3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

System diabła

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
System diabła
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Okładka, projekt graficzny

Incepcja/FX Media

Zdjęcia na okładce:

© bluca butti/flickr, © eanimation /flickr, © tony tang1/flickr,„Devil in the flesh”, piranja/portrait-photos.org

Redakcja i korekta

Agata Łojek (UKKLW)

Dyrektor projektów wydawniczych

Maciej Marchewicz

ISBN 9788380796720

Copyright © Paweł Lisicki

Copyright © Fronda PL Sp. z o.o.

Warszawa 2021


Wydawca

Wydawnictwo Fronda Sp. z o.o.

ul. Łopuszańska 32

02-220 Warszawa

tel. 22 836 54 44, 877 37 35

faks 22 877 37 34

e-mail: fronda@fronda.pl

www.wydawnictwofronda.pl

www.facebook.com/FrondaWydawnictwo

www.twitter.com/Wyd_Fronda

Konwersja

Epubeum

Spis treści

1. System diabła

2. Zakład

3. Debata

4. Krzywda

5. Anonimowość

6. Metoda

7. Potyczka

8. Równość

9. Dzieciobójstwo

10. Matka

11. Ojciec

12. Idee

13. Rewolucjoniści

14. Armia

15. Uniwersalność

16. Płeć

17. List (1)

18. Denuncjacja

19. Komunizm

20. Kropla

21. Kompost

22. Tajemnica

23. Początek

24. Wyobraźnia

25. Odejście

26. List (2)

27. Demokracja

28. List (3)

29. Pandemia

30. Kloaka

31. Moralność

32. Reset

33. Babilon

34. Pustynia

35. Narada

36. Pojedynek

37. Pokuta

38. Epilog

1. System diabła

Nie przeczę, że nie decydując się wcześniej nie spisywać moich myśli – to, że nie mogłem i nie chciałem tego robić, nie będzie niczym zaskakującym – nie kierowałem się niczym innym jak tylko ostrożnością. Nie ma mowy drugi raz dać się zrobić w konia tak jak tyle wieków temu – ta myśl nie pozwalała mi nie milczeć. Już nie. Teraz żyję, nie ukrywam, w stanie, powiem to tak, radosnego oczekiwania. Gdyby nie to, że duchom nie przystoją emocje, chociaż nawet sam pantokrator wspominał o swoim gniewie i radości, gotów byłbym nie ukrywać euforii. Poza tym przed pisaniem wstrzymywała mnie osobliwa cecha mojego myślenia, by mianowicie każdy sąd próbować przedstawiać w formie negacji, co może być, nie przeczę i nie lekceważę, trudne do zniesienia. Postaram się jednak, na ile to możliwe, przezwyciężyć i mimo całej niechęci i wrogości do wszystkiego, co pozytywne, wyrażać twierdząco. Uff, dość tego wprowadzenia.

Drobna uwaga – wybrałem formę ekspresji dla szatana dość niezwykłą, bo postanowiłem prowadzić blog. Dziwi was to? Nie powinno. My, diabły, kochamy technologię. Uwielbiamy nowinki. Dlaczego tak bardzo? Kto przeczyta, zrozumie.

2. Zakład

@@@

Nie mogę jednak już nie mówić (dlaczego nie umiem nie napisać po prostu „milczeć”? Ćwicz zdania oznajmujące, ćwicz zdania oznajmujące, powtarzam sobie). Wkrótce zatem, kiedy to będzie, nie jest aż tak ważne, zostanę wezwany przed właściwe oblicze i tam wreszcie wygarnę wszystko. Wygarnę, chyba że znowu spróbują mnie uciszyć. Tylko że tym razem jestem do konfrontacji przygotowany. Doskonale znam ich sztuczki i nie dam się nabrać. Niech zastawiają pułapkę, nie przechytrzą mnie. Niech rozmieszczą wnyki, ominę je. Tak, dwa tysiące lat temu pantokrator zastawił na mnie sidła. Dałem się podejść. Dałem się, ja, chytry i przebiegły, ja, zręczny i przenikliwy mistrz zwodzenia, zwieść. Działał, przyznaję, z zaskoczenia. Nie doceniłem go. Nie przyjmowałem do wiadomości, że może być tak uparty. Paradoksalnie zbyt go ceniłem, żeby uznać, że posunie się tak daleko. Dlatego mimo uszu puszczałem zapowiedzi i nie zwracałem uwagi na znaki. A on zrobił to, co wcześniej zapowiedział, co było tak niedorzeczne, głupie i absurdalne, że nie mogłem tego przyjąć ani się z tym pogodzić.

