Weneckie poranki

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– A jaką ty masz pasję, Jess? – zapytał, zaglądając jej głęboko w oczy.

Zbita z tropu, Jess gorączkowo szukała jakiejkolwiek odpowiedzi, która rozładowałaby narastające erotyczne napięcie.

– Rzeźbię – wyznała w końcu. – Uwielbiam dotyk drewna, jego gładkość i podatność. Cieszy mnie, gdy ożywa, kiedy nadaję mu kształt. Moje rzeźby kuszą, żeby ich dotknąć, pogładzić wypolerowaną powierzchnię… – Zamilkła nagle w pół zdania, zażenowana własną szczerością.

Wątpiła, czy Drago zrozumiałby, jak wiele znaczy dla niej sztuka. Przelewała w nią wszystkie bolesne emocje. Wiele zawdzięczała przybranemu ojcu, Tedowi. Najbardziej ceniła go za to, że wyzwolił w niej artystyczny talent, który dał jej poczucie własnej wartości. Gdy zadzwonił telefon Draga, z ulgą zwróciła głowę ku oknu. Kilka minut później ujrzała przed sobą imponujący budynek szpitala w Mestre. Gdy podjechali bliżej, zobaczyła kolejny tłum reporterów. Kiedy kierowca zatrzymał auto, światło lamp błyskowych oświetliło wnętrze limuzyny.

– Czy dziennikarze zawsze cię tak prześladują? – spytała z niepokojem.

– Często depczą mi po piętach. Fascynuje ich moje życie osobiste, ale nie pozwolę im niepokoić mamy i cioci. Jutro rano złożę oświadczenie o stanie zdrowia Angela i poproszę, żeby zostawili w spokoju moją rodzinę, dopóki pozostaje w stanie krytycznym. Miejmy nadzieję, że przynajmniej część z nich posłucha.

Gdy kierowca otworzył drzwi, Drago wysiadł pierwszy i podał jej rękę. Jess odruchowo spuściła głowę, żeby nie raziło jej światło. Gdy tłum reporterów ruszył na nich, wykrzykując coś niezrozumiale, straciła równowagę. Gdyby Drago jej nie podtrzymał, pewnie by upadła. Wprowadził ją do środka, podczas gdy ochrona powstrzymała nacierającą tłuszczę.

– Czy dobrze się czujesz? – spytał na widok jej napiętych rysów.

– Tak, wszystko w porządku – potwierdziła, choć jego bliskość przyspieszyła jej puls. Chwilę później serce jeszcze mocniej zabiło z zupełnie innych powodów. Zapach środków dezynfekcyjnych przypominał jej nie tylko agonię Daniela, ale też jej własny, krótkotrwały pobyt w szpitalu w wieku siedemnastu lat.

Gdy pielęgniarka wprowadziła ich na oddział intensywnej terapii, Jess wpadła w popłoch. Przez całe życie odpędzała bolesne wspomnienia. Teraz też nie chciała myśleć o Danielu. Ani o Katie. Otwarcie tej puszki Pandory nie przyniosłoby nic prócz cierpienia.

Najchętniej umknęłaby co sił w nogach, ale już było za późno. Drago otworzył drzwi separatki. Jess ujrzała leżącą postać, podłączoną do migoczącej i brzęczącej od czasu do czasu aparatury.

– Może nie powinniśmy mu teraz przeszkadzać – zasugerowała ostrożnie. – Dochodzi północ. Czy personel pozwoli nam tu zostać o tak późnej porze?

– Oczywiście, że tak. Wolno nam przychodzić i odchodzić, kiedy chcemy. Przed wylotem do Londynu nie opuściłem oddziału, odkąd przyjęto Angela. A jeśli chodzi o niepokojenie Angela, to przywiozłem cię tu właśnie po to, żebyś go obudziła. Dlaczego tak pobladłaś? Czy wystraszyli cię reporterzy? – zapytał z niepokojem, gdy podniósł na nią wzrok.

– Nie cierpię szpitali – wymamrotała w odpowiedzi.

– A kto je lubi?

Ostatnie dni, które tu spędził, obudziły przygnębiające wspomnienia, które wciąż go prześladowały. Tłumaczył sobie, że Vittoria wyszła w końcu szczęśliwie za mąż i urodziła dziecko. Zasługiwała na szczęście po tym, jak ją zawiódł… Z trudem odpędził wspomnienia i pochylił się ku towarzyszce podróży.

