Ślub w Atenach

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Michelle Smart
Ślub w Atenach

Tłumaczenie:

Małgorzata Świątek

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Christian Markos wychylił ostatni łyk szampana i ponownie napełnił kieliszek. Spodziewał się, że dzień może być ciężki, lecz nie wyobrażał sobie, że będzie aż tak wyczerpujący.

Stał przy boku najbliższego przyjaciela w najszczęśliwszym dniu jego życia i myślał tylko o tym, jak bardzo zawiódł jego zaufanie. Podczas gdy Rocco Mondelli wypowiadał swoją część przysięgi, Christian musiał użyć całej siły woli, by nie spoglądać w stronę Alessandry.

Alessandra Mondelli – młodsza siostrzyczka Rocca, która wyrosła na olśniewająco piękną kobietę. Jedyna kobieta na świecie, o której nie wolno mu nawet myśleć. W długiej jedwabnej fioletowej sukni bez rękawów, z błyszczącymi ciemnokasztanowymi włosami upiętymi w ciasny kok. W jego oczach pierwsza druhna przyćmiła urodą inne kobiety; w tym pannę młodą, słynną supermodelkę.

Gdy spotkał Alessandrę sześć tygodni temu, była w krótkiej sukience z kremowej koronki, wyszywanej czarnymi koralikami, a na nogach miała czarne szpilki na niebotycznie wysokim obcasie. Poruszała się piekielnie seksownie, kołysząc biodrami przy każdym kroku. Ale gdy ją widział ostatni raz w jej mieszkaniu, była naga pod kołdrą.

Wesele przeniosło się z pięknego ogrodu nad jeziorem Como do sali balowej willi Mondellich. Po wystawnym obiedzie Christian, jako świadek pana młodego, wygłosił przemowę. Wywołał nią salwy śmiechu, zwłaszcza u Stefana i Zayeda. Przyjaciele podmienili tekst, który napisał, na bardziej pikantną wersję i mieli z tego mnóstwo radości.

Po wszystkim powinien się poczuć zrelaksowany – w końcu wykonał swoje zadanie. Niestety, nerwy nadal miał napięte jak postronki. Zauważył, że śliczna amerykańska gwiazdka filmowa co chwila spogląda w jego kierunku. Jeszcze sześć tygodni temu w mgnieniu oka znalazłby się przy niej. A jeśli nie przy niej, to przy jednej z pozostałych wspaniałych kobiet obecnych na tym gwiazdorskim przyjęciu, nazwanym już przez prasę „ślubem stulecia”. Aktorki, fotomodelki, wokalistki…

Dziś żadna z nich nie wydawała mu się kusząca. Z wyjątkiem jednej. Tej zakazanej. Jak mógł pozwolić, by sprawy wymknęły się spod kontroli? Dotąd przeskakiwał z łóżka do łóżka, lecz nigdy nie tracił nad sobą panowania. Aż w końcu stracił głowę – z Alessandrą.

Całą winę ponosił on sam. Alessandra była bezbronna. Choć próbowała to ukryć, widział, że była w rozsypce, w żałobie po świeżej stracie dziadka, który wychowywał ją od wczesnego dzieciństwa.

Christian wstąpił do biura Domu Mondellich, słynnego w Europie domu mody, w drodze powrotnej z Hongkongu. Planował wyciągnąć Rocca na całonocne imprezowanie, miał też nadzieję na spędzenie wspólnego weekendu na jachcie włoskiego przyjaciela. Ale Rocco był w Nowym Jorku, a on wpadł na Alessandrę… W normalnych okolicznościach wymówiłby się czymś i wrócił swoim jetem do Aten. Zobaczył jednak desperację w jej pięknych oczach barwy ciemnego miodu…

Gdy wychodzili wieczorem, ostatnią rzeczą, której się spodziewał, było, że wylądują w łóżku.

