Długie lato w Portofino

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

Emma włączyła elektryczny czajnik i zaczęła rozwiązywać szalik. Zauważyła, że naniosła trochę śniegu z ogrodu. Zdjęła buty i rozpięła kurtkę.

– Odkąd znam Cordelię, nigdy nie miała gosposi.

– Morag Stewart – mruknął Włoch.

– Słucham?

– Tak się nazywa gosposia, którą zatrudniłem.

– Pierwsze słyszę. Pana babcia nigdy o niej nie wspominała. Kiedy pan ją zatrudnił?

– Tuż przed świętami Bożego Narodzenia – odparł przez zaciśnięte zęby.

Drażnił go sceptycyzm Emmy. Nie wierzyła mu, a on nie przywykł do tego, aby ktoś kwestionował jego słowa lub czyny. Zwłaszcza kobieta. W jego świecie kobiety z reguły zgadzały się ze wszystkim, co mówił lub robił.

– Nonna nadal czuła się nie najlepiej po operacji biodra. Chciałem zabrać ją do siebie, do Włoch, ale ona wolała zostać tutaj. Jestem prezesem wielkiej firmy samochodowej. To wymagające stanowisko. Nie cierpię na nadmiar wolnego czasu.

Ostatnie cztery miesiące były koszmarne. Jego ojciec zmarł po krótkiej chorobie. Rocco pracował dzień i noc, usiłując ogarnąć potworny bałagan, jaki zostawił po sobie ojciec.

Patrzył na pielęgniarkę przez kłęby pary unoszące się w powietrzu, gdy wlewała wrzątek z czajnika do dzbanka.

– Wiedziałem, że nie będę miał czasu regularnie przylatywać do Anglii. więc skontaktowałem się z agencją i zatrudniłem Morag Stewart jako gosposię i opiekunkę Cordelii.

– Pana babcia jest moją pacjentką od końca stycznia – odpowiedziała Emma. Być może źle oceniła wnuka Cordelii? – Wcześniej opiekowała się nią inna pielęgniarka. Na początku składałam jej wizyty raz w tygodniu, by sprawdzić, czy ma dobre ciśnienie, ale odkąd poparzyła sobie rękę, zaglądam do niej co parę dni. – Przestała podejrzewać Rocca o to, że wymyślił bajeczkę o gosposi, aby przedstawić się w lepszym świetle. – Morag Stewart widocznie z jakiegoś powodu przestała pracować w Nunstead, zanim przejęłam opiekę nad Cordelią.

– Muszę poważnie z nią porozmawiać – oświadczył Rocco, lecz nie wyszedł z kuchni, aby natychmiast to uczynić. Całą jego uwagę skupiła na sobie Emma. Był zdumiony tym, co widział. Pielęgniarka na jego oczach przeszła zupełną metamorfozę. Przesunął wzrokiem po jej zadziwiająco szczupłych nogach w czarnych rajstopach. Odwiązawszy szalik, odkryła twarz o wiele młodszą, niż się spodziewał. W oczy rzuciła mu się jej kremowa skóra i pełne usta. Gdy zdjęła szkaradną czapę, dostrzegł, że jej jasne włosy sięgają do brody i lśnią jak jedwab. Miała ładne, regularne rysy twarzy i oczy o barwie deszczowych chmur, z których wyzierała inteligencja i czujność. Wreszcie zdjęła kurtkę. Jej ciało było chyba największą niespodzianką dla Rocca, który z przyjemnością powiódł wzrokiem po szczupłej talii, zaokrąglonych biodrach i pełnych piersiach. Miała na sobie niebieski uniform pielęgniarki, lecz emanowała zmysłowością.

Przez jego głowę przemknęła myśl, że właśnie tak powinna wyglądać kobieta. Miał już dość kościstych, patykowatych modelek, z którymi zwykle się spotykał. Patrząc na Emmę, pomyślał o renesansowym obrazie Adama i Ewy stojących w ogrodzie Eden. Kobiece kształty Emmy były równie zmysłowe i kuszące jak Ewy. Zaczął sobie wyobrażać, że Emma zrzuca z siebie uniform, a on podchodzi do niej i dotyka jej piersi, które wypełniają jego dłonie niczym dwa dojrzałe, soczyste owoce…

Do diabła, co się ze mną dzieje? – zapytał się w myślach, oburzony swoją reakcją na tę kobietę. Przecież ona nie jest moim typie!

