Feel Again

Tekst
Z serii: Begin Again #3
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

5

– O tak, lubisz to, co?

Z trudem powstrzymałam odruch, by nie przewrócić oczami. Właściwie Topher Culkin był całkiem dobry w łóżku. Wiedział, jak się poruszać, co robić z rękami. Tylko niestety za dużo gadał.

Zdecydowanie za dużo.

– O, to ci się podoba, o tak – wychrypiał znowu, tym razem prosto mi do ucha. Dosłownie prosto do ucha. Był tak blisko, że czułam na płatku ucha jego wilgotny oddech. Fuj. Najchętniej zakryłabym mu usta dłonią. Gdybym wiedziała, że tak będzie, wypiłabym więcej.

Uniosłam biodra, w nadziei, że znowu trafi w najczulszy punkt mojego ciała. Pchnął mocno i… Bingo!

Odrzuciłam głowę do tyłu i jęknęłam głośno. Właśnie tak.

– Dawaj, ślicznotko – sapnął Topher. Wsunął rękę pod moje udo i przycisnął mi kolano do piersi.

– O tak – jęknęłam, kiedy ponownie trafił w czuły punkt.

Pochwała zdziałała cuda. Uniósł się i zaraz znowu na mnie opadł, i tak raz za razem, aż zaczęłam drżeć na całym ciele. Wbiłam paznokcie w jego plecy i czułam, jak cała frustracja i zła energia tego fatalnego tygodnia w końcu ze mnie wypływa. W tym momencie nie myślałam o niczym. I to było najlepsze uczucie na świecie.

– Ślicznotko, jesteś tak cholernie…

Jeszcze mocniej wbiłam paznokcie w jego barki, żeby go uciszyć.

Zacisnął zęby, tak mocno, że nimi zazgrzytał, poczułam też, jak napinają się mięśnie jego brzucha. Wygięłam plecy w łuk i rozkoszowałam się bliskością jego ciała i twardości we mnie.

Jęknął głośno. Po kolejnym mocnym, głębokim pchnięciu zadygotał. Objęłam go z całej siły. Czułam, jak we mnie drży.

Zdyszany zsunął się ze mnie i opadł na plecy. Przez chwilę ciszę przerywały tylko nasze urywane oddechy.

– Było wspaniale, ślicznotko. Wspaniale.

Mruknęłam coś niezrozumiale. Cały czas byłam oszołomiona i nie protestowałam, kiedy Topher objął mnie ramieniem i zasnął.

* * *

O świcie wymknęłam się z jego pokoju w akademiku i w drodze do domu kupiłam śniadanie, dla siebie i, jak zawsze w takich sytuacjach, dla Dawn. Głowa mnie bolała, ale wiedziałam z doświadczenia, że długi spacer, duże smoothie i bagietka z serem uleczą wszystko.

Kiedy dotarłam do naszego pokoju, czułam się już o wiele lepiej. Najchętniej od razu poszłabym pod prysznic, najpierw jednak musiałam iść do pokoju po ręcznik i przybory toaletowe.

Zatrzymałam się pod naszymi drzwiami i nasłuchiwałam przez chwilę. Nabrałam tego zwyczaju po tym, jak raz nakryłam Dawn i Spencera na gorącym uczynku. Wolałabym nigdy więcej tego nie przeżyć. Nagi zadek Spencera do dzisiaj stawał mi przed oczami i nie była to rozkoszna wizja.

Zza drzwi docierały głosy dwóch osób, przy czym jeden wyraźnie należał do mężczyzny, i choć nie brzmiało to, jakby ich właściciele zajmowali się czymś nieprzyzwoitym, na wszelki wypadek zapukałam dwukrotnie, zanim nacisnęłam klamkę.

Dawn siedziała przy swoim biurku, ale towarzyszył jej nie Spencer, lecz Isaac. Oboje, pochyleni nad notesami, na mój widok jednocześnie podnieśli głowy.

– Długa noc? – zapytała Dawn.

Wzruszyłam ramionami i podałam jej torebkę ze śniadaniem. Był w niej ogromny czekoladowy muffin.

– Gdybym wiedziała, że tu jesteś, kupiłabym coś więcej.

Isaac nie odpowiedział, tylko zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów. Najpierw patrzył na głęboki dekolt mojej czarnej sukienki mini, potem na podarte rajstopy, na kozaki, a na koniec spojrzał na moje włosy, po których na pewno było widać, co robiłam poprzedniej nocy.

Zacisnął szczękę. Byłam ciekawa, co sobie pomyślał.

– Nic się nie stało – zapewniła Dawn. – Podzielimy się. O kurczę, niestety, nic z tego. Isaac, masz pecha. Kupiła mi mojego najukochańszego muffina. Dzięki, Sawyer.

– Nie ma sprawy – mruknęłam i poszłam do swojej części pokoju.

– Nie, naprawdę – upierała się Dawn. – Jesteś dla mnie bardzo dobra.

