Moja siostra morduje seryjnieTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Spis treści

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

SŁOWA

WYBIELACZ

NOTES

WIERSZ

ZWŁOKI

UNIFORM

PACJENT

UPAŁ

INSTAGRAM

KOREK

RECEPCJA

TANIEC

OJCIEC

NÓŻ

ÈFÓ

NR 3

PIOSENKA

CZERWIEŃ

SZKOŁA

PLAMA

DOM

PRZERWA

SKAZA

SUKIENKA

TUSZ

ORCHIDEE

RÓŻE

OJCIEC

BRANSOLETKA

CZAS

PACJENT

SPRZĄTACZ

ŁAZIENKA

PYTANIA

KREW

OJCIEC

MAGA

OJCIEC

ROZPOZNANIE

SAMOCHÓD

SERCE

PACJENT

ANIOŁ ŚMIERCI

NARODZINY

URODZINY

PRZEŁOŻONA

ŚPIĄCZKA

GRA

SIEDEMNASTOLATKA

POŻERACZKA

PRZEBUDZENIE

TARG

PAMIĘĆ

OBŁĘD

SEN

LODY

SEKRET

PRZYJACIEL

OJCIEC

RODZINA

OWCE

OJCIEC

ŻONA

NOC

ZŁAMANY

TELEFON

NUMER 2: PETER

SALA

RANA

STRONA

EKRAN

SIOSTRA

OJCIEC

PRAWDA

ODSZEDŁ

NR 5

Podziękowania


Tytuł oryginału

My Sister, the Serial Killer

Wydawca

Urszula Ruzik-Kulińska

Redaktor prowadzący

Tomasz Jendryczko

Redakcja

Jerzy Lewiński

Korekta

Mirosława Kostrzyńska

Copyright © Oyinkan Braithwaite, 2017, 2018

Copyright © for the Polish translation by Maciejka Mazan, 2020

Wydawnictwo Świat Książki

02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2

Warszawa 2020

Księgarnia internetowa: swiatksiazki.pl

Skład i łamanie

Laguna

Dystrybucja:

Dressler Dublin Sp. z o.o.

05-850 Ożarów Mazowiecki

ul. Poznańska 91

e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl

tel. + 48 22 733 50 31/32

www.dressler.com.pl

ISBN 978-83-813-9635-6

Skład wersji elektronicznej

pan@drewnianyrower.com

Dla moich bliskich, których bardzo kocham:

Akin, Tokunbo, Obafunke, Siji, Ore

SŁOWA

Oto słowa, którymi wzywa mnie Ayoola: „Korede, zabiłam go”.

Oto słowa, których miałam nadzieję nigdy więcej nie usłyszeć.

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

WYBIELACZ

Pewnie nie wiecie, że wybielacz maskuje zapach krwi. Ludzie używają go do wszystkiego, uważając za produkt uniwersalny, i nie zadają sobie trudu, żeby przeczytać listę składników na etykiecie z tyłu. Nigdy nie poświęcają czasu na powrót do umytej powierzchni, by się jej przyjrzeć z bliska. Wybielacz dezynfekuje, ale nie sprawdza się najlepiej w usuwaniu osadów, dlatego używam go dopiero po wyszorowaniu wszelkich śladów życia – i śmierci – w łazience.

Wyraźnie widać, że pomieszczenie, w którym jesteśmy, zostało ostatnio odnowione. Ma ten nieskalany wygląd, zwłaszcza teraz, gdy sprzątałam je przez trzy godziny. Najtrudniej było się dostać do krwi, która wsiąkła w szczeliny kabiny prysznicowej. Tę część łatwo pominąć.

Na blatach i półkach nic nie leży; jego żel pod prysznic, szczoteczka i pasta do zębów są schowane w szafce pod umywalką. Jest też dywanik na podłodze – czarna uśmiechnięta buźka na żółtym prostokącie w całkowicie białej łazience.

Ayoola przycupnęła na sedesie, obejmując podciągnięte pod brodę kolana. Krew na jej sukience już zaschła i nie pobrudzi białych, znowu lśniących posadzek. Moja siostra ma dredy spięte na czubku głowy, żeby nie ciągnęły się po podłodze. Wpatruje się we mnie tymi swoimi wielkimi, brązowymi oczami. Boi się, że jestem zła, że zaraz wstanę z klęczek i zacznę ją pouczać.

Nie jestem zła. Jeśli w ogóle coś czuję, to zmęczenie. Pot kapie mi z czoła na podłogę. Wycieram go niebieską gąbką.

