Więcej niż pocałunek

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Tytuł oryginału: The Kiss Quotient

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redaktor prowadzący: Ewa Orzeszek-Szmytko

Redakcja: Anna Kowalska

Redakcja techniczna: Anna Sawicka-Banaszkiewicz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Lingventa

Zdjęcie wykorzystane na okładce

© pixelfit/iStockphoto.com

© 2018 by Helen Hoang

All rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form.

This edition published by arrangement with Berkley n imprint of Penguin Publishing Group, a division of Penguin Random House LLC.

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2019

© for the Polish translation by Paweł Wolak

ISBN 978-83-287-1200-3

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2019

Mojej rodzinie.

Dziękuję Ngoại, Mẹ, Chị 2, Chị 3, Chị 4, Anh 5 i Anh 7. Zawsze byliście dla mnie bezpieczną przystanią.

Dziękuję, skarbie, za to, że mnie kochasz i znosisz moje obsesje, dziwactwa i kaprysy.

Dziękuję Wam, B-B i I-I. Jestem wdzięczna, że pozwalacie mamie pisać. Jesteście najwspanialszym darem, jaki mogłam dostać od losu


Rozdział 1

– Wiem, że nie lubisz niespodzianek. Uważam jednak, że należy otwarcie mówić o naszych oczekiwaniach. Chcielibyśmy dać ci odpowiednio dużo czasu, dlatego już teraz powinnaś wiedzieć, że jesteśmy gotowi na wnuki.

Stella Lane oderwała wzrok od talerza ze śniadaniem i spojrzała na starzejącą się z wdziękiem twarz własnej matki. Delikatny makijaż uwydatniał jej gotowe do walki brązowe oczy. Stella zdawała sobie sprawę, że to zły znak. Kiedy matka wbiła sobie coś do głowy, zachowywała się jak żądna zemsty surykatka, zaczepna i nieustępliwa, choć pozbawiona futra i nieszczerząca zębów.

– Będę to miała na uwadze – oznajmiła Stella.

Była w szoku i dopadła ją galopada panicznych myśli. Wnuki to przecież nic innego jak małe dzieci. A to oznaczało pieluchy. Całe góry brudnych, śmierdzących pieluch. Poza tym dzieci płaczą i drą się jak opętane, czego nie są w stanie wygłuszyć nawet najwyższej klasy słuchawki. Jak można być tak małym i tak długo się wydzierać? No i niestety dzieci wiążą się z zamążpójściem. Wcześniej trzeba mieć chłopaka i umawiać się na randki, a to oznacza seks. Stella poczuła, jak jej ciałem wstrząsa zimny dreszcz.

– Nie zapominaj, kochanie, że masz już trzydzieści lat. Martwimy się, że ciągle jesteś singielką. Próbowałaś korzystać z Tindera?

Chwyciła szklankę z wodą i wypiła duży łyk, przypadkowo połykając kostkę lodu. Musiała odkaszlnąć i dopiero po dłuższej chwili odburknęła:

– Nie, nie próbowałam.

Na samą myśl o Tinderze i konieczności umawiania się z facetami zaczynała się pocić. Nienawidziła wszystkiego, co wiązało się z randkowaniem: opuszczenia strefy komfortu i żegnania się z ustalonym porządkiem. Nie znosiła też bezsensownych rozmów, które co chwilę wprawiały ją w zakłopotanie. No i był jeszcze ten straszny seks…

– Zaproponowali mi awans – powiedziała, licząc na to, że uda się zmienić temat.

– Znowu? – zapytał ojciec, opuszczając rozpostartą płachtę „Wall Street Journal” i spoglądając na córkę znad okularów w drucianych oprawkach. – Przecież ostatnio dostałaś promocję zaledwie pół roku temu. To naprawdę niesamowite!

Stella wyraźnie się ożywiła.

– Nasz ostatni klient, duży sklep internetowy, którego nazwy nie mogę wam niestety zdradzić, dał nam do obróbki niezwykle interesujące zbiory danych. Dostałam wolną rękę i mogłam się tym bawić całymi dniami. Napisałam specjalny algorytm, który miał skutecznie sugerować kolejne zakupy. Świetnie działa i okazało się, że moje rozwiązanie przerosło ich oczekiwania.

– Kiedy zaczynasz pracę na nowym stanowisku? – zapytał ojciec.

– No cóż…

Sos holenderski i żółtka zaczęły spływać z ciastek krabowych. Wszystko wymieszało się na talerzu i Stella starała się porozdzielać tę breję widelcem.

– Nie zaakceptowałam tej oferty. Miałam zostać główną specjalistką od ekonometrii, co oznaczało bezpośredni nadzór nad pięcioma podwładnymi i o wiele więcej kontaktów z klientami. A ja po prostu nadal chcę pracować z danymi.

