Po kalifacieTekst

Z serii: Linie Frontu
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Seria LINIE FRONTU

Grzegorz Kaliciak Karbala. Raport z obrony City Hall

Michael Golembesky, John R. Bruning Marines. Bohaterowie operacji specjalnych

Grzegorz Kaliciak Afganistan. Odpowiedzieć ogniem

Dan Raviv, Yossi Melman Szpiedzy Mossadu i tajne wojny Izraela (wyd. 2)

Karol K. Soyka, Krzysztof Kotowski Cel za horyzontem. Opowieść snajpera GROM-u (wyd. 2)

Karol K. Soyka, Krzysztof Kotowski Krew snajperów. Opowieść żołnierza GROM-u

Andrzej Brzeziecki Czerniawski. Polak, który oszukał Hitlera

Witold Repetowicz Allah Akbar. Wojna i pokój w Iraku

Grzegorz Kaliciak Bałkany. Raport z polskich misji

Paweł Pieniążek
Po kalifacie
Nowa wojna w Syrii


Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.


Projekt okładki Piotr Bukowski

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Gokhan Sahin / Getty Images

Fotografie wewnątrz tomu © by Paweł Pieniążek

Copyright © by Paweł Pieniążek, 2019

Opieka redakcyjna Jakub Bożek

Redakcja Tomasz Zając

Korekta d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Agnieszka Frysztak / d2d.pl

Mapa d2d.pl

Książka powstawała dzięki wsparciu


Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego, fundatora Wyszehradzkich Rezydencji Literackich visegradfund.org

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-894-5

Spis treści

Seria

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Oczarowanie

Poświęcenie

Bezradność

Niepewność

Kalendarium

Podziękowania

Bibliografia

Przypisy

Przypisy końcowe

Kolofon


Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Gdy pod koniec września 2017 roku przepływałem łódką przez rzekę Tygrys, czyli granicę iracko-syryjską, wojna w Syrii toczyła się siódmy rok i coraz mniej miała wspólnego z powstaniem antyrządowym.

W Syrii spędziłem dziewięć miesięcy. Zamieszkałem w Kobanê, które było moją bazą wypadową. Stamtąd jeździłem do Ar-Rakki, Manbidżu, Qamişlo, Efrînu, a także prowincji Al-Hasaka i Dajr az-Zaur. Przez ten czas na własne oczy widziałem gwałtowne zmiany zachodzące w północno-wschodniej Syrii.

To już nie była wojna domowa, tylko konflikt z udziałem wielkich mocarstw; podporządkowały sobie one lokalne bojówki, które walczyły u ich boku. Kalifat trząsł się w posadach od bomb zrzucanych przez amerykańskie lotnictwo. Państwo Islamskie znajdowało się w głębokiej defensywie, chociaż w 2014 roku wydawało się nie do pokonania. Kurdowie, którzy przede wszystkim przyczynili się do tego, że kalifat odchodził w niepamięć, byli coraz bardziej zagrożeni ze strony Turcji, traktującej ich jak terrorystów. Linie frontu zaś stawały się mniej niebezpieczne niż tyły, na których pleniły się zamachy i akcje dywersyjne.

Książka jest owocem mojego pobytu w Syrii przypadającego akurat na okres, podczas którego wspomniane procesy toczyły się wyjątkowo intensywnie, a przez to były bardziej widoczne niż wcześniej.

* * *

Wybór właściwych terminów i nazw geograficznych jest szczególnie skomplikowaną kwestią, gdy – nieco upraszczając – ludzie oddają za nie życie.

Wykorzystuję termin „Państwo Islamskie”, bo tak nazywa się ta organizacja od proklamowania kalifatu latem 2014 roku. Wcześniej nazywała się Państwem Islamskim Iraku i Wielkiej Syrii, a przedtem Państwem Islamskim Iraku. By nie wprowadzać kolejnych nazw, w książce stosuję zazwyczaj tylko pierwszą.

Nie dodaję przed Państwem Islamskim „tak zwane” ani nie ujmuję go w cudzysłów, tak samo jak nie robię tego w przypadku innych organizacji dżihadystycznych, Dżabhat an-Nusry czy Al-Kaidy. Nie stosuję też określenia „terroryści”, tylko piszę o bojownikach lub dżihadystach. Nie uważam tym samym, że grupy te nie mają charakteru terrorystycznego, a popełnione zbrodnie nie są zbrodniami. Są, często bardzo paskudnymi. Problem określenia „terrorystyczny” jest jednak natury politycznej. Różne rządy na świecie wykorzystują je powszechnie, by móc stosować nieograniczone środki wobec swoich przeciwników. Jednocześnie rządy te nie zadają sobie trudu, by zrozumieć, dlaczego dana organizacja zaczęła funkcjonować. W pierwszym rozdziale książki próbuję przynajmniej częściowo wyjaśnić, co powodowało, że ludzie dawali się oczarować Państwu Islamskiemu, więc staram się zlikwidować barierę stawianą przez słowo „terroryzm”.

