Włoskie love story

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Ola, mam nadzieję, że nie wzięłaś tego, co powiedziałem, do siebie? Chyba wiesz, że tylko żartowałem? – zapytał nagle Radek. – No wiesz, chodzi o nasze przekomarzanki, gdy szliśmy na kemping – dodał, gdy zobaczył jej zaskoczoną minę.

– Daj spokój, przecież mnie znasz – zaśmiała się dziewczyna i machnęła ręką. – Nie obrażam się o takie rzeczy.

– Całe szczęście. Ja z kolei najpierw mówię i robię, potem myślę. Widziałem, że sposępniałaś, więc zacząłem się zastanawiać, czy czasem za bardzo mnie nie poniosło.

– Spokojnie, po prostu zatęskniłam trochę. Wiesz, że perspektywa spędzenia tu kolejnych kilku miesięcy z dala od bliskich potrafi przytłoczyć, zwłaszcza zaraz po przyjeździe.

– Zgadzam się z tobą w stu procentach. Gdyby bardzo ci ta tęsknota dokuczała, to pamiętaj, że zawsze jestem obok, gdybyś chciała pogadać albo pójść na drinka. – Uśmiechnął się szeroko.

– Dziękuję, kochany jesteś. Dobrze mieć świadomość, że mogę na ciebie liczyć. Swoją drogą musisz przyznać, że trafiła nam się w tym roku naprawdę zgrana ekipa.

– Zdecydowanie. Nie ma żadnej czarnej owcy jak w tamtym sezonie – zaśmiał się. – Pamiętasz tę Wiolkę? Ciekawe, czy jeszcze pracuje. Podobno przeniosła się do biura do Katowic i stamtąd jeździ do Grecji, ale pewności nie mam.

– Chyba każdy, kto był tu w tamtym roku, ją pamięta… Nie ma to jak upić się prawie do nieprzytomności i zniknąć na całą noc nie wiadomo gdzie, wrócić nad ranem i mieć pretensje do wszystkich dookoła, że nikt jej nie szukał – wspomniała gorzko Ola.

– Powiem ci coś w sekrecie. – Radek nachylił się w jej stronę. – Ona rozpowiadała wszystkim, że spędziła noc z jakimś turystą, a podobno któryś z pracowników trattorii Paola widział ją, jak spała na ławce przy promenadzie. Musiała nad ranem się ocknąć, a żeby w jakikolwiek sposób wyjść z tej sytuacji z twarzą, zmyśliła historyjkę o turyście.

Ola zamrugała szybko zaskoczona, po czym zaśmiała się krótko i dodała:

– O ile w ogóle można wyjść z twarzą nawet wtedy, kiedy sypia się z przypadkowym facetem poznanym na plaży.

– To już swoją drogą – skwitował Radek. – Czyli co? Jeśli będzie ci smutno, wiesz, do kogo masz uderzać?

– Tak, dziękuję – odparła wesoło. – Chociaż myślę, że te najbliższe dwa tygodnie jakoś wytrzymam.

– Dwa tygodnie?

– Tak, mój chłopak przylatuje za dwa tygodnie. Chyba poznałeś go w tamtym roku?

– A, tak, chyba tak – potwierdził Radek lekko spięty. – Widzę, że oboje nie możecie bez siebie żyć. – Wysilił się na uśmiech.

Ola udała, że nie zauważyła tej nagłej zmiany nastroju. Wiedziała, że raczej nie zwróci się do Radka, gdy będzie jej smutno i źle. Niemniej dobrze było wiedzieć, że ma wokół siebie tak dobrych znajomych.

2.

Dwa dni później, kiedy tuż po śniadaniu Ola zbierała się do wyjścia na kemping, wciąż oczekiwała na telefon od Krzyśka. Obiecał zadzwonić wczoraj, ostatecznie jednak napisał SMS-a, że ma urwanie głowy w pracy i nie może rozmawiać, a potem był tak zmęczony, że zasnął tuż po powrocie do domu. Nie miała powodów do niepokoju, bo przecież pisał do niej, mimo to jednak brakowało jej bliższego kontaktu. Sama zresztą zauważyła, że chyba pierwszy raz od dawna aż tak bardzo jej go brakowało. Być może przez to, że te dwa tygodnie spędzone w Polsce musiała dzielić pomiędzy Krzyśka a naukę do egzaminów i nie spędziła z nim tyle czasu, ile planowała. A być może wizja jego przyjazdu wzmagała w niej tęsknotę. Choć bardzo starała się o tym nie myśleć i poświęcać jedynie pracy, wciąż towarzyszyło jej to dziwne uczucie pustki.

