9 najpiękniejszych komedii

Tekst
Autor:
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Scena III

MARIANNA, DORYNA

DORYNA

Cóż to, czy nagle język coś odjęło pannie?

Ja mam za nią nadstawiać karku nieustannie?

A panna znosi ojca szalone koncepta

I najlżejszego słówka nawet nie wyszepta?

MARIANNA

Cóż wyrzec przeciw ojca woli tak surowej?

DORYNA

To, co trzeba, by wybić mu ten zamiar z głowy.

MARIANNA

Cóż więc?

DORYNA

Że serce samo stanowi o sobie,

Że twój mąż ma być miły nie ojcu, lecz tobie,

Że, gdy ciebie na celu ma owo zamęście,

Ciebie pytać się godzi, w czym widzisz swe szczęście!

Gdy zaś jego tak nęci Tartuffe swym powabem,

Może, choćby dziś jeszcze, żenić się z tym drabem.

MARIANNA

Cóż, gdy na widok ojca taki strach mnie zbiera,

Że wprost na ustach słówko mi każde zamiera.

DORYNA

Mówmy zatem rozsądnie! Walery cię kocha –

A ty? Kochasz go, czy nie? Zastanów się trocha!

MARIANNA

Doryno! Więc mą miłość ty cenisz tak mało?

Tobież stawiać mi takie pytanie przystało?

Ty, której setki razy czyniłam zwierzenie

Mych uczuć, możesz mniemać, że ja się odmienię?

DORYNA

Kto wie, czy serce twymi przemawiało usty

I czy to była miłość, nie zaś kaprys pusty!

MARIANNA

Ranisz wielce mą duszę, wątpiąc w moje słowa –

Dość jasną uczuć moich wszak była wymowa.

DORYNA

Zatem panna go kocha?

MARIANNA

Nie można goręcej.

DORYNA

On też, jak mniemam, pannę kocha coraz więcej?

MARIANNA

Tak sądzę.

DORYNA

I oboje chcielibyście wiecznie

Być z sobą połączeni?

MARIANNA

Koniecznie! koniecznie!

DORYNA

A o tym drugim związku jakiż sąd panienki?

MARIANNA

Gdy mnie doń zmuszą, raczej zginę z własnej ręki.

DORYNA

Wybornie! Wyznam szczerze, nie myślałam o tem:

Wystarczy tylko zginąć, by skończyć z kłopotem.

Przednie lekarstwo! Gniew mnie porywa szalony,

Gdy słyszę, jak ktoś takie wyplata androny.

MARIANNA

Doryno, czyż w istocie twej nieczułej duszy

Żadnej ludzkiej niedoli obraz nie poruszy?

DORYNA

Nie wzruszają mnie ludzie, którzy plotą baśnie,

A zaś w potrzebie tchórzą, tak jak panna właśnie.

MARIANNA

Lecz o cóż mnie obwiniasz? Że jestem trwożliwa...

DORYNA

Prawdziwa miłość śmielszą w swych żądaniach bywa.

MARIANNA

Dla Walerego wiarę gdy chowam tak stałą,

Czyż nie jemu się starać o resztę przystało?

DORYNA

Jak to? Że ojciec panny w zawziętym uporze

Poza Tartuffem świata już dojrzeć nie może

I zrywa nagle związek z dawna ułożony,

Czyż winę w tym ponosi panny narzeczony?

MARIANNA

Mamże więc mą odmową jawną i wzgardliwą

Prawdziwych uczuć zdradzić skłonność nazbyt żywą?

Mam dla niego, choć serce najlepiej mu życzy,

Zdeptać powinność córki i wstyd mój dziewiczy?

Chcesz, by ma tkliwość, w oczach świata tak naganna...

DORYNA

Nie, ja wcale nic nie chcę. Widzę już, że panna

Chce być żoną Tartufa, i zachodzę w głowę,

Czemu miałabym związki odradzać takowe?

Z jakiej przyczyny zwalczać twoje słuszne chęci?

Nie dziw, że taka partia młodą pannę nęci.

