Dream again

Tekst
Z serii: Begin Again #5
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Szybko uciekłam wzrokiem i ponownie zajęłam się guacamole. Dosypałam odrobinę za dużo soli i odchrząknęłam.

– Dawniej też sądziłam, że przez kolejne pięć lat będę grała Sadie Nelson i tym samym zapewnię sobie miejsce w historii Hollywood – odparłam sucho.

Nie wiedziałam, czy odgłos, który wydał Blake, to pogardliwy śmiech czy jeszcze bardziej pogardliwe prychnięcie.

– No proszę, widać, jak szybko wszystko może się zmienić.

Zacisnęłam zęby tak mocno, że zazgrzytały. Przed oczami stanęły mi sceny z przeszłości. Wpatrywałam się wtedy w obłażącą tapetę, gdy rozmawiałam z nim przez telefon.

– Co się stało? – Znowu miałam jego głos w uszach.

– Wszystko się zmieniło, Blake.

Powiedział to celowo, tego byłam pewna. Mimo to, a może właśnie dlatego, wzbierało we mnie napięcie. Nie powinnam do tego dopuścić. Kiedy pracowałam i wchodziłam w rolę, przychodziło mi to z łatwością. W tej chwili oddałabym wszystko, żeby to potrafić. Niestety teraz kosztowało mnie dwa razy więcej pracy i koncentracji, by zachować niewzruszoną minę.

– Co właściwie młoda aktorka robi w Woodshill? – Otis przerwał napięcie. Zdjął patelnię z kuchenki.

Weź się w garść, zaklinałam się w duchu i skupiłam na tym, by oddychać przeponą, żeby się uspokoić.

– Jak to co? – zapytałam z szerokim sztucznym uśmiechem. – Stęskniłam się za starszym bratem.

Ezra oderwał wściekłe spojrzenie od Blake’a i spojrzał na mnie spod wysoko uniesionych brwi.

– Podczas naszej rozmowy miałem raczej wrażenie, że straciłaś dach nad głową.

Przewróciłam oczami.

– To też. Ale naprawdę się za tobą stęskniłam.

Ponieważ na razie miałam tu mieszkać, musiałam się liczyć z tym, że chłopcy poznają przynajmniej część mojej historii. Poniosłam klęskę jako aktorka i straciłam mieszkanie; to wystarczająco przykre i smutne, żeby nie zadawali dalszych pytań i nie chcieli wiedzieć niczego więcej. W każdym razie miałam nadzieję na tyle delikatności z ich strony. Jeżeli od razu wyłożę część kart na stół, nie będą chcieli zobaczyć całej talii.

– Moim zdaniem dobrze, że chcesz tu teraz zamieszkać. Woodshill zapewne nie jest tak super jak Hollywood, ale przekonasz się, że tutaj także można spokojnie żyć – zapewnił Otis.

Postanowiłam, że od dzisiaj będzie moim nowym najlepszym przyjacielem. Ezra wspominał, że Otis to jego najfajniejszy współlokator, ale teraz dowiedziałam się, że potrafi rozładować napięcie w trudnej sytuacji.

– Dzięki, Otis.

– Ja też jestem za tym, żebyś została – zapewnił Cam, kiedy mijał mnie, niosąc talerze i sztućce.

Otis i Ezra poszli za nim, postawili na stole blachę tacos i miseczki z nadzieniem. A potem usiedli przy stole i zabrali się do jedzenia.

Nie usiedliśmy jeszcze tylko Blake i ja. Cały czas stał pośrodku saloniku, wpatrzony we mnie, przy czym zadziwiająco nad sobą panował, bo na jego twarzy nie malowały się żadne emocje, poza błyskawicami w oczach.

– Mamy większość, Blake. Czy ci się to podoba, czy nie, nie pozwolę, żeby moja siostra wylądowała pod mostem.

Po Blake’u było doskonale widać, co o tym sądzi. Przez dłuższą chwilę przyglądał mi się, a potem powoli podszedł do stołu. Wsparty na kuli, napełnił talerz jedzeniem. Kiedy skończył, pochylił się i postawił go na podłodze. Pchał kulą w kierunku korytarza. Najwyraźniej nie chciał nawet usiąść ze mną przy jednym stole.