To nie do końca była prawda. Nie mógł zaprzeczyć, że czuł do niej fizyczny pociąg, lecz odpychała go jej osobowość. Przypominała mu srogą dyrektorkę angielskiej szkoły podstawowej, do której został wysłany w wieku sześciu lat. Nie lubił ludzi, którzy wyrabiali sobie opinię na temat jakiejś rzeczy lub osoby, nie zaprzątając sobie głowy faktami. A to właśnie zrobiła Emma, gotowa ciskać w niego gromami, choć nic o nim nie wiedziała.

Jego myśli znowu zaczęły krążyć wokół babci i zaginionej gosposi.

– I tak uważam, że powinien pan zajrzeć do Cordelii po świętach, a nie dopiero teraz.

Rocco zacisnął zęby. Pełen dezaprobaty głos pielęgniarki znowu podziałał mu na nerwy.

– Gdyby pan to zrobił – ciągnęła dalej – odkryłby pan, że gosposia przepadła, a Cordelia mieszka sama. Rozumiem, że pochłania pana praca, panie D’Angelo, ale z tego, co mi wiadomo, nie pracuje pan bez ani chwili przerwy. Cordelia zbiera wszystkie wycinki prasowe na pana temat. Tydzień temu pokazała mi pana zdjęcie na nartach w Val d’Isčre.

Emma wyjęła z szafki trzy komplety porcelanowych filiżanek na spodeczkach.

– Moim zdaniem…

– Nie interesuje mnie pani zdanie – przerwał jej Rocco. – Zwłaszcza jeśli chodzi o moje życie osobiste. – Usiłował zapanować nad gniewem. Nie miał zamiaru mówić tej świętoszkowatej pielęgniarce, że pojechał na narty z powodu nieślubnego syna swojego ojca, Marca – brata przyrodniego, o którego istnieniu dowiedział się tuż przed śmiercią ojca. – Moje życie osobiste to nie pani sprawa.

– To prawda – zgodziła się. – Lecz zdrowie pana babci jest moją sprawą. Martwię się o jej bezpieczeństwo. Podejrzewam, że nie odżywia się właściwie. Mam obowiązek poinformować o moich obawach opiekę społeczną.

W złotych oczach Włocha dostrzegła groźny błysk. Wiedziała, że rozjuszyła go swoją wypowiedzią. Zdążyła zauważyć, że ludzie negatywnie reagują, gdy wytyka im się zaniedbywanie bliskich. Trudno, na tym między innymi polegała jej praca. Bardzo przywiązała się do Cordelii Symmonds i nie chciała, żeby coś się jej stało. Aby skończyła tak, jak biedny pan Jeffries. Ta myśl znowu wznieciła w niej płomień oburzenia.

– Pana babcia potrzebuje pomocy – oświadczyła stanowczo. – Jest rzeczą skandaliczną, żeby rozbijał się pan po kurortach, zupełnie zapominając o biednej, samotnej babci.

Rocco zaklął pod nosem. Jego cierpliwość się wyczerpała.

– Stoję na czele wartej miliardy dolarów firmy! Podróżuję głównie w interesach, a nie dla rozrywki. I proszę mi wierzyć, że ani na sekundę nie zapominam o Cordelii. – Wziął głęboki wdech, usiłując się uspokoić. Przypomniał sobie, że Emma jest pielęgniarką. Do jej obowiązków należało dbanie o dobro i bezpieczeństwo każdego pacjenta. Nie powinien być dla niej zbyt ostry i obcesowy. – Doceniam pani troskę, ale proszę się nie martwić. Potrafię doskonale zadbać o moją babcię.

– Doprawdy? – zapytała, unosząc brew. – Ma pan na to jakieś dowody? Cordelia mieszka sama. Nikt jej nie pomaga. Pana okazjonalne wizyty nie wystarczają. Powinien pan z nią tutaj zamieszkać.

– Niestety, to niemożliwe. Siedziba mojej firmy znajduje się we Włoszech. Muszę być tam na miejscu. – Zwłaszcza teraz, gdy w jego życiu pojawił się Marco. Wiedział, że musi otoczyć babcię opieką. Jak ma to jednak zrobić, skoro ona nie chce się wyprowadzić z Nunstead Hall? Cóż, nie wpadł jeszcze na żaden genialny plan.

