3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Król Ryszard III

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Król Ryszard III
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

William Shakespeare

Król Ryszard III

Tragedia w 5 aktach

Tłumaczenie Józef Paszkowski

Warszawa 2017

Spis treści

Osoby

Akt pierwszy

Scena pierwsza

Scena druga

Scena trzecia

Scena czwarta

Akt drugi

Scena pierwsza

Scena druga

Scena trzecia

Scena czwarta

Akt trzeci

Scena pierwsza

Scena druga

Scena trzecia

Scena czwarta

Scena piąta

Scena szósta

Scena siódma

Akt czwarty

Scena pierwsza

Scena druga

Scena trzecia

Scena czwarta

Scena piąta

Akt piąty

Scena pierwsza

Scena druga

Scena trzecia

Scena czwarta

Osoby

KRÓL EDWARD IV

EDWARD – książę Walii, później król Edward V, syn króla

RYSZARD – książę Yorku, syn króla

GRZEGORZ – książę KLARENS, brat króla

RYSZARD – książę GLOSTER, później król Ryszard III, brat króla

Młody syn księcia Klarensa

HENRYK – hrabia RYSZMOND, później król Henryk VII

Kardynał BOURCHIER – arcybiskup kenterbryjski

ARCYBISKUP Yorku

Biskup ELY

Książę BUCKINGHAM

Książę NORFOLK

Hrabia SURREY – jego syn

Hrabia RIVERS – brat małżonki króla Edwarda

Markiz DORSET – syn tejże

Lord GREY – syn tejże

Hrabia OXFORD

Lord HASTINGS

Lord STANLEY

Lord LOVEL

Sir TOMASZ WOGAN

Sir RYSZARD RATKLIF

Sir WILIAM KETSBY

Sir JAKUB TYRREL

Sir JAKUB BLUNT

Sir WALTER HERBERT

Sir ROBERT BRAKENBERY – komendant Towru

KRZYSZTOFOR URSWIK – ksiądz

Drugi ksiądz

LORD MAJOR Londynu

SZERYF z Wiltszajr

PODHEROLD – PISARZ

ELŻBIETA – małżonka króla Edwarda IV

MAŁGORZATA – wdowa po królu Henryku VI

Księżna YORKU – matka króla Edwarda IV, książąt Klarensa i Glostera

Lady ANNA – wdowa po Edwardzie, księciu Walii, synu króla Henryka VI, później żona księcia Glostera

Córka księcia Klarensa, dziecko

Lordowie i inne Osoby z orszaków, obywatele, mordercy, gońcy, żołnierze, duchy itd.

Rzecz dzieje się w Anglii.

Akt pierwszy

Scena pierwsza

Londyn. Ulica.

Wchodzi Gloster.

GLOSTER

Tak więc nam słońce Yorku zamieniło

Zimę niesnasek w promieniste lato

I chmury zwisłe ponad naszym domem

Legły w głębokim łonie oceanu.

Teraz nam zdobią skroń zwycięskie wieńce;

Oręże nasze wyszczerbione wiszą

Na kształt trofeów; z obozowej wrzawy

Do uroczystych przeszliśmy festynów,

Z forsownych marszów do wesołych pląsów.

Wojownik chmurne rozpogodził czoło,

I zsiadłszy z krytego stalą rumaka,

Którym przerażał strasznych nieprzyjaciół,

Podryga teraz po dworskich komnatach,

W lubieżnych skokach przy odgłosie lutni.

Lecz do igraszek jam nie jest stworzony,

Ni do palenia kadzideł miłosnych,

Ja z gruba kuty, za ciężki, za sztywny

Do czupurzenia się przed lekką nimfą,

Prostak pod względem wszelkich dwornych manier,

Upośledzony z natury, niekształtny,

Nieokrzesany, zesłany przed czasem

W ten świat oddechu, i to tak koślawo

I nieudatnie, że psy ujadają,

Gdy sztykutając mimo nich przechodzę;

Ja w ten piskliwy czas pokoju nie mam

Innej uciechy, którą bym czas zabił,

Jak chyba śledzić własny cień na słońcu

I rozpatrywać szpetność mej postaci.

