Most Ikara

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział XI

Dochodziła prawie druga w nocy i chociaż Warszawa nie należy do śpiących miast, tego dnia nad Wisłą było wyjątkowo cicho. Gdzieniegdzie słychać było przejeżdżające samochody podążające oświetlonym mostem Świętokrzyskim na praską stronę miasta.

Mimo że była to pierwsza tak ciepła noc tej wiosny, to późna pora powodowała, że chłód był odczuwalny. Jednak ani Grzegorz, ani siedzący obok Antek nie czuli zimna, wręcz przeciwnie, obaj nie dostrzegali ani ulicznego ruchu, ani odgłosu przyrody kwietniowej stolicy. Siedzieli na bulwarze na wysokości Obserwatorium Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika. Antek chwilowo zamilkł, podniósł z chodnika leżące kamyki i rzucając je bezmyślnie do wody, patrzył, jak giną w czarnej otchłani rzeki.

Grzegorz nie potrafił znaleźć właściwych słów, aby skomentować opowieść, której zupełnie przypadkowo został słuchaczem. Kiedy trzy godziny temu wybierał się pobiegać, nie przypuszczał, że jego wieczór będzie obfitować w tyle emocjonalnych doświadczeń, a z pewnością nie podejrzewał tego, gdy po raz pierwszy poznał tego siedzącego obok chłopaka. Pamiętał jedynie, że rzucił mu się wtedy w oczy, i pomyślał: Trochę… cioteczka, ale słodka, aż chciałoby się cię poderwać…

Teraz, kiedy przypomniał sobie swoje myśli, poczuł ogromny wstyd i zażenowanie własną głupotą.

– Antek, tak bardzo mi przykro, że cię to spotkało, jesteś za młody na tyle złych rzeczy… Ja po prostu nie umiem znaleźć właściwych słów. Twoi rodzice, ten facet… Zajebałbym takich skurwysynów. Nie zasługujesz na to wszystko.

Spojrzenie chłopaka utkwiło w oczach Grzegorza. Czysto niebieska barwa tęczówek przykuła jego wzrok, kolejny raz dostrzegł w nich tę młodzieńczą szczerość i wdzięczność, która sprawiła, że zaczęli tę niecodzienną rozmowę.

– Nie jest ci zimno? – zapytał Grzegorz.

– Nie. I szczerze czuję się lepiej, kiedy jest pan… w sensie, kiedy jesteś tutaj.

Grzegorz, nie zastanawiając się dłużej, ponownie objął chłopaka swoim ramieniem, mimo tego, co powiedział, poczuł jego zimne dłonie.

– Chyba trochę jednak jest, może odwiozę cię do domu albo pojedziemy gdzieś, gdzie będzie cieplej.

– Nie jest mi zimno – powtórzył Antek. – Poza tym nie mam gdzie wracać. – Ponownie opuścił głowę.

– Jak ty się tu znalazłeś, jak sobie poradziłeś z tym wszystkim? – dociekał Grzegorz.

– Naprawdę chcesz tego dalej słuchać?

– Bardzo chcę, jeśli tylko ty chcesz mi dalej opowiadać.

– Myślę, że teraz tego najbardziej potrzebuję – odpowiedział Antek, po czym kontynuował swoją opowieść.

*

– Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? – prawie krzyczał poruszony i wyraźnie zdenerwowany Darek.

– Słuchaj, ja też jestem wściekła na siebie, ale nie krzycz, on wszystko słyszy – uspokajała go Kaśka.

– Kaśka, ty nie rozumiesz, to nie jest pierwszy raz! Znam Marka wiele lat, o wszystkim wiem! On nic nie ma, rozumiesz? NIC! Wszystko należy do jego żony, dlatego z nią jest. A ten numer z Antkiem… to też nie pierwszy raz, kiedy znajduje sobie jakiegoś młodego chłopaka i zakręca mu w głowie. Szczerze mu współczuję, bo on sam jest zagubiony w tym wszystkim, ale to nie tłumaczy go z tego, jak rani tych chłopców. Boże, jak mogłaś mi nie powiedzieć. To wszystko moja wina, powinienem był przewidzieć to, zapraszając go na tę imprezę.