– To nic takiego. – Otworzyłam najniższą szufladę i wyjęłam szorty, koszulkę i czystą bieliznę.

Dawn wymachiwała muffinkiem w powietrzu.

– To najlepszy dowód twojej miłości – oznajmiła triumfalnie.

Prychnęłam tylko pod nosem i z ubraniami w ręku podeszłam do drzwi. Czułam się nieswojo w tej sytuacji, a wzrok Isaaca, wędrujący między Dawn, mną i muffinem, tylko wszystko komplikował.

– Idę pod prysznic.

Kiedy zamykałam za sobą drzwi, usłyszałam głos Dawn:

– Ona mnie naprawdę kocha.

* * *

Dawn i Isaac uczyli się do późnego popołudnia. Starałam się udawać, że ich nie ma. Założyłam słuchawki na uszy i zajęłam się porządkowaniem fotografii na komputerze. Było ich ponad tysiąc, rezultat dwóch lat studiów fotograficznych, ale wszystko, co Isaacowi udało się odzyskać, było w kompletnym chaosie. Wszystkie zdjęcia znajdowały się w jednym folderze i zamiast nazw miały tylko długie na kilometr ciągi cyfr i liter, a to oznaczało, że musiałam otwierać każde po kolei i decydować, gdzie je umieścić.

Kiedy przeglądałam zdjęcia, uświadomiłam sobie, że nadal nie mam pojęcia, jak ma wyglądać mój projekt dyplomowy. Profesor Howard nie była zachwycona fotografiami kampusu, a cykl Dzień po nie wchodził w grę z innych przyczyn. Znajdzie się na wystawie, a to dla mnie oznaczało jego zakończenie. Poza tym chciałam podczas studiów jak najwięcej eksperymentować, żeby później mieć jak największe portfolio.

Potrzebowałam natchnienia. To musiało być coś, co do mnie pasowało, pasowało do mojego stylu, a jednocześnie byłoby ciekawe dla profesor Howard. Nie chciałam jej zawieść, zwłaszcza teraz, kiedy stanęła po mojej stronie i zdecydowała się wystawić moje fotografie.

Przeglądałam sieć, szukając inspiracji na ulubionych stronach. Założyłam osobny folder, w którym umieszczałam wszystko, co choć trochę do mnie przemawiało, ale cały czas nie było iskry. W pewnym momencie westchnęłam sfrustrowana i oparłam czoło o monitor.

– Wiem, co czujesz, Sawyer – mruknęła Dawn i ziewnęła szeroko.

– Ja też mógłbym chwilę odpocząć – zawtórował jej Isaac.

– Zamówimy coś? – rzuciła moja współlokatorka.

– Bardzo chętnie. – Isaac zerknął na mnie ukradkiem i zaraz ponownie wrócił wzrokiem do notatek.

– Co ty na to? – zapytała Dawn.

Skinęłam głową i przeciągnęłam się.

Niedługo później siedzieliśmy przy moim okrągłym stoliku, na którym znajdowało się tyle chińskiego żarcia, że prawdopodobnie posiliłaby się nim spora rodzina. Fajnie było dla odmiany nie jeść w uniwersyteckiej stołówce. Niestety, rzadko mogłam sobie pozwolić na taki luksus.

– Co ci właściwie powiedziała Madison? – Dawn wyciągnęła sajgonkę z opakowania.

W tej samej chwili sajgonka Isaaca z głośnym klapnięciem upadła na talerz. Chłopak zarumienił się po uszy i wsunął sobie całą do ust.

– Aż tak źle? – zapytała Dawn ze współczuciem.

– Jeszcze gorzej – odparł z pełnymi ustami.

Nawinęłam makaron na widelec i wbiłam wzrok w talerz.

– Ale dlaczego? – Dawn nie dawała za wygraną.

Isaac poruszył się niespokojnie na krześle i przy tym tak energicznie uderzył długą nogą w stół, że jedno z pudełek przewróciło się na bok. Podniosłam je i spojrzałam na niego. Widać było, że pytania Dawn wprawiały go w zakłopotanie. Ona jednak nie odpuszczała. Pod tym względem była jak pies z kością. Kiedy wbiła w coś w zęby, nie puszczała, póki nie dowiedziała się wszystkiego, co ją interesowało.

– No i dlaczego masz taką minę, jakby cię pobiła? – drążyła. Szeroko otworzyła oczy. – Bo przecież się zgodziła, prawda?

Isaac zaprzeczył ruchem głowy. Cały czas miał sajgonkę w ustach i dopiero teraz zaczął ją ostrożnie gryźć. Najwyraźniej nie miał ochoty udzielać obszerniejszej odpowiedzi. Wbił wzrok w serwetkę leżącą przy talerzu. Metodycznie darł ją na małe kawałeczki. Jednak Dawn świdrowała go wzrokiem i w końcu biedak westchnął i skinął głową.

– Spławiła mnie – poinformował swój talerz.

