Królewska para

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Pippa Roscoe
Królewska para

Tłumaczenie:

Agnieszka Baranowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

1 sierpnia, godz. 20.00 – 21.00, Heron Tower

Żadne słowa nie mogły opisać tego, jak kiepski dzień miał Odir Farouk Al Arkrin, najstarszy syn szejka Abbasa, pochodzący ze starego rodu wojowników Farrehed i jeden z czołowych biznesmenów świata. Książę zawiązał pod szyją muszkę, zmagając się z uczuciem, że wokół jego gardła zaciska się pętla. W duchu przeklął paskudnie swą żonę, której nie widział od sześciu miesięcy. Na szczęście, jej długa nieobecność nie miała już teraz znaczenia, pocieszył się w myślach. Za godzinę miała do niego wrócić. A wtedy on dostanie, to czego potrzebował. Czego potrzebował jego kraj, poprawił się natychmiast.

Odir ścisnął mocniej jedwabną muszkę, cofnął się o krok i przyjrzał się swemu odbiciu w lustrze. Zachodzące słońce odbiło się w tafli szkła i poraziło go na kilka sekund, a gdy po chwili znikło za postrzępioną linią londyńskich dachów, książę wygładził smoking z grymasem niezadowolenia: zachodnie szyte na miarę garnitury uwierały go równie dotkliwie jak królewskie szaty. Rozumiał jednak, że każda z jego ról wymaga odpowiedniego kostiumu, a tego wieczoru, w jednym z najdroższych i najbardziej ekskluzywnych hoteli w Anglii, odegrać miał rolę swojego życia. Zerknął na stojącego za nim Malika, osobistego bodyguarda i do niedawna najlepszego przyjaciela. Sześć miesięcy wcześniej mężczyzna, którego znał całe swoje życie, dopuścił się wobec niego szokującej zdrady. Odir z trudem powstrzymywał narastającą frustrację.

– Masz poczucie winy wypisane na twarzy – warknął. – Albo weźmiesz się w garść, albo znikaj. Nie potrzebuję teraz plotek.

Malik otworzył usta, by coś powiedzieć, ale Odir nie dopuścił go do głosu.

– Przestań przepraszać, bo odeślę cię z powrotem do Farrehed, gdzie spędzisz resztę życia, ochraniając moją siostrę i umierając z nudów!

Malikowi nawet nie drgnęła powieka. Pierwszy raz od wielu miesięcy Odir zdobył się na coś w rodzaju żartu! W najmniej odpowiednim momencie…

– Jesteś pewien, że chcesz to zrobić? – odważył się zapytać Malik.

– Czy chcę? Nie. Czy jestem pewien? Tak. Tak trzeba.

Przerwało im pukanie do drzwi. W szparze ukazała się twarz doradcy Odira, który jednak nie śmiał wejść do środka, świadom podłego nastroju swego pana.

– Konferencja prasowa zorganizowana? – rzucił Odir przez ramię, patrząc na odbicie mężczyzny w lustrze.

– Tak, wasza królewska…

– Nie nazywaj mnie tak, jeszcze nie teraz! – przerwał doradcy Odir.

– Oczywiście, proszę pana. Dziennikarze zostali zaproszeni na ósmą rano jutro do ambasady.

Odir skinął głową, ale jego oblicze nie rozjaśniło się ani odrobinę.

– Jeszcze możemy odwołać dzisiejszy wieczór… – bąknął nieśmiało doradca, po chwili pełnego napięcia milczenia.

– Nie ma mowy, jeśli zrezygnujemy z podtrzymywania tradycji, która przetrwała dwie rewolty, jedną wojnę, jeden kryzys i ślub królewski, a to wszystko tylko podczas ostatnich trzydziestu lat, to okażemy słabość. Nie możemy sobie na to pozwolić.

Doradca skinął głową, ale się nie wycofał, jakby czekał na coś jeszcze.

– Zaproszenie wysłano rano? Dostała je? – zapytał w końcu Odir.

Ponownie kiwnięcie głową.

Gdy już ustalili, jakim fałszywym nazwiskiem posługiwała się żona Odira, bez trudu ją zlokalizowali pod szwajcarskim adresem, o którego istnieniu jeszcze dziesięć godzin temu nikt w pałacu nie miał pojęcia.

