Elżbieta II. Portret królowejTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Być jak Crawfie

Wiedzę o dzieciństwie i okresie nastoletnim Lilibet zawdzięczamy długiej na pięćset stron opowieści napisanej przez Marion Crawford, zwanej Crawfie. Czułej i odważnej guwernantce, która przybyła z małego, prezbiteriańskiego miasteczka w Szkocji i jako pierwsza zrozumiała, że czytelnicy są głodni publicznego wizerunku Yorków. Po siedemnastu latach w służbie u rodziny królewskiej wpadnie na pomysł, by podzielić się swoimi doświadczeniami. Kiedy w 1950 roku książka pt. The Little Princesses zostanie opublikowana, rozejdzie się jak świeże bułeczki, zapewniając autorce znaczącą sumę siedemdziesięciu tysięcy tysięcy funtów.

Od tej pory „być jak Crawfie” jest synonimem zdrady. Z drugiej strony jednak poddani mogą po raz pierwszy zajrzeć do owianych tajemnicą komnat dworu. To niewybaczalna zbrodnia według rodziny królewskiej, wściekłej, że ktoś ośmielił się zawieść jej zaufanie, rozgłaszając detale z ich prywatnego życia, przyzwyczajenia i systemów edukacyjnych, według których uczą się dziewczynki.

Niewdzięczna guwernantka zostanie wygnana, wyjedzie do rodzinnej Szkocji i rozpocznie karierę dziennikarską, prowadząc rubrykę „Crawfie’s Column” w piśmie „Woman’s Own”.

Napisany z dużym wyprzedzeniem artykuł z 16 czerwca 1955 roku, poświęcony młodej królowej Elżbiecie na wyścigach w Ascot „w kanarkowożółtym kostiumie”, ją zakończy. Z powodu strajku kolei wyścigi w Ascot się nie odbędą, a reputacja starej dobrej Crawfie legnie w gruzach. Będzie to oznaczało koniec kariery Crawford, kobiety, która pokonała drogę od szkockiej wioski aż do pałacu, gdzie uczyła przyszłą królową podstaw historii. Zostawszy wdową w 1977 roku, będzie żyła jak pustelnica i z okien swojego domu, wychodzących na drogę z Aberdeen do Balmoral, będzie patrzeć na przejeżdżające tamtędy samochody, wiozące rodzinę królewską na wakacje. Umrze w 1988 roku w wieku siedemdziesięciu ośmiu lat. Żaden z członków rodziny królewskiej nie pojawi się na jej pogrzebie. Mogła się wzbogacić, sprzedając pamiątki i przedmioty związane z rodziną królewską, ale chyba żałowała, że zbudowała swoją sławę na plotkach. Swoje niewinne relikwie postanowiła zostawić w spadku koronie, teraz pozostają one w królewskich archiwach.

Marion Crawford, polecona przez zaufanych przyjaciół księżnej Yorku jako „dziewczyna ze wsi, świetna nauczycielka do wszystkiego, z wyjątkiem matematyki”, obejmuje służbę jesienią 1933 roku, by wspomóc wierną nianię, Klarę Knight, która widziała, jak dorasta mama Elżbiety. Zostaje przyjęta na Piccadilly z wielką ulgą całej rodziny Yorków. Albert nigdy nie zapomniał tego chłodu, w którym upłynęło całe jego dzieciństwo, ani surowych guwernantek, które zajmowały się jego wychowaniem. Mimo iż Jerzy V każe Crawford „uczyć dziewczynki pięknego pisania i choć odrobiny historii”, Yorkom nie zależy, by córki uczyły się według ambitnego programu, bo to, czego oboje dla nich pragną, to — poza dobrymi manierami przy stole, umiejętnością eleganckiej konwersacji i gimnastyką na świeżym powietrzu — szczęśliwe dzieciństwo.

