StalinTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Stalin
Stalin
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 54,39  43,51 
Stalin
Stalin
Audiobook
Czyta Tomasz Ignaczak
7,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału

VERBRANNTE ERDE.

STALINS HERRSCHAFT DER GEWALT

Copyright © Verlag C.H. Beck oHG, München 2012

All rights reserved

Projekt okładki

Prószyński Media

Zdjęcie na okładce

Agencja Fotograficzna BE&W

Redaktor prowadzący

Adrian Markowski

Redakcja

Andrzej Opala

Konsultacja naukowa

Tymoteusz Pawłowski

Korekta

Maciej Korbasiński

ISBN 978-83-7961-604-6

Warszawa 2014

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Dla Andrieja

I nie powinniśmy przeoczyć sprawy oczywistej –

że Stalin to czynił, bo znajdował w tym przyjemność.

Martin Amis, Koba the Dread

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

WSTĘP

Powinno stać się zwyczajem, powinno zostać nazwane kulturą – pisał Martin Walser – że ktoś, kto głosi pewien pogląd, może go też obalić”1. Pisarzom takie zdania uchodzą płazem, ponieważ mogą oni opisywać rzeczywistość z zupełnie dowolnej perspektywy. Historycy jednak muszą wykazać się w służbie myślenia wnioskami, które zasługują na miano naukowych. W każdym razie tego oczekują od nich czytelnicy, szukający w książkach historycznych faktów, które mogą dostarczyć odpowiedzi na nierozstrzygnięte dotąd pytania. Historyk, decydując się na napisanie książki, wie, że będzie uważany za adwokata prezentowanych tez i że oczekuje się od niego trzymania się raz obranego punktu widzenia. Istnieją ponoć historycy, którzy przez całe życie głoszą te same opinie, podnosząc je do rangi prawd wiecznych tylko dlatego, że kiedyś już je sformułowali. To bardzo stresujące: zawsze musieć mieć rację. A jeszcze trudniej mieć rację, pozostając wiernym tym samym poglądom. Dlatego ucieszyłem się, gdy niespodziewanie nadarzyła mi się okazja, by powiedzieć coś nowego i porzucić wcześniejszy punkt widzenia.

Gdy przed dwoma laty zapytano mnie, czy mógłbym – na potrzeby publikacji w wersji angielskiej – wprowadzić poprawki do wydanej w 2003 roku w Niemczech mojej książki Czerwony terror. Historia stalinizmu, nie przeczuwałem, w co się wdaję. Zadanie wyobraziłem sobie zwyczajnie: przeczytam jeszcze raz całą książkę i uzupełnię jej treść o warte odnotowania informacje, które pojawiły się w nauce po roku 2003. Ale im dłużej czytałem własną publikację, tym większe było moje rozczarowanie. Czytać rzecz własnego autorstwa, w której i styl, i wiele sformułowań przestało mi się podobać – to była męka. Tym bardziej że byłem pewien, iż podobnie muszą to odbierać czytelnicy. Ta książka już mnie nie wyrażała. Wszystko, co po jej powstaniu przeczytałem i mówiłem o Stalinie i stalinizmie, pozostawało w dziwnej sprzeczności z mocnymi poglądami, które sformułowałem w tamtej książce. Nie chciałem oczywiście rezygnować z tekstu, z którym mógłbym się identyfikować. W żadnym razie nie byłem jednak skłonny powtarzać głoszonych wcześniej twierdzeń, gdyż wiele z tego, z czym wówczas się zgadzałem, siedem lat później wydało mi się nonsensowne. Nowa wersja książki miała być zatem inna i jaśniejsza, lecz żeby tak się stało – zrozumiałem to od razu – byłem zmuszony zakwestionować swoje wcześniejsze poglądy. Dlatego już w kilka tygodni później pracowałem nie nad poprawkami do starej, lecz nad stworzeniem zupełnie nowej książki.