Nazwę „Wolna Armia Syrii” stosuję w kontekście bojówek, które znajdują się pod kontrolą Turcji, dlatego że część z nich od dłuższego czasu była wspierana przez Turcję lub z nią sympatyzowała. Należy przy tym jednak pamiętać, że Wolna Armia Syrii nigdy nie była armią, ale raczej grupą luźno powiązanych bojówek, które miały różne, często sprzeczne interesy.

Jeśli chodzi o terytoria zamieszkane przez syryjskich Kurdów, stosuję kilka różnych nazw wymiennie, rozumiejąc przy tym, że nie zawsze znaczą one dokładnie to samo. Najwłaściwszym określeniem jest syryjski Kurdystan, ale używam też nazwy Rożawa, która przez miejscowe władze została zastąpiona nazwą Demokratyczna Federacja Północnej Syrii, mającą podkreślać, że jest to terytorium nie tylko Kurdów, ale też Arabów i innych społeczności. O Rożawie mówią jednak zazwyczaj Kurdowie, natomiast od Arabów nigdy nie usłyszałem, by twierdzili, że są z Rożawy lub Demokratycznej Federacji Północnej Syrii. Zawsze mówili, że są po prostu z Syrii. Dlatego gdy chcę zaznaczyć szersze terytorium, piszę zazwyczaj: północna lub północno-wschodnia Syria. Stosuję też kurdyjskie nazwy geograficzne, gdy mowa o kurdyjskich miejscowościach leżących w tym kraju.

Terytoria Kurdów w Iraku określam z kolei mianem irackiego Kurdystanu.

Jedyne skrótowce, które stosuję, dotyczą poniższych kurdyjskich organizacji:

HPG – Powszechne Siły Ochrony

PDK – Partia Demokratyczna Kurdystanu

PKK – Partia Pracujących Kurdystanu

PDKS – Partia Demokratyczna Kurdystanu w Syrii

PYD – Partia Unii Demokratycznej

YJA-Star – Jednostki Wolnych Kobiet

YPG – Powszechne Jednostki Ochrony

YPJ – Kobiece Jednostki Ochrony

Używam ich wersji w języku kurdyjskim, bo są bardziej rozpowszechnione niż ich pełne nazwy w przekładzie.

Oczarowanie

W 2014 roku wydawało się, że wojna w Ar-Rakce dobiegła końca. Przynajmniej taką nadzieję żywiło wielu jej mieszkańców. Po trzech latach bezhołowia to miał być nowy rozdział w ich życiu. I rzeczywiście był nowy, chociaż inaczej, niż to sobie wyobrażali.

Tłum wiwatował. Ludzie machali rękami, krzyczeli z radości i robili zdjęcia. Wówczas było to wciąż dozwolone. Wśród nich stał trzydziestosześcioletni Szaban al-Hedir, którego serce napełniło się nadzieją po raz drugi od wybuchu arabskiej wiosny. Szaban to krępy mężczyzna, zawsze ostrzyżony niemal na zero, dzięki czemu trudniej dostrzec łysinę. Równie krótko ścina zarost. Ma jedne z najsmutniejszych oczu, jakie widziałem. W przeciwieństwie do innych nie okazywał wylewnie emocji.

 

Ludzie przyglądali się, jak do miasta wjeżdżała ogromna kolumna pojazdów należących do Państwa Islamskiego. Jego bojownicy chcieli się pochwalić, co zdobyli w Iraku i Syrii. Uciekające w popłochu armie zostawiły nacierającym dżihadystom mnóstwo śmiercionośnego sprzętu, w tym ten podarowany przez Amerykanów. Do Ar-Rakki wjechały pick-upy toyoty hiluxy, które z zamontowanymi na pace karabinami maszynowymi są uniwersalnym narzędziem wielu armii i bojówek na całym świecie, humvee i amerykańskie pojazdy opancerzone, a także mnóstwo radzieckiego sprzętu, który wykorzystują armie Syrii i Iraku, czołgi i artyleria. Zamaskowani dżihadyści nieśli karabiny i wyrzutnie rakiet, a przede wszystkim – czarne flagi, symbol Państwa Islamskiego. Wiele z tych rzeczy Szaban widział po raz pierwszy w życiu. Szczególne wrażenie zrobił na nim taktyczny zestaw rakietowy Scud. Nie wiedział, że jest tak duży. Sama rakieta ma około jedenastu metrów.

