Pytania płynące z serca

Tekst
Z serii: Prawdziwe życie #1
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

O serii „PRAWDZIWE ŻYCIE”

Przedmowa

Człowiek rodzi się ze znakiem zapytania w sercu

Definiowanie to ograniczanie – egzystencja nie ma granic

Uważaj! Jestem tutaj po to, żeby zniszczyć twoje sny

Zazdrość – społeczne narzędzie do dzielenia i rządzenia

Odyseja samotności

Niepokój czy udręka?

Światły zapach rewolucji

Łono dla transformacji

Spisek księży w celu manipulacji twoim umysłem

Obcy, po prostu gość

Nota o Autorze

Międzynarodowy Ośrodek Medytacji OSHO

Tytuł oryginału: Born with a Question Mark in Your Heart

Redakcja: Agnieszka Niegowska

Korekta: Adam Osiński

Projekt okładki: Pola Rusiłowicz Kav Studio

Zdjęcie na okładce: © ViSnezh / Shutterstock.com

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniej zgody właściciela praw.

Copyright © 1985, 2012 OSHO International Foundation, www.osho.com/copyrights

Copyright © for Polish translation by Bogusława Jurkevich, 2019

Copyright © for Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, 2019

Książka jest zapisem serii oryginalnych przemówień Osho wygłoszonych na żywo przed publicznością. Rozmowy w tym wydaniu były wcześniej publikowane jako From Personality to Individuality, chapters 1-10. Wszystkie przemówienia Osho zostały opublikowane w całości jako książki i są również dostępne jako oryginalne nagrania audio. Kompletne archiwum tekstów OSHO i nagrań audio można znaleźć w Internetowej Bibliotece OSHO www.osho.com/Library.

OSHO jest zarejestrowanym znakiem handlowym Osho International Foundation, www.osho.com/trademarks.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie I

ISBN: 9788381432214


Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o. ul. Wspólna 35 lok. 5, 00-519 Warszawa www.czarnaowca.pl Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl Sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

O serii „PRAWDZIWE ŻYCIE”

Seria książek Osho „PRAWDZIWE ŻYCIE” bazuje na odpowiedziach na pytania zadane Osho przez uczestników spotkań medytacyjnych, którzy przybyli na nie z całego świata.

Osho tak się wyraził na temat zadawania pytań:

Jak zadawać pytania, które mają znaczenie? Nie pytania intelektualne, lecz egzystencjalne. Nie takie, które pozwolą pozyskać nową wiedzę, ale takie, które pomogą prawdziwie żyć. Trzeba zapamiętać kilka wskazówek.

Bez względu na to, o co pytasz, nigdy nie zadawaj pytań stereotypowych. Pytaj o to, co aktualnie dotyczy ciebie, co ma dla ciebie znaczenie, co ma szansę cię zmienić. Zadawaj pytania, od których zależy twoje życie.

Nie stawiaj książkowych, zapożyczonych pytań. Nie przypominaj sobie pytań zadawanych w przeszłości, bo zada je twoja pamięć, nie ty sam. Nie istnieje prawdziwa odpowiedź na zapożyczone pytanie. Nawet jeśli ją otrzymasz – ani ona nie dotrze do ciebie, ani ty nie dotrzesz do jej sedna. Zapożyczone pytania są bez znaczenia. Zadawaj pytania, które ty chcesz zadać naprawdę. A mówiąc „ty”, mam na myśli ciebie w tej konkretnej chwili, tu i teraz. Pytając o coś, co nurtuje cię w danej chwili, zadajesz pytanie egzystencjalne, które pochodzi nie z twojej pamięci, ale z twojej istoty.

Nie zadawaj pytań o to, co po usłyszeniu odpowiedzi nie spowoduje w tobie żadnej zmiany. Ktoś może na przykład zapytać o Boga: „Czy Bóg istnieje?”. Postaw to pytanie tylko wtedy, kiedy odpowiedź może cię zmienić. Jeśli dowiesz się, że Bóg istnieje, spowoduje to w tobie zmiany idące w jakimś kierunku, a jeśli okaże się, że nie istnieje – zmiany pójdą w inną stronę. Jeśli jednak udzielona ci odpowiedź nie spowoduje w tobie żadnych zmian, to okaże się, że pytanie nie miało żadnego znaczenia. Wynikało z ciekawości, nie z potrzeby poszukiwania.

Pamiętaj więc, żebyś pytał tylko o to, co jest dla ciebie ważne. Wtedy odpowiedź będzie miała dla ciebie wartość.

