Dama w niesławie

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Christine Merrill
Dama w niesławie

Tłumaczenie:

Ewa Bobocińska

Rozdział pierwszy

Robertowi Magsonowi, księciu Reighland, każda sala balowa kojarzyła się z dżunglą pełną pułapek zastawionych nie na tygrysy, lecz na nieostrożnych mężczyzn. W Londynie roiło się od matek i ich córek na wydaniu. Było ich tyle, że wcale by się nie zdziwił, gdyby czaiły się nawet za umeblowaniem w klubie u White’a. Wszystkie starały się choćby na moment przyciągnąć jego wzrok, jakby mógł podjąć decyzję o wyborze żony na podstawie przelotnego spojrzenia.

Robert znacznie więcej czasu spędził na targach końskich niż w salonach. Nigdy nie wyłożył pieniędzy na stół bez zajrzenia koniowi w zęby, pomacania pęcin i sprawdzenia rodowodu. Bez wątpienia do wyboru żony należało podejść z równą, o ile nie większą troską.

Z chmurną miną przesunął wzrokiem po tłumie wypełniającym salę balową i natychmiast dwie czy trzy młode damy dygnęły w głębokim ukłonie. To było doprawdy dziwaczne; jego wzrok zdawał się działać na nie ożywczo niczym słoneczne promienie, pod wpływem których rozkwitają kwiaty. Jeszcze przed rokiem te same panny nie wykazałyby aż tyle zainteresowania. To się zmieniło, gdy nagle zmarł jego kuzyn i Robert przejął arystokratyczny tytuł. Od tego momentu stał się najbardziej pożądaną partią tego sezonu w Londynie.

Zmarszczył czoło i otaczający go tłumek cofnął się nieco, dając mu odrobinę więcej miejsca. Ponura mina Roberta nie oznaczała bynajmniej, że nie zamierzał poślubić którejś z tych panien, jednak stanowczo zbyt wiele dziewcząt wiązało z nim nadzieje. Nie mógł sobie pozwolić na okazanie serdeczności, o ile chciał mieć choć chwilę spokoju.

Prawdę mówiąc, raut był wyjątkowo przyjemny. Robert nie miał powodu podejrzewać, że gospodarz, hrabia Folbroke, brał udział w zmowie przeciwko niemu, ponieważ nie miał sióstr ani córek na wydaniu.

– Słyszałem, że myślisz poważnie o córce Benbridge’a – odezwał się nagle stojący obok niego Folbroke.

Robert zdumiał się tempem, w jakim rozeszła się ta plotka. W trakcie sezonu zdążył wyróżnić kilka młodych dam, choć żadna nie wzbudziła w nim większego zapału i entuzjazmu. Kandydatura córki Benbridge’a wypłynęła w ostatnim czasie.

– Skąd ten pomysł? – zapytał obojętnym tonem. – Nawet nie widziałem tej młodej damy.

– Słyszałem o tym od mojej żony. Podobno niedawno poślubiona przez Benbridge’a małżonka rozpowiada na prawo i lewo, że zostałeś schwytany w małżeńską pułapkę i jesteś niczym mysz z przetrąconym kręgosłupem. – Hrabia uśmiechnął się. – Nic dziwnego, że jeszcze jej nie widziałeś. Od dłuższego czasu nigdzie się nie pokazuje. Naturalnie, nie mógłbym jej zobaczyć, nawet gdyby była na tej sali – dodał Folbroke, poprawiając ciemne okulary.

Roberta nie przestawało zdumiewać, z jaką swobodą hrabia mówił o swojej ślepocie. Być może w ten sposób starał się nie dopuścić do tego, by ludzie traktowali go jak inwalidę. Zresztą nie było po temu powodu. Co prawda, podczas tak tłumnych imprez towarzyskich jak dzisiejszy raut Folbroke starał się pozostawać z boku, lecz nie różnił się w tym od licznych dżentelmenów, którzy podpierali ściany, żeby uniknąć ścisku panującego na środku sali.

Robert podziwiał jego wystudiowaną swobodę i starał się ją naśladować, żeby wydać się bardziej pewnym siebie, niż był w rzeczywistości. Od czterech miesięcy nosił tytuł księcia Reighland, jednak gdy ktoś go tytułował, nadal rozglądał się za Gregorym. Pomodlił się w duchu o spokój duszy kuzyna, radosnego dziecka, które miało odziedziczyć ten tytuł, i zatęsknił za światłymi radami jego nieżyjącego ojca. Chwilami wydawało mu się, że najbliżsi nie umarli, a porzucili go, by samotnie zmierzył się z obcym, niezrozumiałym światem. Mars na jego czole pogłębił się na myśl o plotkarzach, którzy go otaczali.

