu w głowę przez piętnaście miesięcy. Dzięki nim przetrwał wiele trudnych momentów. Teraz jednak okazały się bezskuteczne.

„Weź się w garść, chłopie. Nie możesz im się tak pokazać”.

 

Przez cały ten czas bracia się o niego martwili, bo był na tyle głupi, że wstąpił do wojska krótko po śmierci ojca. Krótko po...

Nie, teraz nie będzie o tym myślał. Wystarczy powiedzieć, że powody, którymi się kierował, były absolutnie niewłaściwe. Sam jest sobie winien. Rodzina dość się przez niego nacierpiała.

Wózek wjechał na jakąś nierówność i noga podskoczyła. Riley skrzywił się i sięgnął ręką do kieszeni, gdzie trzymał zdjęcie Paige. Zaraz ją zobaczy, ją samą, na żywo, a nie na Skypie. Serce zabiło mu gwałtownie. Wydawało mu się, że minęły całe wieki, odkąd patrzył w jej błękitne oczy. Odkąd słyszał melodię jej głosu i wdychał jej słodki kwiatowy zapach.

Gdyby sprawy potoczyły się inaczej, niecierpliwie wyczekiwałby spotkania. Podszedłby do niej na własnych nogach, nie mogąc doczekać się, żeby powiedzieć jej całą prawdę – tak jak planował. A tymczasem jedna mina pułapka i wszystko się zmieniło. Teraz jedyne, o czym myślał, to jak rozluźnić kontakty, nie raniąc jej uczuć.

Rozdział 2

– Czy ci ludzie tutaj to pańska rodzina? – spytała kobieta popychająca wózek.

Riley spojrzał ku wyjściu koło karuzeli bagażowej, gdzie zebrali się jego bliscy. Wyprostował się i pomachał im ręką. Rozciągnął usta i lekko zmrużył oczy, tak żeby w kącikach pojawiły się zmarszczki – jak to jest przy szczerym uśmiechu.

Beau też mu pomachał, mocniej obejmując ramieniem ciotkę Trudy. Zac, dryblas stojący w cieniu z tyłu, wyszczerzył zęby. Riley przeniósł wzrok na Paige i odebrało mu dech w piersiach.

Och, była jeszcze piękniejsza, niż wtedy, gdy ostatni raz ją widział. Jedwabiste włosy były dłuższe i jaśniejsze, nie pamiętał też tego, jak uroczo jej okrągłości łagodzą wysportowaną sylwetkę. A widok jej opalonych nóg pobudził myśli, do których nie miał prawa.

Paige zakryła usta dłonią, a jej oczy zaczęły zachodzić łzami.

Gdy był jakieś trzy metry od niej, podbiegła, upadła na kolana i objęła go ramionami.

Riley przytulił ją i zamknął oczy. I nagle byli tylko oni. Jak dawniej. Pokrewne dusze. Callahan i Warren. Och, jak bardzo za nią tęsknił. Głęboko odetchnął jej zapachem. Kwiaty. Słońce. Dom. Wsunął nos w jej włosy i chłonął jej obecność, wspominając te noce, kiedy leżał na pryczy, patrzył na jej zdjęcie i tęsknił za taką chwilą jak ta.

Z gardła wyrwał mu się szloch, który zamaskował śmiechem.

– Co to takiego, panno Warren? – zapytał z udawanym entuzjazmem. – Chyba nie będziesz płakać, co? Wiesz, że od razu robisz się brzydulą.

Paige odsunęła się i poklepała go w ramię, ukradkiem ocierając łzy.

– Tęskniłam za tobą, głupku. Boli cię? Gdzie masz leki? Może coś podać?

Świetnie, będą się nad nim trząść.

– Nie, dziękuję. Brałem w samolocie. Nic mi nie jest. Czuję się super.

Beau wyciągnął do Rileya rękę, odsuwając Paige na bok.

– Dobrze, że już jesteś w domu. Bardzo się o ciebie martwiliśmy.

– Dobrze jest wrócić. Jak zwykle.

Zac przejechał dłonią po króciutko ostrzyżonej głowie Rileya i rzekł:

– Nawet nie mogę zmierzwić ci włosów. A tak mnie to bawiło.

– Cześć, Zac. Cieszę się, że widzę twoją facjatę. No, ale muszę przyznać, że jak się patrzy z dołu, to wydajesz się gigantyczny.

– Wobec tego czym prędzej musimy postawić cię na nogi.

– Witaj, Riley – odezwała się gdzieś z tyłu ciotka Trudy. – Wiem, że jestem tylko ciotką, ale może też doczekam się swojej kolejki?

Riley uśmiechnął się i wyciągnął rękę.

– Chodź tutaj, ciociu Trudy.

