Kochanka króla

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

To, co nastąpiło potem, wydarzyło się błyskawicznie. Nagle dosłownie znikąd wyskoczyli królewscy ochroniarze, a jeden z nich skierował broń prosto w twarz dziewczyny. Przerażona, krzyknęła. Khal błyskawicznym ruchem wytrącił broń z ręki ochroniarza i wrzasnął:

– Zostawcie ją!

Podszedł do Beth, aby ją uspokoić. Dygotała ze strachu. Najwidoczniej ochroniarze próbowali zatuszować swoje wcześniejsze zaniedbanie. Jednak było to zupełnie niepotrzebne.

– Chodź – rzekł cicho i skinął na nią palcem.

Nawet nie chciała na niego spojrzeć, tylko potrząsnęła głową. Widział, że bardzo się boi, ale przede wszystkim ze wszystkich sił próbuje się opanować. Przeklął w duchu swoich ludzi. Jeszcze chwilę temu miał przed sobą pełną życia młodą kobietę, a teraz… Zwolnił szybko ludzi i zapytał miękko:

– Czy wrócisz ze mną do pałacu, Beth?

Objęła się mocno ramionami i potrząsnęła głową. Nawet nie mógł jej za to winić. W powietrzu wciąż wisiała atmosfera grozy. Przemoc była jej kompletnie obca – nie wiedziała, jak ma sobie poradzić w tej niecodziennej sytuacji.

– Tak właśnie się tu żyje? – wydusiła w końcu.

Błękitne oczy nabrały odcienia zimnej stali.

– Masz na myśli strażników?

– I broń.

– To konieczne.

– Żeby chronić się przed własnym ludem? – Potrząsnęła głową na znak niedowierzania. – W takim razie naprawdę mi cię szkoda…

Odeszła, obejmując się ramionami…

Podczas kąpieli przejrzał jeszcze raz CV Beth. Z pewnością miała smykałkę do handlu. Wśród papierów znalazł wspaniałe referencje, i to nie tylko od szefostwa, ale i od kolegów. Jedyną jej wadą było to, że się nie doceniała.

Uśmiechnął się na myśl o dziewczynie, a uśmiechał się bardzo rzadko – życie to zbyt poważna sprawa. Była tak niewinna, ale miała dopiero dwadzieścia dwa lata. A jednak nosiła w sobie wystarczająco dużo pewności, by bronić swoich sądów. Pod tym względem byli do siebie zadziwiająco podobni.

Zajrzał do świadectw szkolnych. W liceum była kapitanem drużyny hokejowej i opiekowała się grupą medyczną. Świetnie się uczyła. Prosto ze szkoły trafiła na przeszkolenie menadżerskie w Khalifie. Nie było to najłatwiejsze. Przez ostatnie pięć lat pracowała w każdym dziale domu towarowego. Uśmiechnął się ponownie, kiedy przeczytał, co nią kierowało: „Chciała natychmiast się poważnie zaangażować”. Nie rzucała słów na wiatr.

Być może dwudziestodwuletnia Beth stanowiła zaledwie kamyczek w morzu problemów, z którymi miał się uporać, ale nie zamierzał rzucić jej na pożarcie rekinom. Zadzwonił do matki i poprosił, by posłała do dziewczyny jedną ze swych zaufanych służących.

– Ta młoda dama znajduje się na obcej ziemi. Musimy zadbać, aby jej pobyt był przyjemny i bezpieczny.

Szybko zakończył rozmowę, nie zwracając uwagi na podejrzliwy ton matki.

Młoda służąca, wysłana przez szejkhę, okazała się świetną słuchaczką. Beth ciągle przeżywała spotkanie na plaży. Co powiedzą koleżanki, gdy się dowiedzą, że je zawiodła?

– Obiecałam, że wystawię nagrodę w pokoju dla personelu. Chciałam, żeby wszyscy się nią mogli nacieszyć. Ale teraz chyba nici z tego. Szejk nigdy nie wręczy mi nagrody… Dość tego czarnowidztwa! Jaki z tego pożytek?! Nagroda czy nie, muszę się ubrać. Idę przecież na bal.

W końcu jeśli pójdę na bal, to też będę miała co opowiadać. Zadrżała z przejęcia. Żadna z tych rzeczy nie wydawała się realna, kiedy rozmawiała z nieznajomym na plaży. Ani piasek pustyni, ani wspaniałe komnaty pałacu, ani nawet ten przystojny mężczyzna, a przede wszystkim broń… Teraz jednak wszystko to było jak najbardziej rzeczywiste i musiała iść na bal. Sama.