Kilka lat zajęło mi szukanie wyjaśnienia, jak to możliwe, że w Rosji sowieckiej za czasów Stalina zamordowano lub wypędzono z miejsc ojczystych i zamknięto w obozach pracy miliony ludzi. W 2003 roku tezy socjologa Zygmunta Baumana przyjmowałem jak objawienie. Bauman twierdził, że dążenie do jednoznaczności, do przezwyciężenia ambiwalencji i tendencja do namiętnego porządkowania ze strony nowoczesnych „państw ogrodniczych” stały się w XX wieku przyczyną monstrualnych decyzji niosących potworne zniszczenia. Teza ta była bez wątpienia sugestywna, dla mnie jednak pozostawała wtedy tylko tezą. Im więcej czytałem o przemocy czasów stalinowskich, tym jaśniej zdawałem sobie sprawę, że moje wcześniejsze interpretacje stalinizmu wymagają rewizji. Stalin był – co do tego dokumenty nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości – inicjatorem i reżyserem zagłady milionów ludzkich istnień. Komunistyczna idea nowego człowieka była dla ludzi będących u władzy usprawiedliwieniem zabijania wrogów i „trędowatych”, ale nie nakazywała masowych mordów. Dlatego Stalin i jego towarzysze nie mówili o nowym, pięknym świecie, gdy zastanawiali się, co ma się stać z tymi, których uważali za swoich wrogów. Mówili natomiast o technice i przemocy. Taki psychopata jak Stalin tylko w wyjątkowych okolicznościach mógł dać upust swojemu złu i swojej kryminogennej energii. Marzenie o wybawieniu ludzkości przez komunizm zostało utopione w krwi milionów, ponieważ akty przemocy oderwały się od pierwotnej motywacji, uzasadniającej potrzebę ich wprowadzenia; dyktator uczynił z przemocy narzędzie umacniania swojej władzy. Na koniec chodziło już tylko o uznanie mocy decyzyjnej i władzy Stalina, pana życia i śmierci. Jedynie w atmosferze paranoi i podejrzeń despota mógł zmusić innych ludzi do uznania swojej woli i uczynienia własnego świata światem wszystkich pozostałych.

Próbowałem sobie wyobrazić, jak był stworzony świat Stalina i oddanych mu wykonawców jego poleceń, a im więcej czytałem, tym bardziej stawało się dla mnie oczywiste, że idee nie zabijają, zaraźliwa jest natomiast przemoc. Nikt, kto doświadczył przemocy, nie może jej zignorować, niezależnie od tego, z jakiego powodu znalazł się w sytuacji nią naznaczonej. Nie można zrozumieć przemocy, badając jej początki, lecz jedynie jej dynamikę. Przemoc zmienia ludzi, wywraca świat do góry nogami i niszczy zaufanie niezbędne do tego, by w społeczeństwie móc współistnieć z innymi. Przemoc jest również esencją życia ludzi pozbawionych skrupułów, dających sobie prawo do czynienia tego, o czym inni mogą zaledwie przelotnie pomyśleć. Trzeba spróbować zobaczyć świat oczyma Stalina, a wtedy to, czego nigdy nie bylibyśmy w stanie sobie wyobrazić, stanie się normą. Tylko o tym mówi ta książka.

Dlaczego w ogóle pisze się książki? Czy nie można znaleźć sobie w życiu innych wyzwań? Każdy, kto pisze, wie, że ostatecznie tylko niektórzy przeczytają jego przemyślenia. Ale nie o to chodzi. Ten, kto pisze, rozmawia sam ze sobą i więcej dowiaduje się o samym sobie niż o przedmiocie swojej książki. Temat zbrodniczej przemocy szedł za mną wszędzie, wchodził nawet w mój sen i były dni, że żałowałem, iż jemu właśnie poświęciłem kolejną książkę. Mimo to pisanie o życiu toczącym się w atmosferze przemocy, gwałtu i represji przepełniło mnie jednocześnie uczuciem głębokiej wdzięczności. Nie było kraju na świecie, w którym przeciwności klasowe były ostrzejsze, przywileje kasty panującej większe, gdzie ludzie żyli w takim strachu jak w Związku Sowieckim. Ja sam nigdy nie musiałem dzielić podobnych cierpień. „Nauka, która pochodzi od tego rodzaju przeżycia – pisze w swoich wspomnieniach Arthur Koestler – pojawia się, kiedy ubierze się ją w słowa odwiecznych prawd: że człowiek to istota realna, a ludzkość to abstrakcja; że ludzi nie można traktować jak liczb w politycznych równaniach, ponieważ zachowują się oni jak znaki «zero» i «nieskończoność», które rujnują wszelkie matematyczne obliczenia; że cel uświęca środki jedynie w bardzo ograniczonym zakresie; że etyka jest nie tylko funkcją użyteczności społecznej, a miłość bliźniego nie jest jedynie drobnomieszczańskim sentymentem, lecz siłą ciążenia, która spaja każdą cywilizację”2. Można by jeszcze dodać: szczęściem jest żyć w takim porządku prawnym, w którym jednakowo traktowane są osoby różniące się od siebie i w którym wolność jednego człowieka daje się pogodzić z wolnością innego. To osiągnięcie cywilizacyjne i tę zasadę, chroniącą nas wzajemnie przed sobą, rozumie każdy, kto żył, choćby krótko, w społeczeństwie niszczonym przez podejrzliwość i przemoc. I za to, że nas to ominęło, powinniśmy być wdzięczni każdego dnia.