Matka lekceważąco machnęła ręką, pokazując, że nie liczy się ze zdaniem córki.

– Stello, chyba zaczynasz osiadać na laurach. Jeśli przestaniesz stawiać sobie nowe wyzwania, nie będziesz dalej rozwijać umiejętności społecznych. A tak à propos, czy w pracy są jacyś koledzy, z którymi miałabyś ochotę umówić się na randkę?

Ojciec odłożył gazetę i splótł ręce na zaokrąglonym brzuchu.

– A co z Philipem Jamesem? Poznaliśmy go na twojej imprezie firmowej i zrobił na nas bardzo miłe wrażenie.

Dłonie matki pofrunęły w górę w stronę ust jak dwa gołębie zwabione okruchami chleba.

– No tak! Dlaczego o nim nie pomyślałam? Był taki grzeczny. I do tego całkiem przystojny.

– Zgadzam się, spoko koleś. – Stella dotknęła palcami zbierających się na szklance kropli wody. Owszem, brała Philipa pod uwagę. Był zarozumiały i uszczypliwy, ale zawsze mówił prosto z mostu. Lubiła takich ludzi. – Wydaje mi się, że cierpi na zaburzenia osobowości.

Matka poklepała ją po ręce, ale zamiast się wycofać, przykryła dłonią jej palce.

– Może to dla ciebie dobra partia, kochanie? Jeżeli sam zmaga się z takimi problemami, to niewykluczone, że będzie bardziej wyrozumiały dla twojego aspergera.

Chociaż matka wypowiedziała te słowa neutralnym tonem, to w uszach Stelli zabrzmiały głośno i nienaturalnie. Obrzuciła wzrokiem sąsiednie stoliki rozstawione na zadaszonym ogródku restauracji. Chciała się upewnić, że nikt nic nie słyszał. Po chwili przeniosła spojrzenie na wciąż spoczywającą na jej dłoni rękę. Miała ochotę się wyrwać, ale wiedziała, że powinna powstrzymać ten odruch. Nie znosiła, gdy ktoś jej dotykał. Matka doskonale zdawała sobie z tego sprawę, jednak robiła takie rzeczy w ramach „treningu”, co zazwyczaj doprowadzało Stellę do szału. Czy Philip byłby w stanie to zrozumieć?

– Wezmę go pod uwagę – powiedziała i naprawdę podjęła taką decyzję. Kłamstw i oszukiwania nienawidziła jeszcze bardziej niż seksu. Koniec końców, chciała też, żeby matka była z niej dumna. Stella wiedziała, że niezależnie od swoich dotychczasowych osiągnięć, nie do końca spełniła oczekiwania rodziców i w związku z tym sama również nie była z siebie zadowolona. Co innego, gdyby wreszcie znalazła chłopaka. Niestety, mimo licznych wysiłków, jak do tej pory jej się to nie udało.

Na twarzy matki pojawił się promienny uśmiech.

– Doskonale. W takim razie na następny obiad charytatywny, który mam zamiar zorganizować za kilka miesięcy, przyjdziesz z osobą towarzyszącą. Będzie mi miło znowu zobaczyć pana Jamesa, ale jeśli nie uda ci się go zaprosić, kogoś dla ciebie znajdę.

Stella zacisnęła usta. Jej ostatnie doświadczenia erotyczne wiązały się właśnie z facetem znalezionym przez matkę. Trzeba przyznać, że był całkiem przystojny, lecz miał dziwne poczucie humoru, które zupełnie zbijało Stellę z tropu. Ona była ekonomistką, a on inwestorem dostarczającym kapitału podwyższonego ryzyka, więc teoretycznie sporo ich łączyło, ale z jakiegoś powodu w ogóle nie rozmawiał z nią o pracy. Zamiast tego wolał snuć dywagacje na temat biurowych rozgrywek i technik manipulacji. Stella czuła się całkiem zagubiona i była pewna, że randka zakończy się kompletnym fiaskiem.

W pewnym momencie zapytał prosto z mostu, czy chciałaby się z nim przespać. Była zdezorientowana, ale ponieważ z zasady nie lubi odmawiać, zgodziła się. Na początku się całowali, lecz nie sprawiało jej to szczególnej przyjemności. Jego usta smakowały jagnięciną, którą zjadł wcześniej na kolację. Stella nie przepadała za tym rodzajem mięsa. Na dodatek mocno się wyperfumował, a zapach wody kolońskiej wywoływał u niej mdłości. Dotykał ją po całym ciele, ale nie robił tego z należytą subtelnością i stało się to, co zawsze: Stella całkowicie się zamknęła. Zanim zdążyła się zorientować, on już skończył. Wyrzucił zużytą prezerwatywę do stojącego tuż obok biurka kosza na śmieci. Nie za bardzo jej się to spodobało. Czyżby nie wiedział, że takie rzeczy należy zostawiać w łazience? Po chwili oświadczył, że powinna bardziej wyluzować i wyszedł z pokoju hotelowego. Mogła sobie jedynie wyobrazić zawiedzioną minę matki, gdyby tylko dowiedziała się, jak tragicznie idzie jej córce z facetami.