– Wolałbym, żeby ciocia nie dyżurowała tu dzień i noc. Przeżyła szok. Musisz jej wybaczyć, jeśli będzie się zachowywać trochę… obcesowo – ostrzegł półgłosem.

Jess nie zdążyła poprosić o wyjaśnienia, ponieważ wprowadził ją do separatki. Ledwie poznała Angela. Nieruchomy, śmiertelnie blady, z obandażowaną głową, przypominał figurę woskową, jak Daniel w ostatnich dniach przed śmiercią. Żal ścisnął jej serce, że tak młody człowiek być może już nigdy nie spojrzy na swych bliskich. Łzy napłynęły jej do oczu, choć prawie nigdy nie płakała. Doświadczenie nauczyło ją, że nie warto okazywać słabości.

Jakieś poruszenie w drugim końcu sali skłoniło ją do oderwania wzroku od chorego. Gdy odwróciła głowę, ujrzała kobietę z zaczerwienionymi oczami, niewątpliwie matkę Angela.

– Bardzo mi przykro, że Angelo uległ wypadkowi – powitała ją wyrazami współczucia.

Odpowiedziała jej cisza. Po chwili milczenia nieznajoma zalała Draga potokiem wymowy. Jess nie rozumiała ani słowa, ale z tonu i miny odgadła, że nie jest tu mile widziana. Pomna wcześniejszego ostrzeżenia, ruszyła ku drzwiom, lecz Drago zatrzymał ją, kładąc rękę na ramieniu.

– Jess przyjechała z Anglii w nadziei, że jej głos obudzi Angela. Mam nadzieję, że docenisz jej poświęcenie, ciociu Doroteo – dodał stanowczym tonem po angielsku.

Niewiele zyskał. Kobieta nadal patrzyła na Jess spode łba. Nagle zapytała szorstkim tonem:

– Czy jest pani dziewczyną mojego syna?

– Nie, koleżanką.

– Nie kochanką?

– Nie – wykrztusiła, zaskoczona jej wrogim nastawieniem. Popatrzyła pytająco na Draga, ale nie uzyskała żadnego wyjaśnienia.

– Chyba lepiej, jak przyjdę później – zaproponowała, lecz Drago pokręcił głową.

– Nie po to cię tu sprowadziłem, żebyś czekała na próżno. Ponieważ w jedynej chwili przytomności nie wymówił żadnego innego słowa prócz twojego imienia, liczę na to, że twój głos go obudzi – dodał, nie dopuszczając cioci do głosu.

Mimo wewnętrznych oporów ciotka Dorotea w końcu skinęła głową, jakby przywykła do wykonywania jego poleceń.

– Zawiadom mnie, jeśli nastąpi jakaś zmiana – poprosiła na odchodnym.

– Oczywiście – zapewnił już znacznie łagodniej i wyprowadził ją z sali.

Gdy Jess została sama z Angelem, usiadła przy jego łóżku, tak jak kiedyś przy Danielu, gdy pracownicy domu dziecka zaprowadzili ją do szpitala. Żal ścisnął jej serce na myśl, że może nie przeżyć. Przełknęła jednak łzy i wzięła go za rękę. Jej ciepło dawało nadzieję. Z początku nie wiedziała, co powiedzieć, ale po chwili zastanowienia przemówiła do niego:

– Cześć, Angelo. Chłopakom bardzo ciebie brakuje. Gas twierdzi, że robisz najlepszą herbatę. Kończymy remont przy Connaught Road. Pozostało tylko przybić listwy przypodłogowe.

Z entuzjazmem opowiadała o pracy. Posmutniała, gdy nie dostrzegła żadnej reakcji. Odwróciła głowę, gdy Drago stanął w progu. Jego obecność onieśmieliła ją.

– Nie zareagował – poinformowała ze smutkiem.

– Nie oczekujmy natychmiastowego efektu. Możemy tylko próbować – usiłował ją pocieszyć, choć sam podświadomie spodziewał się cudu. – Słyszałem, co do niego mówiłaś – oświadczył nieoczekiwanie. – Wciąż mnie dziwi twój nietypowy zawód, zwłaszcza przy tak drobnej posturze.

– Jestem silniejsza, niż wyglądam.

