Brazylijski playboy

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Susan Stephens
Brazylijski playboy

Tłumaczenie:

Dorota Viwegier-Jóźwiak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Nie zrobię tego, wykluczone!

Zasłaniając oczy przed intensywnymi promieniami porannego słońca, Karina Marcelos patrzyła na brata z niedowierzaniem. Stali na balkonie jego apartamentu położonego na ostatnim piętrze luksusowego hotelu. U stóp mieli Rio de Janeiro powoli budzące się do życia. Luka był zawodowym graczem w polo. Zdarzało mu się bywać nieobliczalnym, ale przeważnie liczył się z uczuciami siostry.

– Dlaczego nie? Nie ma lepszej organizatorki imprez od ciebie, a Puchar Polo to nie przelewki.

Luka wzruszył ramionami i wyminął ją, znikając we wnętrzu apartamentu. Karina mogła tylko bezsilnie zacisnąć pięści i pójść za nim.

– Musisz mnie z tego wyplątać! – poprosiła stanowczo.

Zmarszczył brwi, opadając ciężko na fotel za biurkiem. Nie był przyzwyczajony, by ktokolwiek mu odmawiał. Wyjątek mógł zrobić tylko dla ukochanej żony Emmy.

– Mówię poważnie! – nalegała Karina. – Mam grafik wypełniony po brzegi. Może udałoby mi się wykroić kilka tygodni, ale to za mało na wydarzenie tej rangi.

Nie była to prawda. Mogła znaleźć więcej czasu, ale to nie był główny powód, dla którego musiała odrzucić propozycję.

– Już za późno – odparł Luka. – Wysłaliśmy plakaty i jest na nich twoje nazwisko. Nie sądziłem, że odmówisz. Zresztą drużyna na ciebie liczy.

Mówiąc drużyna, Luka miał na myśli Team Thunderbolt – drużynę graczy w polo, którzy słynęli w środowisku sportowym przede wszystkim z wywoływania burd. Główny jej trzon stanowili Luka i Dante Baracca, którego nazwisko od dziesięciu lat wisiało nad życiem Kariny niczym klątwa. W tym roku Gaucho Cup miał się odbyć na ranczu Dantego, a to oznaczało, że jako organizatorka musiałaby z nim współpracować.

– Więc co się stało, że nie możesz? – domagał się odpowiedzi, spoglądając na nią z niecierpliwością.

Nie wiedziała, od czego zacząć. Nie chciała wzbudzać podejrzeń brata, a znalezienie sensownej wymówki nie było łatwe. Równie trudna wydawała jej się perspektywa przebywania na co dzień z Dantem Baraccą, pomyślała, czując przebiegający po skórze dreszcz.

– Musisz to dla mnie zrobić, zrozum.

– Wiem, ile znaczy dla ciebie Puchar, ale przecież są też inni organizatorzy.

– Nie tak dobrzy jak ty – argumentował.

Spojrzenie Kariny powędrowało ku gablocie, w której Luka trzymał trofea sportowe. Zrobił nawet miejsce pośrodku, spodziewając się zapewne, że i tym razem drużyna Thunderbolt zdobędzie puchar. Tuż obok stał jej puchar, wyróżnienie od Międzynarodowego Związku Organizatorów Imprez. Wiedziała, że Luka był z niego tak samo dumny, jak ze swoich osiągnięć.

– Więc jak, Karino? Potrzebuję odpowiedzi – naciskał.

– A ja potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć – powiedziała.

– O czym chcesz myśleć? – Zniecierpliwiony odsunął od siebie papiery. – To najbardziej prestiżowy kontrakt, jaki mógł ci się trafić, więc dlaczego tak się upierasz?

Kochała brata, ale Luka naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, o jak wielką przysługę ją prosi. Dante Baracca był najbardziej aroganckim i zadufanym w sobie mężczyzną, z jakim kiedykolwiek miała do czynienia. Unikała go podczas rozgrywek polo, ale gdy Luka i Emma zeszli się ze sobą, zmuszona była co jakiś czas widywać go na gruncie towarzyskim. Jeśli teraz przyjmie zlecenie, w które wplątał ją brat, szlag trafi jej wszystkie dotychczasowe wysiłki.

– Mogłeś chociaż zapytać… – powiedziała urażona.

– Pewnie. Jak w ogóle mogłem pomyśleć, że ucieszysz się z takiej propozycji? – zadrwił ponuro.

Organizacja zawodów byłaby ekscytującym wyzwaniem. Tu Luka miał rację. Problemem był Dante Baracca, z którym Karina byłaby zmuszona pracować.

– Dante to despota bez krzty poczucia humoru – mruknęła.

– Odnosi sukcesy i ma pieniądze. To raczej normalne zachowanie – odpowiedział Luka.