– To wszystko – Odir odprawił doradcę.

Niechętnie spojrzał na spoczywającą na szafce obok łóżka kserokopię paszportu z obcym nazwiskiem i zdjęciem świetnie mu znanej kobiety. Skrzywił się na widok namacalnego dowodu jej podłości – w obliczu Boga przysięgali sobie wierność i szacunek. On dotrzymał słowa. W przeciwieństwie do niej, pomyślał i zatrząsł się ze złości. Miał ochotę zgnieść kartkę i wyrzucić do kosza.

Po sześciu miesiącach bezowocnych poszukiwań żony, która zboczyła na manowce, Malik w końcu wyjawił przybrane przez nią fałszywe nazwisko. Zrobił to jednak dopiero, gdy znalazł się w ekstremalnie trudnej sytuacji, pod ścianą. Odir zaczął podejrzewać, że Eloise także na Malika rzuciła swój bezecny czar, ale szybko odgonił tę niepokojącą myśl. Malik nigdy by się nie odważył tknąć żony Odira. Pozwolił sobie na to tylko jeden człowiek, ale Odir nie mógł i nie chciał wyciągnąć wobec niego konsekwencji. Zerknął ponownie na czarno-białą kartkę. Jego żona była piękna, niezaprzeczalnie. Jej uroda prawie doprowadziła go do zguby. Ciekaw był, czy wstydziła się swego występku?

Zdusił w sobie frustrację – nie miał czasu na czcze dywagacje, musiał się skupić na celu.

– Możesz potwierdzić jej przybycie? – zapytał ostro Malika.

– Wylądowała na Gatwick pięć godzin temu.

Odir poczuł, jak pętla wokół jego szyi poluzowuje się nieco. Wszystko układało się według planu.

– Z lotniska udała się do hotelu w Londynie, gdzie spędziła dwie godziny. Odbyła w tym czasie kilka rozmów telefonicznych. Potem wzięła taksówkę, powinna tu być za dwadzieścia minut – kontynuował Malik.

Odir nie rozumiał, dlaczego Eloise nie uciekła z Farrehed do swojej rodziny w Kuwejcie. Wiedział, że nie miała najlepszych relacji z ojcem, z którym łączyła ją dziwna, milcząca i niepokojąca więź, widoczna już na pierwszy rzut oka podczas wizyty w Farrehed ambasadora i jego córki, świeżo upieczonej absolwentki uniwersytetu. Ojciec nie zauważył nawet jej zniknięcia!

Odir dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak niewiele wiedział o rodzinie swej żony i o niej samej. Uwierzył na słowo swemu ojcu, gdy ten stwierdził, że małżeństwo z Brytyjką pomoże pustynnemu krajowi zacieśnić relacje z Wielką Brytanią. Od zawsze zdawał sobie sprawę, że czeka go zaaranżowane małżeństwo, ale gdy dwa lata temu poznał Eloise, w jego sercu rozbłysła iskierka nadziei na coś więcej niż jedynie mariaż dwóch krajów i ich interesów. Zaślepiła go żądza i zwiodło przedstawienie odegrane po mistrzowsku przez jego żonę.

Zdemaskował ją w porę, ale w gniewie popełnił błąd – dał się ponieść emocjom i kazał jej się wynosić. W rezultacie stracił ją z oczu. Zapomniał, że ich małżeństwo miało służyć dobru kraju, a prywatne kwestie wierności nie powinny mieć wpływu na stabilność układu zawartego pomiędzy małżonkami. Czyżby na chwilę zapomniał, że ich związek nie był mariażem serc lecz interesów? Wzdrygnął się na myśl, jakim głupcem się okazał. Jednak teraz nie miało to już żadnego znaczenia. Eloise znów zajmie swe miejsce u jego boku, nie miała wyboru. On zresztą też go nie miał. Wszystko to doprowadzało go do białej gorączki.

– Zbierz swoich ludzi i powitajcie ją w recepcji – warknął do Malika.