Nie uwierzył jej. Wcześniej dostrzegł w jej oczach łzy. Z wielkimi oczami i pobladłą twarzą robiła wrażenie kruchej i bezbronnej, co go zaskoczyło. Nie posądzał jej o wrażliwość. Gdyby nie telefon sprzed kilku minut, uległby złudzeniu, że ma przed sobą niewinną osobę. Ale prywatny detektyw, którego wynajął, potwierdził, że kilka lat temu została uznana za winną oszustwa, co utwierdziło go w przekonaniu, że podstępem pochwyciła w swe brudne ręce spadek Angela. Przysiągł sobie, że użyje wszelkich sposobów, choćby nielegalnych, żeby go odzyskać.

ROZDZIAŁ TRZECI

Jess z wysiłkiem oderwała wzrok od Draga. Żałowała, że nie potrafi zachować zimnej krwi w jego obecności. Czarna jedwabna koszula podkreślała szerokość ramion i mięśnie brzucha. Jego wysportowana sylwetka boleśnie kontrastowała z nieruchomym ciałem na szpitalnym łóżku. Jess pochyliła się i ujęła bezwładną dłoń Angela.

– Będę nadal mówić – obiecała. – Może w końcu do niego dotrę.

– Sądzę, że dzisiaj nic nie osiągniesz – odparł dziwnie szorstkim tonem.

Nie przyznał, że zdenerwowała go, kiedy ujęła dłoń chłopca. Zaprzeczyła wprawdzie, że jest jego kochanką, ale nie wiadomo, jakich sposobów użyła, żeby wyłudzić od niego fortunę. Ściągnął ją do Wenecji w poszukiwaniu sposobu ratunku dla kuzyna, ale po telefonie od detektywa niecierpliwie oczekiwał wyjaśnień. Zerknąwszy na zegarek, stwierdził, że minęła północ. Nie pamiętał, kiedy ostatnio spał. Ze zmęczenia i niewyspania rozbolała go głowa.

– Wynająłem pielęgniarkę na pozostałą część nocy – oznajmił. – Pojedziesz do mnie, wyśpisz się, a rano spróbujemy od nowa.

Jess zesztywniała. Mimo przygnębiających wspomnień, jakie budził szpital, wolałaby tu zostać. Przerażała ją perspektywa nocowania z nim pod jednym dachem, chociaż nie mogła wykluczyć, że ma rodzinę.

– Jesteś żonaty? – spytała prosto z mostu. Pochwyciwszy podejrzliwe spojrzenie Draga, poczerwieniała z zakłopotania.

– Nie. Dlaczego pytasz?

– Bo nie chciałabym przeszkadzać twojej żonie ani dzieciom.

– Nie mam ani żony, ani dzieci – uciął krótko.

– Mimo wszystko mogłabym zostać tutaj i spać na krześle albo poszukać jakiegoś hotelu w pobliżu. – Możliwie taniego, dodała w myślach. Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale nie dopuścił jej do głosu.

– Poprosiłem gosposię, żeby przygotowała ci pokój. Nie odmawiaj mi, proszę. Skoro ściągnąłem cię do Włoch, powinienem przynajmniej zapewnić ci wygodny nocleg.

Mimo łagodnego uśmiechu i uprzejmego tonu Jess w mgnieniu oka odgadła, że Drago Cassari nie zniesie sprzeciwu. Wyczuwała w nim żelazną wolę. Poza tym dopadło ją potworne zmęczenie. Wstała poprzedniego dnia o szóstej rano. Przez dziewiętnaście godzin nie miała okazji odpocząć. Nie pociągała jej perspektywa wędrowania w ciemnościach po obcym mieście w poszukiwaniu hotelu.

– Zgoda, zostanę u ciebie na noc. Dziękuję za gościnę – powiedziała.

 

– Świetnie – pochwalił z satysfakcją. Póki nie pozna prawdy o Jess Harper, wolał nie spuszczać jej z oka przez całą dobę. Jeśli pozostanie u niego, będzie mógł swobodnie śledzić jej poczynania.

Opuścili szpital tylnymi drzwiami, żeby umknąć reporterom nadal czatującym całą gromadą przy głównym wejściu. Jess opadła na siedzenie i natychmiast zamknęła oczy. Przed zaśnięciem przemknęło jej przez głowę, że przeżywa te wszystkie wydarzenia we śnie, a rano obudzi się do normalnego życia we własnym, znajomym otoczeniu.