Zamyślona szła w stronę wyjścia z hotelu, gdy nagle zatrzymała ją Magda.

– Hej, Ziemia do Oli! – zawołała ze śmiechem koleżanka, gdy drugi raz wykrzyknęła jej imię i dopiero wtedy Ola zareagowała.

– Hej, przepraszam, zamyśliłam się!

– Właśnie widzę. Trudno się przestawić, co?

– Trochę. – Wzruszyła ramionami.

– Niestety, będziesz musiała się przestawić szybko.

– To znaczy?

– Z powodu wyjazdu Iwony muszę ściągnąć cię do hotelu jako opiekuna dla jednej z grup. I musisz pojechać jutro na wycieczkę fakultatywną do San Marino jako przewodniczka.

– Ale… miałam jutro z Radkiem organizować zawody w piłce plażowej dla grupy z kempingu – odparła skołowana Ola.

– Radek sobie poradzi, ktoś mu tam pomoże, a do San Marino nie bardzo ma kto pojechać.

– A Sara?

– Sara też jedzie, ale chętnych mamy więcej, niż przypuszczaliśmy. Pojedziecie na dwa autokary, a do każdego potrzebny jest rezydent. Nikt oprócz was nie oprowadzał wycieczek po San Marino.

– No dobrze, jeśli taka jest konieczność, to oczywiście się przeniosę. Na jak długo?

– Na razie do odwołania. W hotelu turyści są bardziej wymagający. Cieszę się, że to dla ciebie nie problem. Aha, dzisiaj grupa zażyczyła sobie wieczorku integracyjnego, więc będziemy mieć małą imprezkę w hotelowej restauracji. Przydałoby się mieć na naszych turystów oko. Większość kwestii organizacyjnych już rozstrzygnęłam, ale trzeba jeszcze skonsultować z menedżerem hotelu, o której możemy zacząć i o której najlepiej zakończyć wieczorek.

– Zajmę się tym. Były jakieś specjalne życzenia?

– Raczej nie, ale wiesz, jak jest czasem z turystami, mogą wpaść w trakcie imprezy na jakiś pomysł…

– Poproszę Stefana i Laurę, by w razie czego byli w pogotowiu. Kiedy towarzystwo zacznie ponosić wyobraźnia, oni odpowiednio spożytkują ich energię.

– I właśnie dlatego w pierwszej kolejności pomyślałam o tobie – odparła zadowolona Magda i położyła Oli dłoń na ramieniu, po czym zawołana przez innego z rezydentów, przeprosiła ją i się oddaliła.

Dziewczyna rozejrzała się wokół, spojrzała na zegarek, po czym uświadomiła sobie, że powinna poinformować Radka o zmianie planów. Nie była pewna, czy Magda oddelegowała kogoś na kemping w jej zastępstwie, czy Radek z Jackiem będą musieli poradzić sobie sami, zwłaszcza przy tych dzisiejszych zawodach. Nie zdążyła jednak wyciągnąć telefonu, bo w drzwiach wejściowych hotelu ujrzała Sarę.

– Zostałam przydzielona do grup hotelowych – powiedziała wesoło Ola.

– Co takiego?! Jak to się stało? – Sara aż pisnęła z zachwytu.

– W zastępstwie za Iwonę. Magda uznała, że nie poradzicie sobie w okrojonym składzie, a chłopaki na kempingu już tak.

– Czyli od dzisiaj będziemy spędzać ze sobą więcej czasu! – Sara klasnęła w dłonie, puszczając mimo uszu żart przyjaciółki.

– Na to wygląda – zaśmiała się Ola.

– W końcu będziemy mogły się nagadać! I podobno jutro jedziemy do San Marino!

– Hej, wciąż jesteśmy w pracy, nie na wakacjach!

– A kto zawsze mówił, że to praca i wakacje w jednym?

– No kto? – Ola, rozbawiona, wzięła się pod boki.