Kobiety przychodziły i odchodziły, to było normą w jego życiu. Ale Alessandra była siostrą Rocca, co oznaczało, że nie mógł pozwolić sobie na takie podejście. Męczyło go poczucie winy. Co prawda, to Alessandra zapoczątkowała pocałunek, ale winę za ciąg dalszy ponosił już on. Powinien być silniejszy.

Przez ostatnie sześć tygodni bardzo się starał o niej nie myśleć. Chciał czuć się pewnie w jej obecności na weselu przyjaciela. Jednak jedno spojrzenie na nią i wyrzuty sumienia powróciły. Wymienili kilka zdawkowych słów. Przed nimi był jednak jeszcze wspólny taniec. Niezależnie, czy tego chciał czy nie, będzie musiał jeszcze raz trzymać ją w ramionach.

Dokładnie w momencie, gdy zespół rozpoczął przygrywkę, Stefan nachylił się do niego i zaczął coś opowiadać.

Christian dostrzegł Olivię przyciskającą ucho do ust Rocca. Ten gest przypomniał mu kolację sprzed sześciu tygodni i sposób, w jaki Alessandra oparła się o niego, by poprzez gwar restauracji usłyszeć, o czym mówił. Serce mu mocniej zabiło, bo wróciło wspomnienie wrażenia, jakie na nim wywarł zapach jej perfum.

Kątem oka dostrzegł Alessandrę rozmawiającą z fotografem. Zapewne dawała mu wskazówki. Panna Mondelli była jednym z najbardziej znanych fotografów mody na świecie. Niezwykłe osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że miała tylko dwadzieścia pięć lat. Doszła do tego własną pracą. Tak jak on, wyrobiła sobie nazwisko bez pomocy innych.

Stefan mówił coś na temat charytatywnej fundacji, którą przyjaciele utworzyli kilka lat wcześniej.

Włoch Rocco Mondelli, Sycylijczyk Stefan Bianco, książę pustyni Zayed Al Afzal i Grek Christian Markos żywo angażowali się w prowadzenie fundacji i zbiórkę pieniędzy. Poznali się podczas pierwszego tygodnia studiów na Uniwersytecie Columbia i błyskawicznie zrodziła się między nimi przyjaźń. Nazwali się Czwórką z Columbii.

Kilka lat później, gdy stało się jasne, że wszyscy zmierzają ku liście najbogatszych według Forbesa, stworzyli organizację charytatywną. Christian był bardzo dumny z działalności fundacji, pomagającej dzieciom z ubogich rodzin w zdobywaniu wykształcenia. To było nowe i fajne uczucie: robili we czterech coś, co tym razem nie pociągało za sobą picia i uprawiania seksu z dużą liczbą pięknych kobiet. Wszyscy czterej wierzyli, że łącząca ich więź jest nienaruszalna.

Ale nawet najsilniejsza więź może zostać zniszczona.

Odpowiedział Stefanowi w tak niekonkretny i zawiły sposób, że sam siebie nie zrozumiał. Na szczęście uwagę Stefana odciągnął zespół wygrywający pierwsze akordy utworu. Nowo poślubieni, w asyście głośnych oklasków, wyszli na parkiet.

Wzrok Christiana znów powędrował ku Alessandrze. Patrzyła na niego.

Potężne klepnięcie w ramię ściągnęło go na ziemię.

– Czas ruszyć na parkiet – powiedział Zayed, przysiadając obok na pustym krześle.

Miał z nią tańczyć. Świadek i główna druhna. Olivia – panna młoda – bardzo na to nalegała.

Cóż, trzeba się z tym zmierzyć. Niepewnie podszedł do Alessandry. I znów serce mu zabiło, napłynęły wspomnienia. To przez jej zapach. Pamiętał te perfumy. Na plecach miała duży dekolt, niepozostawiający mu innej opcji jak bezpośredni kontakt z jej jedwabistą skórą. Względnie mógł jeszcze położyć dłoń na jej pośladkach. Ręka powędrowała sztywno na nagie plecy, ledwo ich dotykając. Zapach działał na zmysły. W dodatku wcześniej zduszone dziwne wzruszenie, które poczuł, gdy ujrzał ją podchodzącą do ołtarza, wróciło z nową siłą. Z rosnącą frustracją wyczekiwał końca tańca.