Podniosła się ze stołka. Serce zabiło jej mocniej, gdy spojrzała na srebrzystą suknię balową wiszącą obok na wieszaku. Nie zamierzała podwinąć ogona pod siebie i uciec, choć tak naprawdę właśnie to by najchętniej zrobiła. O nie! Pójdzie na ten bal, stanie przed szejkiem i jeśli istnieje choć cień szansy, że dostanie tę nagrodę, to tak się stanie.

– Pomóż mi, proszę – zwróciła się do służącej. Sama nie mogła poradzić sobie z tą strojną suknią.

Dziewczyna podała jej szlafrok, który właśnie zdjęła.

– Nie, miałam na myśli suknię.

Pokojówka oblała się krwistym rumieńcem. Beth w końcu zrozumiała.

– Nie mówisz po angielsku, prawda?

– Aj em sori.

– Nie. To ja powinnam cię przeprosić. Paplam przez cały wieczór, a ty nie rozumiesz ani słowa. To nie mój pierwszy błąd dzisiaj. – Roześmiała się. – Chodź. Zrobimy to razem.

Zdjęła suknię z wieszaka i wręczyła ją służącej.

– Oddałaś mi ogromną przysługę. Sprowadziłaś mnie na ziemię. I to w samą porę! Nie martw się, że nic nie rozumiesz. – Uścisnęła zdziwioną dziewczynę. – Wiele nie straciłaś.

Beth skrzywiła się na widok swojego odbicia w lustrze. Strasznie kuśtykała na tych wysokich obcasach! Niestety nie mogła uciec od tego widoku. Pozłacany korytarz, którym przechodziła, obwieszony był olbrzymimi lustrami. Sięgały one od sufitu aż do ziemi. Nie mogła również uciec od swojej groźnej towarzyszki! Czy ona też ma przy sobie broń? – zastanawiała się, próbując nadążyć za przewodniczką. Pantofle, które w Anglii wyglądały tak cudownie, przysparzały wiele bólu. Choć była niska, wolała nosić buty na płaskiej podeszwie. W ten sposób sprawniej poruszała się po sklepie. Tak wysokie obcasy wymagały umiejętności chodzenia po linie, a ona z pewnością tego nie potrafiła.

– Czy może pani zwolnić? – poprosiła błagalnym tonem.

Przewodniczka nie odpowiedziała. Wcześniej przedstawiła się jako zaufana szejka. Wzbudzała respekt – z pewnością nikt nie chciałby z nią zadzierać. Chyba nie można było zaznaczyć wyraźniej, że się należy do straży królewskiej.

– A ja się czuję jak skrępowana lalka – wymamrotała Beth pod nosem. Wdzięk? Zapomnij! Dystynkcja? A gdzie tam! Była tylko ekspedientką, przechodzącą katusze w pałacu szejka, a ta kobieta nie pozwoli jej o tym zapomnieć ani przez chwilę.

Tempo, jakie narzuciła przewodniczka, przyprawiło Beth o bicie serca. Włosy zaczęły jej opadać. Przednie kosmyki, mokre od potu, przykleiły się do twarzy. Co gorsza, rozmawiała z szejkiem na plaży, jak gdyby był pierwszym lepszym chłopakiem. I widziała go nagiego. Co by o tym pomyślała jego matka? Jak Beth miała teraz na niego spojrzeć? Co, jeśli nie będzie się mogła opanować i zacznie się śmiać?

Zbliżyła się do ogromnych drzwi, przy których stali odźwierni w powłóczystych szatach. Uśmiechnęła się i powitała ich serdecznie, co spotkało się z wyraźną dezaprobatą przyzwoitki. Jednak to stanowiło najmniejszy problem. Sala balowa pełna była ludzi i czy tylko się jej wydawało, czy też naprawdę wszyscy umilkli na jej widok? Nie, nie wymyśliła sobie tego. Goście wyraźnie na nią patrzyli. Wszędzie czają się szpiedzy – pomyślała, przypatrując się szepczącym służącym. Na sali zgromadzili się możnowładcy z całego świata, stroje dam błyszczały od diamentów. Czy któryś z tych ludzi widział ją na plaży z szejkiem, czy też donieśli im służący? Czy wszyscy sądzili, że nagroda to tylko pretekst, aby szejk mógł ją sprowadzić do kraju i się zabawić?