– No dobra, ja! – Sara przewróciła oczami – Ale to nie zmienia faktu, że bardzo się cieszę na tę zmianę planów. Nie mów, że ty nie!

– Przecież nic nie mówię!

– No i prawidłowo! Zobaczysz, tu jest zdecydowanie większy luz, bo dorośli jednak potrafią zająć się sobą i poza wycieczkami niewiele trzeba robić w ciągu dnia.

– A na dzisiaj jaki jest plan? Poza wieczorkiem integracyjnym?

– Stefano prosił o pomoc w animacjach przy basenie, bo Laura jest na kempingu, a Massimo pomaga Radkowi w zawodach. Zajmie nam to jakieś dwie godzinki i potem do wieczora musimy być po prostu w pogotowiu, kręcić się po obiekcie… – Sara wzruszyła ramionami.

– To brzmi całkiem…

– To brzmi idealnie, Olka! A wieczorem, jak już ta imprezka dla seniorów się skończy, zawsze możemy wyskoczyć na drinka do knajpy na plaży.

Ola tylko przewróciła oczami, po czym z uśmiechem zgodziła się na tę propozycję. Sara wzięła ją pod rękę i obie ruszyły w stronę basenów przy hotelu, by – jak powiedziała Sara – wesprzeć Stefana angażującego właśnie wczasowiczów do wodnego aerobiku. Ostatni raz jeszcze przed wyjściem z budynku Ola zerknęła na swoją komórkę i znów straciła humor.

– Co jest? – Usłyszała po chwili głos przyjaciółki.

– Nic takiego, nieważne – odparła.

– No przecież mnie możesz wszystko powiedzieć.

– Wiem, ale… – Zawahała się.

Akurat jeśli chodziło o Krzyśka, nie była tego taka pewna. Sara reagowała na samo imię jej chłopaka alergicznie, dlatego Ola raczej unikała tematu przy przyjaciółce. Niemniej wiedziała też, że nawet mimo niechęci Sary do Krzyśka mogła się jej zwierzyć ze wszystkiego, a Sara za każdym razem starała się obiektywnie ocenić sytuację.

– Chodzi o Krzyśka? – odgadła przyjaciółka bez chwili zawahania.

– Mam jakieś dziwne przeczucia… – westchnęła Ola.

– To znaczy? W jakim sensie?

– Ostatni raz rozmawialiśmy przez telefon po moim przyjeździe i to naprawdę krótko, bo musiał iść do pracy. Potem obiecywał zadzwonić, ale tego nie zrobił, a kiedy ja dzwoniłam, nie odbierał. Tematu przyjazdu jakoś dziwnie unika… No i w ogóle mam wrażenie, że unika rozmowy ze mną. – Wzruszyła ramionami.

– Ale piszecie ze sobą?

– No niby tak…

– Masz jakieś podejrzenia?

– Podejrzenia odnośnie do czego? – Ola popatrzyła na przyjaciółkę zaskoczona.

– No nie wiem, czegokolwiek – odparła szybko Sara. – Musisz się zamartwiać na jakieś podstawie, prawda? Albo snuć wnioski. Nie wiem, tak tylko próbuję znaleźć jakieś rozwiązanie – zaczęła tłumaczyć.

– Prawdę mówiąc, nie zastanawiałam się nad tym. Myślisz… – Popatrzyła z obawą na Sarę. – Myślisz, że Krzysiek mógłby mnie… Nie, to niemożliwe, przecież widziałam się z nim zaledwie trzy dni temu! Pamiętam, jak się zachowywał. Pewnie ma po prostu dużo pracy, tak jak mówi. – Machnęła ręką.

 

– Pewnie tak. – Sara pokiwała głową. – Albo chce ci się oświadczyć i dlatego cię unika – zaśmiała się, a wtedy Ola wbiła w nią zdumione spojrzenie.

– Mówił ci coś? – zapytała zaskoczona.

– Mnie? No coś ty, przecież my ze sobą nawet nie rozmawiamy! Tak tylko rzuciłam, żeby cię oderwać od tych ponurych myśli. A poważnie, to może po prostu napisz do niego, że się martwisz – dodała od niechcenia.

– Myślisz, że przesadzam?