– Co takiego? Ale dlaczego? – oburzyła się Dawn.

Isaac znowu niespokojnie poruszył się na krześle. Tym razem nie postawiłam opakowania, kiedy się przewróciło.

– Po prostu… Nie jest zainteresowana.

Wzięłam ostatnią sajgonkę i zanurzyłam w sosie chili. Strata Dawn, jeżeli zamiast jeść, woli zgłębiać życie erotyczne Isaaca.

– Ale dlaczego nie? Jesteś fajny, megaatrakcyjny, a poza tym…

Nie dokończyła, bo Isaac zakrztusił się, gdy powiedziała, że jest megaatrakcyjny.

Właściwie nie dziwiłam się Madison, że nie jest zainteresowana. Ja też omijałabym szerokim łukiem faceta, który nie ma za grosz pewności siebie. Choćby był nie wiadomo jak fajny.

– Byłam przekonana, że znajdziecie wspólny język – mruknęła Dawn i oparła się na dłoni. Drugą ręką sięgnęła po widelec i pogrążona w myślach machinalnie grzebała nim w talerzu.

– Dawn, nie miej mi tego za złe, ale już więcej nie staraj się mnie z nikim swatać. To druga dziewczyna, która popatrzyła na mnie z politowaniem i spławiła, i naprawdę nie mam ochoty robić z siebie idioty po raz kolejny – stwierdził Isaac, odłożył pałeczki i sięgnął po widelec.

– Ty jesteś po prostu za miły – usłyszałam nagle własny głos.

Dawn i Isaac przyglądali mi się ze zdumieniem. W duchu przewróciłam oczami. Jezu, czy ja nigdy nie mogę utrzymać języka za zębami?

– Taka jest prawda – dodałam ze wzruszeniem ramion. – Dziewczyny, z którymi Dawn usiłuje cię wyswatać, zapewne nie są zainteresowane miłym chłopakiem z sąsiedztwa.

– Przecież wcale nie wiesz, z kim chcę go wyswatać – zauważyła moja przyjaciółka z wyrzutem w głosie.

Uniosłam brew.

– Grace. Madison. Everly.

Isaac chrząknął.

Spojrzałam na oboje badawczo.

– Nie waż się jej odpowiadać – syknęła Dawn.

– Ale przecież ma rację.

– Mam siódmy zmysł, jeśli chodzi o takie sprawy. – Wsunęłam w usta porcję makaronu.

– Chyba szósty?

– Lepiej nie pytaj – mruknęła Dawn. Oparła podbródek na dłoniach. – Co robię nie tak?

 

– Nic – zapewniłam, kiedy już przełknęłam makaron. Wskazałam Isaaca widelcem. – Ty jesteś po prostu za grzeczny.

– Nie słuchaj jej. Kobieta twoich marzeń jest zapewne gdzieś w pobliżu i już na ciebie czeka – zawołała Dawn, jednak Isaac puścił jej słowa mimo uszu. Odwrócił się z krzesłem w moją stronę.

– Czy to znaczy, że mam się zachowywać jak łobuz, żeby kogoś wyrwać? – zapytał.

Jak łobuz. Znowu w duszy przewróciłam oczami. Tylko Isaac użyłby takiego słowa, żeby uniknąć bardziej wulgarnego określenia: dupek.

Zbyłam go wzruszeniem ramion.

– To zależy. Jakiej dziewczyny właściwie szukasz?

Zagryzł dolną wargę.

– Szczerze mówiąc, w tej chwili jest mi to obojętne. Chciałbym się po prostu z kimś umówić, chociaż na jedną randkę. – Poczerwieniał jak burak, ale cały czas patrzył mi w oczy.

– Więc przede wszystkim musisz okazywać więcej pewności siebie – odparłam. – I trochę zmienić wygląd.

– A co jest nie tak z moim wyglądem? – zapytał i wydawał się autentycznie zainteresowany.

Wzruszyłam ramionami.

– Teoretycznie nic. Jeżeli komuś podobają się superpoprawni nerdowie. Zobacz, nawet najmniejszy włosek nie ma prawa wysunąć ci się z fryzury. Na pewno są dziewczyny, które to kręci, ale większość od pierwszej chwili jest onieśmielona.

– Hm. – Isaac spojrzał na swoją koszulę i w zadumie dotknął muszki pod szyją. Tego dnia założył turkusową.

– Jestem w stanie w ciągu miesiąca zrobić z ciebie prawdziwego bad boya, za którym obejrzy się każda dziewczyna – rzuciłam od niechcenia.

– Naprawdę?

Potwierdziłam ruchem głowy.

– Naprawdę. Przecież podstawy już masz.

Uśmiechnął się nagle.

I wtedy zaskoczyłam.

Przed moimi oczami stanął obraz, a właściwie dwa. Na jednym Isaac, taki, jakim widziałam go teraz, w okularach, z muchą i starannie wycyzelowaną fryzurą. I drugi, czarno-biały, a na nim zupełnie inne oblicze Isaaca: z rozczochranymi włosami, rozluźniony, pewny siebie, z dziewczyną w objęciach. Albo dwiema.