Bez pomocy przyjaciół i kolegów zamiar wydania nowej książki nigdy by się nie powiódł. Dziękuję więc Ulrichowi Herbertowi i Joernowi Leonhardowi za wspaniały okres, który mogłem spędzić wiosną 2010 roku we fryburskim FRIAS [Freiburg Institut for Advanced Studies, instytut specjalizujący się w badaniach literatury i historii, przy Uniwersytecie Alberta-Ludwika we Fryburgu – przyp. tłum.]. Miałem wówczas dość czasu, by przemyśleć to, co przeczytałem, i swobodnie pisać. Z kolei Paulowi Gregory’emu dziękuję za zaproszenie na dwutygodniowe warsztaty na Uniwersytecie Stanforda w 2008 roku i umożliwienie dostępu do archiwów Instytutu Hoovera [istniejący od 1919 roku przy Uniwersytecie Stanforda instytut, który gromadzi materiały dotyczące głównie obu wojen światowych – przyp. tłum.]. To on zainspirował mnie do napisania nowej książki o terrorze czasów Stalina. Paul czytał pierwszą wersję mojego rękopisu i jest pomysłodawcą jego przekładu na język angielski. Shiva Baberowski, Adil Dalbai, Laura Elias, Sandra Grether, Laetitia Lenel i Felix Schnell czytali wersję ostatnią, wnieśli propozycje poprawek i podpowiedzieli myśli, na które sam bym nie wpadł. Bez nich ta książka byłaby niewątpliwie książką gorszą. Anastasia Surkov pomogła mi uporządkować przypisy i bibliografię, Katharina Schmitten zestawiła indeks, a Benedikt Vogeler interweniował, kiedy komputer chciał po raz kolejny samowolnie decydować o kształcie tekstu. Sebastian Ullrich sprawował nie tylko opiekę redakcyjną, lecz dawał mi również poczucie, że tworzę coś pożytecznego. Im wszystkim oraz moim współpracownikom dziękuję za dobrą atmosferę i za radość, którą czuję do dziś, kiedy ich spotykam. Lecz życie to nie tylko nauka. Bez miłości byłoby ono pozbawione sensu. Dobrze, że jesteś, Shiva!

 

Tego, czego potrzebowałem z moskiewskich archiwów, nie znalazłbym nigdy bez Andrieja Doronina. Andriej nauczył mnie patrzeć na Rosję swoimi oczyma i za to jestem mu niezmiernie wdzięczny. Przyjaźń, która nas łączy, trwa od dwudziestu lat. Zatem jemu, mojemu przyjacielowi Andriejowi, dedykuję tę książkę z wdzięcznością.

1 Martin Walser, Über das Selbstgespräch. Ein flagranter Versuch, w: tegoż, Ich vertraue. Querfeldein: Reden und Aufsätze, Frankfurt am Main 2000, s. 149.

2 Ein Gott, der keiner war. Arthur Koestler, Ignazio Silone, André Gide, Louis Fischer, Richard Wright, Stephen Spender schildern ihren Weg zum Kommunismus und ihre Abkehr, Zürich 2005, s. 75. Wspomnienia te po raz pierwszy ukazały się w Zurychu w 1950 roku.

I

CZYM BYŁ STALINIZM?

W pierwszym tomie Archipelagu Gułag Aleksander Sołżenicyn opisuje następującą scenę, która rozegrała się w roku 1937, roku Wielkiego Terroru: „Odbywa się (w obwodzie moskiewskim) partyjna konferencja rejonowa. Przewodniczy nowy sekretarz rejkomu; dopiero niedawno objął stanowisko po aresztowanym poprzedniku.