Pomyśl o Roccu, nakazał sobie. Rocco napotkał jego wzrok, skinął mu głową i pocałował pannę młodą. Widok ufnego zachowania przyjaciela podziałał jak wbicie noża w świeżą ranę Christiana. Co powiedziałby Rocco, gdyby się dowiedział, że świadek pozbawił jego siostrę dziewictwa?

Christianowi zazwyczaj wystarczała jedna noc, ale żądza, którą poczuł tamtej nocy z Alessandrą, nadal buzowała w jego żyłach.

W myśli odliczał minuty do końca piosenki i wspólnego tańca. Z miny Alessandry wnosił, że robiła to samo. Gdy utwór się skończył, spojrzała na niego. Była taka piękna: śliczne oczy, zadarty nosek, wystające kości policzkowe, pyszne, soczyste rozchylone usta.

– Christian, chciałam…

Nie dokończyła, gdyż pojawił się Zayed, poklepał ją po ramieniu i konspiracyjnie puścił oko do Christiana.

– Moja kolej, by zatańczyć z piękną panią – powiedział na tyle donośnie, żeby usłyszał to Rocco.

Pan młody obrócił się w ich kierunku i uśmiechnął szeroko. Nie przyszło mu do głowy, że któryś z przyjaciół marzy o robieniu czegoś z jego młodszą siostrą. Zły na siebie Christian cofnął się o krok i zmusił do uśmiechu.

– Jest twoja.

Czekał na typową ripostę Alessandry, że nie jest niczyją własnością, ale jej oczy były skupione tylko na jego twarzy. Zanim odeszła z Zayedem, wydawało mu się, że dostrzegł panikę w jej spojrzeniu.

Chciał uciec od zgiełku bawiących się gości, więc ruszył w stronę baru.

Po wypiciu szklaneczki burbona, rzucił okiem na parkiet. Zobaczył Alessandrę tańczącą ze Stefanem. Wygląda na zadowoloną, pomyślał zaskoczony siłą swej goryczy.

Był jej pierwszym kochankiem.

Kobieta, która została oczerniona i osądzona przez prasę, gdy jako nastolatka wdała się w romans z żonatym mężczyzną, okazała się dziewicą. Zawsze podejrzewał, że było coś więcej w tej historii niż to, co pisano, niemniej odkrycie prawdy było dla niego szokiem.

Niezależnie od wszystkiego, to nie jego sprawa. Alessandra nie jest jego sprawą. Wypił kolejny łyk alkoholu.

Widział jak Stefan szepcze jej coś do ucha i kładzie rękę na jej talii. Niemal zalała go żółć, kiedy usłyszał jej śmiech.

U jego boku pojawił się Zayed.

– Ukrywamy się, kolego?

– Tylko przez moment.

Dołączył do nich Stefan.

– Co pijemy?

– Przyjacielu, daj coś mocniejszego – powiedział Zayed, wskazując na puste kieliszki.

Christian ledwie słuchał. Alessandra już zeszła z parkietu. Rozejrzał się po sali balowej i dostrzegł ją przy stole. Ich spojrzenia się spotkały; po chwili odwrócił się w stronę przyjaciół.

– Który gotów na kolejkę? – Zanim ktokolwiek odpowiedział, pomachał do barmana, by złożyć zamówienie.

Trójka przyjaciół uniosła szklanki, po czym wszyscy razem wykrzyknęli motto, którym kierowali się w życiu: Memento vivere![1], i wychylili swoje porcje.

– Nigdy nie sądziłem, że spotkamy się na weselu jednego z nas – zadumał się Zayed, wycierając usta wierzchem dłoni. – Wciąż nie mogę uwierzyć, że Rocco się ożenił.