Przedmowa

Osobowość to jeden wielki galimatias: coś dała ci matka, coś dał ci ojciec, trochę dostałeś od sąsiadów, przyjaciół, żony, nauczycieli, kapłanów, przywódców. Osobowość to patchwork; nie jest niepodzielna, może się rozpaść w każdej chwili. Nie posiada duszy łączącej jej wszystkie części; nie jest całością, jest złożona z części.

Jako określenie przeciwne osobowości używam słowa „indywidualność”, mając na myśli jej niepodzielność, jednostkowość. „Indywidualny” znaczy niepodzielny. Nie składa się z części, nie rozpadnie się. Jest jak twarda skała i w odróżnieniu od osobowości jest jedną całością.

Lecz to dopiero jeden z aspektów. Widziany z kosmosu nie jesteś już nawet indywidualnością. Nawet takie określenie się rozmywa. Jesteś całością. Ani wiatr, ani drzewa, ani księżyc nie są porozdzielane; ty także nie jesteś. Oddychasz każdą chwilą i nawet jeśli myślisz, że egzystencja jest oddzielona od ciebie, ty nie jesteś oddzielony od niej.

Kiedy zdajesz sobie sprawę z tego, że nie jesteś oddzielony, docierasz do sedna. Wtedy znika lęk przed utratą twarzy, swojej osobowości, która i tak ciągle ci się wymyka spod kontroli. Dochodzisz do oryginału, tego, co wieczne, co uniwersalne. To właśnie nazywam oświeceniem.

Osho, Beyond Psychology

Rozdział 1

Człowiek rodzi się ze znakiem zapytania w sercu

Osho,

jakie miejsce w twojej religii zajmuje mistycyzm?

Moja religia to czysty mistycyzm. Nie ma w niej nic innego. W innych religiach nie ma miejsca na mistycyzm. Nie ma go z prostej przyczyny: są w nich gotowe odpowiedzi na wszystkie pytania; odpowiedzi zmyślone, nieudowodnione, nieuzasadnione. Są one jednak pocieszające dla łatwowiernych ludzi, demistyfikują istnienie. Wszelka wiedza demistyfikuje istnienie.

Nie podaję wam gotowej wiedzy. Tymczasem wszystkie religie właśnie to robią: sprawiają, że czujesz się kompetentny. Przedstawiają Boga jako stwórcę. Mają posłańców Boga, którzy przynoszą wszystkie odpowiedzi z oryginalnego źródła – niewątpliwe, nieomylne. Te religie mają przewagę i mogą wykorzystywać ludzkość z tego prostego powodu, że nie mając gotowych odpowiedzi, człowiek czuje rodzaj wewnętrznego niepokoju. Pytania są i będą – człowiek rodzi się z pytaniami, z wielkim znakiem zapytania w sercu. I to dobrze.

To dobrze, że człowiek ma w sercu znak zapytania, inaczej byłby po prostu jeszcze jednym gatunkiem zwierzęcia. Bawoły nie mają pytań; ślepo akceptują to, co jest. Są pełne wiary, religijne. Drzewa nie mają pytań, ptaki nie mają pytań; pytania zadają ludzie. To ich przywilej. Tylko oni spośród wszystkiego, co istnieje, mają pytania.

Stare religie próbowały odebrać wam ten przywilej, zepchnąć was do rangi zwierząt. Nazywają to „gorliwą wiarą”. Chcą, byście byli jak bawoły, osły, ale nie jak ludzie, jedyna bowiem rzecz, jaka odróżnia ludzi od zwierząt, to ten właśnie znak zapytania. Tak, to jest przyczyną całego zamieszania.

 

Z pewnością życie bez jakichkolwiek pytań jest spokojne, ale ten spokój jest martwym spokojem, nie ma w nim życia. Ta cisza jest grobowym milczeniem. Wolałbym, żeby człowiek był w rozsypce, ale żywy. Nie chciałbym, żeby stał się jak cmentarz. Za ten spokój, tę ciszę płacisz wielką cenę: tracisz życie, tracisz inteligencję, tracisz możliwość odkrycia ekstatycznej drogi życia. Znak zapytania nie istnieje bez powodu. Nie jest dziełem diabła, że każde dziecko rodzi się z wątpliwościami, nie z wiarą. Wątpliwości są czymś naturalnym.

