Oficerowie i dżentelmeniTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Motto

Zamiast wstępu

Rozdział I. Organizacja i uzbrojenie kawalerii, czyli o tym, po co ułanom lanca – rzecz, którą trzeba koniecznie przeczytać

Rozdział II. Elementy tradycji kawalerii, czyli czym, i dlaczego, różni się ułan od szwoleżera i strzelca konnego

Rozdział III. Awstryjcy i prawosławni, czyli co to jest sadzawka und warum Kavallerie?

Rozdział IV. Żurawiejki, cuk, balotaż i... stukułka, czyli o szacunku dla tradycji, szlifowaniu charakterów i niebezpiecznych zabawach

Rozdział V. Na służbie, czyli jak leczyć kaca i dlaczego na 5 rano

Rozdział VI. Sport i zabawa, czyli co robi kawalerzysta, gdy nie walczy i nie jest na służbie

Rozdział VII. Śluby, sprawy honorowe i... pogrzeby, czyli specjalne pistolety Wieniawy

Rozdział VIII. Koń, koniak i kobiety, czyli kawaleryjski sznyt

Zakończenie. „Hej, hej ułani, malowane dzieci...”

Przypisy

Bibliografia

Redakcja: TADEUSZ ZAWADZKI

Współpraca redakcyjna i korekta: JOLANTA WIERZCHOWSKA

Projekt graficzny okładki: ANNA DAMASIEWICZ

Projekt graficzny: TERESA OLESZCZUK

DTP, mapy: TADEUSZ ZAWADZKI

Copyright © 2010, 2011 by Piotr Jaźwiński

Copyright © 2010, 2011 by Tetragon sp. z o.o.

Fotografie na okładce © NAC

Zdjęcie górne: bal 1 Pułku Ułanów Krechowieckich w Hotelu Europejskim w Warszawie;

zdjęcia dolne: Święto Kawalerii w Krakowie z okazji 250 rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaden fragment nie może być publikowany ani reprodukowany bez pisemnej zgody wydawcy.

ISBN 978-83-63374-74-7

Wydawnictwo Tetragon Sp. z o.o.

kontakt@tetragon.com.pl www.tetragon.com.pl

Konwersja: eLitera s.c.


Orkiestra 11 Pułku Ułanów przed defiladą na Polu Mokotowskim, VI 1937 (CAW)

Pamięci

Pana profesora Pawła Wieczorkiewicza

Zamiast wstępu

Według mego dziadka, Pan Bóg najpierw stworzył Polskę, Napoleona, Pułk Szwoleżerów Gwardii, Virtuti Militari i Marszałka Piłsudskiego[1]. Tak rozpoczyna swoje wspomnienia profesor Janusz Zawodny i trzeba bezstronnie przyznać, że coś w tym jest. Wszak cały ten niezwykle złożony proces stworzenia tak naprawdę dotyczył jednej z najważniejszych rzeczy, czyli Kawalerii Polskiej. Bo to przecież polska kawaleria stała się sławna na całym świecie dzięki wojnom epoki napoleońskiej i samemu Napoleonowi, który wydobył z otchłani niepamięci polską jazdę tworząc pułki szwoleżerów, ułanów i strzelców konnych, które później tak wspaniale spisały się na polach bitew w całej Europie, a także zapisały piękną kartę w powstaniu listopadowym.

Reaktywował Wojsko Polskie, a co za tym idzie i kawalerię, Marszałek Piłsudski i to pod jego komendą szły w bój w latach 1919–1920 odnowione pułki szwoleżerów i ułanów. Miał więc pewno dużo racji dziadek autora wspomnień, zresztą jak było, tak było, ze starszymi sprzeczać się nie należy.

A tak już na poważnie, to któż nie zna, a przynajmniej choć raz nie słyszał tych kilku słów:

Prawda to od wieków znana,

Nie masz pana nad ułana.