– Właśnie to powiedziałam.

Luka z zaciekawieniem przyjrzał się siostrze, która spuściła oczy. Naprawdę nie chciała przysparzać mu kłopotów.

– Czy jest coś, o czym nie wiem?

Lodowaty dreszcz przebiegł jej wzdłuż kręgosłupa. Milczała.

– Znam się z Dantem od lat. Gramy w jednej drużynie. Ty też go znasz, więc w czym problem? Chyba nie wierzysz w to, co piszą o nim w gazetach?

– Nie ma żadnego problemu – zaprzeczyła stanowczo. – A co do jego reputacji… – Westchnęła głęboko. – Media robią z niego diabła wcielonego i zapewne część tych rewelacji jest prawdą. Nieważne zresztą. Muszę odmówić i myślałam, że jako mój brat zrozumiesz to.

Luka potrząsnął głową i spojrzał na nią błagalnie. Tak jak tylko on umiał.

– Zrób dla mnie tę jedną rzecz i nigdy więcej o nic nie poproszę.

Uśmiechnęła się blado.

– Aż do następnego razu?

– Zawsze myślałem, że jesteś rozsądna.

Karina zwierzała mu się z wielu rzeczy, ale nie ze wszystkiego.

– Spróbuję znaleźć inne rozwiązanie.

– Nie ma innego rozwiązania. Chcę, żebyś to była ty. Dante też tego chce.

Jakoś w to nie wierzyła. Jej umysł pracował na najwyższych obrotach, analizując sytuację. Jeśli plakaty z jej nazwiskiem już wisiały w mieście, będzie trzeba zastąpić je bannerami z nazwiskiem jej następcy. I będzie to musiał być ktoś dobry. Ktoś, komu gracze mogliby zaufać. Nawet jeśli sama nie weźmie tej pracy, dopilnuje, żeby zajął się nią ktoś odpowiedzialny. Nie życzyła przecież źle bratu ani jego drużynie.

– Jeśli martwisz się zakusami Dantego, to niepotrzebnie. Ma tyle wielbicielek, że nawet nie będzie miał czasu zawracać sobie głowy kolejnymi podbojami.

– Och, dzięki za troskę – odparła sucho.

Rzeczywiście, dziewczyny zawsze kręciły się wokół drużyny. Zresztą tak było w każdym sporcie. Karina nigdy nie uważała się za kogoś, kto mógłby z nimi konkurować.

– Jesteś moją siostrą – powiedział rozdrażniony, jakby sam ten fakt mógł ją ochronić przed ściągnięciem na siebie uwagi Dantego. – Nie ubzdurałaś sobie chyba, że będzie się narzucał.

– Oczywiście, że nie. Za kogo ty mnie uważasz?

– Za doskonałą organizatorkę i przepiękną kobietę. Dante Baracca jest przyjacielem z dzieciństwa i moim kolegą z drużyny. Niczym więcej.

– I facetem, którego powinnam unikać – mruknęła.

– Słucham?

– Nie muszę lubić wszystkich twoich kolegów.

– Nie musisz też kierować się irracjonalnymi obawami. Podpisz kontrakt, Karino. Mam dość tych wykrętów.

Podpisać kontrakt i wejść w drogę Dantemu? Spotykać się z nim dzień w dzień? Minęło już sporo czasu, odkąd Karina włóczyła się po okolicy z bratem i jego kolegami. Mimo że była dziewczynką, i to młodszą od nich, chłopcy jakoś ją tolerowali. Duża była w tym zasługa Luki, który po śmierci rodziców praktycznie sam zajmował się wychowaniem siostry. Nie był jednak dorosły, przez co Karinie co rusz zdarzało się pakować w dziwne sytuacje, o których jej brat nie miał pojęcia nawet teraz, gdy oboje już byli dorośli.

Luka wyciągnął w jej stronę rękę z długopisem. Poczuła się zmuszona zaakceptować fakt, że brat znaczył dla niej więcej niż jej własny upór i duma. Po prostu będzie się musiała pożegnać wreszcie z przeszłością. Zrobić tak, jak poradzili jej w szpitalu. Podnieść głowę i ruszyć z miejsca. Wiedziała, że potrafi poradzić sobie z Dantem Baraccą. Po prostu do tej pory odkładała to, unikając go. Luka nie zasługiwał na kolejną ucieczkę. A zatem zrobi dobrą minę do złej gry i rozwiąże swój problem raz na zawsze.

Wzięła długopis i pochyliła się nad umową.

– Powinnam ci podziękować za to, że mnie poleciłeś – powiedziała.

Luka roześmiał się z wyraźną ulgą, widząc, jak Karina składa podpis na dokumencie.

– Wszyscy mieli nadzieję, że to będziesz ty. Ja tylko pierwszy powiedziałem to głośno.