Dzieci zadają tysiące pytań, a im jest ich więcej, tym większy jest potencjał dziecka do dokonania jakichś odkryć. Są także dzieci tępe – tępe z psychologicznego punktu widzenia. Rodzice lubią takie dzieci, bo nie sprawiają one żadnych kłopotów, nie zadają niewygodnych pytań. Nawet małe dziecko mogłoby rozbić całą twoją wiedzę w drobny mak.

Przypomina mi się moje dzieciństwo i wiele przykładów, które pomogłyby wam zrozumieć piękno znaku zapytania. Dopóki nie potraktujecie go jako czegoś nierozerwalnie związanego w waszym człowieczeństwem, z waszą godnością, nie pojmiecie, czym jest mistycyzm.

Mistyfikacja to nie mistycyzm. Mistyfikacją posługują się księża. Zabierają twój znak zapytania, niszczą w tobie potencjał poznawania tajemnicy istnienia. Dają ci jednak jakiś substytut – mistyfikację. Robią to za pomocą ksiąg; metodologia jest zawsze taka sama. Przykładowo: w hinduizmie wszystkie księgi zostały napisane w bardzo trudnym języku – sanskrycie. Nie mówi nim żaden Hindus. To martwy język. Nie wiem, czy kiedykolwiek był żywy, bo nie udało mi się do tej pory znaleźć na to żadnego dowodu. Był martwy od samego początku; stworzono go jako martwy język. Wymyślili go kapłani i zwykli ludzie nigdy go nie używali – nie potrafili. Jest skomplikowany, ma trudną gramatykę, fonetykę, oparty jest na zasadach matematycznych. Zwykli ludzie nie byli w stanie go opanować.

Język, który jest w użytku, staje się stopniowo mniej gramatyczny, w zamian nabierając życia; mniej matematyczny, za to lepiej dopasowany do rzeczywistości. Staje się surowszy, mniej skomplikowany i wypolerowany – rozwija się. Sanskryt nigdy się nie rozwinął. To, co martwe, nie podlega bowiem rozwojowi.

Żywy język, który jest używany przez ludzi, rozwija się. Jego słowa zaokrąglają się jak kamienie wygładzane przez rzekę. Stały przepływ wody w rzece, ciągłe oddziaływanie wody na kamień wygładzają go. To samo dzieje się, kiedy następuje rozwój języka. Jesteś w stanie natychmiast rozpoznać, który język jest martwy, a który żyje.

Martwe języki zawsze będą doskonałe, podczas gdy żywe nigdy się takie nie staną. Żywe języki używane są przez niedoskonałych, zawodnych ludzi, a słowa zmieniają się w zależności od tego, z jakich ust padają. Stają się coraz bardziej zużyte.

Dla przykładu, język angielski wprowadzono do Indii z zewnątrz. Parę słów musiało więc przeniknąć do codziennego użytku – jak choćby słowo station (stacja). W tamtych czasach w Indiach nie było czegoś takiego jak stacja. Pojawiło się dopiero w języku angielskim wraz z budową kolei. Jeżeli jednak poruszasz się po Indiach, to na wsiach nie znajdziesz ani jednego Hindusa, który używałby angielskiego słowa „stacja”. Jest ono dla nich zbyt trudne, zbyt skomplikowane. Zamiast tego używają słowa, które powstało poprzez zniekształcenie słowa station (wymawia się: „stejszyn”), a brzmi „teszyn”. Jakie to proste…

Słowo report też pojawiło się wraz z językiem angielskim. Powstały posterunki policji, na których trzeba było składać raporty. Jeśli pojechałbyś na wieś, ku twemu zdziwieniu okazałoby się jednak, że nikt nie używa słowa report (wymawia się: „riport”), lecz wszyscy mówią „ripit”. Pierwotne słowo zostało zaokrąglone i teraz brzmi dla nich bardziej swojsko. Jest tak wiele słów i związanych z nimi wspaniałych, ważnych historii… Kiedy słowa używane są przez ludzi, nabierają własnych kształtów, ulegają zmianom.

Sanskryt pozostał statyczny. Hebrajski, arabski, grecki, łacina – one wszystkie pozostają statyczne, niedostępne ludzkim umysłom, poza ich zasięgiem. Sanskryt nigdy nie był językiem ludzi; był mistyfikacją. Cały kraj zależny był od kapłanów, oni tymczasem wygadywali głupstwa, za to używali elitarnego języka – sanskrytu. Kiedy to zrozumiesz, zaczniesz się zastanawiać, co właściwie jest w nim tak niezwykłego. Gdy jednak śpiewasz w sanskrycie, nic nie rozumiejąc, ulegasz mistyfikacji.