Naczelnik Państwa i Naczelny Wódz, Marszałek Józef Piłsudski

na zawodach konnych oficerów artylerii konnej. Warszawa, 1921. (CAW)

Tak brzmi jedna z najbardziej znanych żurawiejek kawaleryjskich z okresu II Rzeczpospolitej. Tę i inne (w sumie około czterystu) żurawiejki, niektórzy puryści językowi z uporem godnym lepszej sprawy nazywają przyśpiewkami kawaleryjskimi. W tych kilku zaledwie słowach ulotnego wierszyka zawarty jest stosunek nie tylko kawalerzystów do swej broni, ale stosunek wszystkich Polaków do kawalerii. Pisał o tym zjawisku płk dypl. Aleksander Pragłowski, były dowódca 17 Pułku Ułanów Wielkopolskich im. Króla Bolesława Chrobrego:

Nie chcąc w niczym ujmować innym broniom, stwierdzam, że kawaleria zajmowała w Polsce od wieków stanowisko uprzywilejowane, które przetrwało dłużej niż usprawiedliwiał to rozwój nowoczesnej techniki. [...] Prawdą jest, że nasza jazda była symbolem narodowej mentalności miłującej narodowe tradycje i przejętej duchem romantyzmu[2].

Jak więc widzimy kawalerię my „późni wnukowie i prawnukowie” i co nam zostało z prawdziwej wiedzy naszych przodków o szwoleżerach, ułanach i strzelcach konnych?

Kawaleria polska to w powszechnym mniemaniu przede wszystkim ułani – „malowane dzieci” (zwłaszcza jazłowieccy z racji powszechnej znajomości jednej z żurawiejek pułku – tej o dziewczynie, kiecce i ułanie), nieco rzadziej szwoleżerowie, których kojarzy się najczęściej z epoką napoleońską (szwoleżerowie Gwardii Cesarskiej), a już zupełnie gdzieś daleko, prawie na linii horyzontu, znajdują się strzelcy konni. Warto, moim zdaniem, przyjrzeć się z bliska tej „powszechnej” wiedzy o kawalerii II Rzeczpospolitej.

Kawalerzysta, to oczywiście ułan. Oficerowie zaś to weseli i beztroscy utracjusze, bardzo męscy i przystojni, spędzający czas na rautach i balach, w gronie pięknych kobiet. Każdy z nich miał oczywiście tęgą głowę i żelazną kondycję, potrafił więc pić i hulać całą noc, a nawet dwie i trzy, jak miał taką fantazję. Każdy oficer pochodził z bogatej, szlachecko-ziemiańskiej rodziny, nierzadko nawet utytułowanej, dochody miał wysokie, bo to i pensja niemała, i z innych źródeł płynęły pieniądze, żył więc beztrosko i na wysokiej stopie.


Szwoleżer. Pocztówka z okresu międzywojennego. (CAW)

Cechowała kawalerzystów ułańska fantazja, która przejawiała się na przykład tym, że zdarzało się im wjeżdżać konno na sale balowe i do eleganckich restauracji czy lokali. Koronnym dowodem jest znany wyczyn najsłynniejszego ułana II Rzeczpospolitej, generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego, który miał wjechać konno po schodach na piętro do „Adrii”. Powszechnej uwadze umknął fakt, że żaden koń nie zmieściłby się w drzwi owego lokalu – o klatce schodowej nie wspomnę (wąska i kręta) – oraz to, że Wieniawa-Długoszowski był nazywany generałem nie ułanów, lecz szwoleżerów. „Wiadomo” również, że oficerowie, a już oficerowie kawalerii w szczególności, byli najbardziej uprzywilejowaną i nierzadko stojącą ponad prawem grupą zawodową w międzywojennej Polsce. To, co dziś powszechnie uważane jest za przejaw „kawaleryjskiego fasonu”, tak było określane przez prawdziwych kawalerzystów:

Jeżeli chodzi o fason kawaleryjski, to on nie polega na ilości wypitego trunku, ani też na jakiejś awanturze wywołanej przez alkohol. Przeciwnie, stanowić o nim będzie poprawne i eleganckie zachowanie się, te zalety, które cechowały prawdziwego rycerza, umiejętność bycia pierwszym w boju i pierwszym w salonie[3].

Przytaczam ten fragment, by choć w małym stopniu dać komentarz do tych wszystkich stereotypów, o których do tej pory napisałem. Zresztą ową „powszechną wiedzę” przytaczam celowo, aby na jej tle pokazać, że kawalerzyści cieszyli się i nadal cieszą wielką narodową sympatią.

I to pomimo wszystkich prób zniesławiania kawalerii, umniejszania jej roli jako rodzaju broni, czy w końcu przedstawiania jako kompletnego, żałosnego anachronizmu.

Zwłaszcza po II wojnie światowej kawaleria polska przez długi okres miała bardzo złą prasę.