– Czy mógłby pan zatrzymać się za rogiem? – Eloise nie chciała, by ktokolwiek zauważył, jak księżniczka Farrehed wysiada z taksówki przed Heron Tower, gdzie miał się odbyć wystawny bal charytatywny organizowany przez jej męża.

Nie była tu, odkąd ukończono budowę, ale sięgająca nieba szklana wieża wydała jej się wyjątkowo adekwatnym symbolem potęgi szejka Farrehed. Poczuła, jak kropla zimnego potu spływa jej po plecach. Wyprostowała się odruchowo, by przegonić strach.

Nie obchodziło jej, jak Odir ją odnalazł, w zasadzie dziwiła się, że Malik nie wygadał się wcześniej. Przez pierwsze miesiące cały czas się spodziewała, że Odir lada chwila pojawi się w Zurychu i siłą zaciągnie ją z powrotem do Farrehed. W tych dniach jedyną odskocznię od jej własnych problemów stanowiła dla Eloise nieporównywalnie gorsza sytuacja Natalii. W porównaniu z nią Eloise mogła się wydawać głupiutką i rozpieszczoną księżniczką, a nie skrzywdzoną ofiarą nieporozumień i kłamstw drążących jej rodzinę.

Eloise zastanawiała się gorączkowo, czego mógł od niej chcieć Odir? Czyżby doszedł do wniosku, że czas zakończyć ich małżeństwo? I czy to przypadek, że zaprosił ją na galę odbywającą się dzień przed jej jutrzejszymi urodzinami, gdy w końcu nabędzie pełne prawo do pieniędzy zgromadzonych w funduszu założonym dla niej przez dziadka? Na pewno, stwierdziła bez przekonania, zerkając na zaproszenie w swojej dłoni. Zapewne nawet nie pamiętał o jej urodzinach.

Nic nie potrafiło jej tak zmobilizować do działania jak żądanie męża, nic, nawet choroba Natalii, szantaż ojca ani obojętność matki.

Rano, po odebraniu zaproszenia od gońca, który pojawił się na progu jej mieszkania w Zurychu, zadzwoniła do pracy, by załatwić sobie zastępstwo i spędziła całą godzinę gorączkowo rozważając wszystkie opcje. Mogła po prostu zostać w Zurychu, mogła też spróbować znowu uciec, choć bez pomocy Malika zorganizowanie nowego paszportu mogło zająć sporo czasu. Z drugiej strony, mogła też skorzystać z tego nieoczekiwanego wezwania… i w końcu wprowadzić w życie plan, który snuła przez ostatnie sześć miesięcy.

Eloise dotknęła obrączki zwisającej luźno na jej palcu. Czy to jedynie efekt utraty wagi, czy znak, że nareszcie miała się wyrwać z pętli zarzuconej na jej szyję przez ambitnego ojca, który dopiął swego, gdy z jej ust padło w końcu to brzemienne w skutki słowo: tak. Dobiegający gdzieś zza taksówki dźwięk klaksonu wyrwał ją z zamyślenia. Zapłaciła kierowcy i wysiadła, ostrożnie unosząc rąbek czarnej jedwabnej sukni, którą kupiła na lotnisku. Wysoka stójka sprytnie zastępowała drogą biżuterię, jakiej oczekiwano na szyi księżniczki, którą w powszechnym mniemaniu była przez ostatnie osiem miesięcy. Odirowi udało się ukryć jej nieobecność, zapewne siejąc terror i strach wśród najbliższych współpracowników, pomyślała z niechęcią. Na odkrytych plecach poczuła smagnięcie, nieoczekiwanie jak na Londyn, ciepłego letniego wiatru. Wydała fortunę na tę kreację, prawie całą swą miesięczną pensję. Na biżuterię już nic nie zostało. Ale warto było. Zdawała sobie sprawę, że potrzebowała zbroi, by stawić czoło księciu.

 

Gdy tylko Eloise przekroczyła próg Heron Tower, otoczyli ją czterej ubrani w czerń postawni mężczyźni. Przez moment wyobraziła sobie, jak zakuwają ją w kajdanki, ale szybko otrzeźwiała – Odir był na nią wściekły, ale nigdy nie naraziłby na szwank reputacji rodziny królewskiej.