Aby zachować święty charakter ksiąg, konieczne było trzymanie ich w sekrecie. Nie mogły one dostać się w ręce zwykłych ludzi, nikt nie mógł ich czytać. Kiedy ktoś miał potrzebę czytania świętej księgi, musiał zgłosić się do księdza – to on mu czytał. Gdy wprowadzono druk, hinduiści bardzo niechętnie drukowali swoje księgi. Jak kontynuować swoją odwieczną mistyfikację, skoro księgi są dostępne?

Hindusi wmówili całemu państwu, że wszystkie tajemnice zawarte są w ich świętych księgach. Okazało się, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent tych ksiąg zawiera banały, bzdety. Dla Hindusów mogą one być święte, ale nie są święte dla nikogo innego. Kiedy więc te święte księgi zostały przetłumaczone na inne języki, cała mistyfikacja wyszła na jaw. Hinduizm zatracił swoją chwałę, ponieważ księgi dostępne w innych językach każdy mógł czytać samodzielnie.

Mahawira nigdy nie przemawiał w sanskrycie, Gautama Budda nigdy nie przemawiał w sanskrycie, a powód był bardzo prosty – oni odrzucali kapłaństwo. Mówili językiem prostych ludzi. Zostali przeklęci przez kapłanów, którzy nakazywali im posługiwanie się sanskrytem. Pytali oni: „Obaj jesteście synami wielkich królów, odebraliście doskonałe wykształcenie, znacie sanskryt – dlaczego więc mówicie językiem prostych ludzi?”.

Mahawira i Budda odpowiadali im: „Mamy ważny powód: chcemy, żeby ludzie wiedzieli, na czym polega wasza mistyfikacja. W waszych księgach nie ma niczego szczególnego, ale ponieważ są one napisane w języku, którego nikt nie rozumie, wiele pozostawiacie ludzkiej wyobraźni”.

Nawet kapłan mógł nie rozumieć, co mówi, bo sanskrytu trzeba się uczyć poprzez zapamiętywanie, a nie przez zrozumienie. Na tym polega różnica: sanskryt kładzie nacisk na zapamiętywanie, nie na zrozumienie. Nie ma więc potrzeby wiedzieć, co jest napisane. Jedyne, na co trzeba zwrócić uwagę, to właściwa wymowa.

Oczywiście, sanskryt jest pięknym językiem, bardzo melodyjnym. Poezja, pieśń napisana w sanskrycie dużo łatwiej zapadają w pamięć. Wszystkie języki, które łatwo zapamiętać, są poetyckie, śpiewne, pięknie brzmią. Znaczenie? Nawet nie pytaj, bo może być ono tak banalne i miałkie jak dzisiejsza gazeta.

Kiedy bramin intonuje pieśń, ulegasz mistyfikacji; tworzy on specyficzną atmosferę. Ale co on śpiewa? Być może fragment, który wyśpiewuje, jest modlitwą do Boga: „Proszę, zniszcz stada mojego wroga i spraw, by moje się podwoiły. Niech krowy mojego sąsiada przestaną dawać mleko i niech to mleko pojawi się u moich krów”. Kiedy zrozumiesz znaczenie, zapytasz: „Cóż to za bzdura!? Gdzie podziała się świętość? Gdzie tu jest religia?”. Ale na szczęście nikt nie pyta o znaczenie słów pieśni.

Kiedy słuchasz muzułmanina, który wzywa do modlitwy z minaretu, jesteś zachwycony melodyjnością jego głosu. Arabski jest wyjątkowo piękny, wchodzi bezpośrednio do serca. Stworzono go tak, by dotykał serc, a nie wchodził do głowy, ma bowiem budzić twoje uczucia. I robi to. Kiedy więc słyszysz arabski, jesteś zachwycony i myślisz, że jest w nim jakieś ogromne piękno. Jeśli sam dźwięk tak cię zachwyca i porusza, to co dopiero mówić o znaczeniu? Ale, proszę, nie pytaj o znaczenie…

Dlatego utrudnia się ludziom poznawanie świętego języka. Jest on przeznaczony tylko dla kapłanów – mają na niego monopol.

Na tym polega mistyfikacja. To jest ten substytut, który ma cię zadowolić, ponieważ odebrali ci coś, co stanowi ogromny potencjał: znak zapytania, który sprawiłby, że cała egzystencja stałaby się tajemnicą. Musieli dać coś w zamian, jakąś zabawkę, a sami przygotowali się do odpowiedzi na każde możliwe pytanie. Zanim jeszcze dziecko zapyta o cokolwiek, już zaczynają udzielać mu odpowiedzi. Przyjrzyj się temu procesowi. Jeśli pytanie nie zostało jeszcze zadane, odpowiedź jest bezwartościowa.