– Naprawdę, stary? – syknął Ezra. Wyglądał, jakby lada chwila miał eksplodować. Tego chciałam za wszelką cenę uniknąć.

– Już dobrze – rzuciłam i sięgnęłam po talerz z jedzeniem. Wyprostowałam się gwałtownie. – Zjem u sie… W pokoju gościnnym.

Zanim którykolwiek z nich zdążył zareagować, minęłam Blake’a, przebiegłam przez salonik, już na niego nie patrząc. Gdybym to zrobiła, na pewno zauważyłby, że nie jestem w stanie dłużej zachować kamiennej miny. Nie chciałam, żeby wiedział, jak bardzo mnie ranił swoim zachowaniem.

3

Następnego ranka brałam prysznic bardzo wcześnie, zanim którykolwiek z moich współlokatorów wstał.

Dziwnie się czułam w otoczeniu męskich żeli pod prysznic i szamponów. Zaskoczyła mnie też czystość w łazience – obsesja mojego brata, z której zawsze korzystałam. Nienawidzę sprzątać, a Ezra to istny pedant. Zawsze dba o porządek.

Wyszłam z łazienki i przez chwilę nasłuchiwałam przy schodach. Na górze panowała cisza. Żadnego ruchu. Skorzystałam z okazji i przemknęłam do pokoju gościnnego, żeby się ubrać.

Nie tak sobie wyobrażałam mój przyjazd do Woodshill. Pogoda była fatalna, czułam, że to nie jest moje miejsce. Blake dał mi jasno do zrozumienia, że nie powinno mnie tu być. I choć wmawiałam sobie, że jego słowa mnie nie dotknęły, nie potrafiłam nie wracać wspomnieniami wciąż i wciąż do wczorajszego dnia. Cały czas miałam w uszach jego słowa. Prześladowały mnie, gdy się malowałam i suszyłam włosy, gdy szłam do kuchni, żeby przygotować sobie porcję owsianki, nie dawały spokoju, gdy owijałam szyję szalem, naciągałam czapkę i wychodziłam z domu.

Ezra zostawił mi na stole dwa klucze i liścik z objaśnieniem. Jeden klucz do drzwi wejściowych, drugi do tych z pokoju gościnnego na werandę. Tym sposobem nie będę musiała korzystać z głównego wyjścia, gdyby i to przeszkadzało Blake’owi.

Z domu do centrum szło się mniej więcej kwadrans. Uzbrojona w tablet i pieniądze, które wygrzebałam z dna walizki, wyruszyłam w drogę. Dzisiaj przygotowałam się na śnieg, włożyłam górskie buty, które czasami nosiłam podczas wędrówek w okolicach Los Angeles. Znowu było przeraźliwie zimno, ale tym razem tak bardzo mi to nie przeszkadzało. Chłód pomagał koncentrować się na otoczeniu, a nie zagłębiać w rozmyślaniach o Los Angeles i Blake’u.

Rozejrzałam się odrobinę po centrum. Ośnieżone drzewa i urocze stare domki sprawiały bajkowe wrażenie. Okazało się, że kampus uniwersytecki znajduje się bardzo blisko. Niektóre budynki rozpoznałam ze zdjęć, które Ezra wysyłał mnie i rodzicom.

Znalazłam małą kafejkę, niezbyt zatłoczoną, i zamówiłam karmelowe macchiato, za które tym razem zapłaciłam sama. Usiadłam przy małym okrągłym stoliczku, odłożyłam torebkę na bok i odetchnęłam głęboko.

Nie byłam już w Los Angeles. Byłam w Woodshill, a to oznaczało, że powinnam się skoncentrować na innych rzeczach. Ilekroć podczas zawodowych początków ponosiłam klęskę na castingu, mama zawsze powtarzała: patrz przed siebie, nigdy w tył, Jude.

I właśnie tego powinnam się teraz trzymać. Patrzeć przed siebie. Nie w tył.

Odczytałam z tablicy za kontuarem hasło do darmowego wi-fi, wpisałam je w odpowiednie okienko na wyświetlaczu tabletu i zalogowałam się na moje konto na eBayu. Była to chyba jedyna platforma, z której wiadomości nie przyprawiały mnie o ataki paniki, wręcz przeciwnie, sprawiały radość. Także tym razem. Ktoś zainteresował się moim laptopem.