Ogrom broni powodował, że Szaban czuł zadowolenie i strach. Widowisko kojarzyło mu się z moskiewską paradą na 9 maja, którą oglądał w telewizji. Tylko że ta odbywała się na żywo.

Był to orszak zwycięstwa. Wówczas zdawało się, że nie ma takiej siły, która mogłaby powstrzymać Państwo Islamskie. Jedynie krążący po niebie samolot zwiastował nieszczęście, jakie miało spotkać miasto w niedalekiej przyszłości.

Imperium osmańskie zostało podzielone, zanim na dobre upadło. Operację podziału przeprowadził w 1916 roku kwiat zachodniej dyplomacji w osobach Brytyjczyka Marka Sykesa i Francuza François Georges’a-Picota. To oni narysowali na mapie linie, które wyznaczały brytyjskie i francuskie strefy wpływów. Plany te ostatecznie pokrzyżowali bolszewicy, ujawniwszy treść ustaleń dyplomatów po obaleniu caratu. Porozumienie Sykes–Picot stało się symbolem podstępnych działań Zachodu wobec Bliskiego Wschodu[1], a także dało podstawę do przyszłego podziału tego obszaru.

Syria, podobnie jak Liban, przypadła Francuzom. Rządzili nią przez ponad dwadzieścia lat, jednak II wojna światowa i narastające nastroje antykolonialne we wspólnocie międzynarodowej zmusiły ich do ustąpienia. W 1946 roku Syria stała się niepodległym państwem.

Jak w większości nowo powstałych krajów z kolonialną spuścizną, pierwsze lata niepodległości były pełne chaosu i obfitowały w kryzysy polityczno-ekonomiczne, a także pucze wojskowe. Tylko w 1949 roku doszło do trzech. Ideą, która zdobywała wtedy popularność, był arabski nacjonalizm. Powodzeniem cieszyły się też postulaty socjalistyczne. Owocem tego była zyskująca na znaczeniu Hizb al-Baas al-Arabi al-Isztiraki, czyli Socjalistyczna Partia Odrodzenia Arabskiego, w skrócie nazywana po prostu Baas. Jej założyciele inspirowali się marksizmem, faszyzmem i nazizmem1. Baas chciała zjednoczyć wszystkich Arabów bez względu na wyznanie i pochodzenie. Dzięki temu chętnie popierały ją niesunnickie mniejszości religijne, bo świeckie ideologie eliminowały bariery społeczne. Hasło przewodnie Baas brzmiało: „Jedność, wolność, socjalizm”2.

Pod koniec lat pięćdziesiątych Syria weszła w unię z Egiptem, która miała pomóc w ustabilizowaniu sytuacji społeczno-politycznej oraz stać się krokiem do arabskiego zjednoczenia i poradzenia sobie z Izraelem. W latach 1948–1949 doszło do pierwszej wojny arabsko-izraelskiej, która została rozstrzygnięta na korzyść Żydów. Arabowie ostatecznie utracili kontrolę nad Palestyną, a wydarzenie to określili mianem katastrofy (An-Nakby). Siedem lat po wojnie arabsko-izraelskiej Egipt znacjonalizował Kanał Sueski, w którym udziały miały brytyjskie firmy i banki, i nałożył wysokie cła na przepływające statki. Doszło do konfliktu między Egiptem a Izraelem, Francją i Wielką Brytanią. Trwające spory z Izraelem umacniały arabski nacjonalizm i przyczyniły się do powstania Zjednoczonej Republiki Arabskiej. Mariaż z Egiptem potrwał tylko trzy lata, bo Syryjczykom nie spodobało się, że Egipcjanie przejęli kontrolę także nad ich państwem.

Gdy Syria znowu stała się samodzielnym krajem, doszło do serii kolejnych zamachów stanu. Spory toczyły się też w partii Baas i zinfiltrowanym przez nią wojsku. Na ich skutek w armii słabli sunnici, a ich pozycję zajmowali zwłaszcza alawici – jedna z wielu mniejszości zamieszkująca Syrię. Stanowili jakieś dwanaście procent populacji[2]. Alawici wywodzą się ze środowisk szyickich, ale czerpią z wielu różnych religii obecnych na Bliskim Wschodzie, takich jak chrześcijaństwo czy zoroastryzm3. Z powodu tego „braku czystości” niechętnie patrzą na nich fundamentaliści sunniccy czy szyiccy.