 

– Kto by pomyślał, że się zakocha – odpowiedział Stefan w tym samym refleksyjnym tonie.

Christian odchrząknął i przywołał barmana. Kolejna runda.

Nie chciał być cyniczny, ale zastanawiał się, kiedy miłość, która połączyła młodą parę, przeobrazi się w coś szpetnego. Bo właśnie tym skutkuje małżeństwo: zmienia dwoje ludzi, pełnych nadziei i miłości, w zgorzkniałą karykaturę samych siebie.

Dalece bezpieczniejsze było unikanie emocjonalnego uwikłania. Christian sam zarządzał swoimi romansami. Wiedział, że małżeństwo nie jest dla niego.

Zayed obrócił się na stołku i oświadczył:

– Jest tu kilka niezłych sztuk.

Stefan roześmiał się.

– Zauważyłem, że ta modelka puszcza do ciebie oko – powiedział do Christana.

– Myślałem, że jest aktorką.

– Nie, to ta druga.

– Powiem wam, kto bije na głowę te wszystkie kobiety – oznajmił Zayed. – Alessandra.

Christian spojrzał na niego.

– Nawet o tym nie myśl.

Zayed uniósł ręce.

– Tylko mówię.

– Cóż, nie rób tego.

– Człowieku, nigdy bym tego nie zrobił Rocco. Dokąd idziesz? – dodał, kiedy Christian nagle wstał i skierował się do wyjścia.

– Zaczerpnąć świeżego powietrza.

– Wszystko w porządku? – Stefan spojrzał na niego uważnie.

– Miałem pracowity tydzień. Chyba jestem zmęczony. Wypijcie kolejkę, wracam za parę minut.

Zamiast wyjść na zewnątrz, poszedł do toalety i oblał twarz zimną wodą. Był o włos od uderzenia Zayeda. Musi wziąć się w garść.

To była jego wina, jego problem. Nikogo innego…

Po powrocie do sali balowej automatycznie odszukał wzrokiem Alessandrę. Patrzyła w jego kierunku, jakby szósty zmysł podpowiedział jej, gdzie stał. Po chwili odwróciła się.

Stłumiwszy poczucie winy, dołączył z powrotem do przyjaciół. Pili, śmiali się, wygłupiali. Znów był tym samym Christianem, takim jak zawsze, kiedy z nimi przebywał. Co kilka chwil oglądał się jednak za siebie, widział wtedy wpatrzoną w niego Alessandrę. Ich spojrzenia spotykały się na ułamki sekund, po czym wracali do swoich towarzyszy.

Pożegnał się z Zayedem i Stefanem i wyszedł z sali balowej, niezdolny, by nie spojrzeć ostatni raz na Alessandrę. Po raz pierwszy nie pochwyciła jego wzroku. Miał właśnie zamiar wspiąć się po schodach prowadzących do sypialni, gdy usłyszał, że ktoś go woła.

To był Stefan. Podszedł do niego i go uściskał.

– Igrasz z ogniem, przyjacielu – szepnął mu do ucha.

– Nie wiem, o czym mówisz.

– Na pewno wiesz. – Odsunął się trochę i lekko poklepał Christiana w oba policzki. – Musisz to zakończyć. Teraz.

Christian poczuł się niezręcznie. Nie mógł okłamać przyjaciela.

– To było skończone, zanim się zaczęło.

– Dobrze. Tak trzymaj. Dla dobra nas wszystkich.

Alessandra odetchnęła głęboko i zapukała do drzwi. Impreza wciąż trwała w najlepsze. Biesiadnicy byli prawie wszędzie, ale szczęśliwie w tym skrzydle willi było pusto. Christian musiał być u siebie. Potwierdzało to przyćmione światło sączące się spod drzwi. Czekała kilka chwil, zanim znów zapukała, tym razem głośniej.