Na domiar złego rodzice chcieli jeszcze wnuków.

Stella wstała od stolika i wzięła torebkę do ręki.

– Muszę wracać do biura.

Chociaż nie gonił jej żaden termin, naprawdę musiała się zbierać. Praca ją fascynowała: nie tylko stanowiła niezbędną pożywkę dla jej umysłu, lecz także odgrywała rolę terapeutyczną.

– Moja krew – powiedział ojciec, po czym podniósł się z krzesła, wygładził swoją hawajską koszulę z jedwabiu i wyciągnął ramiona, żeby objąć córkę. – Niedługo zostaniesz właścicielką tego całego interesu.

Na chwilę się do niego przytuliła i poczuła znajomy zapach płynu po goleniu. Nie miała problemu z dotykiem, jeśli sama wychodziła z inicjatywą lub gdy miała czas przygotować się na niego psychicznie. Dlaczego wszyscy faceci nie mogli być tacy jak jej ojciec? W jego oczach była piękna i błyskotliwa, a poza tym używał perfum, od których nie zbierało się na wymioty.

– Edwardzie, przecież wiesz, że praca stała się dla niej niezdrową obsesją. Nie powinieneś jej dodatkowo zachęcać – oznajmiła matka, po czym głośno westchnęła i skupiła uwagę na Stelli. – W weekendy należy więcej wychodzić do ludzi. Jeśli będziesz poznawać odpowiednio wielu mężczyzn, to w końcu trafisz na tego właściwego.

Ojciec pocałował Stellę w skroń i szepnął:

 

– Żałuję, że nie chodzę już do pracy.

Stella tylko pokręciła głową i po chwili wpadła w objęcia drugiego rodzica. Poczuła charakterystyczną woń Chanel N°5, a w mostek zaczął boleśnie się jej wpijać naszyjnik z pereł, z którym jej matka prawie się nie rozstawała. Wytrzymała przesłodzony zapach przez trzy długie sekundy, po czym zrobiła krok do tyłu.

– Do zobaczenia w następny weekend. Cześć! Bardzo was kocham.

Pomachała im na pożegnanie, po czym wyszła z eleganckiej restauracji położonej w samym centrum Palo Alto, i ruszyła przed siebie, mijając po drodze drzewa i ekskluzywne butiki. Był piękny słoneczny dzień. Przeszła trzy skrzyżowania i stanęła przed niskim budynkiem, w którym mieściło się jej ulubione miejsce na świecie, czyli biuro. Okno pokoju Stelli znajdowało się na trzecim piętrze, po lewej stronie, na samym końcu.

Przytknęła torebkę do czytnika i rozległo się ciche kliknięcie. Drzwi wejściowe były już otwarte. Weszła do przestronnego holu, rozkoszując się stukotem obcasów na marmurowej posadzce. Minęła pustą recepcję i wezwała windę.

Kiedy weszła do swojego gabinetu, od razu wykonała standardową procedurę. Nic na świecie nie sprawiało jej większej przyjemności. Najpierw włączyła komputer i wpisała hasło w odpowiednie okienko. Trzeba było poczekać na uruchomienie programu, więc tak jak zwykle schowała torebkę do szuflady i poszła do kuchni po kubek wody. Po powrocie zdjęła buty, postawiła je na swoim miejscu pod biurkiem i usiadła.

Zawsze ta sama kolejność: komputer, hasło, torebka, woda, buty, krzesło.

Po automatycznym załadowaniu się Statistics Analysis System, środowiska programistycznego znanego także jako SAS, na trzech stojących na blacie monitorach pojawiły się strumienie danych: transakcje, kliknięcia, czas logowania, rodzaje płatności. Nic szczególnego, jednak dzięki temu Stella mogła się dowiedzieć znacznie więcej o ludziach, niż oni sami byli w stanie jej powiedzieć. Wyprostowała palce i położyła je na czarnej ergonomicznej klawiaturze, gotowa całkowicie poświęcić się pracy.

– Cześć, Stello! Domyśliłem się, że to ty.