Nie próbowano negować bohaterskiej wręcz heroicznej postawy kawalerii w kampanii wrześniowej 1939 roku, lecz zawężano ją do szeregowych żołnierzy, nieco rzadziej do podoficerów. Szczególną niechęcią darzono korpus oficerski kawalerii przedstawiając go w bardzo złym świetle. To oni mieli być winni klęski, to oni ponosili winę za przegrane potyczki i bitwy, to ich zachowawcza i konserwatywna postawa sprawiła, że oddziały kawalerii nie były w pełni wykorzystane, to im – oficerom – przypisywano winę za niedostateczne przygotowanie szwadronów, pułków czy brygad do działań wojennych. Znane są takie dzieła filmowe poświęcone kawalerii, jak na przykład „Lotna”. Tak o całym zasygnalizowanym wyżej problemie pisał w swych wspomnieniach oficer 3 Pułku Strzelców Konnych, porucznik Zdzisław Janota-Bzowski:

 

Na temat kawalerii w armii polskiej narosły po wojnie legendy, równie nieprawdziwe jak prawdopodobnie przesadzone były niekiedy legendy o jej działaniach w przeszłości. Taki nieprawdziwy obraz szerzył między innymi film „Lotna”, gdzie pokazano kawalerzystów galopujących z lancami w ataku na czołgi. Twórcy tego filmu i autor powieści Wojciech Żukrowski – sam były artylerzysta konny – wypaczyli obraz rzeczywistości. Nie byli zresztą wyjątkami wśród wielu szerzących także na inne tematy półprawdy i ćwierćprawdy dotyczące międzywojennej Polski[4].

Skąd się wzięła ta „czarna legenda” kawalerii polskiej, skąd wziął się ten mit o konnych szarżach na czołgi? Częściową odpowiedź na to pytanie można znaleźć w krótkiej notatce redakcyjnej w numerze 107 londyńskiego „Podolaka” z roku 1986:

We wspomnieniach generała Guderiana znalazł się ustęp treści następującej: „Nie znając budowy ani działania naszych czołgów, polska Brygada Pomorska Kawalerii zaatakowała je białą bronią, ponosząc straszliwe straty”.

Zgodnie z prawdą pierwszego września dwa szwadrony 18 pułku ułanów dokonały w rejonie Chojnic szarży na 20. dywizję piechoty, ale wycofały się wobec bezsensu walki, gdy w toku jej zjawiły się niemieckie wozy pancerne i otworzyły ogień z broni maszynowej.

Wbrew kłamliwym twierdzeniom generała Guderiana Polacy znali czołgi i umieli z nimi walczyć, świadczą o tym boje Wołyńskiej Brygady Kawalerii, która 1 września pod Mokrą potrafiła zatrzymać 4. niemiecką dywizję pancerną, przy czym proporcja sił była taka:

Niemcy – 16 000 ludzi, 50 dział, 48 dział ppanc., 342 czołgi;

Polacy – 7000 ludzi, 12 dział, 16 dział ppanc., 12 tankietek i pociąg pancerny.

Tu też nie było żadnych szarż kawalerii na czołgi, skoro zgodnie z ogólną instrukcją walki, jednostki kawaleryjskie walczyły spieszone. Generał Guderian nie czytał naszej historii pułkowej, a szkoda![5].


Odbierający defiladę 1 Pułku Ułanów Krechowieckich z okazji dziesięciolecia pułku, 1925 (CAW)

Skąd więc mimo oczywistych faktów tyle niechęci do kawalerzystów, skąd ciągłe próby dyskredytowania ich wartości nie tylko bojowych, ale i moralnych? Dlaczego tak bardzo drażnili i irytowali różnej maści „specjalistów” od prawdy obiektywnej?

Niech odpowiedzą sami kawalerzyści. Cytowany wcześniej Zdzisław Janota-Bzowski tak pisał o służbie w kawalerii:

[...] Nie ulega wątpliwości, że służba w kawalerii nie pozbawiona była blichtru, który wielu irytował i irytuje do dziś. Narzucała także nieco snobistyczny styl zachowania i przestrzegała przesadnej może dbałości o wygląd zewnętrzny. Ale uczyła także postaw, których służba w innych formacjach – poza lotnictwem – nie wpajała w tym stopniu. Wmawiało się kawalerzyście, że nie istnieją dla niego żadne trudności, bo wszystkie jest w stanie pokonać. Nie pokrywało się to oczywiście w pełni z prawdą, ale formowało psychikę żołnierzy i oficerów służących w konnym pułku[6].

I to właśnie „konny pułk” i jego korpus oficerski jest w centrum naszych zainteresowań.