Pan Tartuffe, ho, ho, to nie żadne bagatele,

Ba, ba, Tartuffe, pi, pi, pi, można to rzec śmiele,

Jest człowiekiem nie lada i przyzna świat cały,

Że zostać jego żoną to zaszczyt niemały!

Z tak wyraźną skłonnością nie myślę wieść wojny.

Jest szlachetnego rodu, rozumny, przystojny,

Twarz ma pulchną, rumianą i uszy czerwone –

Toż cię szczęście z nim spotka niczym niezmącone.

MARIANNĄ

O Boże mój!

DORYNA

Rozkoszy jakiż płomień żywy

Czeka tę, którą pojmie mąż tak urodziwy!

MARIANNĄ

Przez litość, przestań mówić tak, ja błagam ciebie,

I znajdź jakiś ratunek w tej ciężkiej potrzebie!

Ustępuję, na wszystko ważę się tym razem.

DORYNA

Nie, córka iść powinna za ojca rozkazem,

Choćby jej małpę stręczyć chciał zamiast człowieka.

O cóż się panna skarży: świetny los cię czeka.

Do rodzinnego miasta męża w koczobryku

Nowiutkim zajedziecie; tam poznasz bez liku

Jego wujów, kuzynów, a gdy przyjdzie kolej,

Pośród wielkiego świata zasiędziesz powoli:

Będziecie odwiedzali w niedzielę i święta

To panią burmistrzową, to pana rejenta,

Gdzie na kanapie zajmiesz miejsce honorowe.

W karnawale co uciech! Wciąż rozkosze nowe:

Bal, orkiestra złożona z kobzy, klarynetu,

Czasem małpa uczona, marionetki... Gdzie tu

Znaleźć czas na rozrywek tyle...

MARIANNA

O Doryno,

Radź mi co, zamiast dręczyć, niedobra dziewczyno!

DORYNA

Sługa panny najniższa.

MARIANNA

Nie bądź tak uparta!

DORYNA

Nie, nie! lepszegoś losu z pewnością niewarta.

MARIANNA

Moja złota!

DORYNA

Nie.

MARIANNA

Wybacz słabości nagannej!

DORYNA

Nie, nie! Tartuffe jest człowiek stworzony dla panny.

MARIANNA

Dobrze więc. Gdy twe serce wzruszyć się nie raczy

Moim losem, pozostaw mnie srogiej rozpaczy!

W niej przeto dusza moja w swym ciężkim frasunku

Niezawodnego dzisiaj poszuka ratunku.

chce odchodzić

DORYNA

No, wstrzymaj się panienka! Gniew gniewem, wszelako

Teraz musim obmyśleć dla was pomoc jaką.

MARIANNA

Jeśli nie zdołam wyrwać się dzisiaj z tej matni,

Będziesz na życia mego patrzeć dzień ostatni.

DORYNA

Niech się panna nie martwi! Znajdziemy w tej biedzie

Jakiś sposób... Lecz oto Walery tu idzie.

Scena IV

WALERY, MARIANNA, DORYNA

WALERY

Usłyszałem przed chwilą nowinę nie lada;

Nie wiem, czy mi się cieszyć, czy dziwić wypada.

MARIANNA

Cóż tedy?

WALERY

Że Tartufa masz zaślubić pono?

MARIANNA

To mój ojciec mnie pragnie widzieć jego żoną.

WALERY

Ojciec pani...

MARIANNA

Odmienił dawniejsze widoki

I dziś właśnie obwieścił mi swoje wyroki.

WALERY

Jak to? I to na serio mówił...

MARIANNA

Nie inaczej;

Bardzo jasno w tym względzie chęci swe tłumaczy.

WALERY

I z jakim się przyjęciem jego zamiar spotka

U pani?

MARIANNA

Jeszcze nie wiem.

WALERY

Odpowiedź dość słodka...

Więc jeszcze nie wiesz?

MARIANNA

Nie.

WALERY

Nie?

MARIANNA

Cóż pan mówi na to?

WALERY

Ja? Ja radzę w tym względzie iść za dobrym tatą.