To właśnie chciałem ci powiedzieć…

W dzieciństwie zaczęli dawać mi odpowiedzi. Na lekcji religii, na którą każde dziecko dźinów musiało uczęszczać, udzielano wszelkich odpowiedzi. Ja nie chodziłem na te lekcje.

– Po pierwsze – powiedziałem do ojca – ja nie mam tych wszystkich pytań, na które oni udzielają odpowiedzi. To jest głupota. Kiedy będę miał pytania, zdobędę właściwe odpowiedzi, ale teraz nie mam tych pytań. Nie interesuje mnie, kto stworzył świat. Jedną rzecz wiem na pewno: nie ja go stworzyłem.

– Jesteś dziwnym dzieckiem – odparł mój ojciec. – Wszystkie dzieci, w całej rodzinie, wszystkie dzieci z sąsiedztwa uczęszczają na te lekcje.

Dźini lubią tworzyć osiedla. Mniejszości boją się większości, toteż członkowie małych grup etnicznych czy religijnych starają się trzymać razem. Tak jest bezpieczniej. Ich świątynie położone są w środku osiedli i wszystkie dzieci do nich uczęszczają. To także ze względu na bezpieczeństwo. Gdyby świątynie znajdowały się w pobliżu dzielnic hinduistów albo muzułmanów, mogłyby ulec spaleniu. W przypadku zamieszek nie można byłoby się w nich ukryć.

Są ludzie, którzy nie zjedzą posiłku bez uprzedniej wizyty w świątyni. Wpierw muszą się pomodlić, a dopiero potem jedzą. Dlatego dźini tworzą małe osiedla lub wioski, a ich świątynie znajdują się w centrum.

Mój ojciec nalegał, żebym uczęszczał na lekcje religii tak jak wszyscy.

Powiedziałem mu, że zapewne inni mają jakieś pytania albo po prostu są idiotami. Ja ani nie jestem idiotą, ani nie mam żadnych pytań i dlatego odmawiam uczęszczania na te lekcje. A poza tym wiem, że nauczyciel uczy ich samych bzdur.

– Czy możesz to udowodnić? Zawsze każesz mi coś udowadniać, więc teraz ja proszę cię o to, byś udowodnił, że uczą tam samych bzdur – powiedział ojciec.

– To chodź ze mną – odpowiedziałem.

Wiele razy zabierałem go w różne miejsca, aby udowodnić swoje racje. Kiedy dotarliśmy do szkoły, nauczyciel mówił, że Mahawira miał trzy cechy: był wszechobecny, wszechmocny i wszechwiedzący.

– Słyszałeś to – powiedziałem do ojca. – A teraz chodź ze mną do świątyni.

Klasa mieściła się tuż obok świątyni, więc nie trzeba było chodzić daleko.

– Ale po co? – zapytał.

– Chodź, udowodnię ci coś.

Wcześniej umieściłem na głowie posągu Mahawiry słodkie kuleczki laddu. Oczywiście zaraz pojawiły się głodne szczury i zaczęły je zjadać. Powiedziałem do ojca:

– Oto twój wszechmocny Mahawira… A widziałem także, jak szczury sikają na jego głowę.

– Jesteś nie do wytrzymania. Zrobiłeś to wszystko tylko po to, żeby udowodnić swoją rację?

– A co innego mógłbym zrobić? Jaki inny znaleźć dowód? Nie wiem, gdzie jest Mahawira, ale to jest jego posąg. To jest jedyny Mahawira, jakiego znamy ja, ty i nauczyciel. Jeśli jest wszechobecny, to musi być także tutaj i widzi szczury, a zatem wie, co one z nim robią. Mógłby przegonić te szczury i zrzucić moje laddu. Nie było mnie tutaj, musiałem załatwić parę rzeczy i przyprowadzić tu ciebie. A teraz udowodnij mi, że ten człowiek jest wszechobecny. Choć, mówiąc szczerze, wcale nie obchodzi mnie to, czy jest, czy też nie jest wszechobecny.