Stopniowo alawici tracili konkurencję do przejęcia władzy wojskowej. Najpierw nieudaną próbę zamachu przeprowadzili oficerowie druzyjscy, a potem ismailiccy (inny odłam wywodzący się z szyizmu). Dzięki temu w 1966 roku alawici bez przeszkód mogli objąć dowództwo w armii4.

To otworzyło alawickim wojskowym drogę do przejęcia władzy cywilnej. Dokonało się to w krótkim czasie, dzięki kolejnemu przewrotowi wojskowemu. Na jego czele stało dwóch oficerów i jednocześnie alawitów: Salah Dżadid i Hafiz al-Asad. Przez cztery lata dochodziło między nimi do tarć, w trakcie których próbowali wykluczyć się wzajemnie ze stanowisk. Wreszcie w 1970 roku Al-Asad, minister obrony reprezentujący frakcję narodowców, doprowadził do aresztowania Dżadida i jego ludzi. Dżadid zmarł w więzieniu po dwudziestu trzech latach.

W 1971 roku Al-Asad został prezydentem Syrii. Kraj wkroczył w epokę stabilizacji politycznej i rozwoju gospodarczego. Częściowo była ona wynikiem wysokich cen ropy na światowych rynkach (bogate jej złoża znajdują się przede wszystkim we wschodniej części kraju). Dodatkowo syryjskie władze znacjonalizowały przemysł. W latach 1965–1985 wzrost gospodarczy wynosił średnio cztery procent rocznie.

Al-Asad zagarniał coraz więcej władzy i zawężał grono decydentów niemal wyłącznie do swojego najbliższego otoczenia5. Od zamachu stanu z 1963 roku obowiązywał stan wojenny. Zniesiono go dopiero po czterdziestu ośmiu latach, na początku syryjskiej rewolucji i na progu wojny.

Jedyną znaczącą siłą polityczną pozostała partia Baas, która na początku lat dziewięćdziesiątych miała milion członków. To jednak wojsko stanowiło kluczowe zaplecze polityczne prezydenta-generała. W połowie lat osiemdziesiątych liczebność armii wyniosła pięćset tysięcy, czyli ponad ośmiokrotnie więcej niż w czasach wyjścia Syrii ze Zjednoczonej Republiki Arabskiej6. Al-Asad decydował o awansach na stanowiska dowódcze. Lojalność oficerów, z których niemal połowę stanowili alawici, kupował korzyściami finansowymi i wynikającymi ze statusu.

Im wyżej w wojskowej hierarchii, tym alawitów było zresztą więcej. Al-Asad działał w myśl zasady, że naprawdę zaufać można tylko swoim. Alawici rządzili krajem.

Każda próba sprzeciwu wobec władzy Al-Asada była zazwyczaj dławiona jeszcze w zarodku. Przede wszystkim buntowały się organizacje islamistyczne, które często uciekały się do przemocy i atakowały ludzi powiązanych z reżimem. W 1982 roku lokalny odłam Braci Muzułmanów doprowadził do powstania w Hamie – jednym z największych syryjskich miast leżącym w zachodniej części kraju. Walki o nie trwały trzy tygodnie. W ich rezultacie zginęło przynajmniej dziesięć tysięcy osób7, zniszczona została również znaczna część starego miasta. Jak pisali Robin Yassin-Kassab i Leila al-Shami w książce Burning Country. Syrians in Revolution and War: „Po wydarzeniach w Hamie Syria stała się królestwem ciszy i krainą strachu”8. Rebelia została brutalnie stłumiona i nikt przez lata nie odważył się postawić władzy. Szczególnie że coraz większymi wpływami cieszyła się tajna policja, Muchabarat.

Al-Asad był prezydentem aż do swojej śmierci w 2000 roku. W ostatnich latach podupadał na zdrowiu. Przez cały ten czas konsekwentnie usuwał wszystkie osoby, które mogły zagrażać jego następcy – synowi Baszszarowi, choć ten nie był kandydatem pierwszego wyboru. Początkowo fotel prezydencki miał objąć najstarszy syn Hafiza al-Asada, Basal, który piął się po szczeblach militarnej kariery i wraz z ojcem brał udział w spotkaniach z przedstawicielami innych państw. Niestety dla Al-Asada, Basal zginął w wypadku samochodowym w 1994 roku.