Cóż, przynajmniej jedno z nas jest zadowolone, pomyślała Karina, widząc jak Luka wychodzi zza biurka. Praca była naprawdę prestiżowa i Karina postąpiłaby głupio, odrzucając propozycję tylko dlatego, że w pakiecie był Dante Baracca.

Luka ją uścisnął.

– To będzie najlepsze zlecenie w twojej dotychczasowej karierze, zobaczysz!

Odwzajemniła uścisk. Kolejny raz zrobiła ustępstwo na rzecz brata. Ale jej zdaniem zasługiwał na to.

– Wiem, że Dante drażnił się z tobą, kiedy byliśmy mali – przypomniał Luka. – Wszyscy byliśmy zaskoczeni, gdy zaprosiłaś go na swoją osiemnastkę.

Karina drgnęła, po czym uśmiechnęła się, maskując zmieszanie.

– Połowa mojej klasy chciała go poznać – odpowiedziała wymijająco. – Stare dzieje. Od tamtej pory wiele się zmieniło.

– Od tamtej pory trzymałaś się od niego z daleka. Pewnie znowu coś palnął. Cokolwiek to było, zapomnij o tym i patrz w przyszłość.

Karina patrzyła w przyszłości, ale to, co widziała, nie wyglądało zbyt kolorowo.

Wysunęła się z objęć brata i podeszła do balkonu. Nie mogła znieść jego przenikliwych spojrzeń.

– Dante to opoka drużyny – podkreślił Luka. – Będzie gościł u siebie tegoroczny Puchar. Jakieś pytania?

– Chyba nie – powiedziała zamyślona.

Gdyby ktoś ją zapytał, Karina szczerze powiedziałaby o sobie, że była trudnym dzieckiem, a potem zbuntowaną nastolatką. Ważną częścią tego nastoletniego życia był Dante. Ale jako starszy, był bardziej doświadczony. Ona potrzebowała więcej czasu, by dorosnąć i pozbyć się naiwnych marzeń, a za brak doświadczenia zapłaciła wysoką cenę. Rozsądek przyszedł dopiero później, a wraz z nim konkluzja, że mleko już się rozlało. Od tamtej pory podążała stromą ścieżką i uczyła się życia, zostawiając Dantego daleko za sobą.

 

– Wiem, że tak duży kontrakt to dla ciebie także stres – wrócił do rozmowy Luka, źle odczytując jej zamyślenie. – Poradzisz sobie, jestem tego pewien.

– Postaram się – obiecała, odwracając się w jego stronę.

– Wiem – odparł. – Dlatego chciałem, żebyś to była ty, a nie kto inny. Co do Dantego… – Uśmiechnął się, chcąc dodać jej odwagi. – Wierz mi, że wszyscy uważają go za ciężki orzech do zgryzienia.

– Wszyscy z wyjątkiem jego kobiet – powiedziała nieopatrznie.

– A co to ma z tobą wspólnego?

– Absolutnie nic – powiedziała, dzielnie wytrzymując podejrzliwe spojrzenie brata.

Opierając się o chłodną szybę, przypomniała sobie, jak błagała go, by pozwolił jej wyjechać za granicę. Powiedziała wtedy, że ma dosyć Rio i że w końcu musi rozpocząć samodzielne życie. Luka nie domyślił się, że wszystko to było próbą ucieczki od Dantego. Opłacił jej studia hotelarskie, a potem Karina dostała stypendium w znanej szwajcarskiej firmie, która prowadziła szkolenia dla organizatorów imprez. Ukończyła kurs z wyróżnieniem i z dyplomem wróciła do Rio, gotowa zmieniać świat.

Na uznanie Luki musiała solidnie zapracować, podejmując się wielu mniejszych projektów, dopiero wtedy Luka stwierdził, że jej umiejętności faktycznie mogą się mu przydać. Gaucho Polo Cup był najpoważniejszym wśród dotychczasowych zleceń Kariny i w normalnych warunkach byłaby zaszczycona propozycją. Wiedziała, że poradziłaby sobie. Jedynym problemem był Dante. Karina nie była już tą nastolatką, którą kiedyś znał. Tylko czy Dante Baracca będzie to umiał zaakceptować? Według doniesień prasy nic a nic się nie zmienił. Wciąż przyciągał tłumy pięknych kobiet, które zmieniał jak rękawiczki. Tego Karina obawiała się najbardziej.

– Dante Baracca to legenda polo – rzucił jej brat z rozbawieniem. – Kobiety będą ci zazdrościć.

– Pewnie dlatego, że nie wiedzą, jak okropnym człowiekiem jest ich idol. – Wzdrygnęła się.

– To chyba trochę za ostra ocena, szczególnie że nie rozmawiałaś z nim od lat.