Nie mogąc przeto zostać adonisem,

By godnie spędzić ten ciąg dni różanych,

Postanowiłem zostać infamisem

I do tych marnych pustot się nie mieszać.

Osnułem sieci intryg za pomocą

Zdradnych poszeptów, snów i przepowiedni,

By w moim bracie, Klarensie i w królu

Zażec wzajemną nienawiść ku sobie.

Jestli król Edward szczery i rzetelny,

Tak jak ja chytry jestem i obłudny,

Dziś jeszcze Klarens będzie w ciupie siedział,

A to na mocy wróżby, która mówi:

Że ktoś, co miano swe od G zaczyna,

Zabójcą będzie Edwardowych dzieci.

Myśli me, dajcie nurka! Oto Klarens.

Wchodzi Klarens pod strażą, za nim Brakenbery.

Dzień dobry, bracie! Co znaczy ta zbrojna

Straż przy osobie Waszej Wysokości?

KLARENS

Jego Królewska Mość w dbałości swojej

O moją całość raczyła mi dodać

Taką eskortę na drogę do Towru.

GLOSTER

Z przyczyny?

KLARENS

Tej, że Jerzy mi na imię.

GLOSTER

Ależ, milordzie, to nie twoja wina:

Niechajby za to do więzienia wsadził

Tych, co ci na chrzcie dali takie imię.

Może ma Jego Królewska Mość zamiar

Kazać cię w Towrze ochrzcić po raz drugi?

Ależ na serio, co to jest, Klarensie?

Nie mogęż wiedzieć?

KLARENS

Czemu nie, Ryszardzie,

Bylebym tylko sam wiedział: bo dotąd,

Na honor, nie wiem. Mówią, że król Edward

Bierze do serca sny i przepowiednie,

Że z alfabetu głoskę G wykreśla;

Bo mu jasnowidz jakiś miał powiedzieć,

Że G potomstwo jego wydziedziczy;

Że zaś me imię od G się zaczyna,

Wnosi więc, że się to ma stać przeze mnie.

Te oraz inne podobne androny

 

Skłoniły Jego Wysokość, jak słyszę,

Do uwięzienia mnie.

GLOSTER

Otóż to skutki,

Kiedy nad nami kobiety przewodzą!

Nie król to Edward wtrąca cię do Towru,

Lecz jego żona, lady Grey, Klarensie,

Do tej przywodzi go ostateczności.

Czyliż nie ona, wespół z tym poczciwym

Antonim Wudwil, swym bratem, sprawiła,

Że lorda Hastings zataszczył do Towru?

Źle z nami, bracie Klarensie, źle z nami.

KLARENS

Dalibóg, nikt tu nie jest pewnym siebie

Prócz parenteli królowej i owych

Czynnych heroldów, co o nocnej porze

Pomiędzy królem a panią Szor łażą.

Czy też słyszałeś, z jak korną submisją

Błagał ją Hastings o swe uwolnienie?

GLOSTER

Chyląc się kornie przed nią jak przed bóstwem,

Wymodlił sobie lord szambelan wolność,

Wiesz co? ja myślę, że jeżeli chcemy

Cieszyć się nadal królewskimi względy,

To nic innego nam nie pozostaje,

Jak pójść jej służyć i wdziać jej liberię.

Owa zużyta wdowa zazdrośnica

I ona, odkąd je nasz brat uszlachcił,

Najsamowładniej trzęsą naszym państwem.

BRAKENBERY

przystępując

Wasze miłoście raczą mi wybaczyć;

Jego Królewska Mość surowo zlecił,

By, niezależnie od stopnia, nikt nie miał

Z księciem Klarensem potajemnych rozmów.

GLOSTER

Czy tak? Toć możesz, mości Brakenbury,

Słyszeć, jeżeli chcesz, wszystko, co mówim.