Na zakończenie konferencji poddaje się pod głosowanie pismo do towarzysza Stalina z zapewnieniem wierności. Oczywiście wszyscy wstają (podobnie jak w trakcie konferencji wszyscy zrywali się na równe nogi za każdym razem, gdy z mównicy padało jego nazwisko). W niewielkiej sali grzmią «burzliwe oklaski przekształcające się w owację». Trzy minuty, cztery minuty, pięć minut – oklaski wciąż jeszcze są burzliwe i wciąż przekształcają się w owację. Ale dłonie już bolą. Ale już drętwieją uniesione ręce. Ale już starsi ludzie tracą oddech. Ale już robi się bardzo głupio tym, którzy szczerze uwielbiają Stalina. Tylko że kto pierwszy ośmieli się przestać? Mógłby to zrobić sekretarz rejkomu: stoi na trybunie, dopiero co odczytał tekst orędzia. Ale to świeży człowiek, objął miejsce po aresztowanym, sam się boi! Przecież tu, w sali, stoją i klaszczą enkawudziści. Już oni dobrze patrzą, kto pierwszy przestanie! I oklaski w tej małej, nieznanej sali, oklaski, których wódz nie słyszy, trwają sześć minut! Siedem minut! Osiem minut! Ci ludzie są zgubieni! Straceni! Już nie mogą przestać, póki wszyscy nie zwalą się z pękniętym sercem! Jeszcze tam, w głębi sali, w ciżbie, można próbować małego szachrajstwa, bić oklaski rzadziej, nie tak silnie, nie z takim ferworem – ale w prezydium, na oczach wszystkich obecnych? Dyrektor miejscowej papierni, silny człowiek z dużym poczuciem niezależności, stoi w prezydium i rozumiejąc cały fałsz, całą beznadziejność sytuacji, klaszcze! Dziewiątą minutę! Dziesiątą! Spogląda markotnie na sekretarza rejkomu, ale ten nie śmie zaprzestać klaskania. Opętanie! Zbiorowe! Zerkając na siebie wzajem z resztką nadziei, ale udając zachwyt, kierownicy rejonu będą klaskać aż do upadłego, póki nie zaczną ich stąd dygować na noszach! I nawet wtedy ci, którzy zostali, ani drgną! I oto dyrektor papierni w jedenastej minucie oklasków przybiera rzeczowy wyraz twarzy i siada na swoim krześle za stołem prezydialnym. I – o dziwo! – gdzież podział się ogólny, nieopisany entuzjazm? Wszyscy naraz, z punktu, przerywają oklaski i też siadają. Uratowani! Wiewiórka nagle domyśliła się, jak wyskoczyć z koła!

Jednak właśnie w ten sposób wykrywa się niezależnych. Tej samej nocy dyrektor fabryki zostaje aresztowany. Z łatwością znajdują się – zupełnie inne – powody, żeby dać mu dziesięć lat. Ale gdy już podpisał «206» (protokół zakończenia śledztwa), przesłuchujący upomniał go: – I żebyś nigdy nie był pierwszy do przerywania oklasków!”3.

To, co opisał Sołżenicyn, dla setek tysięcy ludzi w Rosji sowieckiej w roku 1937 było realną rzeczywistością: było życiem w kolektywnym domu szaleńców, w którym mieszkańcy zachowywali się tak, jakby stracili poczucie normalności, jakby spisali na straty wszelkie kontakty społeczne. Każdy mógł w każdym momencie stać się ofiarą terroru ze strony państwa, czy to jako członek stygmatyzowanej grupy społecznej lub etnicznej, czy na skutek denuncjacji albo przypadku, czy tylko dlatego, że dyktatorowi spodobało się trzymać ludzi w lęku i zastraszeniu bądź ich zabijać. W stanie wyjątkowym to, co wcześniej mogło zaistnieć zaledwie w wyobraźni, przybierało kształt realny, a terror oderwał się od przyczyn, które pierwotnie sprowokowały jego użycie. Terror stawał się normą zarówno dla tych, którzy byli u władzy, jak i dla szarych obywateli. W stanie wyjątkowym, wprowadzonym przez dyktatora, rozpadały się systemy zabezpieczenia społeczeństwa, które w normalnych warunkach umożliwiały ochronę przed terrorem i samowolnymi szykanami za strony władcy.

Dla komunistów, marzących o nadejściu nowych czasów, przemoc była instrumentem koniecznym, mającym służyć dyscyplinowaniu i wychowywaniu w nowym duchu nieucywilizowanych mas chłopskich. Dla wielu ofiar przemoc była końcem wszystkiego, ponieważ niszczyła perspektywy na przyszłość, stałość prawa i zaufanie, bez których życie w społeczeństwie nie jest możliwe. W ocenie chłopów z obwodu kalinińskiego, niegdyś twerskiego, opisujących pożałowania godne doświadczenia z organami zbrojnymi sowieckiego państwa w 1930 roku, bolszewizm był „religią nienawiści, zazdrości i wrogości między ludźmi”4. Sformułowanie to streszcza istotę rzeczywistości, której miliony sowieckich obywateli doświadczały na co dzień. W stalinowskiej Rosji ludzie mogli być dowolnie stygmatyzowani, zastraszani i zabijani, jeśli zażądali tego siepacze reżimu. Stalinowski szał niszczenia nie znał granic, nawet sama partia przestała być na koniec miejscem, które dawało schronienie. Partia niszczyła się sama, kiedy czystki lat trzydziestych zmieniły się w krwawy terror. Stalin uruchomił proces tej destrukcji, ponieważ widział w niej najpewniejsze narzędzie ostatecznego i niepodważalnego umocnienia własnej pozycji.