– Miałam swoje powody. Dante Baracca to same kłopoty.

To prawda, umiał być miły, gdy mu na czymś zależało. Ale potrafił też być zimny i bezwzględny. Jeśli uda mu się zachowywać profesjonalnie, być może współpraca jakoś się ułoży. Jeśli nie…

Jej myśli jak bumerang powracały do mężczyzny o czarnych włosach, czarnych oczach i czarnym sercu. Mężczyzny, który wyglądał jak król cygański. Miał nawet złote kolczyki w uszach. Karina bardzo dobrze pamiętała tamtą noc, kiedy praktycznie zmusiła go, by przekłuł uszy, będąc przekonana, że nigdy się na to nie odważy. Wygrał zakład. Oboje byli postrzeleni, a skończyło się to tym, że postanowili razem uciec. On miał wtedy czternaście lat, a ona dziesięć.

– Och, przestań się zamartwiać, Karino. Ktoś mógłby pomyśleć, że kazałem ci wejść do jaskini lwa. Popatrz… – Luka wziął do ręki magazyn. – Dante jest teraz na fali.

Uśmiechnięta triumfalnie twarz Dantego zdobiła okładkę magazynu. Gdzież indziej można było zobaczyć króla polo jak nie na okładce?

– Nie mogliście się spotkać w lepszym momencie! – przekonywał ją Luka.

– Nie będę się z nim spotykać, tylko pracować.

– Oczywiście, oczywiście – przytaknął brat.

Karina zapatrzyła się w zdjęcie widniejące na stronie tytułowej. Gdy zerknęła na brata, zobaczyła jego pełen aprobaty uśmiech. Na całe szczęście nie mógł słyszeć, jak głośno wali jej serce. Na zdjęciu Dante siedział na koniu w dżinsach, z nagim torsem. Za plecami miał morze i ognistą kulę zachodzącego słońca. Pomijając kiczowatą scenerię, wyglądał rzeczywiście bosko. Opalona na złoty brąz skóra, kruczoczarne włosy opadające na czoło i uśmiech mężczyzny, który na skinienie ręki mógłby mieć każdą kobietę.

Miał teraz więcej tatuaży niż w czasach, gdy byli ze sobą bliżej. Każdy z członków zespołu Luki miał wytatuowaną błyskawicę będącą symbolem drużyny. Nie zdziwiłoby jej wcale, gdyby się dowiedziała, że nowe tatuaże, które dodawały mu demonicznego uroku, były dziełem samego diabła.

Na wspomnienie przeszłości zaschło jej w ustach. Nerwowo przełknęła ślinę. Czy Dante Baracca kiedykolwiek opuści jej skołatane myśli? Nie była pewna, czy tego chce. Wspomnienia z Dantem w roli głównej miały słodko-gorzki smak. Jego odejście było dla niej trudne do przeżycia, a smutek tak dojmujący, że do dziś bolało ją serce. Dante na zawsze już pozostanie częścią jej życia. Przysunęła okładkę bliżej i zmrużyła oczy. Wciąż nosił kolczyki identyczne jak te, które podarował jej w dniu osiemnastych urodzin. Po imprezie Karina wepchnęła je w jak najodleglejszy kąt szuflady, aby nie przypominały jej o Dantem. Byli jak dwie bratnie dusze, które omal nie doprowadziły siebie nawzajem do zagłady.

– Nie martw się, Karino. Jeśli radzisz sobie z takim barbarzyńcą jak ja, równie łatwo poradzisz sobie z Dantem.

– Jeśli będzie robił, co mu każę, to kto wie… – odpowiedziała wciąż zamyślona.

– Chciałbym to zobaczyć – skomentował Luka, tłumiąc śmiech.

– Ja nie żartuję. Mam poważną pracę. To że ty i Dante nadal nie wyrośliście z wygłupów…

– Co się dzieje, Karino? – przerwał jej Luka. – Nigdy wcześniej się tak nie zachowywałaś. Jak bez przerwy będziesz się obnosić z tą obrażoną miną, zrujnujesz nam zawody.

– Dobrze, już dobrze! – Zrezygnowana machnęła ręką. – Ale nie możesz mnie więcej stawiać wobec faktów dokonanych. Dante Baracca to ostatni taki przypadek, czy to jest jasne?

Luka odwrócił się w stronę drzwi, w których pojawiła się głowa jego sekretarki.

– Może powiesz mu to sama. – Drzwi otworzyły się szerzej i Luka zasłonił jej widok, idąc w kierunku gościa. – Wejdź, przyjacielu. Karina wprost nie może się doczekać, by opowiedzieć ci o swoich planach.