– To nie twoja wina – powiedział trzeci głos, tym razem Andrzeja – nikt nie mógł tego przewidzieć i nie krzycz, do cholery, bo nikomu nie pomagasz, a już na pewno nie Antkowi. Jak on się czuje?

– Nie wychodzi z pokoju od kilku dni – odpowiedziała smutnym głosem Kaśka. – Właściwie niewiele mówi, zwykle zjemy razem śniadanie, ja idę do pracy, a kiedy wracam, mam wrażenie, że w ogóle nie wyszedł z łóżka. Mówi, że wszystko w porządku, ale słyszę, jak płacze w nocy. Zresztą znam go dobrze, to bardzo wrażliwy chłopak, a teraz nie dość, że sytuacja z rodzicami stała się tragiczna, to jeszcze ten gad. Poważnie, urwę mu jaja, jak go zobaczę.

– Trzeba mu jakoś pomóc, to, co powiedziałaś o jego rodzicach… straszne. Wiesz, u mnie też nie było łatwo, ale nikt nigdy nie wyrzucał mnie z domu. Kaśka, masz małe mieszkanie, nie jest wam ciasno? Może zamieszkałby z nami, mamy pokój gościnny – zaproponował Darek.

– Z całym szacunkiem do was, ale towarzystwo gejów raczej mu nie posłuży.

– A jego studia? – zapytał Andrzej.

– Nie wiem, nie był na nich od tygodnia – odpowiedziała zrezygnowana Kaśka.

Nie spałem, ale nie chciałem uczestniczyć w tej dyskusji. Zastanawiałem się nad sensem słów Andrzeja. Czy gdybym wiedział to wszystko, zrezygnowałbym ze znajomości z Markiem? Byłem pewny, że i tak bym tego nie zrobił. Nawet teraz, kiedy każde wspomnienie jego osoby zadawało nowe ciosy i ból w okolicy żołądka, którego nie znałem nigdy wcześniej, byłem pewny, że nie było to zwykłe zauroczenie, ja szczerze go kochałem.

Po pamiętnym spotkaniu w mieszkaniu Marka i wobec faktu wyrzucenia mnie z domu nie miałem już wyboru, od razu skierowałem się do Kaśki, ona jedna o nic nie pytała. Zobaczyła mnie, chwyciła w objęcia i powiedziała:

– Możesz zostać tyle, ile potrzebujesz.

Kaśka nie oczekiwała ode mnie wyjaśnień, nie naciskała na nie, dopiero po trzech dniach zdobyłem się na to, aby wyjaśnić jej wszystko, co wydarzyło się od momentu gwałtu Marka do spotkania z jego żoną. Mimo że od tego dnia minął blisko tydzień, mój czas nigdy wcześniej nie dłużył się bardziej niż teraz. Większość dnia przesypiałem, nie wykazywałem praktycznie żadnej aktywności poza wzięciem prysznica i jedzeniem, czułem się non stop zmęczony. Sen był moim sposobem na zapomnienie o tym, co miało miejsce. Jak tylko się budziłem, przypominałem sobie płaczącą mamę, wrzeszczącego ojca albo wypierającego się mnie Marka, który zatrzaskuje drzwi do swojego mieszkania, a tym samym do naszego uczucia. Te wspomnienia bolały tak bardzo, że wolałem ich unikać, udając, że sen pozwoli mi się obudzić z jakiegoś koszmaru, który wyjątkowo często powraca przy każdym zamknięciu oczu.

Od czasu wyprowadzki z domu żadne z rodziców się do mnie nie odezwał. Nie spodziewałem się telefonu od ojca, zresztą sam nie byłem w stanie pozbyć się ogromnej goryczy i żalu, która grzęzła mi w gardle na każde wspomnienie jego osoby. Spodziewałem się jednak, że mama któregoś dnia pęknie i spróbuje nawiązać ze mną kontakt. Tak jednak się nie stało, ale po kilku dniach zacząłem nabierać przekonania, że to ojciec zabronił jej się ze mną kontaktować. A przecież ona nigdy nie potrafiła się sprzeciwić jego zdaniu.

Właściwie kompletnie zaniedbałem studia, nie miałem ani ochoty, ani zapału do nauki, nie miałem nawet chęci na wyjście z domu. Kaśka dokładała starań, abym poczuł się lepiej, ale nie naciskała na żadną z aktywności.