Przed i po. Transformacja Isaaca Granta.

Idealny temat pracy dyplomowej.

– No i co się tak na siebie gapicie? – zapytała Dawn.

– Mam dla ciebie propozycję – zaczęłam.

– Zamieniam się w słuch.

Pochyliłam się, oparłam łokciami na kolanach i zajrzałam mu w oczy.

– Zrobię z ciebie prawdziwego bad boya i pomogę ci umówić się na randkę z każdą dziewczyną, którą sobie wybierzesz. W zamian za to uwiecznię twoją transformację na zdjęciach. To będzie mój projekt dyplomowy.

Przez dłuższą chwilę przyglądał mi się intensywnie, jakby szukał ukrytych haczyków.

– Mówisz poważnie? – odezwał się w końcu.

– Isaac, nie musisz się zmieniać, tylko po to, żeby… – Kątem oka widziałam, że Dawn wykonuje rękami dziwne ruchy, jednak nie mogłam oderwać wzroku od brązowo-zielonego spojrzenia Isaaca.

– A jeżeli ja chcę się zmienić? – zapytał cicho.

Choć pytanie było skierowane do Dawn, odpowiedziałam na nie ja.

– Czyli mamy umowę.

Wyciągnęłam rękę. Sekundę później Isaac odwzajemnił mój gest. Przypomniało mi się, że niecały tydzień wcześniej też ściskaliśmy sobie dłonie; jego skóra była wtedy zimna i lepka. Teraz była przyjemnie ciepła. Musnęłam kciukiem grzbiet jego dłoni.

W oczach Isaaca coś błysnęło.

Czeka nas niezła zabawa, Isaacu Teodorze.

Dawn westchnęła dramatycznie.

– O Boże, co ja znowu narobiłam.

6

– Nie patrz na mnie. Udawaj, że mnie nie ma – instruowałam skupiona. Zrobiłam krok w jego stronę i kucnęłam. Właściwie do tych zdjęć przydałaby mi się asystentka, ktoś, kto pomagałby przy oświetleniu i dopilnował, żeby źródło światła nie odbijało się w okularach Isaaca. Ale i tak dam sobie radę.

Pod warunkiem, że uda mi się ogarnąć ekscytację Isaaca.

– Denerwuję się przez ciebie – mruknął i odruchowo spojrzał na mnie, prosto w obiektyw.

– Patrz na monitor – poleciłam.

Z westchnieniem spełnił moją prośbę.

Początkowo celem tej sesji było pokazać Isaaca takim, jaki był przed transformacją – nieśmiałego, zamkniętego w sobie, samotnika. Jednak zdjęcia miały wyglądać naturalnie i lekko. Jak urywki codzienności. Nie powinny emanować przejęciem, bo Sawyer mnie fotografuje.

Ponownie wcisnęłam przycisk migawki. Isaac drgnął.

– Dobra, w ten sposób daleko nie zajdziemy – mruknęłam. Zdjęłam aparat ze statywu i podeszłam do biurka Isaaca.

Mało brakowało, a z przerażenia chłopak spadłby z krzesła, kiedy po południu zjawiłam się u niego w pracy i skierowałam na niego obiektyw. Jego szef jak zwykle siedział w dziale telewizyjnym i oglądał film, i nawet nie zauważył, kiedy minęłam go i poszłam na zaplecze. Bardzo mi zależało, żeby zaskoczyć Isaaca i dlatego nie zapowiedziałam mojej wizyty. Gdyby wcześniej godzinami szykował się na to spotkanie, zapewne byłby jeszcze bardziej sztywny. Chociaż szczerze mówiąc, wątpię, czy to w ogóle możliwe.

Albo może po prostu ciągle był w szoku, że traktowałam naszą umowę poważnie.

– Miałem cię uprzedzić. Nie jestem fotogeniczny – wymamrotał.

– To akurat nieprawda – zapewniłam, pochyliłam się nad nim i włączyłam komputer. – Słuchaj, nie masz tu nic do roboty?

Bezradnie wzruszył ramionami.

Rozejrzałam się po pokoju. Podeszłam do okna i usiłowałam choć odrobinę rozsunąć grube brązowe zasłony. Otoczył mnie tuman kurzu. Zaniosłam się kaszlem.

– Od wieków tu nie sprzątałem, przepraszam. – Isaac podszedł do mnie i rozsunął je.

– A co, jesteś też sprzątaczką Wesleya? – wykrztusiłam.

Podał mi butelkę wody.

– Czasami.

Upiłam spory łyk i odstawiłam butelkę na biurko.

– On cię wykorzystuje.

Isaac znowu wzruszył ramionami.

– Nawet jeśli. Pieniądze to pieniądze.

– Przecież mógłbyś znaleźć inną pracę – zauważyłam, on jednak odwrócił się i ponownie usiadł przy biurku.