To o panujących w nim zwyczajach, o jego tradycji – tej historycznej i koturnowej, ale i o tej, którą tworzyły potrzeby zwykłego dnia służby – o tym wszystkim chciałbym opowiedzieć. Chciałbym również przynajmniej spróbować odpowiedzieć na pytanie: cóż takiego szczególnego było w kawalerii II Rzeczpospolitej, że do jej zwyczajów i tradycji ciągle powracają kolejne pokolenia Polaków. Czy to tylko kwestia narodowego charakteru, czy może czegoś więcej?

Co spowodowało, że ciągle pamiętamy o kawalerii, o szwoleżerach, ułanach i strzelcach konnych? Spróbuję odpowiedzieć na te pytania dotyczące kawalerii II Rzeczpospolitej, a właściwie jej korpusu oficerskiego, jednak od razu muszę zastrzec, że moim celem nie jest pokazanie go w heroicznej pozie. Wydaje się, że nie w tym tkwiła siła kawalerii, bo choć znana jest jej postawa w czasie działań wojennych, to jednak zanim nadszedł ów czas próby, trzeba się było dobrze przygotować. Pułki kawalerii spełniły swój obowiązek na polu walki. Wykazały się niebywałą spoistością i siłą wytrwania. Rozproszone łączyły się ponownie, by natychmiast stanąć do walki jako zwarte jednostki. Ktoś musiał być głównym animatorem tych zdarzeń, ktoś musiał przygotować szwoleżerów, ułanów, strzelców konnych do radzenia sobie w trudnych sytuacjach bez względu na przeciwności, ktoś musiał nauczyć żołnierzy samodzielności. Śmiało można powiedzieć, że tym „kimś” był korpus oficerski pułków kawalerii, wychowany i kultywujący tradycje wielkich wydarzeń z historii narodowej: epoki napoleońskiej, Księstwa Warszawskiego, a później Królestwa Kongresowego i powstania listopadowego, które legły u podstaw Historycznej Tradycji Kawalerii II Rzeczpospolitej.

Myliłby się jednak ten, kto uważałby, że tylko ta wielka koturnowa tradycja obecna była w każdym pułku. Istniały tradycje i zwyczaje charakterystyczne dla każdego z czterdziestu pułków jazdy. Niektóre były podobne i stosowane wszędzie, inne charakteryzowały ten jeden jedyny pułk. Każdy oficer pułku miał obowiązek być strażnikiem tej odrębności, miał obowiązek nauczyć swych podkomendnych, że oto spotkał ich niebywały zaszczyt służenia w jedynym, niepowtarzalnym i zdecydowanie najlepszym pułku w całej armii. W jaki sposób tego dokonywał i jakim musiał być człowiekiem, jak musiał podchodzić do swych obowiązków każdy, kto zdecydował się na wstąpienie do korpusu oficerów kawalerii, o tym także chcę napisać. Będę się starał również pokazać drogę dochodzenia do stopnia oficerskiego, choć może nieco przewrotnie, bo poprzez obyczaje panujące w Grudziądzkiej Szkole Kawalerii.

Wspomnieć pragnę o literaturze narodowej, która, jak to dobitnie podkreślają wszyscy autorzy wspomnień, poprzez swe wybitne dzieła wywarła na nich wielki wpływ, będąc nierzadko swego rodzaju siłą, która popchnęła przyszłych kandydatów na oficerów kawalerii w tym właśnie kierunku. Przede wszystkim jednak pragnę pokazać zwyczajną trudną służbę, koszarową codzienność, daleką od powszechnie przyjętych wyobrażeń. Oczywiście będą też bale, rauty, będzie szampańska zabawa, ale będą też warunki bytowe i finansowe, które zwłaszcza w przypadku młodych oficerów zupełnie nie przystają do obiegowych opinii. O szarej codzienności, o obowiązkach i obyczajach nie tylko od święta, zamierzam także napisać.

Literatura źródłowa to przede wszystkim wspomnienia byłych oficerów kawalerii. Jedną z fundamentalnych pozycji jest pamiętnik porucznika 13 Pułku Ułanów Wileńskich Grzegorza Cydzika obejmujący lata 1932–1938 pełen opisów życia codziennego młodego oficera, czasu służby, także tego, co działo się poza służbą, a co jej bezpośrednio nie dotyczyło (na przykład bardzo szczegółowy opis sytuacji materialnej młodych podporuczników i poruczników).


