Dzieci królowej elfów 8 - Ostatnia podróżTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dzieci królowej elfów 8 - Ostatnia podróż
Dzieci królowej elfów 8 - Ostatnia podróż
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 10,98  8,78 
Dzieci królowej elfów 8 - Ostatnia podróż
Dzieci królowej elfów 8 - Ostatnia podróż
Audiobook
Czyta Aleksandra Radwan
5,99  4,73 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Peter Gotthardt

Dzieci królowej elfów 8 - Ostatnia podróż

Księga ósma

Saga

Dzieci królowej elfów 8 - Ostatnia podróżPrzełożyła Agata Lubowicka Tytuł originału Elverdronningens børn 8 - Den sidste rejseCopyright © 2012, 2019 Peter Gotthardt i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711870181

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

1.

– Ile tutaj ludzi! – wykrzyknął Mniszek.

– Wszyscy zajęci kupowaniem i sprzedawaniem – dodała jego starsza siostra Stokrotka.

Wraz z przyjaciółmi spacerowali po nadbrzeżu w portowym mieście. Wszędzie tętniło życiem i aż roiło się od ludzi.

Rybacy sprzedawali śledzie i łososie prosto z własnych łodzi. Rozładowywano statki i wnoszono na ląd wielkie beczki i pękate worki. Przed wszystkimi domami stały stragany z garnkami i miskami, linami i smołą, ubraniem i butami, mąką, przyprawami i suszonymi owocami.

– O, tak, jest na co wydawać pieniądze – stwierdził rycerz Zawilec. – Nigdy nie widziałem tak wielu towarów w jednym miejscu.

Smardz i Borówka szli, trzymając się za ręce. Teraz byli parą.

– Jeśli zobaczymy jakiś stragan z ozdobami, chciałbym ci podarować bransoletkę – powiedział Smardz.

– W takim razie mam nadzieję, że jakiś znajdziemy – odpowiedziała z uśmiechem.

– A ja mam nadzieję, że znajdziemy statek, którym popłyniemy do domu – przerwała im Stokrotka.

Podeszła do najbliższego statku zacumowanego przy nadbrzeżu. Na pokładzie stał jakiś mężczyzna zajęty liczeniem worków.

– Czy to ty jesteś właścicielem tego statku? – zapytała go Stokrotka.

– Tak, jestem kapitanem na „Koniu Morskim” – odpowiedział. – Dlaczego pytasz?

– Chciałabym się dowiedzieć, czy możesz nas zabrać do Krainy Elfów – kontynuowała.

– Elfów? A kim one są? – zdziwił się.

– Ludem takim jak my – wyjaśniła, pokazując na siebie i troje pozostałych. – Mieszkamy po drugiej stronie morza.

Kapitan popatrzył na nich ze zdziwieniem.

– To niewiarygodne – stwierdził. – Powiadają przecież, że może jest bezkresne. Nigdy nie słyszałem, żeby po drugiej stronie miał się znajdować jakiś ląd.

– A ja tak! – odezwał się jakiś starszy marynarz. Siedział na pokładzie i łatał duży żagiel.

– Co takiego, Sumie? – zainteresował się kapitan.

Sum podniósł się i podszedł do nich.

– Wiele lat temu udałem się w daleki rejs wielkim statkiem handlowym – zaczął opowiadać. – Wtedy byłem jedynie chłopcem okrętowym. Potężny sztorm zniósł nas z kursu i popychał statek coraz dalej na wschód. Na koniec byliśmy zmuszeni szukać schronienia na archipelagu daleko na morzu. Nikt z nas nigdy o tych wyspach nie słyszał. Mieszkańcy nazywali je Wyspami Muszkatołowymi.

Okazało się to dla nas szczęściem w nieszczęściu. Mieszkańcy wysp z wielką ochotą rzucili się kupować towary, które mieliśmy na pokładzie. Zapłacili nam za nie cennymi przyprawami. Kiedy powróciliśmy do domu z tym ładunkiem, jego waga była równa złotu.

– Wspaniały handel! – wykrzyknął kapitan.

– A Kraina Elfów? – zapytała Stokrotka.

– Zaraz o tym powiem – uspokoił Sum. – Podczas naszego pobytu na wyspie do brzegu przybiła łódź z rybakami. Wiatr i sztorm także ich zniosły z kursu. Pochodzili z kraju położonego jeszcze dalej na wschód. Mieli takie same szpiczaste uszy jak wy. Pamiętam to, jakby to było wczoraj. Nazywali się elfami.

Stokrotka i jej przyjaciele promienieli radością.

– Czy zabrałbyś nas do tych Wysp Muszkatołowych? – poprosiła. – Stamtąd już sami znajdziemy dalszą drogę.