– Alleluja – mruknęłam i odpisałam szybko.

Typ chciał obniżyć cenę. Podałam moją propozycję z nadzieją, że ją łyknie. Jeżeli nie, i tak mu sprzedam, ale wolałam przynajmniej spróbować. Nie da się ukryć, że potrzebny mi był każdy cent. Cała gotówka, jaką dysponowałam, to kilka dolarów, które ukryłam w walizce. Na koncie już miałam debet. Co prawda Ezra nie oczekiwał, że dorzucę się do czynszu, ale chciałam się dołożyć przynajmniej do puli na jedzenie i wydatki mieszkaniowe.

Wstawiłam nowe ogłoszenia, oferowałam na sprzedaż dwie torebki i szpilki od Louboutina, które mama kupiła mi na premierę Twisted Rose. Na samą myśl, że będę musiała wysłać je w świat, zrobiło mi się niedobrze. Szybko upiłam łyk kawy, żeby zabić gorzki smak.

Wysłałam ogłoszenia, a potem przeglądałam oferty pracy, żeby się przekonać, co pod tym względem Woodshill ma do zaoferowania. Deprymująca odpowiedź brzmiała: niezbyt wiele. Oczywiście było sporo ogłoszeń skierowanych do osób po studiach albo z wieloletnim doświadczeniem. Niestety, nikt nie szukał niespełnionej dziewiętnastoletniej aktorki bez matury.

Otworzyłam właśnie ogłoszenie restauracji fastfoodowej, gdy na eBayu pojawiła się nowa wiadomość. Odpowiedział facet zainteresowany moim laptopem.

Sorry, więcej nie zapłacę.

Chciało mi się ukryć twarz w dłoniach i płakać. Naprawdę potrzebowałam tych pieniędzy. Jeżeli będę oszczędna, wystarczą mi na miesiąc, może nawet dwa. Co prawda nie będzie mnie stać na oddzielne mieszkanie, ale będę mogła coś dorzucić chłopakom. Z ciężkim sercem przyjęłam propozycję.

Z ponurą miną mieszałam łyżeczką w karmelowym macchiato i rozglądałam się po kafejce. Było jeszcze wcześnie, ale i tak było tu sporo studentów, którzy wpadli na kawę albo śniadanie. Obserwowałam przyjaciółki pochylone nad stolikiem. Wydawały się takie beztroskie. W tym momencie ogarnęło mnie nieodparte przekonanie, że wszystko w życiu spieprzyłam.

Gdybym nie pojechała do Los Angeles, przyjechałabym tutaj z Ezrą.

Gdybym nie pojechała do Los Angeles, nie byłabym teraz w takim dole.

Poczucie beznadziei było tak przejmujące, tak bolesne, że przez chwilę byłam jak sparaliżowana. Zdawałam sobie sprawę, że nie powinnam tak myśleć, ale nie mogłam nad tym zapanować. To wszystko było zbyt świeże.

Jeżeli nie chciałam do reszty zwariować, musiałam się czymś zająć. Sięgnęłam po telefon i przeglądałam listę kontaktów, aż znalazłam numer Everly. Szybko wystukałam wiadomość.

Cześć, tu Jude, dziewczyna, która wczoraj napadła cię w kawiarni. Wiszę ci kawę. Masz czas i ochotę?

Wysłałam ją bez namysłu.

Nie chcąc co chwilę sprawdzać, czy Everly odczytała i odpisała, przeglądałam różne ogłoszenia na eBayu i zastanawiałam się, co jeszcze mogłabym robić. Jeśli chodzi o sprzątanie, nie mogłam się równać z Ezrą, ale byłam mistrzynią prasowania. Może ktoś szuka pomocy domowej? Otworzyłam kolejne ogłoszenie i zabierałam się do pisania, gdy mój telefon pisnął cicho. Natychmiast odczytałam odpowiedź Everly.

 

Los najwyraźniej postawił na mojej drodze właściwą osobę.