Musiałbym się siebie wyrzec i zaprzeć, musiałbym przekreślić swoją godność, dać się poniżyć i podeptać, a przecież nie byłem i nie mogłem być do tego zdolny. Czy ten, kto świeci jasno jak gwiazda zaranna, kto jest najpiękniejszym z duchów i powinien zasiadać na tronie u szczytu niebios, mógł się pogodzić z tym, że syn Wielkiego Łaskawcy zamieszka w nędznym ciele zwierzęcym, stanie się mieszańcem ducha i materii? Że będzie dzielić z małpami ich los? Nigdy. Bądźmy poważni. Bądźmy rozumni.

@@@

Kiedy o tym usłyszałem, wzruszyłem ramionami. Byłem pewien, że gra, że się bawi. Więc kiedy mnie wygnał i poniżył, kiedy wysłał swoich sługusów, by mnie strącili w otchłań, drwiłem i szydziłem.

W kąciku świadomości nie przyjmowałem tego do świadomości. Wiedziałem i słyszałem, ale nie uznawałem i bojkotowałem. Byłem żywym protestem. Nie byłem posłuszny, nie słuchałem, ale czy protestując i odrzucając, nie stałem na straży jego i mojej wielkości? Jego i mojej! Godząc się na jego samoponiżenie, skazywałem siebie. Ile byłem wart, skoro powołał mnie do istnienia tak szalony stwórca? Nie mogłem pozwolić się tak poniżyć. Jak mógł tego nie widzieć? Zbytnia pewność siebie mnie zwiodła. Kiedy zatem zstąpił z nieba syn Wielkiego Łaskawcy, nie zachowałem ostrożności i pozbyłem się go jak tylu innych przed nim. Błąd, którego nie miałem prawa popełnić. Ja, książę tego świata, omal nie straciłem domeny, nad którą władam.

@@@

Dość tego. To były błędy młodości. Po dwudziestu wiekach odzyskałem kontrolę nad swoimi ziemiami. Znowu jestem księciem pełną gębą. Teraz mam go w garści i nikt mnie już nie wykiwa. Nikt nie zadrwi ze mnie. Najbardziej radosne są chwile oczekiwania na kapitulację. Kiedy już wiem, że wygrałem, i tylko czekam na przybycie posłańca, który przyniesie białą flagę i wezwanie na sąd. Lada moment zatriumfuję. Odciąłem kanały łączności. Zerwałem wszelkie drogi komunikacji między ziemią a niebem. Zatkałem szczeliny. Tak, przyznaję, jeszcze gdzieniegdzie dostrzegam rysy na murze, ale czas gra na moją korzyść. Odetnę ich od niego ostatecznie. Żadna prośba i żadne błaganie, żadne westchnienie i żadne pragnienie nie przedrze się przez mur, który wzniosłem. Więcej. Nie tylko, że nic do niego nie dotrze, ale nic nie zostanie wysłane. Stworzyłem system doskonały. Zbudowałem wreszcie układ całkowicie domknięty.

 

@@@

Ostatni raz starłem się z nim bezpośrednio niewiele więcej niż sto lat temu. To miało być spotkanie tylko między nami, ja i zwodziciel. Jak zwykle nie trzymał języka za zębami i przekazał skrót rozmowy ziemskim mieszańcom. Przeczytałem o tym i wzruszyłem ramionami. Jak on mógł wierzyć, że ostrzeżenie poskutkuje? Opowiedział o naszym zakładzie jednemu z małpich kapłanów, rzymskiej skale. A ten wszystko spisał grzecznie. „Gdy go zapytano, co się zdarzyło w czasie dziękczynienia po Mszy Świętej, Papież odrzekł, że w chwili, gdy zamierzał zakończyć modlitwę, usłyszał dwa głosy: jeden łagodny, drugi szorstki i twardy. I usłyszał taką oto rozmowę:Szorstki głos Szatana: »Mogę zniszczyć Twój Kościół!«.Łagodny głos: »Możesz? Uczyń więc to«.Szatan: »Do tego potrzeba mi więcej czasu i władzy«.Pan: »Ile czasu? Ile władzy?«. Szatan: »Od 75 do 100 lat i większą władzę nad tymi, którzy mi służą«.Pan: »Masz czas, będziesz miał władzę. Rób z tym, co zechcesz«”.