– O, tak. Taki cenny ładunek na pewno wart jest zachodu – odpowiedział kapitan. – Sumie, pamiętasz wciąż, gdzie leżą te wyspy?

– Tak mi się zdaje – uznał Sum. – Mimo że od tamtego czasu nigdy więcej tam nie zawitałem. Nie mieliśmy odwagi zapuszczać się tak daleko. Na tym wielkim morzu spotyka się zbyt wiele sztormów.

– Co tam sztormy! – zaśmiał się kapitan. – My, ludzie morza, żyjemy za pan brat z niebezpieczeństwem. Lepsze to niż siedzenie gdzieś w kącie i przyglądanie się innym aż do samej starości. Wypływamy, jak tylko „Koń Morski” będzie gotowy do rejsu.

2.

– Och! Lepiej byłoby, gdybym umarł! – zajęczał Zawilec.

Morze było wzburzone, wiał silny wiatr. Statek kołysał się i podskakiwał na falach.

Zawilec, blady i spocony, uczepił się kurczowo relingu. Za każdym razem, gdy statek lądował w dolinie fali, jego żołądek wykręcał piruety.

– Biedny Zawilec – westchnęła Borówka. Siedziała przy maszcie obok Smardza.

– Dzielny rycerz napotkał przeciwnika silniejszego od siebie – stwierdził Smardz. – Chorobę morską.

W tej samej chwili zjawił się Sum. Poklepał Zawilca po plecach ze słowami otuchy:

– Nie trać odwagi, kolego. Przyzwyczaisz się do tego prędzej czy później.

– Mam… mam naprawdę wielką nadzieję – wydyszał Zawilec.

Stokrotka i Mniszek stali na przedniej części pokładu i przyglądali się spienionym falom. Nisko nad wodą przelatywało stado małych, ciemnych ptaków.

– Co one tu robią tak daleko od lądu? – dziwiła się Stokrotka.

– To nawałniki – odpowiedział Mniszek, który o ptakach wiedział naprawdę dużo. – Budują swoje gniazda na skałach daleko na morzu. Zimą odlatują daleko do ciepłych krajów. Ale zawsze powracają do miejsca, do którego przynależą.

– Czyli właśnie wracają do domu – zauważyła Stokrotka. – Tak jak my.

Ich morska podróż trwała już kilka tygodni. Stały wiatr zachodni coraz dalej popychał „Konia Morskiego” na nieznane wody. Każdej nocy Sum patrzył na gwiazdy, aby obliczyć właściwy kurs.

Następnego dnia wiatr zaczął się uspokajać. Jednocześnie pojawiła się szara mgła, która unosiła się nad wodą. W niedługim czasie statek został zupełnie przez nią połknięty.

Wiatr ustał zupełnie. Fale się wygładziły. Żagle zaczęły smętnie zwisać z masztów. Mimo wszystko statek sunął do przodu po gładkiej jak lustro, ciemnej wodzie.

– To naprawdę bardzo osobliwe – burczał Sum. – Chyba wpadliśmy w jakiś prąd morski. Tylko gdzie on nas zaniesie?

– Oby tylko nie zniosło nas zupełnie z kursu – powiedział z obawą kapitan.

Spojrzał na niebo, ale nie było na nim nawet najmniejszej jasnej plamki pokazującej, gdzie znajduje się słońce.

– Nie ma nic, na co można by obrać kurs – mruknął. – Musimy zaczekać na wiatr, który rozwieje tę przeklętą mgłę.

Elfy stały na pokładzie i wpatrywały się w mlecznobiałe kłęby, które nieprzerwanie przepływały obok nich. Od czasu do czasu rozlegało się skrzypienie drewnianych elementów statku. Poza tym wszędzie panowała cisza.

Nagle usłyszeli jakiś huk. „Koń Morski” zatrząsł się od silnego uderzenia, które było tak potężne, że prawie się przewrócili.

– Co się dzieje? – krzyknął Zawilec.

– Uderzyliśmy o coś. Możliwe, że o jakąś podwodną skałę – odpowiedział Sum. – Mam nadzieję, że nie…

Z ładowni wybiegło na pokład dwóch marynarzy.

– Dziób jest zmiażdżony! – krzyknęli. – Woda wlewa się do ładowni. Zatoniemy!

3.

– Zobaczcie! Światło! – wykrzyknął Smardz.

Przed statkiem zamajaczyła niewyraźna, żółtawa poświata.

– Ahoj! – ryknął kapitan. – Jest tam kto?

Z mgły wyłonił się wielki budynek. Na brzegu przed nim stał tłum ludzi z pochodniami.

– Podpłyńcie tutaj! – krzyknął ktoś stojący na przedzie. – Wtedy będziecie uratowani.

Prąd przybrał na sile i wypchnął w kierunku lądu tonący statek, który osiadł na piaszczystym dnie.