– Myślę, że za bardzo się przejmujesz. Rozumiem, że tęsknisz, ale sama powiedziałaś, że Krzysiek pracuje i że macie ze sobą jakiś kontakt. Naprawdę nie warto brać sobie więcej do głowy. – Sara uśmiechnęła się pokrzepiająco i pogładziła Olę po ramieniu.

Może rzeczywiście za bardzo się przejmowała? W końcu wcześniej też się zdarzało, że nie rozmawiali ze sobą przez kilka dni, nigdy jednak nie towarzyszyło jej takie dziwne, niecodzienne przeczucie, którego sama do końca nie umiała sprecyzować. Wiedziała jednak, że musi uzbroić się w cierpliwość albo po prostu zająć czymś, by wciąż nie wracać myślami do swoich obaw.

Cały dzień więc starała się skupiać na obowiązkach. A to pomagała Stefanowi, a to innemu pracownikowi przy zbieraniu ręczników, a to podczas dyżuru udzielała informacji zainteresowanym wczasowiczom, zaciekawionym jutrzejszą wycieczką i innymi możliwościami zwiedzania najbliższej okolicy. Przy kolacji zaś ze wszystkimi współpracownikami wymieniali się doświadczeniami minionego dnia. I tak do samego wieczora, gdy siedziała podczas wieczorku integracyjnego dla grupy przy stoliku w restauracji i wpatrywała się w rozbawionych i pełnych beztroski ludzi. Wtedy znów zamyśliła się na chwilę.

– Wiesz, że nie musisz tutaj być? – Usłyszała nagle Sarę, która wróciła do stolika ze swoim drinkiem.

– Proszę? – zapytała zaskoczona, po czym otrząsnęła się i zamieszawszy w swoim martini, dodała: – Zostaję z tobą, w pokoju jeszcze więcej będę rozmyślać. Tutaj przynajmniej można się trochę zrelaksować i pośmiać.

– Zwłaszcza z tych panów po sześćdziesiątce opowiadających sprośne kawały nowo poznanym paniom czterdzieści plus.

– I zobaczysz, że co najmniej jeden wróci z taką panią do pokoju – dodała już swobodniej Ola.

– Nie będę się nawet zakładać. Znam te wakacyjne historie na wylot. – Sara machnęła ręką, upiła spory łyk drinka i przymknęła oczy z rozkoszą.

Ola tylko zamoczyła usta w swoim napoju i powiodła spojrzeniem po sali restauracyjnej. Przez chwilę obserwowała zwinne ruchy barmana, wsłuchała się w śmiechy hotelowych gości, w ich niewybredne żarty i plany podboju świata. I wtedy napotkała spojrzenie mężczyzny, którego nie znała, ale skądś go kojarzyła. Pewnie gdyby nie to, że mężczyzna też popatrzył na nią w tej samej chwili, pomyślałaby, że coś jej się wydaje. Spotykała tu tyle ludzi… Gdy mężczyzna uśmiechnął się do niej lekko, Ola przypomniała sobie w końcu, w jakich okolicznościach zetknęła się poprzednio z tym człowiekiem. To właśnie on pomógł jej z walizką i to jego po przylocie spotkała w kawiarni. Co za zbieg okoliczności sprowadził ich w to samo miejsce! Bo najwyraźniej był hotelowym gościem, skoro za drinki płacił hotelową kartą. Zawahała się przez chwilę, popatrzyła ukradkiem na Sarę skupioną na swoim czerwonym drinku, po czym skinęła mu nieznacznie głową. Niestety, w tej samej chwili przyjaciółka podniosła wzrok, a gdy dostrzegła gest Oli, odwróciła się gwałtownie za siebie.

– Co to za przystojniak? Znasz go?

– Znam to za dużo powiedziane – odparła i upiła łyk martini.

– To znaczy?

– Kojarzę go z samolotu i on mnie chyba też. Siedzieliśmy praktycznie obok siebie, pomógł mi z walizką.

– Ty to masz szczęście, zawsze trafisz na jakiś ciekawy kąsek. Podzieliłabyś się, masz już faceta.

– Jest cały twój – zaśmiała się Ola i ukradkiem jeszcze raz popatrzyła na mężczyznę, który już zajęty był rozmową ze swoim towarzyszem.

– Polak? – Sara znów, tym razem bardziej dyskretnie, odwróciła się w stronę baru.