– Mógłbym wprowadzić te dane – zaproponował i podniósł kartkę zapisaną kolumnami cyfr.

Pozwoliłam mu na zmianę tematu.

– Super. Zdjęcie będzie bardziej realistyczne, jeżeli się czymś zajmiesz. – Odeszłam o kilka kroków i ponownie uniosłam aparat do twarzy, a Isaac pochylił się nad klawiaturą. Obserwowałam go przez oko obiektywu, ugięłam kolana i wcisnęłam migawkę. Poczułam przyjemny dreszcz, jak zawsze, gdy wiedziałam, że zdjęcie będzie dobre.

– Bomba – mruknęłam.

Nastawiłam ostrość na jego twarz. Zamrugał w skupieniu, wpatrzony w ekran, i nie zwracał na mnie uwagi. Postanowiłam, że od tej pory zawsze będę dawała mu coś do roboty, gdy będę chciała go sfotografować.

Zrobiłam krok w bok, żeby uchwycić na zdjęciu regał w tle i zaplątałam się w kabel. Straciłam równowagę i runęłam na ziemię. W ostatniej chwili udało mi się osłonić aparat.

– Jezu, Sawyer! – Isaac zerwał się zza biurka i kucnął przy mnie. Delikatnie dotknął mojego barku. – Wszystko w porządku?

Skinęłam głową, oszołomiona. Cały czas leżąc na ziemi, wcisnęłam mały zielony trójkącik, dzięki któremu na wyświetlaczu pojawiało się ostatnie zdjęcie. Usiadłam z szerokim uśmiechem na twarzy i pokazałam je Isaacowi.

– Warto było.

Przyglądał się fotografii. Zamrugał kilkakrotnie.

– Nieźle na nim wyglądam – stwierdził z niedowierzaniem.

– Poczekaj, aż z tobą skończę – mruknęłam z uśmiechem.

Zarumienił się.

To także uchwycę okiem kamery.

Kiedyś.

* * *

– Masz taką minę, jakbym cię torturowała – stwierdziłam. Rozległ się trzask migawki.

Isaac zacisnął usta. Z wysiłkiem przełknął ślinę, aż zadrżała mu grdyka.

– Ludzie się na nas gapią.

Opuściłam aparat i rozejrzałam się dookoła. Mało kto patrzył w naszym kierunku.

– Muszę mieć zdjęcia ciebie na terenie uniwersytetu. A poza tym właściwie nikt nie zwraca na nas uwagi.

Isaac westchnął, a potem rozprostował dłonie.

– No dobra, spróbujemy jeszcze raz.

Ponownie uniosłam aparat.

– Oprzyj się o mur – poleciłam. Podeszłam odrobinę bliżej i przesunęłam mu ręce, tak, żeby trzymał książkę pod odpowiednim kątem. – Dobra, teraz się nie ruszaj. To ma wyglądać naturalnie.

Isaac sceptycznie uniósł brwi.

– Nigdy w życiu nie opierałem się o mur z książką w ręku. To wszystko jest bardzo sztuczne.

– Nie wymądrzaj się. Zdjęcia będą super.

Ponieważ w pracy miał na sobie służbowy strój, udało mi się go namówić, żeby spotkał się ze mną dzisiaj na uczelni, żebym zrobiła parę zdjęć jego stylu przed transformacją. Poprosiłam go, żeby się ubrał tak jak zawsze, czyli w jego wypadku była to koszula z krawatem, pulower z wycięciem w serek, ciemnogranatowe spodnie i półbuty.

Z najwyższym trudem powstrzymałam się, by nie przewrócić oczami. Nadal obstawałam przy swoim zdaniu: Isaac nie wyglądał na farmera. Ba, on nawet nie wyglądał na studenta. Wyglądał jak Isaac Teodor Grant III, Lord bla, bla, bla. Już nie mogłam się doczekać, aż dopadnę jego garderoby i zrobię w niej niezły kipisz.

Ponownie podążył wzrokiem do placu przed uniwersytetem. Nieważne, że to już trzecie miejsce, w którym usiłowałam zrobić mu przyzwoite zdjęcia; ciągle był zbyt spięty i niepewny siebie. A akurat tutaj światło było fantastyczne. Szkoda byłoby tego nie wykorzystać. Postanowiłam nie dawać mu żadnych wskazówek i po prostu pstrykać jak szalona.

– Wow – mruknęłam po dłuższej chwili i po raz ostatni nacisnęłam przycisk aparatu. – Wcale nie jest tak źle.

– Koniec na dzisiaj? – zapytał z nadzieją.

– Jezu, jesteś gorszy niż Dawn. – Przeglądałam zdjęcia. Perfekcjonistka we mnie od razu dostrzegła tysiące drobiazgów, które mogłam zrobić lepiej, ale koniec końców rezultat był naprawdę niezły. Isaac Grant, taki, jaki jest naprawdę. Właśnie o to mi chodziło.