Czułam się jak oszustka, gdy w tłumie studentów szłam przez teren uniwersytetu w kierunku hali sportowej. Im bliżej, tym więcej osób skręcało w boczne alejki prowadzące do różnych budynków na kampusie. Dwukrotnie poślizgnęłam się na oblodzonym chodniku. Ulżyło mi, gdy dotarłam na miejsce. W środku ściągnęłam prawą rękawiczkę i szukałam w kieszeni komórki, żeby jeszcze raz przeczytać wiadomość od Everly.

– Jude?

Odwróciłam się i zobaczyłam ją przy schodach prowadzących w dół. Dzisiaj spięła ciemne włosy. Miała na sobie czarne jeansy i luźną białą koszulę, która przywodziła na myśl lato.

Uśmiechnęłam się szeroko.

– Cześć. – Ściągnęłam czapkę z głowy, wsunęłam do kieszeni, potrząsnęłam włosami.

– Chodź. – Everly skinęła głową na znak, że mam iść za nią. Razem zbiegłyśmy ze schodów. – Dotarłaś bez problemu?

– Akurat byłam w kawiarni na terenie kampusu – odparłam. – Rozglądałam się po okolicy.

– Woodshill jest piękne, prawda? Chociaż… Zdaje się, że akurat przyjechałaś z Kalifornii.

Ujęło mnie, że to zapamiętała. Potwierdziłam ruchem głowy.

– Na razie bardzo mi się tu podoba. Wygląda na to, że będę musiała spędzać sporo czasu na dworze.

Posłała mi pytające spojrzenie i otworzyła drzwi do przebieralni.

– Mogę zapytać, dlaczego?

– Oczywiście, że możesz. Tak się składa, że mój brat mieszka z moim byłym.

– O Jezu! Rzeczywiście nie brzmi najlepiej.

– A i tak starałam się, żeby nie zabrzmiało to zbyt depresyjnie.

– Ojej. Aż tak źle?

Zawahałam się. Nie miałam pojęcia, czy rozsądnie mówić wszystko nieznajomej, zwłaszcza że znajdowałyśmy się ni mniej, ni więcej, tylko w hali sportowej, gdzie zapewne Ezra, Blake i pozostali często trenują. Nie wiedziałam, czy Everly zna mojego brata i jego współlokatorów, ale rozsądniej będzie nie wymieniać żadnych imion i nie zdradzać zbyt wielu szczegółów, choć miałam na to wielką ochotę. Ale tak na wszelki wypadek.

Everly chyba wyczuła moje niezdecydowanie, bo odchrząknęła.

– Wydajesz się fajna i nietrudno cię lubić.

Uśmiechnęłam się.

– To zdecydowanie najmilsza rzecz, jaką słyszałam w ciągu minionych tygodni.

– Chcę przez to powiedzieć, że choć teraz wszystko wydaje się fatalne, z czasem się ułoży. – Uśmiechnęła się od ucha do ucha.

– Na pewno – mruknęłam, choć wcale w to nie wierzyłam. Jeśli chodzi o to, co Blake czuł do mnie… Wystarczyło półtora roku, by wszystko się zmieniło. I w najbliższym czasie tak zapewne pozostanie. Jednak w tej chwili nie chciałam o tym rozmawiać.

Przebieralnie zostały za nami. Teraz stałyśmy w pustej hali. Rozejrzałam się dookoła.

– Co my tu właściwie robimy?

Everly podeszła do kantorka i wyjęła pęk kluczy z kieszeni. Otworzyła drzwi.

– Od początku miesiąca jestem asystentką trenerki cheerleaderek. Zaraz mamy trening i muszę wszystko przygotować.

– A ja mam ci pomóc?

– Bingo. – Wręczyła mi wiadro pełne elastycznych taśm, sama podniosła stertę mat. Wyszłyśmy z kantorka, wróciłyśmy do hali.

– Wydajesz się bardzo młoda, jak na trenerkę – zauważyłam ostrożnie.

– Nadal studiuję. Ta praca to był właściwie przypadek. – Ledwie to powiedziała, oczy jej rozbłysły.

Odstawiłam wiadro z taśmami i pomagałam jej rozkładać maty.

– Też chciałabym przeżyć taki przypadek. Wcześniej przeglądałam oferty pracy i nie znalazłam nic dla siebie.

– Popytam tu i ówdzie.

– Super, dzięki.

– Gdybyś zjawiła się dwa tygodnie wcześniej, dostałabyś moją starą pracę.