Mimo pewnego marginesu wolności, jak wyjścia do Green Parku, gdzie bawią się z innymi arystokratami w podobnym wieku, dni Elżbiety i Małgorzaty upływają według tych samych schematów i harmonogramów. Pokój dziecięcy, jak opisuje Crawford w swoim bestsellerze, „jest światem w miniaturze. Państwem w państwie, gdzie szefem jest Nanny albo Niania Allah”8, która wraz z Bobo MacDonald nadzoruje codzienne życie Lilibet. Ona sama zajmuje się wpajaniem klasycznych zasad, jakie obowiązują córki angielskich wyższych sfer. Należy do nich pierwsza poranna wizyta u rodziców (czasami Elżbieta ma pozwolenie na spotkanie z matką, kiedy ta je śniadanie w łóżku, przywilej, którego dostępują jedynie zamężne kobiety). Od wpół do dziesiątej do jedenastej pobiera lekcje arytmetyki, historii i geografii, tańca i muzyki. Obiad je w pokoju dziecięcym, potem odpoczywa przez półtorej godziny, spaceruje i bawi się na świeżym powietrzu, aż do pory na herbatkę. O godzinie siedemnastej znów spotyka się z rodzicami i je kolację, zanim zostanie wysłana do kąpieli, a potem do łóżka.

Cieszący się prywatnością i odosobnieniem Yorkowie spędzają spokojne wieczory przed kominkiem, czytając, rozmawiając i rozwiązując szarady, na dowód tego, że to, co Albert kochał w żonie najbardziej (była córką posiadacza ziemskiego, który w swoim drzewie genealogicznym miał i chłopów, i pasterzy), to przede wszystkim brak zamiłowania do konwenansów i zdolność do wspólnego spędzania czasu możliwie jak najdalej od sztywnej etykiety, według której żył przez lata.

Elżbieta i Małgorzata ubierane są jednakowo w sukienki ze szczypankami, płaszczyki z welurowymi kołnierzykami, białe rajstopki i sznurowane, lakierowane buciki. Gazety szaleją na punkcie maleńkich „sióstr York”, które mimo że są do siebie podobne, mają całkowicie różne osobowości i przyzwyczajenia — dotyczy to nawet sposobu jedzenia cukierków, jak to opisuje Crawford na stronach swojej książki. „Małgorzata łapie je w rączkę i wpycha je sobie wszystkie do buzi, Lilibet układa je na stole w zależności od wielkości i zjada je elegancko po jednym, od najmniejszego do największego”9.

Wszelkie odstępstwa od normy denerwują Lilibet, która od małego wykazuje potrzebę kontrolowania wszystkiego. Jest jedno przyzwyczajenie, które doskonale pokazuje nam jej osobowość: wieczorem nie zaśnie, dopóki nie odprawi wszystkich swoich rytuałów. Karmi, poi i układa w doskonałym rządku każdego ze swoich zabawkowych koni, składa ubrania w sposób wręcz geometryczny, a buty ustawia zawsze w tym samym miejscu pod krzesłem — co wygląda jak martwa natura.

Obsesja związana z porządkiem osiąga swoje apogeum, kiedy 16 marca 1932 roku Elżbieta otrzyma w prezencie na urodziny od Walijczyków „Little House” (Y Bwthyn Bach po walijsku), miniaturowy domek zaprojektowany przez architekta Edmunda Willmotta. Miał cztery pokoje z kominkiem, doskonale działającą hydraulikę i elektryczność, dach kryty strzechą, białe ściany i okna z błękitnego drewna. Uwieczniony na serii fotografii, które obiegły świat, minidomek, dostatecznie duży, by organizować tam herbatki z zakazem wstępu dla dorosłych, jest ozdobiony biało-błękitnymi perkalowymi firankami, dywanami w kwiaty, ma radio, urządzoną kuchnię, lodówkę, podgrzewacz do potraw i kredens z talerzami, garnkami i szklankami, ma biblioteczkę, a w niej zbiór powieści Beatrix Potter i telefon10. Ustawiony w Royal Lodge w parku Windsor, Little House stanie się letnią odskocznią dla Lilibet, która spędzi tam całe godziny, z pedantycznym wręcz oddaniem ćwicząc się w sztuce sprzątania, cnocie, która w przyszłości bardzo jej się przyda.