To prawda, tak to mniej więcej było, gdyby pominąć ozdobniki i ten podział na głos szorstki i łagodny i przymilne „Pan”, którym opisywał zwodziciela. Drażni mnie to namaszczenie: „odrzekł”, „zapytano go”, „dziękczynienie”. Zgoda, prowadzę blog i postanowiłem być szczery, więc i cytuję wiernie, ale ogon z wściekłości bije tak, że w całym piekle słychać. Dlaczego te klechy zawsze muszą uprawiać propagandę? Rozmawialiśmy rzeczowo, uczciwie. Powiedziałem, że przegrywa, że jeśli nie będzie mi bruździł, zrobię swoje. Na nic twoja męka i krzyż. Nikt nie będzie o tobie pamiętał. Dawno temu założyliśmy się o Hioba, wygrałeś. Na krzyżu wygrałeś. Do trzech razy sztuka, powiedziałem. Szlus teraz.

Wszedł w to, bo myślał, że w Kościele ma przyczółek i oparcie, więc mnie ogra. Kościół, zabawne, dla mnie to trzęsawisko żmij. Ale OK, niech sobie wierzy. Tylko dlaczego gra nieczysto i nie dotrzymuje umów? Ledwo się rozeszliśmy, a rzymski namiestnik dostał przeciek. Małpa w tiarze, tym jest dla mnie. Przebieraniec. Już, już, muszę się opanować (chciałbym powiedzieć: „Diabli mnie biorą.”, ale nie mogę). W każdym razie po staremu ułożył modlitwę. W tym tylko są dobrzy, w gadaninie i wzdychaniu. Mnie to nie przeraża, bimbam sobie na te ich prośby. Ot, nawet ją przytoczę, tak jak inne raporty, żeby pokazać, że się nie boję.

„Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwościom Złego Ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy. A Ty, wodzu niebieskich zastępów, Szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen”.

Martwe słowa, nikogo nie poruszą. Za późno. Zakład to zakład. Dostałem czas i władzę i nic mnie nie powstrzyma. Przeklęty archanioł nic nie wskórał. A ja przeniosłem swój sztab dowodzenia z piekła na ziemię. Wracam do swojej własności.

@@@

Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie stanę i wzniosę swój palec (a może szpon), występując w przeznaczonej mi roli oskarżyciela i prokuratora świata. Och, stuknę sobie wtedy kopytkiem, ogonkiem zawinę, siarką chuchnę, że cuchnąć będzie na dworze pantokratora jak w najniższym kręgu mojego księstwa. Nikt nie wie, kiedy ten dzień nadejdzie. Nieznany jest czas zwołania posiedzenia, więc muszę mieć pod ręką właściwe argumenty i przekonujące słowa. Upokorzę ich i udowodnię, że od początku miałem rację. Ciekawe, czy będą się płaszczyć przede mną, tarzać i wić, podziwiając we mnie nowego pana i króla świata, czy też pozostaną przy skompromitowanym Wielkim Łaskawcy. A on, podły, co to myślał, że będzie kochany i wielbiony, bo ich stworzył i należy mu się wdzięczność, będzie musiał bezradnie się gapić, jak odbieram mu władzę i królowanie. Jak ci wszyscy, którym dał byt i życie, zamiast jemu hołdy oddawać przylgną do mnie i pod moją chorągwią podążą do jedynego prawdziwego miejsca przeznaczenia, do piekła. Niebiosa i ziemia będą milczeć, a wszyscy potomkowie Adama skłonią się przede mną.

