KłamcaTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział szósty

Griff uważał się za cierpliwego człowieka. Z reguły nie tracił nad sobą panowania. Ale gdy już tracił, to wszystko mogło się zdarzyć.

Teraz jednak poważnie rozważał zaklejenie ust taśmą uroczej i kochanej matce Emmy Kate.

Od rana wieszał szafki w kuchni i ta kobieta od samego początku bombardowała go pytaniami.

Cały czas czuł na karku jej oddech, wciąż za nim stała i truła mu dupę.

Doskonale zdawał sobie sprawę, że Matt uciekł do pani Violi, żeby oszczędzić sobie towarzystwa uroczej, rozgadanej i – nie bójmy się tego słowa – niezbyt mądrej matce jego dziewczyny.

Co gorsza, ona nadal się wahała – „wahać się” stało się słowem dnia – co do szafek, nawet gdy już stały. A jeśli będzie musiał je wszystkie zdemontować, bo ona po raz kolejny zmieni zdanie, to zrobi coś gorszego niż użycie taśmy klejącej.

Miał w bagażniku gumy do mocowania bagażu i doskonale wiedział, jak ich używać.

– Och, Griff, skarbie, może jednak nie powinny być białe. Są takie proste, prawda? A biały to taki chłodny kolor, nie? A przecież kuchnia powinna być miejscem ciepłym. Może jednak powinny być w kolorze wiśniowego drewna. Tak trudno to sobie wyobrazić, dopóki człowiek nie zobaczy gotowych szafek na ścianie, prawda? No bo i skąd miałoby się wiedzieć, jak to będzie wyglądać, dopóki nie zobaczy się tego na własne oczy?

– Wyglądają czysto i świeżo – powiedział, starając się mówić radosnym głosem, chociaż miał ochotę zgrzytać zębami. – Kuchnia powinna wyglądać czysto i świeżo i taką właśnie kuchnię będzie pani miała.

– Tak uważasz? – Stanęła tuż obok niego i splotła palce. – Och, sama nie wiem. Henry umył ręce i powiedział, że jest mu to obojętne. Przestanie mu być obojętne, jeśli coś będzie nie tak.

– Pani Bitsy, będzie super. – Griff miał ochotę sam strzelić sobie gwoździarką w środek czoła.

W Baltimore on i Matt mieli już do czynienia z wybrednymi klientami. Z takimi, którzy musieli mieć wszystko pod kontrolą, którzy ciągle jęczeli, byli niezdecydowani i stawiali żądania, ale Louisa „Bitsy” Addison była niekwestionowaną Królową Niezdecydowanych.

Zdetronizowała dotychczasowych władców – Johna i Rhondę Turnerów, którzy kazali im wyburzyć ścianę w swoim domu w Baltimore, odbudować ją, a potem wyburzyć po raz drugi.

Remont kuchni miał im zająć trzy tygodnie – z ewentualną trzydniową obsuwą – a trwał już pięć. I Bóg jeden wiedział, kiedy to się skończy.

– No, nie wiem – powiedziała po raz milionowy, opierając brodę na dłoniach. – Biały to taki surowy kolor, prawda?

Griff odstawił szafkę, wyjął poziomicę, przeczesał ręką gęste włosy koloru ciemnego blondu.

– Suknie ślubne są białe.

– To prawda, ale… – Jej wielkie piwne oczy stały się jeszcze większe, widać w nich było ekscytację. – Suknie ślubne? Och, Griffinie Lott, czy ty wiesz o czymś, o czym ja nie wiem? Czy Matt wreszcie się oświadczył?

Miał ochotę wepchnąć wspólnika pod autobus. A potem cofnąć się i osobiście przejechać go po raz drugi. Ale...

– To był tylko przykład, tak jak… – Zaczął gorączkowo szukać innego porównania. – Jak magnolie. Albo… – Jezu kochany, podsuń mi coś jeszcze. – O, piłki do baseballa.

Cholera.

– Sprzęt kuchenny będzie najlepiej pasował do białego – ciągnął trochę desperackim tonem. – No i jeszcze jest blat. Ciepłe szarości sprawią, że w kuchni zapanuje przyjazna atmosfera, i jednocześnie będą wyglądać wyszukanie.

– Może problemem są kolory ścian. Może powinnam…

– Mamo, nie przemalujesz ścian. – Do kuchni wmaszerowała Emma Kate.

Griff miał ochotę ją uściskać, paść na kolana i całować po stopach. A potem kompletnie przestał zwracać na nią uwagę, ponieważ do kuchni weszła ruda.

Pomyślał sobie: „O w mordę”, i miał tylko nadzieję, że nie powiedział tego na głos.