Wiedziała, że nie jest dla niego nikim specjalnym; ot, kolejna zdobycz w bogatej kolekcji podrywacza. Christian Markos znaczył szlak złamanych serc od Hongkongu do Londynu. Niektóre historie zostały sprzedane tabloidom: opowieści kobiet, które, zanim zostały porzucone, przeżyły z nim gorące noce. Niektóre mówiły o tym z goryczą. Większość wspominała z tęsknotą i chciała, aby łamał im serca od nowa.

Minęły wieki, zanim drzwi się otworzyły. Miał na sobie tylko dżinsy.

– Co tu robisz? – zapytał zdziwiony, rozglądając się po korytarzu.

– Muszę z tobą porozmawiać. Mogę wejść?

– To nie jest dobry pomysł.

– To ważne.

Przesunął się obok niej, jeszcze raz omiótł spojrzeniem korytarz i szybko zamknął za nimi drzwi.

Pokój był schludny; smoking wisiał na drzwiach szafy, na nocnym stoliku, obok w połowie pustej butelki burbona leżały tabletki.

– Jesteś pijany? – zapytała.

Przy tej rozmowie powinien być trzeźwy.

– Nie. – Podszedł do okna i zasunął ciężkie zasłony.

– Dzisiaj było fajnie – rzekła, siadając ostrożnie na rogu krzesła. Miała wielką ochotę napić się tego burbona. Łatwiej by jej było uporać się z tym, co musiała zrobić. – Rocco i Liv wyglądali na naprawdę szczęśliwych.

Christian oparł się o ścianę i skrzyżował ręce na szerokiej piersi. Lata wiosłowania i biegów wyszlifowały jego ciało, był silny i wysportowany, wyglądał świetnie. Poczuła chęć, by popędzić w jego ramiona i znaleźć pocieszenie w silnym objęciu.

– O czym chcesz rozmawiać? – zapytał, sprowadzając ją do teraźniejszości. Mimo że nie był nieprzyjazny, dało się wyczuć, że rozmawia z nią niechętnie.

Jego żal i wstręt do siebie były takie widoczne… Serce waliło jej jak oszalałe, żołądek skręcał się z nerwów. To wszystko było jej winą.

– Jestem w ciąży.

ROZDZIAŁ DRUGI

Po tym oświadczeniu nastała cisza. Christian gwałtownie wciągał i wypuszczał powietrze, jakby otrzymał cios w brzuch.

Tym bez wątpienia jest dla niego ta nowina, pomyślała smutno.

Prawie całe życie starała się zachowywać racjonalnie i powściągliwie. Najtrudniej było dwa miesiące temu, na pogrzebie dziadka. Paparazzi byli wszędzie. Gdy wchodziła do kościoła, miała ciemne okulary, nie chcąc dać im okazji do jakiegoś sensacyjnego ujęcia, na co cały czas czyhali. Nawet gdy Sandro, jej ojciec alkoholik, przyszedł pijany i zrobił scenę, zachowała spokój. To Christian i Zayed podeszli do niego i wyprowadzili na zewnątrz.

Christian, osłupiały, usiadł ciężko na brzegu łóżka, trzymając się za głowę.

– Proszę, powiedz coś – błagała. Zapiekły ją oczy, zamrugała gwałtownie. Nieważne, co się wydarzy w ciągu najbliższych minut, nie będzie płakać.

Utkwił w niej niebieskie oczy.

– Jak długo wiesz?

– Jakiś czas, ale test zrobiłam kilka dni temu. Zrobiłam trzy w nadziei, że to pomyłka. – Roześmiała się. Zabrzmiało to głucho.

– Byłaś u lekarza?

– Jeszcze nie. – Przygryzła dolną wargę.

Zajęło jej prawie dwa tygodnie, by sobie uzmysłowić, że brak okresu może coś znaczyć, a kolejne dwa – by zebrać się w sobie i przekroczyć próg apteki. Nigdy nie przypuszczała, że będzie matką. Macierzyństwo szło w parze ze związkiem, a ona w takie rzeczy nie wierzyła.