Nie knujem spisków, panie, mówiliśmy,

Że Król Jegomość jest mądry, cnotliwy;

Że Jej Królewska Mość jest już cokolwiek

W latach podeszłą, piękną, nie zazdrosną;

Że żona Szora ma prześliczną nóżkę,

Milutkie oczy, koralowe usta,

Dźwięczny głos; wreszcie, że krewni królowej

Wyszli na wielce znakomitych ludzi.

Cóż waćpan na to? Sądziszli przeciwnie?

BRAKENBERY

Milordzie, jestem w tym punkcie jak w rogu.

GLOSTER

Jak w rogu, w punkcie pani Szor? Wiedz aspan,

Że prócz jednego nie wolno nikomu

Bywać w tym punkcie, chyba po kryjomu.

BRAKENBERY

Cóż to za jeden, panie, co mu wolno?

GLOSTER

Jej mąż, obwiesiu; chciałżebyś mnie podejść?

BRAKENBERY

Racz mi przebaczyć, a, milordzie, przy tym

Zaniechać dalszej z książęciem rozmowy.

KLARENS

Znamy powinność twoją, Brakenbery,

Będziemy przeto posłuszni.

GLOSTER

Jesteśmy

Poniżonymi sługami królowej.

Być więc posłuszni musim. Bądź zdrów, bracie:

Pójdę do króla i do czegokolwiek

Zechcesz mnie użyć, chociażby mi przyszło

Nazwać Edwarda połowicę siostrą,

Wszystko uczynię, aby cię uwolnić.

Bądź jak bądź twardy ten postępek brata

Dotknął mnie bardziej, niż sobie wystawiasz.

KLARENS

Wiem, że to obu nam się nie podoba.

GLOSTER

Niedługo zresztą potrwa twa klauzura;

Wyrwęć z niej lub się sam do niej dostanę:

Bądź więc cierpliwy.

KLARENS

Muszęć być rad nie rad.

Bądź zdrów.

Wychodzi z Brakenberym i strażą.

GLOSTER

Idź w drogę, z której już nie wrócisz,

O, dobroduszny Klarensie! miłujęć

Do tego stopnia, że wkrótce twą duszę

Do nieba poślę, jeśli tylko niebo

Zechce z rąk moich ten dar przyjąć. Któż to?

Wszak to świeżo uwolniony Hastings.

Wchodzi Hastings.

HASTINGS

Miłościwego witam księcia pana.

GLOSTER

Witaj, kochany lordzie szambelanie!

Rad cię oglądam na wolnym powietrzu.

Jakżeś zniósł, powiedz, swoje uwięzienie?

HASTINGS

Cierpliwie, panie, jak przystoi więźniom,

I mam nadzieję wywdzięczyć się kiedyś

Tym, z których łaski w sztuce cierpliwości

Nabyłem wprawy.

GLOSTER

Ani wątpić o tym;

Tak się wywdzięczy i Klarens, bo twoi

Nieprzyjaciele są także i jego

Nieprzyjaciółmi i tak samo jemu

Uszyli buty jak tobie.

HASTINGS

Niestety!

Orła zamknięto w klatce, by jastrzębie

I kanie mogły samopas bonować.

GLOSTER

Cóż tam nowego słychać?

HASTINGS

Nic tak złego,

Tam jak tu: król jest niedomagający,

Cierpiący, smutny; bardzo się o niego

Boją lekarze.

GLOSTER

Na świętego Pawła!

Zła to nowina, w istocie za długo

Ścisłej się trzymał diety; tym sposobem

Wycieńczył swoją królewską osobę.

Boleśnie myśleć o tym. Czy on w łóżku?

HASTINGS

W łóżku.

GLOSTER

Idź przodem, pośpieszę za tobą

Wychodzi Hastings.

On żyć nie może długo, a nie może

Umrzeć, dopóki Klarens ekstrapocztą

Do bram niebieskich nie będzie wyprawion.