MARIANNA

Pan mi to radzi?

WALERY

Tak jest.

MARIANNA

Szczerze?

WALERY

Jak najszczerzej:

Wybór piękny i szczęście twe pewno w nim leży.

MARIANNA

Dobrze więc – radom pańskim zostanę powolną.

WALERY

I bez wielkiej przykrości, tak mniemać mi wolno.

MARIANNA

Nie z większą, niż sam pan mi związek ten doradza.

WALERY

Ja radzę to, co pani widocznie dogadza.

MARIANNA

Ja zaś, by cię ucieszyć, usłucham twej rady.

DORYNA

cofając się w głąb sceny

Zobaczmyż, co na końcu wyniknie z tej zwady.

WALERY

Toż więc była twa wiara? Twa miłość gorąca?

I kiedy ja...

MARIANNA

Tę kwestię po cóż pan potrąca?

Wszakże sam mnie pan prosto i szczerze nakłania,

Bym przyjęła ojcowski wyrok bez wahania;

Ja zaś oznajmiam panu, iż ceniąc twe słowa,

Iść za twoją wskazówką dziś jestem gotowa.

WALERY

Nie chciej pani udawać naiwności świętej!

Wybór pani w tej mierze dawno był powzięty

I dziś chwytasz skwapliwie za pozór najlżejszy,

Mniemając, iż to winę zdrady twej umniejszy.

MARIANNA

Ma pan słuszność.

WALERY

Stąd wnosić godzi się najprościej,

Żeś nigdy w sercu szczerej nie czuła miłości.

MARIANNA

Wolno panu obwiniać mnie o wszystkie zbrodnie.

 

WALERY

Tak, wolno! Lecz me serce, zdradzone niegodnie,

Może zdoła wyprzedzić cię w zmienności twojej

I wiem, dokąd me czucia zanieść mi przystoi.

MARIANNA

Och, nie wątpię ni chwili, że każdej kobiety

Serce zalety pańskie...

WALERY

Zostawmy zalety;

Mam ich zbyt mało, skorom przez ciebie wzgardzony,

Lecz ufam, iż nagrody doznam z innej strony,

I wiem kto, zbywszy dawnych mych ogniów z pamięci,

Zgodzi się bez wahania wysłuchać mych chęci.

MARIANNA

Strata to niezbyt ciężka i losu przemiana,

Bardzo łatwo się w radość obróci dla pana.

WALERY

Wierz mi, że wszelkich starań po temu dołożę –

Dumy naszej bezkarnie nikt zdeptać nie może:

Gdyby sercu zapomnieć nawet było trudno,

Winno na obojętność zdobyć się obłudną,

Bo tej hańby sam sobie człowiek nie przebaczy

By kochać tę, co sama kochać nas nie raczy.

MARIANNA

Tak wzniośle czuć potrafi jedynie mężczyzna.

WALERY

Tak jest, tak czuć się godzi – to każdy mi przyzna.

Jak to? Sądziłaś pani więc, że moje serce,

Wiecznie nieukojone w miłosnej rozterce,

Ścierpi, że ty z kim innym zażywasz słodyczy

I że nikt mu pociechy w zamian nie użyczy?

MARIANNA

Przeciwnie – twym zamiarem cieszę się niemało

I chciałabym doprawdy, by już się tak stało.

WALERY

Chciałabyś pani?

MARIANNA

Tak jest.

WALERY

Na tym poprzestanę:

Chęci pani bezzwłocznie będą wysłuchane.

zwraca się do wyjścia

MARIANNA

I owszem.

WALERY

wracając

Lecz przynajmniej niech pani pamięta,

Że to jest twoja wola, zawsze dla mnie święta!

MARIANNA

Tak jest.

WALERY

wracając znowu

I że w zamiarze powziętym w tym względzie

Idę za twym przykładem.

MARIANNA

Niechaj i tak będzie!

WALERY

odchodząc

Będziesz zaspokojoną pani należycie.

MARIANNA

Tym lepiej.

WALERY

jeszcze wracając

Żegnam zatem – i na całe życie.