Najbardziej jednak bolało rozczarowanie, które wypalało od środka. Czułem się oszukany, wykorzystany i skrzywdzony. W tych wszystkich negatywnych uczuciach najgorsze było to, że nadal tęskniłem za Markiem, nawet chciałem, żeby wrócił, żeby powiedział, że będzie jak dawniej, tak jakby nic się nie wydarzyło. Niestety, Marek od czasu naszej rozmowy nie odezwał się nigdy więcej. To jeszcze bardziej bolało niż świadomość tego, co się stało. Miałem wrażenie, że się poddał. Tęskniłem za nim, kilkakrotnie chciałem do niego zadzwonić lub wysłać wiadomość, nawet miałem już ją przygotowaną w wersji roboczej.

Nie zrobiłem tego tylko ze względu na złożoną Kaśce obietnicę, że nigdy nie podejmę się próby kontaktu z nim.

– Czyś ty kompletnie zgłupiał, Antek? Szanuj się!

– Ale ja go kocham.

– Ale on ciebie nie! – ucięła temat któregoś dnia. – Byłeś tylko jego zabawką, terapią dla nieudanego małżeństwa, w którym tkwi.

– Było nam razem cudownie… – odpowiedziałem zrezygnowany. – Tęsknię za nim.

– Kiedy było wam cudownie? Jego nie było nawet wtedy, kiedy ojciec cię uderzył, zrozum, że to pieprzony egoista, który myśli tylko o własnej przyjemności. Obiecaj mi, że nigdy, ale to przenigdy się do niego nie odezwiesz. Jeśli to zrobisz, możesz się pakować!

– Kaśka, ja nie mam dokąd pójść!

– Wiem, dlatego tego nie zrobisz i mówię to dla twojego dobra!

Chociaż Kaśka dwoiła się i troiła, aby zapewnić mi wszystko, czego potrzebuję, ja sam czułem się coraz gorzej, będąc na jej permanentnym utrzymaniu. Nadszedł grudzień, a wraz z nim okres świątecznego szaleństwa i zbliżającego się końca roku. Kaśka rzadko bywała w domu, w związku z zakończeniem roku miała bardzo dużo pracy. Ja nie podszedłem do zimowej sesji egzaminacyjnej, tym samym liczyłem się z tym, że prawdopodobnie zawaliłem rok. Nie miałem jednak z tego powodu wyrzutów sumienia, właściwie sam nie wiedziałem, co dalej począć ze swoim życiem i czy kontynuowanie studiów ma dla mnie jakiś sens.

Na tydzień przed świętami, kiedy Kaśka namówiła mnie na wspólne ubieranie choinki, po raz pierwszy od czasu, kiedy u niej zamieszkałem, zapytała mnie o moich rodziców.

– Antek, odezwiesz się do mamy?

Spojrzałem na nią, prawie upuszczając bombkę, którą właśnie miałem zawiesić na drzewku.

– Ona nie chce, żebym się odzywał.

Kaśka długo milczała, udając zainteresowanie wieszanymi ozdobami.

– Myślę, że ona chciałaby, żebyś się odezwał – odpowiedziała w końcu.

– Dlaczego tak myślisz? Oni nie chcą mnie znać.

– Antek, nie bronię ich. To, co zrobił twój ojciec, było straszne, ja nie wiem, czy byłabym w stanie to kiedykolwiek wybaczyć, ale to jednak twoi rodzice, poza tym znam twoją mamę. Wiem, że to wszystko było okropne, ale wiem też, że ona bardzo cię kocha, podobnie jak twój tata. Ty też to wiesz, oni po prostu nie potrafią zrozumieć tego, kim jesteś.

– Szczerze, Kaśka, nie wiem, czy jestem na to gotowy – odpowiedziałem, ucinając temat i wracając do wieszania kolejnego zestawu świątecznych dekoracji.

 

Kaśka przez długą chwilę wpatrywała się we mnie, ale już nie odezwała się ani słowem. Mimo że nie chciałem dać tego po sobie poznać, to wiedziałem, że ona ma rację. Problem z moimi rodzicami nie był w tym, czy mnie kochają, czy nie. Polegał na tym, że nie potrafili zrozumieć tego, kim w istocie jestem, i za to miałem największy żal. Za to, że nawet nie próbowali tego zrobić. Jeśli jednak ktoś miałby wyciągać pierwszy dłoń, czułem, że nie powinienem być to ja.