– Ale domyślam się, że już za późno?

Mruknęła twierdząco.

– Niestety, właśnie zatrudnili kogoś na moje miejsce.

Co za pech.

Wyprostowałam matę pod nogami i wykrzesałam z siebie ostatnie resztki entuzjazmu.

– Coś znajdę.

– Też tak sądzę. – Everly rozkładała taśmy na matach. – Wydajesz się urodzoną optymistką. Dobrze by mi zrobiła odrobina takiego podejścia.

Roześmiałam się.

– Za mało mnie znasz. – Posłała mi pytające spojrzenie, więc szybko mówiłam dalej. – Kiedy miałam siedemnaście lat, przyjechałam z Seattle do Los Angeles. Było mi ciężko, z dala od rodziny. A potem straciłam pracę, dla której się tam przeprowadziłam, rozstałam się z chłopakiem i przez kilka miesięcy usiłowałam zaczepić się w Hollywood… Na darmo. – Wzruszyłam ramionami. – I teraz jestem tutaj, a cały mój optymizm został w Kalifornii.

Everly milczała przez dłuższą chwilę.

– Brzmi fatalnie. Zwłaszcza że w tak młodym wieku musiałaś radzić sobie sama. Nie wyobrażam sobie mieszkać z dala od mamy. Podoba mi się, że w każdej chwili mogę do niej pojechać i odwrotnie.

Na pewno nie chciała sprawić mi przykrości, a jednak jej słowa zabolały. Tęskniłam za rodzicami. Ilekroć widziałam coś zabawnego, chciałam powiedzieć o tym tacie, ilekroć byłam smutna, brakowało mi ramion mamy. Nic nie bolało tak bardzo, jak fakt, że w tym roku nie udało mi się dotrzeć do domu na Boże Narodzenie. Agent załatwił mi dwa statystowania, których nie mogłam odrzucić w mojej sytuacji. Rodzice jasno dali mi do zrozumienia, jak bardzo ich rozczarowałam, nie pojawiając się na Gwiazdkę.

– Przepraszam, nie chciałam cię urazić.

– Nie uraziłaś – zapewniłam i odchrząknęłam szybko, słysząc, jak bardzo ochrypł mi głos. Musiałam wykrzesać z siebie resztkę motywacji, jeżeli nie chciałam rozsypać się na kawałki, więc kurczowo chwyciłam się tej myśli. Udawany optymizm jest lepszy niż ta druga opcja.

– Może to cię pocieszy: w Woodshill każdy szybko znajduje swoje miejsce. Nawet ktoś taki jak ja.

Intrygowało mnie, co chciała przez to powiedzieć. Sprawiała wrażenie osoby otwartej, choć na początku chyba trochę ją onieśmieliłam.

Zanim o to dopytałam, otworzyły się drzwi i do sali wbiegły cheerleaderki. Miały na sobie ciemne dresy i koszulki bez rękawów z logo uniwersytetu. Na widok Everly wszystkie się rozpromieniły.

– W takim razie dobrze, że los rzucił mnie akurat tutaj – dodałam szybko, nie wiedząc, czy Everly w ogóle mnie słyszy.

Odwróciła się z uśmiechem.

– Właśnie to chciałam powiedzieć. – Przez chwilę patrzyła to na mnie, to na dziewczyny. – Jeżeli chcesz, możesz popatrzeć. A potem pójdziemy na kawę, którą mi obiecałaś.

Kamień spadł mi z serca. Przez moment obawiałam się, że będę musiała wrócić do domu mojego brata.

– Umowa stoi. – Odwzajemniłam jej uśmiech.

4

Klucz utknął na amen. Ręce mi drżały, gdy usiłowałam go przekręcić. Słońce zdążyło już zajść, na werandzie było niewiele światła.

– Dawaj – zaklinałam go i próbowałam kolejny raz. Moje palce przypominały sople lodu, zamek prawdopodobnie także zamarzł.

Nagle drzwi do mojego pokoju otworzyły się od środka i dosłownie wpadłam przez próg.

Patrzyłam na brata, który przyglądał mi się z głębokim marsem na czole.

– Co ty wyprawiasz, do cholery?

– Wracam do domu. Żeby wejść do mojego pokoju, przebrać się w piżamę i iść spać.