MARIANNA

Dobrze.

WALERY

odchodzi; kiedy jest przy drzwiach odwraca się

Co?

MARIANNA

Co?

WALERY

Myślałem, że pani wołała.

MARIANNA

Ja? Śniło się coś panu.

WALERY

Zatem rzecz się stała.

Żegnam cię, pani.

oddala się z wolna

MARIANNA

Żegnam pana.

DORYNA

do MARIANNY

A ja wnoszę,

Żeście oboje rozum stracili po trosze;

Zostawiłam umyślnie tę parę narwańców,

By ujrzeć, co wyniknie z wszystkich waszych tańców.

Hola, panie Walery!

zatrzymuje WALEREGO za rękę

WALERY

udając, że się opiera

Czego chcesz ode mnie?

DORYNA

Wróć się pan!

WALERY

Nie, nie, zwlekać z tym dłużej daremnie...

Pozwól mi iść, niech spełnię ściśle jej rozkazy!

DORYNA

Czekaj!

WALERY

Nie, po cóż mękę przechodzić dwa razy?

DORYNA

Ech!

MARIANNA

na stronie

Widok mój mu sprawia przykrość najwyraźniej –

Usunę mu się z oczu, skoro go to drażni.

DORYNA

puszczając WALEREGO i biegnąc za MARIANNĄ

Teraz ta! Gdzie znów lecisz?

MARIANNA

Zostaw!

WALERY

Ależ przecie...

MARIANNA

Nie, puść mnie, nie zostanę tutaj za nic w świecie!

WALERY

na stronie

Jawny wstręt okazuje mi na każdym kroku,

Lepiej więc będzie, jeśli zejdę jej z widoku.

DORYNA

puszczając MARIANNĘ i biegnąc za WALERYM

Jeszcze! A cóż u licha! Znów zaczęli swoje!

Skończcież już raz te figle, chodźcie tu oboje!

WALERY

do DORYNY

Ale dokąd ty zmierzasz?

MARIANNA

Ależ w jakim celu?...

DORYNA

O celu pomówimy sobie po weselu.

do WALEREGO

Tyle zamętu robić! Czy pan źle ma w głowie?

WALERY

Nie słyszałaś, co rzekła mi, słowo po słowie?

DORYNA

do MARIANNY

A panna, czyś szalona wszczynać takie kłótnie?

MARIANNA

Nie widziałaś, jak ze mną obszedł się okrutnie?

DORYNA

Obojeście głuptasy!

do WALEREGO

Jej serduszka bicie

Zawsze jest tobie wierne – przysięgam na życie.

do MARIANNY

On ciebie jedną kocha i pragnie jedynie

Zostać twoim małżonkiem – niebo świadkiem czynię.

MARIANNA

do WALEREGO

Czemuż więc sam doradza mi pan uczuć zdradę?

WALERY

do MARIANNY

Czemuż pani w tym względzie pytała o radę?

DORYNA

Wariaciście oboje! Ot, patrzą i stoją.

do WALEREGO

Chodź pan!

WALERY

dając rękę DORYNIE

Po cóż ta ręka?

DORYNA

do MARIANNY

Dawaj panna swoją!

MARIANNA

również podając rękę

Do czegóż to ma zmierzać?

DORYNA

No, dalej! Parami!

Wy się więcej kochacie, niż myślicie sami.

WALERY i MARIANNA trzymają się przez jakiś czas za ręce, nie patrząc na siebie.

WALERY

zwracając się ku MARIANNIE

Niechże więc pani wreszcie już główką nie kręci

I popatrzy mi w oczy, ot tak, bez niechęci!

MARIANNA obraca się ku WALEREMU z uśmiechem.

WALERY

do MARIANNY

Nie! Czyż nie miałbym prawa czuć żalu do pani?

Czyż nie było z twej strony zabawką złośliwą

Mówić rzecz, co mnie zranić musiała tak żywo?

MARIANNA

A ty? Czyliż być może niewdzięczność czarniejsza?