– Wbrew przekonaniu żony Benbridge’a nie zmieniłem się w mysz z przetrąconym kręgosłupem. Muszę przynajmniej zobaczyć tę damę, zanim poproszę ją o rękę. Może i jestem nowicjuszem na małżeńskim targowisku, lecz nie zamierzam kupować kota w worku.

Folbroke uśmiechnął się. Był wyjątkowo pogodny z natury, ale Robert podejrzewał, że w tej szczególnej sytuacji coś go rozbawiło.

– Tak czy owak, powinieneś poznać Hendricksa – oświadczył. – Z pewnością będzie chciał powitać cię w rodzinie.

Robert miał nadzieję, że Folbroke nie kpił z niego. Polubił niewidomego hrabiego i nie chciał, by okazał się równie fałszywy jak ci, którzy oferowali mu przyjaźń, a za plecami szydzili z wiejskich manier świeżej daty księcia.

– Hendricks! – zawołał Folbroke. – Podejdź tutaj, musisz kogoś poznać.

A więc o to chodziło! Robert odprężył się nieco. Hendricks był protegowanym hrabiego i ten raut miał zapewne stworzyć okazję do przedstawienia go Jego Wysokości księciu Reighland. Robert nie miał nic przeciwko temu. Potrzebował każdej możliwej pomocy w kwestii rozeznania się w subtelnych zawiłościach życia towarzyskiego londyńskiej socjety, a obiło mu się o uszy, że dobrze było znać Hendricksa.

Zmaterializował się przy nich mężczyzna w okularach, zupełnie jak aktor, który czeka za kulisami w gotowości, by w odpowiednim momencie wejść na scenę.

– Życzysz sobie czegoś, Folbroke?! – Hendricks musiał podnieść głos, żeby przebić się przez gwar, a jednak udało mu się zachować spokojny, pełen szacunku ton. Zupełnie jak dżin z arabskiej bajki, pomyślał Robert. Dobór słów jeszcze wzmocnił to skojarzenie.

– Chciałem tylko przedstawić cię Reighlandowi – odparł Folbroke. – Wasza Wysokość, John Hendricks jest mężem pięknej Drusilli Roleston, starszej córki Benbridge’a, siostry twojej nadobnej Priscilli. Johnie, książę Reighland prawdopodobnie zostanie twoim szwagrem. Bądź dla niego miły.

Brwi Hendricksa powędrowały w górę, zdradzając zaskoczenie. Szybko jednak zapanował nad mimiką i zwrócił się do Roberta z ukłonem.

– Jak się pan miewa, Wasza Wysokość?

Robert odpowiedział nieco sztywnym skinieniem głowy.

– Proszę nie wierzyć Folbroke’owi. To nie jest „moja nadobna Priscilla”. Wbrew krążącym pogłoskom decyzja jeszcze nie zapadła. Nawet nie widziałem tej młodej damy – podkreślił. Zadał sobie w duchu pytanie, co było nie tak z londyńczykami. Plotki zdawały się być im niezbędne do życia jak powietrze. – Rzeczywiście pragnę ją poznać. Jeśli uznam, że pasujemy do siebie… – Urwał.

Hendricks kiwnął głową.

– Wasza Wysokość pozwoli, że przedstawię mu swoją żonę. Jest spragniona wszelkich informacji o Priscilli.

– Nie może sama porozmawiać z siostrą?

– Niestety nie, i to przeze mnie – odparł z pogodnym uśmiechem Hendricks. – Benbridge uważał, że nie jestem godzien wejść do jego rodziny. Na szczęście dla mnie lady Drusilla nie podzielała jego opinii. Za karę została pozbawiona kontaktu z siostrą.

– Pozwolę sobie zauważyć, że Benbridge to kompletny idiota – stwierdził spokojnie Folbroke. – W tej sali nie ma lepszego towarzysza niż Hendricks ani bardziej błyskotliwego umysłu.

Robert słyszał już z innych ust podobne opinie. Hendricks był powszechnie postrzegany jako wschodząca gwiazda polityki, co zawdzięczał miłemu usposobieniu i naturalnej zdolności pojawiania się w odpowiednim czasie we właściwym miejscu.

– Czyżby obecność na raucie starszej siostry była przyczyną nieobecności młodszej? – zapytał z rozdrażnieniem Robert. Podczas kilku spotkań z Benbridge’em odniósł wrażenie, że to nadęty stary dureń, mający się za znacznie mądrzejszego i ważniejszego, niż jest w rzeczywistości. Teraz zyskał potwierdzenie swojej opinii. Znamienne, że Folbroke, mając do wyboru jednego z nich, wolał niższego rangą Hendricksa niż stojącego wysoko w hierarchii społecznej Benbridge’a. Robert zapisał to spostrzeżenie w pamięci, bo mogło mu się przydać.