– Ale jesteś pewna?

– Tak.

Gdy w końcu dotarła do niej prawda o jej stanie, zebrała się w sobie. Wewnątrz niej, w samym sercu jej kobiecości, rosło maleńkie życie. Niezależnie od wyniku rozmowy z Christianem nic już nie zmieni faktu, że życie tego dziecka było częścią niej. Zaczęła odczuwać nowe, dotychczas nieznane emocje. Co prawda były to dopiero początki ciąży, ale już kochała tego małego obcego, który rozwijał się w niej. Wiedziała, że zrobi wszystko, by chronić swoje dziecko. Wszystko.

W pokoju słychać było tylko oddech Christiana. Jego twarz, nazywana jedną z najprzystojniejszych twarzy w Europie, teraz wyglądała tak pusto.

– Przepraszam.

Ściągnął brwi.

– Za co?

– Zawaliłam. – Zmusiła się, by spojrzeć mu prosto w oczy. – Nie wzięłam prawidłowo pigułki.

– I nie pomyślałaś, by mi o tym powiedzieć?

– Nie zdawałam sobie sprawy z niebezpieczeństwa.

– Jak to, nie zdawałaś sobie sprawy? Przecież to podstawy! – Zaklął pod nosem.

– Brałam pigułki, ponieważ moje okresy były bolesne, a nie dla antykoncepcji.

– Powinnaś była mi powiedzieć. Gdybym wiedział, że nie przyjmujesz ich regularnie, użyłbym prezerwatywy.

– Przykro mi, naprawdę.

Kostki na jego zaciśniętych pięściach zbielały. Widziała, że jest bliski wrzenia.

– Nie mogę obwiniać tylko ciebie – wydusił w końcu. – Ja też tam byłem. Powinienem był użyć prezerwatywy, jak to zwykle robię.

Przymknęła oczy, odsuwając myśli o nim i innych kobietach.

– Christian… Nie mogę zostać z tym sama. Potrzebuję twojego wsparcia. Nie finansowego, ale tak w ogóle…

Gdyby chodziło tylko o pieniądze, poradziłaby sobie. Miała mieszkanie, jej kariera rozkwitała.

Otworzyła oczy i spojrzała na jego wciąż oszołomioną twarz.

– Zdaję sobie sprawę, że mam przewagę, bo wiem o tym już od jakiegoś czasu. Ale muszę mieć twoje słowo honoru, że będziesz w pobliżu, dla mnie i naszego dziecka.

Nie, żeby mogła mu zaufać. Był mężczyzną. Mężczyźni zawsze łamali obietnice. Tak czy inaczej, musiała spróbować pokładać w nim trochę wiary. Był ojcem jej dziecka.

Jej własny ojciec był najgorszym kłamcą spośród wszystkich mężczyzn. Okłamał matkę na łożu śmierci, obiecując, że zaopiekuje się dziećmi i że nigdy ich nie zostawi. To było jego największe kłamstwo.

Jedynymi mężczyznami, którym ufała, byli jej brat i dziadek. Dopiero będąc w żałobie, dowiedziała się, że dziadek również miał swoje mroczne tajemnice. Gdyby nie to, nigdy nie poszłaby do łóżka z Christianem. Wpadła na niego w siedzibie Domu Mody Mondellich, tuż po tym, jak spotkała się z dyrektorem artystycznym w sprawie zdjęć do nowej kampanii. Christian chciał wyciągnąć gdzieś jej brata, ale Rocco bawił właśnie w Nowym Jorku.

Ona starała się poradzić sobie z żalem, ale nie miała pojęcia, jak to zrobić. Nigdy nie czuła tak przeszywającego bólu. Christian przedstawiał wtedy doskonałą okazję, by zapomnieć o cierpieniu, choćby na jeden wieczór. Rozmawiała więc z nim tak, by zaproponował jej wyjście. Mimo to ani przez sekundę nie wyobrażała sobie pójścia z nim do łóżka. Tymczasem to właśnie zrobiła. A teraz musi ponieść konsekwencje.

