Rozmowy z Bogiem. Księga 3

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Podłożem wielu nękających was społecznych problemów jest pogląd, iż żony i dzieci stanowią własność osobistą, którą się „posiada”.

Zajmiemy się kwestią „własności” w dalszej części, przy okazji rozważań o społecznościach wysoko rozwiniętych. Lecz teraz pomyśl tylko: Czy jest się emocjonalnie dojrzałym do wychowania dzieci, kiedy jest się zdolnym do ich płodzenia?

Prawda jest taka, że ludzie nie nadają się do rodzicielstwa nawet po trzydziestce czy po czterdziestce – i nie powinno się tego od nich oczekiwać. Nie żyją jeszcze dość długo, aby móc przekazać głęboką mądrość swoim dzieciom.

Słyszałem to już wcześniej. Mark Twain miał na ten temat podobne zdanie. Podobno powiedział kiedyś: „Kiedy miałem dziewiętnaście lat, mój ojciec na niczym się nie znał. Ale kiedy skończyłem trzydzieści pięć lat, nie mogłem się nadziwić, jak wiele Stary się nauczył”.

Świetnie to wyraził. Wczesne lata życia nigdy nie miały służyć nauczaniu prawdy, lecz jej gromadzeniu. Jak możesz przekazać dzieciom prawdę, do której nie doszedłeś?

To niemożliwe. Więc kończy się na tym, że uczysz ich jedynej znanej sobie prawdy – cudzej. Ojca, matki, kultury, religii. Każdej, tylko nie swojej własnej, której nadal szukasz.

I będziesz poszukiwał, eksperymentował, odnajdywał i gubił, tworzył i przetwarzał swoją prawdę, aż minie pół wieku, odkąd przebywasz na tej planecie, czy coś koło tego.

Wtedy być może ustatkujesz się, osiądziesz w swojej prawdzie. I zgodzicie się co do jednego: że nie ma stałej prawdy; że prawda, jak samo życie, jest zmienna, rozwija się, ewoluuje – a kiedy wydaje ci się, że stanąłeś w rozwoju, wręcz przeciwnie, właściwie dopiero zacząłeś ewoluować.

Tak, doszedłem do tego. Mam już ponad pięćdziesiąt lat i odkryłem tę prawdę.

To dobrze. Jesteś mądrzejszy. Starszy. Teraz powinieneś zająć się wychowywaniem dzieci. Albo jeszcze lepiej, odczekaj następnych dziesięć lat. To starsi znają prawdę i życie. Wiedzą, co jest ważne, a co nie. Co naprawdę znaczy uczciwość, lojalność, przyjaźń i miłość.

Rozumiem, co masz na myśli. Trudno się z tym pogodzić, ale do niedawna sami byliśmy jeszcze „dziećmi”, teraz jesteśmy „uczniami” i rodzą się nam dzieci, wiemy, że musimy zacząć je uczyć. I dochodzimy do wniosku: cóż, przekażę im, czego nauczyłem się od rodziców.

I tak oto grzechy ojców przechodzą na synów, po siódme pokolenie.

Jak to zmienić? Jak przerwać ten krąg?

Oddajcie wychowanie dzieci w ręce Starszych. Rodzice mogą je widywać, kiedykolwiek zechcą, nawet mieszkać razem z nimi, ale nie będą ponosić wyłącznej odpowiedzialności za opiekę nad nimi. Fizyczne, społeczne i duchowe potrzeby dzieci zaspokajać będzie cała społeczność, a kształceniem i przekazywaniem wartości zajmować się będzie starszyzna.

W dalszej części tego dialogu porozmawiamy o innych sposobach życia panujących wśród wysoko rozwiniętych kultur wszechświata. Ale tych modeli nie da się zastosować do stylu życia ugruntowanego na waszej planecie.

Co masz na myśli?

Chodzi mi o to, że nie tylko wasz sposób wychowywania dzieci jest niewłaściwy, ale cały sposób życia.

Wciąż nie wiem, co masz na myśli.

Odsunęliście się od siebie. Rozbiliście rodziny, rozdarliście mniejsze społeczności, wznosząc wielkie miasta. W wielkich miastach żyje więcej ludzi, ale brakuje więzi grupowej, „plemiennej”, która sprawia, że członkowie grupy troszczą się o siebie nawzajem. Jesteście więc pozbawieni starszyzny. A przynajmniej jesteście od niej oddaleni.

Nie tylko się od nich oddaliliście, ale co gorsza, odepchnęliście od siebie starszych. Odstawiliście na boczny tor. Odebraliście im wszelką władzę.

Niektórzy spośród was oskarżają nawet osoby w podeszłym wieku o to, że są pasożytami systemu, że domagają się świadczeń, za które muszą płacić młodzi, oddając coraz większą część swoich dochodów.