Zanim jednak dziecko zada jakiekolwiek pytanie, już napycha się jego głowę odpowiedziami. Jest to podstawowe i największe przestępstwo popełniane przez wszystkie religie. Na tym właśnie polega programowanie, warunkowanie. Te religie potępiają mnie i oskarżają o to, że warunkuję ludzi; tymczasem ja pozbawiam ich warunkowania. To oni was uwarunkowali, wypełnili wasze umysły wszystkimi możliwymi odpowiedziami. Ja po prostu niszczę te odpowiedzi, żebyście zaczęli zadawać własne pytania. Umiejętność zadawania pytań została wam kompletnie odebrana.

Nigdy nie zadawaliście pytań. Nie dostaliście szansy, aby zmierzyć się ze swoimi pytaniami, z wątpliwościami. Te religie tak bardzo się tego obawiają, ponieważ wiedzą, że kiedy zaczniecie zadawać pytania, nie będą w stanie wmuszać wam swoich odpowiedzi. Ta ciekawa świata inteligencja, którą każdy z was posiada, będzie wzbudzać wasze wątpliwości; zrodzi więcej pytań do tych ich odpowiedzi, niż jesteście sobie w stanie wyobrazić. Najłatwiej więc jest popełnić to przestępstwo: zawładnąć dzieckiem – im wcześniej, tym lepiej – i karmić je teologią, dogmatami, doktrynami, katechizmami. Trzeba to zrobić, zanim zacznie ono samo zadawać pytania.

 

Jeśli jesteś chrześcijaninem, to skąd wiesz, że istnieje Trójca? Skąd dowiedziałeś się, że Bóg Ojciec, Duch Święty i Syn Boży tworzą najwyższy monopol władzy, że dominują nad światem, że są prawdziwymi dyktatorami? Skąd to wiesz? Zostało ci to powiedziane. Być może nawet nie pamiętasz, kto ci to powiedział. Dowiedziałeś się o tym tak wcześnie, że jeśli nie sięgniesz pamięcią naprawdę daleko wstecz, nie przypomnisz sobie, kim był ten człowiek, który wykrzywił twój umysł.

Poród dziewicy… Jeśli nie jesteś chrześcijaninem, natychmiast zaprotestujesz: jak dziewica może urodzić dziecko? Jednak jeśli jesteś chrześcijaninem, nie zakwestionujesz tego stwierdzenia, ponieważ otrzymałeś odpowiedź, zanim zacząłeś się nad tym na dobre zastanawiać. Potraktowali cię jak komputer – wrzucili do ciebie wszystkie odpowiedzi. Jeśli ktokolwiek będzie się wypowiadał przeciwko chrześcijaństwu, będziesz gotów go pobić albo sam dasz się zabić za te bzdury, których nawet nie odkryłeś samodzielnie. A i człowiek, który ci je przekazał, nie odkrył ich sam, tylko otrzymał od kogoś innego.

I tak się dzieje od stuleci. Każde pokolenie przekazuje wszystkie swoje głupoty i przesądy nowemu pokoleniu, myśląc, że to pomaga im w zdobywaniu wiedzy. A przecież kiedy zdobędziesz wiedzę, zamykają się przed tobą drzwi do tego, co mistyczne.

Mistycyzm oznacza patrzenie na egzystencję bez uprzedzeń. Dlatego twierdzę, że tak zwane religie nie mają w sobie nic z mistycyzmu; posługują się jedynie mistyfikacją, ale nigdy mistyką, ponieważ nie spełniają podstawowych warunków, aby być mistycznymi. Musiałyby odrzucić całą swoją wiedzę i wszystko to, w co wierzą. To nie ma żadnej wartości, więc nie trzeba się przejmować; to nie jest żaden skarb, to tragedia. Jeśli będziesz w stanie się tego pozbyć, poczujesz się lekko, jakbyś zrzucił ciężar, a twoje oczy będą tak niewinne jak oczy dziecka.

Wszystkie te poziomy wiedzy: hinduiści, chrześcijanie, muzułmanie, żydzi… Nie ma znaczenia, kto popełnił tę zbrodnię przeciwko tobie; wszystkie religie są takie same i popełniają te same zbrodnie. A ponieważ one wszystkie to robią, nikt się nie sprzeciwia. Trzymają w garści całą ludzkość.