– Dzisiejszy wieczór jest nadal aktualny, prawda? – zapytałam i ostrożnie schowałam aparat do plecaka.

– Tak.

– Przynieść coś do jedzenia?

Isaac przecząco pokręcił głową.

– Wujek mojego współlokatora ma restaurację, codziennie dostajemy od niego resztki, które wystarczyłyby dla dwudziestu osób. Możesz spokojnie przyjść głodna. – Zerknął na zegarek. – Muszę lecieć. – Zarzucił skórzaną torbę na ramię i podniósł rękę w geście pożegnania. – Do zobaczenia.

Skinęłam mu głową i ruszyłam do domu. Musiałam jeszcze odrobić zadanie domowe na przedmiot o wdzięcznej nazwie procesy techniczne i zasady postępowania i choć nie miałam na to specjalnej ochoty, nie mogłam odwlekać tego w nieskończoność.

Ledwie jednak weszłam do akademika, natychmiast miałam ochotę odwrócić się na pięcie i wyjść. Zza drzwi naszego pokoju dobiegał głos nie tylko Dawn, ale jeszcze jednej dziewczyny. Zazwyczaj oznaczało to, że z wizytą wpadła Allie. Atmosfera między nami nadal była dziwna, co właściwie nie powinno nikogo szokować, zważywszy na naszą przeszłość. Z trudem powstrzymałam odruch, by uciec, gdzie pieprz rośnie.

Weszłam do pokoju ze wzrokiem wbitym w podłogę i bezgłośnie zamknęłam za sobą drzwi.

– Witaj, siostrzyczko!

Zamurowało mnie. Odwróciłam się bez słowa.

Na moim łóżku siedziała moja siostra, Riley.

Potem zrobiłam coś, co zdarza mi się bardzo rzadko: krzyknęłam na całe gardło.

Rzuciłam się jej na szyję. Razem zatoczyłyśmy się na łóżko, byłyśmy plątaniną rąk, nóg i włosów. Kątem oka zauważyłam, że Dawn wstała z uśmiechem i wróciła do swojej części pokoju.

Dopiero po dłuższej chwili udało mi się wyzwolić z objęć Riley.

– Lila róż. Podoba mi się – stwierdziłam, muskając palcami kosmyk jej kręconych włosów.

– Jasny blond. – Powtórzyła mój ruch. – Nuda.

– Ale mi się podoba – rzuciłam i pokazałam jej język.

– Tęskniłam za tobą. – Riley znowu mnie objęła.

– Skąd się tu właściwie wzięłaś? – zapytałam.

Riley do dzisiaj mieszkała w Renton, miasteczku oddalonym od Woodshill o cztery i pół godziny jazdy. Obie tam dorastałyśmy i tam przeżyłyśmy piekło na ziemi. Nie pojmowałam, jak mogła tam zostać; ja z trudem wytrzymywałam krótkie wizyty.

I pewnie dlatego często rozmawiałyśmy przez telefon, ale rzadko widziałyśmy się na żywo.

– Nie wspominałaś w poniedziałek, że się zjawisz.

– Są rzeczy, które wolę powiedzieć mojej małej siostrzyczce osobiście, a nie przez telefon – odparła.

Uśmiechnęła się i jak zwykle uderzyło mnie, jak bardzo była podobna do naszego ojca, w przeciwieństwie do mnie. Ja byłam jak skóra zdjęta z matki. Natomiast jeśli chodzi o styl ubierania się i zamiłowanie do krzykliwego makijażu i tatuaży, byłyśmy z Riley zawsze jak siostry bliźniaczki. I do dzisiaj się to nie zmieniło.

Do tego stopnia pochłonęło mnie przyglądanie się siostrze, że w pierwszej chwili nie zauważyłam, że cały czas macha mi przed oczami lewą ręką. A potem dostrzegłam błysk i wstrzymałam oddech.

 

Naprawdę zaparło mi dech w piersiach. Na jej serdecznym palcu tkwił platynowy pierścionek z czarnym brylantem.

– Morgan oświadczył mi się wczoraj wieczorem. – Riley uśmiechała się promiennie.

Opadła mi szczęka.

I jednocześnie serce stanęło mi w piersi.

– Sawyer? Idę do Spencera – odezwała się Dawn z drugiego końca pokoju. – Moje gratulacje, Riley.

Ponieważ nie mogłam oderwać wzroku od dłoni Riley, tylko skinęłam głową, nie odwracając się.

– Moje gratulacje – ochryple powtórzyłam za Dawn i czułam, jak słowa stają mi w gardle.

Riley to wszystko, co miałam. Jedyna osoba na świecie, która mnie zna i rozumie. Która wie, dlaczego jestem taka, a nie inna. Której ufałam.

Bez Riley byłabym sama jak palec.

Czułam, jak narasta we mnie panika, jak stara się przebić na powierzchnię.

Musiałam zmienić temat, i to szybko.