– Mówił po angielsku, ale z akcentem. Obstawiałabym, że Włoch.

– Wygląda mi na Włocha. Może się przysiądziemy?

– Zwariowałaś?!

– No nie bądź taka! Ty go znasz! Zagadasz od niechcenia, następnie mnie przedstawisz, a potem się zmyjesz! Chyba nie proszę cię o zbyt wiele? Nie zrobisz tego dla przyjaciółki? – Sara przywołała na twarz teatralną minę i zatrzepotała niewinnie rzęsami.

Ola przewróciła oczami. Nie było mowy, by zgodziła się na taki układ! Po pierwsze, to zupełnie nie było w jej stylu, po drugie, wcale nie znała tego mężczyzny, bo nie można było nazwać znajomością pomocy w samolocie i wymiany uprzejmych spojrzeń. Po trzecie, ich niepisany kodeks etyczny nie pochwalał takich wyczynów. Jako pracownica biura Sara mogłaby mieć kłopoty, gdyby ten mężczyzna okazał się nieprzyjemnym typem i zaczął sobie wyobrażać nie wiadomo co.

Przyjaciółka wpatrywała się jednak w Olę tak intensywnie, że ta zaczynała kruszeć.

– Czemu sama do niego nie podejdziesz, tak po prostu? – zaproponowała.

– Bo… – Sara wyprostowała się na krześle. – W zasadzie to czemu nie.

Ola spojrzała zdumiona na Sarę, która dopiła alkohol dla dodania sobie odwagi, po czym wstała pewnie i poprawiwszy sukienkę, lekkim krokiem podeszła do baru. Ola obserwowała przyjaciółkę z zaciekawieniem, rozbawiona jej zalotami. Dziewczyna najpierw oparła się ponętnie o kontuar, uwydatniając wszystkie swoje wdzięki, po czym zalotnie odrzuciła włosy do tyłu. Czekając na barmana, ukradkiem spojrzała na obiekt tych starań – mężczyznę, który wciąż zajęty był rozmową. Sara była naprawdę świetna w te klocki. Ukradkowy śmiech, przelotne spojrzenie w stronę mężczyzn, kilka niewinnych gestów… Ola miała idealne miejsce do obserwacji.

To znajomy Włocha pierwszy zwrócił uwagę na wysoką, szczupłą blondynkę, która właśnie zamówiła kolejnego drinka. Zszedł z hokera i podszedł do dziewczyny. Natomiast ten, którego Sara chciała sobą zainteresować, jedynie się im przypatrywał. Przyjaciółka Oli zamieniła kilka słów z mężczyzną, który do niej podszedł, po czym podała mu dłoń. Zapewne się przedstawiła. Ola znała doskonale ten śmiech i te gesty – Sara robiła z siebie słodką blondynkę, choć trzeba przyznać, że ten sposób zawsze działał najlepiej, gdy kogoś chciała poderwać. Jak widać, zadziałał i tym razem. Nowy znajomy po chwili przedstawił towarzysza, a wtedy Sara była już wniebowzięta. Ola zaśmiała się pod nosem i upiła kolejny łyk martini, a kiedy znów podniosła wzrok, zamarła. Sara w rozmowie z mężczyznami właśnie zwróciła się w jej stronę i wskazując na przyjaciółkę, zaczęła coś tłumaczyć. Chwilę później ruszyła w jej stronę.

– Chodź – powiedziała konspiracyjnym tonem i szarpnęła ją za rękę.

– Dokąd?! Sara, coś ty wymyśliła?!

– No chodź, nie bój się. Ten jeden kaleczy angielski, a ten twój w ogóle jest jakiś milczący. Powiedziałam, że moja przyjaciółka mówi biegle po włosku i będzie tłumaczyć. – Znów pociągnęła Olę za dłoń.

– A nasi… – Ola popatrzyła w stronę turystów, którzy bawili się w najlepsze, nie zwracając najmniejszej uwagi na rezydentki.

– Daj spokój, widzisz, że są zajęci sobą. No chodź, tylko na chwilkę!

– Sara! – syknęła, wciąż się opierając, gdy przyjaciółka szarpała coraz mocniej jej dłoń.

– Mam szansę poderwać zajebistego faceta, nie bądź taka!