 

Właśnie siadałam do jedzenia, gdy do mnie zadzwoniła. Przygotowałam wszystko na tacy – widelec po lewej, nóż po prawej stronie. Złożyłam serwetkę w koronę i umieściłam ją na środku talerza. Zapauzowałam film na napisach początkowych i właśnie zadzwoniła kuchenka mikrofalowa, gdy moja komórka agresywnie zawibrowała na stole.

Kiedy wrócę do domu, jedzenie będzie zimne.

Wstaję i opłukuję rękawice w umywalce, ale ich nie zdejmuję. Ayoola patrzy na moje odbicie w lustrze.

– Musimy pozbyć się ciała – mówię.

– Jesteś na mnie zła?

Może ktoś normalny byłby zły, ale ja w tej chwili czuję tylko palące pragnienie pozbycia się zwłok. Od razu po moim przyjeździe zapakowałyśmy go do bagażnika mojego samochodu, żebym mogła spokojnie szorować i wycierać, nie czując na sobie jego zimnego spojrzenia.

– Bierz torebkę! – odpowiadam.

Wracamy, a on nadal leży w bagażniku. Czeka na nas.

O tej porze nocy na łączącym wyspę z lądem moście Third Mainland Bridge prawie nie ma ruchu, a ponieważ nie ma też latarni, panują na nim niemal nieprzeniknione ciemności, choć jeśli spojrzy się w dal, widać światła miasta. Zawieziemy go w to samo miejsce, co poprzedniego – na most, z którego go zrzucimy. Przynajmniej nie będzie sam.

Trochę krwi wsiąkło w wyściółkę bagażnika. Skruszona Ayoola proponuje, że ją usunie, ale ja odbieram jej moją domową mieszankę składającą się z jednej łyżki amoniaku na dwie szklanki wody i polewam nią plamę. Nie wiem, czy policja z Lagos ma wystarczająco dobry sprzęt, żeby przeprowadzić dokładne badanie miejsca zbrodni, ale Ayoola nigdy nie potrafiła sprzątać tak skutecznie jak ja.

NOTES

– Jak się nazywał?

– Femi.

Zapisuję imię. Jesteśmy w mojej sypialni. Ayoola siedzi po turecku na sofie, opiera głowę o poduszkę. Gdy się kąpała, spaliłam jej sukienkę. Teraz siostra ma na sobie różowy podkoszulek i pachnie zasypką dla niemowląt.

– A nazwisko?

Marszczy brwi, zaciska usta i kręci głową, jakby usiłowała wytrząsnąć z niej dane. Nic z tego. Wzrusza ramionami. Trzeba było zabrać mu portfel.

Przeglądam notes. Jest mały, mniejszy od mojej dłoni. Widziałam raz filmik motywacyjny, na którym jeden facet powiedział, że zapisywanie codziennie jednego miłego momentu odmieniło jego życie. Notes kupiłam właśnie w tym celu.

Na pierwszej stronie napisałam: „Widziałam przez okno białą sowę”. Reszta stron pozostała pusta.

– Przecież wiesz, że to nie moja wina.

Nie, nie wiem. Nie wiem, o co jej chodzi. O niezdolność przypomnienia sobie jego nazwiska czy o jego śmierć?

– Opowiedz mi, co się stało.

WIERSZ

Femi napisał dla niej wiersz.

(Wiersz zapamiętała, a jego nazwiska to już nie).

Wyzywam cię, znajdź skazę

na jej urodzie

lub pokaż mi kobietę,

która stanie w jej blasku

i nie zgaśnie.

Dał mojej siostrze ten wiersz na dwukrotnie złożonej karteczce, co jej przypomniało nasze szkolne dni, gdy dzieci z tylnych ławek przekazywały sobie liściki miłosne. Bardzo ją to wzruszyło (no, ale ona zawsze się wzrusza, gdy ktoś wychwala jej zalety) i zgodziła się być jego kobietą.

Dokładnie po miesiącu ich wspólnego życia dźgnęła go nożem w łazience. Oczywiście nie planowała tego. On na nią wrzeszczał, wściekły, ziejąc jej w twarz gorącym, cuchnącym cebulą oddechem.

(Ale dlaczego miała przy sobie nóż?).