Ezra zamrugał szybko. Mars na jego czole jeszcze się pogłębił.

– Po pierwsze, mamy drzwi wejściowe, z których możesz skorzystać. Po drugie, jest dopiero po osiemnastej. Dlaczego od razu chcesz iść spać?

Dopiero za trzecią próbą udało mi się wyjąć klucz z zamka. Kiedy wreszcie miałam go w dłoni, schyliłam się, żeby rozwiązać sznurówki.

– Po pierwsze, uznałam, że będzie lepiej, jeżeli będę schodziła z oczu pozostałym domownikom. Po drugie, mam jet lag.

– Między Kalifornią a Oregonem nie ma różnicy czasu – zauważył sucho. Zamknął za mną drzwi, ja tymczasem wreszcie pozbyłam się butów.

– Naprawdę? Coś takiego, a mnie się wydawało, że jest. – Zdjęłam płaszcz i rzuciłam się na łóżko, wtulając twarz w poduszki.

Mój brat był coraz bliżej, słyszałam jego kroki. Zatrzymał się koło mnie.

– Jude – odezwał się.

Lekko odwróciłam głowę i zobaczyłam jego nogi. Podniosłam wzrok. Stał obok mnie z rękami skrzyżowanymi na piersi i przyglądał mi się poważnie.

– Rozmawiałem z Blakiem – zaczął.

Nagle spięłam się na całym ciele. Bałam się jego dalszych słów. A co, jeśli udało mu się przekonać mojego brata i pozostałych, że powinnam się wyprowadzić? A co…

– Oznajmiłem mu, że jeżeli dalej będzie się tak dziecinnie zachowywał, wyleci stąd.

Usiadłam energicznie.

– Słucham?

– Oznajmiłem Blake’owi, że nie może tak cię traktować.

Westchnęłam głośno i ukryłam twarz w dłoniach.

– Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że się ucieszysz.

Opuściłam ręce i podniosłam na niego gniewne spojrzenie.

– Niby z czego miałabym się cieszyć? Z tego, że jeszcze bardziej wszystko skomplikowałeś? Wielkie dzięki za nic.

Ezra otwierał i zamykał usta. Odwrócił się, odszedł kilka kroków, zaraz jednak zawrócił na pięcie i podszedł do mnie.

– Słuchaj, przyjmuję cię bez żadnych pytań. Stawiam ultimatum najlepszemu kumplowi, choć sytuacja w domu i tak jest napięta od jego wypadku, a ty tylko tyle masz mi do powiedzenia? – Był tak zdenerwowany, że głos mu drżał. – Wiesz co, Jude? Sama ogarniaj to swoje bagno.

Nie powiedział już nic więcej, podszedł do drzwi i wyszedł, trzaskając nimi tak głośno, że cała się wzdrygnęłam.

W milczeniu siedziałam na łóżku. Cały czas brzmiały mi w uszach jego ostatnie słowa.

Byłam idiotką. Głupią, niewdzięczną idiotką. To cud, że Ezra w ogóle stanął w mojej obronie. Nie zrobiłby tego dawniej. Przypomniały mi się czasy, gdy razem z Blakiem i innymi kumplami grał u nas w domu w koszykówkę. Chciałam ich pooglądać, a on rzucił we mnie piłką i razem z chłopakami śmiał się do rozpuku. Ta sytuacja idealnie odzwierciedlała nasze dzieciństwo i młodość. Dopiero tamtego roku, gdy do nas dotarło, że wkrótce rozjedziemy się w różne strony, nasza relacja zmieniła się, stała się bardziej serdeczna. Rozmawialiśmy, zwierzaliśmy się sobie ze swoich lęków i obaw. Ezra dał mi do zrozumienia, że ufa mi jak nikomu innemu. A teraz… A teraz miałam do niego pretensje i jednym zdaniem przekreśliłam jego zaangażowanie.

Wstałam z trudem, zdjęłam sweter, powiesiłam na oparciu krzesła. Niezdecydowana stałam pośrodku pokoju. Ciągle byłam wykończona, ostatnie dni były naprawdę trudne. Los Angeles zabrało mi wszystko, o czym marzyłam. Uznałam, że to wystarczy. Nie chciałam, żeby oprócz Blake’a także Ezra miał do mnie pretensje.