Była piękna. Jako facet około trzydziestki widywał już piękne kobiety, nawet jeśli tylko w kinie. Ta jednak, stojąca przed nim we własnej osobie, była niesamowita.

Jej twarz, wyglądającą jak zrobioną z porcelany, okalały gęste kręcone włosy koloru zachodzącego słońca. Miękkie, pełne usta z perfekcyjnym dołeczkiem nad górną wargą i wielkie, głębokie, smutne błękitne oczy.

Jego serce przestało bić na kilka sekund, a w uszach zaczęło mu szumieć, więc nie słyszał większości kłótni Emmy Kate z matką.

– Emmo Kate, kuchnia to serce domu.

– Tak ją zmieniasz i tak z nią kombinujesz, że masz szczęś­cie, że w ogóle coś ci jeszcze zostało. Mamo, pozwól Griffowi pracować i przywitaj się z Shelby.

– Shelby? Shelby! O mój Boże!

Bitsy przebiegła przez pomieszczenie i rzuciła się na rudą. Shelby, rzuciła się na Shelby, pomyślał Griff. Ładne imię, Shelby. W sumie to jego ulubione imię.

I wtedy wszystko do niego dotarło. To Shelby – czy Shelby Anne Pomeroy, jak pisnęła Bitsy, po raz kolejny przytulając rudą. Siostra jego przyjaciela Forresta.

Wnuczka pani Vi – w której kiedyś szaleńczo się kochał.

Gdy pozbył się oszołomienia, mógł zobaczyć, jak pani Vi wyglądała jako młoda kobieta. I jak Ada Mae mogła wyglądać dwadzieścia kilka lat wcześniej.

Wnuczka pani Vi – pomyślał po raz kolejny. Wdowa.

Nic dziwnego, że miała takie smutne oczy.

Natychmiast ogarnęło go poczucie winy, bo miał ochotę wziąć ją w ramiona tak jak pani Bitsy. Potem jednak dotarło do niego, że to przecież nie jego wina, że jej mąż nie żyje.

– Och, bardzo przepraszam, że nie mogłam wczoraj przyjść na przyjęcie powitalne, ale ja i Henry musieliśmy jechać aż do Memphis, do córki jego kuzynki. Nawet nie lubię tej kuzynki. To taka nadęta kobieta, wywyższa się tylko dlatego, że wyszła za prawnika z Memphis. Ale przyjęcie było piękne, w Peabody Hotel.

– Mamo, daj Shelby szansę odetchnąć.

– Och, przepraszam! Cały czas tylko gadam. Tak strasznie się cieszę, że cię widzę. Griff, Emma Kate i Shelby wychowywały się razem, przysięgam, odkąd skończyły rok, aż do…

I wtedy dotarło do niej, dlaczego Shelby wróciła do domu.

– Och, skarbie. Och, skarbie, tak mi przykro. Jesteś taka młoda, a już spotkała cię taka tragedia. Jak się trzymasz?

– Dobrze być w domu.

– Nie ma jak dom. A mój jest cały wybebeszony, nie mogę ci nawet niczego przygotować w kuchni. Och, i jesteś taka szczupła. Skarbie, jesteś chudsza niż modelka z Nowego Jorku. Zawsze byłaś dostatecznie wysoka, by zostać jedną z nich. Emmo Kate, czy mamy jakąś colę? Zawsze lubiłaś colę, prawda, Shelby?

– Tak, proszę pani, ale proszę nie robić sobie kłopotu. Cudowne szafki, pani Bitsy. Takie czyste i świeże i przepięknie wyglądają na tle szaroniebieskich ścian.

Wdowa czy nie, w tym momencie Griff zapragnął obsypać ją pocałunkami. Wszędzie.

– To właśnie powiedział Griff. Że są czyste i wyglądają świeżo. Naprawdę sądzisz…

– Mamo, nawet nie przedstawiłyśmy Shelby. Shelby, to wspólnik mojego chłopaka, Griffin Lott. Griff! To jest Shelby… Foxworth, tak?

– Tak. Miło cię poznać.

Spojrzała na niego tymi niesamowitymi oczami i tak, serce faktycznie potrafi stanąć na kilka sekund.

– Cześć. Jestem przyjacielem twojego brata.

– Którego?

– Pewnie obu, ale bardziej Forresta. I od razu muszę ci się przyznać, że zakochałem się w twojej babce. Cały czas kombinuję, jak odsunąć ją od Jacksona, żebyśmy mogli uciec na Tahiti.

Kształtne usta Shelby delikatnie się uśmiechnęły, smutne oczy odrobinę poweselały.

– Trudno ci się dziwić.

– Griff mieszka w starym domu Tripplehornów – dodała Emma Kate. – Remontuje go.

– Czyli potrafisz zdziałać cuda?