– Antek – zaczęła na nowo Kaśka – tak sobie myślę, może chciałbyś pojechać ze mną na Wigilię do moich rodziców.

– Kochana jesteś, ale to nie będzie najlepszy pomysł.

– Dlaczego? Moi rodzice się ucieszą, będziesz zbłąkanym wędrowcem – powiedziała podekscytowana.

– Ja bym się źle czuł, to pierwsze takie święta i nie wiem, jak je zniosę. Wolę być sam, poza tym chcę sobie wszystko przemyśleć na spokojnie, nie mogę siedzieć ci ciągle na głowie.

– Powiedziałam ci, że możesz tu zostać, ile tylko chcesz, nie przeszkadzasz mi, wręcz miło mi wrócić do domu, kiedy tu jesteś.

– Dziękuję, co ja bym bez ciebie zrobił? – odpowiedziałem głosem pełnym wzruszenia i wdzięczności. – Muszę poukładać swoje życie i wziąć się w garść, zastanowić się, co dalej.

W dniu Wigilii, tak jak wspominałem Kaśce, zostałem w mieszkaniu, podczas gdy ona około piętnastej ruszyła do swojego rodzinnego domu. Nie sądziłem, że samotność tego dnia będzie aż tak dotkliwa. Przerzucanie kanałów w telewizji szybko pogrążyło ten stan jeszcze bardziej. Wszechobecna promocja rodzinnego stołu, przy którym zasiadają najbliżsi, mieszała się z ckliwymi polskimi kolędami, opowiadającymi o lichej stajence i mroźnej ciszy. Nie sądziłem również, że wobec wszystkiego, co miało miejsce, tak bardzo będzie mi brakować mamy. Na wspomnienie zeszłorocznych świąt, które spędziliśmy u naszych dziadków, w moich oczach zagnieździły się łzy. Nie zastanawiając się dłużej, czy to, co robię, jest mądre, chwyciłem za telefon i wybrałem numer do Marka.

Wystukanie numeru, sygnał oczekiwania, zaraz potem…

Abonent czasowo niedostępny, proszę zadzwonić później.

Czując bezsilność i rozgoryczenie, rzuciłem telefon na oślep. Mało brakowało, a roztrzaskałbym wazon stojący w kącie pokoju Kaśki. Rzuciłem się na łóżko, zacząłem płakać, łkałem tak długo, że miałem wrażenie, że trwa to kilka godzin, nie potrafiłem zrozumieć tego wszystkiego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Zapragnąłem cofnąć czas i wymazać wszystko to, co miało miejsce. Chciałem zacząć żyć jeszcze raz i rozegrać to na nowo. Spojrzałem na telewizor, na ekranie relacjonowano koncert bożonarodzeniowy ze stolicy. Na kadrach pojawiały się: Pałac Kultury, Stare Miasto, nowoczesny obszar centrum, aż w końcu most Świętokrzyski, ten sam, który ostatni raz oglądałem wspólnie z Markiem, mówiąc mu o swoich marzeniach.

Kaśka wróciła około północy, spałem przed telewizorem aż do momentu, kiedy szturchnęła mnie w ramię i próbowała obudzić.

– Hej, Antek, jak tam, dałeś radę?

– Eeee, tak, czemu nie zostałaś w domu?

– Nie mogłam cię zostawić tutaj, mama mówi, żebyś jutro przyjechał na świąteczny obiad i nie zniesie sprzeciwu.

– Kaśka… muszę ci coś powiedzieć.

– Co takiego? Wiem, że nie chcesz iść, ale mama prosiła…

– Kaśka, nie chodzi o obiad. Wyjeżdżam do Warszawy!

– CO? Coś ty znowu wymyślił?

– Nie, nie, nic nie wymyśliłem, poważnie chcę wyjechać, zacząć wszystko od nowa. Zawsze marzyłem, żeby tam mieszkać, nie mogę być tutaj. Pragnę wymazać to, co było, i być jak najdalej od Marka. Od tego wszystkiego, co mnie tutaj spotkało.