Odetchnęłam pełną piersią. Myślałam intensywnie. Podeszłam do walizki, schyliłam się w poszukiwaniu laptopa. Znalazłam go między sukienkami i parą jeansów. Już wcześniej owinęłam go folią bąbelkową. Wzięłam też tablet, zebrałam się na odwagę i wyszłam z pokoju.

Z saloniku dobiegała cicha muzyka. Weszłam tam po chwili wahania i zobaczyłam Blake’a na kanapie. Położył prawą nogę na niskim stoliczku i pisał coś na laptopie. Poza muzyką odgłos uderzanych klawiszy stanowił jedyny dźwięk.

Odchrząknęłam. Podniósł wzrok.

Nie do wiary, do jakiego stopnia jego twarz była pozbawiona wyrazu. Znałam go prawie całe życie, ale nigdy, naprawdę nigdy tak nie wyglądał. Ten Blake, którego znałam, emanował energią. Nawet po wielogodzinnym treningu był pełen życia, potrafił tańczyć ze mną w ogrodzie moich rodziców, podnosić mnie i ze śmiechem obracać.

Ale po tamtym Blake’u chyba nie zostało nawet śladu. Musiałam się nauczyć z tym żyć.

– Przepraszam – rzuciłam cicho i uciekłam wzrokiem. – Nie będę ci zawracała głowy, szukam tylko jakiegoś kartonu.

Nie czekając na jego reakcję, poszłam do kuchni, położyłam laptop na blacie i pochyliłam się do szafki po lewej stronie od kuchenki. W środku zobaczyłam tylko garnki i patelnie, więc zamknęłam ją i zajrzałam do kolejnej. Także tutaj nie miałam szczęścia, zamiast kartonów znalazłam tylko torebki na prezenty, plastikowe pojemniki i mnóstwo, naprawdę mnóstwo butelek z alkoholem. Westchnęłam cicho i wyprostowałam się, by zabrać się do szafki koło zmywarki. Stukanie w klawiaturę nagle ucichło.

Odwróciłam się w kierunku Blake’a i zobaczyłam, że sięga po kulę. Ze wstrzymanym oddechem obserwowałam, jak powoli wstaje. Najwyraźniej nie był w stanie nawet przez kilka minut oddychać tym samym powietrzem co ja i musiał jak najszybciej uciec.

Już miałam na końcu języka złośliwy komentarz, ale wtedy uświadomiłam sobie, że nie wychodzi z saloniku, przeciwnie, zmierza w moją stronę. Przyglądałam mu się bez słowa, gdy obszedł kontuar i zatrzymał się tuż przede mną.

Nic nie mówił. Powoli wędrował wzrokiem po mojej twarzy, po oczach, policzkach, nosie, ustach, i nagle miałam wrażenie, że mnie dotyka.

Z trudem przełknęłam ślinę.

 

– Inaczej wyglądasz – powiedział w końcu.

Ja także wpatrywałam się w niego. Miał włosy krótsze niż dawniej, bardziej zapadnięte policzki. Sama nie wiedziałam, co sądzić o zaroście. To wszystko sprawiało, że wydawał się bardziej kanciasty. I odległy. Do jakiego stopnia można się zmienić w krótkim czasie? Wydawał się kimś zupełnie innym. Zastanawiałam się, czy odbiera mnie podobnie.

Wiedziałam oczywiście, że wyglądam teraz inaczej. Zaraz po tym, jak przyjechałam do Los Angeles, agent namówił mnie do totalnej transformacji. Miałam teraz włosy do ramion, które fryzjer gwiazd wycieniował i rozjaśnił pasemkami. Żeby dobrze wypaść na castingach, odświeżyłam także garderobę. Innymi słowy, zbudowałam na nowo mój image – byłam młodziutką aktorką na progu kariery, nowoczesną i pełną energii. Zdecydowałam się także na korektę złamanego przed laty nosa (dzięki, Ezra). Pamiątką po tamtym zdarzeniu był malutki garbek, który zawsze mi przeszkadzał. Gdy stało się jasne, że nie będzie dalszych sezonów Twisted Rose, agent doradzał mi operację plastyczną. Przekonywał, że dzięki temu będę miała większe szanse na duże role i byłam tak głupia, że mu uwierzyłam.