Gdy ustał Wielki Terror, społeczeństwo sowieckie bynajmniej nie zaznało spokoju. W latach drugiej wojny światowej reżim z bezprzykładnym okrucieństwem zwalczał swoich rzekomych wrogów – żołnierzy zmęczonych wojną, dezerterów, uciekinierów i członków narodowych mniejszości, których podejrzewał o paktowanie z niemieckim agresorem. Po wszystkim, co Stalin i jego zausznicy wyrządzili już społeczeństwu, miało ono uzasadnione powody do nieufności. Stalinowscy aparatczycy uczynili z terroru styl rządzenia, bo nie byli sobie w stanie wyobrazić innego porządku, który bez gróźb i zastraszania mógłby zagwarantować posłuszeństwo mas.

W czasie wojny terror przekroczył granice sowieckiego imperium i wkroczył do krajów sąsiadujących ze Związkiem Sowieckim, a zajętych przez Armię Czerwoną. Nieprzeczuwane triumfy święcił jednak przede wszystkim w samej Rosji: władze zamykały w obozach koncentracyjnych żołnierzy i pracowników przymusowych powracających z niemieckiej niewoli, ponownie podjęły też walkę z chłopami i mniejszościami etnicznymi, niszcząc w ten sposób nadzieję na to, że koniec wojny stanie się końcem przemocy. „My wszyscy byliśmy jak króliki – wspomina scenarzysta Walerij Fried – które akceptowały prawo węża do tego, by nas połknął”5. Terror Stalina zmienił miliony ludzi w psychiczne kaleki, ponieważ zmuszał ich do życia w atmosferze podejrzeń i grozy. Porządek społeczny stalinizmu był porządkiem nieustannego terroru. Przetrwać mógł w nim tylko ten, kto przyswoił sobie reguły i techniki przetrwania, na których ów porządek się opierał. Dopiero gdy despota zmarł w marcu 1953 roku, jego następcy zrezygnowali z terroru jako podstawowego narzędzia działania.

Książka ta traktuje o posunięciach stalinizmu, których wspólnym mianownikiem były przemoc i gwałt, oraz o kulturze, która to umożliwiała. Dlatego czytelnik nie znajdzie w niej historii Związku Sowieckiego, lecz historię stalinizmu6. Wiele faktów, które w oczywisty sposób znalazłyby swe miejsce w historii Związku Sowieckiego, tutaj zostało pominiętych. W niewielkim zakresie mówi ona również o komunizmie jako ideologii, ponieważ terror stalinowski wkroczył w życie polityczne i społeczne usprawiedliwiany koniecznością ugruntowania komunistycznych idei i wyobrażeń, lecz z idei tych nie wynikał. Za komunistów uważało się w XX wieku wielu polityków będących u władzy, lecz nie uważali oni, że w związku z tym mają prawo do masowych mordów. Niektóre z reżimów komunistycznych powoływały się na komunizm, lecz nie wszystkie miały charakter terrorystyczny, jak niedawno stwierdził Stéphane Courtois w przedmowie do Czarnej księgi komunizmu7. Porządek stalinowski przeniknięty był wszechobecnym terrorem. Jak to jednak rozumieć? Skąd wziął się ten rodzaj przemocy, który ludzie będący u władzy w wielonarodowym sowieckim imperium stosowali wobec społeczeństwa? I jakie owa przemoc poczyniła spustoszenia? Na takie pytania pragnie dać odpowiedź ta książka8.