Hendricks skinął głową w odpowiedzi na pytanie księcia.

– Priscilla nie otrzymała zezwolenia na przyjście, ponieważ nas zaproszono na raut. To obłęd. Nie przestaniemy z Drusillą bywać w towarzystwie tylko dlatego, by oszczędzić przykrości ojcu, który się jej wyrzekł. – Przeniósł wzrok na Roberta i poprawił okulary. – Jeśli Wasza Wysokość zdecyduje się poślubić Priscillę, to oczywiście złożymy wam serdeczne gratulacje, ale nie będziemy oczekiwać zaproszenia na ślub, bo to zirytowałoby ojca panny młodej. Nie chcielibyśmy zepsuć ceremonii.

To stwierdzenie zirytowało Roberta jeszcze bardziej niż założenie, że dokonał wyboru żony. Do głowy mu nie przyszło, żeby zdecydować, kto zasiądzie w ławach kościoła św. Jerzego, w którym londyńska arystokracja zwykła brać śluby, a tymczasem spotkał się z pierwszą odmową, zanim jeszcze wystosował zaproszenie.

– Jeszcze niczego nie postanowiłem – oznajmił. – Rzeczywiście rozmawiałem na ten temat z Benbridge’em, ale nie spotkałem się z jego córką. – Nagle uderzyła go pewna myśl. – Ale pan ją widział, prawda? Co pan o niej sądzi?

Przez twarz Hendricksa przemknął wyraz niepewności, ale odpowiedział szczerze:

– To piękność. Blond loki, błękitne oczy i dołeczki w policzkach. Z pewnością będzie prześliczną żoną jakiegoś szczęściarza i da mu urodziwe dzieci.

W kilku słowach Hendricks nakreślił pociągający obraz urodziwej młodej damy, ale dla Roberta było jasne, że nie przepada on za Priscillą i jej blond lokami. Wybrał jej starszą siostrę i ewidentnie ją ubóstwiał. Co nie oznaczało, że Robertowi nie spodoba się Priscilla, jeśli w końcu uda mu się ją zobaczyć. Śliczna żona jest lepsza niż brzydka, to nie ulegało wątpliwości.

– Może pan liczyć na przychylność Benbridge’a – dodał Hendricks. – Priscilla to jego ulubienica.

 

– Domyśliłem się tego – odparł Robert.

Małżeństwo w arystokratycznych sferach stanowiło coś w rodzaju przypieczętowania sojuszu dwóch rodów, mógł więc trafić znacznie gorzej niż na urodziwą córkę księcia. Jeśli chciał przeforsować w parlamencie niektóre ze swych idei, to dobrze byłoby zapewnić sobie poparcie dojrzałego, doświadczonego męża stanu. W dodatku Benbridge, który ogromną wagę przywiązywał do pozycji i godnego zachowania, zapewne niemal od urodzenia uczył córkę dobrych manier. Robert mógł więc oczekiwać, że będzie go ratowała przed skutkami jego nieszczęsnej tendencji do popełniania towarzyskich gaf.

Robert nie spodziewał się, że kiedyś zostanie księciem, ponieważ nie był bezpośrednim spadkobiercą tytułu. Natomiast lady Priscillę od dziecka wychowywano na księżnę, a przynajmniej na hrabinę. Wiedziała, czego świat od niej oczekuje, więc mąż nie będzie musiał się kłopotać prowadzeniem domu na odpowiednim poziomie i organizacją życia towarzyskiego. A to byłoby dla niego olbrzymią ulgą.

Dręczyło go tylko to, że Hendricks nie znalazł na określenie Priscilli żadnych słów poza pochwałami dla jej urody. Prawdopodobnie coś przed nim ukrywał. Może dziedziczny obłęd? Mając do wyboru to lub paskudny charakter, Robert wolałby chyba to drugie. Spotkał już szlachetne dzieci podłych rodziców, ale braki umysłowe zdawały się przechodzić z pokolenia na pokolenie.

– Priscilla to oczko w głowie Benbridge’a – przerwał jego rozważania Hendricks. – A oto moje. – Zbliżająca się do nich kobieta robiła wrażenie całkowicie zdrowej na umyśle. Nie była niebieskooką blondynką ani nie odziedziczyła po ojcu rumianej twarzy. Robert od lat zajmował się hodowlą koni, wiedział więc, że tak duża różnica w typie urody była rzadkością u istot blisko spokrewnionych.