– I co? Jak pójdziecie na randkę, też mam iść z wami, by tłumaczyć?

– Jeśli gdziekolwiek pójdziemy we dwoje, to słowa nie będą nam potrzebne. A na pewno nie więcej, niż oboje znamy. Olka, proszę, co ci zależy! – Sara już niemal tupała nogą.

Ola ukradkiem zerknęła jej przez ramię na obserwujących ją mężczyzn. Z ich perspektywy rozmowa między nimi musiała wyglądać komicznie, a co gorsza, nawet żałośnie. Ola westchnęła i rzuciwszy Sarze pełne wyrzutu spojrzenie, wstała z miejsca i podążyła za przyjaciółką. Gdy obie podeszły do mężczyzn siedzących przy barze, Sara przedstawiła koleżankę.

– My się już chyba poznaliśmy – odezwał się mężczyzna z samolotu idealną angielszczyzną, choć z lekko obcym akcentem.

– Tak, choć wciąż nie wiem, jak ma pan na imię – odparła uprzejmie Ola. – Jeszcze raz dziękuję. Jestem Ola. – Wyciągnęła w jego stronę rękę.

– Naprawdę nie ma za co. – Ujął podaną mu dłoń i już miał powiedzieć coś więcej, gdy wtrąciła się Sara.

– Tak, też słyszałam, że pomógł pan mojej przyjaciółce w samolocie. To się chwali. – Uśmiechnęła się trochę nerwowo.

– Panowie też wypoczywają nad morzem? – zapytała Ola, by podtrzymać rozmowę.

– Raczej załatwiamy interesy. Ale staramy się przy tym choć trochę skorzystać z uroków kurortu. A panie? Na urlopie?

– Jesteśmy rezydentkami biura podróży, opiekujemy się turystami, którzy wykupili wycieczki za pośrednictwem naszego biura – wyjaśniła Ola po angielsku, po czym uśmiechnęła się do mężczyzny. Następnie rzuciła przez zaciśnięte zęby po polsku do stojącej obok zniecierpliwionej Sary, która jedynie wymieniała spojrzenia z drugim mężczyzną: – Nadal uważasz, że nie mówią po angielsku i nie jesteś w stanie się z nimi dogadać?

– Rozmawiałam z tym drugim, naprawdę wydawało mi się, że ledwo dukał! Przystojniak był małomówny, skąd miałam wiedzieć, że tak dobrze zna angielski! – odparła nerwowo i posłała wymuszony uśmiech w stronę obu mężczyzn.

Ola kątem oka zwróciła uwagę na cień uśmiechu, który przemknął po twarzy poznanego w samolocie mężczyzny. W pierwszej chwili zrobiło jej się głupio, bo przecież nie wypadało mówić w towarzystwie w języku, którego mężczyźni nie rozumieli, zaraz jednak coś ją tknęło. Wciągnęła głośno powietrze, a wtedy mężczyzna znów zwrócił się w jej stronę.

– Marcin. Mam na imię Marcin – powiedział po polsku z łagodnym uśmiechem.

Ola miała ochotę zapaść się pod ziemię, a Sara, zszokowana, nagle zastygła w bezruchu. W końcu zamrugała szybko, popatrzyła na przyjaciółkę z lekko rozchylonymi ustami, a jej wyraz twarzy świadczył o tym, że miała mordercze zamiary.

– Spokojnie, Marco jest Włochem, mówi po angielsku, ale polskiego nie zna zupełnie – uspokoił je Marcin, widząc zmieszanie na twarzach obu dziewczyn.

– Najmocniej cię przepraszam, byłam pewna, że też jesteś Włochem.

– W zasadzie… to w połowie jestem. – Uśmiechnął się. – Mój ojciec jest Włochem.

– To i tak nie tłumaczy tych naszych nieuprzejmych komentarzy. Przepraszam jeszcze raz – dodała ze skruchą Ola i ledwo zauważalnie szturchnęła Sarę łokciem.

– Tak, ja też przepraszam, zostałam wprowadzona w błąd… – odparła przyjaciółka i spiorunowała Olę spojrzeniem.