ROZDZIAŁ DRUGI

Stali naprzeciwko siebie, mierząc się spojrzeniami. Dante nie widział Kariny z tak bliska od czasu pamiętnej nocy w jej osiemnaste urodziny, kiedy to miał okazję zobaczyć znacznie więcej, niż pokazywała dziś.

– Śmiało, nie krępuj się – zachęcał Luka.

Z trudem oderwał od niej spojrzenie, dając się wyciągnąć Luce na środek gabinetu. Przeszłość i wspomnienia dopadły go i osaczyły, tak że nie mógł skupić myśli na niczym poza Kariną. A przecież w pierwszym odruchu, gdy Luka wspomniał o Karinie, jako potencjalnej organizatorce Pucharu, chciał zaprotestować. Po co budzić demony przeszłości, myślał. Nie chciał kłopotów, a Karina była nieobliczalna, wręcz szalona. Wiedział, że odnosi teraz sukcesy zawodowe, w końcu Luka bez przerwy się tym chwalił. Ale czy to oznaczało, że się zmieniła?

Ostatecznie zdecydował, że nie będzie jej oceniał z perspektywy dawnych wydarzeń. Była siostrą jego przyjaciela i choćby dlatego powinien dać jej szansę.

Teraz jednak, gdy znaleźli się w tym samym pokoju, tak blisko siebie, Dante poczuł, że musi zrewidować swoje plany. Wciąż robiła na nim ogromne wrażenie. W jednej chwili zrozumiał, dlaczego żadna z kobiet, które pojawiały się w jego życiu i znikały z niego, nie mogła jej dorównać. Znał też powody, dla których będzie musiał ją wyrzucić ze swoich myśli. Karina Marcelos, siostra jego kumpla z drużyny, była dla niego zakazanym owocem.

– Dante… Co za niespodzianka! – powiedziała uprzejmie Karina, zerknąwszy kątem oka na brata.

Podeszła do Dantego i wyciągnęła dłoń. W spojrzeniu, które kontrastowało z łagodnym brzmieniem głosu czaiła się wrogość. Czyżby ta jedna wspólna noc, dawno temu, do dziś tkwiła w jej sercu jak zadra? Najwyraźniej. Ale cóż mógł na to wtedy poradzić? Zrobił to wyłącznie dla jej dobra. Ona chciała miłości, on nie był w stanie wykrzesać z siebie nic poza pożądaniem. Dziś zapewne nadal nie mógłby jej dać tego, czego pragnęła. Różnica polegała na tym, że Karina wcale nie była nim zainteresowana. Prawdę mówiąc, im bardziej jej się przyglądał, z tym większym trudem odnajdował w niej Karinę, którą kiedyś znał. Szaloną chłopczycą, która nie wiedzieć kiedy zawładnęła jego zmysłami.

– Pięknie wyglądasz – powiedział, zerkając na nią z zaciekawieniem.

– Dziękuję za komplement. – Chłodny uśmiech podziałał na niego jak płachta na byka.

Zawsze była dobrą aktorką, więc może tylko udaje, że jej nie zależy. Jego odmowa wtedy musiała być dla niej ciosem. Nie miała przecież pojęcia, że chciał ją przed sobą chronić. Po tym wszystkim zaczęła go unikać, a ich dawna przyjaźń legła w gruzach.

Gdy wymienili uprzejmości, Dante wrócił do swoich obserwacji. Karina nie była już podlotkiem, lecz dorosłą kobietą. Jej figura nabrała kształtów, czarne włosy błyszczały w promieniach słońca, a śniada skóra promieniała zdrowiem. Dawniej nosiła rozpuszczone włosy, które jak lwia grzywa opadały jej na plecy. Dziś miała je spięte w ciasny kok, a skromna fryzura eksponowała ramiona i szyję, dodając sylwetce lekkości.

Obydwoje bardzo się zmienili, nie tylko z wyglądu. On miał na głowie obowiązki, ona zrobiła karierę, która pomogła się jej ustatkować. Nie była już tamtą dziewczyną, od której postanowił trzymać się z daleka dla jej własnego dobra. Dziś to ona utrzymywała dystans.

– Napijesz się czegoś? – zapytała uprzejmie.

Gdyby mogła, podałaby mi pewnie cykutę, pomyślał rozbawiony, dostrzegając złowrogie błyski w pięknych oczach.

– Tylko wodę, jeśli to nie kłopot.

Nic nie odpowiedziała i po chwili wróciła ze szklanką wody z lodem. Zaczerwieniła się lekko, gdy jej palce musnęły jego dłoń. Ach, więc to tak! Jakieś resztki cieplejszych uczuć do niego zdołała zachować.