To prawda. Socjologowie przewidują coś na kształt wojny pokoleń. Starszym będzie wypominać się, że żądają coraz więcej przy malejącym własnym wkładzie w dobro ogółu. Rośnie liczba osób w wieku emerytalnym, a co dopiero będzie, gdy zestarzeje się pokolenie z powojennego wyżu demograficznego i wydłużać się będzie średnia wieku.

Jeśli starsi nie wnoszą wkładu, to dlatego, że odebraliście im możliwości przysłużenia się społeczeństwu. Każecie im przechodzić na emeryturę właśnie wtedy, kiedy mogliby przynieść firmie korzyści, wycofać się z czynnego udziału w życiu właśnie wtedy, kiedy ich udział mógłby nadać sens waszym poczynaniom.

Nie tylko w dziedzinie wychowania dzieci, ale i w polityce, gospodarce, a nawet w religii, gdzie starsi tradycyjnie odgrywali ważną rolę, wasze społeczeństwo wyniosło na piedestał młodość, a starość zepchnęło w cień.

Jesteście też społeczeństwem jednostek, a nie zbiorowości.

Indywidualizując i odmładzając społeczeństwo, zatraciliście zarazem jego bogate zasoby. Bez nich tak wielu żyje obecnie w uczuciowym i psychicznym niedostatku.

Ponawiam swoje pytanie. Czy można jakoś przerwać ten krąg?

Przede wszystkim musicie uznać jego realność. Tylu ludzi nie przyjmuje tego do wiadomości. Tylu udaje, że jest inaczej. Okłamujecie samych siebie, nie chcecie słyszeć prawdy, a tym bardziej jej głosić.

Tym również zajmiemy się później, przyglądając się cywilizacjom istot oświeconych, ponieważ niemożność dostrzeżenia i uznania tego, jak jest, to nie błahostka. I jeśli szczerze pragniecie zmiany, mam nadzieję, że chociaż Mnie wysłuchacie.

Nadszedł czas mówienia prawdy, prosto i bez ogródek. Jesteś gotów?

Jestem. Po to do Ciebie przyszedłem. Temu właśnie służą te rozmowy.

Prawda często jest niewygodna. Lecz tych, którzy się z nią liczą, nie drażni. Wręcz przeciwnie, uskrzydla.

Dla mnie cały ten trzyczęściowy dialog był uskrzydlający. Mów dalej, proszę.

Jest powód do zadowolenia. Coś zaczyna się zmieniać. Wasza rasa kładzie obecnie większy nacisk na tworzenie społeczności, rodzin wielopokoleniowych. Coraz bardziej szanujecie starszych, pozwalacie, aby ich życie nabrało wartości, sensu. To ogromny krok w cudownie pożytecznym kierunku.

Tak więc dokonuje się „zwrot”. Wygląda na to, że zrobiliście pierwszy krok. Teraz musicie pójść dalej.

Nie można zaprowadzić takich zmian z dnia na dzień. Nie da się jednym posunięciem zastąpić obecnego modelu wychowawczego, bo od tego zaczęły się nasze rozważania. Ale krok po kroku możecie zmieniać swoją przyszłość.

Zapoznanie się z tą książką stanowi taki krok. Nim dojdziemy do końca, powtarzać się w niej będą pewne kluczowe zagadnienia. Nie przez przypadek. Dla podkreślenia ich wagi.

Zapytałeś, jak zabrać się do budowania waszego jutra. Popatrzmy najpierw na wasze wczoraj.

2

Co wspólnego ma przeszłość z przyszłością?

Kiedy znasz przeszłość, lepiej możesz zobaczyć swoją możliwą przyszłość. Zwróciłeś się do mnie z pytaniem, jak macie naprawić obecny stan rzeczy. Warto, abyście wiedzieli, jak doprowadziliście się do położenia, w jakim tkwicie dziś.

Opowiem ci o władzy i o sile – i jak się od siebie różnią. Wyjaśnię, jak to się stało, że wynaleźliście postać Szatana, i po co ją wymyślono, i dlaczego uznaliście, że wasz Bóg jest rodzaju męskiego, nie żeńskiego.

Ukażę, Kim Jestem Naprawdę, w przeciwieństwie do waszych wyobrażeń o Mnie w mitologiach. Opiszę Mój stan Bycia, Bogo-stan, w taki sposób, że z radością zastąpicie mitologię kosmologią – rzeczywistym obrazem wszechświata i relacji między nim a Mną. Nauczę cię o życiu, jak działa i dlaczego tak przebiega. Tym wszystkim sprawom poświęcony jest ten rozdział.

Kiedy poznasz to wszystko, zdecydujesz, co odrzucić z wytworów twojej rasy. Albowiem część trzecia naszych rozmów traktuje o budowaniu nowego świata, tworzeniu nowej rzeczywistości.