Wzdrygnęła się na myśl o tym, co sądzą ci ludzie. Nagle stanęła przed nią przewodniczka, więc musiała za nią podążyć. Zacisnęła zęby i poprawiła opadające włosy. Nie wiedziała, że zza pozłacanej kotary śledzi ją para zaciekawionych oczu.

Od godziny siedziała samotnie przy stoliku w rogu sali. Bardzo chciała z kimś porozmawiać. Czuła się jak ubranie z zeszłego tygodnia, czekające w kącie na pranie. Po co ją tu zaproszono, skoro nikt nie pofatyguje się zobaczyć, co się z nią dzieje? Gdyby to ona była gospodynią, zadbałaby o te sprawy.

Właśnie zignorował ją kolejny kelner. Mam już tego dość! Muszę się czegoś napić. Dość siedzenia w kącie i użalania się nad sobą! Jestem ambasadorem sieci domów towarowych Khalifa! – pomyślała i ruszyła na środek sali.

Wszystko by poszło jak należy, gdyby nie to, że nie była przyzwyczajona do dziesięciocentymetrowych obcasów. Potknęła się na samym skraju parkietu, tuż przed nosem kobiety stojącej w otoczeniu wianuszka ludzi.

– Przepraszam – bąknęła młoda Angielka, próbując odzyskać równowagę. Nie było to łatwe. Towarzystwo skupiło się nad nią, obserwując jej nieporadne wysiłki. Jakaś dziewczyna pomogła jej się podnieść.

– Dziękuję.

– Wszystko w porządku? Zapraszam do naszego stolika. – Nieznajoma wskazała na stolik i grupkę młodych ludzi. – Widzieliśmy, jak weszła pani do sali. To okropne! Wszyscy się tak gapili!

– Proszę się nie przejmować – odparła Beth, próbując powstrzymać łzy cisnące się do oczu. – Wszystko w porządku. Dziękuję za pomoc.

Poradzę sobie! – pocieszała się w duchu, choć wcale nie było jej tak wesoło. Śliczna suknia się rozdarła, a kwiaty wypadły z włosów.

– Gdyby pani zmieniła zdanie…

– Będę pamiętać. I jeszcze raz dziękuję.

Rozejrzała się. Tym razem nikt na nią nie patrzył. Zupełnie jakby się stała niewidoczna. Nikt nie ma ochoty zadawać się z takim zerem. Oprócz niej… Uśmiechnęła się do wybawicielki.

Zgarnęła włosy z oczu i zastanawiała się, co ma ze sobą począć. Postanowiła się przyjrzeć temu, co się dzieje na sali. Na pewno się czegoś nauczę, pomyślała. Pierwsze, co przyszło jej do głowy, to to, że wszystko aż kapie od przepychu, jak na Bal Platyny i Diamentów przystało. Szejk miał się pojawić za kilka minut. Niektóre kobiety oblizywały wargi i poprawiały dekolt u sukni, żeby lepiej uwidocznić biust. Wzbudziło to w niej dziwne uczucie – tak jakby chciała bronić Khala.

Bo tak jest – skonstatowała. Co on w tym wszystkim widzi? Miała wrażenie, że każdy z tych ludzi ma do szejka jakiś interes, a bal stanowi tylko kolejną okazję do załatwienia ważnych spraw.

 

Nie było miłe czuć się kimś wykluczonym z towarzystwa, nawet jeśli chodziło o snobów. Na całej sali wypatrzyła tylko jeden stolik, przy którym goście zdawali się rzeczywiście bawić – ten, przy którym siedziała jej wybawicielka. Pożałowała, że nie przyjęła zaproszenia. Miała ochotę uciec. Oczywiście nie zrobi nic takiego. Reprezentuje przecież pracowników Khalify. Szejk może sobie być właścicielem firmy, ale ona jest swoim własnym szefem i w dodatku czołową pracownicą sklepu. Podniesie głowę do góry, bo nie zamierza zawieść ani Khala, ani swoich koleżanek.

ROZDZIAŁ TRZECI

Szejk rzucił okiem na salę balową ze swoich prywatnych komnat i odesłał świtę, po czym udał się do ogrodu. Przed wystąpieniem publicznym zawsze starał się uspokoić, a dziś potrzebował tego bardziej niż kiedykolwiek. Młoda Angielka spotkana na plaży całkowicie zaprzątała jego myśli.