Baszszar al-Asad początkowo został wysłany przez ojca do Londynu, gdzie studiował okulistykę, a następnie pracował w szpitalu, jednak wszystko zmieniło się po śmierci brata. Syryjska machina propagandowa zaczęła przedstawiać Baszszara jako przyszłego przywódcę. Najpierw został wyznaczony do działań na rzecz komputeryzacji, promocji biznesu i ściągania zagranicznych inwestorów. Robił też błyskawiczną karierę wojskową9. Był młody, przedsiębiorczy, walczył z korupcją, a do tego edukował się w Wielkiej Brytanii – prasa zagraniczna obwieściła go, jak wielu stawiających pierwsze kroki autokratów, reformatorem, który zmieni kraj i otworzy go na świat. Może nawet zdemokratyzuje. Wówczas spekulowano, czy rozpoczęła się damasceńska wiosna. Baszszar al-Asad tymczasem wiernie podążał szlakiem swojego ojca.

W wieku trzydziestu czterech lat został generałem i prezydentem, przy czym specjalnie dla niego obniżono minimalny wiek konstytucyjny, by mógł piastować to stanowisko. Nowy przywódca zapowiedział, że zliberalizuje politykę. Zwalniano więźniów politycznych, złagodzono ograniczenia na import filmów, powstały organizacje pozarządowe, prywatne gazeta i radio. To wszystko było jednak chwilowe. Monopartyjność utrzymano, stan wyjątkowy nie został odwołany, tylko zawieszony. Służbom bezpieczeństwa nie ograniczono władzy. Więźniowie polityczni czasami byli na krótko wypuszczani. Uczyniono tak na przykład przed wizytą papieża Jana Pawła II w 2001 roku. Wkrótce po niej część z nich znowu trafiła za kratki. Organizacje pozarządowe mogły funkcjonować w niepełnym zakresie, a po pewnym czasie wielu ich działaczy aresztowano. Podobnie jak opozycjonistów. Założycielem nowo powstałej gazety był zwolennik prezydenta. Natomiast radio, odkąd powstało, mogło puszczać tylko muzykę i reklamy. Przed śmiercią Hafiza al-Asada wydawano więcej pozwoleń na wyjazdy za granicę. Za Baszszara znowu je ograniczono10. Wzrosła liczba użytkowników internetu, ale zablokowano wiele stron, takich jak Hotmail czy Facebook11.

Resorty siłowe nie zostały zdemokratyzowane, tylko je zreorganizowano i usprawniono. Do tego odchodzono od gospodarki kontrolowanej w większości przez państwo na rzecz gospodarki rynkowej. To był proces rozpoczęty jeszcze za czasów Hafiza al-Asada. W rezultacie krzepł szeroki krąg nowych-starych elit, w którym znajdowali się alawici, przede wszystkim w wojsku i administracji, i niektóre klany sunnickie zajmujące się biznesem. Ścieżka do zdobycia majątku wiodła przez partię Baas, a jej polityka opierała się na klientelizmie, który zyskał na znaczeniu za czasów Baszszara al-Asada.

Sprywatyzowano państwowe gospodarstwa, co szybko odczuli najbiedniejsi chłopi nieradzący sobie z konkurentami; sprywatyzowano przemysł; pojawiły się komercyjne banki i inwestorzy zagraniczni. Amerykańskie i europejskie firmy naftowe wygrały przetargi na odwierty. Syryjska władza negocjowała nawet z Unią Europejską umowę stowarzyszeniową. Temu wszystkiemu towarzyszyły korupcja, nepotyzm i biurokratyzm. Głównymi beneficjentami systemu była rodzina Al-Asada i jej najbliższe otoczenie. Do firm Ramiego Mahlufa, kuzyna prezydenta, należało sześćdziesiąt procent gospodarki. Pięć procent obywateli kontrolowało połowę krajowego bogactwa. Jednocześnie rząd ciął zapomogi dla Syryjczyków na jedzenie i paliwo, wpędzając coraz więcej osób w nędzę. Sytuację dodatkowo pogorszyły susze nawiedzające kraj od 2006 roku. W ich rezultacie dwa–trzy miliony Syryjczyków żyło poniżej granicy ubóstwa. Mieszkańcy wsi zaczęli masowo migrować do miast. Szczególnie przeludnione stały się Dara w południowej części kraju i Hims na zachodzie12.