Zbyt długo żyliście, dzieci Moje, w ustanowionym przez siebie więzieniu. Czas się wyzwolić.

Skrępowaliście swych pięć naturalnych uczuć, obróciliście je w emocje wynaturzone, które sprowadzają nieszczęście, śmierć i zniszczenie na wasz świat. Obowiązujący na waszej planecie od wieków wzór zachowania to nie „folguj” swoim uczuciom. Jeśli czujesz smutek, uporaj się z nim; jeśli czujesz złość, zdław ją; jeśli czujesz zawiść, wstydź się jej; jeśli czujesz strach, zwalcz go; jeśli czujesz miłość, hamuj ją, wstrzymuj, uciekaj od niej – zrób wszystko, byle jej nie okazać, w całej pełni, tutaj i teraz.

Czas się wyzwolić.

Zaiste, zniewoliliście swą Świętą Jaźń. I czas Ją oswobodzić.

Już cały się palę do czynu. Od czego mamy zacząć? I jak?

Cofnijmy się do czasów, kiedy to wasze społeczeństwo gruntownie się przeobraziło. Wtedy właśnie mężczyźni stali się dominującą płcią i uznali, że okazywanie uczuć jest niewłaściwe – a nawet niewskazane w pewnych przypadkach jest ich doznawanie.

Co masz na myśli, mówiąc o „przeobrażeniu się społeczeństwa”? O co tutaj chodzi?

We wcześniejszym okresie swoich dziejów tworzyliście społeczeństwo matriarchalne. Potem nastąpił przewrót i wyłonił się patriarchat. Kiedy dokonaliście tego przewrotu, odeszliście od wyrażania swych emocji. Nazwaliście to oznaką „słabości”. Wtedy to mężczyźni wymyślili diabła oraz Boga rodzaju męskiego.

Mężczyźni wymyślili diabła?

Owszem. Szatan to zasadniczo męskie dzieło. Ostatecznie przystało na to całe społeczeństwo, ale odwrót od uczuć i wynalezienie „Złego” było wyrazem buntu mężczyzn przeciwko porządkowi matriarchalnemu, w którym władzę sprawowały kobiety, kierując się swymi uczuciami. Przewodziły we wszystkich dziedzinach życia – polityce, religii, nauce, uzdrawianiu.

A jaką władzę mieli mężczyźni?

Żadną. Musieli usprawiedliwić jakoś swoje istnienie, gdyż ich rola sprowadzała się w gruncie rzeczy do zapładniania i przenoszenia ciężarów. Przypominali mrówki-robotnice czy pszczoły w ulu. Zajmowali się pracą fizyczną i zapewniali potomstwo.

 

Długo trwało, zanim znaleźli dla siebie ważniejsze miejsce w ówczesnym ustroju. Minęły wieki, nim dopuszczono ich do głosu w sprawach klanu. W opinii kobiet nie byli dostatecznie bystrzy, aby się na tym znać.

Trudno sobie wyobrazić, aby w społeczeństwie odmówiono prawa głosu jakiejś kategorii obywateli, i to z powodu ich płci.

Doceniam twoje poczucie humoru, naprawdę. Mogę mówić dalej?

Proszę.

Upłynęło sporo czasu, zanim przyszło im do głowy objęcie przez nich samych przywódczych stanowisk, na jakie mieli wreszcie możliwość głosować. Poza ich zasięgiem były też inne wpływowe pozycje.

Lecz kiedy wreszcie przejęli władzę w społeczeństwie, kiedy w końcu wybili się ponad swój dotychczasowy status „dzieciorobów” i „wołów roboczych”, trzeba oddać im tę zasługę, że nie wykorzystali swej przewagi, uznali władzę i wpływ kobiet, zachowali dla nich szacunek, należny wszystkim ludziom bez względu na płeć.

Znów ta ironia.

Och, przepraszam. Czyżbym pomylił planety?

Wróćmy do naszych rozważań. Lecz zanim przejdę do wynalezienia „diabla”, pomówmy o władzy. Ponieważ z nią właśnie wiązało się wymyślenie Szatana.

Zmierzasz zapewne do tego, że w dzisiejszym społeczeństwie całą władzę zagarnęli mężczyźni, prawda? Pozwól, że Cię uprzedzę i powiem, dlaczego tak się stało.

Jak stwierdziłeś wcześniej, w okresie matriarchatu mężczyźni byli niby pszczoły służące królowej roju. Wykonywali ciężką pracę oraz zapewniali i ochraniali potomstwo. Miałem wtedy ochotę wykrzyknąć: „Więc co się zmieniło? Tym właśnie zajmują się obecnie!”. Gotów jestem się założyć, że wielu mężczyzn przyznałoby mi rację – z tym że teraz każą sobie słono płacić za swe „niewdzięczne zadanie”. Mają więcej władzy.

Prawie całą.