Muszę natychmiast udać się do niego

I podżec jego niechęć do Klarensa

Kłamstwami w racje niezbite kutymi.

Jeśli głęboki plan mój mi się uda,

Klarens drugiego dnia już nie dożyje.

Niech wtedy Pan Bóg wezwie do swej chwały

Króla Edwarda i mnie świat zostawi,

Bym się swobodnie w nim rozpostarł. Wtedy

Najmłodszą córkę Warwika zaślubię,

Chociażem zabił jej męża i ojca.

Najlepszym środkiem do udobruchania

Tej hardej dziewki ten mi się wydaje,

Abym sam został jej mężem i ojcem;

Tak też uczynię, nie tyle z miłości,

Co gwoli innych tajnych celów, których

Przez ocenienie to będę mógł dopiąć

Ale ja łowię ryby przed niewodem:

Edward panuje, Klarens jeszcze żyje;

Gdy ich grób skryje, zysk mój się wykryje.

Wychodzi.

Scena druga

Tamże. Inna ulica.

W otwartej trumnie niosą przez scenę ciało Henryka VI: obok postępują dworzanie z halabardami jako straż i lady Anna jako płaczka.

ANNA

Stawcie tu, stawcie to cne wasze brzemię.

Możeli zacność w trumnie lec na wieki,

Bym uroczystym żalem uświęciła

Wczesne drogiego Lankastra zgaśnięcie.

Zimny świętego króla wizerunku!

Domu Lankastrów pobladły popiele!

Bezkrwawy szczątku czystej krwi królewskiej!

Niech mi się godzi duch twój tu przywołać,

Dla wysłuchania żalu biednej Anny,

Żony Edwarda, syna twego, który

Zgładzony został przez tę samą rękę,

Co ci zabójczo rany te zadała!

Z tych okien, dotąd otwartych, którymi

Wyszło twe życie, ja, niestety, czerpię

Dla moich oczu balsam bezskuteczny.

Przeklęta dłoń, co przejścia te otwarła!

Przeklęte serce, co do tego wiodło!

Przeklęta krew, co krew tę wytoczyła!

Oby ten nędznik, co nas śmiercią twoją

Przywiódł do nędzy, gorszej doli doznał

Od tej, jakiej bym mogła życzyć żmijom,

Padalcom, wszelkim jadowitym płazom;

Niech jego dzieci, jeśli je mieć będzie,

Przychodzą na świat przedwcześnie, potwornie,

Odrażającym, szpetnym swym widokiem

Straszą w nadziejach zawiedzioną matkę

I wszelką po nim niedolę dziedziczą!

Jeśli mieć będzie kiedykolwiek żonę,

Niech ją śmierć jego nieszczęśliwszą zrobi,

Niż mnie zrobiła śmierć męża i twoja!

Podejmcie teraz i do Czertsej nieście

Ten święty ciężar, wyniesiony z sklepień

Świętego Pawła, by tam był złożonym;

A ile razy przystaniecie znowu,

Celem wytchnienia, ja wtedy rozpaczne

Żale me znowu rozpościerać zacznę.

Tragarze podejmują trumnę i postępują dalej. Wchodzi Gloster.

GLOSTER

Stójcie i trupa postawcie na ziemi.

ANNA

Przez jakież czary ten zły duch tu przyszedł,

Wstrzymywać nasze pobożne obrzędy?

GLOSTER

Postawcie trupa, hultaje, lub w trupa

Zamienię tego, co mnie nie posłucha.

PIERWSZY DWORZANIN

Odstąp, milordzie, i pozwól przejść z trumną.

 

GLOSTER

Krnąbrny warchole, stój, kiedy ci każę;

Nie właź mi pod nos z swoją halabardą!

Bo, na świętego Pawła, w proch cię zgniotę

I zdepczę, gburze, za twoją zuchwałość.

Tragarze stawiają trumnę.