NASTĘPCZYNI TRONU (1934–1940)

NASTĘPCZYNI TRONU

(1934–1940)


Zamek w Windsorze, 1942. Księżniczka Elżbieta obok swojego ojca, króla Jerzego VI. Na lewo dwunastoletnia księżniczka Małgorzata (fot. Lisa Sheridan/Studio Lisa/Getty Images).

Królewski reportaż

Elżbieta, księżniczka Yorku, wnuczka króla Jerzego V, razem ze swoim psem corgi albo welsh corgi w windsorskim parku.

„Daily Mail”, luty 1934

Rano 7 lutego 1934 roku Lisa Sheridan przegląda prasę i dostaje ataku furii. Nie tylko „Daily Mail”, ale też „Daily Express”, „Mirror”, „Evening Standard” i magazyn „House Beautiful” drukują całe strony pełne zdjęć i porad dotyczących tego, jak należy zajmować się psami.

Ale to są jej własne zdjęcia!

Zostały u niej zamówione do książki Our Princesss and Their Dogs Michaela Chance’a, którą księżniczki miały zadedykować „wszystkim dzieciom, które kochają psy”, i ten łajdak wydawca pozwolił sobie udostępnić je prasie, nie mając do tego prawa. W ten sposób niszczy jej wspomnienia spędzone w Piccadilly i w Royal Lodge, rezydencji Yorków w Windsorze. Tu księżniczki pozowały z labradorami Mimsy, Stiffy i Scrummy, z cocker spanielem o imieniu Ben, z golden retrieverem Judy, ale przede wszystkim z Jane i Dookie, corgie o lisich pyszczkach i uszach wielkich jak skrzydła nietoperzy, które udało się sfotografować, jak biegały wokół dziewczynek i zajadały się świeżymi smakołykami. Nie zastanawiając się długo, zanim wyładuje się na wrednym wydawcy, Lisa pisze do księcia i księżnej Yorku. Robi to po to, żeby dać upust swojej frustracji, i nie spodziewa się odpowiedzi. Nikt nie wyobraża sobie, że członkowie rodziny królewskiej mogliby rozmawiać z poddanymi, a co dopiero z fotografką, nawet uznaną i ambitną.

Niespodziewanie kilka dni później Sheridan otrzymuje zaproszenie od Yorków, a dwa tygodnie potem, uzbrojona w statywy, rolleiflexa i inne niewygodne sprzęty, zjawia się na Piccadilly 145. Nie jest tam po raz pierwszy, była tu już w 1927 roku, zaproszona przez przyjaciółkę Bobo MacDonald — z tej wizyty zapamiętała, jak maleńka Lilibet, widząc ją, natychmiast przerwała zabawę i, wspierając się o nogę fotela, wstała i pozdrowiła ją rączką w iście królewskim stylu.

Pośrednio to właśnie Lisa Sheridan sprawiła, że Anglicy poznali psy rasy corgi, od 1933 roku ulubione psy Elżbiety, bo wtedy właśnie zakochała się w szczeniaczku należącym do rodziny wicehrabiego Weymouth, przyszłego markiza Bath, z którym bawiła się w Garden Park.

Zamęczany przez córkę, książę Yorku prosi właścicielkę hodowli, Thelmę Gray, by wybrała dwa szczeniaczki corgi dla dziewczynek, i pojawia się u nich z Jane i Dookie (nazwanym tak, bo zachowuje się jak prawdziwy arystokrata). Po kilku miesiącach corgi stają się najbardziej znaną rasą psów w Wielkiej Brytanii i zaczątkiem wielkiej miłości, która trwać będzie całe życie, a także wielkiej kariery pewnej wspaniałej „royal photographer”.