No dobrze, prawie całą. Ale sęk w tym, że i jedna, i druga płeć uważa, iż to właśnie ona jest od tych niewdzięcznych zadań, a tej drugiej przypada cała uciecha z życia. Mężczyźni krzywo patrzą na kobiety, które upominają się o część należnej im władzy, ponieważ są przekonani, że to przerasta siły pań.

Kobiety krzywo patrzą na panów, którzy sprawują całą władzę, i zarzekają się, że dłużej nie będą służyły społeczeństwu, nie dostając w zamian nawet odrobiny władzy.

Twoja analiza jest prawidłowa. I zarówno mężczyźni, jak i kobiety skazani są na powtarzanie własnych błędów w wiecznym kręgu nieszczęść sprowadzonych na siebie własnymi rękami, dopóki jedna ze stron nie zrozumie, że w życiu nie chodzi o władzę, lecz o siłę. Dopóki obie nie dostrzegą, że chodzi o jedność, a nie o podział. Gdyż w jedności leży siła, a ulega rozproszeniu w stanie podziału – dlatego tak bardzo zabiega się wtedy o władzę.

Powiadam: Przezwyciężcie rozbicie między sobą, zerwijcie ze złudzeniem odrębności, a odzyskacie źródło waszej wewnętrznej siły. Tam znajdziecie prawdziwą moc. Moc spełnienia czegokolwiek. Moc bycia czymkolwiek. Albowiem moc tworzenia bierze się z wewnętrznej siły, która jest dziełem jedności.

Dotyczy to związku między tobą i twoim Bogiem – tak samo jak twych stosunków z bliźnimi.

Przestańcie myśleć o sobie w oderwaniu od reszty, a zyskacie prawdziwą moc – jako ponadnarodowe społeczeństwo i jako jego indywidualna cząstka – którą rozporządzać możecie do woli.

Pamiętajcie jednak:

Moc bierze się z wewnętrznej siły. Wewnętrzna siła nie wynika z samej władzy. Podobnie jak wiele innych prawd, i tę wasz świat pojmuje na opak.

Władza bez siły wewnętrznej to złudzenie. Wewnętrzna siła bez jedności to fałsz. Kłamstwo, które nie przysłużyło się waszej rasie, niemniej zapadło głęboko w jej świadomość. Albowiem uważacie, że wewnętrzna moc płynie z odrębności, indywidualności, a tak po prostu nie jest. Przyczyną wszelkich zaburzeń i cierpienia jest wasze oddzielenie od Boga i od siebie nawzajem. Mimo to odrębność wciąż brana jest za siłę, a fałsz ten utwierdzany jest przez waszą politykę, ekonomię, a nawet religię.

Stanowi on podłoże wszelkich wojen i walk klasowych, które prowadzą do wojen; wszelkich konfliktów między rasami i płciami; wszelkich walk o władzę, które rodzą konflikt; wszelkich osobistych utrapień i zgryzot, i wszelkich tarć, z których się one biorą.

Lecz wy uparcie trzymacie się tego kłamstwa, nieważne, jakie dotąd przyniosło rezultaty – nawet jeśli grozi wam zagłada.

Lecz wiedz to: Poznaj prawdę, a prawda cię wyzwoli.

Nie ma odrębności. Ani między wami nawzajem, ani między wami i Bogiem, ani między wami i czymkolwiek, co jest.

Powtarzać to będę raz po raz na tych stronicach.

Postępuj tak, jakbyś nie był od niczego czy od nikogo oddzielony, a jutro uzdrowisz swój świat.

Oto największy sekret w dziejach. Oto odpowiedź, której człowiek poszukiwał od dawien dawna. Oto rozwiązanie, do którego dążył, objawienie, o które się modlił.

Działaj tak, jakbyś był nieoddzielony od niczego, i uzdrowisz świat.

Zrozum, że chodzi o moc płynącą ze wspólnoty, a nie o władzę nad drugim.

Dzięki Ci. Pojąłem to. A wracając do tematu, najpierw kobiety rządziły mężczyznami, a teraz jest na odwrót. I to mężczyźni wymyślili diabła, aby wydrzeć władzę z rąk przywódczyń klanu czy plemienia?

Tak. Posłużyli się strachem, ponieważ było to jedyne narzędzie w ich posiadaniu.

I niewiele się od tamtych czasów zmieniło. Dziś też tak postępują. Czasem, nawet zanim spróbują przemówić do rozumu, sięgają po strach. Zwłaszcza gdy są to więksi, potężniejsi mężczyźni. (Lub większe, potężniejsze narody). Nieraz wydaje się to wręcz wyryte w ich naturze. Wpisane w komórki. Prawo silniejszego.

I jest tak, odkąd obalony został matriarchat.

Jak do tego doszło?

Temu poświęcony jest ten krótki wywód.