– Dojeżdżamy do przystani – obudził ją głos Draga. – Musimy zamienić samochód na łódź. Na wyspach, na których zbudowano historyczną część Wenecji, nie ma dróg – wyjaśnił na widok jej zdumionej miny.

Poprowadził ją przez molo i wskoczył do motorówki. Gdy Jess zobaczyła, jaka odległość dzieli ją od pokładu, ogarnął ją strach, że straci równowagę i wpadnie do wody. Drago objął ją w talii i przeniósł. Krótkotrwały kontakt fizyczny przyprawił ją o dreszcz. Wmawiała sobie jednak, że to tylko reakcja na nocny chłód po opuszczeniu ciepłego auta. Widocznie zauważył, że zadrżała, bo zdjął kurtkę, wręczył jej i rozkazał:

– Załóż ją na siebie.

Jess wykonała polecenie, żeby nie wyjść na niewdzięcznicę. Miękka skóra i jedwabna podszewka zachowały ciepło jego ciała i zapach wody kolońskiej. Serce Jess przyspieszyło rytm. Gdy odpłynęli od przystani, uświadomiła sobie, że popełniła błąd, przylatując z nim do Wenecji, a drugi, jeszcze poważniejszy, wyrażając zgodę na nocowanie u niego. Nie miała jednak odwrotu. Musiałaby wskoczyć w fale i dopłynąć do lądu, żeby mu umknąć.

Zapierający dech w piersi widok Wenecji wyrwał ją z niespokojnych rozmyślań. Wielki Kanał przecinał miasto niczym długa, czarna wstęga, oświetlona blaskiem księżyca. Woda przy brzegach odbijała złociste światła okien domów nad brzegiem.

– Jaka piękna budowla! – westchnęła Jess, gdy płynęli w stronę wielkiej, eleganckiej kamienicy z łukowatymi oknami na czterech kondygnacjach. – Wygląda jak średniowieczny pałac.

– Bo rzeczywiście nim jest. Zbudował go jeden z moich przodków na początku piętnastego wieku. Do dziś należy do nas.

Jess zrobiła wielkie oczy.

– Żartujesz, prawda?

Uśmiech zgasł na jej ustach, gdy poważna mina Draga powiedziała jej, że mówi serio.

– Nazwa Palazzo d’Inverno oznacza pałac zimowy. Rodzina tradycyjnie mieszkała tu zimą i wiosną, a gorące lato spędzała w Alpach.

Drago zacumował łódź przy nadbrzeżu, zanim wyskoczył na molo.

– Podaj mi rękę – rozkazał.

Jess z ociąganiem spełniła polecenie. Dotyk palców Draga wywołał mrowienie, jakby przez jej dłoń przepłynął prąd elektryczny. Umknęła wzrokiem w bok przed jego badawczym spojrzeniem.

– Czy Angelo też tu mieszka? – spytała, żeby odwrócić uwagę od swojej przesadnej reakcji na jego dotyk.

– Tak. W jednym skrzydle, a mama i ciocia w drugim.

Jess w milczeniu podążyła za Dragiem kamiennym chodnikiem wzdłuż kanału. Podprowadził ją po schodach do olbrzymich, rzeźbionych drzwi. W środku panowała absolutna cisza. Zakłócał ją tylko odgłos ich kroków na marmurowej posadzce i kręconych schodach na środku obszernego holu.

– Poprosiłem służbę, żeby na nas nie czekała – wyjaśnił Drago. – Wszyscy przepadają za Angelem. Ciężko przeżyli jego wypadek. To twój pokój – oznajmił, otwierając drzwi na końcu długiego korytarza.

Jess nie powstrzymała okrzyku zdziwienia na widok fresku na wysokim suficie, przedstawiającego przypuszczalnie jakąś scenę mitologiczną z pulchnymi cherubinami.

– Dzięki Bogu, że nie pracuję w Wenecji – westchnęła. – W jaki sposób malarze dostali się na tę wysokość, żeby stworzyć tak wspaniałe dzieło?

Łóżko nakryto narzutą z satyny w odcieniu kobaltowego błękitu. Zasłony z tego samego materiału sięgały podłogi. Jess podeszła do okna po mięciutkim, kremowym dywanie i obserwowała przepływającą kanałem gondolę, oświetloną latarniami.

– Nie rozumiem, dlaczego Angelo twierdził, że nie posiada majątku ani rodziny. Chyba sobie ze mnie zakpił – dodała z rozgoryczeniem, że uwierzyła w kłamstwo. Doświadczenie z Sebem nauczyło ją, żeby nikomu nie ufać.