Bez zaskoczenia odnotowała, że jednym z asystujących jej mężczyzn okazał się Malik. Nie odezwał się ani słowem, nie wiedziała jednak, czy milczał z szacunku, czy też z zawstydzenia.

Weszli razem z nią do windy, skutecznie blokując wejście komukolwiek innemu. Eloise miała nadzieję, że po dzisiejszym spotkaniu z księciem odzyska wreszcie wolność, ale z każdym mijanym piętrem jej żołądek kurczył się coraz bardziej. Z lustra spoglądała na nią blada, zastygła w masce wystudiowanej obojętności twarz. W niewielkim lusterku najtańszego, obskurnego hoteliku na obrzeżach Londynu wyglądała o wiele lepiej. W porównaniu z wystawnym wieżowcem jej skromne życie mogło się wydawać wręcz ubogie, ale dla niej wolność stanowiła bezcenny skarb. Cena za luksusowe życie księżniczki była natomiast o wiele za wysoka, by zgodziła się dalej ją płacić.

Drzwi windy otworzyły się nagle i oczom Eloise ukazała się wielka sala wypełniona czołowymi postaciami międzynarodowej socjety ubranymi w kreacje warte więcej niż jej roczne zarobki. W powietrzu unosił się duszący zapach perfum i przyprawiający o ból głowy szmer plotek podsycanych strumieniami szampana. Wyglądało na to, że przyjęcie już się zaczęło. Gdy wysiadła z windy, stojący w pobliżu goście zamilkli, skłaniając nisko głowy, w fałszywym geście szacunku. Nie znosiła tego sztucznego świata. Ciekawe, czy jej matka czuła się podobnie? Zawsze uśmiechała się uprzejmie. Czy to możliwe, że w głębi duszy cierpiała? Eloise zganiła się w myślach. Jej mąż, przy wszystkich swoich wadach, nie przypominał ani trochę jej ojca, który był źródłem niedoli matki.

– Eloise? – znajomy głos przerwał jej ponure rozmyślania. Odwróciła się i ujrzała twarz jednej z nielicznych przyjaciółek, jakie jej pozostały z „dawnego życia”, jak je teraz nazywała.

– Emily! Miło cię widzieć – odpowiedziała szczerze.

Przyjaciółka przytuliła ją serdecznie.

– Gdzie się podziewałaś? – zapytała szeptem. – Martwiłam się, chodziły słuchy, że twój mąż tyran zamknął cię w wieży w Farrehed.

Eloise miała ochotę wyznać przyjaciółce prawdę, opowiedzieć o radości, jaką odnalazła w pomaganiu innym, sensie życia i wolności odzyskanym dzięki zwykłemu, prostemu życiu w Zurychu.

– Pani Santos – przerwał im Malik, skutecznie sprowadzając Eloise na ziemię. Nie mogła nikomu wyjawiać prawdy o swej ucieczce z Farrehed, ucieczce przed księciem.

– Malik – Emily przywitała ciepło wysokiego bruneta.

– To długa historia – odpowiedziała wymijająco Eloise na pytanie przyjaciółki. – Ale co ty tutaj robisz? Wydawało mi się, że nie bywasz na takich przyjęciach?

– Podobnie jak ty – roześmiała się cicho Emily. – Mój ojciec – dodała szeptem – kiepsko z nim, musiałam go zastąpić.

– Tak mi przykro! A twój mąż?

– Nie ma go tu, dzięki Bogu! Ale skoro już mówimy o mężach…Twój chodzi ponury niczym chmura gradowa.

– Naprawdę? – Eloise próbowała ukryć poruszenie.

Emily ruchem głowy wskazała za siebie. Eloise nie widziała go od pół roku. Stał do niej tyłem, ale przecież tak go zapamiętała – z daleka, odwróconego do niej plecami. Górował nad otoczeniem, tak jak wtedy, gdy zobaczyła go po raz pierwszy, na czarnym ogierze. Tak jak teraz, przeszły ją wtedy ciarki. Nie wiedziała wtedy jeszcze, że był synem szejka. Żartowała sobie z jego aroganckiej pozy i flirtowała z nim niewinnie.