W takim razie zamieniam się w słuch.

Do przejęcia kontroli potrzebne było nie przekonanie kobiet o tym, że mężczyznom należy się więcej władzy nad swoim życiem, lecz przekonanie pozostałych mężczyzn.

Przecież wszystko toczyło się gładko i były gorsze sposoby spędzania dni niż potwierdzanie swej przydatności pracą, a później uprawianie seksu. Trudno więc było poddanym mężczyznom namówić innych poddanych mężczyzn do objęcia panowania. Dopóki nie wpadli w lęk.

Tego jednego kobiety nie brały pod uwagę.

Ten lęk zrodził się z wątpliwości, jakie zasiali najbardziej niezadowoleni wśród mężczyzn. Zazwyczaj byli oni zarazem najmniej „atrakcyjni” – cherlawi, niezbyt urodziwi, a więc niecieszący się nadmiarem zainteresowania płci przeciwnej.

I pewnie dlatego, że tak było, ich szemranie zbywano jako rozczarowanie na tle seksualnym.

Zgadza się. Niezadowoleni mężczyźni zmuszeni byli uciec się do jedynego dostępnego im środka. Dopilnowali, aby ziarna wątpliwości obrodziły lękiem. A jeśli kobiety się mylą? – pytali. A jeśli ich sposób rządzenia światem nie jest najlepszy? A jeśli, w gruncie rzeczy, prowadzi on w prostej drodze całą społeczność – cała rasę – do niechybnej zagłady?

Tego wielu mężczyzn nie potrafiło nawet sobie wytłumaczyć. Jak to, czyż kobiety nie łączy bezpośrednia więź z Boginią? Czyż nie stanowią one, w istocie, dokładnego odzwierciedlenia Bogini? I czyż Bogini nie jest łaskawa?

Nauki te były tak nieodparte, tak żywotne, że mężczyźni nie mieli innego wyjścia, niż wynaleźć diabła, Szatana, jako przeciwwagę dla bezbrzeżnej dobroci Bogini, wielbionej w matriarchalnym społeczeństwie.

Jak udało im się przekonać kogokolwiek o istnieniu „złego”?

Co do jednej rzeczy wszyscy byli wtedy zgodni – iż w niewytłumaczalny sposób trafiają się wśród potomstwa „robaczywe jabłka”. Nawet kobiety wiedziały z własnego doświadczenia, że choćby nie wiem jak się starały, niektóre dzieci po prostu okazywały się „wredne”. Szczególnie, o czym było wiadomo wszystkim, chłopcy, których nie dawało się ujarzmić.

I tak powstał mit.

Pewnego dnia, mówił ów mit, Wielka Matka, Bogini, wydała na świat dziecko, które okazało się niedobre. Próbowała wszystkiego, lecz ono po prostu nie chciało być dobre. Chłopiec ten w końcu wystąpił przeciwko Jej panowaniu.

Tego nie mogła znieść nawet Wielka Matka, miłująca i wybaczająca. Chłopiec został przepędzony raz na zawsze, lecz nadal dawał o sobie znać w sprytnych przebraniach i kostiumach, czasem nawet podając się za samą Boginię.

Mit ten stał się podstawą do wystąpienia mężczyzn. „Skąd wiadomo, że Bogini, której oddajemy cześć, to prawdziwa Bogini? To może być jej syn, który dorósł i próbuje nas zwieść”.

Dzięki temu udało się mężczyznom w pozostałych wywołać niepokój, następnie złość na kobiety za to, że lekceważą ich niepokój, i wreszcie bunt.

W ten sposób stworzono istotę, którą nazywacie Szatanem. Nietrudno było wymyślić mit o „złym dziecku”, przekonać nawet kobiety o możliwości istnienia takiego tworu. Łatwo też było zaakceptować, że to wyrodne dziecko jest płci męskiej. Czyż mężczyźni nie stanowili podrzędnego gatunku?

Umożliwiło to postawienie „mitologicznego problemu”. Skoro „niedobre dziecko” jest płci męskiej, skoro „zły” jest rodzaju męskiego, to kto się mu przeciwstawi? Z pewnością nie żeńska Bogini. Albowiem przebiegle dowodzili mężczyźni, kiedy w grę wchodzi mądrość i przenikliwość, miłosierdzie i jasność widzenia, myślenie i planowanie, kobiety przewyższają mężczyzn. Lecz w przypadku brutalnej siły, czyż nie potrzeba „chłopa”?

Wcześniej męskie postaci w mitologii spełniały rolę małżonków, towarzyszy, usługujących paniom i zaspokajających swą żądzę w hołdzie Jej Królewskiej Mości Bogini.