Marcin już chciał coś dodać, gdy w końcu o uwagę upomniał się jego towarzysz, jak się okazało, rodowity Włoch, który nic nie rozumiał z zaistniałej sytuacji. Ola wspomniała mu, że spotkała Marcina w samolocie, którym lecieli oboje z Wrocławia. Po krótkiej konwersacji, by jak najszybciej zakończyć tę kłopotliwą scenę, raz jeszcze przeprosiła obu mężczyzn i wymówiła się koniecznością powrotu do swojej grupy, która coraz bardziej zaczynała dokazywać w sali restauracyjnej.

Czuła się bardzo niezręcznie po tym spotkaniu, nie umiała pozbierać myśli. Nie obchodziło jej też to, że zostawiła teraz przyjaciółkę na pastwę losu, a raczej na pastwę wstydu, z którym i Sara musiała się zapewne teraz mierzyć. Ale przecież gdyby nie jej głupi pomysł, by wdać się w niewinny flirt z przypadkowym mężczyzną, do całej tej sytuacji by nie doszło! Sara sama była sobie winna i nie miała prawa nawet spoglądać na Olę oskarżycielsko, a co dopiero cokolwiek jej zarzucać. Niech no tylko spróbuje! Ola jednak przede wszystkim była zła na siebie samą. Znów dała się namówić Sarze, jakby doświadczenie niczego jej nie nauczyło! Już przecież nie raz przez szalone pomysły przyjaciółki wpadała w tarapaty. Czy nie tak stało się w ubiegłym roku, gdy Sara namówiła ją na podróż stopem do Florencji i w połowie drogi musiały uciekać przed dwoma ekshibicjonistami, którzy przyczepili się do nich w niewielkim miasteczku, a Sarze wydali się na tyle godni zaufania, że postanowiła udać się z nimi do ich „zaprzyjaźnionej knajpki”? Albo gdy innym razem dostały mandat, który kosztował je co najmniej tygodniową wypłatę po tym, jak Sara wpadła na wspaniały pomysł kąpieli w rzymskiej fontannie di Trevi w środku nocy? A wtedy, gdy nie mając już żadnych oszczędności, dołączyły do jednej z grup zwiedzających katedrę Santa Maria del Fiore we Florencji z nadzieją, że skoro Ola zna włoski, to nikt się nie zorientuje, że przyczepiły się do grupy na gapę, bez biletów? Ochrona wyprowadziła je, nie szczędząc gorzkich słów upomnienia, które – wykrzykiwane z włoskim temperamentem – odbijały się echem chyba po całym Piazza del Duomo! Owszem, łączyły się z tym wszystkim niezapomniane przeżycia, a w pamięci pozostawały niepowtarzalne wspomnienia, niemniej te ich wybryki były na tyle nieodpowiedzialne, że gdyby nie głupie szczęście, dzięki któremu wszystko zawsze uchodziło im na sucho, mogłyby ponieść znacznie poważniejsze konsekwencje niż tylko zwolnienie z pracy. Było jednak jeszcze coś, czego Ola wolała nie wspominać. Przez sugestie i podejrzenia Sary, uprzedzonej do Krzyśka niemal od samego początku, omal nie rozpadł się jej związek. I gdyby nie to, że przyjaciółka dała w końcu za wygraną i przeprosiła za swoje przewrażliwienie, kiedy Ola już kategorycznie nie chciała jej słuchać i zagroziła zerwaniem przyjaźni, tej więzi z Krzyśkiem już dawno by nie było. I choć kochała Sarę jak siostrę, w pewnych kwestiach musiały postawić sobie granice. Teraz natomiast Ola zaczęła się zastanawiać, czy to nie był odpowiedni czas na ich rozszerzenie.

 

Do końca dnia nie rozmawiały ze sobą, a kiedy spotkanie integracyjne dobiegło końca, Ola poinformowała Sarę, że wraca do pokoju, a nazajutrz stawi się punktualnie przed odjazdem autokarów na wycieczkę do San Marino. Sara zresztą też nie była zbyt rozmowna. Nie wyglądała jednak już na obrażoną, a raczej było jej głupio i niezręcznie, że znów wciągnęła przyjaciółkę w swoje nieprzemyślane wybryki.