Odchrząknęłam.

– Wymyśliłam wreszcie, jak będzie wyglądać moja praca dyplomowa. – Spojrzałam na siostrę ze sztucznym uśmiechem na ustach.

Riley zdumiona zmarszczyła czoło. Widziałam zawód w jej oczach, ale uparcie paplałam dalej.

– Poznałam tego kolesia, meganerda, który nie potrafi wyrwać laski nawet na jedną randkę. Zrobię z niego prawdziwego bad boya i zarazem udokumentuję tę przemianę na zdjęciach. O, a mówiłam ci, że profesor Howard wystawi mój cykl Dzień po?

Riley przez dłuższą chwilę przyglądała mi się w milczeniu, potem zamknęła na chwilę oczy, przełknęła z trudem i głęboko zaczerpnęła tchu.

– Nie, nie mówiłaś. Super. – Jej uśmiech był równie fałszywy jak mój.

– Moje fotografie do końca przyszłego tygodnia będą wisiały na uniwersyteckich korytarzach – opowiadałam, rozpaczliwie starając się przeczekać tę trudną chwilę i wypełnić ciszę między nami.

Moja siostra wkrótce będzie miała własną rodzinę. Rodzinę, której ja nie będę częścią.

– Fantastycznie.

– Tak. – Odchrząknęłam, nerwowo bawiąc się rogiem poduszki. – Co słychać w klinice?

– Dobrze, jak zawsze.

– Czyli wszystko się układa – szepnęłam.

– Tak.

Odruchowo dotknęłam medalionu, który nosiłam na łańcuszku na szyi. Ilekroć go dotykałam, ogarniało mnie przyjemne uczucie, jakbym wracała do domu. Niósł ukojenie. Riley podążyła wzrokiem za moją dłonią i z trudem przełknęła ślinę.

– Ciekawe, co powiedzieliby rodzice? – zapytała ledwo słyszalnym głosem, jakby sama się nad tym zastanawiała.

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

* * *

Późnym popołudniem Riley ruszyła w drogę powrotną, bo musiała stawić się w klinice weterynaryjnej na poranną zmianę. Przez cały czas konsekwentnie unikałyśmy tematu jej zaręczyn, choć był jak biały słoń i zerkał na nas z każdego rogu pokoju. Kilka razy zapanowała między nami niezręczna cisza, a Riley miała taką minę, jakby chciała coś powiedzieć, ale wtedy szybko znowu zaczynałam paplać.

Kiedy w końcu pojechała, jeszcze długo leżałam na łóżku ze wzrokiem wbitym w sufit. Starałam się o niczym nie myśleć, a przede wszystkim niczego nie czuć. Jednak myśli nie dawały mi spokoju. Nagle wydawało mi się, że nie jestem w stanie oddychać.

Wstałam więc, wzięłam aparat i wyszłam z akademika. Przyroda Woodshill zawsze pozwalała mi się uspokoić. Isaac wysłał mi swój adres, mieszkał tylko dwadzieścia minut ode mnie, ruszyłam więc nieśpiesznie i robiłam wszystko co w mojej mocy, żeby się uspokoić i opanować myśli.

Chciałam się cieszyć szczęściem Riley, naprawdę. Przecież zależało mi na tym, żeby była szczęśliwa i żeby wszystko jej się ułożyło. Ale sama myśl, że nie będę miała jej już tylko dla siebie, że stracę ją na rzecz kogoś innego, łamała mi serce.

Razem przeżyłyśmy makabryczne dzieciństwo i młodość. Zawsze mi się wydawało, że to, co nas spotkało, połączyło nas i sprawiło, że rozumiałyśmy się lepiej, niż ktokolwiek inny mógłby nas zrozumieć. Ale nagle poczułam, że dzieli nas ogromny dystans. Dystans, którego nie będę w stanie pokonać, bo życie mojej siostry z dnia na dzień będzie zupełnie inne niż moje. Nigdy w życiu nie dotrę do tego punktu, w którym ona jest już teraz. Zaufać komuś? Pokochać? Dopuścić kogoś na tyle blisko, żeby o wszystkim mu powiedzieć? I do tego jeszcze przysiąc, że spędzi się razem resztę życia? Nigdy nie będę do tego zdolna. Byłam o tym święcie przekonana.

Nie angażowałam się w związki. Jedyne, na co sobie pozwalałam i co lubiłam, to seks, nic więcej. Nigdy nawet nie przeszło mi przez głowę, że moje zachowanie jest nienormalne; przecież Riley postępowała podobnie. Nawet kiedy przed ponad trzema laty poznała Morgana, opowiadała mi, że bardzo ciężko było jej się przed nim otworzyć i że nie sądziła, że zrodzi się z tego trwały związek.

Właściwie sama nie wiedziałam, kiedy to się zmieniło. A może po prostu nie chciałam tego zauważyć.