ANNA

Cóż to jest? drżycie? struchleliście wszyscy!

Ach, ja wam tego za złe mieć nie mogę;

Wyście śmiertelni, a śmiertelne oko

Znieść nie potrafi widoku szatana. –

Precz stąd, ty straszny posłanniku piekieł!

Ty miałeś tylko moc nad jego ciałem,

Duszy mieć jego nie możesz; precz zatem!

GLOSTER

Kochana, święta, przez miłość bliźniego,

Nie klnij tak.

ANNA

Odstąp, diable, w imię Boga!

I nie przeszkadzaj nam: tyś to obrócił

Szczęśliwą ziemię naszą w istne piekło,

W ojczyznę przekleństw i jęków. Jeżeli

Żądno ci widzieć twe czyny ohydne,

To spojrzyj na tę próbę swoich rzezi. –

Patrzcie, panowie, patrzcie: czy widzicie,

Jak się zastygłe zmarłego Henryka

Otwarły rany i świeżą krew sączą?

Wzdrygnij się, bryło obmierzłej szpetności!

Twoja to bowiem obecność dobywa

Tę krew z tych zimnych żył, w których krwi nie ma;

Twój czyn nieludzki i nienaturalny

Nienaturalny potok ten sprowadza.

Boże, tyś stworzył tę krew, Ty ją pomścij!

Ziemio, ty pijesz tę krew, ty ją pomścij!

Powalcie, nieba, gromem tego zbójcę.

Albo ty ziemio otwórz się i schłoń go,

Jakeś schłonęła tę krew wytoczoną

Jego ramieniem zaprzedanym piekłu.

GLOSTER

Nie znasz prawideł miłości bliźniego,

Milady, która za złe każe dobrem,

Błogosławieństwem za przekleństwa płacić.

ANNA

A ty, poczwaro, ty żadnych praw nie znasz,

Boskich ni ludzkich; najdzikszy zwierz nawet

Zna przecie jakieś uczucia litości.

GLOSTER

Ja nie znam żadnych, przetom też nie zwierzę.

ANNA

Co za dziw, kiedy szatan mówi prawdę!

GLOSTER

Większy dziw, kiedy anioł tak jest gniewny. –

Pozwól, niewiasty boski arcywzorze,

Bym się z zakału tej mniemanej winy

Przy sposobności oczyścił przed tobą.

ANNA

Pozwól, zarazo w postaci człowieka,

Bym cię z powodu tej winy uznanej

Przy sposobności przekleństwem okryła.

GLOSTER

Piękności, wyższa nad wszystkie wyrazy!

Ścierp, bym z zarzutów się usprawiedliwił.

ANNA

Szkarado, niższa nad wszelkie pojęcie,

Stryczkiem najlepiej się usprawiedliwisz.

GLOSTER

Taką rozpaczą obwiniłbym siebie.

ANNA

Rozpacz by ciebie usprawiedliwiła,

Skorobyś wywarł zasłużoną zemstę

Na sobie samym, za niezasłużone

Zabójstwo drugich.

GLOSTER

Przypuśćmy, milady,

Żem nie ja śmierć im zadał.

ANNA

Więc przypuszczasz,

Że nie zginęli: zginęli jednakże

I to z twej ręki, piekielny siepaczu.

GLOSTER

Nie ja zabiłem twego, pani, męża.

ANNA

Więc jeszcze żyje?

GLOSTER

Nie, zaiste: padł on

Z ręki Edwarda.

ANNA

Kłamiesz! Małgorzata

Widziała nóż twój jego krwią dymiący,

Tenże sam, coś go niegdyś na nią podniósł,

Tylko go twoi bracia odtrącili.

GLOSTER

Uniósł mnie jej zły język, co potwarczo

Ich winę zwalał na mój kark niewinny.

ANNA

Uniósł cię twój zły umysł, który nigdy

O niczym innym nie śnił jak o rzeziach.

Nie tyżeś tego zamordował króla?

GLOSTER

Dajmy na to.