Teraz jednak konieczna była męska figura do innych zadań, zdolna obronić Boginię i pokonać wroga. Przeistoczenie to nie dokonało się z dnia na dzień, lecz na przestrzeni wielu lat. Stopniowo zaczęto dostrzegać w małżonku również obrońcę, gdyż teraz, kiedy było przed kim chronić Boginię, taki obrońca wyraźnie był potrzebny.

Stąd nieduży był już krok do równorzędnego partnera, stojącego obok Bogini. Tak doszło do powstania Boga rodzaju męskiego i przez dłuższy czas Bogowie i Boginie królowali w mitologiach pospołu. Stopniowo jednak Bogowie zaczęli odgrywać większą rolę. Potrzeba ochrony, siły wypierała potrzebę mądrości i miłości. Nowy rodzaj miłości narodził się w mitologii. Miłość, która chroni za pomocą brutalnej siły. Miłość zazdrosna o to, czego broni; walcząca i ginąca za Boginię.

Powstały mity o Bogach o ogromnej sile, którzy toczą boje w niebiosach o Boginie niewysłowionej urody. I tak pojawił się zazdrosny Bóg.

To fascynujące.

Poczekaj, to jeszcze nie koniec.

Nie minęło wiele czasu, a zazdrość Bogów przestała dotyczyć tylko Bogiń, lecz rozszerzyła się na wszelkie stworzenia zamieszkujące wszystkie światy. Lepiej Go kochać, grzmieli każdy z osobna ci zazdrośni Bogowie, Jego i żadnego innego – bo inaczej!

Ponieważ mężczyźni górowali siłą nad wszystkimi, a owi Bogowie byli najpotężniejsi wśród rodzaju męskiego, mało kto ośmielił się kwestionować nową mitologię.

Powstawały opowieści o tych, którzy wystąpili przeciwko Bogom i przegrali – tak narodził się gniew Boga.

Wkrótce całkowicie wypaczono pojęcie Bóstwa. Zamiast być źródłem wszelkiej miłości, dawało początek bojaźni i trwodze.

Model miłości w przeważającej mierze noszący cechy kobiece – nieskończenie wyrozumiała miłość matki do dziecka i nawet, owszem, kobiety do jej niezbyt rozgarniętego, ale w sumie pożytecznego mężczyzny, ustąpiła miejsca zazdrosnej, gniewnej miłości wymagającego Boga, który nie tolerował żadnego sprzeciwu, nie dopuszczał radosnej beztroski i nie puszczał płazem żadnego uchybienia.

Uśmiech pogodnej Bogini, z wdziękiem poddającej się prawom natury i doświadczającej bezbrzeżnej miłości, zastąpiło srogie oblicze niezbyt zadowolonego Boga, ogłaszającego swą władzę nad prawami natury i na zawsze zawężającego miłość.

Oto Bóg, jakiego dziś wielbicie, i oto jak znaleźliście się w swym obecnym położeniu.

Zadziwiające. Ciekawe i zadziwiające. Ale dlaczego mi o tym wszystkim opowiadasz?

Ważne jest, abyś wiedział, że to wy to wszystko wymyśliliście. „Prawo silniejszego”, „władza znaczy siła” to koncepcje rodem z mitów stworzonych przez mężczyzn.

Bóg gniewny, zazdrosny to wasze wyobrażenie. Ale tyle czasu tak to sobie przedstawialiście, że stało się rzeczywistością. Niektórzy z was nadal uznają ten wizerunek za prawdę. Lecz nie ma on nic wspólnego z ostateczną rzeczywistością czy z tym, co się tu naprawdę dzieje.

A co mianowicie?

Twoja dusza tęskni za najszczytniejszym doświadczeniem samej siebie, jakie może sobie wyobrazić. Po to przyszła na ten świat – aby się urzeczywistnić w doświadczeniu.

 

Lecz niebawem odkryła przyjemności zmysłowe – nie tylko seks, ale wszelkie rozkosze ciała – i oddając się nim, zapomniała o przyjemnościach duchowych.

To również są rozkosze – większe rozkosze, aniżeli może dać ciało. Lecz dusza przestała o nich pamiętać.

Widzę, że odchodzimy poniekąd od rozważań o historii i zahaczamy o coś, co już niejednokrotnie poruszaliśmy w naszych rozmowach. Może odświeżysz pamięć moją i czytelników?

Tak naprawdę nie odchodzimy od rozważań o historii. Staramy się wszystko ze sobą powiązać. Zrozum, to całkiem proste. Celem, jaki stawia sobie twoja dusza – powodem, dla którego się wciela – jest być tym, Kim W Istocie Jesteś, i wyrazić to. Dusza za tym tęskni, za poznaniem siebie w doświadczeniu.

Ta tęsknota za poznaniem siebie to nic innego jak życie dążące do zaistnienia. To Bóg postanawiający wyrazić swoje Bóstwo. Bóg z waszych opowieści nie jest Bogiem prawdziwym. W tym właśnie rzecz. Ja wyrażam siebie i doświadczam za pośrednictwem twojej duszy i innych.