 

Pojawiwszy się u księstwa York, dzięki incydentowi związanemu z książką Michaela Chance’a, Lisa Sheridan zrobiła o wiele więcej niż tylko zdjęcia — diametralnie zmieniła ich wizerunek. Zabrała księżną i księcia daleko od studia fotograficznego, dając początek prawdziwym reportażom. Sheridan organizuje z rodziną pozornie spontaniczne kompozycje, które w rzeczywistości są bardzo wystudiowane, reżyseruje okruchy ich życia rodzinnego, fotografuje dziewczynki podczas lekcji, zabawy drewnianymi konikami i zabawkami rozrzuconymi po dywanie, robi zdjęcie Lilibet w parku, jak ta jedzie na swoim kucyku Peggy bez siodła (i bez nakrycia głowy), a także kiedy zajmuje się ogrodem i, oczywiście, bawi się z psami. Czytelnicy widzą członków rodziny królewskiej z bliska, jakby to była zwykła rodzina bez, jak do tej pory, arystokratycznego dystansu. Ufność płynąca z tych obrazkowych opowieści podbija cały kraj.

Sukces nie jest przypadkiem

Swój status królowej reportażu Lisa Sheridan zawdzięcza spotkaniu z Jimmim Sheridanem i ich wspólnej intuicji dotyczącej nowych kampanii reklamowych.

Urodzona w Londynie w 1893 roku Lisa spędza dzieciństwo w Petersburgu, gdzie jej rodzina posiada tkalnie. Gdy w powietrzu czuć rewolucję, opuszcza Rosję. W czasie podróży spotyka Jamesa (Jimmiego) Sheridana, dawnego przyjaciela z dzieciństwa, który zostanie jej mężem i wspólnikiem na następne czterdzieści lat. Jimmi zaciąga się do wojska w Paryżu, ale kiedy z powodów zdrowotnych jego kariera wojskowa zostaje przerwana, ci dwoje spotykają się ponownie, bez grosza przy duszy i bez pracy. Na pchlim targu znajdują jeszcze działający aparat fotograficzny, kupują go i zaczynają robić zdjęcia. Odkrywają, że oboje mają do tego talent, Jimmi posiada nadzwyczajne zdolności techniczne, Lisa natomiast umie tworzyć wspaniałe scenerie i ma dryg do posługiwania się światłem. Przenoszą się do Londynu. W 1934 roku zlecenia na niewielkie kampanie reklamowe sprawiają, że udaje im się otworzyć Studio Lisa w Welwyn Garden, miasteczku leżącym w hrabstwie Hertfordshire. Sukces zawdzięczają nowej formie reklamy, która wywołuje sensację, modzie na bannery i manchette11 w gazetach. Lisa i Jimmi decydują się nie zatrudniać zawodowych modeli, ale fotografują sąsiadów, znudzone, wzorowe gospodynie domowe z torbami pełnymi zakupów, w ubraniach w krateczkę, mieszkające na przedmieściach rodziny z middle class, które stały się ich znakiem firmowym.

To właśnie te nieformalne portrety sąsiadów otworzyły im drzwi rynku wydawniczego i doprowadziły do tego, że Lisa dostała zlecenie zilustrowania książki Michaela Chance’a.

Lisa będzie fotografować Yorków od chwili koronacji, wzywana na pomoc przez nową królową, która będzie chciała pokazać poddanym, że ich rodzina jest prawie „normalna”.

Umarł król, niech żyje król

Nagle wszystko się zmienia.

— Zrozumiałam, że dzieje się coś poważnego po jednym zdaniu wypowiedzianym w komunikacie radiowym: „Życie króla spokojnie zmierza ku zakończeniu”, i z telegramu, który nakazywał mi natychmiastowy powrót do Windsoru. Książę i księżna byli w mieście i zostawili dla mnie wiadomość: „Zrób wszystko, żeby się nie załamały, Crawfie, są takie małe…”.

Zatrzymałam Lilibet i Małgorzatę w Windsorze aż do czasu pogrzebu, a potem odwiozłam je do Londynu. Małgorzata była poruszona faktem, że Allah od czasu do czasu wybuchała płaczem. Lilibet, niezwykle wrażliwa, odczuwała wszystko głęboko i starała się robić wszystko, czego od niej oczekiwano12.