Wsunęła się między Paige i Beau i objęła bratanka. Pachniała cytryną i krochmalem. Z wąskimi ramionami i szczupłymi rękami sprawiała wrażenie kruchej, lecz jej wygląd był mylący. Jednym spojrzeniem potrafiłaby zatrzymać armię.

– Dobry Boże, nie mieścisz się w wózku, Riley. Czy twoje mięśnie się rozmnożyły?

– Tak jakby – przyznał, kiedy przestali się ściskać.

– A jak lot? – spytał Beau. – Przespałeś się choć trochę?

Riley kątem oka spojrzał na Paige, która znowu manipulowała chusteczką przy oczach.

– Co nieco – odparł. Po czym, patrząc w oczy ciotce, dodał: – Tak naprawdę to miałbym ochotę na twoje mięso z warzywami, ciociu. Im szybciej, tym lepiej.

– Masz szczęście. Właśnie to przygotowałam. Stoi w wolnowarze u Paige.

– Do tego chleb kukurydziany, tłuczone ziemniaki i specjalność Paige – placek orzechowy – uzupełnił Zac.

– O rety, nie dobijajcie mnie. U mnie była albo kuchnia polowa, albo szpitalna, albo lotnicza. Wszystkie jednakowo paskudne.

– Masz jeszcze jakiś bagaż, który trzeba odebrać? – spytała ciotka, zwalniając hamulce.

– Tylko mój wózek. Ten muszę oddać – odparł i klasnął w ręce. – No, dobra. Ruszmy się. Nie mogę się doczekać, kiedy znajdę się w domu, zjem coś i prześpię się we własnym łóżku. – Wynajmował pokój na tyłach „Przydrożnego Zajazdu”, restauracji należącej do Zaca. Nic specjalnego, ale zawsze własny kąt.

Zac i Beau wymienili spojrzenia. Paige poruszyła się niespokojnie, a ciotka Trudy zaczęła nagle szukać czegoś w torebce.

Zaniepokoiło to Rileya.

– Co jest? Czego mi nie powiedzieliście?

– Eee... – zająknął się Zac, nie patrząc mu w oczy. – Właściwie to już nie ma twojego pokoju. W zimie zrobiłem remont, powiększyłem kuchnię. Myśleliśmy z Lucy, że po powrocie możesz mieszkać w pokoju gościnnym na piętrze, ale... – Spojrzał wymownie na nogę brata.

No tak. Z jedną nogą to niemożliwe. Pewnie, że na kulach jakoś sobie poradzi, lecz na razie poruszał się z trudem, niezdarnie, i wcale nie miał ochoty spaść i narobić sobie nowych kłopotów.

Całe powietrze z niego uszło jak z przekłutego balonu. Żegnaj, prywatności własnego kąta.

– Hm, to chyba będę mieszkać na plantacji.

Jakiś czas temu ciotka złamała sobie nogę i jadalnię przerobili na jej pokój. Rileya przeraziła myśl o tym, że przez okrągłą dobę będzie miał kogoś na głowie, ale starał się zachować kamienną minę.

– No, wiesz... – Zac potarł dłonią kark. – Właściwie teraz dom na plantacji jest w trakcie remontu.

Na widok jego miny w głowie Rileya zawyła syrena alarmowa.

– Właśnie zaczęliśmy remont – wyjaśnił Beau. – To miał być prezent ślubny dla mnie i Eden od ciotki Trudy. Chwilowo cały dół to plac budowy.

– Potrwa to co najmniej miesiąc – dodała ciotka Trudy.

– Ale nie martw się – pocieszyła go Paige, klepiąc go po ramieniu. – Od razu powiedziałam, że chcę, żebyś mieszkał u mnie. Mam bardzo ładne mieszkanie na parterze. Doskonale się nadaje. Stare drzwi są szerokie, a twoi bracia już zbudowali podjazd i zamontowali poręcze...

W głowie zaczęło mu wirować i przez chwilę stracił wszystko z oczu. Ma mieszkać z Paige? Spojrzał na Zaca, który patrzył na niego przepraszająco, a potem na Paige, której na widok jego miny zamarły słowa na ustach.

– Czy... czy nie chcesz? Wolisz mieszkać gdzie indziej? – spytała zdezorientowana.

W głębi jej błękitnych oczu błysnęło rozżalenie, ale czym prędzej spuściła powieki i pokryła przykrość uśmiechem, który znał zbyt dobrze, żeby mu wierzyć.

O cholera. Wpadł jak śliwka w kompot. Po chwili zmusił się do uśmiechu, starając się, by wyglądał szczerze.

– Tak. To znaczy nie. Super. A nawet jeszcze lepiej. Ale nie mogę pozbawiać cię pokoju. Będę spał na kanapie albo...

– Nic z tego – odparła zdecydowanie. – Już przeprowadziłam się ze swoimi rzeczami na piętro. Sprawa załatwiona.

Riley przeniósł wzrok z brata na dziewczynę. Uśmiech nie schodził mu z twarzy – niełatwy wyczyn przy zębach zaciśniętych jak szczęki imadła.