Obejrzała się przez ramię i zobaczyła wychylającą się zza futryny głowę Philipa Jamesa. To była niemiła niespodzianka. Philip miał płowe włosy, a poważna fryzura pasowała do jego kwadratowej szczęki. Był ubrany w opinającą tors koszulkę polo. Wyglądał świeżo, inteligentnie i elegancko. Właśnie takiego faceta chcieli dla niej rodzice. Niestety, przyłapał ją na pracy w weekend dla czystej przyjemności.

Zrobiło jej się gorąco i przesunęła zjeżdżające okulary na nasadę nosa.

– Co ty tutaj robisz?

– Musiałem wpaść do biura, bo wczoraj o czymś zapomniałem. – Z torby na zakupy wyjął spore pudełeczko i energicznie pomachał nim w stronę Stelli. Kątem oka zauważyła wielki napis drukowanymi literami: DUREX. – Udanego weekendu! Ja na pewno będę się dobrze bawił.

Oczami wyobraźni zobaczyła śniadanie w towarzystwie rodziców i przypomniała sobie rozmowę o wnukach, Philipie, randkach w ciemno i życiowych sukcesach. Oblizała wargi i poczuła, że musi coś powiedzieć. Cokolwiek.

– Naprawdę potrzebne ci tak duże opakowanie?

Kiedy usłyszała własne słowa, aż się wzdrygnęła.

Philip zrobił obleśną minę, co nieco ją zezłościło, ale złe wrażenie zatarł jego lśniąco biały uśmiech.

– Jestem pewien, że połowę zużyję jeszcze dziś wieczorem. Niedawno zatrudniona przez szefa stażystka zaprosiła mnie na randkę.

Stella była pod wrażeniem, chociaż starała się tego nie pokazywać. Nowa dziewczyna wydawała się bardzo nieśmiała i trudno uwierzyć, że zdobyła się na taką odwagę.

– Idziecie na kolację?

– Mam nadzieję, że nie tylko – powiedział, a w jego piwnych oczach pojawił się blask.

– Dlaczego czekałeś, aż ona zrobi pierwszy krok? Czemu sam nie wyszedłeś z inicjatywą? – Do tej pory była przekonana, że mężczyźni lubią mieć poczucie kontroli w takich sytuacjach. Czyżby się myliła?

Niecierpliwym ruchem Philip schował megapak prezerwatyw z powrotem do torby.

– Jest świeżo po studiach. Nie chciałem, żeby ktoś oskarżył mnie o uwiedzenie nieletniej. Poza tym lubię dziewczyny, które wiedzą, czego chcą, i bez kompleksów dążą do celu… szczególnie w łóżku. – Zmierzył Stellę wzrokiem od góry do dołu, dziwnie się uśmiechając, jak gdyby miał w oczach rentgen i był w stanie zobaczyć ją bez ubrania.

Stella aż zesztywniała z zażenowania.

– Powiedz mi, czy ty nadal jesteś dziewicą?

Odwróciła się od niego i wbiła wzrok w komputer, ale nie była w stanie skupić się na danych. Kursor migał, a ona uznała, że musi jakoś zareagować.

– To nie twój interes, ale jeśli bardzo chcesz wiedzieć, nie jestem dziewicą.

Wszedł do pokoju, oparł się biodrem o biurko i spojrzał na Stellę sceptycznym wzrokiem. Poprawiła okulary, chociaż nie było to wcale konieczne.

– Czyli nasza gwiazda ekonometrii już to kiedyś robiła. Ciekaw jestem, ile razy. Trzy?

Zgadł, ale nie mogła dać mu tej satysfakcji.

– To naprawdę nie twoja sprawa.

– Podejrzewam, że facet robi swoje, a ty leżysz na plecach i rozwiązujesz w pamięci liniowe równania rekurencyjne. Mam rację, panno Lane?

Owszem, na pewno by tak robiła, gdyby tylko wiedziała, jak można umieścić w mózgu gigabajty danych. Zdawała sobie jednak sprawę, że prędzej umrze, niż się do tego przyzna.

– Posłuchaj rady bardziej doświadczonego kolegi. Musisz trochę poćwiczyć. Kiedy nabierzesz wprawy, seks będzie ci sprawiał więcej przyjemności i faceci zaczną do ciebie lgnąć jak pszczoły do miodu – powiedział, a potem odepchnął się od biurka i raźnym krokiem ruszył w stronę drzwi. Torba z prezerwatywami radośnie obijała się o jego bok. – Ciesz się kolejnym dniem pracy – rzucił na odchodne.