DORYNA

Na później już te kłótnie, teraz o to mniejsza –

Myślmy lepiej, jak ojca upór srogi skruszyć!

MARIANNA

Mów więc, jakie sprężyny trzeba nam poruszyć?

DORYNA

By się obronić, musim użyć wszelkiej sztuki.

do MARIANNY

Ojcu w głowie się troi!

do WALEREGO

To są banialuki!

do MARIANNY

Jednak sądzę, że lepiej będzie z twojej strony,

Gdy się pozornie zgodzisz na plan ułożony,

Abyś mogła w potrzebie przez różne wykręty

Odwlekać zamiar w sercu ojcowskim poczęty.

Byle zyskać na czasie, na wszystko jest rada:

To więc chorobę jakąś udać ci wypada,

Co, nagle spadłszy, stanie się przyczyną zwłoki,

To złych wróżb prześladować cię będą wyroki –

Przyśni ci się nieboszczyk lub inne widziadło

We śnie ci się ukaże, stłucze się zwierciadło –

Wreszcie, takie czy inne wyszukasz powody

Ślub odbyć się nie może bez twojej nań zgody.

Lecz dla naszego celu lepiej będzie może,

By was nie widywano tu razem w tej porze.

do WALEREGO

Pan zbierz co masz przyjaciół i przez nich tymczasem

Swoich praw się domagaj z największym hałasem!

My użyjem Damisa, a również po trosze

Podbijemy bębenka i pani macosze.

Bądź pan zdrów!

WALERY

do MARIANNY

Chociaż działać przysięgam najszczerzej,

Ma największa nadzieja w tobie samej leży.

MARIANNA

do WALEREGO

Nie wiem, czy wolę ojca me chęci rozbroją,

Lecz przysięgam niczyją nie być, tylko twoją.

WALERY

Ileż szczęścia! Ty również chciej nie wątpić o tem... –

DORYNA

Boże, ci kochankowie z swym wiecznym szczebiotem!

Idźże pan już, powiadam!

WALERY

odchodzi i znów powraca

Ale...

DORYNA

Jeszcze długo?

Ruszajże pan w tę stronę, a panna tam, w drugą!

Akt trzeci

Scena I

DAMIS , DORYNA

DAMIS

Niechaj piorun na miejscu przetnie moje losy,

Niechaj mą głowę hańbą okryją niebiosy,

Jeśli dzisiaj, na żadne już nie bacząc względy,

Nie wezmę się na dobre do tego przybłędy!

DORYNA

Przez litość, niechże się pan trochę uspokoi!

Wszakże ojciec o chęci tylko mówił swojej –

Do czynu stąd daleko i nieraz już prysły

Najgorętsze pragnienia ludzkie i zamysły.

DAMIS

Nie, przysięgam nie cofnąć się dzisiaj przed niczem,

Aby już raz gruntownie skończyć z tym paniczem.

DORYNA

Tylko nie naglić zbytnio! Chciej mi wierzyć, proszę,

Że lepiej pozostawić rzecz pani macosze.

Ona ma wpływ na niego we wszystkim, co powie;

Jej stara się przymilić i myślę, że kto wie,

Czy coś więcej nie kryje ta słodycz układna.

Dałby Bóg, by tak było! Rzecz byłaby ładna!

Słowem, pani ma widzieć się z nim w sprawie twojej:

Chce zbadać, czy cię słusznie wieść ta niepokoi

Przeniknąć jego chęci i dać do poznania,

Iż sam prosty rozsądek upierać się wzbrania

Przy planie, co z oporem spotka się gorącym.

On teraz przy pacierzu; mówiłam z służącym,

Bo z nim samym nie mogłam, lecz rychło tu stanie.

Oddal się więc, by owo ułatwić spotkanie!

DAMIS

Wszak może się i przy mnie odbyć ta rozmowa.

DORYNA

Nie, muszą zostać sami.

DAMIS

Nie rzeknę ni słowa.

DORYNA

Żartuje pan: wszak jednym zwykłym swym wybuchem

Gotów byś całą sprawę zepsuć nam z tym zuchem.

Idź już!