– Ja też nie widzę powodu, dla którego miałby zmyślić tak bzdurną historyjkę.

Zaalarmowana dziwnym tonem głosu, Jess zwróciła ku niemu twarz. Nie słyszała, kiedy do niej podszedł. Z chmurną miną w niczym nie przypominał życzliwego człowieka, który oferował jej gościnę w swojej rezydencji. Patrzył na nią z góry, przerażający i groźny.

– Angelo jest bezwzględnie uczciwy, ale podejrzewam, że ty mnie okłamujesz, panno Harper – oświadczył.

Jess zaniemówiła ze zgrozy.

– Powiedziałam ci prawdę – wykrztusiła, gdy w końcu odzyskała mowę.

– W takim razie oczekuję wyjaśnienia, dlaczego nakłoniłaś mojego kuzyna do przekazania ci miliona funtów.

Jess zrobiła wielkie oczy.

– To nieprawda – zapewniła żarliwie. – Przyszedł do mnie bez pensa przy duszy. Gdybym go nie karmiła, umarłby z głodu. Skąd ci przyszło do głowy, że dostałam od Angela tak olbrzymią kwotę?

– Ponieważ tak powiedział matce. Jego doradca finansowy poinformował ją, że wycofał całą sumę z funduszu spadkowego odziedziczonego po ojcu. Zaniepokojona ciocia zadzwoniła do niego i spytała, co zrobił z pieniędzmi. Odpowiedział, że dał je tobie.

– Przysięgam, że nic o nich nie wiem.

Drago spodziewał się, że zaprzeczy. Zdziwiło go tylko, że jej odpowiedzi brzmiały niezwykle przekonująco. Czyżby jej uroda pozbawiła go zdolności do obiektywnej oceny? Siłą woli odpędził niewygodne myśli.

– Nie wierzę – odparł. – Moim zdaniem znałaś tożsamość Angela i jakimś sposobem nakłoniłaś go do ofiarowania ci fortuny. Jeszcze nie wiem, jak to osiągnęłaś, ale ostrzegam, że kiedy dojdę prawdy, zmuszę cię wszelkimi możliwymi sposobami, żebyś oddała to, co zagarnęłaś.

Jess zawrzała gniewem.

– To oburzające! – wykrzyknęła. – Nie zamierzam dłużej wysłuchiwać takich bredni! – Ruszyła ku drzwiom, lecz następne zdanie zatrzymało ją w pół drogi.

– Czy zaprzeczysz też, że kilka lat temu zostałaś ukarana za oszustwo?

Krew odpłynęła z twarzy Jess. Zadrżała, gdy podszedł do niej, chwycił za ramię i odwrócił ją twarzą do siebie.

– Fakty wyglądały zupełnie inaczej niż w akcie oskarżenia – zaprotestowała słabo.

– Wynająłem prywatnego detektywa, żeby prześledził twoją przeszłość – ciągnął Drago. – Zostałaś uznana za winną defraudacji. Nie skazano cię na karę więzienia, a jedynie na wykonanie prac społecznych tylko dlatego, że miałaś zaledwie siedemnaście lat.

Zawstydził ją, choć nie miała powodów do wstydu. Nikt jej nie uwierzył, że nie zdefraudowała cudzych pieniędzy. Dowody jej winy zostały sfabrykowane. Została ukarana za przestępstwo, które nieświadomie popełniła, zwiedziona przez Seba, człowieka, którego kochała i który wyznawał jej miłość. Najchętniej uciekłaby teraz, choćby na koniec świata. Palił ją wstyd, gdy sobie przypomniała, że przypisywała badawcze spojrzenie Draga osobistemu zainteresowaniu. Teraz pojęła, że obserwował ją bacznie, ponieważ uważał ją za kryminalistkę, a nie dlatego, że go pociągała.

– Nic nie wiem o zaginionych pieniądzach Angela – powtórzyła. – To niesprawiedliwe osądzać mnie z góry na podstawie wydarzeń sprzed wielu lat.

Ku jej zaskoczeniu Drago skinął głową.

– Racja, to nie moja sprawa, tylko policji. Kiedy jutro oddam cię w ich ręce, szybko ustalą, czy jesteś winna, czy nie.

Jess bezwiednie jęknęła.

– Ciekawe, dlaczego sama wzmianka o policji tak bardzo cię zmartwiła? – zadrwił bezlitośnie.