Jak tylko wyszedł, Stella wstała z krzesła i zamknęła drzwi, używając więcej siły niż potrzeba. Rozległo się głośne wibrujące trzaśnięcie. Czuła, że serce bije jej jak oszalałe. Wytarła spocone dłonie w ołówkową spódnicę i usiłowała wyrównać oddech. Kiedy usiadła z powrotem za biurkiem, nie mogła się skoncentrować i była w stanie tylko gapić się w migający kursor.

A może Philip miał rację? Czyżby nie lubiła seksu, dlatego że nie potrafiła tego robić? Czy rzeczywiście trening czyni mistrza? Całkiem interesujący pomysł. Niewykluczone, że seks był kolejną umiejętnością społeczną, nad którą musiała jeszcze popracować, tak jak nad utrzymywaniem kontaktu wzrokowego, dobrymi manierami i towarzyską pogawędką.

Jak jednak miała się nauczyć seksu? Faceci nie byli nią szczególnie zainteresowani i nie rzucali się na nią jak kobiety na Philipa. Nawet jeśli udało się jej z kimś przespać, to wybranek był tak rozczarowany, że oboje nawet nie próbowali powtarzać tego nijakiego doświadczenia.

Poza tym mieszkała i pracowała w Dolinie Krzemowej, krainie naukowców i geniuszy nowoczesnych technologii. Dostępni mężczyźni byli więc najprawdopodobniej równie beznadziejni w łóżku jak ona. Znając swoje szczęście, nawet gdyby przespała się ze znaczną częścią męskiej populacji z okolicy, nie nauczyłaby się niczego nowego. Miałaby tylko obolałe krocze i mogłaby nabawić się jakiejś francy.

Nie, Stella potrzebowała zawodowca.

Profesjonaliści przechodzą regularne badania, mają referencje i odpowiednie zaświadczenia. Przynajmniej tak jej się wydawało. Gdyby sama pracowała w tej branży, na pewno zadbałaby o stosowne papiery. Zwykłych mężczyzn podniecały: osobowość, poczucie humoru i namiętny seks. Niestety, Stella nie miała żadnego z tych atutów. Facetów do wynajęcia nęciły zaś pieniądze, a tych miała akurat pod dostatkiem.

Zamiast pracować nad nowiutkim zbiorem danych, otworzyła więc wyszukiwarkę i wpisała: Zatoka San Francisco mężczyzna do towarzystwa.

Rozdział 2

Którą kopertę powinien otworzyć najpierw? Tę z wynikami badań czy tę z rachunkiem? Michael miał bzika na punkcie zdrowia i liczył na to, że wyniki będą dobre. Z jego doświadczenia wynikało, że pech mógł się przyplątać niczym niesprowokowany, ale przynajmniej można było starać się unikać kuszenia losu, w odróżnieniu od płacenia rachunków, które było nieuniknione. To było naprawdę do dupy. Jedyną niewiadomą pozostawało, jak bardzo dostanie po kieszeni.

Napiął wszystkie mięśnie, gotowy na bolesne uderzenie, po czym rozdarł kopertę, żeby sprawdzić, ile musi zapłacić w tym miesiącu. Szybko przejrzał poszczególne pozycje i zjechał wzrokiem na sam dół faktury, żeby znaleźć końcową sumę. Na chwilę wstrzymał oddech. Całe szczęście, nie było aż tak źle. Na skali od drobnego zadrapania do kompletnego nokautu należało potraktować to jak niegroźny siniak.

W takim razie drugi list musiał zawierać złe wiadomości – na pewno złapał chlamydiozę.

Włożył rachunek do schowanej za kuchennym stołem metalowej szafki na dokumenty i otworzył kopertę z wynikami badań na choroby weneryczne. Wszystko w porządku. Jednak się udało! Był piątkowy wieczór, a to oznaczało, że znowu musi iść do pracy.

Należało wprowadzić się w odpowiedni nastrój. Miał w końcu uprawiać seks. Nie było to łatwe, ponieważ zaprzątały go ciągle choroby weneryczne i niezapłacone faktury. Przez chwilę próbował wyobrazić sobie, jak wyglądałoby jego życie, gdyby nie dostawał tych cholernych rachunków. Znowu byłby wolnym człowiekiem i mógłby żyć tak jak kiedyś. Nagle zrobiło mu się wstyd. Przecież nie chodziło wcale o pieniądze. Problemem było coś zupełnie innego, coś, co nigdy nie powinno było się wydarzyć.

Podreptał przez skromne mieszkanie w stronę łazienki. Kiedy się rozbierał, starał się wywołać w sobie podekscytowanie nadchodzącym wieczorem. Na początku fakt, że oferował kontrowersyjne usługi, bardzo go podniecał, ale po trzech latach pracy jako facet do towarzystwa musiał walczyć z nudą. Mimo to nadal lubił traktować swoje zajęcie w kategoriach zemsty.