Nic dziwnego, że Rocco D’Angelo wolał mieszkać w swojej luksusowej willi w Portofino niż na wietrznym wrzosowisku w dzikiej, ponurej Northumbrii, pomyślała Emma, przypominając sobie zdjęcia jego rezydencji, które pokazała jej pewnego dnia Cordelia. W pamięci utkwiła jej zwłaszcza fotografia, na której Rocco na pokładzie jachtu tulił się do jakiejś pięknej brunetki w tak skąpym, że ledwie widocznym bikini.

„Mój wnuk to przystojniak i uwodziciel, tak samo jak jego ojciec – powiedziała wtedy Cordelia. W głosie staruszki czułość mieszała się z pewną rezygnacją. – Mówi jednak, że nie popełni błędów ojca i nie założy rodziny…”

Emma wyciągnęła rękę, by wziąć tacę z herbatą. W tym samym momencie Rocco uczynił to samo. Ich dłonie otarły się o siebie. Emma cofnęła dłoń jak oparzona, czując w środku dziwne, przyjemne ciepło, które zaczęło rozprzestrzeniać się po całym jej ciele.

Otworzyły się drzwi kuchenne. Weszła Cordelia. Na szczęście chyba nie zauważyła ciemnego rumieńca na policzkach Emmy.

– No i co z tą herbatą? – zapytała Cordelia pogodnym tonem.

– Właśnie miałem ci ją przynieść – odparł Rocco.

Nic w jego głosie nie pozwalało się domyślać, jak bardzo w tej chwili chciał zanurzyć dłoń w lśniących włosach okalających twarz Emmy. Nie potrafił zidentyfikować jej perfum, lecz podobał mu się ten delikatny, cytrynowy zapach, tak subtelny w porównaniu z ciężkimi, drogimi perfumami, którymi oblewało się większość kobiet, z którymi miał kontakt. Z trudem zapanował nad erotyczną fascynacją, która zawładnęła jego ciałem i umysłem, i zatopił srogie spojrzenie w swojej babci.

– Nonna, co się stało z gosposią, którą zatrudniłem?

– Masz na myśli Morag? Och, zwolniłam ją już dawno temu. Odkryłam, że podkrada mi pieniądze z torebki. Straszne babsko. Zauważyłam, że zabrała ze sobą trochę cennej zastawy stołowej ze srebra.

Rocco westchnął ciężko.

– Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Przecież wiesz, że nie chcę, żebyś mieszkała tutaj sama.

Choć był zły na Cordelię, poczuł satysfakcję, dostrzegając kątem oka minę Emmy. Była zaskoczona i skruszona. Teraz już wiedziała, że nie kłamał i nie unikał brania odpowiedzialności za babcię. Być może to nauczy ją powściągliwości w ocenianiu ludzi. W duchu przyznawał jej jednak rację. Czuł wyrzuty sumienia, że od trzech miesięcy ani razu nie odwiedził Cordelii. Gdyby się postarał, znalazłby wolną chwilę, by to zrobić.

– Nie chciałam, żebyś się martwił, mój drogi – odparła Cordelia. – I tak masz tyle na głowie, prowadząc Eleganzę. Na dodatek śmierć twojego ojca… – Westchnęła głośno. – Wciąż trudno mi uwierzyć, że mój zięć nie żyje. Enrico miał zaledwie sześćdziesiąt lat. Świetnie się trzymał. Ciągle był przystojny jak za młodu. Dopiero co skończył kręcić kolejny film, kiedy wykryto u niego raka, prawda?

Rocco skinął głową.

 

– Przynajmniej nie cierpiał długo. Ojciec nie umiał chorować.

To prawda. Jego ojciec nie był łatwym pacjentem. Enrico D’Angelo przez wiele lat był jednym z najsłynniejszych włoskich aktorów. Gdy zdiagnozowano u niego nowotwór, oczekiwał od swojego syna, którego w dzieciństwie zazwyczaj ignorował, że dzień i noc będzie czuwał przy jego łóżku. Lekarze byli jednak bezradni. Mogli tylko sprawić, aby ostatnie dni Enrica były jak najmniej bolesne. Rocca ogarnęła bezsilność. Nie mógł ocalić ojca, tak samo jak nie potrafił uratować brata ani przewidzieć czy powstrzymać śmiertelnego wypadku matki.

Potrząsnął głową, odpędzając te wspomnienia. Zdał sobie sprawę, że Cordelia usiłuje sprytnie zmienić temat. Nie chciał jej na to pozwolić.

– Babciu, źle zrobiłaś, zatajając przede mną całą tę historię z gosposią. Przez trzy miesiące żyłem w przeświadczeniu, że znajdujesz się pod stałą opieką!