Dnia 20 stycznia 1936 roku Jerzy V, król Wielkiej Brytanii, Irlandii, brytyjskich terytoriów zamorskich i cesarz Indii, umiera w pałacu w Sandringham. Już chory, czując zbliżający się koniec, zwierzył się ze swoich lęków jednemu z dworzan. „Proszę Boga, aby mój syn, Edward, nigdy się nie ożenił i żeby nic nie stanęło pomiędzy tronem, Bertim i Lilibet”.

Dwa dni później, w czarnym płaszczyku i z kapelusikiem na głowie, ulubiona wnuczka składa hołd „dziadkowi Anglii” w Westminster Hall, gdzie synowie pary królewskiej, David, Albert, Henry i George, trzymają wartę przy katafalku ojca. Po powrocie do domu Lilibet zwierza się Crawfie, że mimo tysięcy ludzi wokół nich, było cicho i spokojnie i że najbardziej wzruszył ją wujek David. „Nie poruszył się, Crawfie, nie mrugnął nawet okiem”13. Potem następują nieśmiałe pytania o to, jak się zachować wobec wujka i czy po tym, co się stało, ona i Małgorzata mają prawo się bawić.

Wujek David, albo raczej Edward Albert Christian George Andrew Patrick David, rozpuszczony syn, niesforny następca tronu, piękny blondyn, nienaganny elegant i mistrz stylu, który odmawia wejścia w oficjalny związek małżeński i wywołuje skandale obyczajowe z mężatkami w tle, zostaje królem Edwardem VIII.

Jego obecną kochanką jest Wallis Simpson, która ukradła go przyjaciółce Thelmie, żonie wicehrabiego Furness. Edward jest urzeczony osobowością tej mieszczki, „amerykańskiej awanturnicy absolutnie pozbawionej uroku, niezmordowanej karierowiczki, która z niezwykłą łatwością przechodzi z jednego łóżka do innego, byleby tylko należały do osób na świeczniku”14 i która jest już po dwóch małżeństwach. W wieku dwudziestu lat Wallis poślubiła Wina Spencera, lotnika, człowieka gwałtownego i uzależnionego od alkoholu. Małżeństwo zakończyło się rozwodem w 1927 roku. Drugim jej mężem był Ernest Aldrich Simpson, dyrektor przedsiębiorstwa zajmującego się transportem morskim.

Już w 1935 roku Edward i Wallis są nierozłączni, lubią pokazywać się razem podczas długich wakacyjnych podroży po Europie, uczestniczą w oficjalnych spotkaniach. W końcu brytyjska policja zaczyna im deptać po piętach z powodu zachowań uważanych za skandaliczne i niebezpieczne dla monarchii. Lecz kiedy funkcjonariusze ośmielają się przyprowadzić ją do pałacu, Jerzy V i królowa Maria odmawiają udzielenia jej audiencji.

„Po mojej śmierci ten chłopak zmarnuje się w czasie krótszym niż dwanaście miesięcy” — oświadczył król. Zanim jednak Edward „się zmarnuje”, minie tylko jedenaście miesięcy, a dokładnie trzysta dwadzieścia sześć dni panowania. Edward VIII jest niecierpliwy, omija procedury formalne, ignoruje oficjalne dokumenty, które spływają do jego rezydencji, łamie zasady protokołu, obserwując proklamację swojego wstąpienia na tron z okna w towarzystwie pani Simpson.

Jak zanotuje jego prywatny sekretarz, Alan Frederick Lascelles, zwany Tommym, „powinność, godność i poświęcenie samego siebie nie mają dla niego żadnego znaczenia”15. Reporterzy natomiast polują na niego z entuzjazmem i zachwytem. Jako książę Walii i król, Edward jest jedną z najczęściej fotografowanych osób. Wallis ze swej strony pozuje na first lady, ściągając na siebie obiektywy i inaugurując epokę tych, których po dziesięcioleciach nazywać się będzie na całym świecie z włoska „paparazzi”.

Ten skandaliczny związek zajmuje całe strony zachodnich gazet, a kiedy 4 stycznia 1934 roku portret autorstwa Maryon Parham pojawia się na okładce „Timesa” i Wallis zostaje wybrana kobietą roku, amerykańskie tabloidy zaczynają widzieć ją w roli królowej.