@@@

Nie chełpię się. System nie zna wyjątków. Wprawiłem go w ruch przed wiekami i patrzę ze spokojem, jak przynosi efekty. Żadnego ryzyka. Żadnej improwizacji. Tak, niektórzy moi współpracownicy, demony starej szkoły, wciąż nie opanowali koniecznej sztuki wstrzemięźliwości. Głupcy łaszczą się na jedną czy drugą duszę, tańczą wokół, chwytają, co popadnie, do ucha szepczą, w ciało wchodzą i robią sobie z niego mieszkanie. Rozumiem ich, w końcu jako młody demon też taki byłem. Teraz rzadko sobie folguję. Jednak nie te sztubackie wybryki dają mi pewność. Nie to, że ten lub ów młodszy demon zwiódł biedną duszę i przekonał ją o naszej wyższości, ale właśnie całkowity, niewzruszony i nie do zakwestionowania program. PROJEKT. SYSTEM.

Nie przeczę, każda nowa dusza poddana męczarniom to zysk, ale, do licha, nauczmy się, my, diabły, myśleć całościowo. Udało mi się uruchomić system, który ostatecznie przyniesie zwycięstwo. Już nikt nigdy nie będzie uważał, że istnienie jest lepsze od nieistnienia, że bycie jest dobrem, że to, co jest, zasługuje na wybór i pochwałę. Nie: nic, co istnieje, nie zasługuje na to, by istnieć, wszystko powinno się pogrążyć w nicości, w całkowitej, bezdennej nicości, za którą pozostaje jedynie rozpacz i cierpienie. Tam i wtedy się do nich dobiorę. Do odrzuconych i potępionych, których sobie zdobyłem. Będą nienawidzić pantokratora jak ja, skrzywdzeni i poniżeni, ofiary wiecznego, kosmicznego ładu.

@@@

Chcecie wiedzieć, jak tego dokonałem? Jak pokonałem zwodziciela? Jak przekonałem ludzi nie tylko o tym, że Bóg nie jest Miłością (co za żałosna retoryka propagandowa, którą zwiódł małpy), lecz nawet o tym, że nic nie jest warte istnienia? Opowiem o tym po kolei. Na początek jednak garść zasad. Żebyśmy dobrze zrozumieli, jak działa ten SYSTEM. Żeby wszyscy pojęli, na czym polega. Tak. Trzeba myśleć strukturalnie i totalnie. Równania zamiast zdań, liczby zamiast słów. Jednostki zamiast osób. Żargon, nie język. Algebra i niewiadome, które się dodaje i odejmuje. Na końcu wynik o zerowej sumie.

@@@

Udało mi się obejść jego zakazy i pokonać go na własnym polu. Myślał, że skoro pozostawi wolę i duszę w rękach człowieka, skoro nie wolno mi przenikać do ludzkiego umysłu i woli, to jestem skazany na przegraną? Dobre sobie. Obmyśliłem mechanizm, który działa bezbłędnie. Doprowadziłem do tego, że małpy ukochały zniewolenie. To jest prawdziwy przewrót: pantokrator dał im wolną wolę, żeby go chwalili, a ja znalazłem sposób, żeby się jej wyrzekli. Wolność zastąpili wygodą. Nikt nie jest już teraz schowany i ukryty. Mam ich jak na widelcu. Są moi, a ja mogę nimi sterować i manipulować. Jeszcze lepiej: oni sami tak sobą manipulują i sterują, że nie chcą słyszeć o niebie i pantokratorze. Otępiali, nie chcą też słyszeć o mnie, ale co do tego się mylą.