Tak samo jak Christian.

Chciała, żeby coś powiedział. Zastygł w bezruchu, ale widać było, że myśli gorączkowo.

– Gdy rozejdzie się wiadomość o ciąży, prasa nie da nam spokoju. Przeżyłam już jeden skandal. Nie mogę sama przechodzić przez to jeszcze raz. Po prostu nie mogę.

Na samą myśl bolał ją żołądek. Wyraźnie pamiętała te straszne dni, kiedy paparazzi oblegali willę. W całym swoim życiu nie była tak przerażona i samotna.

– Muszę wiedzieć, że mogę mieć w tobie wsparcie.

Dławienie w gardle wzrosło, więc chwycił burbona i szklankę. Spojrzał pytająco. Pokręciła głową.

– Oczywiście, że nie. Jesteś w ciąży – mruknął, biorąc duży łyk. Wstał i podszedł do okna, wyglądając przez zasłonę.

– Czy będziesz mnie wspierał? – naciskała.

Musiała wiedzieć, dla własnego spokoju. Gdyby odmówił… nie miałaby pojęcia co zrobić.

– Czy wesprzesz nasze dziecko i będziesz jego ojcem?

Christian milczał. Dzwonienie w uszach, powstałe w momencie oświadczenia Alessandry, ustąpiło. Patrzył na jej nadal płaski brzuch, bez najmniejszego śladu, że jest w nim malutkie życie. Życie, które stworzyli razem.

Jego dziecko. Będzie ojcem.

Pomyślał o swoim ojcu. Nie miał wspomnień, żadnych skojarzeń. Niczego. Nawet fotografii. Matka wszystkie spaliła.

Jeśli czegoś był pewien, to tego, że nie chciałby, aby jego dziecko dorastało bez ojca. Od kiedy pamiętał, byli tylko we dwoje: on i matka. Kobieta przepełniona goryczą. Ojciec odwrócił się od nich obojga, przyczyniając się do zgorzknienia tej kobiety.

On nie będzie takim człowiekiem.

Napotkał spojrzenie Alessandry. Na jej twarzy dojrzał niepewność i strach. Alessandra starała się być dzielna, ale ręce jej drżały, zęby szczękały, pełne usta dygotały, a oczy gorączkowo wyglądały odpowiedzi.

– Tak – powiedział, kiwając powoli głową. – Będę podporą dla ciebie i naszego dziecka. Ale w zamian chcę, żebyś za mnie wyszła.

Zerwała się na równe nogi.

Przez chwilę nie mogła mówić, czuła się jak rażona piorunem. W końcu wydusiła:

– Wiem, że to dla ciebie szok. Ale ślub?

– Tak, ślub.

Pokręciła głową, próbując nie ulec panice.

– Proszę, nie mów nic, czego będziesz żałował rano, gdy spojrzysz na to świeżym okiem.

– Poranek nie zmieni sytuacji. Nadal będziesz w ciąży.

– Nie wyjdę za ciebie.

– Alessandro… – ściszył głos. – Alessandro, pomyśl. To najlepsze wyjście. Dziecko nie będzie nieślubne.

– Nie żyjemy w dziewiętnastym wieku. Nie ma ostracyzmu wobec dzieci urodzonych poza związkiem małżeńskim.

– Dzieci potrzebują obojga rodziców. I zasługują na pełną rodzinę. Wiesz, to tak samo dobrze jak ja.

 

Akurat w moim przypadku posiadanie choćby jednego rodzica już byłoby wspaniałe, pomyślała gorzko. Jej ojciec nigdy nie był dla niej prawdziwym ojcem. Opuścił ją niemal tuż po jej narodzinach. Wpadł w hazard i pijaństwo i tym samym zmusił dziadka do opieki nad nią i Rockiem.