– Nie potrzebuję niczyjej opieki – bąknęła Cordelia. – Chyba już zauważyłeś, że jestem twardą babką, a nie kruchą staruszką. Zanim znowu mi to zaproponujesz – rzekła, wbijając w niego ostre spojrzenie – uprzedzam cię, że pod żadnym pozorem nie wyprowadzę się z Nunstead! Tutaj się urodziłam i tutaj umrę.

Emma zerknęła na Rocca i z niechęcią poczuła przypływ współczucia. Cordelia Symmonds mierzyła teraz niewiele ponad półtora metra i sprawiała wrażenie, jakby ważyła mniej niż wróbelek, ale była uparta jak osioł. Sama wiedziała, że zazwyczaj nie działają na nią ani prośby, ani groźby.

Rocco przekręcił odrobinę głowę. Ich spojrzenia splotły się na kilka chwil. Poczuła, że między nimi zawiązała się pewna nić porozumienia. Tak, była mu winna przeprosiny. Wyglądało na to, że wcale nie zaniedbywał swojej babci. Ostatnio nie mógł jej złożyć wizyty, ponieważ musiał być przy swoim umierającym ojcu. Źle go oceniła. Zrugała się za to w myślach.

– Może wrócimy do salonu? – zasugerowała łagodnym głosem. – Chcę się przyjrzeć twojej ręce, Cordelio.

Z ulgą ruszyła przed siebie, oddalając się od Rocca. Była zaniepokojona tym, jak jej ciało reagowało na tego mężczyznę. Przecież po małżeństwie z Jackiem przysięgła sobie, że już nigdy nie da się oczarować żadnemu przystojniakowi z nadmiarem charyzmy.

W korytarzu spojrzała na wiszący na ścianie portret córki Cordelii. Flora Symmonds była obłędnie piękną kobietą, pomyślała, zachwycając się portretem tej słynnej na całym świecie aktorki, która zginęła w tak młodym wieku, u szczytu swojej kariery.

– Trudno oderwać od niej oczy, prawda? – zapytał Rocco, stając obok Emmy. – Moja kochana mamma. Piękna kobieta, utalentowana aktorka, ale, niestety, kiepska matka – dodał ostrzejszym tonem.

– Jak to? – zapytała Emma. Dobrze, że Cordelia już weszła do salonu i nie usłyszała brutalnych słów wnuka.

– To smutne, ale prawdziwe – mruknął, wpatrując się w podobiznę matki tak intensywnie, jakby chciał wzrokiem wypalić w niej dziurę. – Moi rodzice byli egoistami. Egocentrykami. Nie powinni mieć dzieci. Gdy sami to sobie uświadomili, odesłali nas natychmiast do szkoły z internatem.

– „Nas”? – powtórzyła zdezorientowana. Cordelia mówiła nieraz, że Rocco jest jej jedynym wnukiem.

Milczał przez długą chwilę. Emma już myślała, że nie doczeka się odpowiedzi, gdy Rocco wreszcie się odezwał:

– Razem z moim młodszym bratem chodziliśmy do szkoły w Anglii. Cordelia była w większym stopniu naszym rodzicem niż matka czy ojciec. Spędzaliśmy tu wiele ferii i wakacji, gdy nasi rodzice kręcili filmy. – Oderwał wzrok od portretu matki i uśmiechnął się lekko. – Zgadzam się, że tutejszy park narodowy to doskonałe miejsce na wycieczki. Kiedy byłem małym chłopcem, całymi dniami łaziłem po wrzosowiskach.

Emma poczuła, że się czerwieni. Kiedy w samochodzie wspomniała o parku, nie miała pojęcia, kim jest ten mężczyzna.

– Nie wiedziałam, że zna pan te okolice – mruknęła w swojej obronie. – Szkoda, że nie ujawnił pan przede mną swojej tożsamości.

Wzruszył ramionami.

– Pani też nie powiedziała, że jest pielęgniarką Cordelii Symmonds, więc dlaczego miałbym wyskakiwać z informacją, że jestem jej wnukiem? Teraz jednak rozumiem, skąd brały się pani obawy – dodał z poważną miną. – Gdybym wiedział, że babcia mieszka sama, natychmiast przyleciałbym do Anglii, by zainterweniować.

Wierzyła mu. Uczucie, jakim Rocco darzył swoją babcią, było wyczuwalne w jego głosie. Emmie było głupio, że za bardzo pospieszyła się z oceną jego osoby.