Rtm. Franciszek Skibiński (CAW)

Doskonały jest pamiętnik generała Franciszka Skibińskiego zatytułowany Ułańska młodość 1917–1939, o którym sam autor napisał we wstępie, że zamierza naśladować tego pamiętnikarza, którego nazwiska ani nawet narodowości nie udało mi się przypomnieć, a który rozpoczął swoje menuary od zapowiedzi: – Nie chwalę, nie ganię, opowiadam[7]. I to jak wspaniale opowiada. Oprócz wspomnień wojennych z lat 1917–1920 pamiętnik obejmuje całe dwudziestolecie międzywojenne, a jest o tyleż ciekawy, że autor przeszedł drogę od zwykłego ułana w 1 Pułku Ułanów Krechowieckich w korpusie generała Józefa Dowbora-Muśnickiego, aż do stopnia majora i stanowiska szefa sztabu pancerno-motorowej 10 Brygady Kawalerii, z którą rozpoczął we wrześniu 1939 roku odyseję po różnych frontach drugiej wojny światowej. Trzecim niezwykle ważnym pamiętnikiem są Nieśmiertelni. Wspomnienia ze służby ułańskiej pióra Leona Będkowskiego, w części pierwszej opisujące lata nauki w Oficerskiej Szkole Kawalerii w Grudziądzu, a później służbę w 12 Pułku Ułanów Podolskich.

Z dwóch następnych pozycji jedna, wspomnienia oficera 2 Pułku Ułanów Grochowskich porucznika Tadeusza Rószkiewicza pod tytułem Szable w dłoń zbliżona jest charakterem do pamiętników Grzegorza Cydzika, choć autor bardziej się skupia na sprawach służbowych i tym, co działo się w pułku, sprawy bytowe (poza finansami) traktuje dość pobieżnie. Autor następnych wspomnień noszących tytuł Obowiązek uciekać Witold Milewski w pierwszej części opisuje swoją naukę w grudziądzkiej szkole i późniejszą służbę w 3 Pułku Ułanów Śląskich. Ważne są, a to ze względu na zajmowaną pozycję autora, Wspomnienia z lat dowodzenia generała Fryderyka Mallego, dowódcy 27 Pułku Ułanów im. Króla Stefana Batorego, obejmujące lata 1929–1937. Wspomnienia te umieszczone zostały w ukazującym się w Londynie „Przeglądzie Kawalerii i Broni Pancernej”. Tak na marginesie, w piśmie tym ukazało się wiele krótkich relacji i wspomnień kawalerzystów. Wspomnienia te dotyczą nie tylko pułków ułańskich, lecz także strzelców konnych.

Pozycją mówiącą obszerniej o tej ostatniej formacji są wspomnienia Zdzisława Janoty-Bzowskiego z 3 Pułku Strzelców Konnych noszące tytuł Z notatnika konnego strzelca 1932–1945. O obyczajach i codzienności w artylerii konnej traktują wspomnienia oficera z 11 Dywizjonu Artylerii Konnej (11 dak) Ignacego Bukowskiego, a o mieszczącej się w Grudziądzu Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii, fragmenty wspomnień Jerzego Tymińskiego noszące tytuł Pisane o zmierzchu. Dokładny spis pozycji źródłowych zamieszczam w bibliografii. W ostatnich latach ukazało się w kraju wiele pozycji monograficznych traktujących o poszczególnych pułkach kawalerii II Rzeczpospolitej. Pozycje te również umieszczone zostały w bibliografii.


Lance były przedmiotem sporu wśród kawalerzystów (CAW)

ROZDZIAŁ I

Organizacja i uzbrojenie kawalerii

czyli o tym, po co ułanom lanca – rzecz, którą trzeba koniecznie przeczytać

Po zakończenia wojny polsko-sowieckiej przez niemal całe dwudziestolecie międzywojenne toczyła się dyskusja nad organizacją, uzbrojeniem i użyciem kawalerii, a także jej rolą w przyszłej wojnie. Pierwsza wojna światowa i toczące się w późniejszym okresie lokalne konflikty (np. wojna polsko-sowiecka) nie dostarczyły wystarczająco dużo doświadczenia, aby na jego podstawie stworzyć jedną, niepodważalną doktrynę, która ostatecznie przesądziłaby o kształcie organizacyjnym wielkiej jednostki kawalerii. W armii polskiej wypracowanie jednolitego stanowiska było tym trudniejsze, że korpus oficerski pochodził z trzech różnych armii; rosyjskiej, austriackiej i – co prawda w niewielkim stopniu – także z niemieckiej. Do tego dochodziła mała grupa oficerów przybyłych do kraju z armią generała Hallera. Wszyscy ci, wywodzący się z różnych armii, oficerowie, przedstawiali sobą różne poglądy i szkoły, różne podejście do sztuki wojennej, mieli własne nierzadko bogate doświadczenie wojenne, ale z racji różnic w poglądach było bardzo trudno o wypracowanie jednej spójnej doktryny.