– Jeśli tylko mogę korzystać ze swoich narzędzi. Wpadnij do mnie kiedyś, to zobaczysz. Robię postępy.

Uśmiechnęła się do niego, ale jej oczy pozostały smutne.

– Będziesz miał z tym trochę pracy. Muszę już lecieć. Jestem umówiona w salonie babci.

– Shelby, zajrzyj do nas, jak już skończy się remont, to sobie pogadamy – zaszczebiotała Bitsy. – Mam nadzieję, że będziesz tutaj bywać tak często jak kiedyś. Wiesz, że jesteś dla nas jak rodzina.

– Dziękuję, pani Bitsy. Miło było cię poznać – powiedziała do Griffa i odwróciła się, żeby wyjść.

– Odprowadzę cię. – Emma Kate postawiła torby z zakupami przy matce. – Kupiłam wędlinę, gotowe sałatki i dużo gotowego jedzenia. Nie musisz martwić się gotowaniem aż do czasu zainstalowania nowej kuchenki. Zaraz wracam.

W drodze do drzwi Emma Kate nie odezwała się ani słowem.

– Pozdrów ode mnie babcię – powiedziała tylko, gdy do nich doszły.

– Dobrze. – Shelby wyszła na zewnątrz i odwróciła się. Radosne powitanie ze strony Bitsy sprawiało, że rezerwę Emmy Kate było jeszcze trudniej znieść. – Chciałabym, żebyś mi wybaczyła.

– Dlaczego miałabym to zrobić?

– Bo jesteś najlepszą przyjaciółką, jaką miałam w życiu.

– To było kiedyś. Ludzie się zmieniają. – Emma Kate odrzuciła pasmo włosów i wsadziła ręce do kieszeni. – Shelby, posłuchaj, spotkało cię coś strasznego i bardzo mi przykro z tego powodu, ale…

– Musisz mi wybaczyć. – Duma kazała jej odejść, ale miłość do tego nie dopuściła. – Zachowałam się nie w porządku wobec naszej przyjaźni. Zachowałam się nie w porządku wobec ciebie. Zawsze będę tego żałować. Chciałabym, żebyś mi wybaczyła. Przypomnij sobie naszą przyjaźń, jeszcze zanim ją zniszczyłam, i wybacz mi, proszę. A przynajmniej ze mną porozmawiaj, powiedz, co robiłaś, jak ci się wiedzie. Chociaż tyle.

Emma Kate patrzyła na jej twarz w zamyśleniu.

– Powiedz mi jedno. Dlaczego nie przyjechałaś po śmierci mojego dziadka? Uwielbiał cię. A ja bardzo cię wtedy potrzebowałam.

 

– Chciałam to zrobić. Ale nie mogłam.

Emma Kate pokręciła powoli głową i cofnęła się.

– Nie, to za mało, żebym ci wybaczyła. Powiedz mi, dlaczego nie zrobiłaś czegoś, co było tak ważne, tylko przysłałaś kwiaty i kartkę, tak jakby to miało wystarczyć. Powiedz mi prawdę chociaż w tej jednej kwestii.

– Bo on się nie zgodził. – Shelby poczuła ogromny wstyd, który wypalał znamię na jej sercu. – Nie zgodził się, a ja nie miałam ani pieniędzy, ani odwagi, żeby mu się sprzeciwić.

– Zawsze miałaś odwagę.

Shelby pamiętała tamtą dziewczynę. Niezbyt dokładnie.

– Chyba już nie mam. Wystarczyło mi jej tylko, by stanąć tutaj przed tobą i poprosić o wybaczenie.

Emma Kate nabrała powietrza.

– Pamiętasz Bar Przemytnika?

– Pewnie, że tak.

– Spotkajmy się tam jutro. Powinnam zdążyć na wpół do ósmej. Obgadamy to.

– Muszę spytać mamę, czy będzie mogła zająć się Callie.

– Ach, tak. – W głosie przyjaciółki znów pojawił się chłód, zimniejszy niż padający deszcz. – Przecież masz córkę, której nigdy w życiu nie widziałam.

Wstyd Shelby zmieszał się z poczuciem winy.

– Będę cię przepraszać tak długo, jak będzie to konieczne.

– Będę o wpół do ósmej. Przyjdź, jeśli ci się uda.

Emma Kate weszła do środka, a potem oparła się o drzwi i zaczęła płakać.

***

Odkąd przyszła Emma Kate, Griff mógł pracować w błogim spokoju. Właśnie ustawił ostatnią szafkę podłogową i zrobił sobie przerwę. Pił napój izotoniczny Gatorade prosto z butelki i podziwiał postęp prac.

Nie miał wątpliwości co do tego, że jego rozgadana i pełna wątpliwości klientka pokocha swoją nową kuchnię. Pomieszczenie będzie wyglądać czysto i świeżo – tak jak ruda.