– Przykro mi z powodu śmierci pana ojca. Byłam w szoku, gdy dowiedziałam się o tym z gazet. Nie wiedziałam, że Enrico D’Angelo był pana ojcem… To był wspaniały aktor.

Choć wydawało się, że Rocca nie łączyła zbyt bliska więź z rodzicami, na pewno bardzo przeżył śmierć najpierw matki, a potem ojca. Teraz miał zapewne trzydzieści parę lat, więc w dniu, gdy jego matka zginęła w wypadku samochodowym, musiał być jeszcze bardzo młodym człowiekiem.

O tym wypadku pisano na pierwszych stronach wszystkich gazet. Flora Symmonds i Enrico D’Angelo byli słynną parą aktorów, których życie rozgrywało się w świetle reflektorów: burzliwe małżeństwo, liczne romanse i bolesny rozwód. Nic dziwnego, że mały Rocco wolał spędzać wakacje u swojej babci w tej zacisznej, angielskiej krainie.

Znowu zerknęła na jego niezwykle przystojną twarz, której ostre rysy nieco zmiękczył czarujący uśmiech. Rocco był archetypem samca alfa: przystojny, pewny siebie i ociekający seksapilem. Podobnie jak Jack. Mówiąc krótko, należał do gatunku mężczyzn, którego postanowiła do końca życia unikać jak ognia.

Myśl o mężu podziałała na nią jak zimny prysznic. Nie miała zamiaru dać się oczarować kolejnemu uwodzicielowi. Ułożyła usta w uprzejmy, ale chłodny uśmiech i mruknęła:

– Proszę zanieść herbatę, zanim wystygnie.

Pięć minut później Rocco skrzywił się, patrząc, jak Emma odwija bandaż na ręce babci, pod którym kryło się ogromne, czerwone poparzenie.

– Paskudnie to wygląda. Jak to się stało, babciu?

– A, zwyczajnie – odparła Cordelia. – Podgrzałam sobie zupę na obiad. Nalewając ją do talerza, trochę wylało mi się na rękę. Te miedziane chochle są diabelnie ciężkie. Muszę kupić jakieś nowe, kiedy następnym razem będę w Morpeth.

– Jak przemieszczasz się do wioski, a nawet do Little Compton, odkąd zwolniłaś Morag?

Zatrudnił gosposię między innymi po to, aby woziła Cordelię po okolicy.

– Nie mogę się nigdzie ruszyć, odkąd doktor Hanley powiedział, że zbyt słabo widzę, żeby siadać za kierownicą. Jestem pewna, że plecie od rzeczy – dorzuciła z irytacją. – Podczas wojny jeździłam po Londynie karetką. Wiesz o tym?

– Wiem. Byłaś i jesteś niesamowitą kobietą.

Wzmianka o drugiej wojnie światowej przypomniała mu, w jak bardzo podeszłym wieku jest jego babcia. Znowu poczuł wyrzuty sumienia, że od świąt ani razu nie złożył jej wizyty, by sprawdzić, czy wszystko u niej w porządku. Był jednak pochłonięty najpierw chorobą i śmiercią ojca, a potem szukaniem kochanki Enrica, która była matką jego syna.

– Mam farta, że trafiła mi się taka wspaniała pielęgniarka – odezwała się Cordelia. – Emma przywozi mi zakupy. Sama niewiele potrzebuję, głównie mleko i pieczywo, ale Thomas lubi dobrze zjeść. Trzy posiłki dziennie to dla niego minimum.

– To najlepiej odżywiony kot w całej Northumbrii – wtrąciła Emma. – Szkoda, że ty nie jadasz trzech posiłków dziennie, Cordelio.

Rocco zauważył, że pomimo tonu nagany, w głosie Emmy była prawdziwa sympatia, ciepło, które znikało, ilekroć spoglądała na niego. Frapował go jej chłód. Zazwyczaj u kobiet wywoływał inne reakcje. Już jako nastolatek zrozumiał, że został obdarzony atletyczną sylwetką i rysami twarzy, które podobają się płci przeciwnej. Miał też świadomość, że jego atrakcyjność potęguje fakt, że jest spadkobiercą wartej miliard funtów firmy dziadka. Przez jego życie – i łóżko – przewijały się tabuny kobiet. Tylko nielicznym udawało się utrzymać jego zainteresowanie dłużej niż parę miesięcy. Dlaczego kobiety mu się nudziły? Były zbyt łatwe. Nigdy nie spotkał takiej, która stanowiłaby dla niego prawdziwe wyzwanie.