– Dobra z ciebie kumpelka. Wiecie co, idźcie po samochód, a Zac pomoże mi z wózkiem. Za chwilę do was dołączymy.

Zac stanął z tyłu i odsunął ciotkę na bok.

– Im szybciej wrócimy do domu, tym szybciej spróbujemy mięsa z warzywami.

– Otóż to – poparł go Riley.

Zac popchnął wózek ku karuzeli, a reszta poszła do wyjścia. Riley potarł usta drżącymi palcami, starając się opanować furię. Ma spędzić kilka tygodni, gnieżdżąc się w klitce Paige? Nie zniesie tego!

Ale jakie ma wyjście? Nie miał w banku grubej kasy, za którą mógłby kupić mieszkanie. A nawet gdyby miał, na razie nie mógł nawet marzyć o niezależności.

Na myśl o tym, że Paige będzie mu nadskakiwać, pomagać mu w ubieraniu się i w innych rzeczach, przy których ciągle potrzebował pomocy...

„Panie Boże, chcesz mnie dobić? Dlaczego nie pozwolisz mi zachować choćby odrobiny godności? Czy to za wiele prosić Cię o to?”

Plany odsunięcia się od dziewczyny wzięły w łeb. Razem na pięćdziesięciu pięciu metrach kwadratowych parteru w bungalowie. Z Paige.

To wszystko wina Zaca. Riley zacisnął mocno, do bólu, dłonie na metalowych poręczach wózka. Patrząc za oddalającą się rodziną, toczył ze sobą walkę, by się opanować. W końcu odwrócił się do Zaca i rzekł:

– Co ty sobie wyobrażasz? Że będę mieszkał z Paige? Masz pojęcie, co mi zrobiłeś?

– Spokojnie. – Zatrzymali się przed karuzelą bagażową. – Po pierwsze, nie podjąłem decyzji sam, tylko zrobiliśmy to wspólnie...

– Ale tylko ty wiesz! Wydawało mi się, że jesteś po mojej stronie.

– Nie było specjalnie dużego wyboru, Riley.

– Każdy inny wybór byłby lepszy niż to!

– W porządku, uspokój się. Jak rozumiem, nie tego oczekiwałeś. – Zac nacisnął hamulce. – Ale może warto spojrzeć na to jak na okazję?

– Okazję do czego? Żeby Paige pomagała mi zmieniać zakrwawione opatrunki, wchodzić pod prysznic? Żeby opiekowała się mną jak inwalidą? To właśnie miałeś na myśli? Moja duma już znikła, spuściłem po niej wodę, ale jeśli się postaramy, to może da się ją pogrążyć jeszcze bardziej?

Zac zrobił skruszoną minę. Zdjął wózek inwalidzki, który pojawił się na pasie, i rozłożył go.

– Wiem, że przeszedłeś przez piekło. Ale ona jest twoją przyjaciółką, chce ci pomóc. Powiem ci prawdę: lepiej jest czuć, że można pomóc, niż wiedzieć, że jesteś tysiące mil stąd, a my nie możemy nawet kiwnąć palcem. Może to was zbliży. Może to twoja szansa.

Riley roześmiał się bez przekonania.

– Tak, bo Paige zawsze chciała związać się z kaleką.

W oczach Zaca coś błysnęło.

– Jesteś tą samą osobą, jaką byłeś, Riley.

Nieprawda. Absolutna nieprawda. Ani fizycznie nie jest taki sam, ani psychicznie. Ugryzł się w język, żeby tego nie powiedzieć. Nic nigdy nie będzie już takie jak dawniej. Paige zasługiwała na to, co najlepsze, a on się do tej kategorii nie zaliczał.

Zac uważnie przyjrzał się bratu.

– Co się stało z twoim szczerym uśmiechem?

Riley zacisnął zęby i spojrzał w bok, na karuzelę, która popiskując, nieustannie krążyła.

– Przysuń tu ten wózek.

– Powiedz mi, dlaczego odnoszę wrażenie, że wcale nie czujesz się w połowie tak super, jak twierdzisz?

Po dłuższej chwili Riley opanował się na tyle, że odpowiedział:

– Nic mi nie jest. Tylko... chciałem się odsunąć od Paige. A teraz jestem ugotowany. – Spojrzał twardo na Zaca. – Jeśli spróbuję się przenieść, tylko zranię jej uczucia. Od razu domyśli się, że coś jest nie w porządku.

– To nie byłoby takie złe.

– Nic z tego.

Musi to jakoś wytrzymać. Rehabilitacja i ćwiczenia do upadłego, póki nie będzie w stanie założyć protezy i zacząć sam sobie radzić. Bo im szybciej zdobędzie niezależność, tym szybciej będzie mógł zniknąć z życia Paige – i z Summer Harbor – na dobre.