Czy to w gruncie rzeczy nie ogranicza Twojego doświadczenia?

Ogranicza, chyba że jest inaczej. To zależy od ciebie. Ty wybierasz poziom, na którym Mnie wyrażasz. Byli już tacy, którzy obrali szczytny wyraz. Ale nikt nie przewyższył pod tym względem Jezusa Chrystusa – choć kilku mu dorównało.

Chrystus nie jest najwyższym przykładem?

Jest. Ale nie tylko on osiągnął ten stan. Chrystus jest Bogiem, który stał się Człowiekiem. Tylko że nie on jeden jest człowiekiem, przez którego wyraża się Bóg.

Każdy z was jest „Bogiem, który stał się Człowiekiem”. Jesteście Mną pod różnymi postaciami. I nie martw się tym, że Mnie zawężacie, czy tym, jak bardzo Mnie to ogranicza. Czy sądzisz, że jesteście jedyną formą, jaką obrałem? Jedynymi stworzeniami, w które tchnąłem Moją Istotę?

Powiadam ci, kryję się w każdym kwiecie, w każdej tęczy, każdej gwieździe w niebiosach, we wszystkim, na każdej planecie obiegającej każdą gwiazdę.

Jestem głosem wiatru, ciepłem słońca, niepowtarzalnym kształtem i nadzwyczajną doskonałością każdego płatka śniegu. Dostojeństwem wzlatującego orła i niewinnością sarny w polu; odwagą lwa, mądrością starożytnych.

I nie przejawiam się wyłącznie w postaciach występujących na waszej planecie. Naprawdę nie wiecie, Kim Jestem, tylko wam się tak wydaje. Nie sądźcie jednak, że to, Kim Jestem, ogranicza się do was, że tylko was obdarzyłem swą Boską Istotą – tym Świętym Duchem. Przypuszczenie takie byłoby pychą, i do tego błędem.

Mój Byt jest we wszystkim. Wszystkim. Całość jest Mym Wyrazem. Wszechność Moją Naturą. Nie ma rzeczy, którą Nie Jestem, nie może zaistnieć coś, czym Nie Jestem.

Stworzyłem was po to, Moje drogie dziatki, aby doświadczyć Siebie jako Twórcę Mego Własnego Doświadczenia.

To nie dla wszystkich jest zrozumiałe. Pomóż nam wszystkim to pojąć.

Aspektem Boga, który mogło urzeczywistnić tylko bardzo szczególne stworzenie, jedyne w swoim rodzaju, był Mój aspekt jako Stwórcy.

Nie jestem Bogiem ani też Boginią z waszych mitów. Jestem Stwórcą – Tym, Co Stwarza. Lecz pragnę Poznać Siebie w Moim Doświadczeniu.

Tak jak znam doskonałość Mego kształtu dzięki płatkowi śniegu, Me urzekające piękno dzięki róży, tak i znam Mą moc tworzenia – za twoim pośrednictwem.

Ciebie obdarzyłem zdolnością świadomego tworzenia swego doświadczenia, którą posiadam.

Za twoim pośrednictwem mogę poznać każdą Moją stronę. Doskonałość płatka śniegu, urzekające piękno róży, odwaga lwów, dostojeństwo orłów; wszystko to masz w sobie. Zawarłem w tobie to wszystko i coś jeszcze – świadomość, abyś zdał sobie z tego sprawę.

W ten sposób otrzymałeś samoświadomość. I zarazem najwspanialszy dar, albowiem masz świadomość, że jesteś sobą – dokładnie tak jak Ja.

Ja jestem Mną, świadomy tego, że jestem Mną.

To właśnie rozumie się przez stwierdzenie – „Jam Jest, Który Jest”.

Ty jesteś tą Cząstką Mnie, która jest świadomością doświadczaną.

A doświadczasz (a Ja za twoim pośrednictwem) Mnie, stwarzającego Mnie.

Ja stwarzam Mnie nieustannie.

Czy to znaczy, że Bóg nie jest stały? Czy to znaczy, że nie wiesz, czym będziesz za chwilę?

Jak mogę wiedzieć? Ty jeszcze tego nie postanowiłeś!

Wyjaśnijmy to sobie. To ja o tym wszystkim decyduję?

Owszem. Jesteś Mną, wybierającym bycie Mną.

Jesteś Mną, postanawiającym być tym, Kim Jestem – i kim będę za chwilę.

Wszyscy razem o tym decydujecie. Robi to każdy z osobna, wybierając, Kim Jest, i doświadczając tego, i robicie to zbiorowo, jako współtworzący zbiorowy byt.

Ja Jestem sumą doświadczeń waszej wspólnoty!

I naprawdę nie wiesz, kim będziesz w następnej chwili?