Więc kiedy znajdzie się ktoś taki jak ja, z miejsca musi zostać przez nich wszystkich potępiony, skrytykowany; i nigdy nie udzielą mu odpowiedzi na jego pytania. Mnie nikt nigdy o nic nie pytał, natomiast ja zadaję pytania od wczesnego dzieciństwa. I nigdy nie dostałem ani jednej odpowiedzi – oni ich po prostu nie znają. Trzeba zrozumieć, że wszystkie odpowiedzi są względne, tworzone przez ludzi, aby poczuć się lepiej…

To tak, jakby matka powiedziała dziecku bojącemu się zostać na noc w pokoju: „Nie bój się, Jezus jest z tobą. Możesz spać spokojnie. Nie jesteś sam”. Czy dziecko pomyślałoby, że matka je oszukuje? Jego własna matka? A czy matka rozumie, że oszukuje syna? Ona w to wierzy. Tą wiarą zatruła ją już jej matka i ona teraz robi to samo swojemu dziecku. To oczywiste, cóż można zrobić innego?

Dziecko boi się zostać samo, ale musi nauczyć się samo zasypiać. Wkrótce pojedzie do szkoły z internatem, musi zdobyć samodzielność. Jak długo można trzymać się matczynej spódnicy? Matka w dobrej wierze uważa, że jeśli dziecko zacznie czuć obecność Jezusa lub Boga, to spokojnie pójdzie spać.

Dziecku też będzie łatwiej, będzie spokojniejsze. Nic się nie zmieniło – jest samo w ciemnym pokoju, ale pociesza się tym, że opiekuje się nim Jezus, że opiekuje się nim Bóg, który przecież jest wszędzie. Tak mówi jego matka, tak mówi jego ojciec, tak mówi jego nauczyciel i ksiądz, a przecież wszyscy oni nie mogą się mylić. To prawda, Bóg jest niewidzialny, ale pozwala poczuć się raźniej.

To właśnie powoduje cała ta wiedza. Uwalnia cię od poszukiwań, od kłopotów. W tym świecie nie uzyskasz niczego, dopóki nie odważysz się zaryzykować, aby to zdobyć. Boga otrzymujesz tak łatwo, nawet o niego nie prosząc. Jaką wartość może mieć taki Bóg? Dostajesz religię tak tanio, że przyjmujesz ją, nie zdając sobie nawet sprawy, że ona zakrywa przed tobą prawdę o egzystencji. Mój cały wysiłek polega na tym, by zdemaskować tę mistyfikację.

A ponieważ ciągle to robię, stąd zapewne wzięło się zadane mi pytanie. Pytający nie rozumie różnicy między mistycyzmem a mistyfikacją. Myśli, że te słowa to synonimy. Ale to nie są synonimy – to przeciwieństwa. Mistyfikacja nie pozwala rozwijać się mistycyzmowi. Nie ma innego wyjścia, jak tylko zniszczyć mistyfikację, całkowicie ją wykorzenić.

Wtedy nie będę już musiał odpowiadać na to pytanie. Istnieje pytanie, istnieje egzystencja, a kim jestem ja, żeby wchodzić pomiędzy jedno a drugie? Stań twarzą w twarz z istnieniem. Popatrz na zachód słońca. Wtedy nie będziesz miał żadnych odpowiedzi, będziesz jedynie widział to, co jest – zachwycająco piękny zachód słońca.

Poczujesz się onieśmielony. Zapragniesz śpiewać, tańczyć, malować, a może położyć się w trawie i nic nie robić, jedynie patrzeć. I wtedy pojawi się pewien rodzaj komunii pomiędzy tobą a pięknem zachodu słońca. Coś się zacznie wydarzać – tym czymś jest właśnie mistycyzm. Niczego nie wiesz, a jednocześnie wiesz wszystko.

Istnieje wiedza, która nic nie wie. Istnieje także ignorancja, która wie wszystko, ponieważ jej podstawą jest niewinność. Mówię wam: niech będą błogosławieni wszyscy ignoranci; oczywiście nie zakończę tego zdania stwierdzeniem: „bo do nich należy Królestwo Niebieskie”. Nie, ponieważ to byłaby mistyfikacja. Powiedziałbym raczej: „Niech będą błogosławieni ignoranci, bo Królestwo Niebieskie do nich należy”. Tu i teraz. Nie muszą niczego otrzymywać w przyszłości ani po śmierci – to byłaby mistyfikacja.

Mistycyzm jest jak gotówka. Mistyfikacja jest jak weksel. Nikt nie wie, czy będziesz w stanie wykupić ten weksel. Może upaść rząd albo zbankrutować bank. A weksel może być wykorzystany dopiero po śmierci, taki jest warunek. „Wierzymy w Boga, ufamy Bogu”. A papież wmawia ci, że wszystko, co obiecane, otrzymasz po śmierci. Każdy, kto ma chociaż odrobinę inteligencji, widzi, że jest to zwykłe wykorzystywanie ludzi.