DAMIS

Nie! Nazbyt blisko sprawa ta dotyka...

DORYNA

Ach, jaki pan nieznośny! Idzie... Niech pan zmyka!

DAMIS chowa się w przyległym gabinecie w głębi.

Scena II

TARTUFFE , DORYNA

TARTUFFE

TARTUFFE, spostrzegłszy DORYNĘ, mówi głośno do służącego za sceną

Wawrzyńcze, skończ pacierze, potem pod obrazem

Złóż moją dyscyplinę z włosiennicą razem!

Odwiedzającym powiedz, że chęci ich próżne,

Bo idę między więźniów rozdzielać jałmużnę.

DORYNA

na stronie

Ileż w tym komedianctwa i szpetnej obłudy!

TARTUFFE

 

Czego chcesz?

DORYNA

Chciałam panu...

TARTUFFE

wyjmując chustkę z kieszeni

Proszę panny wprzódy,

By wzięła tę chusteczkę, nim się zwróci do mnie.

DORYNA

A na co?

TARTUFFE

Pierś przysłonić, co sterczy nieskromnie;

Duszy spokój widokiem takim zmącić można

I w ten sposób najłacniej myśl przychodzi zdrożna.

DORYNA

Ho, ho, coś na zgorszenie pan wrażliwy bardzo

I zmysły pańskie widać pokusą nie gardzą!

Nie wiem, na co tam panu zaraz idzie chętka,

Lecz ja znów do pożądań nie jestem tak prędka,

I choćbyś stał tu nagi od dołu do góry,

Nie skusiłby mnie widok całej pańskiej skóry.

TARTUFFE

Proszę panny hamować języka swawolę,

Lub, jeśli nie przestaniesz, ja stąd odejść wolę.

DORYNA

Nie, nie, to ja usunę się z oczu waćpana,

Powiem tylko w dwóch słowach, z czym jestem przysłana:

Za chwilę tu do sali zejdzie pani nasza

I o rozmowę pana króciuchną uprasza.

TARTUFFE

Och, najchętniej!

DORYNA

na stronie

Złagodniał dziwnie w jednej chwili.

Pewnam jest, że mnie moje przeczucie nie myli.

TARTUFFE

Czy zejdzie tu niebawem?

DORYNA

Słyszę już z daleka

Jej kroki. Do widzenia, niech pan tu zaczeka!

Scena III

ELMIRA , TARTUFFE

TARTUFFE

Niechaj niebo dla ciebie, pani, najłaskawsze,

Zdrowiem ciała i duszy obdarza cię zawsze

I niechaj błogosławieństw tyle ci przysporzy,

Ile ich pragnie dla cię nędzny sługa boży!

ELMIRA

Wdzięcznością mnie przejmują pańskie zbożne chęci,

Lecz siądźmy – chwilę czasu niech mi pan poświęci!

TARTUFFE

siedząc

Jakże się pani czuje po krótkiej niemocy?

ELMIRA

Dziękuję, już wybornie spałam dzisiaj w nocy.

TARTUFFE

Modlitwy moje pewno nie mają tej siły,

Bym mniemał, iż to one cud ten wyprosiły,

Lecz wszystkie jedno mają życzenie na celu:

To jest – oglądać ciebie w zdrowiu i weselu.

ELMIRA

Brałeś pan tę drobnostkę z przejęciem zbyt żywym.

TARTUFFE

O twe zdrowie czyż można być nadto troskliwym?

By je ocalić, moje oddałbym z rozkoszą.

ELMIRA

Chrześcijańskie uczucia zbyt pana unoszą...

Nazbyt pan łaskaw dla mnie, niechaj mi pan wierzy!

TARTUFFE

Mniej czynię, niźli słusznie się pani należy.

ELMIRA

Chcę poufnie przedstawić panu, o co chodzi,

I cieszę się, że tutaj nikt nam nie przeszkodzi.

TARTUFFE

I jam również szczęśliwy, że choć chwilę małą

W słodkim sam na sam z panią zyskać się udało.