Coś się tutaj stało, zaczął się zastanawiać, Bitsy gadała o tym, jak Emma Kate i Shelby przyjaźniły się praktycznie od kołyski, ale przecież Emma Kate była sztywna i chłodna, jakby po raz pierwszy w życiu zobaczyła rudą. A ta z kolei wyglądała na smutną i zakłopotaną.

Pewnie jakaś babska sprzeczka, założył. Miał siostrę, wiedział więc, że takie sprzeczki mogą się ciągnąć i być bardzo nieprzyjemne. Będzie musiał podpytać Emmę Kate. Wystarczyło tylko znaleźć odpowiedni moment i nakłonić ją do zwierzeń.

Chciał wiedzieć, co się wydarzyło.

I zastanawiał się, ile czasu musi upłynąć, zanim zaprosi się wdowę na randkę.

Pewnie powinien się wstydzić takich myśli, ale nie potrafił myśleć o niczym innym. Nie zareagował tak silnie na żadną kobietę od… jeszcze nigdy tak nie zareagował. A przecież bardzo lubił kobiety.

Odstawił napój i stwierdził, że ponieważ Matt przez cały dzień naprawiał jeden przeklęty zlew, on weźmie się za wieszanie szafek. Poza tym Matt z pewnością nie zajmuje się tylko naprawą zlewu, pomyślał, ustawiając drabinę. Z pewnością wdał się w pogawędkę. W Rendezvous Ridge nie można było zrobić nic bez pogawędki.

I mrożonej herbaty. I pytań, i długich, leniwych chwil przerwy.

Zaczynał się do tego przyzwyczajać, cieszyć się wolniejszym tempem życia. Mieszkanie w małym miasteczku zdecydowanie przypadło mu do gustu.

Gdy Matt postanowił przenieść się do Tennessee z Emmą Kate, Griff musiał podjąć decyzję. Albo jedzie z nim, albo zostaje. A potem albo znajduje sobie nowego wspólnika, albo sam prowadzi biznes. Albo ryzykuje i zaczyna od nowa, w nowym miejscu z nowymi ludźmi.

Do tej pory nie pożałował jeszcze tego kroku.

Usłyszał, jak otwierają się drzwi wejściowe. Zaczynał przyzwyczajać się do tego, że ludzie w Ridge rzadko zamykali drzwi na zamek.

– Robiłeś jej nowy zlew? – krzyknął, a potem wziął się za przykręcanie pierwszej szafki.

– Pani Vi znalazła mi jeszcze kilka drobnych rzeczy do naprawy. Hej, ale szybko ci poszło. Wygląda rewelacyjnie.

Griff chrząknął i zszedł na dół, żeby przyjrzeć się szafce.

– Słowo dnia to „wahać się”. W każdym słowniku w Stanach przy tym pojęciu powinno pojawić się zdjęcie Bitsy Addison.

– Fakt, ma trochę problemów z podejmowaniem decyzji.

Matt był jak zwykle powściągliwy.

– Nie wiem, jakim cudem ona rano postanawia, że wstanie z łóżka. Byłbym już dużo dalej z robotą, gdyby twoja kobieta przyjechała wcześniej i szybciej zabrała stąd Bitsy. Ona uważa, że biel jest zbyt biała, no i może wybrała złe blaty. A może to kiepski kolor ścian. Nie pytaj nawet o płytę nad kuchenką.

– Teraz jest już za późno na zmianę decyzji.

– Spróbuj jej to powiedzieć.

– Trzeba ją pokochać.

– Owszem, ty musisz. Ale, Matt, nie możemy jej gdzieś zamknąć na następne trzy dni?

Matt się uśmiechnął, zdjął cienką kurtkę i rzucił ją na bok.

Griff był wysoki i tyczkowaty, a Matt – przysadzisty i dobrze zbudowany. Miał schludnie przystrzyżone czarne włosy, a lekko kręcone włosy Griffa opadały luźno na kołnierzyk. Matt zawsze golił kwadratową szczękę na gładko, a na wąskiej twarzy i wystających kościach policzkowych Griffa często widać było krótką szczecinę.

Matt grał w szachy i lubił chodzić na degustacje wina.

Griff wolał pokera i piwo.

Byli dla siebie niczym bracia od niemal dekady.

– Kupiłem ci kanapkę – powiedział Matt.

– Jaką?

– Z najostrzejszym sosem, tak jak lubisz. Takim, który wyżera żołądek od środka.

– Świetnie.

– A może powiesimy jeszcze kilka szafek i dopiero wtedy zrobimy sobie krótką przerwę? Kto wie, jak długo Emmie Kate uda się utrzymać Bitsy z dala od tego miejsca.

– W porządku.