ANNA

Dajmy na to, zbójco!

Daj Boże także, abyś za bezbożny

Ten czyn na wieki został potępiony! –

On był tak dobry, łagodny, cnotliwy!

GLOSTER

Tym ci godniejszy być u króla niebios.

ANNA

W niebie on, dokąd ty nigdy nie dojdziesz.

GLOSTER

Wdzięczność mi winien za to, żem mu pomógł

Dostać się ówdzie; tam odpowiedniejsze

Miejsce dla niego niżeli na ziemi.

ANNA

Dla ciebie tylko jedno odpowiednie:

A tym jest piekło.

GLOSTER

Tak, i jeszcze jedno;

Chceszli, milady, abym je wymienił?

ANNA

Chyba więzienie.

GLOSTER

Sypialnia, milady.

ANNA

Zatruty spokój niech będzie w pokoju,

Gdzie ty spoczywasz!

GLOSTER

Będzie nim, o pani.

Tak długo, póki nie spocznę przy tobie.

ANNA

Tak się spodziewam.

GLOSTER

Ani wątpię o tym.

Tymczasem, pełna wdzięków lady Anno,

Aby sprowadzić w poważniejsze szranki

To ostre starcie się naszych dowcipów,

Powiedz mi, czyli ktoś, co spowodował

Przedwczesną śmierć tych dwóch Plantagenetów:

Henryka i Edwarda, czy ktoś taki

Nie zasługuje na równą naganę,

Jak ten, co przywiódł ją do skutku?

ANNA

Tyś to

Był doń powodem i niecnym jej sprawcą.

GLOSTER

Twój to wdzięk do tej sprawy był powodem,

Twój wdzięk, co we śnie mię drażni i bodzie

Do przelewania krwi całego świata,

W nadziei słodkich godzin w twym objęciu.

ANNA

Gdybym tę pewność miała, te paznokcie

Zdarłyby, zbójco, ten wdzięk z mego lica.

GLOSTER

Oczy me nigdy nie ścierpią tej krzywdy;

Nigdy byś, pani, jej nie wyrządziła,

Gdybym był przy tym. Jak słońcem świat cały,

Tak ja się twoim rozkoszuję wdziękiem:

On jest mym dniem, mym życiem.

ANNA

Niech noc czarna

Dzień twój zamroczy, a śmierć życie twoje!

GLOSTER

Piękna istoto, nie klnij sobie samej:

Tyś tym obojgiem.

ANNA

Z serca bym być rada

Obojgiem, aby zemścić się na tobie.

GLOSTER

Takie życzenie jest nienaturalne:

Chcieć się mścić na kimś, co cię czule kocha.

ANNA

Jest to życzenie słuszne i właściwe:

Chcieć się mścić na kimś, co mi zabił męża.

GLOSTER

Ten, co cię męża pozbawił, milady,

Zrobił to, by ci dać lepszego w zamian.

ANNA

Lepszego niż on nie ma na tej ziemi.

GLOSTER

Jest ktoś, co lepiej cię od niego kocha.

ANNA

Wymień go.

GLOSTER

Miano jego Plantagenet.

ANNA

To miano mego męża.

GLOSTER

Takież same

Ma i ten, tylko przy lepszych warunkach.

ANNA

Gdzie on?

GLOSTER

Tu.

Anna pluje na niego

Za co pani na mnie plujesz?

ANNA

Rada bym, aby to był jad śmiertelny.

GLOSTER

Nigdy jad nie trysł z piękniejszego źródła.

ANNA

Nigdy jad nie zwisł na brzydszej gadzinie.

Precz z moich oczu! zarażasz je.

GLOSTER

Pani,

Twoje to oko zaraziło moje.

ANNA

Oby to oko było bazyliszkiem,

Co by cię na śmierć olśnił!

GLOSTER

Oby było!