– Wcale nie – skłamała Jess.

Nie miała nic do ukrycia, ale zadrżała na samo wspomnienie pobytu w areszcie. W dzielnicy, w której spędziła dzieciństwo, nikt nie ufał organom ścigania, łącznie z jej ojcem. Dorastała w przekonaniu, że z kontaktu z przedstawicielami władz nie może wyniknąć nic prócz kłopotów.

Drago ruszył ku drzwiom.

– Zostawiam cię samą na kilka godzin. Na twoim miejscu wykorzystałbym je na sen. Jutro będziesz potrzebowała siły, żeby udzielić wyjaśnień.

Jess przeżyła kolejny wstrząs, gdy po jego wyjściu usłyszała zgrzyt klucza w solidnych, dębowych drzwiach. Z niedowierzaniem nacisnęła klamkę, ale nie ustąpiły. Wściekła, załomotała w nie pięściami.

– Wypuść mnie! – krzyczała. – Nie masz prawa mnie więzić!

– Zniknięcie miliona funtów z funduszu spadkowego mojego kuzyna daje mi takie prawo – padła odpowiedź z drugiej strony. – Nawiasem mówiąc, wrzaski nic ci nie dadzą. Nikt ich nie usłyszy. Moja sypialnia jest na drugim końcu korytarza, a służba mieszka w innej części budynku.

Dwadzieścia minut później Jess stała na balkonie drugiego piętra. Gdy z duszą na ramieniu słuchała plusku wody w kanale poniżej, omal nie porzuciła starannie opracowanego planu ucieczki. Lecz perspektywa przesłuchania przerażała ją jeszcze bardziej. Przewidywała, że policja nie uwierzy osobie ukaranej za defraudację. Jedynie Angelo mógł ją oczyścić z zarzutów, ale póki nie odzyska przytomności, znów zostanie oskarżona o czyn, którego nie popełniła.

Wściekła na Draga, że ją uwięził, sprawdziła jeszcze raz węzły, którymi powiązała zdjętą z łóżka pościel, i przeszła przez balustradę. Na szczęście wytrzymały jej niewielki ciężar. Dobrze, że nie miała lęku wysokości. Jednak mimo że często pracowała na drabinach i rusztowaniach, gdy spojrzała w dół, ogarnął ją lęk. Tylko świadomość, że sprawi Dragowi Cassariemu przykrą niespodziankę, dodawała jej odwagi.

– Tak prędko nas pani opuszcza, panno Harper? – zagadnął gdzieś z dołu znajomy głos.

Śmiertelnie wystraszona Jess krzyknęła i puściła własnoręcznie zrobioną linę. Zamknęła oczy, pewna, że spadnie na kamienny chodnik, lecz pochwyciły ją silne ramiona.

Santa Madonna! Czyś ty oszalała? – wrzasnął Drago, gdy postawił ją na ziemi. – Mogłaś się zabić! Jestem pewien, że masz coś do ukrycia, skoro ryzykowałaś życie, żeby uciec.

Jess dopiero teraz zobaczyła, jak wielkie ryzyko podjęła z jego winy. Oburzona bezpodstawnymi oskarżeniami, zawrzała gniewem:

– Nie życzę sobie, żeby wbrew mojej woli przetrzymywał mnie domorosły detektyw na podstawie wyssanych z palca zarzutów! – odparowała z wściekłością. – Przyjechałam do Włoch, żeby ratować Angela, a nie wysłuchiwać zniewag. Zamiast mnie obrażać, lepiej pomyśl, dlaczego Angelo robił wrażenie załamanego w Londynie. Nie zawierzył mi swych trosk. Tobie najwyraźniej też nie. Gdybyś rzeczywiście traktował go jak młodszego brata, tak jak deklarujesz, zauważyłbyś, że coś go trapi.

– Nic nie wiesz o naszych wzajemnych relacjach – odburknął, urażony jej krytyką. Najbardziej zdenerwowało go, że jej słowa, zawierające sporo prawdy, obudziły w nim poczucie winy. Ostatnio poświęcał całą energię kierowaniu Cassa di Cassari. Z ulgą zrzucił z siebie część odpowiedzialności za losy bliskich. Zadowolony, że otworzył kuzynowi drogę do uzyskania niezależności, wyszedł z założenia, że świetnie sobie poradzi na studiach. Nie przyszło mu do głowy, że nie jest szczęśliwy, ale też nie miał na to żadnych dowodów prócz twierdzenia złodziejki.