Z dawna o nią błagałem niebiosów, wszelako

Próżnom się dotąd modlił o sposobność taką.

ELMIRA

Liczę, że w tej rozmowie szczerze, jak na dłoni,

Całe swe serce pan mi z ufnością odsłoni.

DAMIS , nie pokazując się, uchyla drzwi od gabinetu, w którym się ukrył, aby słyszeć rozmowę.

TARTUFFE

Ja również w tym pragnienie kładę najgorętsze,

By otworzyć przed panią duszy moje wnętrze,

Przysiąc ci, że jeślim krzywym patrzał okiem

Na tłum gości znęconych tu twoim urokiem,

To powód nie tkwił w chęci dla cię nieżyczliwej,

Lecz raczej przychylności płomień nazbyt żywy,

Z czystych uczuć zrodzony...

ELMIRA

I ja też zarówno

Wierzę, iż me zbawienie troską pana główną.

TARTUFFE

biorąc ELMIRĘ za rękę i ściskając jej palce

O, tak, pani, i gdyby mi wolno wyraźniej...

ELMIRA

Aj, zanadto pan ściska!

TARTUFFE

To z szczerej przyjaźni.

Czyż nie wiesz, twe cierpienie jaką dla mnie męką,

I raczej bym już wolał...

kładzie rękę na kolanach ELMIRY

ELMIRA

Co pan tu z tą ręką?...

TARTUFFE

Jaka miękka materia tej sukni!

ELMIRA

O, proszę,

Niechże mnie pan zostawi, łaskotek nie znoszę!

ELMIRA cofa się z fotelem, TARTUFFE przysuwa się

TARTUFFE

bawiąc się jej chusteczką

Mój Boże! tych koronek jakiż to haft przedni!

Postęp dzisiaj w tych rzeczach widzim niepośledni,

Wszędzie napotkać można tak cudne wyroby...

ELMIRA

To prawda. Ale wróćmy do pańskiej osoby!

Wszyscy mówią, że mąż mój dawne plany zrywa

I panu chce dać córkę. Czy to wieść prawdziwa?

TARTUFFE

Tak; wspomniał mi, że rad by widział to zamęście,

Lecz, mówiąc szczerze, nie w nim kładę swoje szczęście,

I w innej zgoła stronie serce moje życzy

Znaleźć schronienie pełne wszelakiej słodyczy.

ELMIRA

Doczesnej szczęśliwości nie ścigasz obrazu.

TARTUFFE

Jednak i w moich piersiach serce nie jest z głazu.

ELMIRA

Mniemam, iż chęci jego idą niebios drogą,

Z której świata pokusy zwrócić cię nie mogą.

TARTUFFE

Miłość, co do wieczystych piękności nas wabi,

Nie znaczy, byśmy ziemskie odczuwali słabiej,

I łatwo w piersiach naszych pragnienie się budzi

Cudnych dzieł, które niebo stworzyło dla ludzi.

Niebios to blaski w oczach pięknych istot płoną,

Lecz najcudniej w twym wdzięku odbija się ono:

Ono w oblicze twoje tchnęło zdrój piękności,

Na której widok zachwyt w sercu naszym gości

I ilekroć na tobie spoczęło me oko,

Podziw czułem dla Stwórcy i wdzięczność głęboką,

A z nią najtkliwsza miłość budziła się razem

Dla tej, co najpiękniejszym jest jego obrazem,

Zrazum lękał się, zali ten płomień tak żywy

Nie płynie z złego ducha pokusy zdradliwej –

Chciałem unikać ciebie, w niepewności srogiej

Widząc w tobie przeszkodę do zbawienia drogi;

Lecz gdy przejrzałem wreszcie, piękności czarowna,

Iż nie jest zbrodnią tkliwość moja niewymowna,

Iż, słuchając jej, z wstydem nie stawam w rozterce,

Odtąd na głos tak słodki otwarłem me serce.

Wyznaje, iż to śmiałość jest nad wszelką miarę

Ważyć się z serca swego składać ci ofiarę,

Lecz czyniąc to, jedyniem dobroci twej pomny,

A nie własnej zasługi, lichej i ułomnej.