Instynkt zdobywcy nakazał mu uśmiechnąć się triumfalnie. W odpowiedzi Karina posłała mu ostrzegawcze spojrzenie. Nie wybaczyła mu, że wyrzucił ją ze swojego życia, i nie winił jej za to. Nawet nie starał się jej tego wytłumaczyć. Była dla niego za młoda, zbyt niewinna. Gdyby pozwolił sobie na więcej niż na tę jedną noc, zniszczyliby siebie. Jednak Karina widziała w nim tylko zdrajcę.

Podążał za nią spojrzeniem, rozbawiony myślą, że tyle wysiłku wkłada w to, aby stać jak najdalej od niego, a i tak nic to nie daje. Nawet z dystansu działała na niego jak żadna inna kobieta. Czuł się przy niej jak hazardzista. Miał nieodpartą ochotę zaryzykować wszystkim, by znowu ją zdobyć – swoją pozycją w zespole, swoją przyjaźnią z Luką, nawet utratą rozsądku. A przecież nic się jeszcze między nimi nie wydarzyło. I ta zazdrość. Nie mógł przestać myśleć o tym, z kim spędzała teraz noce i czy ten ktoś umiał doprowadzić ją do rozkoszy.

– Dobrze, że wpadłeś, Dante. – Luka poklepał go po ramieniu, wytrącając z zamyślenia. Jego bezpośredniość była zupełnym przeciwieństwem napięcia, które wytworzyło się między nim a Kariną.

– Nie ma sprawy. – Dante kiwnął głową i napił się wody. Zaczęli rozmawiać o meczu i zakupie koni, ale Dante przez cały czas miał świadomość, że Karina go obserwuje.

Dante grał w polo, odkąd nauczył się jeździć konno. Niedługo potem poznał Lukę i od tamtej pory byli nierozłączni. Obaj tak samo zadziorni, obaj mieli we krwi rywalizację. Nigdy jednak Dante nie rozmawiał z Luką na temat Kariny. Siostra przyjaciela była nietykalna. I mimo że ciekawiło go, czy kogoś miała albo ma, nigdy nie odważyłby się zapytać o to Luki.

– Karina podpisała kontrakt!

– Doskonale – powiedział Dante zadowolony, obracając się w stronę drzwi na balkon i kiwając z aprobatą głową. – Nie znaleźlibyśmy nikogo lepszego!

– Karina świetnie rozumie potrzeby graczy w polo.

Nieświadomy zmieszania, w jakie uwaga ta wprawiła Karinę, kontynuował:

– Na pewno nie masz ochoty na coś mocniejszego?

– Nie, dzięki. Chcę mieć jasny umysł.

Karina posłała mu spojrzenie z ukosa.

– Zaczynamy? – spytała, idąc w stronę stołu konferencyjnego.

Mężczyźni podążyli za nią.

Po chwili siedzieli w milczeniu z głowami pochylonymi nad kontraktem. Karina szybko udowodniła swoje kompetencje, wyłapując punkty pominięte przez prawnika Dantego. Jednak znając ją, spodziewał się czegoś więcej niż tylko poprawności i skrupulatności. Jej uwagi na temat organizacji Gaucho Cup były słuszne, ale brakowało im polotu, czegoś, co wykraczałoby poza rutynę.

– Cóż, to chyba wszystko – powiedziała na zakończenie swojej wstępnej prezentacji. – Pewnie się spieszysz. Do zobaczenia następnym razem – rzuciła w stronę Dantego.

Zebrała dokumenty, ułożyła je równiutko i partiami zaczęła wkładać do teczki.

Dante miał co prawda inne plany, ale nagle przestało mu się spieszyć. Najpierw musiał się dowiedzieć, co się kryło za tak diametralną zmianą w zachowaniu Kariny. Zastanawiał się też, czy uda mu się przeforsować własne pomysły. Na razie nie wyglądało na to, aby Karina była skłonna do jakichkolwiek negocjacji albo odstąpienia od swojej wizji.

 

Uśmiechnął się i oparł wygodniej.

– Dokąd ci się tak spieszy?

Spojrzała na niego chłodno i Dante uniósł brwi.

– Chyba nie masz zamiaru wyjść? Jeszcze wcześnie – wtrącił Luka, ratując sytuację.

Dante uśmiechnął się do niego.

– Oczywiście, że nie.

– Karino – upomniał ją Luka, udając zagniewanie. – Gdzie twoje maniery? Powinniśmy to uczcić szampanem!

Dante pokiwał głową, sekundując jej bratu.

– Zgadzam się z Luką! Po co ten pośpiech?

Karina spojrzała na niego z wyrzutem. Wyraźnie chciała go zmusić do wyjścia, ale niczego nieświadomy Luka wcale jej w tym nie pomagał.