Gdy wzięli się do pracy, Griff postanowił zacząć podpytywać przyjaciela.

– Dzisiaj wpadła tutaj wnuczka pani Vi. Ta, która właśnie tu wróciła. Wdowa.

– Tak? Kiedy byłem w mieście, dotarły mnie jakieś słuchy. A jaka jest?

– Niesamowita. Serio – dodał, gdy Matt spojrzał na niego ze zdziwieniem. – Ma włosy koloru swojej matki i pani Vi. Kolor ma taką samą nazwę jak ten malarz, no…

– Tycjan.

– O, właśnie. Długie i kręcone. I ma ich oczy. Ciemnoniebieskie, niemal fioletowe. Wygląda jak obiekt westchnień poetów, a do tego te smutne oczy.

– No cóż, jej mąż zmarł jakoś w Boże Narodzenie. Miała rewelacyjne święta.

Czyli jakieś trzy miesiące temu, policzył Griff, trochę za wcześnie, żeby zaprosić ją na randkę.

– A co zaszło między nią a Emmą Kate? Sprawdź poziom.

– A co miało zajść? Podnieś odrobinę swój koniec. Stój. Idealnie.

– Bitsy zaczęła opowiadać o tym, jakimi były – są – dobrymi przyjaciółkami, ale mowa ich ciała wyrażała coś przeciwnego. Nie pamiętam, żeby Emma Kate kiedykolwiek o niej wspominała.

– Nic nie wiem – odparł Matt, podczas gdy Griff wkręcał śruby. – Chyba chodziło o to, że wyjechała z tym poślubionym facetem.

– To musiało być coś więcej. – Griff ponownie zaczął podpuszczać przyjaciela, zastanawiając się jednocześnie, czy będzie potrzebować wiertarki. Matt nigdy nie zwracał większej uwagi na szczegóły relacji międzyludzkich. – Wiele osób przeprowadza się po ślubie.

– Straciły ze sobą kontakt albo coś takiego. – Matt wzruszył ramionami. – Emma Kate kilka razy o niej wspominała, ale nie opowiadała za dużo.

Griff pokręcił głową.

– Matt, jak ty mało wiesz o kobietach. Gdy kobieta o czymś wspomina, to oznacza, że ma na ten temat mnóstwo do powiedzenia.

– To dlaczego nie mówi?

– Bo potrzebuje właściwej zachęty, odpowiedniej wędki. Forrest też niewiele mówi, ale on umie trzymać język za zębami. Nie przyszło mi do głowy, by wypytywać go o siostrę.

– Bo jeszcze nie wiedziałeś, że jest niesamowita.

– Otóż to.

Matt ponownie sprawdził poziomy ze wszystkich stron, a potem wzięli się za wieszanie kolejnej szafki.

– Nie chcesz zacząć kręcić się wokół wdowy z dzieckiem, która jest młodszą siostrą twojego przyjaciela.

Griff tylko się uśmiechnął.

– A ty miałeś nie kręcić się wokół pyskatej dziewczyny z Południa, która cały czas powtarzała, że nie ma czasu na związek.

– Ale udało mi się złamać jej opór, prawda?

– To najlepsze, co kiedykolwiek osiągnąłeś. Rozumiesz?

– Rozumiem.

Griff opuścił drugą szafkę, żeby dopasować ją do pierwszej.

– Spytaj Emmę Kate, o co z tym wszystkim chodzi.

– A po co?

– Bo po tym, jak odprowadziła rudą do drzwi, miała smutne oczy. Wcześniej była trochę wkurzona, a potem wyglądała na smutną.

– Naprawdę?

– Tak. Więc powinieneś ją o to spytać.

– Po co miałbym ją o to pytać? Po co wprowadzać dodatkowe zamieszanie?

– Matt, cholera jasna. Coś się tutaj dzieje. I będą takie złe i smutne, dopóki sprawa się nie wyjaśni.

– Czasami kobiety są niczym gniazdo os. Skoro tak bardzo chcesz się tego dowiedzieć, to sam ją o to spytaj – dodał Matt.

– Cienias.

– W tych kwestiach? No cóż, wcale się tego nie wstydzę. – Ponownie sprawdził poziom. – Idealnie. Nieźle nam idzie.

– Damy radę.

– Oczywiście. Powieśmy resztę, a potem sobie zjemy.

– Jasne, bracie.

***

Viola zaczęła czesać ludzi dla zabawy, od czasu do czasu układała fryzury z czasopism siostrom albo przyjaciółkom. Lubiła opowiadać o tym, jak po raz pierwszy wzięła do ręki nożyczki – i brzytwę dziadka – i zabrała się za włosy siostry Evalynn, a potem uciekła i się schowała, bo efekt był niczym prosto z salonu piękności Brendy.