W tobie moja nadzieja, dobro, spokój leży,

Od ciebie me zbawienie lub rozpacz zależy;

Rzeknij słowo, a sługa twój ze snu się zbudzi

Najnędzniejszym albo też najszczęśliwszym z ludzi!

ELMIRA

Oświadczenie w istocie pochlebne niemało,

Lecz nieco dziwnym mi się zarazem wydało.

Nad twym sercem przystało ci większą mieć władzę

I zamiar taki poddać ściślejszej rozwadze.

Człowiek jak pan nabożny, który życiem całem...

TARTUFFE

Będąc nabożnym, czyż być człowiekiem przestałem?

I czyż w sercu olśnionym przez boskie uroki

Mogłem z zimną rozwagą ważyć moje kroki?

Wiem, że z ust mych ta mowa zdumienie wywoła

W tobie, pani, lecz czyliż masz mnie za anioła?

Toż, jeżeli jak zbrodzień dziś przed tobą stoję,

Nie mnie potępiaj, pani, lecz powaby swoje!

Odkąd ich moc poznałem iście nadzmysłową.

W tobie ma dusza swoją uczuła królową,

I spojrzeń twoich boskich czary niezwalczone

Wszelką w mym biednym sercu zniszczyły obronę,

Przezwyciężyły wszystko: posty, łzy i modły

I wszystkie me pragnienia ku tobie uwiodły.

Oczy moje wyznały ci je tysiąc razy,

Niechże je dziś uświęcą me własne wyrazy!

Jeśli z ust twoich wyrok dziś spłynie łagodny

Na poddańczą ofiarę mej chęci niegodnej,

Jeśli w twym dumnym sercu pragnienie zagości,

By zniżyć twą wspaniałość do mojej nicości,

Będę miał zawsze dla cię, o cudzie niewieści,

Tyle czci, ile ludzkie serce jej pomieści.

Honor twój na szwank żaden nie jest narażony,

Niczego mu nie trzeba lękać się z mej strony:

Owi dam ulubieńcy, ci dworscy pankowie,

Zarówno głośni w czynach, jak próżni w wymowie,

Z lubością wszędzie chełpią się swoją zdobyczą,

Każdą łaskę rozgłosem świata okryć życzą

I język niegodziwy zdradziecko im każe

Własnego uwielbienia bezcześcić ołtarze –

Lecz z ludźmi, co się muszą kryć z miłością swoją,

Kobiety żadnej zgoła zdrady się nie boją;

Troska, z jaką strzeżemy własnej dobrej sławy,

Zwalnia uwielbień przedmiot od wszelkiej obawy

I pozwala zażywać w spokojności błogiej

Miłości bez zgorszenia, rozkoszy bez trwogi.

ELMIRA

Słucham pana i widzę, że pańska wymowa

Umie stroić swe chęci w dość wyraźne słowa,

Lecz czyli pan pomyślał, co wówczas się stanie,

Gdy powtórzę mężowi to czułe wyznanie,

I czy on ostrzeżony w tak nagłej potrzebie

Nie zmniejszy tej przyjaźni, jaką ma dla ciebie?

TARTUFFE

Nazbyt wiele słodyczy w twoim sercu gości,

Byś nie miała przebaczyć mej płochej śmiałości.

Uczuć moich gwałtowność gdy serce twe rani,

Na karb słabości ludzkiej chciej ją złożyć, pani,

I zrozumiej, spojrzawszy na boską swą postać,

Iż trudno człowiekowi na nią ślepym zostać.

ELMIRA

Kto inny może srożej wziąłby sprawę ową,

Lecz ja nie chcę okazać się nazbyt surową.

Obwiniać cię przed mężem nie mam zbytniej chęci,

Ale i pan mi w zamian coś za to poświęci:

Żądam, byś się pan starał swym poparciem szczerym

Przyspieszyć rychło związek Marianny z Walerym

I porzucił na zawsze niegodne zamiary,

Co próbują kraść szczęście kochającej pary.

Zaś...