A potem, w pałacu władcy Farrehed, przedstawiono ich sobie. Obydwoje udali, że nigdy wcześniej się nie spotkali. Odir nie wykorzystał swej pozycji, by ją zawstydzić, wręcz przeciwnie, był czarujący, powiedział, że mają teraz wspólny sekret. Naiwnie uległa jego czarowi. Podczas ich krótkich zaręczyn odbyli kilka wspólnych wycieczek na pustynne tereny Farrehed, gdzie później w ramach organizacji charytatywnej starała się zapewnić odizolowanym plemionom opiekę medyczną. W tajemnicy jedli razem kolacje i… oglądali wschody słońca nad wydmami… Przypomniała sobie ze wstydem, jak opowiadała mu o swych marzeniach i słuchała z wypiekami na twarzy o planach, jakie Odir snuł dla swego kraju.

Starali się obydwoje, jakby chcieli zapomnieć, że połączyły ich interesy ojców. W pewnej chwili zaczęła nawet mieć nadzieję, że pomimo tego jej małżeństwo z synem szejka może się okazać udane. Myliła się. Była jedynie pionkiem w rozgrywce potężnych i wpływowych mężczyzn. Zaraz po ślubie Odir zamknął ją w pałacu i zniknął. Przekręciła obrączkę na palcu. Miała dosyć czekania, aż jej książę się opamięta i uwolni ją od samotności pałacowej wieży. Najwyższy czas, by księżniczka sama o siebie zadbała!

Bolały go już szczęki od rozdawania fałszywych uśmiechów, drapało go w gardle od trywialnych pogawędek, a głowa pękała mu od stresu narastającego od rana. Przetrwałem już w życiu gorsze rzeczy, powtarzał sobie w myślach Odir, choć bez przekonania. W tej chwili oddałby pół swego królestwa za szklaneczkę whisky. Niestety na balach charytatywnych nie wypadało serwować niczego oprócz najdroższego szampana.

Odir nigdy nie rozumiał, dlaczego najpierw należy wydać ogromną sumę pieniędzy na organizację próżniaczej rozrywki, by zebrać jeszcze większą sumę na cele charytatywne. Rozmyślając, cały czas prowadził nic nieznaczącą pogawędkę z sędziwym ambasadorem Francji i śmiał się z jego marnych dowcipów. Miał w tym wprawę, nabrał jej jako młody chłopak, zanim jeszcze się ożenił. Zanim rozpacz po utracie żony doprowadziła jego ojca, a co z tym idzie, cały kraj, na skraj przepaści. Przyszłość ukochanej ojczyzny Odira zawisła na włosku, a jedyną osobą, która mogła mu pomóc ją uratować, była jego żona.

Z jego plecami ucichły rozmowy. Poczuł, jak przeszywa go prąd. Nie powinien tak na nią reagować, jego serce otaczał przecież wysoki, szczelny mur. Ale Eloise przeniknęła przezeń bez problemu. Jego żona, i przyszła królowa, pojawiła się na balu. Obserwował jej odbicie w szybie, szła śmiało, z wysoko uniesioną głową. Świetnie, pomyślał, przygotowała się do walki. Tego się po niej spodziewał.

Poczekał, aż Eloise zbliży się na odległość wyciągniętego ramienia i dopiero wtedy zaatakował. Odwrócił się i uwięził ją w ramionach, całując namiętnie w usta, rozchylone ze zdumienia, zapraszająco… do raju, o którym tak usilnie starał się zapomnieć.

Przeklął w duchu. Jej słodki miękki język, wilgotne wargi poddawały się tak chętnie jego pieszczotom! Chciał się tym pocałunkiem zemścić, nawet mu nie przeszło przez myśl, że zafunduje karę samemu sobie. Jego ciało płonęło, musiał się cofnąć, zanim zostaną po nim jedynie zgliszcza. Tak samo poczuł się w ich noc poślubną – zajrzał wtedy w oczy szaleństwa, które gotowe było go pochłonąć i sprawić, że odwróci się od własnej ojczyzny. Przypomniał sobie szybko, co wydarzyło się dwa miesiące później… Kłamstwa, zdrada… Wystarczyło, by odzyskał trzeźwość umysłu.