Z początku potraktował ją jak ożywczy powiew wiatru na pustyni, ale znaczyła o wiele więcej. Powinien był wiedzieć, że mimo zażenowania, pojawi się odebrać nagrodę. Widok dziewczyny na sali sprawił mu ogromną przyjemność. Rzadko kiedy tak się czuł. Była jedyna w swoim rodzaju: naturalna, odważna i kompletnie nieobyta w wielkim świecie. Przypomniał sobie, jak się od niego odwróciła i odmaszerowała z plaży. Kto inny by się na to odważył?

Musi przestać o niej myśleć. Ten bal to demonstracja jego siły – nie może trwonić czasu na mrzonki. Jeśli kiedykolwiek się ożeni, to z kobietą ze swojej sfery, która bez trudu sprosta obowiązkom żony władcy, gdyż do tego przygotowywano ją całe życie.

Czy kiedykolwiek zapomni o Beth i jej szerokim uśmiechu? Ciągle miał przed oczami jej twarz, kiedy się odwróciła, by na niego spojrzeć, a niesforny wiatr bawił się jej włosami. Te pełne wargi, które ściągnęły się w oburzeniu, błękitne oczy, które tak szybko nabrały barwy lodu… Jakże chciałby jej dotknąć, rozpalić te lodowate oczy… Teraz jednak musi przestać o tym myśleć, wzywają go obowiązki.

Beth stała w tym samym miejscu, gdy orkiestra ucichła, a wśród gości rozległ się szmer. Eleganckie pary zniknęły z parkietu. Skorzystała z zamieszania i przysiadła się do stolika nowej znajomej. Młodzi ludzie przyjęli ją z radością i szybko wciągnęli do rozmowy. Okazało się, że studiują w Anglii i zjechali do kraju na wezwanie rodziny.

– Szejk będzie tu lada chwila! – wykrzyknęła podniecona Jamilah. Tak się nazywała wybawicielka Beth.

Angielka skinęła głową. Zaschło jej w gardle, a serce podskoczyło jej w piersi.

Pozłacane drzwi otworzyły się przy wtórze fanfar. Światła w sali nieco przygasły. Goście wpatrzyli się w ogromne jasno oświetlone drzwi, w których stanął postawny mężczyzna, odziany w powłóczyste czarne szaty, bogato zdobione złotym haftem.

– Mistrz ceremonii – szepnęła Jamilah.

Mężczyzna przystanął w progu, po czym wkroczył do sali. Na jego znak rozbłysły światła. Na scenę wkroczyli czterej muzycy z cienkimi złotymi trąbkami, ubrani w purpurowo-czarno-złote liberie z czarnym sokołem. Był to herb szejka. Przytknęli trąbki do ust, a kiedy sygnał ucichł, pojawiła się grupa dostojnych mężczyzn w uroczystych szatach i sandałach. Stanęli w niewielkim kółku i oczekiwali na władcę.

Umierała z ciekawości, co będzie dalej. Na salę wjechał młodzieniec na przepysznym ogierze i zadął w róg, który nosił na szyi. Na ten sygnał pojawili się kolejni jeźdźcy z zakrytymi twarzami. Ich dzikie czarne oczy i długie noże przytroczone u pasa przypominały gościom, że mają do czynienia z narodem dumnych wojowników, dozgonnie oddanych swemu władcy. Jeźdźcy stanęli w rzędzie.

Wtedy pojawił się on. Nie potrzebował złota, koni ani fanfar. Już samą swoją obecnością przyciągał uwagę ludzi. Zebrani powstali. Jedynie Beth nie była w stanie się ruszyć. Serce biło jej jak oszalałe.

Ubrał się w prosty strój Beduinów. Emanował niesamowitą siłą i pewnością siebie. Tylko głupiec mógłby zakwestionować jego wybór na Szejka Szejków. Każda kobieta marzy o takim mężczyźnie, o takim ojcu dla swoich dzieci – pomyślała. Po chwili zbeształa się: Dość tych mrzonek! Nie czas na to! Jakże ciężko powstrzymać bujną wyobraźnię…

Nade wszystko na świecie pragnęła własnej rodziny. Ta, o której opowiadała, była jedynie wytworem fantazji. Wymyśliła ją sobie, by czuć, że gdzieś przynależy. Zrozumiała, że podświadomie poszukuje idealnego mężczyzny. Znalazła go w osobie szejka, lecz nie było dla nich przyszłości. Ktoś taki nie ożeni się z miłości. Przede wszystkim liczą się dla niego kraj i poddani. Na pewno nie zwiąże się z jakąś Beth z Liverpoolu.