– Mówił pan, że pańska żona jest przyrodnią siostrą Priscilli? – wyraził przypuszczenie.

Hendricks rzucił mu dziwne spojrzenie, a Folbroke zachowywał się tak, jakby nagle ogłuchł.

– Nie mówiłem niczego podobnego, Wasza Wysokość.

Robert pojął, że nadmiar wiedzy z dziedziny biologii sprawił, iż mimowolnie zakwestionował legalne pochodzenie panny Drusilli Roleston. Miał nadzieję, że w panującym na sali gwarze nie usłyszała jego słów. Natomiast Hendricksowi zbyt zależało na patronacie Reighlanda, by go skarcić. Miał jednak kolejny dowód na to, jak bardzo potrzebuje kogoś, kto potrafi pokierować nim w takich sytuacjach i pokryć jego gafy uroczym uśmiechem.

Hendricks udawał, że zapomniał o ostatniej uwadze księcia, i dokonał prezentacji.

Robert skłonił się dwornie.

– Witam, lady Drusillo.

– Byłabym wdzięczna, Wasza Wysokość, gdyby zwracał się pan do mnie: pani Hendricks – odezwała się miękko, po czym popatrzyła na męża z jawnym uwielbieniem. Najwyraźniej nie wyobrażała sobie większego honoru niż noszenie jego nazwiska.

Na opanowanej zazwyczaj twarzy Hendricksa pojawił się rumieniec i rozanielony uśmiech.

Robert zdążył się zorientować, że wśród elity towarzyskiej Londynu kochające się pary należały do rzadkości. W skrytości ducha zazdrościł Hendricksom. Takiego właśnie małżeństwa oczekiwał, zanim w jego życiu nastąpił raptowny zwrot. Zamierzał stworzyć szczęśliwe stadło, bez oglądania się na powinności czy wymogi towarzyskie. Był ciekaw, czy Priscilla ma równie słodki charakter jak jej siostra.

– Dobrze więc: pani Hendricks. Jestem zaszczycony, mogąc panią poznać.

Drusilla zwróciła się do niego z pełnym nadziei uśmiechem.

– John wspomniał, że może pan powiedzieć mi coś o siostrze?

– Tylko tyle, że jeśli mi się spodoba, to ją poślubię.

Pani Hendricks patrzyła na niego z wyraźnym zaciekawieniem.

– Widział się pan z nią? Dobrze się czuje?

– Na razie nie miałem przyjemności jej poznać – odparł. Zrobię to jak najprędzej, obiecał sobie w duchu choćby po to, żeby więcej nie udzielać krępujących wyjaśnień.

– Nie zna jej pan, a planuje małżeństwo. – Pani Hendricks zmarszczyła brwi. – Rozumiem, że przedyskutował pan tę kwestię z moim ojcem.

Lekko skinął głową na potwierdzenie.

– Mam nadzieję, książę, że weźmie pan również pod uwagę dobro mojej siostry. Ojca interesuje przede wszystkim pańska pozycja społeczna i nie przejmuje się zbytnio przyszłym szczęściem córki. Natomiast ja nie chcę, aby została przeznaczona człowiekowi, któremu na niej nie zależy.

Robert wodził spojrzeniem od Hendricksa do Folbroke’a, spodziewając się, że któryś z nich powstrzyma młodą kobietę przed wygłaszaniem niestosownych uwag. Tymczasem hrabia uśmiechnął się do niego z oczekiwaniem, jakby uważał te wątpliwości za uzasadnione i spodziewał się, że Robert na nie odpowie. Wyglądało na to, że Hendricks podzielał tę opinię pomimo wcześniej ujawnionej niechęci do młodej damy, o której mówili, i ryzyka, że obrazi para Anglii. Cóż, w takim razie zgoda. Odpowie szczerze na otwarcie wyrażone zastrzeżenia.

– Przyznaję, pani Hendricks, że znacznie więcej wiem o koniach niż o małżeństwie. Nie spodziewałem się wyniesienia do najwyższych godności, myślałem, że moje życie będzie kręciło się wokół hodowli i sprzedaży koni. W tej dziedzinie uchodzę za eksperta i z pewnością nie dobiję targu, szczególnie tak ważnego, zanim przynajmniej nie dosiądę kupowanej klaczki.

Folbroke parsknął śmiechem.