Uciekłam wzrokiem, odchrząknęłam.

– Muszę to wysłać – zmieniłam temat. Spojrzałam znacząco na mój laptop.

Blake otwierał usta, jakby chciał coś powiedzieć, jednak zaraz znowu je zamknął. Przez chwilę wpatrywał się w komputer, potem oparł kulę o kontuar i wskazał szafki nad zmywarką.

– Sprawdź tam.

Odwróciłam się i wspięłam na palce, by otworzyć drzwiczki.

– Jezu, ile wy tu macie alkoholu! – powiedziałam, gdy między talerzami i szklankami wypatrzyłam dwie kolejne ogromne butelki wódki.

Blake puścił moją uwagę mimo uszu. Usłyszałam, że robi krok w moją stronę. Otworzył drzwiczki po prawej, przy czym musnął ramieniem mój bark i włosy.

Zastygłam w bezruchu, uwięziona między nim a zmywarką. Byliśmy niewiarygodnie blisko siebie. Czas stanął w miejscu.

Jego klatka piersiowa dotykała moich pleców. Wypełniały mnie jednocześnie ogień i ból. Walczyłam z tym ze wszystkich sił, ale na darmo. Włoski na rękach stanęły mi dęba. Docierało do mnie coraz więcej szczegółów. Jego zapach, taki sam jak dawniej. Jego ramię, silniejsze, z wyraźniej zaznaczonymi żyłami.

Odetchnęliśmy. Powietrze między nami zdawało się iskrzyć. Żadne z nas ani drgnęło, gdy znowu musnął klatką piersiową moje plecy. Mimo że wewnętrznie byliśmy sobie tak obcy, nasze ciała w tej chwili zdawały się mówić tym samym językiem. Nic nie było mi równie dobrze znane, równie bliskie, jak jego ciepło. Chciałam go więcej. Odruchowo odchyliłam się odrobinę do tyłu. Przez kilka niekończących się sekund staliśmy w tej pozycji. Okryłam się gęsią skórką i nagle zapragnęłam, by Blake coś zrobił. Cokolwiek.

Jakby czytał w moich myślach, opuścił głowę. Musnął brodą moje ucho, aż krew zaszumiała mi w żyłach. Nie byłam w stanie myśleć logicznie.

– Nie chcę, żebyś tu została. – Aksamitny głos kontrastował z surowymi słowami.

Kiedy do mnie dotarło, co powiedział, niedawny ogień zamienił się w lód. Reagowałam automatycznie. Powoli odwróciłam się do niego.

Powróciły wspomnienia. Widziałam nas razem, w tej samej pozycji. Tylko że wtedy w jego oczach malował się nie gniew, lecz ogień. Wtedy pokonał dzielącą nas odległość i przyciągnął mnie do siebie. Kiedy jednak teraz na niego patrzyłam, wiedziałam, że to się już nigdy nie powtórzy.

Z trudem przełknęłam ślinę.

– Wczoraj dałeś mi to jasno do zrozumienia.

– Najwyraźniej niezbyt jasno.

Ledwo panowałam nad szalejącymi we mnie uczuciami. Przez chwilę żałowałam, że się w ogóle rozstaliśmy. Głupia, dziecinna myśl. Nie można cofnąć czasu. Powinnam odepchnąć od siebie wspomnienia. Musieliśmy jakoś odnaleźć się w tej sytuacji, bo na razie nic nie zapowiadało, by miała się zmienić.

– A co twoim zdaniem powinnam zrobić, Blake? – Siliłam się na spokojny ton, sama jednak słyszałam w nim desperację.

– Już od dawna mnie nie obchodzi, co robisz. – Zajrzał do szafki nad moją głową, wyjął z niej pudełko i podał mi. A potem sięgnął po kulę, którą wcześniej odstawił i odwrócił się. – Jeśli o mnie chodzi, mogłaś zostać w Los Angeles – rzucił, stojąc plecami do mnie.

A potem pokuśtykał z powrotem do kanapy i sięgnął po pilot, jakby nie wymierzył mi dopiero co ciosu. Ja tymczasem zostałam w kuchni, całkowicie oszołomiona.