Kilka miesięcy wcześniej Simpson się rozwiodła, a Edward VIII, oficjalny zwierzchnik Kościoła anglikańskiego, zakazującego małżeństw osób rozwiedzionych, jeżeli ich byli małżonkowie wciąż żyją, wyraził chęć poślubienia jej.

Wystarczyła tylko iskra, by wzniecić pożar.

Premier Stanley Baldwin sprzeciwia się temu małżeństwu. Na spotkaniu w pałacu Buckingham wzburzony informuje króla, że jeżeli będzie trwał w swoim postanowieniu, cały rząd poda się do dymisji. Książę i księżna Yorku, którzy nienawidzą Wallis, są na niego wściekli i niepokoją się o swoją przyszłość, ale większość poddanych nie ma pojęcia, że monarchia przechodzi tak głęboki kryzys.

W angielskiej prasie zapada konspiracyjne milczenie. Przy aprobacie rządu taktyką Fleet Street16 jest milczeć, negować, umniejszać problem. Aż do wstrząsającej wiadomości z 3 grudnia, kiedy prasa zaczyna szaleć i nagłaśniać detale romansu. Na pierwszych stronach głównych dzienników pojawia się tytuł:

KRÓL I MINISTROWIE. POWAŻNY KRYZYS KONSTYTUCYJNY.

Postawiony wobec konsekwencji swojego haniebnego postępowania, wykluczając zakończenie związku z Wallis, król podejmuje decyzję, która zmieni bieg historii. Postanawia abdykować.

Bertie, przytłoczony lękiem, stawia silny, choć bezskuteczny opór. Teraz jego kolej, by wstąpić na tron, czego tak bardzo się obawia. Wezwany przez matkę, wybucha płaczem, fakt niezwykły w tych czasach i w tej rodzinie, opowiada o swoim zagubieniu Louisowi „Dickiemu” Mountbattenowi, prawnukowi królowej Wiktorii i świetnemu doradcy, przyznając, że nigdy nie widział dokumentów wagi państwowej i że jest całkowicie nieprzygotowany do roli monarchy. Przeraża go myśl, że będzie zmuszony poddać ocenie tłumów swoje marne zdolności oratorskie i jąkanie. Wspominając te trudne chwile, historyk Andrew Roberts stwierdza, że lęki Bertiego, przynajmniej po części, były nieuzasadnione. „Kiedy nie jest pod presją, Albert jest w stanie prowadzić prywatną rozmowę bez najmniejszego zająknięcia”17.

Trochę mało jak na przyszłego króla.

A Lilibet? Ona uwielbia wujka Davida, ich zabawy w pokoju dziecięcym i książki, które razem czytają, zwłaszcza Kubusia Puchatka. Z dziecięcą niewinnością zauważa, że wszystko wokół niej się zmienia. Bezpieczna otoczka Piccadilly pęka.

Ukłon

Jest już ciemno, kiedy Edward VIII w obecności braci Alberta, Henry’ego i George’a, siedząc przy swoim mahoniowym biurku w rezydencji Fort Belvedere, w parku windsorskim, podpisuje pierwsze dobrowolne zrzeczenie się tronu od ponad tysiąca lat trwania monarchii brytyjskiej.

Nie ma wzruszenia ani nawet złości.

Wszystko wydaje się załatwiane w pośpiechu.

Gdyby mógł poczekać kilka tygodni, wygłosiłby przemówienie bożonarodzeniowe i ogłosiłby abdykację. Lecz kiedy w piątkowy wieczór 11 grudnia 1936 roku dyrektor generalny BBC, John Reith, przerywa transmisję, aby zapowiedzieć wystąpienie „Jego Królewskiej Wysokości, księcia Edwarda” lud Wielkiej Brytanii, Irlandii i brytyjskich dominiów zamorskich gromadzi się przed odbiornikami radiowymi. W kuchniach gospodarstw wiejskich rolnicy odstawiają na stoły kufle piwa, w londyńskich restauracjach bankierzy z City przerywają posiłek, gospodynie domowe z Norfolk porzucają swoje zajęcia, dzieci milkną. Dla obywateli australijskich z Alice Springs jest wpół do ósmej, dla studentów w Toronto siedemnasta, dla mieszkańców Vancouver to pora obiadu, urzędnicy w Sydney słuchają radia w swoich biurach.