Akty terroru stalinowskiego nie wynikły z tekstów czy idei. Doszło do nich w konkretnych miejscach, z których potem rozszerzyły się jak epidemia. Dlatego reżimy komunistyczne były różne. Mimo to wszystkie dotychczasowe próby uchwycenia istoty stalinizmu abstrahowały od warunków społecznych i sytuacji kulturowej, w której zjawisko terroru zyskało swoją formę. Hannah Arendt i Carl J. Friedrich, którzy jako pierwsi zajęli się analizą totalitaryzmu, zauważyli, że dyktatury faszystowskie i komunistyczne XX wieku różnią się od wszelkich innych form władzy autorytarnej i autokratycznej. „Dyktatura totalitarna jest tendencją nowszą, nigdy w przeszłości nie było formy naprawdę jej odpowiadającej”, pisał Friedrich w książce poświęconej dyktaturom nowego typu, która ukazała się bezpośrednio po śmierci Stalina9. Friedrich był równolatkiem dyktatur, których cechy próbował opisać. Kiedy ukazało się jego dzieło na temat dyktatury totalitarnej, proces destalinizacji w Rosji sowieckiej jeszcze się nie rozpoczął. Friedrich nie wiedział więc, że stalinizm się kończy, i opisał go jako dyktaturę typu totalitarnego. Wówczas nie można było jeszcze dostrzec, że – jak napisał we wstępie do wydania niemieckiego – „w Związku Sowieckim albo w systemie totalitarnym coś zasadniczego się zmieniło”10. My wiemy to oczywiście lepiej, lecz nie możemy uczynić z tej wiedzy argumentu przeciwko analizie dyktatury totalitarnej Friedricha.

Dyktatury totalitarne nie były dla Friedricha „tworem statycznym, wyraźnie zarysowanym”. Przeciwnie, uważał on, że są one „poddawane ciągłym zmianom i nie powstają ani z dziejowej konieczności, ani nie muszą na zawsze pozostawać tym, czym były”11. „Należy przypuszczać – pisał Friedrich – że gdyby w Anglii lub Francji wprowadzono dyktaturę komunistyczną, wiele instytucji epoki liberalnej istniałoby w dalszym ciągu przez długi czas”12. Pogląd ten pozostaje jednak w sprzeczności ze wszystkim, co można wyczytać w tekstach Friedricha na temat rzeczywistości dyktatury stalinowskiej. Zarówno Arendt, jak i Friedrich mówili o państwie totalnym, totalnej kontroli i podporządkowaniu, i tym samym potwierdzali przede wszystkim propagandową autokreację władzy faszystowskiej i komunistycznej13.

Przeciwko tej koncepcji dyktatury totalitarnej wytoczono liczne zarzuty, a głównie taki, że zaciera ona różnice między dyktaturą komunistyczną a nazistowską. Zarzuty te jednak były źle uzasadnione, gdyż Friedrich mówił nie o celach, lecz o praktykach władzy totalitarnej14. Pojawiła się również przekonująca krytyka teorii totalitarnej, głosząca, że teoria ta miesza zamiary nowoczesnych dyktatur z ich rzeczywistą praktyką, ponieważ dała się wprowadzić w błąd działaniami autokreacyjnymi władzy, oraz że przekazuje statyczny obraz władzy, a o społeczeństwie ma do powiedzenia tylko tyle, że jest ono bierną ofiarą totalnego państwa. W pracach historycznych na temat narodowego socjalizmu pojawiła się mowa o chaosie urzędów, o słabym dyktatorze i o niszach w obrębie społeczeństwa, które nie podporządkowały się państwu narodowosocjalistycznemu. A poparcie, jakie uzyskali narodowi socjaliści, zdawało się nie być dowodem totalnego opanowania mas przez reżim15.

 

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku teorię totalitaryzmu poddano krytyce także w kompendiach historycznych, których tematem była historia Związku Sowieckiego. Argument, którym próbowano zbić tezę o Rosji jako państwie totalitarnym, głosił, że wprawdzie bolszewicy próbowali nieustannie tworzyć i umacniać wszechpotęgę swego państwa, lecz z niej nie korzystali. Stalinowskie państwo nigdy nie zdobyło całkowitej kontroli nad grupami społecznymi w rosyjskim imperium i nie mogło być mowy o „nawróceniu” obywateli na ideologię bolszewicką, przynajmniej na pewno nie w większych miastach. W narodowosocjalistycznych Niemczech, które w odróżnieniu od Rosji były nowoczesnym społeczeństwem industrialnym, nigdy nie istniała totalna kontrola nad społeczeństwem. Dlatego, zdaniem autorów tych argumentów, trzeba rozstać się z wyobrażeniem Rosji sowieckiej jako państwa totalitarnego16. O wiele istotniejsze jest natomiast opisanie sytuacji społecznej, w której mógł się rozwinąć porządek stalinowski.