– Dokąd idziesz? – zapytał, gdy założyła plecak i odwróciła się na pięcie.

– Rezygnuję z twojej gościnności. Wracam do domu. Pokaż mi tylko drogę do najbliższego lotniska.

– Nigdzie nie polecisz. Obiecałaś zostać, dopóki Angelo nie odzyska świadomości.

– Owszem, zanim zobaczyłam, z jakim aroganckim tyranem mam do czynienia.

Podniesiony głos Jess przyciągnął uwagę przechodzącej grupy Amerykanów. Wielu turystów przylatywało do Wenecji wiosną, żeby uniknąć tłumów, jakie latem przybywały na plac Świętego Marka.

Gdy Jess usłyszała, że mówią po angielsku, nie zdołała ukryć ulgi. Drago bez trudu odgadł jej myśli. Desperacka ucieczka z balkonu dowiodła zarówno jej pomysłowości, jak i determinacji. Przyszedł mu do głowy tylko jeden sposób, żeby uniknąć sceny w miejscu publicznym. Zanim zdążyła zawołać o pomoc, zamknął jej usta pocałunkiem.

Zgodnie z jego przewidywaniami w pierwszej chwili zesztywniała. Potem wymierzyła mu pięścią cios w żebra. Jej opór uraził jego męską dumę i podsycił pragnienie zwycięstwa. Do tej pory żadna nie próbowała z nim walczyć. Wręcz przeciwnie, same go zachęcały, co ostatnio zaczęło go nużyć. Zaciśnięte wargi Jess obudziły w nim myśliwskie instynkty.

Jess zaskoczyła metoda, jakiej użył, by zyskać nad nią władzę. Przyciągnął ją tak blisko, że nie mogła go ponownie uderzyć. Najgorsze, że kontakt z ciepłym, szerokim torsem i muskularnymi udami sprawił jej nieoczekiwaną przyjemność. Wbrew woli miękła w jego mocnych ramionach, zwłaszcza że teraz całował inaczej, delikatnie, zapraszająco. Bezwiednie rozchyliła wargi i zaczęła oddawać pocałunek. Nie przypuszczała, że jeszcze kogokolwiek w życiu zapragnie, lecz kiedy objął ją za pośladki i przyciągnął jeszcze mocniej do bioder, oblała ją fala gorąca.

 

– Widzisz, kochanie, mówiłem ci, że to tylko zwykła sprzeczka zakochanych – sprowadziła ją na ziemię uwaga jednego z przechodzących Amerykanów.

Śmiech jego towarzyszki ucichł wraz z odgłosem kroków, gdy odeszli w swoją stronę, ale zdołał przywołać Jess do rozsądku. Gwałtownie odchyliła głowę. Na szczęście Drago nie próbował jej przytrzymać. Wyraźnie zaszokowany własną reakcją na bliski kontakt, przeczesał ręką włosy. W świetle księżyca dostrzegła napięcie w jego twarzy.

– Nie powinniśmy tego robić – stwierdził nieco schrypniętym głosem.

Uraził ją, choć sama również uważała, że popełniła błąd. Pogarda w jego głosie i lekceważąco wydęte wargi świadczyły o tym, jak nisko ją ocenia. Żałowała, że nie przyszła jej do głowy żadna cięta riposta, ale nie posiadała daru płynnej wymowy. Upokorzona, nie mogła sobie darować, że oddała pocałunek. Musiała uciec jak najszybciej, najlepiej natychmiast, zanim poniży ją jeszcze bardziej.

Chodnik kończył się za pałacem, więc Amerykańscy turyści z konieczności weszli na most. Szybko oceniła, że to jedyna droga ucieczki. Ledwie jednak ruszyła w tamtą stronę, Drago zastąpił jej drogę.

– Wracaj do domu – rozkazał.

– Wykluczone! – odkrzyknęła i popędziła w kierunku motorówki. Dopiero na końcu mola uświadomiła sobie, że nie umie jej uruchomić. Drago szybko ją dogonił i odciął drogę odwrotu.

– Nie bój się. Nie skrzywdzę cię. Uważaj!

Ostrzeżenie przyszło za późno. Jess gwałtownie wyciągnęła ręce, żeby go odepchnąć, ale straciła równowagę i wpadła w czarną otchłań.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?