Znowu spojrzał na Emmę. W jej wyglądzie nie było nic frywolnego. Praktyczna fryzura była idealnym wyborem dla zapracowanej kobiety, a mimo to w jej lśniących włosach było coś seksownego, tak samo jak w poważnej twarzy, którą tak ładnie okalały.

Przyszło mu na myśl, że wywołanie u niej uśmiechu jest nie lada wyzwaniem. Powiódł wzrokiem po jej ustach i natychmiast zaczął wyobrażać sobie, jak je całuje, smakuje i… Nagle Emma, klęcząca przy Cordelii, odwróciła się na moment i zerknęła na niego. Poczuł, jak płoną mu policzki.

Dio, kiedy ostatni raz czuł się tak zakłopotany? Kiedy miał czternaście lat i opiekunka w internacie przyłapała go na przeglądaniu „świerszczyków”. Teraz zaklął pod nosem, po czym podszedł do okna i zasłonił kotary, tylko po to, by ukryć swoją twarz przed pielęgniarką i zapanować nad swoim libido.

Emma skończył bandażować rękę Cordelli.

– Oparzenie goi się, ale nadal istnieje ryzyko infekcji, więc musisz nosić bandaż jeszcze przez kilka dni. Przyjadę do ciebie w poniedziałek, by zmienić opatrunek.

W jej ciało wstąpiło dziwne napięcie, gdy Rocco przemaszerował przez pomieszczenie i stanął obok. Choć celowo na niego nie spojrzała, wszystkimi zmysłami była świadoma jego bliskiej obecności. Skrzywiła się z irytacją i odrazą, dostrzegając, jak ręka, którą zasuwała torbę z lekarstwami, lekko dygocze.

– Znowu zaczyna sypać śnieg – poinformował Rocco. – Teraz pewnie drogi są jeszcze bardziej zdradliwe, niż kiedy jechaliśmy w tę stronę. Sądzę, że powinnaś tutaj przenocować, Emmo.

Nie przypominała sobie, by przeszli na „ty”, lecz nie była w stanie czuć się oburzona, ponieważ sposób, w jaki wypowiedział jej imię, przyprawił ją o przyjemny dreszcz. O, Boże! Od kiedy czyjś głos działa na mnie jak pieszczota? – pomyślała przerażona.

Wzięła głęboki wdech i posłała mu uprzejmy uśmiech.

– Dziękuję za propozycję, ale muszę wracać do siebie.

Rocco zmarszczył brwi. Już sobie wyobrażał, że siedzą we trójkę przed kominkiem, sącząc whisky, którą Cordelia zawsze go raczyła, i gawędząc swobodnie. Jej odruchowa odmowa roztrzaskała ten przyjemny obrazek na kawałeczki.

– Czyżby ktoś czekał na ciebie w domu? – zapytał wprost.

– Tak. Moja trzyletnia córeczka, Holly. – Zerknęła na wiszący na ścianie zegar i dodała: – Powinnam ją była odebrać już pół godziny temu.

– A nie może tego zrobić ojciec twojej córki?

Nie wiedział, dlaczego zadaje tak bezpośrednie pytania, które wyraźnie dziwiły Emmę tak samo jak jego. Nie rozumiał również, dlaczego poczuł lekkie rozdrażnienie, dostrzegłszy złotą obrączkę na jej lewej dłoni.

– Nie – odparła lakonicznie. Nie miała zamiaru dyskutować z nieznajomym człowiekiem o ojcu Holly. – Muszę już lecieć. Pod żadnym pozorem nie wychodź z domu, Cordelio – dodała stanowczym tonem. – Zobaczymy się po weekendzie.

– Nie zapomnij o czapce – zawołała staruszka. – Cieszę się, że ją dla ciebie wydziergałam. Na taką paskudną pogodę jest jak znalazł.

Emma stłumiła westchnienie. Nie cierpiała tej szkaradnej czapki, ale Cordelia była dumna z siebie, gdy kilka tygodni temu dała ją Emmie w prezencie. Mijając Rocca, dostrzegła w jego oczach błysk rozbawienia.

Czekał przy drzwiach frontowych, gdy zjawiła się przy nich kilka minut później, znowu odziana w grubą kurtkę narciarską i całą resztę. Poczuła się głupio w tym tak niekobiecym stroju, lecz po chwili zganiła się w myślach: niby dlaczego miałoby jej zależeć na jego opinii?