Tak zwani „rewizjoniści” chcieli to, co nazywali stalinizmem, rozumieć z perspektywy społeczeństwa, „od dołu”. Co mieli na myśli? Uważali, że trzeba skoncentrować się na tym, co działo się w społeczeństwie, na wsiach, w fabrykach, w komórkach partyjnych, a wtedy się zrozumie, że ambicje kontrolowania społeczeństwa przez państwo rozbijały się o realną rzeczywistość. To, co można nazwać stalinizmem, było w rzeczywistości procesem społecznym, którego władza bolszewicka nie kontrolowała. System stalinowski rozwinął się nie za sprawą woli Stalina i programu bolszewików, lecz wskutek ambicji karierowiczów i tych, którzy czerpali z tego profity, wskutek zazdrości i niezadowolenia denuncjatorów oraz walki o władzę między grupami interesów a rywalizującymi ze sobą komitetami partii. Dlatego stalinizm, twierdzili „rewizjoniści”, nie tylko przyszedł „od dołu”, lecz również oddolnie był wspierany. „Rewizjoniści” odkryli więc Związek Sowiecki, który nie był totalitarny!

Oczywiście nikt nie kwestionuje faktu, że reżim nie sprawował kontroli nad różnymi grupami społecznymi imperium sowieckiego oraz że brakowało komunistów, tajnej policji i pracowników wymiaru sprawiedliwości, żeby kontrolować społeczeństwo. Nikt nie podważa również okoliczności, że gwałt wynikał z lokalnych układów i że regionalni przywódcy partyjni z pospieszną gorliwością dopuszczali się aktów przemocy, by zadowolić przywódcę17. Wielu ludziom rewolucja stalinowska umożliwiła zdobycie awansu, władzy, profitów materialnych oraz poprawę warunków życia, co wiązało ich z reżimem i jego hasłami. Istnieli tak zdeklarowani komuniści, że z własnej inicjatywy egzekwowali to, czego ich przywódcy polityczni nigdy od nich nie wymagali. Nikita Chruszczow, Leonid Breżniew, Aleksiej Kosygin i inni, którzy w latach trzydziestych zdobyli kierownicze pozycje, byli nie tylko umysłami tak zwanej dyktatury mobilizacji. Byli też jej podporami18.

W tym wizerunku charakter dyktatury stalinowskiej rozmywa się i traci rysy. Niektórzy rewizjoniści zaprzeczają całkowicie, że istniała jakaś centralna strategia systematycznego wprowadzania zmian i terroryzowania społeczeństwa w Rosji sowieckiej. Dla nich Stalin i ludzie z jego otoczenia byli trybikami poruszanymi siłą ogólnych procesów, zdolnymi jedynie do reagowania, lecz nie do zdecydowanego działania. Czy można sobie wyobrazić ciąg wielomilionowych mordów jako proces, którym nikt nie kierował i w którym obywatele terroryzowali się sami i dobrowolnie?! Czy masowe mordy, wypędzenia ludności i system obozów pracy przymusowej mogły narodzić się oddolnie? Czy ktoś naprawdę wierzy, że kolektywizacja, rewolucja kulturalna i potworności Wielkiego Terroru wynikały z nadgorliwości komunistów i społecznych konfliktów? Czy nie należałoby też pytać o okoliczności i warunki, które umożliwiły jednym zadawanie gwałtu innym? Na te pytania rewizjonistyczna historia stalinizmu nie dostarczyła zadowalającej odpowiedzi. Przede wszystkim jednak nie powiedziała ona nic istotnego na temat przemocy i jej sprawców. W jej interpretacji również bez Stalina i jego współpracowników wszystko rozegrałoby się tak, jak się rozegrało.

Prymitywizm instytucji i nieobecność dyktatora przy podejmowaniu decyzji na poziomie lokalnym absolutnie nie podważają możliwości podporządkowania terroru kontroli centralnej. Jak inaczej należałoby bowiem rozumieć fakt, że nawet Wielki Terror roku 1937 bez trudu został zakończony prostym wezwaniem Stalina?19. Bez woli przywódców politycznych, by z terroru uczynić metodę działania politycznego, nie da się zrozumieć sytuacji, w której człowiek człowiekowi staje się wilkiem. W tym kontekście trzeba też uwzględnić te wyjaśnienia ideologiczne, które zarówno sprawcom, jak i ofiarom umożliwiały nadanie przemocy sensu, który tę przemoc racjonalizował, a będący codzienną rzeczywistością obłęd czynił możliwym do wytrzymania.