Chociaż dla Syryjczyków było jasne, że ze strony reżimu nie nadciągała żadna wiosna, prezydent cieszył się popularnością. Panowała bowiem względna stabilność. W Syrii było o niebo lepiej niż w Iraku, gdzie amerykańskie wojska obaliły Saddama Husajna. Gdy Irak płonął, w Syrii nadal panował spokój, nawet jeśli sytuacja polityczna i ekonomiczna nie dawała wiele nadziei. Nieustannie dochodziło do spięć z Izraelem, który od 1967 roku okupuje Wzgórza Golan, ale wciąż nie była to wojna.

Rodzina Szabana al-Hedira radziła sobie dobrze w ramach obowiązującego systemu. Mieszkała w Ar-Rakce od kilku pokoleń. To miasto w północnej Syrii, w większości zasiedlone przez sunnitów. Ilu miało mieszkańców? W Syrii trudno o konkretne liczby. Każda kolejna bitwa wiąże się z migracjami, a wówczas nie można zawierzać podawanym informacjom. W przypadku Ar-Rakki miejscowi urzędnicy najczęściej mówili o czterystu pięćdziesięciu–pięciuset tysiącach mieszkańców przed wojną. To niemal dwa razy więcej niż w oficjalnych danych z początku XXI wieku, którymi posługiwały się organizacje pomocowe.

 

Szaban urodził się jednak nie w Ar-Rakce, ale niemal dwa tysiące czterysta kilometrów na północny zachód. W Rzymie. Dziadek Szabana wysłał jego ojca na studia do Włoch. Ojciec skończył tam medycynę i uzyskał specjalizację z pediatrii. Dziadkowi bardzo zależało na tym, by jego dzieci były dobrze wykształcone. Tak bardzo, że potem wysłał też do Włoch swoje dwie córki. Jak twierdził Szaban, wcześniej żadna z kobiet z Ar-Rakki nie wyjechała za granicę na studia. To były lata sześćdziesiąte.

Rodzinie się powodziło. Szaban dość często podróżował, na co nie mogła sobie pozwolić większość Syryjczyków. Odwiedził Rumunię, Bułgarię, Turcję i Ukrainę. Zachwyciła go Odessa. Jego młodszy brat Fahed najpierw studiował marketing w Ar-Rakce na prywatnym uniwersytecie, a potem w Egipcie rozpoczął studia podyplomowe MBA. Wraz z rodziną mieszkali w okazałych domach, których nie ma tak wiele w Ar-Rakce. Szaban też wyjechał, żeby się kształcić, ale do zupełnie innej części Europy – do Kiszyniowa, stolicy Mołdawii. Tam podjął studia farmaceutyczne. Podobało mu się miasto, zapamiętał Mołdawian jako życzliwych ludzi. Po skończonych studiach wrócił do Ar-Rakki. Tu otworzył aptekę. Biznes dobrze się kręcił. Szaban, podobnie jak jego rodzina, żył przyzwoicie. Jak mówił, w czasach, gdy nad Ar-Rakką roztaczała się władza Damaszku, nie narzekał. Było bezpiecznie, stabilnie, działały wszystkie usługi. Nie angażował się politycznie, więc nie miał żadnych problemów.

Jego życie toczyło się spokojnym rytmem, głównie między pracą a domem, w którym mieszkał z żoną, bratem i matką. Ojciec zmarł jeszcze przed wojną. Gdy Szaban chciał mieć trochę czasu dla siebie, udawał się na ulicę Tall Abjad, gdzie mieściła się jego ulubiona kawiarnia. Nazywała się Hawana. Szaban zamawiał tam cappuccino i argilę, fajkę wodną ze smakowym tytoniem, która w Syrii cieszy się ogromną popularnością. Sam lokal nie wyróżniał się niczym specjalnym. Dla Szabana nie wystrój był najważniejszy, ale atmosfera, którą tworzyli przychodzący tam przyjaciele.

Określał się jako umiarkowany muzułmanin. Religia była dla niego ważna. Modlił się, chodził do meczetu i pościł. Gdy spotkaliśmy się w domu jego dziadka, zgodnie z obyczajem widziałem się tylko z mężczyznami. Kobiety przygotowywały napoje i jedzenie, ale podawały je przez lekko uchylone drzwi. Szaban twierdził, że pewnych norm nie można było przekraczać, ale nikomu nie zabraniano wierzyć w to, co chciał. Obok niego mieszkali chrześcijanie i uważał, że pozostawali w dobrych relacjach. W mieście żyli też niepraktykujący muzułmanie i ateiści.