– Piłeś coś?

– Jezu, nie! Mówię poważnie, czuję, że chcę tam jechać.

– Ale Antek, ty nie masz pracy, nie masz pieniędzy, gdzie chcesz jechać?

– Mam trochę oszczędności, a od jutra zacznę wysyłać CV.

– Trochę oszczędności? Antek, twoje „trochę oszczędności” wystarczy ci na parę tygodni, no może miesiąc. Co z twoimi studiami? Co z nimi?

– Ten rok i tak już zawaliłem, poproszę o urlop dziekański, a po roku spróbuję się przenieść na UW.

– Ale Antek, to trzeba jakoś zaplanować, przygotować się do takiej decyzji.

– Postanowiłem!

Kaśka spojrzała na mnie swoim bystrym wzrokiem.

– Jesteś pewny tego, co mówisz?

– Tak, jestem pewny, że chcę spróbować.

Kaśka ścisnęła usta, kilka razy na przemian otwierała je i zamykała, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale brakowało jej słów. Wstała i spojrzała na mnie z miną pełną powagi.

– Jeśli ty sam czujesz, że tego chcesz, to mi pozostaje to uszanować. Pomogę ci tyle, ile będę w stanie. Pogadam z Darkiem i chłopakami, może uda się cię gdzieś zaczepić albo poszukać jakiegoś mieszkania na start. Oni z pewnością mają tam jakieś znajomości – dodała z dużo bardziej już pogodną miną.

– Naprawdę cieszę się, że jesteś, kocham cię, Kasiu, z całego serca. – Podszedłem do niej i uściskałem ją z całych swoich sił.

– Nie wiem, jak zniosę rozłąkę z tobą. Jednak, jeśli ty sam czujesz, że to będzie dla ciebie dobre, to ja też będę w to wierzyć – odpowiedziała łamiącym się głosem.

– Ej, laska, nie płacz, to tylko niecałe trzy godziny pociągiem. Damy radę!

– Tak, wiem, naprawdę chciałabym, żebyś był szczęśliwy i tego właśnie życzę ci na te święta.

Naszą rozmowę przerwał sygnał przychodzącej wiadomości z końca pokoju, gdzie leżał mój rzucony telefon. Kaśka podeszła do niego, chwyciła go w dłoń i podała mi.

– Antek, to twoja mama – powiedziała zaskoczona.

Wesołych Świąt, synku. Kocham i zawsze będę Cię kochać. Mama

Trzykrotnie odczytałem tę wiadomość, skupiając się na każdym jednym wyrazie, chociaż komunikat składał się zaledwie z dwóch zdań.

Spojrzałem na Kaśkę.

– Odpisz! – prawie krzyknęła.

– Co mam odpisać?

– To, co czujesz.

Nie zastanawiałem się nad tym, co powinienem napisać. Poczułem impuls, który chciałem zapisać w formie SMS-a i przekazać mamie. Szybko wstukałem litery:

Ja Ciebie też kocham, Mamo. Wesołych świąt!

*

– Może skłam w CV, że gdzieś pracowałeś – podpowiadała Kaśka, zajadając się popcornem i obserwując strony wyszukiwanych przeze mnie potencjalnych pracodawców. Śledziła przy tym moje nieudolne próby składania swoich aplikacji, z tak wątłym życiorysem i bez doświadczenia w jakiejkolwiek branży.

– Nie będę kłamał, to zawsze ma fatalny skutek, coś o tym wiemy.

– No tak, może masz rację, ale jednak miałbyś większe szanse, zobacz na to:

Interesujesz się modą, znasz światowe marki, a jednocześnie masz dobre maniery i chciałbyś budować swoją przyszłość wśród ludzi mody z najwyższej półki? Ta praca jest dla Ciebie. Szukamy nie pracownika, ale pasjonata męskiego stylu.

– Mają nieduże wymagania, bardziej koncentrujące się na cechach charakteru – podpowiadała Kaśka po zapoznaniu się z listą wymagań dotyczących pracy na tym stanowisku. – O, i patrz! Praca bez weekendów, będziesz mógł przyjeżdżać do mnie – świergotała uradowana.

– No tak, prześlę tam swoje dokumenty, chociaż na razie to marne szanse mam na cokolwiek – odpowiedziałem, zamykając laptopa.