Dlaczego była do niego tak wrogo nastawiona? – zastanawiał się Dante. Niemożliwe, by przez kilka lat żywiła do niego urazę. A jednak. Jedna rzecz była w tym wszystkim intrygująca. Karina mogła widzieć w nim samego diabła, ale dostrzegał w niej chęć konfrontacji, a nie ucieczki. To już było coś. Widział, że jego obecność nakręca ją i że ma ochotę wyjść z roli nudnej bizneswoman i choć na chwilę stać się dawną, pełną temperamentu dziewczyną.

– Klient nasz pan – powiedziała Karina, rozciągając usta w wystudiowanym uśmiechu.

Stalowe spojrzenie, twardy charakter i miękkie zmysłowe usta. Jak mogła w ogóle przypuszczać, że praca z Dantem będzie prosta? Przez cały czas powtarzała sobie w myślach, że przeszłość nie powinna mieć żadnego wpływu na ich obecne relacje. Była dumna ze swojej kariery. Solidnie zapracowała na wszystko, co udało jej się osiągnąć. Nie mogła pozwolić, by ktoś jej to odebrał, a już na pewno nie Dante Baracca.

– Twoja siostra wydaje się czymś zaabsorbowana – powiedział Dante do Luki, jakby Kariny w ogóle przy nich nie było. – Może nie ma ochoty współpracować ze mną?

– Da sobie radę – powiedział Luka uspokajająco.

Karina podniosła głowę znad dokumentów i zganiła ich spojrzeniem.

– Wciąż tu jestem! Jeśli chcesz, żebym pracowała z tobą przy tym projekcie, nie traktuj mnie, jakbym była jednym z bibelotów na biurku mojego brata.

Spojrzenie Dantego powiedziało jej, że wpadła w zastawione przez niego sieci. Chciał ją sprowokować i udało mu się.

– Wybacz jej, proszę! – powiedział Luka nagle czymś rozweselony. – Przecież pamiętasz, jaka jest, prawda? Ale mogę cię zapewnić, że jest dobra w tym, co robi.

– Nie wątpię. – Pokiwał głową, obrzucając ją takim spojrzeniem, że mimo woli się zaczerwieniła.

– Ja już się będę zbierał, mam za pół godziny inne spotkanie, którego nie mogę opuścić.

Karina zamarła, patrząc, jak Luka podnosi się i zbiera swoje rzeczy.

Nie mógł jej teraz zostawić!

Ignorując błagalne spojrzenie siostry, Luka po prostu wyszedł. Sprytnie, pomyślała. Teraz nie miała wyjścia. Musiała zostać i zająć się gościem.

Dante pierwszy przerwał kłopotliwe milczenie, jakie zapanowało po wyjściu Luki.

– Skoro zostaliśmy sami, może powiesz, dlaczego nie chcesz ze mną pracować?

Karina żachnęła się.

– Nie wiem, skąd ten pomysł? Marzyłam o takim projekcie.

– Kłamczucha – mruknął Dante, na co Karina uciekła spojrzeniem w bok.

– Wciąż masz do mnie żal o tamtą noc?

Poczuła, jak wszystkie jej mięśnie tężeją z przerażenia. Nie mogła wprost uwierzyć, że to powiedział.

– Dopilnuję, żeby Puchar Polo był sukcesem – powiedziała, z trudnością pokonując suchość w gardle.

– Frazesy… – skomentował. – Spodziewałem się po tobie więcej, Karino.

W odpowiedzi zrobiła jeszcze większe oczy. Gdy Luka wyszedł, myślała, że wymienią kilka uprzejmości i umówią się na kolejne spotkanie, żeby zacząć pracę. Nie spodziewała się ataku.

– Żaden z moich klientów nigdy nie był rozczarowany. Jeśli chcesz, chętnie przedstawię referencje.

– Może nie mieli takich wymagań jak ja.

Karina zastanawiała się, skąd ta agresja. Co by nie mówić, wyglądało to na starannie zaplanowany atak. Znowu próbowała uciec spojrzeniem w bok, ale Dante ujął ją za podbródek i przytrzymał, zmuszając, by spojrzała mu prosto w oczy.

– Przed czym tak się bronisz, Karino? Czy jest coś, o czym nie wiem? – dopytywał się.

– Naprawdę nie wiem, o co ci chodzi. Jesteś moim klientem, a ja nigdy nie złamałabym obietnicy złożonej klientowi. To ci powinno wystarczyć.

Przyglądał jej się badawczo.

– Nie odpowiedziałaś na pytanie.

Nie zamierzała tego robić. Odsunęła jego dłoń.

– Jeśli mamy ze sobą robić interesy…

– Będziesz musiała częściej się uśmiechać – dokończył tonem, który wzbudził w niej niepokój. A co jeśli nie podoła ani zadaniu, ani wygórowanym wymaganiom Dantego? Potem jednak przypomniała sobie, że miewała już trudnych klientów. Chociaż Dante był wyjątkowym przypadkiem i patrzył na nią teraz tak natarczywie, jakby chciał, żeby się broniła.