Życie jest tajemnicą, księgi są tajemnicze. Jednak księgi są martwe, a na nich przecież opiera się kapłaństwo. Prawdziwy człowiek przeżywa życie, nie księgi. I żyjąc pełnią, intensywnie, całkowicie, otoczony jest tajemnicą. Każda chwila jest tajemnicą. Możesz ją przeżywać, ale nie uczynisz z niej kategorii naukowej. Ona nigdy nie stanie się wiedzą, na zawsze pozostanie mądrością. Wyczuwasz w sobie tę mądrość, ale jeśli ktoś nalega, żebyś mu dokładnie wytłumaczył, ty w swojej uczciwości możesz jedynie stwierdzić, że masz w sobie tę mądrość, a jednocześnie wiesz, że nie da się jej zredukować do kategorii wiedzy.

Dlatego właśnie Lao-cy przez całe swoje życie unikał pisania – wiedział, że kiedy coś zapisujesz, ulega to zmianie. Tego odkrycia może dokonać jedynie ktoś wtajemniczony.

Nie jest to kwestia wiedzy – naukowcy nie są w stanie doszukać się w pismach Lao-cy niczego niewłaściwego. W jego czasach żył wielki mędrzec, Konfucjusz, o wiele lepiej znany na całym świecie. Zasięgali jego rady nawet najwięksi władcy. Cesarz chiński wyznaczył Konfucjusza na stanowisko premiera, aby zawsze był pod ręką, kiedy władca potrzebował rady. Kiedy Konfucjusz pojechał spotkać się z Lao-cy, wrócił w stanie załamania nerwowego…

Lao-cy cieszył się sławą wśród tych, którzy podążali ścieżką rozwoju. Kiedy uczniowie Konfucjusza dowiedzieli się, że ich mistrz wybiera się z wizytą do Lao-cy, towarzyszyli mu do górskiej jaskini, gdzie mieszkał Lao-cy, ale już na miejscu postanowili poczekać na zewnątrz.

Konfucjusz nie chciał, aby ktokolwiek mu towarzyszył w czasie spotkania, wiedział bowiem, że ten człowiek jest dziwny, nieprzewidywalny. Nikt nie mógł przewidzieć, jak się w danej chwili zachowa, co zrobi, co powie. Mógłby nawet rozerwać kogoś na strzępy w obecności jego własnych uczniów. Lepiej było odwiedzić go w pojedynkę.

I tak właśnie się stało: uczniowie Konfucjusza czekali przed jaskinią, a on wszedł do niej sam. A kiedy wyszedł, był cały roztrzęsiony. Uczniowie zaczęli dopytywać się: „Co się stało?”. Powiedział im tylko: „Po prostu zabierzcie mnie do domu. Nie jestem sobą. Ten człowiek jest jak smok. Nigdy do niego nie chodźcie”.

Ale co się wydarzyło w jaskini? Byli tam uczniowie Lao-cy, toteż wiadomo, co się tam stało. Dobrze, że tak wspaniałe spotkanie nie minęło bez echa. Uczniowie Lao-cy także byli zszokowani, ponieważ Konfucjusz był nie tylko starszy od ich mistrza, ale też dużo bardziej znany i szanowany. O Lao-cy słyszała zaledwie garstka ludzi.

Sposób, w jaki zachował się Lao-cy w stosunku do Konfucjusza, był po prostu skandaliczny. Jednak nie dla Lao-cy. On był prostym człowiekiem – ani skromnym, ani aroganckim; po prostu czysta ludzka istota. Co mógł zrobić Konfucjusz, kiedy zderzył się z tą czystością, niewinnością i prostotą?

Jeśli podchodzisz do lustra, a ono pokazuje, że twoja twarz jest brzydka, to czy jest to wina lustra? Możesz zrobić tylko jedno – unikać luster. Możesz także stworzyć lustro, w którym będziesz wyglądał pięknie. To jest możliwe. Są setki rodzajów luster; mogą być wklęsłe, wypukłe, jakie sobie zażyczysz. Możesz wyglądać w nich szczupło albo grubo, możesz wyglądać brzydko albo pięknie. Być może lustra, które macie, oszukują was. Być może producenci luster pragną was pocieszyć i dlatego wyglądacie w nich tak pięknie. Szczególnie kobiety, kiedy stają przed lustrem, zapominają o całym świecie. Trudno im się oderwać, tylko wciąż wpatrują się w lustro. Jest w lustrach coś szczególnego, co czyni ludzi niezwykłymi.