Siedem niekończących się minut.

Żadnego wahania.

Ani jednego słowa ponad to, co konieczne.

Teraz były król bierze oddech, przybiera poważniejszy ton i tłumaczy światu motywy, które doprowadziły go do tej nieodwracalnej decyzji.

„Uwierzcie mi, gdy mówię do was, że uznałem za niemożliwe dźwiganie wielkiego ciężaru odpowiedzialności bez pomocy i wsparcia kobiety, którą kocham”.

Tym zdaniem kończy swoje historyczne oświadczenie. Wallis, z zaciśniętymi ustami i wyrachowanym uśmiechem, siedzi tuż za nim.

Parlament głosuje His Majesty’s Declaration of Abdication Act, wszystkie parlamenty Commonwealth go ratyfikują. Albert, teraz już Jerzy VI, nadaje bratu tytuł Jego Królewskiej Wysokości księcia Windsoru.

Lilibet śpi spokojnie w swoim pokoju na Piccadilly, nie jest już little princess, ani nawet Elżbietą z Yorków, ale prawdopodobną następczynią tronu Anglii i największego imperium na świecie. Jedynie narodziny brata pozwoliłyby jej odzyskać upragnioną „anonimowość”.

Następnego ranka, przez okno wychodzące na zielony skrawek Green Parku, jej ulubione miejsce, gdzie świat wygląda magicznie, razem z Crawfie przyglądają się korowodom ministrów, dygnitarzy, biskupów, arcybiskupów i polityków, którzy składają wizyty ojcu. Mama leży, przeziębiona, w łóżku, i to Marion Crawford będzie musiała ogłosić wielką zmianę. Zamieszkają w pałacu Buckingham.

Zaczyna padać. Lekka bryza rozwiewa po pokoju zapach deszczu. Elżbieta czuje, jakby te krople bardzo powoli i delikatnie odbierały jej dzieciństwo.

— Jak to? — pyta Lilibet ledwie słyszalnym głosem.

— Chcesz powiedzieć, że na zawsze? — Mała Małgorzata popłakuje.

Nie jest to koniec świata, ale to koniec ich świata.

 

Teraz deszcz tłucze o szyby okien.

Elżbieta schodzi przywitać się z ojcem — ten ściska ją, usztywniony w admiralskim mundurze. Guwernantka tłumaczy dziewczynkom, że kiedy ojciec wróci po proklamacji, będą musiały pozdrawiać go w taki sam sposób, w jaki pozdrawiały dziadka.

— Będziemy musiały się pokłonić?

— Czy to znaczy, że potem ty też zostaniesz królową?

— Tak sądzę — odpowiada Elżbieta słabym głosikiem.

Małgorzata z perfidią właściwą dorosłym dodaje tylko lakoniczne:

— Biedaczka.

Kilka godzin później dziewczynki zostają odprowadzone do rodziców. Elżbieta i Małgorzata kłaniają się przed królem i królową. Jest coś nowego i ostatecznego w pudrowym zapachu pocałunku mamy i uścisku ojca, kiedy oświadcza córkom, żeby się przygotowały, bo zaraz pojadą do Windsoru, gdzie żaden, albo prawie żaden służący, nie będzie usługiwał przy kolacji podczas ostatniego weekendu spędzonego tylko w gronie „We Four”.

Coś zmieniło się na zawsze, ale Lilibet jest jeszcze zbyt mała, żeby zdawać sobie z tego sprawę. Specjalne dodatki do niedzielnych gazet podają wyczerpujące informacje na temat nowej rodziny królewskiej, ilustrowane zdjęciami Marcusa Adamsa i Lisy Sheridan, ale bardziej niż na królu skupiają się na niej, na „naszej księżniczce Elżbiecie”, jak ją nazywają.