W zasadzie wzorowano się na doktrynie francuskiej, którą wyłożył pułkownik Barbe[8]. Postulował on uzbrojenie kawalerii w lekką broń automatyczną (rkm i lkm), ckm, a także w nowoczesne środki łączności (radiostacje). Kawaleria walczy w szyku pieszym dzięki przyswojeniu sobie metod i technik walk piechoty, nie tracąc nic ze swego rozmachu i szybkości. Według pułkownika Barbe wymaga to tylko lepszego przygotowania i udoskonalenia procesu spieszania się, lepszej organizacji łączności czy też zaopatrzenia. Wielkim jednostkom kawalerii (brygadom bądź dywizjom – a nawet korpusom) należy przydzielać znaczne środki pomocnicze takie jak: artylerię lekką i ciężką, czołgi, środki obrony przeciwpancernej i przeciwlotniczej oraz wspierające oddziały piechoty. Podczas wykonywania manewru kawaleria wykorzystuje swą ruchliwość i szybkość, w walce dąży do posiadania przewagi ogniowej. W każdej zaś sytuacji stara się osiągnąć zaskoczenie przeciwnika. Związane z tymi założeniami zadania kawalerii to:

 

1. Rozpoznanie sił przeciwnika;

2. Przenikanie przez luki w linii frontu, atak z flanki na skrzydła ugrupowania przeciwnika, czy też po przeniknięciu przez jego linię obrony, atak od tyłu;

3. Pozostawanie w dyspozycji dowódcy armii (frontu) jako jego rezerwa taktyczna bądź strategiczna.

Tyle doktryna francuska. W Polsce w 1924 roku tak pisał o organizacji wielkich jednostek kawalerii generał Juliusz Rómmel: Musi być ona na tyle silna i zaopatrzona w środki pomocnicze, aby nie ulec rozbiciu i móc walczyć samodzielnie aż do nadejścia własnej piechoty. 3-y pułkowa brygada tego zadania nie jest w możności wypełnić. [...] Jedynie 6-cio pułkowa dywizja będzie mogła, znajdując się o dwa dni marszu przed jednostkami piechoty, wypełnić to zadanie[9]. W tej koncepcji wielka jednostka kawalerii, w tym przypadku dywizja, ma za zadanie przeniknięcie przez lukę w obronie nieprzyjaciela i związanie go walką aż do czasu nadejścia własnej piechoty, która dokona trwałego przełamania obrony. Kawaleria przygotowuje więc niejako korytarz, w który wejdą siły zasadnicze złożone z dywizji piechoty. Aby dywizja kawalerii była zdolna do tego typu działań autor postuluje następujące uzbrojenie i wyposażenie:

Co do uzbrojenia – kawaleria, poza dobrymi, wytrzymałymi, wciągniętymi w marsze różnymi tempami koni, musi posiadać potężne środki ognia, a więc: dobry karabin, karabiny maszynowe ręczne i ciężkie, doskonałą i ruchliwą artylerię konną, samochody pancerne i lekkiego typu kawaleryjskie czołgi. Należy postawić jednak tu jeden warunek: wszystkie te środki ogniowe muszą być tak samo ruchliwe jak i kawaleria, bo tylko na szybkości przenoszenia się z miejsca na miejsce i na ruchliwości polega użycie kawalerii[10].

Warto zapamiętać te postulaty, zwłaszcza dotyczące uzbrojenia, ponieważ jak zobaczymy dalej, przez cały czas trwania dyskusji, nie tylko w latach dwudziestych, sprawa siły ogniowej kawalerii, jej znacznego wzmocnienia ilościowego i jakościowego miała pierwszorzędne znaczenie.


Defilada kawalerii. Warszawa, 1937. (MWP)

W połowie lat dwudziestych jednym z najważniejszych środków ogniowych dla kawalerii miał być ciężki karabin maszynowy, bez którego nie ma ona możliwości wypełniania wielu swych zadań. Zaczęto również dostrzegać zagrożenie, jakim dla kawalerii stało się lotnictwo. Sugerowano więc nie tylko zwiększenie ilości ciężkich karabinów maszynowych „w pułkach kawalerii do 16 km”, lecz także:

[...] stworzenie w każdym pułku specjalnego plutonu dla obrony przeciw-lotniczej. Karabiny maszynowe tego plutonu winny być umieszczone na wózkach i stale przygotowane dzięki odpowiednim urządzeniom do ostrzeliwania płatowców.