– Mieliśmy sklepy z alkoholem, ale nie cieszyły się dużą popularnością, bo mało kto pił – mówił Szaban. – Nikt nikogo nie zmuszał do praktykowania islamu.

Uważał, że w Ar-Rakce nie było żyznego gruntu dla radykałów.

Mimo dostatku i spokoju czegoś mu jednak brakowało w asadowskiej Syrii.

Pierwszy raz w Szabanie błysnęła nadzieja w 2011 roku. Z tego samego powodu, dla którego zgasła w prezydencie kilka miesięcy wcześniej. W ostatnich dniach 2010 roku protesty zaczęły ogarniać Afrykę Północną i Bliski Wschód. Przyczyny wszędzie były identyczne: nędza, bezrobocie i brak perspektyw. Padły dyktatury w Tunezji i Egipcie. W Syrii na początku roku działo się niewiele. Wyjść na ulicę w kraju, gdzie strachem zarządzał Muchabarat, odważała się garstka. Początkiem arabskiej wiosny stał się akt samospalenia dokonany przez tunezyjskiego handlarza ulicznego Mohameda Bouaziziego. W Syrii jego czyn powtórzył Hasan Ali Akleh, ale nawet to nie wywołało poruszenia. Wydawało się, że opatrzność czuwała nad Al-Asadem, a zbudowany przez jego ojca system, którego jest kontynuatorem, zapewniał całkowitą stabilność i ciągłość władzy. Pewność siebie chyba go zgubiła.

Odwaga wśród ludzi stopniowo narastała. 6 marca w Darze aresztowano piętnastu chłopców za wypisywanie antyrządowych haseł. Mieli nie więcej niż piętnaście lat, znaleźli farbę i na murze szkoły napisali: „Teraz twoja kolej, doktorze”13, co było nawiązaniem do zawodu, który wcześniej wykonywał prezydent. Wyrywano im paznokcie i rażono ich prądem. Oprawcy ich nie oszczędzali, chociaż zatrzymani pochodzili z wpływowych rodzin. Władze nie chciały iść na ustępstwa.

15 marca odbyły się manifestacje w różnych częściach kraju. Wzięły w nich udział tysiące osób. Początkowo protestujący domagali się dymisji burmistrza Dary i Atefa Nadżiba, który jest kuzynem prezydenta i odpowiadał za służby bezpieczeństwa w Darze. Gniew bliskich zatrzymanych miały wzbudzić słowa Nadżiba o tym, żeby zapomnieli o aresztowanych dzieciach i zrobili sobie nowe, a jak nie mogą, to by ich żony przyszły na komisariat. W odpowiedzi na kolejny protest służby bezpieczeństwa otworzyły ogień. Funkcjonariusze strzelali ostrą amunicją. Przynajmniej cztery osoby zginęły. To były pierwsze ofiary protestów w Syrii. Ich pogrzeb przekształcił się w demonstrację. Służby bezpieczeństwa znowu zareagowały tak, jak miały w zwyczaju – zabiły kolejnych ludzi14. Protesty stopniowo wybuchały w innych miastach, a pętla przemocy zaciskała się z każdym dniem.

Może najbardziej zaskakującym ustępstwem władzy było zniesienie trwającego od 1963 roku stanu wojennego. Paradoksalnie zakończył się tuż przed wojną, której Syria na taką skalę jeszcze nie zaznała.

Szaban nie brał udziału w protestach, chociaż popierał zmiany. Jemu wiodło się dobrze. Przecież kilka razy był w Europie. Nie mógł jednak powiedzieć tego o wielu osobach w Ar-Rakce, w tym też o demonstrantach.

– Chęć lepszego życia była głównym powodem, dla którego ludzie wszczęli rewolucję – twierdził.

Czuło się, że przestrzeń życiowa jest ograniczona. Władza trzymała wszystko żelazną ręką. Nie tylko zaangażowanie w politykę wiązało się z problemami, najlepiej było się nią wcale nie interesować. Wspominanie o korupcji i nepotyzmie, o tym, gdzie poszły pieniądze na inwestycje, co się stało z wpływami z ropy, dlaczego tak dużo osób z rodziny Al-Asada zajmuje kluczowe stanowiska, mogło skończyć się fatalnie. To znaczy trafieniem do Muchabaratu. A jak żartowano sobie w Ar-Rakce: tego, kto tam wszedł, już nikt więcej nie zobaczył. Dlatego ludzie latami milczeli. Chociaż to właśnie z tego powodu obcinano zapomogi, przez co najbiedniejszym mieszkańcom żyło się coraz gorzej. Zakaz dyskutowania o polityce i patologiach reżimu oznaczał w zasadzie zakaz rozmawiania o rzeczywistości.