– Nie łam się, będzie dobrze, coś się znajdzie, tylko ktoś musi się na tobie poznać. Swoją drogą, rozmawiałam z Darkiem na twój temat. Powiedział, że ma jakiegoś znajomego w Warszawie, który wynajmuje mieszkanie jakiemuś chłopakowi, podobno są tam dwa pokoje i jeden powinien się zwolnić od nowego roku. Być może będziesz miał mieszkanie na start.

– Świetnie, Kaśka! To cudowna wiadomość. Dziękuję.

– Nie dziękuj, a poza tym nie ma jeszcze za co, ustalę szczegóły z Darkiem i dam ci znać, jeśli pokój będzie wolny.

Wróciłem do przeglądania ogłoszeń, wyszukując jakiegokolwiek zatrudnienia, które mogłoby pasować do mojej osoby. Liczyłem, że część moich zainteresowań lub cech charakteru mogłaby stać się punktem zaczepienia w rozmowie z ewentualnym pracodawcą. Czułem na sobie obecność wzroku Kaśki, która, byłem pewny, przyglądała mi się od dłuższego czasu.

– Możesz powiedzieć, o co ci chodzi?

– Nie, o nic, tylko czy jesteś pewny, że dobrze robisz? Mam wrażenie, że uciekasz, a ucieczka nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem.

Spojrzałem na nią.

– Może uciekam, nie wiem… Czuję, że chcę, że chcę spróbować. Co ja mam do stracenia? Próbuję wymazać to, co było złe.

– Nie wymażesz tego, co było, możesz tylko myśleć, jak tego nie powtórzyć, mam na myśli Marka.

– Myślę, że nadal go kocham – powiedziałem do Kaśki z miną zbitego psa.

– Wiem o tym. Widzę to od dnia, kiedy tu zamieszkałeś.

– Tym bardziej chcę wyjechać, tutaj o nim nie zapomnę.

Kaśka nie odpowiedziała, tylko chwyciła mnie za rękę, mocno ją ściskając.

– Dosyć płaczów i smutków, jutro idziemy na zakupy.

– O czym ty mówisz? Ja nie mam pieniędzy, nie będę wydawał zaskórniaków na ubrania.

– Ale ja mam, nie pojedziesz do stolicy jak kocmołuch, w końcu musisz się pokazać z najlepszej strony.

– Nie, Kaśka, nie ma opcji, za dużo od ciebie już dostałem.

– Ty nic nie dostaniesz. – Uśmiechnęła się, szczerząc zęby. – A jak już się tam ustawisz, to zabierzesz mnie na zakupy w stolicy – zakończyła jeszcze mocniej, chwytając mnie za rękę.

*

Mimo wysłania łącznie około czterdziestu aplikacji poszukiwanie pracy okazało się bardziej problematyczne, niż zakładałem. Przez kolejne trzy dni nie odezwał się do mnie ani jeden pracodawca. Wpływało to destrukcyjnie na i tak już obniżoną samoocenę.

– Może powinienem się przenieść i osobiście składać CV – zagadałem do Kaśki przy wspólnym obiedzie.

– Na to ci nie pozwolę – odrzekła. – Nie masz kasy, Antek, nie mam na tyle oszczędności, żeby pożyczyć ci na niewiadomo jak długi czas.

– Nie, nie chcę od ciebie jej pożyczać, ale wiesz, to mieszkanie też nie będzie czekać w nieskończoność.

Wczoraj wieczorem odwiedzili nas Darek z Andrzejem. Obwieścili, że mogę się wprowadzać, kiedy będzie trzeba, a cena za pokój to sześćset zł po znajomości, co jak na standardy warszawskie było bardzo niską stawką.

– Darek powiedział, że będzie wolny od początku stycznia. Zobaczysz, po Nowym Roku na pewno ktoś się odezwie, teraz to martwy okres.

Dokładnie w tej sekundzie, gdy Kaśka kończyła zdanie, mój telefon, leżący na fotelu, zaczął wydawać dźwięk obwieszczający połączenie przychodzące z nieznanego numeru. Podskoczyłem jak oparzony na krześle i z przejęciem odebrałem.

– Antoni Sambor, proszę, słucham.