Pozwoliłem sobie zażartować. Oczywiście, że wiem.

Znam już wszystkie wasze decyzje, a zatem wiem, Kim Jestem, Kim Byłem Zawsze i Kim Będę Zawsze.

Skąd wiadomo, jakiego ja dokonam wyboru, co zrobię, czym będę, nie mówiąc już o decyzjach całej rasy ludzkiej?

To proste. To już zostało przez was postanowione. Wszystko – kim będziecie, co zrobicie, co posiądziecie.

To już się odbyło. Odbywa się w tej chwili!

Nie rozumiesz? Czas nie istnieje.

To również omawialiśmy.

Przydałaby się powtórka.

Tak, chciałbym ponownie usłyszeć, jak to działa.

Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość to wasze konstrukty, to kontekst, do którego możecie odnieść wasze bieżące doświadczenie. W przeciwnym razie wszystkie wasze (Nasze) doświadczenia na siebie by się nakładały.

W rzeczywistości nachodzą na siebie – to znaczy rozgrywają się w tym samym „czasie” – tylko wy o tym nie wiecie. Nałożyliście sobie „klapki” percepcyjne, które całkowicie przesłaniają ostateczną rzeczywistość.

Tłumaczyłem to w księdze drugiej. Warto przeczytać raz jeszcze odnośne fragmenty, aby lepiej zrozumieć, o czym tutaj mowa.

Chodzi Mi o to, że wszystko dzieje się równocześnie. Wszystko. Tak więc wiem, kim „będę”, kim „jestem” i kim „byłem”. Zawsze i wszędzie. I o każdej porze.

Widzisz zatem, że nijak nie możecie Mnie zaskoczyć.

Ten dramat – to życie świata – stworzyłem po to, abyście mogli poznać siebie w doświadczeniu. Miał też za zadanie sprawić, abyście zapomnieli, Kim Jesteście, po to, abyście mogli przypomnieć sobie, Kim Jesteście, i to stworzyć.

Ponieważ nie mogę stworzyć tego, kim jestem, jeśli już doświadczam tego, kim jestem. Nie mogę stworzyć siebie mierzącego metr osiemdziesiąt pięć, jeśli mam metr osiemdziesiąt pięć wzrostu. Muszę być niższy – lub przynajmniej myśleć, że jestem niższy.

Dokładnie. Rozumiesz to doskonale. A skoro najgłębszym pragnieniem duszy (Boga) jest doświadczyć siebie jako Stwórcy i skoro wszystko zostało już stworzone, nie mieliśmy innego wyjścia, jak znaleźć sposób na zapomnienie, cośmy stworzyli.

To zdumiewające, jak nam się to udało. Próbować „zapomnieć”, że wszyscy stanowimy Jedność, a nasza Jedność to Bóg, to mniej więcej tak jak starać się wymazać z pamięci, że w pokoju jest z nami różowy słoń. Jaki czar to zdziałał?

Cóż, otarłeś się właśnie o tajemny powód wszelkiego istnienia na płaszczyźnie fizycznej. To życie w postaci fizycznej rzuciło na was taki urok – i słusznie, bo to przecież nadzwyczajna przygoda.

Zapomnieć pomogła nam Zasada Przyjemności, jak można by ją nazwać.

Spośród przyjemności ta jest najwyższa, która prowadzi cię do stworzenia tego, Kim W Istocie Jesteś w swoim doświadczeniu, tu i teraz – i wciąż na nowo, na kolejnych wyższych stopniach. To sprawia największą przyjemność Bogu.

Przyjemności niższego rodzaju z kolei powodują, że zapominasz, Kim Jesteś W Istocie. Lecz nie potępiaj tego, co niższe, albowiem bez tego nie mógłbyś doświadczyć rzeczy wyższych.

Chciałoby się rzec, że rozkosze ciała najpierw sprowadzają na nas zapomnienie naszej prawdziwej istoty, a później stają się narzędziem przypomnienia!

Właśnie. Trafiłeś w sedno. A fizyczną rozkosz wykorzystuje się do przypomnienia sobie, Kim W Istocie Jesteś, wznosząc w swoim ciele podstawową energię życia.

Nazywa się ją niekiedy „energią seksualną”, a podnosi się ją wzdłuż rdzenia swej istoty, aż dosięgnie ona obszaru zwanego przez was Trzecim Okiem. Mieści się on pośrodku czoła, nieco powyżej oczu. Kiedy wznosisz w sobie tę energię, rozchodzi się ona po całym twoim ciele. Przypomina to wewnętrzny orgazm.

Jak to się robi?

W myślach. Dosłownie. Wyobrażasz sobie wewnątrz siebie szlak obejmujący tak zwane czakry. Kiedy nabędzie się wprawy w podnoszeniu energii do wyższych ośrodków, można się w tym doświadczeniu rozsmakować, tak jak w seksie.