Fahed, brat Szabana, nie chciał stać z boku. Został jednym z organizatorów protestów. Miał wówczas dwadzieścia pięć lat. Do działania zainspirowały go wydarzenia w Egipcie. Wkrótce po tym, jak rozpoczął drugi rok studiów, wybuchła arabska wiosna w tym kraju. Jak w wielu innych państwach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, doszło do protestów. Na ulice Egiptu wychodziły setki tysięcy ludzi, mieli dosyć nędzy i dyktatury. W ponad dwa tygodnie udało im się osiągnąć swoje cele, przynajmniej te krótkofalowe. 11 lutego 2011 roku Hosni Mubarak zrezygnował z prezydentury. Był to pierwszy sukces arabskiej wiosny.

Fahed widział to wszystko na własne oczy. Sytuacja w Egipcie była nieciekawa. Wyjechał po dziesięciu dniach do domu, by zrobić sobie krótkie wakacje. To, co się działo w Kairze i innych miastach, zrobiło na nim ogromne wrażenie. Dzielił się swoimi przeżyciami z przyjaciółmi. Sami zaczęli myśleć o rewolucji, tylko że w Syrii. Inaczej niż pokolenie ich rodziców, którym w pamięć mocno wbiły się wydarzenia w Hamie, byli gotowi przeciwstawić się dyktaturze Al-Asada.

– Całe życie byliśmy lunatykami, wówczas nadszedł czas, by się przebudzić – mówił Fahed.

Podjęli decyzję: dołączą do trwających od miesiąca protestów w Syrii. W kwietniu zorganizowali pierwszą demonstrację w Ar-Rakce. Było ich raptem dwadzieścia pięć osób, wszyscy się znali. Nie ogłaszali wydarzenia publicznie, bo bali się, że ktoś doniesie i zostaną aresztowani, nim dojdzie do manifestacji. Po wieczornej modlitwie, czyli około dwudziestej, zebrali się w umówionym miejscu. Stali rozproszeni na jednej z ulic w centrum miasta. Szukali siebie wzrokiem, udając, że nie są razem, by nie zwrócić uwagi policji ani służb bezpieczeństwa. Czekali na sygnał. Jeden z demonstrantów miał zacząć krzyczeć „wolność”. Demokratyzacja kraju i niezabijanie protestujących w innych miastach – to były ich postulaty. Wówczas nie domagali się odsunięcia władz. Było dosyć skromnie jak na początek rewolucji. Gdy reszta grupy usłyszała hasło, zebrała się za mężczyzną i również zaczęła je skandować. Wszystko trwało dziesięć–piętnaście minut. Przyjechały służby bezpieczeństwa, więc demonstranci rozpierzchli się w różnych kierunkach. Nikogo nie zatrzymano.

– Cały się trząsłem, podobnie jak moi przyjaciele – wspominał Fahed. – Nigdy nie zapomnę tego uczucia. Czułem się, jakbym mógł latać. Czułem się wielki, bo mogłem domagać się tego, czego nie mógł mój ojciec.

Do pierwszej dużej demonstracji w Ar-Rakce doszło we wrześniu 2011 roku. Wówczas w innych miastach toczyły się walki z siłami rządowymi, a ponad miesiąc wcześniej została powołana antyrządowa Wolna Armia Syrii. W Ar-Rakce, podobnie jak w innych miastach, katalizatorem przemian była śmierć osoby niepełnoletniej. Nastolatek został zabity w trakcie jednego z pokojowych protestów, gdy służby bezpieczeństwa strzelały do demonstrantów. Pełni gniewu mieszkańcy przyszli na jego pogrzeb, który zamienił się w manifestację. Siły rządowe jeszcze długo miały pozostać w mieście.

Wkrótce Fahed zakończył swoją działalność rewolucyjną. Otrzymał posadę w Syriatelu. To drugi co do wielkości operator sieci komórkowej w kraju, oczywiście państwowy. Jego przełożony poprosił go o rozmowę i powiedział, żeby nie angażował się politycznie, bo nic dobrego z tego nie wyniknie – straci pracę, a do tego go aresztują.