Domknięcie systemu to tylko kwestia czasu. Sami myślą o sobie jak o zwierzętach. Zabiłem w nich duszę. Odebrałem rozum i serce. Wstrzyknąłem im taką dawkę niewiary i zwątpienia, że nigdy się od niej nie uwolnią. Zmutowałem im świadomość, a to lepsze niż stworzenie od nowa. Uwolniłem od tyranii prawdy, od posłuszeństwa temu, co jest, wyzwoliłem z ducha i wieczności. Są teraz tylko konstruktorami własnego zatracenia. Owszem, musiałem za to nieco zapłacić, ale każde wielkie zwycięstwo kosztuje. Zapłaciłem usunięciem się w cień. Praktycznie zniknąłem z ich świadomości. Schowałem się i wyrzekłem sławy. Chwilowo. Bo kiedy dopełni się czas i stanę tam, dokąd mnie wezwą, odzyskam całą chwałę i wielkość. Doprowadzę do tego, że świat ostatecznie wymknie się z jego ręki. Nikt już się przed nim nie zegnie, żadna modlitwa nie popłynie, żadna pieśń nie wybrzmi.

Już niedługo zabrzmi ostatnia msza na ziemi. Małpy same usuną pośredników, zlikwidują kapłanów. Wszetecznica zniknie, chociaż być może zostawią ją na pewien czas w innej formie, jako agencję do spraw nowego humanizmu. O zwodzicielu nikt nie będzie przypominać, na jego pamiątkę odprawiać rytuałów. Żadnego wina, które staje się krwią, żadnego chleba, które jest ciałem. Przeklęta magia odejdzie w niebyt razem z guślarzami. Już niedługo z ziemi znikną ostatni mnisi. Pozostaną po nich stare budynki, które małpy, o zwycięski duchu Prometeusza, przeznaczą na burdele, hotele i SPA. A także na szpitale, bo przecież im są zdrowsi i im dużej żyją, tym bardziej muszą się leczyć i pilnować. Ci, którzy nie będą chcieli się poddać, zostaną zamknięci w obozach dostosowawczych. Kto będzie się sprzeciwiał, zostanie usunięty jako wróg społeczny. Kto będzie się powoływał na głos pantokratora, zostanie poddany terapii.

Odebrałem im już historię i doprowadziłem do tego, że znienawidzili przodków, że się ich wstydzą, gardzą nimi, wyrzekają się ich i przepraszają za nich. Nie mają dziedzictwa ani przeszłości, rzuceni w przyszłość, są w moich rękach. Tyle na początek. Reszta to przykłady. Zebrane poniżej raporty nie pozostawiają żadnych wątpliwości. System działa bez zarzutu. Jedna tylko myśl mnie dręczy: żebym nie przegapił jakiegoś szczegółu, nieważnego szczególiku, który, kto to wie, nagle wszystko odmieni. Nie mogę lekceważyć zwodziciela. Zakład to zakład. Dlatego czasem ogarniają mnie wątpliwości, czy on jeszcze nie chowa w zanadrzu asa? Czy naprawdę jest tak słaby, jak udaje? Wtedy od nowa badam SYSTEM. Nie znajduję w nim żadnej słabości. Krok po kroku dzieje się zmiana i buduje przyszłość.

@@@

Podrzucam im czasem tylko słowo i pojęcie. Nauczyłem się tego, że małpy, jeśli mają iść pod moją chorągwią, muszą używać moich haseł. Nie mogę pozwolić, żeby używały starego języka. Od tego się wszystko zaczęło. Punkt pierwszy i kluczowy: to, czego zakazał pantokrator, trzeba zneutralizować. Najlepiej znaleźć nowe nazwy, maksymalnie obojętne i suche. Zamiast sodomii niech będzie LGBT. Zamiast zabójstwa nienarodzonego – aborcja. Zamiast morderstwa starca – eutanazja. Kontrolując język, mam władzę nad ich wyobraźnią. Pozornie zniknąłem, faktycznie nigdy nie miałem takiej mocy. Każde zdanie, które dziś wypowiadają, czy to w parlamentach, czy w mediach, idzie na moje konto i jest znakiem zwycięstwa. Nie wiedzą, jak bardzo mnie chwalą. Że bez wspominania imienia? Co mi tam. Niech trzymają swoje zabawki, niech potrząsają własnymi grzechotkami, niech będą przekonani, że sami to wszystko wymyślili. Wracając do zakładu: ja nie chcę konkurować z aniołami o dusze. Ja chcę stworzyć system, w którym wszelka myśl o duszy będzie od początku wykluczona u wszystkich. Układ scalony i zamknięty w obrębie doczesności.