Miała wtedy dwanaście lat i od tej pory obcinała i układała na większe okazje włosy wszystkim członkom rodziny, łącznie ze swoją mamą.

Gdy była w ciąży z pierwszym dzieckiem, pracowała już dla pani Brendy, a na boku dorabiała sobie w maleńkiej kuchni przyczepy mieszkalnej, w której zaczynali razem z Jacksonem. Kiedy urodził się Grady – na kilka miesięcy przed jej siedemnastymi urodzinami – dodała do oferty malowanie paznokci i pracowała już tylko w trzypokojowym domu, który udało im się wynająć od wujka Jacka, Bobby’ego.

Niedługo potem urodziło się drugie dziecko, matka Violi zajęła się maluchami, a jej samej udało się ukończyć szkołę kosmetyczną.

Viola MacNee Donahue była ambitna i nie bała się pchnąć męża w tym samym kierunku.

Gdy miała dwadzieścia lat, trójkę dzieci, jedno dziecko utracone – co na zawsze złamało jej serce – kupiła salon od Brendy, która uciekła od swojego męża z gitarzystą z Maryville.

Viola musiała zaciągnąć dług, ale kompletnie nie zgadzała się ze słowami kaznodziei, że Bóg zapewnia ludziom byt – uważała, że On z pewnością patrzy łaskawszym okiem na tych, którzy urabiają się po łokcie.

Pracowała po osiemnaście godzin dziennie, a Jack pracował równie długo i ciężko w zakładzie Festera.

Urodziła czwarte dziecko, udało jej się spłacić długi, a potem musieli zaciągnąć kolejne, bo Jack otworzył własny zakład i pomoc drogową. Jackson Donahue był najlepszym mechanikiem w hrabstwie, przejął większość klientów Festera, który z reguły był pijany już w południe.

Udało im się utrzymać, wychować czworo dzieci i kupić ładny dom.

A za pieniądze odłożone na czarną godzinę Viola kupiła dużo dobrych kaw i herbat oraz trzy eleganckie krzesła do pedicure, o czym plotkowało całe miasteczko.

Biznes się kręcił, ale jeśli chciało się czegoś więcej, trzeba było kombinować. Od czasu do czasu w Ridge pojawiali się turyści, szukający bardziej uroczego, tańszego czy malowniczego noclegu niż w Gatlinburgu czy Maryville.

Przyjeżdżali, żeby chodzić po górach, łowić ryby i rozbijać obozy, niektórzy mieszkali w Rendezvous Hotel i brali udział w spływach górskich. Ci, którzy mieli urlop, mniej oszczędzali i chętniej sobie dogadzali.

Tak więc Viola po raz kolejny poszerzyła zakres usług. A potem jeszcze raz.

Miejscowi mawiali po prostu, że idą do Vi, ale turyści znali jej salon pod nazwą Dom Harmonii i Jednodniowe Spa Violi.

Podobała jej się ta nazwa.

Najnowsze – i jak twierdziła Viola, ostatnie – poszerzenie zakresu usług obejmowało Pokój relaksacji, czyli po prostu elegancką poczekalnię. Vi lubiła odważne, mocne kolory, ale wybrała pastelowe farby, dodała gazowy kominek i proponowała klientkom wyjątkowe herbaty, gotowane na bazie miejscowej wody źródlanej, fotele z miękkimi poduchami i pluszowe szlafroki z wyhaftowanym własnym logo.

Ostatnia zmiana odbyła się podczas przeprowadzki Shelby z Atlanty do Filadelfii, tak więc wnuczka tego nie widziała.

Nie była jednak zaskoczona, gdy babka poprowadziła ją przez szatnię do pokoju, w którym unosił się delikatny zapach lawendy.

 

– Babciu, tu jest niesamowicie pięknie.

Mówiła cicho, ponieważ w jasnych fotelach siedziały dwie obce kobiety, przeglądające kolorowe magazyny.

– Spróbuj herbaty jaśminowej. Jest produkowana tutaj, w Ridge. I odpręż się trochę, zanim Vonnie się za ciebie weźmie.

– Tu jest tak przyjemnie jak w spa w wielkim mieście. A nawet przyjemniej.

W pomieszczeniu stały podstawki z nasionami słonecznika, drewniana miska z zielonymi jabłkami, dzbanki z wodą i plastrami cytryny albo ogórka i dzbanki z herbatą, którą klientki mogły pić z małych ślicznych filiżanek.

– Jesteś niesamowita.

– Nie wystarczy mieć pomysły, trzeba też wprowadzać je w życie. Przyjdź do mnie, gdy Vonnie z tobą skończy.

– Dobrze. Mogłabyś spytać mamę, co u niej? Chcę się upewnić, że Callie jest grzeczna.

– Niczym się nie martw.