– Odprowadzę cię do auta – mruknął i otworzył drzwi, przez które od razu wdarł się do środka podmuch lodowatego powietrza i wirujące płatki śniegu.

– Nie ma potrzeby.

Zignorował jej uwagę i poszedł z nią do auta.

– Jeszcze nie podziękowałem ci za przysługę – odezwał się w ciemności, w której świeciły jego oczy, znowu przywodzące na myśl oczy tygrysa. – Dziękuję.

– Nie ma za co. Prawdę mówiąc, cieszę się, że pan tu jest. Martwię się o Cordelię. Nie powinna mieszkać sama w tak oddalonym od świata miejscu. Jak długo zamierza pan tu zostać?

– Jeszcze nie wiem.

Pierwotnie planował zostać w Nunstead przez parę dni, lecz teraz już wiedział, że to zbyt krótko. Z drugiej strony, musiał niedługo wracać do Włoch i zająć się firmą.

Emma usiadła za kierownicą i rzuciła:

– Muszę umówić nas na spotkanie z opieką społeczną, to zdecydujemy, co zrobić z Cordelią.

Znowu przemawiała tym dyrektorskim tonem, który działał mu na nerwy. Czy naprawdę sądziła, że nagle zniknę i porzucę swoją babcię? – zapytał w myślach. Korciło go, by powiedzieć, że nie życzy sobie, by ktokolwiek wtrącał się w tę sprawę, ale przypomniał sobie, że bez pomocy Emmy jego babci w ostatnich tygodniach mogła stać się krzywda.

 

Skinął więc głową.

– Powinnaś już wyruszyć, zanim znowu rozpęta się zamieć. Zadzwonisz, kiedy dotrzesz do domu? Nie chcę, żeby Cordelia się o ciebie martwiła.

Powrót do Little Copton po zaśnieżonych i oblodzonych drogach całkowicie pochłaniał uwagę Emmy. Skupiała się na prowadzeniu auta, odpychając od siebie wszystkie myśli o Włochu.

– Przepraszam za spóźnienie – wysapała, gdy Karen, opiekunka Holly, otworzyła drzwi swojego domu i wpuściła ją do środka. – Na szosach jest ślisko jak na lodowisku.

– Nic się nie stało. Holly bawiła się z moimi bliźniaczkami. Dałam jej obiad, ale mało zjadła. Teraz wygląda na zmęczoną. Ta grypa ją wykończyła, prawda? Obie potrzebujecie wakacji w jakimś ciepłym, słonecznym miejscu.

– Ech, marzenia – westchnęła Emma. – Finanse nie pozwalają mi na zagraniczne wakacje. Poza tym nie mogę niczego planować, skoro właściciel Primrose Cottage chce wystawić dom na sprzedaż. Być może będę się musiała przeprowadzić. – Znowu zapadła się w sobie na myśl o tym, co od kilku ostatnich tygodni spędzało jej sen z powiek. Kiedy jednak weszła do salonu Karen i Holly rzuciła jej się w ramiona, jej twarz rozświetlił uśmiech.

– Mamusiu, tęskniłam za tobą!

– Ja za tobą też, ptysiu. – Wzięła córeczkę na ręce i przytuliła ją z całych sił.

Nadal nie mogła przyzwyczaić się do codziennych rozstań z Holly. Za każdym razem bolało tak samo mocno. Nie miała jednak wyboru. Lubiła swoją pracę, lecz gdy zaszła w ciążę, planowała zrobić sobie kilkuletnią przerwę, aby być dla Holly pełnoetatową matką. Niestety, los pokrzyżował jej plany. Gdy Holly skończyła sześć miesięcy, Emma musiała wrócić do pracy, aby zarobić na jedzenie i utrzymanie. To również oznaczało, że każda chwila spędzona z córeczką była jeszcze cenniejsza i cudowniejsza. Jej serce wręcz zabolało od nadmiaru miłości, gdy Holly pocałowała ją w policzek.

– Chodźmy do domu – powiedziała łagodnie do córeczki, usiłując nie myśleć o tym, że być może wkrótce będą się musiały wyprowadzić z Primrose Cottage.