– Nie chciałem przez to powiedzieć, że… – Robert zerknął z ukosa na panią Hendricks i odwrócił wzrok. Jeśli dotarła do niej sugestia mimowolnie zawarta w jego słowach… – Chcę się z nią spotkać, to wszystko – dokończył z wysiłkiem, wytrącony z równowagi. – Musimy porozmawiać, poznać się… towarzysko, zanim zapadnie decyzja. Zapewniam jednak, że kiedy umowa zostanie zawarta, będę odnosił się do niej z szacunkiem, na jaki zasługuje.

Na twarzy Hendricksa odmalowała się wątpliwość, jakby pytał się w duchu, czy siostra jego żony zasługuje na szacunek. Drusilla nie odrywała od Reighlanda przenikliwego spojrzenia, próbując ocenić wartość człowieka, który śmiał porównać małżeństwo do końskiego targu i przyznał, że chciałby dosiąść jej ukochaną siostrę.

– Myślę, że to uczciwa odpowiedź. Znając ojca, nie mogłam oczekiwać, że w wyborze męża dla Priscilli weźmie pod uwagę jej uczucia. Myślę, że mój mąż i hrabia Folbroke nie przedstawiliby mi pana, gdyby nie uważali pana za godnego ręki mojej siostry. – Wyrwało jej się lekkie westchnienie, jakby taki drobiazg jak tytuł książęcy nie miał dla niej najmniejszego znaczenia. Robert zesztywniał, co Drusilla zauważyła i złagodniała. – Kiedy pan spotka Priscillę, proszę jej powiedzieć, że pytałam o jej zdrowie, i zapewnić ją, że gdyby kiedykolwiek mnie potrzebowała, może do mnie przyjść, niezależnie od tego, co powie na to ojciec.

W jej ostatnich słowach było coś takiego, że Robertowi przemknęło przez myśl, iż gdyby lady Priscillę spotkało nieszczęście, to lepiej, żeby nie stało się to z jego przyczyny, bo naraziłby się tym samym na natychmiastowy odwet ze strony pani Hendricks.

– Jak pani sobie życzy. Z przyjemnością przekażę jej wiadomość od pani. – I to już wkrótce, dodał w duchu. Po tej krótkiej wymianie zdań dotychczasowe lekkie zainteresowanie Priscillą zmieniło się w autentyczne zaciekawienie. Nawet gdyby w ostateczności nic nie wyszło z ich małżeństwa, to chciał przynajmniej ją poznać i się dowiedzieć, o co tyle zamieszania.

Rozdział drugi

– Zapewne ucieszy cię wiadomość, że wybrałem ci męża. – Benbridge uniósł wzrok znad gazety i niedbałym tonem wygłosił oświadczenie, które mogło odmienić życie Priscilli.

Ojciec spodziewał się, że będzie zadowolona? Z ponurą miną pochyliła się nad talerzem. Czuła się, jakby ktoś ścisnął jej wnętrzności w żelaznym imadle. Serce zgubiło jedno uderzenie, nie mogła oddychać, a niewielkie śniadanie, jakie zdołała przełknąć, próbowało wrócić do przełyku.

– To ktoś, kogo znam? – zapytała, nie okazując zainteresowania. Z ojcem zawsze znacznie łatwiej było wejść w spór, niż wygrać.

– Przecież prawie nie wychodzisz z domu, zatem mało prawdopodobne, byś go widziała.

– Wychodzę, kiedy jestem gdzieś zapraszana – odparła z wymuszonym spokojem Priscilla – i biorę udział w tych imprezach, w których pozwalasz mi uczestniczyć. Skoro nie życzysz sobie, żebym była widywana w towarzystwie Drusilli, to nie miej do mnie pretensji, że siedzę w domu. Organizatorzy przyjęć wiedzą, że jeśli jej nie zaproszą, to stracą również hrabinę Folbroke i być może również Anneslea. Moja siostra stała się po ślubie ozdobą salonów.

– Jej małżeństwo jest nic niewarte. Poza tym zostało zawarte bez mojego błogosławieństwa.

– Nie powinnaś być zazdrosna o siostrę, Priscillo. To nie przynosi ci zaszczytu. – Nowa żona ojca, Weronika, zdawała się sądzić, że do jej obowiązków należy pouczanie pasierbicy w kwestii wszelkich kobiecych przymiotów.

Priscilla bardzo szybko zorientowała się, że zasób mądrości życiowych Weroniki był doprawdy śmiechu wart. Zresztą w jej wypowiedziach o siostrze nie było śladu zazdrości, stwierdzała tylko fakty. Kiedy Drusilla wyszła za Hendricksa, ojciec wymusił na elitach Londynu, by opowiedziały się po jednej ze stron skłóconej rodziny. Po krótkim namyśle wybrano Drusillę. Ostatni skandal wywołany przez Priscillę okazał się gwoździem do trumny jej życia towarzyskiego i strumyczek zaproszeń wysechł niemal całkowicie.