Nóż był do obrony. Z mężczyznami nigdy nie wiadomo; żądają, co im się spodoba, i to natychmiast. Nie chciała go zabić, tylko odstraszyć, ale on się nie przestraszył. Miał ze dwa metry wzrostu, a ona, krucha, z długimi rzęsami i ustami jak pączek róży, musiała wydawać mu się laleczką.

(To ona tak siebie opisała, nie ja).

Zabiła go pierwszym uderzeniem, ciosem prosto w serce. Ale potem dziabnęła go jeszcze dwa razy, dla pewności. Osunął się na ziemię. Słyszała tylko swój oddech i nic poza tym.

ZWŁOKI

A znasz ten kawał? Dwie dziewczyny wchodzą do pokoju. To pokój w mieszkaniu w bloku. Mieszkanie znajduje się na drugim piętrze. W pokoju leżą zwłoki mężczyzny. Jak zniosą je na parter tak, żeby nikt ich nie zauważył?

Najpierw zgromadzą materiały.

– Ile potrzebujemy prześcieradeł?

– Ile mamy?

Ayoola wybiegła z łazienki i wróciła z informacją, że w jego komodzie leży pięć prześcieradeł. Zagryzłam wargę. Potrzebowałyśmy ich mnóstwo, ale bałam się, że jego rodzina zauważy, iż jedyne prześcieradło w domu leży na łóżku. U przeciętnego mężczyzny nie byłoby to nic dziwnego, ale ten był pedantyczny. Książki miał poukładane alfabetycznie nazwiskami autorów. W łazience pełen zestaw specyfików do czyszczenia; kupował nawet ten sam środek dezynfekujący, co ja. A jego kuchnia lśniła czystością. Ayoola tu nie pasowała – wyprysk na czystej egzystencji.

– Daj trzy.

Potem wycierają krew.

Namoczyłam ręcznik we krwi i wykręciłam go nad zlewem. Powtarzałam tę czynność, aż podłoga stała się sucha. Ayoola stała nade mną, przestępując z nogi na nogę. Zignorowałam jej zniecierpliwienie. Pozbycie się ciała zabiera o wiele więcej czasu niż usunięcie duszy, zwłaszcza jeśli nie chce się zostawić śladów przemocy. Ale wzrok nieustannie uciekał mi do bezwładnego ciała opartego o ścianę. Nie potrafiłam pracować, dopóki je widziałam.

Następnie robią z niego mumię.

Rozłożyłyśmy prześcieradła na wytartej do sucha podłodze, a Ayoola przetoczyła na nie zwłoki. Ja nie chciałam go dotykać. Widziałam jego rzeźbione mięśnie pod białym podkoszulkiem. Wyglądał mi na kogoś, kogo nie zabije parę ran, ale Achilles i Cezar pewnie też tak wyglądali. Przykro było pomyśleć, że śmierć pożre te szerokie bary i wklęsły brzuch, zostawiając tylko kości. Gdy weszłam do tego mieszkania, sprawdziłam jego puls trzy razy, a potem kolejne trzy. Wyglądał, jakby spał, taki był spokojnie pogodny. Głowę miał nisko opuszczoną, plecy oparte o ścianę, nogi rozrzucone. Ayoola, sapiąc, przeturlała jego ciało na prześcieradła. Wytarła czoło i zostawiła na nim smużkę krwi. Nakryła zwłoki materiałem, żeby je zasłonić. Potem pomogłam jej dokładnie okręcić go prześcieradłami. Wstałyśmy i spojrzałyśmy na niego.

– Co teraz? – spytała Ayoola.

Po czwarte, wynoszą zwłoki.

Mogłyśmy zejść po schodach, ale wyobraziłam sobie, jak niesiemy pakunek, który jest ewidentnie z grubsza owiniętym trupem, i natykamy się na kogoś. Wymyśliłam kilka prawdopodobnych wyjaśnień:

– Robimy kawał mojemu bratu. Ma twardy sen, więc go wynosimy na dwór.

– Nie, nie, to nie człowiek, no co pan? To manekin.

– Nie, babciu, to worek ziemniaków.

Już widzę rozszerzone strachem oczy mojego potencjalnego świadka, który (lub która) ucieka, gdzie pieprz rośnie. Nie, schody odpadają.

– Musimy pojechać windą.

Ayoola otworzyła usta, żeby o coś spytać, po czym pokręciła głową i znowu je zamknęła. Ona swoje odwaliła, resztę zostawiła mnie. Dźwignęłyśmy go. Powinnam pamiętać, żeby ugiąć kolana. Coś mi trzasnęło w plecach i upuściłam mój koniec zwłok, który ciężko gruchnął na ziemię. Siostra przewróciła oczami. Znowu podniosłam jego stopy i ruszyłyśmy z nim do drzwi.