W związku z tym, szwadron km liczyłby cztery plutony, z których trzy na taczankach (względnie jeden w jukach) przeznaczone do walki na ziemi, czwarty zaś do obrony plot.

Posiadając tą ilość karabinów maszynowych, miałby dowódca pułku tym samym możliwość dodania każdemu ze szwadronów liniowych co najmniej drużyny km, zachowując jeszcze w swym ręku pewną ich ilość, którą może dowolnie dysponować, będąc zarazem zabezpieczonym od ataków lotników[11].

Z przytoczonego fragmentu widać wyraźnie, że już w połowie lat dwudziestych zdawano sobie sprawę z zagrożenie, jakie niosło z sobą lotnictwo, jednak opierając się na znajomości sprzętu lotniczego będącego wówczas na wyposażeniu potencjalnych przeciwników, uważano ciężki karabin maszynowy za broń całkowicie wystarczającą do ochrony przed zagrożeniem z powietrza. Godny odnotowania jest nacisk, jaki kładziono na gotowość do natychmiastowego użycia owych środków obrony przeciwlotniczej, a także to, że nie wspomina się w ogóle o działach (działkach) przeciwlotniczych prawdopodobnie uznając je za zbyt mało mobilne i za ciężkie dla kawalerii.

Rok 1927 przynosi trzy projekty organizacji wielkich jednostek kawalerii. Generał Aureli Serda-Teodorski proponował, by dywizja kawalerii miała następującą strukturę:[12]

• Kwatera Główna z plutonem łączności;

• Kawaleria: 3 brygady kawalerii po 2 pułki (razem 6 pułków);

• Artyleria: 1 brygada – 1 pułk artylerii konnej (3 dywizjony po 3 baterie armat każdy);

– 1 dywizjon haubic konnych po 3 baterie;

– 1 bateria plot. po 3 plutony;

• Piechota: 1 pułk w składzie 3 dywizjonów, każdy dywizjon po 2 szwadrony (razem 6 szwadronów);

– 1 dywizjon ckm (48 ckm);

• Lotnictwo: specjalne, towarzyszące kawalerii 10 samolotów;

– 24 półgąsienicowe samochody pancerne typu Citroën-Kegresse podzielone na 6 plutonów, przy czym w każdym plutonie 1 samochód pancerny uzbrojony w armatkę 37 mm. Do tego dochodziły służby:

– służba uzbrojenia z parkiem amunicyjnym,

– służba saperska; 6 plutonów saperów (pionierów) wraz z parkiem saperskim,

– służba weterynaryjna ze szpitalem dla koni,

– służba samochodowa z warsztatem technicznym,

– intendentura i tabory.

Powyższy projekt opatrzony był adnotacją mówiącą, że wymienione w nim wyposażenie DK będzie dla potrzeb frontu zachodniego wzmocnione artylerią dalekonośną, większą ilością piechoty, ciężkimi karabinami maszynowymi na motocyklach, i sprzętem towarzyszącym piechocie[13].

I tu mała dygresja. Otóż w polskich założeniach strategicznych istniało pojęcie dwóch teatrów działań wojennych. Zachodni teatr obejmował obszar działań w przypadku wojny z Niemcami i charakteryzował się dobrze rozbudowaną siecią dróg i linii kolejowych, poważnie ograniczał też zasięg operacyjnego zaskoczenia. Działania na tym obszarze preferowały siłę ognia, w mniejszym stopniu zaś ruchliwość oddziałów. Stąd owa adnotacja w projekcie generała Aurelego Serdy-Teodorskiego.

Na wschodzie słabo rozwinięta sieć komunikacyjna jak również wiele naturalnych przeszkód terenowych (Prypeć z dopływami, bagna poleskie) stanowiły dogodny obszar działań obronnych niejako wymuszając kierunki natarcia przeciwnika. Stąd duże możliwości działań manewrowych, zwłaszcza dużych jednostek kawalerii.