– Khalifa Kadar Hassan… – westchnęła, po czym podskoczyła na równe nogi, zdając sobie sprawę, że herold właśnie obwieścił przybycie szejka, a ona jako jedyna na sali ciągle siedzi.

Dostrzegł ją natychmiast. Nie tylko dlatego, że jako jedyna na sali nie powstała na jego widok. Zdawała się ich łączyć jakaś niewidoczna więź. Było to nie tylko niewygodne, lecz absolutnie niedopuszczalne. Jeśli jedynym sposobem, żeby się przekonać, że nie warto o niej myśleć, było spotkanie na osobności, gotów był to zrobić.

Odwrócił się od Beth. Czas skupić się na pozostałych gościach. Kraj pełen był ludzi, którzy za wszelką ceną będą się starali utrzymać korupcję i zahamować rozwój gospodarki, a on musi się ich pozbyć. Jednak za każdym razem, kiedy rozglądał się po sali, natykał się na spojrzenie Beth.

Spojrzał na nią! Naprawdę! Szejk Szejków pamiętał o niej. Zrobiła wrażenie na szejku! Nie mogła się doczekać, kiedy opowie o tym koleżankom.

Nagle ogarnął ją lęk. Czy zapamiętał ją dlatego, że odwróciła się od niego plecami i odeszła? Może nie powinna się aż tak cieszyć, może postanowił ją ukarać. Nie dostała jeszcze nagrody. Obiecała koleżankom, że nie wróci bez niej do domu. Jeśli szejk jej wybaczył i zamierza wręczyć nagrodę, to musi się mieć na baczności, żeby nie palnąć czegoś niestosownego.

Postanowienia szejka spełzły na niczym. Choć ze wszystkich sił próbował się skupić na przemowach, cały czas myślał o Beth i o tym, że wyraźnie się mu przypatruje. Powinien ją gdzieś zamknąć dla jej własnego bezpieczeństwa. Wszyscy są pochłonięci uroczystościami. Tylko oni dwoje nie mogą oderwać od siebie oczu. Teraz jego kolej, aby coś powiedzieć. Wygłosił krótką zgrabną mowę, a kiedy goście szykowali się, by się skłonić przed władcą, powstrzymał ich. To wszystko przez tę Angielkę. Stanowczo musi mu zniknąć z oczu.

Podskoczyła na dźwięk gromkiego okrzyku gwardzistów, którzy unieśli broń i wiwatowali na cześć władcy. Nawet nie zauważyła, kiedy weszli do sali. Za bardzo skupiła się na szejku. Jak on na nią patrzył! Stał na środku sali, dumny i nieugięty. Pragnęła go całą sobą – przyznała się w duchu i w panice rozejrzała się po sali. Zupełnie jakby podejrzewała, że ktoś obok potrafi czytać w myślach. Kim ona była, żeby tak się przyglądać królowi? Chociaż znała go również z innej strony – jako troskliwego szefa ogromnej sieci domów towarowych.

Właśnie dlatego się tu znalazła. Nagroda to kolejny dowód na to, jak wysoce Khalifa cenił swoich pracowników. Ciężko by było go nie doceniać, skoro okazał się takim człowiekiem i władcą.

W każdej chwili czuł jej obecność. Siedział na podwyższeniu wraz z innymi członkami rodziny królewskiej. Powtarzał sobie, że to tylko zwykła troska o młodą niedoświadczoną dziewczynę na obcej ziemi. Chciał po prostu być pewien, że jest bezpieczna. Zmartwił się, że Beth wymknęła się swojej przewodniczce. Dziewczyna pracowała dla niego, był za nią odpowiedzialny.

Beth… Już i tak poświęcił jej za dużo uwagi. Pożądanie, które w nim wzbudziła, to tylko adrenalina wywołana całym tym zamieszaniem. To nic, że te niebieskie oczy przewiercają go na wylot. Patrzy tak na niego, bo chce mieć co opowiadać koleżankom. Powie im, że bezczelnie gapiła się na szejka, a on na nią.

Była zbyt podniecona. Musi się uspokoić. Spojrzała tęsknie ku wyjściu. Dziewczyna siedząca obok zapytała, czy mogą się wymienić talerzami. Beth prawie nie tknęła swojej porcji, choć pudding czekoladowy wyglądał smakowicie. Teraz jednak było już na to za późno.

– Proszę – odparła z uśmiechem.