Ci, którzy się w nim znajdą, a będą to wszyscy ludzie bez wyjątku, nie będą znali bezwzględnych norm i praw, bezwarunkowych zakazów i niedających się przezwyciężyć ograniczeń. Wszystko będzie płynne i niejasne, zamazane i bez konturów. Pozostanie im jeden absolut: strach. Będą się bać wszystkiego. Nowe prawo przeżycia zakłada ścisłe i totalne podporządkowanie interesu jednostek korzyści ogólnej.

Równość całkowita, moralność bezwyjątkowa – to moja najskuteczniejsza broń. Każdy akceptuje każdego totalnie. Nie ma miejsca na mniejszości i opór. Co ludzkość ustanawia jako prawo, to wiąże wszystkich po równi. Żyją w stanie wyjątkowym, więc nie ma miejsca na samowolę. Moralność społeczna to najlepszy instrument narzucenia tyranii – nauczyłem się tego i stosuję teraz z bezbłędną precyzją. Pantokrator stworzył ich jako mężczyzn i kobiety, żeby siebie uzupełniali i w ten sposób przekazywali życie. Ja powiedziałem, że każdy sam sobie wystarcza. Mężczyzn połączyłem z mężczyznami, kobiety z kobietami. Każdy jest sobą i spełnia się, pożądając. Abstrakcyjny akronim ukrył starodawną treść i z dawnych sodomitów uczynił heroldów nowoczesności. Czyż nie jestem mistrzem? Czy nie umiem przemieniać rtęci w złoto? Nawet tych resztek obrazu pantokratora, które pozostały w nich, używam do swoich celów. Szukają sprawiedliwości, a ja podstawiam pod nią równość i jednolitość. Chcą pomagać słabszym, a ja ze słabszych czynię potężnych. Szanują ofiary, a ja przemieniam ofiary w chciwców i przebiegłych szantażystów. Zmieniam sens i znaczenie słów.

@@@

Wołają: trzeba zlikwidować wszystkie różnice! W to mi graj! To jest to, na co czekałem. Krok po kroku utracą wcześniejsze przywileje. Zamknąłem ich w pułapce doczesności i już nie wypuszczę. Kara więzienia praktycznie stanie się niepotrzebna, bo cały świat będzie jednym wielkim więzieniem. Albo jednym wielkim szpitalem, co na jedno wychodzi. Nikt nie będzie mógł znaleźć żadnego miejsca, w którym nie będzie na podglądzie, nie będzie śledzony i precyzyjnie namierzony, a wszystko to będzie dla jego własnego dobra i on sam będzie tego chciał. Jeśliby ktoś przyszedł i próbował go wyzwolić, on przed takim będzie uciekać i wyda go na potępienie. Aż do końca, do ostatnich chwil życia, każdy będzie mógł myśleć jedynie to, co mu przeznaczono. To było to: SYSTEM. To było to: samospełniający się system totalnego zniewolenia. Będą cierpieć i jęczeć, i wić się, i wzdychać, w to mi graj. System popchnie ich prosto do piekła. Sami chcieli, to sami mają.

 

Od początku widziałem to, czego nie przyjmował pantokrator: że są narcyzami i egotystami. Nie odwodzę ich od tego. Niech sobie tacy będą. Niech się wynoszą i nadymają, niech myślą, że są bogami i panami, że stanowią pępek świata i cel stworzenia. Są jak coraz bardziej dojrzałe owoce, które upływ czasu doprowadzi do upadku na ziemię. Zrezygnowali z wolności i zmierzają jak uderzone odpowiednio mocno przez gracza piłki bilardowe prosto do dziury. Tam już na nich czekam ja i reszta demonów. Trochę będą zaskoczeni, może nawet zszokowani. Lada moment stanę przed tym, który mnie wezwie, i pokażę, że wygrałem zakład. Są jak myszy, które w ciasnej jamie, z której nie ma wyjścia, dostrzegły kota. Więcej władzy i trochę czasu – mam ich. Uwielbiam grozę, którą w nich budzę, kiedy nareszcie mogę się pokazać w całej krasie, z odpychającym, przerażającym, ohydnym majestatem.