„Popatrz, tato, czym zajmuje się twój jedyny syn”.

Gdyby ojciec dowiedział się, że Michael uprawia seks za pieniądze, na pewno wpadłby w szał. To była naprawdę przyjemna myśl, ale potrzebował czegoś bardziej podniecającego. Zaczął więc przeglądać zasoby własnej pamięci w poszukiwaniu ulubionych fantazji. Na co miał ochotę? Gorąca nauczycielka? Niedopieszczona pani domu? Tajemnicza kochanka?

Odkręcił kurek z gorącą wodą, poczekał, aż kabina prysznicowa wypełni się kłębami pary i dopiero wtedy wszedł do środka. Jak się nazywa dzisiejsza klientka? Shanna? Estelle? Nie, Stella. Mógłby się założyć o dwadzieścia dolarów, że to nie było jej prawdziwe imię, ale tak naprawdę niewiele go to obchodziło. Chciała zapłacić z góry, więc uznał, że należy jej się coś ekstra. Postanowione: gorąca nauczycielka.

To było na pierwszym roku studiów. Na dobrą sprawę nie chodził na wykłady z wyjątkiem zajęć prowadzonych przez panią Stellę, która zawsze upuszczała gąbkę do tablicy tuż obok jego krzesła. Schylała się nisko, a obcisła spódnica wędrowała wtedy w górę… Kiedy sobie to wyobraził, poczuł napływającą falę podniecenia. Chwycił nabrzmiały członek i zaczął się masturbować. Po zakończonym wykładzie, kiedy sala już opustoszała, Stella pochyliła się nad biurkiem, wypięła pupę, a on podciągnął jej spódnicę. Okazało się, że pani profesor nie ma na sobie majtek. Głęboko w nią wszedł i zaczęli się szaleńczo kochać. Gdyby ktoś ich wtedy przyłapał…

Głośno jęknął i cofnął rękę, żeby za szybko nie skończyć. Wiedział, że teraz jest już odpowiednio przygotowany na spotkanie ze Stellą. Musiał tylko pamiętać o swojej fantazji.

Skończył prysznic, wytarł się ręcznikiem i wyszedł z łazienki, po czym założył jeansy, T-shirt i czarną sportową marynarkę. Spojrzał w lekko zaparowane lustro, dwa razy przeczesał wilgotne włosy palcami i uznał, że całkiem nieźle się prezentuje.

Prezerwatywy, klucze i portfel. Z przyzwyczajenia rzucił jeszcze okiem na ekran telefonu, żeby sprawdzić, czy musi spełnić jakieś szczególne życzenia.

Proszę, nie używaj wody kolońskiej.

Nic trudnego. W zasadzie nie lubił tego rodzaju zapachów. Schował rzeczy do kieszeni i wyszedł z mieszkania.

Po kilku minutach jazdy samochodem znalazł się na podziemnym parkingu hotelu Clement. Przed wejściem do eleganckiego ultranowoczesnego lobby upewnił się, że klapy marynarki dobrze leżą i zaczął wyobrażać sobie, jak wygląda nowa klientka. Lubił grać w tę grę, to była część rytuału.

W formularzu napisała, że ma trzydzieści lat. Głośno westchnął, uznając, że na pewno skłamała i w rzeczywistości dobija pięćdziesiątki. W jego fachu nie zdarzały się kobiety przed czterdziestką, chyba że chodziło o zlecenia grupowe, których on z zasady nie przyjmował. Na wieczorach panieńskich można było nieźle zarobić, lecz świadomość, że niszczy się miłość młodych ludzi, przygnębiała go. Może był naiwny, ale chciał żyć w świecie, w którym przyszłe panny młode sypiają tylko ze swoimi narzeczonymi i vice versa. Poza tym duże grono napalonych kobiet napawało go strachem. Ciężko się było przed nimi obronić i miały naprawdę ostre paznokcie.

 

„Stella” mogła być zatem rozpieszczoną pięćdziesięciolatką, zajadającą się słodyczami, zakochaną w swoich rozbestwionych pieskach i regularnie chodzącą do spa. Miała krągłą figurę i lubiła, gdy w łóżku partner skupiał na niej całą uwagę. Michael nie miał z tym najmniejszego problemu. Mogła też być wysportowaną panią w średnim wieku, wielbicielką jogi, soków warzywnych i seksualnych maratonów, które wyrabiały mięśnie brzucha lepiej niż długie serie ćwiczeń z ciężarkami. Jeśli będzie miał pecha, trafi na przebojową Azjatkę z piekła rodem, która postanowiła się z nim przespać, ponieważ ze względu na swoje wietnamsko-szwedzkie pochodzenie przypominał gwiazdora z koreańskich seriali Daniela Henneya. Ten ostatni typ przywodził mu na myśl własną matkę, toteż po seksie musiał zwykle odreagowywać, waląc w worek bokserski.