– Na pewno?

– Oczywiście. – Beth oderwała wzrok od szejka. – Za dużo wrażeń jak dla mnie. Nie mogę nic przełknąć. Nie co dzień znajduję się w królewskim pałacu.

– Szczęściara z ciebie! Wyobraź sobie noszenie tych sukni na co dzień. Już chyba wolałabym podróż przez pustynię.

– Musi tam być bardzo pięknie…

– Zostań u nas dłużej, a na pewno zobaczysz pustynię.

– Niedługo wracam do domu.

– Więc musisz przyjechać jeszcze raz! Patrz! To chyba ciebie wzywają. – Pociągnęła Beth za ramię i wskazała na człowieka w królewskiej liberii, który przyzywał ją dłonią. – Nie mówiłaś, że jesteś gościem specjalnym!

– Bo nie jestem.

– Tak czy siak, powodzenia.

Młoda Arabka dotknęła jej ramienia.

– Dziękuję. Przyda mi się.

– Więc to jest ta twoja mała sprzedawczyni – powiedziała szejkha na widok Beth. – Ładna, ale widać, że czuje się niepewnie. Wyjdę jej na spotkanie.

– Ty, matko?

Nic na świecie nie było w stanie powstrzymać królowej, gdy w grę wchodził jej jedyny syn. Martwił się, że matka tak nagle zainteresowała się Beth. Nie wiedział, jak dziewczyna to przyjmie. Prawie wstał, żeby zatrzymać szejkhę.

– Chyba zapomniałeś, że byłam nikim, kiedy przyjechałam do tego kraju. Wiem, jak to jest na obcej ziemi.

Nie zapomniał, ale zdziwiła go ta uwaga.

– Lot powrotny Beth jest już zabukowany.

– Beth?

Matka rzuciła mu pytające spojrzenie.

– Mamo… Nie jesteś zbyt subtelna.

– Po prostu się o ciebie martwię. Chcę, żebyś się ożenił i ustatkował. Tęsknię za wnukami.

– To dlatego zaprosiłaś na dzisiejszy wieczór tyle pięknych dziewczyn w wieku odpowiednim do zamęścia? Może i któregoś dnia się ożenię, ale na pewno nie zadowolę się byle kim.

– Jak ekspedientka?

– Niepokoisz się jej obecnością? Obiecuję, że doczekasz się upragnionych wnuków. Ale jeszcze nie teraz…

– Kocham cię, Khalifo. I chcę dla ciebie jak najlepiej.

– Też cię kocham, ale nie cierpię, kiedy dajesz się omamić złotu i brylantom. – Spojrzał znacząco na rząd wystrojonych panien. – Znajdę sobie żonę, kiedy przyjdzie na to czas. A teraz, pozwolisz, że…

Królowa się poddała. Zamierzał usiąść, kiedy dobiegł go krzyk Beth. Zderzyła się z jakimś niezdarą, niosącym tacę z drinkami. Uroczysta suknia została kompletnie zniszczona. Dziewczyna zamarła, nie wiedząc, co począć.

Szejkha szepnęła do syna:

– Dalej mam się nie ruszać? Czy też pozwolisz mi wstać i jej pomóc?

Przygryzł wargę. Naprawdę by wolał nie dopuścić do spotkania obu pań.

– Chyba nie zamierzasz sam wyprowadzić jej z sali, żeby się przebrała?

– Nie rozumiem, do czego pijesz. Zapewniam cię, że jestem ponad złośliwe plotki.

– Na zawsze zrujnowałbyś jej reputację. Pozwól, że ja pójdę. Obiecuję, że wróci cała i zdrowa.

Błyskawicznie ocenił sytuację. Beth próbowała zetrzeć plamę serwetką, co tylko pogorszyło sprawę. Wieczór zmierzał ku katastrofie.

– Idź do niej i dopilnuj, aby bezpiecznie wróciła na salę. Tylko bądź dla niej miła. Pamiętaj, że czeka na nią nagroda. Nie zmarnujcie zbyt wiele czasu. Musi ją otrzymać przed rozpoczęciem uroczystości.

– Coś mi się wydaje, że feta się już rozpoczęła.

Patrząc za matką, oddalającą się ze sznurem dam do towarzystwa, zaczął się niepokoić o Beth. Po chwili jednak pomyślał, że sobie poradzi. Tak czy siak, matka oddała mu przysługę, zabierając ją z sali. Angielka zbyt długo zaprzątała jego uwagę.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?