Rzuciwszy się na łóżko, Ola przez dłuższą chwilę leżała wpatrzona w sufit. Znów zaczęły dręczyć ją myśli związane z Krzyśkiem, który wciąż milczał. Nie chciała martwić się na zapas ani tym bardziej dopuścić do siebie myśli, że coś mogłoby być nie tak. A może jednak działo się u niego coś niedobrego, a on, nie chcąc jej stresować, nie mówił jej o tym? Może był chory albo miał jakieś problemy w pracy? Znała go doskonale i wiedziała, że zawsze ukrywał przed nią swoje problemy, nie chcąc niepotrzebnie zaprzątać jej nimi głowy, mimo że tyle razy prosiła go i tłumaczyła, że w takich chwilach tym bardziej powinni być razem. A może… może Sara miała rację? Co, jeśli Krzysiek szykował jakąś niespodziankę? Nie, nie chciała o tym myśleć! Nie mogła przecież niczego oczekiwać. To prawda, byli już z Krzyśkiem razem tak długo, tworzyli szczęśliwą parę, zaręczyny były w pewnym momencie naturalną koleją rzeczy. Ola zaczęła nieśmiało uśmiechać się pod nosem… Nie! Musiała powściągnąć myśli, które zaczęły galopować w nieodpowiednim kierunku. Nie wiedziała właściwie, dlaczego bała się o tym myśleć. Może, żeby nie zapeszyć…?

I w tej samej chwili odezwał się telefon. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła na wyświetlaczu numer Krzyśka, i od razu się uśmiechnęła, po czym szybko odebrała połączenie.

– Już myślałam, że nie zadzwonisz… – zaczęła z lekkim wyrzutem.

– Przepraszam, mamy strasznie dużo pracy. Wiesz, jak to jest w sezonie – powiedział skruszonym tonem.

No tak, jako prawa ręka szefa kuchni w jednej z popularnych wrocławskich restauracji Krzysiek musiał mieć teraz urwanie głowy. Słysząc jego zmęczony głos, Ola przez chwilę zaczęła mieć wyrzuty sumienia.

– Duży macie ruch?

– Bardzo. Nie pamiętam, by kiedykolwiek było tak intensywnie. Nie mówię już tylko o lokalu, bo komplet zajętych stolików to weekendowy standard, ale liczba zamawianych dań i do tego dowozy… Szef coś przebąkuje o zatrudnieniu kolejnych osób.

– To chyba dobrze? Przynajmniej was trochę to odciąży.

– Wiesz, jak jest, apetyt rośnie w miarę jedzenia… – westchnął.

Ola skrzywiła się nieco, słysząc wyraźne zawahanie w głosie chłopaka, i zmarszczyła brwi.

– Krzysiu, ale twój urlop nie został odwołany, prawda?

Chłopak na chwilę zamilkł, co dało dziewczynie do myślenia. Serce zaczęło kołatać jej w sercu tak mocno, że niemal czuła, jak odbija się od mostka. Wyczekiwała odpowiedzi, a kiedy po chwili ją otrzymała, nie do końca ją ona uspokoiła.

– Nie, nie… – powiedział niepewnie – tylko nie wiem, czy będę mógł zostać tak długo, jak planowaliśmy. Szef dał mi ultimatum. Ale przyjadę, obiecałem, więc przyjadę.

Ola nie wiedziała, co odpowiedzieć. Z jednej strony cieszyła się, że w ogóle zobaczy Krzyśka, z drugiej – usłyszała właśnie, że mogą spędzić razem jedynie kilka dni, a nie, tak jak planowali, tydzień lub nawet dłużej.

– Cieszę się, że się zobaczymy – odparła, starając się ukryć w głosie smutek.

Krzysiek nie chciał już ciągnąć tego tematu, zapytał więc o dzisiejszy dzień i w ogóle o to, jak mija jej czas. Choć Ola nie miała ochoty opowiadać, pokrótce wspomniała o wieczorku integracyjnym, o tym, że została przeniesiona do hotelu, i o jutrzejszej wycieczce. Starała się nie myśleć o tym, co powiedział jej chłopak, lecz w głowie wciąż narastał niepokój o to, czy w ogóle dane im będzie się zobaczyć. To złe przeczucie po rozmowie z Krzyśkiem wcale nie ustąpiło, wręcz stało się jeszcze silniejsze, a świadomość tego, że w ostatniej chwili może się okazać, że ukochany wcale nie przyjedzie mimo obietnicy, stawała się coraz bardziej wyraźna i niestety realna.