– Dzień dobry, panie Antoni, z tej strony Izabella Holmes – odezwał się wyniosły kobiecy głos po drugiej stronie. – Właśnie otrzymałam pana życiorys i zaciekawiła mnie wzmianka o pasjonowaniu się modą męską. Chciałabym zaprosić pana na spotkanie rekrutacyjne, w związku z poszukiwaniem doradcy wizerunku w naszym butiku. Rozmowa odbyłaby się trzydziestego pierwszego grudnia ze mną oraz moim mężem Henrykiem Holmesem. Proszę się pojawić o godzinie dziewiątej pod adresem, który prześlę w wiadomości po zakończeniu naszej rozmowy. Czy to jest jasne?

– Eee, bardzo przepraszam, ale czy istnieje możliwość spotkania się z państwem odrobinę później? Pytam, ponieważ nie wiem jeszcze, jakie mam połączenia kolejowe do Warszawy, a obecnie przebywam na południu kraju.

– Jest to absolutnie wykluczone. Osoby, które zdecydują się aplikować na stanowisko doradcy w naszym butiku, muszą wykazywać się przede wszystkim szacunkiem do swoich pracodawców. Jeśli nie może się pan stawić we wskazanym czasie, to pozostaje nam zakończyć rozmowę.

– Nie! Przepraszam, będę na pewno. Postaram się, to znaczy, jeszcze dziś pojadę do Warszawy i będę obecny w miejscu i o czasie, które pani wskazała.

– Doskonale, a zatem do zobaczenia pojutrze. Proszę oczekiwać wiadomości z potwierdzeniem, jednocześnie potwierdzić odbiór. Życzę miłego dnia. Do widzenia – zakończył kobiecy głos tym samym wyniosłym tonem.

Serce biło mi jak szalone, a na czole pojawiły się krople potu.

– Kaśka! Mam rozmowę – zawołałem uradowany.

Ta podbiegła do mnie i chwyciła mnie w objęcia, podnosząc w górę o kilka centymetrów.

– Wariatko! Oszalałaś! Puść mnie – krzyczałem, wymachując telefonem przed jej głową.

– Super! Tak się cieszę, pokaż im, jaki jesteś dobry!

– Po telefonie od tej kobiety czuję, że to nie będzie łatwa rozmowa. Nie była zbyt miła.

 

– Mniejsza o nią, pójdzie ci świetnie, wierzę w ciebie!

– Nareszcie, światełko w tunelu. Ale… muszę być pojutrze w Warszawie i to o dziewiątej rano!

– Trudno, pojedziesz jutro i przygotujesz się do rozmowy. Załatwię ci hotel.

– Nie, Kaśka, nie możesz, zbyt wiele mi dałaś, pojadę jakimś bardzo wczesnym pociągiem i przeczekam tam.

– Nie pojedziesz żadnym wczesnym pociągiem, masz wyglądać świetnie, być wyspanym i wypoczętym. Nie martw się, wystawię fakturę na firmę. W końcu ja rzadko korzystam, a tobie to może się przydać.

– Mówisz poważnie, a co, jeśli będziesz mieć jakieś problemy z tego powodu?

– Nie będę mieć żadnych problemów, teraz ty jesteś najważniejszy, masz dostać tę robotę!

– Co ja bym bez ciebie zrobił?

– Zginąłbyś – odpowiedziała i uśmiechnęła się szeroko.

Nieważne, że zaproszenie na rozmowę nie oznaczało jeszcze zakończenia rekrutacji i otrzymania pracy. Nieważne też, że rozmowa nie zapowiadała się na łatwą. Najważniejsze było to, że poczułem wiatr w żaglach i szansę na to, że mój plan może w końcu się zrealizować. Wiedziałem też, co muszę zrobić, gdy będę już w stolicy. Koniecznie muszę pójść na most Świętokrzyski, gdziekolwiek się znajduje, i zobaczyć tę drogę, którą utożsamiałem z perspektywą zmiany swojego życia.

Okazało się jednak, że zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną nie było jedyną niespodzianką w tym dniu. Zaledwie kilka godzin później wydarzyło się coś, co jeszcze bardziej zaburzyło i tak zawirowany okres w moim życiu. Około godziny dwudziestej drugiej domofonem zadzwonił ochroniarz, obwieszczając Kaśce, że przysłano na jej adres paczkę zaadresowaną na moje nazwisko.