– Nie jestem zazdrosna. Ogromnie się cieszę, że Drusilla wreszcie ma swój sezon. Zasłużyła na to, choć czekała zbyt długo, aby mogła znaleźć bogatego i ustosunkowanego męża.

– Ba! – Zazwyczaj tak ojciec reagował na wytykanie mu niemądrych posunięć.

Gdyby zapewnił Drusilli możliwość zadebiutowania w towarzystwie, teraz byłaby żoną człowieka, którego on by wskazał, pomyślała Priscilla. Ojciec miałby powody do satysfakcji, ale być może siostra osiągnęłaby w małżeństwie jedynie zadowolenie zamiast zapierającego dech w piersiach szczęścia, które, jak powiadano, stało się jej udziałem.

– Udowodnimy jej, że wybrała złą drogę, moja panno – oznajmił. – Za miesiąc czy dwa weźmiesz ślub u Świętego Jerzego, a całe miasto będzie się biło o zaproszenia na ceremonię.

Kiedyś perspektywa wejścia do socjety Londynu, rozdawania ukłonów i afrontów, mogłaby zainteresować Priscillę. Obecnie, gdy znalazła się na marginesie życia towarzyskiego, przestała gustować w plotkach i intrygach. Zajmowała ją tylko jedna osoba spośród uczestników domniemanego ślubu, ale bała się o nią zapytać.

– Interesuje mnie raczej pan młody niż lista zaproszonych gości. Powiedz, kogo dla mnie wybrałeś?

– Reighlanda. Niedawno odziedziczył tytuł księcia i natychmiast stał się sensacją sezonu. Jak doprowadzisz go do ołtarza, to będzie prawdziwy sukces.

W myślach Priscilla zrobiła szybki przegląd mężczyzn spotkanych podczas tych nielicznych przyjęć, w których podczas ostatnich miesięcy wolno jej było wziąć udział. Czy widziała go już kiedyś? Czy był gościem którejś z tych imprez? Nie mogła go sobie przypomnieć.

– Dlaczego miałby się ze mną ożenić?

– Rozmawiałem z nim na ten temat. Szukałem sprzymierzeńca do przeprowadzenia w parlamencie pewnej ustawy. Wybór Reighlanda był jak najbardziej racjonalny, jednak on odniósł się do mojego projektu z dużą rezerwą. Kiedy wyraził zainteresowanie żeniaczką, poinformowałem go, że mam córkę na wydaniu. To uwertura do długiej i owocnej współpracy.

Przez termin „owocna” Benbridge rozumiał ustawy i akty prawne. Nie padła wzmianka na temat innych owoców, które mogły wyniknąć z mariażu córki z obcym człowiekiem, ani o aktach, przez które musiałaby przejść, aby te owoce mogły się pojawić.

– To miło z twojej strony – powiedziała niepewnie Priscilla. – Wybaczcie, pójdę do swojego pokoju. Poczułam się zmęczona.

– Już prawie południe, moja droga. Za późno, żebyś była śpiąca, i o wiele za wcześnie na zmęczenie. – Weronika zmierzyła ją krytycznym spojrzeniem.

Priscilla szukała w myślach wymówki, która znalazłaby aprobatę macochy. Musiała zostać sama, aby przetrawić nowinę o małżeństwie.

– Chcę spędzić godzinę na modlitwie.

Weronika upiła łyk kawy.

– Dobrze. Nie zawadzi popracować nad poprawą twojego charakteru. Pamiętaj jednak, że nadmierna religijność nie dodaje uroku pannie. Zgodzę się pod warunkiem, że do wieczoru otrząśniesz się z rozmodlenia i włożysz nową suknię. Wybieramy się na bal u Anneslea, gdzie poznasz przyszłego męża.

Już tego wieczoru?! Dali jej tylko kilka godzin na wymyślenie sposobu wykręcenia się od zaaranżowanego przez ojca małżeństwa. Wygląda na to, że rzeczywiście powinna się pomodlić… o wybawienie.

 

Kilka godzin później w sali balowej lady Priscilla Roleston zastanawiała się, czy przypadkiem Weronika nie miała racji, ostrzegając ją przed niebezpieczeństwami kryjącymi się w modlitwie i w samotności. Czuła się jak debiutantka po raz pierwszy wprowadzona do towarzystwa. Miała na sobie modną suknię, w której, jak ją zapewniano, wyglądała doskonale. Dekolt, który nie raził, gdy zamawiała ten fason, teraz wydawał się wręcz nieprzyzwoity i niepotrzebnie zwracał na nią uwagę zaproszonych gości.