Reżim bolszewicki nie potrafił jednak wprowadzić w życie idei władzy totalnej ani zaprowadzić jej w każdym miejscu wielonarodowego państwa. Bolszewicy uparcie trwali przy jej wprowadzaniu, choć każdego dnia była ona kontrowana20. W tym dążeniu do radykalnej zmiany reguł na linii władza–obywatel i oczyszczania społeczeństwa z wrogów tworzyli oni na nowo sferę publiczną i prywatną i porządkowali ją według nowych praw. Poszukiwanie wrogów, zmuszanie ludzi do ślepego posłuszeństwa, konformizmu, wymuszanie poparcia, budzenie resentymentów oraz tworzenie atmosfery lęku i grozy – wszystko to weszło w skład kultury politycznej, którą można nazwać kulturą stalinowską.

Większość robotników i chłopów nie była komunistami ani „nowymi ludźmi”; nie byli to nawet lojalni poddani. Dlatego z nastaniem nowego porządku bolszewicy nie potrafili zmienić ich w masę sprzyjającą władzy ani wymóc na nich, by dobrowolnie zaakceptowali to, czego władza wymagała teraz od „nowego człowieka”. Żadna deklaracja uznająca nowy porządek, wyrażona oficjalnie czy prywatnie – w dziennikach lub listach – nie padała w okolicznościach wybranych dobrowolnie, lecz w warunkach systematycznie wypaczanej komunikacji. Kto zabierał głos oficjalnie, wiedział, co może i musi powiedzieć, a ten, kto pisał to, o czym sądził, że powinien napisać, czynił to z obawy albo z konieczności nadania bezsensowi jakiegoś sensu. W pewnym momencie dla większości ludzi żyjących w Rosji sowieckiej porządek bolszewicki stał się jedyną przestrzenią komunikacji społecznej. W nim właśnie musieli oni żyć, i to w warunkach, które zostały im narzucone. Nowi przywódcy wchodzili siłą w życie zwykłych obywateli i zmuszali ich, by ci opowiedzieli się za lub przeciwko władzy sowieckiej, oddziałując na nich propagandą, uroczystościami państwowymi, pochodami, kampaniami zmierzającymi do zrewolucjonizowania kultury oraz terrorem i przemocą. Nawet tam, gdzie totalna kontrola nad społeczeństwem pozostawała jeszcze w sferze niezrealizowanych planów, ignorowanie nowej władzy przez społeczeństwo przestało być możliwe. Nawet na krańcach imperium, w jego najbardziej odległych zakątkach, życie bez komunistów w latach trzydziestych XX wieku było nie do wyobrażenia. Stosowanie przemocy i represji jest zrozumiałe dopiero wtedy, gdy pamięta się, iż bolszewicy dążyli do tego, by zmienić ten wielonarodowościowy kraj i uczynić z niego część swojej rzeczywistości.

Siła bolszewików polegała na tym, że w całym kraju mogli zmusić obywateli do tego, by ci posłusznie odpowiadali na ich wezwania. Sowiecki porządek stał się dla milionów ludzi częścią ich własnego świata. Niektórzy historycy wysnuli z tego wniosek, że istnieli obywatele, którzy pracowali nad sobą, by stać się sowieckim podmiotem. Ludzie musieli nie tylko odnaleźć się w nowym porządku i jego regułach, lecz pójść dalej i dobrowolnie zaakceptować założenia, na których porządek ów bazował. Dlatego myśli, którymi się wówczas dzielili, trzeba rozumieć jako ich prawdy na temat życia. Lecz czy naprawdę można sądzić, że sowieccy obywatele mieli jakiś wybór? Dlaczego stosowano tortury? Dlaczego w latach trzydziestych miliony ludzi utrzymywano w przerażeniu i lęku, zamykano w obozach i odcinano od informacji? Dlaczego w końcu mordowano komunistów, jeśli ci „pracowali nad sobą”, by stawać się „nowymi, sowieckimi ludźmi”? Na te pytania teoria, która pomniejsza rolę dyktatury i znaczenie stworzonego przez nią świata, nie daje odpowiedzi. Rzec można, iż naród sowiecki nie dał impulsu stalinowskiej rzeczywistości i związanym z nią wydarzeniom, lecz stawał się multiplikatorem władzy w ten sposób, że posłusznie reagował na żądania stawiane pod swoim adresem. Ludzie nie mieli wyboru: musieli uczyć się żyć w warunkach dyktatury i akceptować kłamstwo jako część życia. „Podstawowym doświadczeniem ludzkiej wspólnoty, która politycznie realizuje się w warunkach władzy totalitarnej, jest poczucie opuszczenia”, stwierdziła Hannah Arendt21.