– Eloise, kochana, przepraszam, nie mogłem się powstrzymać – powiedział z uśmiechem ociekającym słodyczą. – Nawet kilka dni bez ciebie to jak miesiące.

Przez chwilę myślał, że Eloise się zdradzi, zawaha się, obnaży swe kłamliwe oblicze, ale ona odpowiedziała natychmiast, bezbłędnie.

– Przykro mi, że nie mogłam z tobą przylecieć, mój drogi.

Kłamała przekonująco. Tak przekonująco, że nie poznał się na niej przez całe ich narzeczeństwo i krótki okres małżeństwa.

Nieważne, pomyślał, już nigdy jej nie zlekceważę. Potrafiła przecież przekonać jego najbardziej oddanego członka ochrony, by z nią współpracował. Choćby za to należało mieć dla niej respekt.

Gorący pocałunek na powitanie zaskoczył ją, może nawet oszołomił, ale nic nie zmienił. Eloise stłumiła zdradzieckie podszepty pożądania i spojrzała odważnie w oczy męża. Ujrzała tam ostrzeżenie, które natychmiast ją otrzeźwiło. Znała je aż za dobrze. Odgrywała już w swym życiu wiele ról, a każdą szalenie przekonująco: była już idealną córką, zakochaną bez pamięci żoną… Jeszcze jeden wieczór udawania nie robił jej różnicy.

Zerknęła na ambasadora Francji, który skłonił jej się w pas.

– Moja droga Eloise, nie potrafię nawet wyrazić, jak bardzo nam ciebie brakowało podczas Pucharu Hanleya w maju. Prawda, Matildo? – zwrócił się do żony.

Sądząc po przeszywającym spojrzeniu Matildy, nie obyło się bez złośliwych spekulacji na temat niepokornej księżniczki Farrehed. Eloise już miała uraczyć starszą parę zgrabną historyjką wymyśloną jako przykrywka prawdziwego powodu jej zniknięcia, gdy Odir wtrącił się niespodziewanie.

– Musicie wybaczyć mojej żonie, praca charytatywna zajmowała jej ostatnio tyle czasu! – roześmiał się ciepło. – Nawet ja mam wrażenie, że w ogóle się nie widywaliśmy przez ostatnie pół roku.

Eloise z trudem panowała nad narastającą złością. To okrutne słowa wykrzyczane w gniewie przez Odira sprawiły, że uciekła z Farrehed! Przez niego musiała opuścić swój kraj i swój dom, a on miał czelność zrzucać winę na nią?

– Nie przesadzaj, Odir – zbeształa go żartobliwie i klepnęła, nieco mocniej, niż powinna, w ramię. – Wiesz przecież, gdzie byłam. – Odwróciła się w stronę żony ambasadora i uraczyła ją najbardziej irytującym uśmiechem, na jaki potrafiła się zdobyć. – Doglądałam projektu zapewniającego opiekę medyczną kobietom z plemion zasiedlających pogranicze kraju.

Właściwie prawie nie mijała się z prawdą. Postępowała zgodnie z zasadą głoszącą, że najlepsze kłamstwa powinny zawierać ziarno prawdy. Nauczyła się tego od swych rodziców.

– To tłumaczy twoją obecność na balu – odparła Matilde.

Eloise uśmiechem zamaskowała zaskoczenie. Była tak przejęta nagłym wezwaniem, że nie sprawdziła nawet, jaki cel przyświeca balowi.

– Eloise za nic w świecie nie przegapiłaby przyjęcia, gdzie zbiera się fundusze na Światową Organizację Zdrowia i poprawę sytuacji kobiet w naszym kraju. Ale, wybaczcie nam, wyjawię wam sekret – jutro moja żona obchodzi urodziny, przygotowałem dla niej wyjątkowy prezent. Musimy was więc na chwilę opuścić. – Odir posłał gościom czarujący uśmiech, po czym objął mocno żonę swym stalowym ramieniem i wyprowadził ją z sali.

– Marzę tylko o jednym podarunku na urodziny, mój drogi. Daj mi rozwód.