Wszedł do hotelowej restauracji i rozejrzał się po słabo oświetlonym wnętrzu w poszukiwaniu brązowookiej szatynki w okularach. Do tej pory udawało mu się uniknąć poważniejszych wpadek, lecz tym razem mógł nie mieć tyle szczęścia. Omiótł wzrokiem stoliki, przy których siedzieli biznesmeni. W pewnym momencie dojrzał samotną Azjatkę w średnim wieku, która podniesionym głosem instruowała kelnerkę, w jaki sposób należy przyrządzić sałatkę. Kiedy przeczesała rozjaśnione włosy wymanikurowanymi paznokciami, poczuł ucisk w żołądku i powolnym krokiem ruszył w jej stronę. Zapowiadała się naprawdę długa noc.

Nie, nie może myśleć w ten sposób, przecież ten wieczór był kulminacją napięcia seksualnego budowanego przez cały semestr. Oboje tego chcieli. On również.

Jednak zanim do niej podszedł, do stolika dosiadł się chudy mężczyzna w podeszłym wieku i wziął Azjatkę za rękę. Michael był nieco zbity z tropu, ale jednocześnie poczuł wyraźną ulgę. Zrobił krok do tyłu i jeszcze raz rozejrzał się po restauracji. Nie był jednak w stanie dostrzec żadnej samotnej kobiety… Z wyjątkiem siedzącej w samym rogu młodej dziewczyny.

Miała ciemne włosy zaczesane w ciasny kok, zgrabny nos i seksowne okulary kujonki. Kiedy dokładniej się jej przyjrzał, miał wrażenie, że przebrała się za bibliotekarkę. Na nogach miała szpiczaste czółenka i była ubrana w szarą ołówkową spódnicę oraz białą dopasowaną koszulę oksfordzką, którą zapięła pod samą szyję. Mogła mieć trzydzieści lat, ale Michael dałby jej raczej dwadzieścia pięć. Wyglądała młodo i bardzo niewinnie, mimo że gdy przeglądała menu, groźnie marszczyła czoło.

Ponownie rozejrzał się po sali w poszukiwaniu ukrytej kamery albo znajomych, którzy chowali się za roślinami w doniczkach, z trudem tłumiąc salwy śmiechu. Jednak nic nie wzbudziło jego podejrzeń.

Stanął naprzeciwko dziewczyny i położył dłonie na krześle.

– Przepraszam, czy masz na imię Stella?

Podniosła wzrok i Michael zupełnie stracił wątek. Zza rogowych okularów spoglądała na niego olśniewająca para łagodnych brązowych oczu. Zachwyciły go też wspaniałe usta, odpowiednio zmysłowe i kuszące, ale nieodciągające uwagi od reszty uroczej fizjonomii.

– Przepraszam, chyba panią z kimś pomyliłem – powiedział, szeroko się uśmiechając, żeby przykryć zażenowanie i grzecznie się wycofać. Po prostu nie dopuszczał możliwości, że taka dziewczyna mogła wynająć faceta do towarzystwa.

Nerwowo zamrugała, po czym zerwała się na równe nogi, potrącając przy tym stolik.

– Nie, wcale się nie pomyliłeś. Widziałam twoje zdjęcie. Masz na imię Michael. – Podała mu rękę na powitanie. – Stella Lane. Miło cię poznać.

Bezpośrednie zachowanie zbiło go z tropu i przez dłuższą chwilę gapił się na jej wyciągniętą dłoń. Przecież nie tak witały się z nim klientki. Zazwyczaj przywoływały go lekceważącym skinieniem. Kiedy siadał przy stoliku, wykrzywiały usta, a w ich oczach pojawiał się dziwny błysk, oznaczający, że uważają się za kogoś lepszego, ale z chęcią dowiedzą się, co ma im do zaoferowania. Tymczasem ta dziewczyna traktowała go jak… równego sobie.

Szybko otrząsnął się z szoku i delikatnie uścisnął jej szczupłą dłoń.

– Michael Phan. Cała przyjemność po mojej stronie.

Kiedy już się przywitali, nieco niezdarnym gestem wskazała mu miejsce.

– Proszę.

Usiadł i patrzył, jak Stella przycupnęła na krawędzi krzesła, wyprostowana jak struna. Starała się utrzymywać kontakt wzrokowy, ale kiedy uniósł figlarnie brew, skupiła całą uwagę na menu, po czym zmarszczyła nos, żeby poprawić okulary.