Stokrotka, jej przyjaciele i załoga, brodząc w wodzie, wyszli na brzeg.

– Witamy na Wyspie Księżycowej – powitał ich jeden z obcych. – Drogim rozbitkom oferujemy schronienie. Wśród nas zażyjecie odpoczynku po niebezpieczeństwach, jakie spotkaliście na morzu.

Mężczyzna był odziany w strój ze lśniącego niebieskiego jedwabiu. Na jego głowie tkwiła szeroka obręcz wysadzana perłami.

– Kim jesteś? – zapytała Stokrotka.

– Nazywam się Wnyk – odpowiedział. – Ta wyspa ze wszystkim, co się na niej znajduje, należy do mnie. Mieszkam w pałacu, o tam, na górze. Teraz jesteście moimi gośćmi. Możecie tu zostać tak długo, jak chcecie.

– Dziękujemy – odparła Stokrotka. – Ale wkrótce musimy wyruszyć w dalszą drogę. Mam nadzieję, że zechcesz nam dopomóc przy naprawie naszego statku.

– Dostaniecie wszystko, czego sobie życzycie – zapewnił. – Porozmawiamy o tym później. Musicie być głodni. Zajmą się tym moi służący. Wejdźcie za nimi do środka.

Kiedy przekroczyli próg pałacu, mgła zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Służący zaprowadzili ich do ogromnej sali, która błyszczała srebrem i macicą perłową. Tutaj wystawiono dla nich jedzenie i napitek.

Później zjawił się Wnyk i zaproponował, że oprowadzi ich po swojej siedzibie. Załoga została przy stole, ale elfy i Smardz udali się z gospodarzem na przechadzkę po wyspie. Nie była ona zbyt duża – większość obszaru zajmował pałac i pałacowy ogród.

Wszystko było zbudowane z korali. Czerwone ściany i białe kolumny stały wczepione w czarne skalne podłoże. Wieże i ich szczyty o krętych iglicach strzelały wysoko ku niebu. Milcząca służba otwierała wszystkie drzwi przed Wnykiem i jego gośćmi.

 

Na tyłach pałacu mieścił się wielki ogród, który ciągnął się aż do wody. Tutaj rosły zielone krzewy, które kołysały się na wietrze. Ścieżki zamiast żwirem wysypano drobnymi muszelkami. Pośrodku ogrodu stała szemrząca fontanna otoczona białymi figurami.

Wnyk i jego goście usiedli na ławkach obok fontanny. Kiedy klasnął w dłonie, zjawiło się dwóch służących z winem i owocami.

Nad powierzchnią morza między rumieniącymi się chmurami zachodziło właśnie słońce. Fale mieniły się w złocistej poświacie.

– Spójrzcie, jakie to piękne – zachwyciła się Borówka.

Odeszła na sam skraj ogrodu, żeby przyglądać się wodzie. Pozostali dołączyli do niej. Wszyscy poza Stokrotką, która została na ławce razem z Wnykiem.

– Nie podziękowałam ci chyba jeszcze we właściwy sposób – odezwała się. – Uratowałeś nam życie.

– Nie musisz mi dziękować – odparł. – Sprawia mi radość, że znów ktoś do nas zawitał. Mam nadzieję, że zostaniecie tu naprawdę długo.

– To niemożliwe – odpowiedziała z nieznacznym westchnieniem. – Jak tylko statek zostanie naprawiony, musimy wyruszyć w dalszą drogę.

Wnyk rzucił jej karcące spojrzenie:

– Przecież dotarliście naprawdę daleko. Jesteś zmęczona, prawda?

– Owszem – przyznała. – To była bardzo ciężka podróż. Każdego dnia napotykaliśmy niebezpieczeństwa. Trzeba było nieustająco zachowywać czujność.

– Tu, na mojej wyspie, życie jest proste – zachwalał Wnyk. – Nie mamy żadnych zmartwień. Dlaczego nie możecie zostać tu na zawsze?

– Na zawsze? – powtórzyła zaskoczona Stokrotka. – Nie możemy.

– Niby dlaczego nie? – zapytał. – Możecie tu dostać wszystko, czego chcecie. Wasz kraj leży gdzieś strasznie daleko, a podróż tam jest niebezpieczna i uciążliwa. Kto wie, czy w ogóle tam dotrzecie. Jeśli natomiast zostaniecie tutaj, wszystkie wasze zmartwienia znikną.

Stokrotkę przeszedł dreszcz. Słońce już zaszło, a znad morza zaczął dąć zimny wiatr.

– Nie, dziękuję. Musimy wracać do domu– oświadczyła, wstając.

Jej przyjaciele właśnie szli w jej stronę. Ona dołączyła do nich i weszli razem do pałacu. Służący przygotowali dla nich pokoje.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?