Bo tym sposobem umarłbym od razu,

Zamiast powolnie konać. Twoje oko

Słone łzy nieraz wycisnęło z moich;

Zdrojem dziecinnych kropel zsromociło

Ten wzrok, którego nigdy do tej pory

Wilgoć czułości nie zamgliła jeszcze;

Który pozostał jasnym nawet wtedy,

Kiedy mój ojciec York i Edward płakał,

Słysząc żałosny jęk Rutlanda w chwili,

Gdy go czarnego Klifforda miecz przeszył;

I wtedy, kiedy twój waleczny ojciec

Rzewnie, jak małe dziecko opisywał

Śmierć mego ojca i kilkakroć razy

Przerywał opis, aby łkać i szlochać,

Tak, że ktokolwiek był przy tym obecny,

Mokre miał lica, jak liście po deszczu.

W smutnych tych czasach męskie moje oko

Wzgardziło łzami niegodnymi męża.

I czego wtedy żałość nie zdołała

Wydobyć z niego, to wydobył teraz

Twój wdzięk; oślepił je prawie od płaczu.

Nigdy o żadną łaskę nie błagałem

Ani przyjaciół, ani nieprzyjaciół;

Nigdy mój język nie mógł się nauczyć

Słodko pochlebnej mowy; ale teraz,

Gdy wdzięk twój celem, dumne moje serce

Błaga i znagla język do mówienia.

Anna spogląda nań z pogardą

Nie szpeć, o pani, ust swych tym wyrazem

Odpychającym, one są stworzone

Do pocałunków, a nie do pogardy.

Jeśli twe mściwe serce nie przebacza,

Oto dowodny miecz z spiczastym ostrzem;

Utop go, jeśli chcesz, w tej wiernej piersi

I wygnaj duszę, która cię uwielbia,

Gołoć go daję, oczekując śmierci;

I na kolanach kornie o nią proszę.

Odsłania pierś, Anna mierzy w nią mieczem.

Nie ociągaj się: jam to zamordował

Króla Henryka, ale twoja piękność

Spowodowała mnie do tego. Uderz!

Ja to zgładziłem młodego Edwarda;

Anna zamierza się znowu

Ale mnie k’temu wiódł twój boski powab.

Anna upuszcza miecz

Podnieś, aniele, miecz albo mnie podnieś.

ANNA

Wstań, obłudniku! choć śmierci twej pragnę,

Nie chcę jednakże być jej wykonawcą.

GLOSTER

To mi każ z własnej lec dłoni, a legnę.

ANNA

Jużem kazała.

GLOSTER

Wtedy byłaś w gniewie.

Powtórz ten rozkaz, a zaraz ta ręka,

Co przedmiot twojej miłości zabiła

Z żywej miłości ku tobie, zabije

Przedmiot twej wzgardy dla miłości twojej.

Będziesz więc winną obydwu tych śmierci.

ANNA

Gdybym twe serce znać mogła!

GLOSTER

Me serce

Jest w moich ustach.

ANNA

Boję się, czy tylko

W jednym i drugim fałsz się nie ukrywa.

GLOSTER

Nie ma więc prawdy w ludziach.

ANNA

Dobrze, dobrze;

Włóż miecz do pochwy.

GLOSTER

Czy już zgoda z nami?

ANNA

Później się dowiesz.

GLOSTER

Mogęż mieć nadzieję?

ANNA

Nadzieję każdy ma.

GLOSTER

Przyjmij ten pierścień.

ANNA

wkłada pierścień na palec

Przyjęcie nie jest daniem.

GLOSTER

Jak ten pierścień

Objął ten palec, tak niech twoje serce

Obejmie moją miłość: dzierż oboje,

Oboje bowiem do ciebie należą.

Jeśli zaś wierny twój niewolnik zdoła

Wyprosić sobie jeszcze coś u ciebie.

To szczęście jego zapewnisz na wieki.

ANNA

Czego chcesz?

GLOSTER

Abyś tę żałobną czynność

Pozostawiła temu, co ma więcej

Niż ty powodów do żałoby; tudzież