Ayoola śmignęła do windy, nacisnęła guzik, wróciła do nas biegiem i znowu podniosła ramiona Femiego. Wyjrzałam z mieszkania i upewniłam się, że korytarz jest nadal pusty. Kusiło mnie, żeby się pomodlić o to, by żadne drzwi się nie otworzyły podczas naszej wędrówki do windy, ale coś mi mówiło, że to dokładnie ten rodzaj modlitwy, na który On nie odpowiada. Więc pozostało mi liczyć na nasze szczęście i zwinność. W milczeniu poczłapałyśmy po kamiennej posadzce. Dzwonek rozległ się w samą porę i winda otworzyła przed nami paszczę. Stałyśmy z boku pod ścianą, dopóki nie upewniłam się, że jest pusta, a potem wtaszczyłyśmy go do środka, upchnąwszy w kącie tak, żeby nie był widoczny na pierwszy rzut oka.

– Proszę zaczekać! – zawołał ktoś.

Kątem oka dostrzegłam, że Ayoola sięga do przycisku – tego, który zatrzymuje zamykające się drzwi. Odtrąciłam jej rękę i kilka razy dziabnęłam palcem w przycisk z symbolem parteru. Przez szparę zamykających się drzwi dostrzegłam jeszcze rozczarowaną młodą matkę. Trochę ruszyło mnie sumienie – na jednej ręce niosła dziecko, w drugiej miała torby – ale nie do tego stopnia, żebym miała ryzykować więzienie. Poza tym kto to widział wychodzić z domu o tej porze i jeszcze wlec za sobą dzieciaka?

– Co ci odbiło? – wysyczałam do Ayooli, choć wiedziałam, że zareagowała odruchowo, pewnie kierowana tą samą impulsywnością, która kazała jej dziabnąć człowieka nożem.

– Sorki – powiedziała tylko.

Zdławiłam słowa, które pchały mi się na usta. Nie pora na to.

Na parterze kazałam Ayooli pilnować zwłok i przytrzymywać drzwi windy. Gdyby ktoś zbliżał się do niej, miała zamknąć drzwi i jechać na najwyższe piętro. Gdyby ktoś chciał się do niej dosiąść na innym piętrze, miała zablokować drzwi. Pobiegłam do samochodu i podjechałam nim pod tylne drzwi bloku, przez które wyniosłyśmy ciało z windy. Serce przestało mi łomotać dopiero, gdy zatrzasnęłyśmy bagażnik.

Po piąte, biorą wybielacz.

UNIFORM

Administracja szpitala zdecydowała się zmienić uniform pielęgniarek z białego na bladoróżowy, ponieważ biel przybierała odcień śmietany. Ale ja wolę mój biały uniform – nadal wygląda na nowiutki.

Tade to zauważa.

– Jaki masz sekret? – pyta mnie, dotykając mankietu mojego rękawa. Mam wrażenie, że dotknął mojej skóry – gorąco przepływa mi przez ciało. Podaję mu kartę następnego pacjenta i staram się jakoś podtrzymać rozmowę, ale prawda wygląda tak, że porządki nie są seksowne, chyba że jest to mycie sportowego samochodu, gdy ma się na sobie bikini.

– Google przyjacielem twym – mówię.

Tade parska śmiechem, zerka na kartę i wydaje jęk.

– Pani Rotinu?! Znowu?!

– Moim zdaniem lubi na ciebie patrzeć.

Tade spogląda na mnie z uśmiechem. Staram się odpowiedzieć tym samym, nie zdradzając faktu, że od jego skupionej na mnie uwagi zaschło mi w ustach. Wychodzę, kołysząc biodrami tak, jak to lubi robić Ayoola.

– Dobrze się czujesz?! – woła za mną Tade, gdy sięgam do klamki. Odwracam się.

– Hmm?

– Dziwnie chodzisz.

– Eee… yyy… naciągnęłam mięsień.

Kończ, wstydu oszczędź. Otwieram drzwi i szybko wychodzę.

Pani Rotinu siedzi na jednej z naszych licznych skórzanych kanap w recepcji. Zarekwirowała ją na swój wyłączny użytek, resztę przestrzeni zajmując torebką i kosmetyczką. Pacjenci podnoszą głowy w nadziei, że teraz kolej na nich. Pani Rotinu pudruje twarz, ale przestaje, gdy do niej podchodzę.