Rozwinięciem pierwszego projektu jest postulat organizacji dywizji kawalerii zgłoszony przez porucznika 8 Pułku Ułanów Zygmunta Powałę-Dzieślewskiego[14]. Według niego na dywizję kawalerii składałyby się: 2 lub 3 brygady każda licząca po 2–3 pułki, 1 pułk artylerii konnej (3 dywizjony, z których dwa to dywizjony bezpośredniego wsparcia, a trzeci przeznaczony do działań ogólnych). Dywizjony pułku albo wszystkie 2-bateryjne, bądź 2 bezpośredniego wsparcia 3-bateryjne, a trzeci 2-bateryjny. W skład pułku artylerii konnej wchodziłby też liczący trzy drużyny pluton obrony przeciw lotniczej.

Dywizja kawalerii posiadałaby również 1 lub 2 szwadrony ckm, szwadron pionierów (z plutonem chemicznym, szwadron łączności, 1–2 szwadrony samochodów pancernych (Citroën-Kegresse). Czasowo – w zależności od zadań i terenu w jakim dywizji przyszłoby działać – przydzielane by były następujące oddziały: dodatkowy szwadron wozów pancernych, kolarze, batalion strzelców lub ckm przewożone na samochodach ciężarowych. Projekt przewidywał również przynajmniej jedną eskadrę lotniczą (rozpoznawczą).


Patrol motocyklistów z 10 BK. Na przyczepce zainstalowany rkm. (NAC)

Brygada kawalerii (według projektu niesamodzielna) składałaby się z 2–3 pułków kawalerii, do których dochodziłyby oddziały przydzielone (np. samochodów pancernych, dywizjony artylerii konnej, plutony pionierów, kompanie kolarzy itp.).

Pułk kawalerii to: drużyna dowódcy pułku, szwadron ckm (2–3 plutony na taczankach) plus jeden 2-drużynowy pluton lekkich moździerzy (4–6 sztuk), jeden pluton przeciwlotniczy (2 km lub działka nadające się także do zwalczania celów naziemnych), plutony łączności i pionierów oraz 2 dywizjony liniowe kawalerii (4 szwadrony).

Wspomniany wyżej dywizjon kawalerii to 2 szwadrony liniowe z plutonem ckm (4 sztuki). W zależności od potrzeb przydzielanoby samochody pancerne, dodatkowe ckm, artyleria towarzysząca, kolarze itp.

Trzeci projekt jest autorstwa majora Aleksandra Pragłowskiego[15]. Autor postuluje utworzenie 4-pułkowych dywizji (brygad) kawalerii w składzie:

• Dowódca (sztab);

• Kawaleria: dowódca kawalerii (brygadier) – 4 pułki kawalerii;

• Artyleria: dowódca artylerii (dowódca pułku), 2 dywizjony artylerii konnej po 3 baterie, w każdej baterii 3 działa;

• Piechota: batalion strzelców przewożonych na furmankach.

Do tego dochodzą oddziały wprost podległe dywizji kawalerii: szwadron ckm, szwadron samochodów pancernych, szwadron pionierów, kompania łączności.

Projekt ten wydaje się najbardziej zbliżony do rzeczywistych możliwości państwa i sił zbrojnych, choć w zestawieniu z dwoma poprzednimi sprawia wrażenie bardzo okrojonego.

Można odnieść wrażenie, że zarówno projekt generała Aurelego Serdy-Teodorskiego i późniejsze jego rozwinięcie dokonane przez porucznika Zygmunta Powałę-Dzieślewskiego powstały jako odpowiedź na wymogi zachodniego teatru działań. Stąd duży nacisk położony na siłę ognia i liczebność siły żywej samej wielkiej jednostki. Dywizje tego typu bardziej nadają się do działań zaporowych niż do szybkiego manewru, bardziej też są zależne od rozwiniętej infrastruktury komunikacyjnej. Projekt majora Pragłowskiego, dywizji lekkiej, a właściwie brygady, sugeruje użycie tej jednostki na wschodnim teatrze działań. Można domniemywać, że stopień nasycenia technicznymi środkami brygady jest raczej niewielki, skoro nawet piechota jest przewożona na furmankach, a nie samochodami, jak w poprzednim projekcie. Stworzona według tego projektu wielka jednostka kawalerii w mniejszym stopniu jest zależna od sieci komunikacyjnej drogowej i kolejowej.

Dyskusje i polemiki wokół organizacji i wzmocnienia kawalerii toczyły się także w latach trzydziestych, przy czym wzbogacone zostały o nowy element, a mianowicie problem motoryzacji. Tak o tym pisał na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych ppłk Tadeusz Machalski:

Inne książki tego autora