Kiedyś czerpałaby satysfakcję z faktu, że wzbudziła powszechne zainteresowanie, teraz chciała tylko, aby dano jej święty spokój. Jednak nie miała co o nim marzyć. Ojca bez reszty zaprzątała zbliżająca się prezentacja. Żadne zmyślone migreny czy skręcenia nogi w kostce nie zrobiłyby na nim i jego połowicy wrażenia.

Priscilla nie potrafiła inaczej myśleć o Weronice niż jako o nowej żonie ojca. Weronika próbowała ją zmusić, by zwracała się do niej „mamo”, ale że były niemal w tym samym wieku, ta forma wydawała się śmieszna. Nawet słowo „macocha” z trudem przechodziło Priscilli przez usta. Nie chciała kurateli, choć ojciec twierdził uparcie, że to ze względu na nią powtórnie się ożenił w zaawansowanym wieku. Uważał, że młodsza córka potrzebuje przyzwoitki i osoby, która mądrze nią pokieruje.

W wieku dwudziestu jeden lat charakter Priscilli był już w pełni ukształtowany, zarówno w dobrym, jak i w złym. Gdyby jednak zamierzała wykorzystać młodość i urodę, aby zawrócić w głowie jakiemuś staremu parowi Anglii, nie mogła sobie wymarzyć lepszej nauczycielki niż nowa lady Benbridge.

Ponieważ Priscilla z całego serca pragnęła pozostać niezamężna, to Weronika stanowiła raczej przeszkodę niż pomoc w realizacji jej planów życiowych. Pozostało liczyć na to, że książę Reighland okaże się mniej skłonny do kupowania kota w worku, niż życzyłby sobie jej ojciec.

– Wyprostuj się, Priscillo. Dzisiaj nie możesz się garbić. – Weronika pacnęła ją wachlarzem w plecy. – Musisz się prezentować jak najlepiej. I uśmiechnij się.

Priscilla nie widziała powodu, dla którego miałaby uśmiechać się do wybranego przez ojca kandydata. Wyprostowała się jednak, ale głównie dlatego, że nieustanny wysiłek, by się zgarbić i wyglądać na niższą niż w rzeczywistości, kosztował ją sporo wysiłku.

Weronika przyjrzała się pasierbicy, lekko marszcząc czoło.

– Chyba ujdzie. Chodźmy. Poznamy honorowego gościa. Rzadko się zdarza, by w szczycie sezonu pojawił się w Londynie nowy par Anglii, w dodatku kawaler.

– To oznacza, że nie może się opędzić od chętnych. – Priscilla spojrzała na Weronikę, starając się nie pokazać po sobie rosnącej nadziei. – Dlaczego miałby wybrać właśnie mnie? Może nie myśli o małżeństwie? Z pewnością co innego mu w głowie, na przykład parlament. Sądzę, że moja postawa i maniery nie zrobią na nim najmniejszego wrażenia.

– Nonsens. Benbridge zapewnia, że tytuł księcia Reighland napawa go pełnym trwogi szacunkiem, a powszechne zainteresowanie – zachwytem. Czy mogłoby być inaczej? Nawet w najśmielszych snach nie spodziewał się zostać kimś więcej niż zwyczajnym posiadaczem ziemskim. I oto nagle, w ciągu jednego roku, umierają jego ojciec, stryj i kuzyn, a on trafia do pierwszych salonów Londynu. To doprawdy tragiczna historia – zakończyła z radosnym uśmiechem. Weronika niemal śliniła się na myśl o tym wielce pożądanym, naiwnym arystokracie.

– To rzeczywiście tragedia – przyznała Priscilla – zważywszy na to, że jego kuzyn miał zaledwie trzy lata. Z pewnością minie co najmniej rok, zanim książę otrząśnie się z żałoby po stracie rodziny. Bez wątpienia na razie nie myśli o małżeństwie.

Naszła ja refleksja, że choć książę Reighland był w żałobie po stracie chłopca, który poprzedzał go w drodze do tytułu, to najwyraźniej nie wycofał się całkowicie z życia towarzyskiego, skoro brał udział w londyńskich balach.

– Wręcz przeciwnie. Chodzą słuchy, że szuka żony i po zakończeniu sezonu chce powrócić do swych posiadłości z nową księżną Reighland. Przekonał się, jakie skutki może spowodować zbytnia opieszałość w powołaniu na świat spadkobiercy. Przecież gdy jego stryj umierał w podeszłym wieku, jego syn był małym dzieckiem. Posiadłości ziemskie Reighlandów są położone tak daleko, że tam nie można liczyć na zbyt ożywione życie towarzyskie. Skoro nowy książę znalazł się w Londynie, to bardzo rozsądnie postanowił skorzystać z okazji, by wybrać sobie żonę.