– Jeśli nie podobają ci się moje sugestie…

Roześmiał się głośno, przerywając jej.

– A już myślałem, że zupełnie straciłaś pazury.

Co to miało znaczyć? Że nic a nic się nie zmieniła?

– Przyjęłaś to zlecenie tylko dlatego, że nie mogłaś odmówić bratu. Mam rację? – Wpatrywał się w nią oskarżycielsko. – Poza tym jesteś zbyt dumna, żeby się teraz z tego wycofać.

– Zbyt dumna? – powtórzyła, zupełnie nie rozumiejąc, co Dante ma na myśli.

– Jak to szło? Marzyłam o takim projekcie? – przypomniał jej.

Karina natychmiast pożałowała kłamstwa.

– Chodźmy, mój kierowca czeka na dole.

Popatrzyła na niego zdziwiona.

– Jedziesz ze mną.

Potrząsnęła głową.

– Mam dużo pracy.

– To prawda i właśnie ją zaczynasz.

– Mówię poważnie, nie mam dziś czasu na żadne wycieczki.

– Więc go znajdź – powiedział chłodno. – Nie mogę pracować z kimś tak spiętym.

– O czym ty mówisz? – zirytowała się. – Po prostu jestem zajęta. Miałam nadzieję, że o tej porze będę już u siebie. – Zerknęła znacząco na zegarek.

– Zajęta innymi ważnymi klientami?

Powietrze między nimi naładowane było elektrycznością. Żadne nie chciało ustąpić, ale Dante miał przewagę. Wiedział, że Karina nie będzie mogła odmówić ze względu na brata.

– Wyjdźmy stąd wreszcie, to powiem ci, o co chodzi.

Dante podszedł do drzwi i otworzył je na oścież, zachęcając ją do wyjścia. Westchnęła tylko, zbierając papiery.

Gdy go mijała w drzwiach, powiedział:

– Musisz sobie zapamiętać, maleńka, że ja niczego nie robię bez powodu.

Przystanęła tak gwałtownie, że omal się z nim nie zderzyła.

– Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. Nie jestem dla ciebie żadna maleńka! – syknęła rozsierdzona.

Niezrażony pochylił ku niej głowę i popatrzył jej w oczy.

– Czego się tak boisz, Karino? – Zmysłowy głos sprawił, że zadrżała.

– Na pewno nie ciebie. Idziemy? – Minęła go i ruszyła korytarzem. Dogonił ją po chwili.

– Wydajesz się dziwnie pewna, że nie zrezygnuję z twoich usług. Ciekawe… – zagaił znowu.

– Cóż, nie jesteś głupcem – odparła.

Roześmiał się tym swoim niskim, chrapliwym śmiechem i Karina poczuła, jak topnieje jej serce. Dobrze znała ten śmiech. Zbyt dobrze. Dante zawsze miał w sobie zwierzęcą niemal energię, która przyciągała ją do niego jak magnes. Był też jedyną osobą, która naprawdę ją rozumiała. I musiał teraz wiedzieć, że jego bliskość postawiła jej ciało w stan przyjemnego alertu. Po tamtej nocy zastanawiała się, czy kiedykolwiek poczuje coś do innego mężczyzny. Nurtowało ją także, czy ta więź, która ich łączyła, z czasem osłabnie. Dziś wiedziała, że żadne z tych podejrzeń nie było prawdziwe.

Teraz jednak powinna zapomnieć o przeszłości. Zamknąć ją w szczelnym pudełku. Bez tego współpraca z Dantem będzie dla niej drogą przez mękę.

– Nie wyszłaś za mąż? – zapytał ni stąd, ni zowąd, gdy weszli do windy.

Zerknęła w jego stronę, kolejny raz zszokowana taką bezpośredniością.

– Ty chyba też się nie ożeniłeś? – odpowiedziała, wbijając spojrzenie w panel z podświetlanymi numerami pięter.

– Byłem zbyt zajęty. A ty, Karino? Jaką masz wymówkę?

– A powinnam mieć wymówkę? – Głos miała pozornie łagodny, ale czaiło się w nim coś w rodzaju ostrzeżenia, by nie brnął w te rejony. Ale prawdę mówiąc, uwielbiał, kiedy tak reagowała. Wtedy była dawną Kariną. W porównaniu z nią wszystkie kobiety, jakie w życiu spotkał, wydawały się bezbarwne. Aż do dziś. Gdy wszedł do biura Luki, Karina była cieniem dawnej siebie. Jednak w trakcie rozmowy okazało się, że tli się w niej iskierka żywiołów, które niegdyś ją rozsadzały. Wystarczyło trochę zachęty, by rozniecić ogień. I to właśnie Dante zamierzał zrobić. Ale nie teraz.