– Czy doktor może mnie przyjąć? – pyta.

Kiwam głową, a ona wstaje i zamyka puderniczkę. Zapraszam ją gestem, żeby poszła za mną, ale zatrzymuje mnie, kładąc mi rękę na ramieniu.

– Znam drogę.

Pani Rotinu ma cukrzycę typu 2; innymi słowy, gdyby jadła jak należy, straciła parę kilo i zażywała insulinę o czasie, nie musielibyśmy widywać jej tak często. A jednak znowu tu jest i sunie niemal w podskokach do gabinetu Tade’a. Ale ja ją rozumiem. Tade potrafi tak na ciebie spojrzeć, że czujesz, jakbyś była najważniejsza. Nie odwraca wzroku, oczy mu się nie szklą, nie skąpi uśmiechów.

Zawracam do recepcji i rzucam na nią moją podkładkę z klipsem – z takim rozmachem, że budzę Yinkę, która nauczyła się spać z otwartymi oczami. Bunmi gromi mnie wzrokiem, bo właśnie rejestruje pacjenta przez telefon.

– Odbiło ci, Korede? Nie budź mnie, jeśli nie ma pożaru.

– To szpital, a nie noclegownia.

Yinka mamrocze za mną „suka”, ale ją ignoruję. Coś innego przyciąga moją uwagę. Wzdycham niecierpliwie i idę po Mohammeda. Godzinę temu posłałam go na drugie piętro i oczywiście nadal tam jest. Oparty o mopa, flirtuje z inną sprzątaczką, Assibi, o długich włosach ułożonych w luźne loki i z zaskakująco gęstymi rzęsami. Na mój widok Assibi ucieka, a Mohammed odwraca się do mnie.

– Ja właśnie…

– Mniejsza o to. Przetarłeś szyby w recepcji gorącą wodą z jedną czwartą octu, jak ci kazałam?

– Tak.

– Dobrze. Pokaż mi ten ocet.

 

Mohammed przestępuje z nogi na nogę, gapiąc się w podłogę i usiłując dociec, jak ma się wywinąć z tego kłamstwa. Nie zaskoczyło mnie, że nie umył szyb – czuję go z odległości trzech metrów; kwaśny, zjełczały odór. Niestety, za brzydki zapach nie zwalnia się z pracy.

– Nie wiem, gdzie go kupić.

Wyjaśniam mu, jak trafić do pobliskiego sklepu, i Mohammed idzie ciężko korytarzem, zostawiając wiadro na środku podłogi. Przywołuję go i każę mu po sobie posprzątać.

Gdy wracam na parter, Yinka już znowu śpi wpatrzona w nicość, całkiem podobna do Femiego. Odsuwam ten obraz i odwracam się do Bunmi.

– Pani Rotinu skończyła?

– Nie – mówi Bunmi.

Wzdycham. W poczekalni są inni pacjenci, a wszystkich lekarzy zablokowały gaduły. Gdybym mogła decydować, każdy pacjent miałby ustalony czas wizyty.

PACJENT

Pacjent z pokoju trzysta trzynaście nazywa się Muhtar Yautai.

Leży na łóżku, z którego zwisają mu stopy. Ma nogi długie jak pająk kosiarz, a tors, do którego są przytwierdzone, też nie jest krótki. Był szczupły, już kiedy tu się znalazł, a od tego czasu jeszcze schudł. Jeśli wkrótce się nie obudzi, całkiem zmarnieje.

Zabieram krzesło od stolika w kącie sali i stawiam parę centymetrów od łóżka. Siadam na nim i opieram głowę na rękach. Czuję nadchodzącą migrenę. Przyszłam porozmawiać z nim o Ayooli, ale nie mogę przestać myśleć o Tade’em.

– Chciała… bym…

Aparatura monitorująca jego serce wydaje co parę sekund pocieszające piśnięcie. Muhtar leży bez ruchu. Jest w śpiączce od pięciu miesięcy – miał wypadek samochodowy, za kierownicą siedział jego brat. Brat swój wyczyn przypłacił tylko lekkim urazem kręgosłupa szyjnego. Widziałam raz żonę Muhtara. Skojarzyła mi się z Ayoolą. Nie żeby była tak uderzająco atrakcyjna, ale wydawała się kompletnie obojętna na czyjekolwiek potrzeby, z wyjątkiem własnych.