– To jednak zupełnie co innego niż hodowla zwierząt na dalekiej północy – zauważyła Priscilla.

Słyszała, że książę znacznie lepiej radził sobie z końmi niż z ludźmi i że niezręczność Jego Wysokości obejmowała również kontakty z płcią piękną. No cóż, księciu można bardzo wiele wybaczyć, szczególnie jeśli chciało się korzystnie wyjść za mąż, pomyślała z ironią.

Przyjrzała się Reighlandowi przez całą długość sali i musiała przyznać, że kompletnie nie przystawał do jej wyobrażeń. Nie potrzebował tytułu, by onieśmielać innych. Był wyjątkowo wysokim i postawnym mężczyzną o szerokich barkach. Opadające na twarz gęste czarne włosy sięgały równie gęstych i czarnych brwi. Cień na szczęce dowodził, że lokaj księcia musiał ostrzyć brzytwę więcej niż raz dziennie. Gdyby się uśmiechał, być może wyglądałby mniej ponuro.

Otaczające go rozchichotane debiutantki wyglądały przy nim niemal jak karlice. Dzięki Bogu było ich tyle, że Priscilla mogła zniknąć w tłumie. Miała nadzieję, że po prezentacji jej twarz, jako jedna z wielu, natychmiast ucieknie mu z pamięci i będzie mogła spokojnie wrócić do domu i zaszyć się w swoim pokoju.

– Zrób coś, żeby zwrócić jego uwagę. – Weronika szturchnęła ją wachlarzem. – A może ja mam mówić za ciebie?

Priscilla uznała, że byłoby to jeszcze bardziej krępujące niż narzucanie jej księciu przez ojca. No dobrze, pomyślała. Skoro Benbridge’owi i macosze tak bardzo zależało na tym, by ten wieczór stał się pamiętnym wydarzeniem, to dostaną to, czego chcieli. Już ona postara się uczynić go do tego stopnia niezapomnianym, że nie będą mieli wyboru i wywiozą ją z Londynu, aby uniknąć wstydu.

Wreszcie została doprowadzona przed oblicze księcia Reighland. Z bliska robił wrażenie jeszcze wyższego niż z oddali, ucieszyła się więc, że to miało być ich jedyne spotkanie, bo bliższe kontakty z nim mogły być naprawdę przerażające. Nie podniosła głowy dopóty, dopóki gospodarze przyjęcia nie zwrócili się do honorowego gościa z propozycją przedstawienia mu lady Benbridge i lady Priscilli.

Głos Reighlanda huknął gdzieś w górze, ponad czubkiem głowy Priscilli.

– Jak się pani miewa?

– Doskonale, Wasza Wysokość, dziękuję. – Melodyjny głos Weroniki zabrzmiał niemal jak gruchanie synogarlicy.

Priscilla złożyła przepisowy, głęboki ukłon, podniosła głowę i spojrzała na twarz księcia. Następnie uśmiechnęła się i zarżała.

Wszyscy osłupieli. Zapadła martwa cisza, a na twarzy Weroniki odmalowała się autentyczna zgroza. Priscilla dziwiła się, że macocha nie poprosiła Benbridge’a, by wezwał karetę. Spodziewała się, że opuszczą salę balową w najwyższym pośpiechu, i przygotowała się w duchu na nieustające wyrzuty, wygłaszane ostrym tonem podczas drogi do domu.

Nikt się nie poruszył. Priscilla, która wywołała konsternację, nie wiedziała, jak zareagować na zachowanie zgromadzonych gości. Przyjęła założenie, że mężczyzna o tak ponurym wyglądzie natychmiast wybuchnie gniewem. Może zacznie na nią wrzeszczeć albo w furii wybiegnie z sali. Nie przejmowała się tym, bo przywykła do krzyków eksperta w tej dziedzinie. Kiedy siostra opuściła dom rodzinny, cały impet gwałtownego temperamentu ojca musiała przyjmować na siebie Priscilla.

W końcu Weronika dała jej sygnał, by zakończyła ukłon i wyprostowała się. Priscilla wyciągnęła się na całą, niezbyt imponującą wysokość, by stawić czoło temu stojącemu przed nią olbrzymowi, który nieoczekiwanie zapytał:

– Czy mogę panią prosić do walca, lady Priscillo?