Łatwo mówić, pomyślała Shelby, aż wreszcie Vonnie kazała jej się położyć na ciepłym stole w zaciemnionym pokoju, w którym grała cicha muzyka.

– Dziewczyno, masz w ramionach tyle kamieni, że można by zbudować z nich dom. A teraz nabierz powietrza. I jeszcze raz. Właśnie. A teraz je wypuść.

Najpierw się starała, a potem nie musiała już się starać. Odpłynęła.

– Jak się czujesz?

– Co?

– Poprawna odpowiedź. A teraz powoli wstań. Włączę jaśniejsze światła, pamiętaj, że przykryłam ci nogi szlafrokiem.

– Dziękuję, Vonnie.

– Powiem Vi, że w przyszłym tygodniu przydałby ci się kolejny masaż. Doprowadzenie cię do porządku będzie wymagać kilku spotkań.

– Ale ja już czuję się lepiej.

– To dobrze. Nie wstawaj zbyt szybko, słyszysz? Zaraz przyniosę ci pysznej wody źródlanej. Musisz teraz pić dużo wody.

Shelby napiła się, przebrała w swoje ubrania i wyszła z pomieszczenia.

Na czterech z sześciu stanowisk fryzjerskich siedziały klientki, zajęte były dwa z czterech foteli do pedicure. Widziała, że dwie kobiety robią sobie manicure, i spojrzała na własne paznokcie. Nie malowała ich od świąt.

W Pokoju relaksacji panowała cisza, tutaj jednak słychać było ożywione rozmowy, lejącą się wodę, szum suszarek. Zawołało ją pięć osób naraz – trzy kosmetyczki i dwie klientki – więc musiała z nimi porozmawiać, przyjąć wyrazy współczucia i zostać przywitana, aż wreszcie znalazła babcię.

– Idealne wyczucie czasu. Właśnie skończyłam robić pasemka Dolly Wobuck, a moja następna klientka odwołała wizytę, więc mogę nałożyć ci maseczkę. Rozbieraj się i zakładaj szlafrok.

– Och, ale…

– Callie nic nie jest. Ona i Chelsea przebrały się i urządziły herbatkę dla lalek. Ada Mae mówi, że natychmiast przypadły sobie do gustu i przypominają jej ciebie i Emmę Kate.

– Miło to słyszeć. – Shelby spróbowała nie myśleć o chłodnym spojrzeniu oczu przyjaciółki z dzieciństwa.

– Za kilka godzin odprowadzi twoje dziecko do domu. Mamy więc czas i na maseczkę, i na rozmowę. – Viola odrzuciła głowę do tyłu, a wpadające przez okno promienie słońca podkreśliły złote pasma w jej rudych włosach. – Vonnie odwaliła kawał świetnej roboty, prawda?

– Jest cudowna. Nie pamiętałam, że jest aż taka niska.

– Po mamie.

– Jednak mimo tego wzrostu ma cudowne, silne dłonie. Babciu, ona nie pozwoliła mi sobie zapłacić. Powiedziała, że mama już to załatwiła, poza tym jesteśmy rodziną.

– Możesz zapłacić mi godziną swojego czasu. No dalej, wskakuj w szlafrok. Pokoje kosmetyczne są obok, będziemy w pierwszym. Jazda!

Zrobiła, co jej kazano. Przecież chciała, żeby Callie znalazła sobie przyjaciół, prawda? Żeby miała kogoś do zabawy. To było zdrowe podejście. A zamartwianie się tylko dlatego, że spędzało się dzień w salonie piękności babki, było głupie.

– Mam dla ciebie coś idealnego – powiedziała Viola, gdy Shelby weszła do pokoju. – To moja maseczka dodająca energii. Zastrzyk energii dla ciebie i twojej skóry. Powieś szlafrok na wieszaku, połóż się, a my cię odpowiednio owiniemy.

– To też jest nowe. Nie pokój, ale fotel i te sprzęty.

– Jeśli chcesz być konkurencyjna, musisz nadążać za trendami. – Viola wyjęła fartuch, założyła go na zielone spodnie i pomarańczową bluzkę i zawiązała. – W pokoju obok mam maszynę, która pomaga pozbyć się zmarszczek dzięki impulsom elektrycznym.

– Naprawdę? – Shelby położyła się pod prześcieradłem na fotelu.

– Na razie tylko dwie z nas potrafią ją obsługiwać, czyli ja i twoja mama, ale Maybeline, pamiętasz Maybeline?

– Tak. Pracuje u ciebie od zawsze.