– Czy takie utrzymywanie go w śpiączce nie jest drogie? – spytała mnie.

– Chce go pani odłączyć? – odparowałam.

Uniosła brodę z urazą.

– Chyba mam prawo wiedzieć, w co się pakuję.

– Myślałam, że pieniądze pochodzą z zasobów męża.

– No, tak… ale… ja… ja tylko…

– Miejmy nadzieję, że wkrótce wyjdzie ze śpiączki.

– Tak. Miejmy.

Ale od tej rozmowy upłynęło wiele czasu i zbliża się dzień, w którym nawet jego dzieci zaczną myśleć, że odłączenie go będzie najlepszym wyjściem dla wszystkich. Na razie Muhtar odgrywa rolę wspaniałego słuchacza i dobrego przyjaciela.

– Chciałabym, żeby Tade mnie dostrzegł. Naprawdę mnie zobaczył.

UPAŁ

Upał daje się we znaki. Usiłujemy oszczędzać siły, ograniczając ruchy. Ayoola w staniku z różowej koronki i czarnych koronkowych stringach leży bezwładnie w poprzek mojego łóżka. Po prostu nie jest zdolna do noszenia praktycznej bielizny. Jedna noga zwisa jej z jednego końca łóżka, ręka z drugiego. Moja siostra ma ciało kocicy z muzycznego klipu, nierządnicy, sukuba. Kontrastuje z jej anielską buzią. Ayoola wzdycha od czasu do czasu, żebym wiedziała, że żyje. Zadzwoniłam do faceta od klimatyzacji, który przysięgał, że będzie za dziesięć minut. Było to dwie godziny temu.

– Umieram – jęczy Ayoola.

Nasza służąca wchodzi z wentylatorem i stawia go przed moją siostrą, jakby nie widziała potu spływającego mi po twarzy. Głośny warkot wiatraka poprzedza powiew powietrza i w pokoju robi się trochę chłodniej. Zdejmuję nogi z sofy i wlokę się do łazienki. Napełniam umywalkę zimną wodą i obmywam twarz, patrząc na marszczącą się taflę. Wyobrażam sobie unoszone prądem zwłoki. Co pomyślałby Femi o swoim przeznaczeniu – powolnym gniciu pod mostem?

No, ten most widział już niejedną śmierć.

Nie tak dawno temu wypełniony do pęknięcia pasażerami autobus szybkiej komunikacji zjechał z niego prosto w lagunę. Nikt nie przeżył. Od tego czasu kierowcy autobusów nabrali zwyczaju wołania do potencjalnych klientów: „Do osa! Do osa!” (Do laguny! Prosto do laguny!).

Ayoola wdziera się do łazienki i zdejmuje majtki.

– Muszę siusiu.

Opada na sedes i wzdycha z rozkoszą, a jej mocz ciurka o muszlę.

Wyjmuję korek z umywalki i wychodzę. Za gorąco, żeby protestować przeciwko użytkowaniu mojej łazienki i wypominać, że Ayoola ma własną. Za gorąco, żeby mówić.

Wykorzystując nieobecność siostry, kładę się na łóżku i zamykam oczy. No i widzę go. Femi. Jego twarz na zawsze odcisnęła się w mojej pamięci. Mimo woli muszę się zastanawiać, jaki był. Pozostałych zdążyłam poznać, zanim stracili życie, ale jego nie.

Wiedziałam, że Ayoola z kimś się spotyka, zdradzała wszystkie symptomy – skryte uśmiechy, rozmowy telefoniczne późno w noc… Powinnam zwrócić na to baczniejszą uwagę. Gdybym go poznała, może dostrzegłabym tę jego wybuchowość, o której mówi siostra. Może odciągnęłabym ją od niego i zdołalibyśmy uniknąć tego rozwoju wypadków.

Słyszę szum spuszczanej wody akurat wtedy, gdy wibruje leżący obok mnie telefon Ayooli, co podsuwa mi pomysł. Jej komórka jest chroniona hasłem, o ile „1234” można nazwać ochroną. Przeglądam jej liczne selfie, aż natrafiam na jego zdjęcie. Ma zaciśnięte wargi, ale oczy mu się śmieją. Na zdjęciu jest też Ayoola, śliczna jak zawsze, ale to jego energia wypełnia ekran. Odpowiadam mu uśmiechem.

– Co robisz?

– Masz esemesa – powiadamiam Ayoolę, szybko wychodząc ze zdjęć.