– Zamawiałeś coś? – zapytała zdziwiona.

– Gdzież tam, co miałbym zamawiać? – odparłem zaskoczony.

– Nie wiem, to dziwne. Ktoś wie, że tu mieszkasz?

– Niby skąd? Co najwyżej Darek i Andrzej.

– Dobra, zaraz wrócę! – Założyła kozaki i zeszła do recepcji po pakunek, o którym wspominał ochroniarz. Nie było jej kilka minut. Wróciła z małym pudełkiem obwiązanym czerwoną wstążką.

– Co to jest? – zapytałem zaskoczony.

– Nie wiem, to dla ciebie. Otwórz, to zobaczymy.

– Pytałaś, kto to zostawił?

– Podobno kurier bez potwierdzenia odbioru.

Rozwinąłem wstążkę i uchyliłem wieczko pudełka. Wewnątrz znajdowała się mała choinka na baterie, w różnokolorowe światełka zamocowane na końcach jej gałęzi. Była naprawdę urocza, mimo tego, że nie miała żadnych dodatkowych ozdób. Oprócz tego była tam także złota, bardzo gruba koperta, również obwiązana czerwoną wstążką. Drżącymi palcami i z jednocześnie narastającym podnieceniem rozwinąłem sznurek i uchyliłem rąbek papieru.

– O cholera! – krzyknąłem, upuszczając kopertę na podłogę i wysypując jej zawartość.

Na srebrny dywan Kaśki rozsypał się stosik banknotów o nominałach stu i dwustu złotych.

– Co to jest?! – krzyknęła równie zaskoczona Kaśka. – Czekaj, tu jest liścik.

To wszystko, co jeszcze mogę

zrobić, wiem, że teraz

będą Ci potrzebne.

Kocham Cię!

M.

– M? Myślisz, że… – szepnęła Kaśka.

– Eee, chyba tak, no bo kto?

Kaśka szybko przeliczyła pieniądze.

– Tu jest jakieś pięć tysięcy. Skąd twoja mama miała tyle kasy?

– Mama? Aa, tak, mama – powtórzyłem wybity z transu. – Nie wiem, może odkładała na jakąś czarną godzinę?

– Powinieneś je przyjąć – odpowiedziała z powagą Kaśka.

– Co? Ech, nie, chyba nie powinienem, na pewno nie powinienem.

– Antek! Wyjeżdżasz do Warszawy, to drogie miasto, musisz mieć coś na start, są ci potrzebne. Kaucja za mieszkanie, miesiąc bez wypłaty, nawet nie wiesz, ile będziesz zarabiać, musisz je przyjąć.

Spojrzałem na Kaśkę i leżące na ziemi banknoty. Potrzebowałem tych pieniędzy, wiedziałem, że są mi potrzebne. Obawiałem się jednak o źródło ich pochodzenia. Pochyliłem się w stronę Kaśki, aby pomóc je zebrać.

Rzeczywiście znajdowała się tam okrągła sumka pięciu tysięcy złotych. Do późnego wieczora rozmawialiśmy o tym, jak ogromne nadzieje wiążę z tą rekrutacją i w ogóle ze stolicą. Kasia wspierała mnie w tym i cały czas zapewniała, że jeśli coś pójdzie nie tak, to zawsze mam gdzie wrócić. Po zjedzeniu kolacji i obejrzeniu filmu postanowiliśmy pójść spać.

Już leżąc w łóżku, długo rozmyślałem nad tym, co się wydarzyło w ciągu całego dnia. Znów wziąłem telefon do ręki i długo się nie zastanawiając, wybrałem jeden z numerów z etykietką Ulubione. Sygnał oczekiwania… jeden…. drugi… trzeci… A potem komunikat:

– Abonent czasowo niedostępny, proszę zadzwonić później.

Opadłem na poduszkę. Wiedziałem, że to koniec, że to przegrałem, a prezent, który otrzymałem, jest jakimś rodzajem zadośćuczynienia, które miało wynagrodzić mi krzywdy.

Spojrzałem na śliczną, świetlną choinkę:

– Dziękuję ci! Ja też cię kocham… Marku.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?