– Fakt, minęło już kilka lat. Teraz pracuje tutaj także jej córka. Lorilee maluje paznokcie tak świetnie jak jej matka. Maybeline uczy się obsługi nowej maszyny, więc będzie nas już trzy. Ale ty jeszcze przez jakiś czas nie będziesz musiała przejmować się zmarszczkami. – Położyła na prześcieradle lekką kołdrę, a potem związała włosy Shelby. – Ale teraz przyjrzyjmy ci się. Masz trochę przesuszoną skórę. To pewnie przez stres.

Zaczęła od oczyszczania, miała ręce tak miękkie i gładkie jak dziecko.

– Są rzeczy, które dziewczyna może powiedzieć babci, jeśli nie chce powiedzieć ich mamie. Tutaj mamy strefę bezpieczeństwa. A Ada Mae zawsze patrzy na jasną stronę, została pobłogosławiona optymizmem. Jej zdaniem masz kłopoty, a nie żałobę! Ale ja wiem, jak wygląda żałoba.

– Przestałam go kochać. – Z zamkniętymi oczami i dłońmi babci na twarzy mogła powiedzieć to na głos. – Może nigdy tak naprawdę go nie kochałam. On z pewnością mnie nie kochał. Trudno mi się z tym pogodzić, z tym, że między nami nie było tego, co powinno, i że już go nie ma.

– Byłaś młoda.

– Starsza niż ty.

– Ja miałam niewiarygodne szczęście. Tak samo jak twój dziadek.

– Babciu, byłam dobrą żoną. Mogę to powiedzieć, bo wiem, że to prawda. No i Callie, urodziła nam się Callie, coś wyjątkowego. I chciałam mieć drugie dziecko. Wiem, że może to błąd, że chciałam drugie dziecko, gdy nie wszystko nam się układało, ale myślałam, że tak właśnie powinno być. Gdybym miała jeszcze jedno dziecko do kochania, mogłoby być dobrze. Tak bardzo pragnęłam drugiego dziecka, ten głód normalnie zżerał mnie od środka.

– Dobrze to znam.

– A on się zgodził. Powiedział, że Callie powinna mieć brata lub siostrę. Ale się nie udało, a za pierwszym razem udało się bez żadnego problemu. Zrobiłam wszystkie badania, on powiedział, że też zrobił.

– Powiedział, że zrobił? – spytała Viola, łagodnie wmasowując w skórę Shelby preparat złuszczający.

– Ja... Po jego śmierci musiałam przejrzeć wszystkie teczki z dokumentami. Było tego tyle…

Prawnicy, księgowi, doradcy podatkowi, wierzyciele, rachunki i dług.

– I znalazłam paragon czy rachunek od lekarza, nieważne. Bo Richard przechowywał każdy dokument. To było kilka tygodni po narodzinach Callie, wtedy gdy po raz pierwszy ją tutaj przywiozłam, a on miał być w podróży służbowej. Był taki dobry, wszystko za mnie załatwił w kwestii przyjazdu tutaj. Prywatny samolot i limuzynę, która mnie do niego dowiozła. A on zamiast w podróż służbową pojechał do Nowego Jorku i poddał się wazektomii.

Dłonie Violi znieruchomiały.

– Podciął sobie i jednocześnie pozwolił ci myśleć, że staracie się o dziecko?

– Nigdy nie będę w stanie mu tego wybaczyć. To jest jedyna rzecz, jakiej mu nie daruję.

– Miał prawo zdecydować, czy chce mieć kolejne dziecko, nie miał jednak prawa przeprowadzać tego zabiegu, nie informując cię o tym. To straszliwe kłamstwo. A mężczyźnie, który potrafił je wypowiedzieć i z nim żyć, brakuje serca.

– Babciu, było tak wiele kłamstw, odkryłam je dopiero po jego śmierci. – Została pustka, pomyślała Shelby, która już nigdy nie zostanie zapełniona. – Czuję się jak idiotka, jakbym mieszkała z obcą osobą. I nie rozumiem, po co się ze mną ożenił, dlaczego ze mną żył.

Mimo uczuć, jakie się w niej kłębiły, Viola cały czas delikatnie masowała twarz wnuczki i łagodnie do niej przemawiała.

– Shelby Anne, jesteś piękną dziewczyną i mówiłaś, że byłaś dobrą żoną. Nie musisz czuć się jak idiotka tylko dlatego, że zaufałaś swojemu mężowi. W czym jeszcze cię okłamał? Miał inne kobiety?

– Nie wiem na pewno, a nie mogę go o to spytać. Ale z tego, co znalazłam, to tak, były inne kobiety. I zupełnie mnie to nie obeszło. Nie wiem nawet, ile ich było, bardzo dużo razy wyjeżdżał bez nas. A ja kilka dni temu poszłam do lekarza i się przebadałam, tak na wszelki wypadek… Niczym mnie nie zaraził, więc jeśli były inne kobiety, to uważał. Więc nie obchodzi mnie, czy miał sto innych kobiet, czy nie.