– Jesteś głodny? Bo ja owszem. – Tak mocno ściskała kartę dań, że jej knykcie zrobiły się całkiem białe. – Podają tutaj dobrego łososia. I niezłe steki. Mój ojciec lubi jagnięcinę… – Znowu podniosła wzrok, ale nawet w przyciemnionym świetle Michael zauważył, że się czerwieni. Po chwili odkaszlnęła i dodała: – Ale wolałabym, żebyś zamówił coś innego.

Nie mógł się powstrzymać i zapytał:

– Dlaczego nie jagnięcinę?

– Bo moim zdaniem smakuje jak wełna i kiedy… no wiesz… – Spojrzała w sufit i wzięła głęboki oddech. – W kluczowym momencie będę myślała o owcach, baranach i wełnianych swetrach.

– Okay, rozumiem – powiedział, lekko się uśmiechając.

Gapiła się na niego, jakby zupełnie nie wiedziała, co powiedzieć. Zdawał sobie sprawę, że kobiety wybierały go z powodu wyglądu, ale rzadko miał do czynienia z taką reakcją. Łechtało to jego próżność, choć jednocześnie był tym trochę rozbawiony.

– A ty masz jakieś preferencje dotyczące jedzenia albo picia? – zapytała.

– Nie, jestem łatwy w obsłudze. – Starał się zachować beztroski ton, mimo że w klatce piersiowej poczuł dziwny ucisk. Czyżby miał zgagę? Przecież nie chodziło o to, że ta dziewczyna wyraziła troskę o niego.

Kelnerka przyjęła zamówienie i odeszła od stolika. Stella powoli sączyła wodę, bawiąc się spływającą po szklance skroploną parą. Miała delikatne koniuszki palców. Kiedy zdała sobie sprawę, że ją obserwuje, odsunęła rękę i schowała ją pod blatem. Zauważył też, że zalała się rumieńcem, jak gdyby została przyłapana na czymś niestosownym.

W tej dziewczynie było coś ujmującego. Gdyby nie zapłaciła z góry, trudno byłoby uwierzyć, że naprawdę chce uprawiać z nim seks. Do czego było jej to potrzebne? Przecież powinna mieć chłopaka… Albo męża. Spojrzał na jej lewą dłoń. Zrobił to wbrew rozsądkowi, ponieważ wolał nie wnikać w takie sprawy. Nie zobaczył jednak ani obrączki, ani nawet białego śladu oznaczającego, że ją zdjęła.

– Mam dla ciebie propozycję – powiedziała nagle, wbijając w niego zaskakująco pewne siebie spojrzenie. – Wymagałoby to jednak sporego zaangażowania z twojej strony, i to przez kilka następnych miesięcy. W tym czasie chciałabym… mieć ciebie na wyłączność. Jeśli, rzecz jasna, jesteś dostępny.

– Co masz na myśli?

– Najpierw powiedz, czy jesteś dostępny.

– Pracuję tylko w piątki wieczorem. – Nie miał zamiaru negocjować. Sprzedawanie się za pieniądze raz w tygodniu było wystarczająco upokarzające. Gdyby zgodził się robić to częściej, musiałby postradać zmysły, a na to nie mógł sobie pozwolić. Od jego dobrej formy zależał los zbyt wielu ludzi.

Poza tym nigdy nie umawiał się po raz drugi z tą samą klientką. Bał się, że kobieta mogłaby się do niego przywiązać, a tego wolałby uniknąć. Był jednak ciekaw, co ma mu do zaproponowania ta tajemnicza dziewczyna, chociaż zdawał sobie sprawę, że będzie musiał jej odmówić.

– Czyli przez następnych kilka miesięcy jesteś wolny? – zapytała.

– To zależy od twojej oferty.

Poprawiła okulary i jeszcze bardziej się wyprostowała, ściągając łopatki.

– Jestem naprawdę beznadziejna w… tym, czym się zajmujesz zawodowo. Ale chciałabym się podszkolić i potrzebuję dobrego nauczyciela. Wybrałam ciebie.

Teraz wszystko stało się jasne. Michael poczuł się jak bohater jakiejś surrealistycznej komedii. Stella myślała, że jest słaba w łóżku, i szukała instruktora, który dałby jej kilka lekcji.

Jednak, czy w ogóle można kogoś nauczyć seksu?

– Wydaje mi się, że przed ustaleniem szczegółów powinniśmy odbyć coś w rodzaju sesji próbnej – zaproponował, żeby zostawić sobie furtkę. Nie wierzył, że Stella jest kiepską kochanką, a poza tym zapłaciła z góry, więc dzisiaj wieczorem musiał być do jej dyspozycji.