Gdy dotarły wreszcie do domu, Holly już przysypiała. Nie miała serca rozbudzać dziewczynki i kazać jej się kąpać. Zaniosła ją więc do sypialni, przebrała w piżamkę, pomogła umyć zęby i przeczytała bajkę na dobranoc. Gdy dziewczynka zasnęła, Emma wyszła na palcach z pokoju. Po długim, ciężkim dniu skromny omlet nie był zbyt treściwym posiłkiem, ale nie miała siły przygotowywać czegoś innego. Najpierw jednak musiała zadzwonić do Nunstead Hall, aby powiadomić Cordelię, że dotarła do domu cała i zdrowa.

Poczuła, że jej puls momentalnie przyspiesza. Co za absurd! – pomyślała zdziwiona. Nie potrafiła jednak nad tym zapanować. Wybrała numer i już po chwili usłyszała w słuchawce głęboki głos z silnym akcentem.

– Emma. Zakładam, że bezpiecznie dojechałaś do domu?

– Tak, dziękuję. – Czy ten piskliwy, dziewczęcy głos naprawdę należał do niej? Dlaczego za każdym razem, gdy Rocco wypowiadał jej imię, robiło jej się gorąco? Zerknęła w lustro wiszące w korytarzu. Jej policzki były wyraźnie zarumienione. Skrzywiła się z odrazą. Przez ostatnią godzinę nie poświeciła temu mężczyźnie ani jednej myśli, a teraz znowu opętało ją wspomnienie jego aroganckiej, przystojnej twarzy.

Przypomniała sobie, że gdy dojechali do domu Cordelii, Włoch uraczył ją jedynie przelotnym, krytycznym spojrzeniem, lecz potem, gdy zrzuciła z siebie grube, zimowe ubrania, patrzył na nią już z jawnym podziwem i… czym jeszcze? Bała się nazywać to, co przyprawiało ją o przyjemne dreszcze.

Do diabła! Opamiętaj się, dziewczyno, zrugała się w myślach i mocniej zacisnęła dłoń na telefonie, usiłując stłumić w sobie rosnącą panikę. Przyrzekła sobie, że już nigdy nie da się omamić żadnemu mężczyźnie. Wiedziała jednak, że to tylko czysta chemia, reakcja organizmu, która wymyka się logice i kontroli. To irytujące i infantylne, ale przecież była dojrzałą, dwudziestoośmioletnią kobietą, a nie nastolatką przechodzącą burzę hormonów. Potrafiła nad sobą panować. Nie pozwoli, aby jakiś notoryczny playboy zakłócił jej wewnętrzną równowagę.

– Mam nadzieję, że twoja córka nie gniewała się na ciebie z powodu spóźnienia?

Tym razem starała się nie wsłuchiwać w jego głęboką, zmysłową barwę głosu.

– Nie, nie gniewała się – odparła rzeczowo. – Teraz już śpi. A ja muszę przygotować sobie kolację, więc życzę panu dobrej nocy, panie D’Angelo.

– Rocco.

– Słucham?

– Mów mi po imieniu, Emmo – poprosił łagodnym głosem. – Moja babcia nie przestaje o tobie opowiadać, odkąd wyszłaś. Widać, że darzy cię ogromną sympatią. Mam wrażenie, że wiem już prawie wszystko o tobie, więc relacje „pani Marchant – pan D’Angelo” wydają mi się zbyt formalne.

– Ach, tak – zaskrzeczała przez zaciśnięte gardło.

Co dokładnie powiedziała mu Cordelia? Myśl, że Rocco wie o niej „wszystko”, przepełniła ją uczuciem głębokiego dyskomfortu. Miała wrażenie, że on wyczuwa jej zakłopotanie i jest tym rozbawiony. Wyobraziła sobie, jak jego usta układają się w powolny, seksowny uśmiech.

Uznała, że powinna jak najprędzej zakończyć tę rozmowę.

– Dobranoc… Rocco.

Buona notte, Emmo. Raz jeszcze dziękuję za pomoc.

Rocco miał zamyśloną minę, kiedy odkładał słuchawkę starego aparatu telefonicznego. Musiał przyznać, że Emma Marchant teraz intrygowała go jeszcze bardziej. Od Cordelii dowiedział się, że jej mąż umarł trzy lata temu – a ona nadal nosiła na palcu obrączkę. Trzy lata żałoby? To bardzo długo.

Przeczesał dłonią włosy. Dlaczego w ogóle o niej myślał? Przecież miał obecnie tyle ważnych i pilnych problemów, między innymi sprawę opieki nad babcią. Nie miał ani czasu, ani ochoty zawracać sobie głowy głupim pociągiem fizycznym do kobiety „po przejściach”, z ogromnym bagażem życiowym w postaci małego dziecka.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?