Teraz była zaręczona. Ona naprawdę wyjdzie za Morgana i założy z nim rodzinę. A ja na zawsze zostanę jej młodszą rąbniętą siostrą, której nic się nie udaje i która wiecznie pakuje się w kłopoty. Jak zawsze.

Najchętniej skierowałabym się do swojej ulubionej knajpy, w której właściciel wiedział, że nie skończyłam jeszcze dwudziestu jeden lat, a mimo tego serwował mi wszystko, na co miałam ochotę. Zanim jednak skręciłam w wąską uliczkę, wyrósł przede mną blok, w którym mieszkał Isaac, i w ostatniej chwili się powstrzymałam. Miałam projekt, nad którym musiałam popracować, a teraz właśnie tego było mi potrzeba.

Nacisnęłam guzik dzwonka, przy którym widniało nazwisko Isaaca i jego współlokatora. Ledwie rozległ się dźwięk otwieranego domofonu, weszłam do holu. I na pierwsze piętro, gdzie uchyliły się drzwi i w progu mieszkania Isaaca stanął przystojny brunet z brodą.

– Sawyer, tak? – Otworzył drzwi na oścież i wyciągnął rękę. – Granta jeszcze nie ma, ale możesz na niego poczekać. Jestem Gian.

– Cześć. – Uścisnęłam mu dłoń.

W przeciwieństwie do Isaaca, Gian, w zwyczajnym T-shircie i dżinsach, na pierwszy rzut oka wyglądał całkiem normalnie. Kiedy jednak go minęłam i weszłam do mieszkania chłopaków, od razu do mnie dotarło, że jest co najmniej takim samym nerdem jak Isaac, skoro tu mieszkał. Abstrahując od wycieraczki, na której widniał napis: „Witajcie, mugole”, w wąskim przedpokoju wisiały dwa oprawione plakaty z The Legend of Zelda. W salonie powitały mnie niezliczone figurki superbohaterów na drewnianym regale, a w kącie stał naturalnej wielkości Darth Vader, który kartonowym ramieniem obejmował równie kartonowego Bilbo Bagginsa.

Gian wskazał groszkowy fotel przy kanapie, który wyglądał jak gruby turkusowy Pokemon.

– Siadaj. Napijesz się czegoś?

– Bardzo chętnie. – Usiadłam z pewnym wahaniem i z najwyższym trudem powstrzymałam okrzyk zdumienia. Miałam wrażenie, że pochłania mnie gigantyczna mięciutka pianka. Cudowne uczucie.

– Właściwie Isaac powinien był wrócić już ponad dwie godziny temu – zauważył Gian, kiedy podał mi puszkę coli i sam usiadł na wielkiej brązowej sofie. Wyciągnął długie nogi i skrzyżował je na niskim stoliku.

– Pewnie szef kazał mu zostać po godzinach. Cholerny dupek – zauważyłam.

Gian energicznie pokiwał głową.

– Właśnie! Od tygodni powtarzam mu, że powinien zrezygnować.

Rozmowa z Gianem okazała się zadziwiająco łatwa. Nie miał żadnych kompleksów i paplał właściwie bezustannie, co wynikało zapewne z tego, że ani go nie onieśmielałam, ani nie planował zaciągnąć mnie do łóżka, a to były najczęstsze reakcje, jakie wywoływałam u nowo poznanych mężczyzn. Opowiadał mi, dlaczego wybrał studia akurat w Woodshill, a mianowicie ze względu na byłą dziewczynę o imieniu Regina; jak poznał Isaaca – za sprawą byłej dziewczyny o imieniu Regina; jak to się stało, że wylądował w tym mieszkaniu razem z Isaakiem – za sprawą byłej dziewczyny o imieniu Regina. Początkowo Gian mieszkał tu razem z nią, ale jakiś czas temu wykręciła mu niezły numer. Sądząc po tym, jak często o niej wspominał, jeszcze dużo czasu upłynie, zanim o niej zapomni.

Kiedy godzinę później Isaaca nadal nie było, Gian odgrzał lazanię, którą przyniósł z restauracji wuja, i postawił przede mną talerz. Do tego podał spory kieliszek czerwonego wina, który wzięłam od niego z wdzięcznością.

Drzwi wejściowe otworzyły się, gdy skończyliśmy jeść. Słyszeliśmy, jak Isaac kręci się w przedpokoju, a potem wszedł do salonu. Chociaż znałam go dopiero od niedawna, od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Nie zaszczycił nas nawet spojrzeniem, minął bez słowa i ruszył do swojego pokoju. Szarpnął za klamkę, zaklął i trzasnął za sobą drzwiami.

Gian i ja wymieniliśmy znaczące spojrzenia.

– Wszystko w porządku, bracie? – krzyknął Gian.

Nie otrzymał odpowiedzi.

Wygramoliłam się z głębokiego fotela, odstawiłam kieliszek wina na stolik i podeszłam do drzwi pokoju Isaaca. Zapukałam nieśmiało. Nie odpowiedział, ale i tak uchyliłam je odrobinę.