Christian całkowicie ją zaskoczył. W głowie miała opracowany praktycznie każdy scenariusz. Oprócz takiego, w którym się pobierają.

– Christian, proszę, bądź realistą.. Małżeństwo jest…

– Czymś, czego żadne z nas nie chce – dokończył za nią. – Tak, wiem.

Dobrze pamiętała ich dyskusję na temat małżeństwa w tę noc, gdy poczęli dziecko. Głupcy – to było jedno z łagodniejszych określeń, jakim opisywali ludzi dobrowolnie wchodzących w związki małżeńskie. Nawet wznieśli toast za podobne przekonania.

– Dokładnie. Żadne z nas tego nie chce.

Skrzywił się, kończąc burbona.

– Małżeństwo dla dobra dziecka nie zniszczy naszych marzeń. Nie będziemy mieć w stosunku do siebie żadnych zobowiązań. Tylko wobec dziecka.

– Ale małżeństwo…?

– Małżeństwo usprawiedliwi ciążę i zapobiegnie skandalowi.

– Wystarczy, że uznasz ojcostwo. I że mnie wesprzesz. W tej chwili potrzebuję tylko tego. O innych sprawach pomyślimy później. Będzie na to mnóstwo czasu.

– A co z tym, czego ja potrzebuję? – rzucił. – Mówisz, że mam być ojcem i że chcesz mojego wsparcia, ale kiedy oferuję ci największą możliwą pomoc, z miejsca ją odrzucasz.

– O co ci chodzi? – zapytała całkowicie zmieszana. – Co będziesz miał z tego małżeństwa?

– Szansę bycia ojcem – odparł, wzruszając ramionami. – Zbudowałem biznes wart wiele miliardów dolarów, a nie mam komu go przekazać.

– Pieniądze. – Nawet nie starała się ukryć pogardy. Jedyna rzecz, która cieszyła go bardziej niż łóżkowe podboje.

Niebieskie oczy Christiana gwałtownie rozbłysły.

– Nie. Potomstwo. Nawet gdybym nie był bogaty, chciałbym się z tobą ożenić. Wiem, jak to jest, gdy się dorasta bez ojca. Moje dziecko nie będzie przez to przechodzić. Chcę, by nosiło moje nazwisko.

Jak on to zrobił? Ona spędziła cały dzień, dywagując nad wszystkimi możliwymi rozwiązaniami, a on błyskawicznie przeanalizował sytuację i rozważył wszystkie kombinacje. Nic dziwnego, że w swojej dziedzinie – finansowego doradztwa wielkim korporacjom przemysłowym – uchodził za geniusza. Wcześniej nie miała możliwości poznania go od takiej strony, widziała w nim tylko przyjaciela brata.

– Bez ślubu nadal możesz być ojcem naszego dziecka.

– A ty nadal możesz być samotną matką, bez żadnego innego wsparcia niż finansowe – powiedział, z ostrzegawczą nutą w głosie.

– Już ci mówiłam, nie potrzebuję i nie chcę twoich pieniędzy.

Odetchnął głęboko.

– Staram się robić to, co powinienem. Nie chcę cię zmuszać do niczego, ale mam obowiązek dbać o nasze dziecko. Ono zasługuje na stabilność. Chyba że twoja wolność jest ważniejsza?

Christian obserwował jak wciągnęła powietrze, gdy usłyszała tę uwagę. Był w stanie powiedzieć wszystko, byle uzyskać jej zgodę.

Jeszcze godzinę temu myśl o małżeństwie wyprawiłaby go w drogę do Hongkongu, a teraz niemal zmuszał ją do ślubu.

– To nie fair – powiedziała ochryple.

– Życie nie jest sprawiedliwe. – Wiedział o tym aż za dobrze. – Małżeństwo nie musi być więzieniem dla żadnego z nas. Możesz kontynuować swoją karierę.

– Och, jak miło z twojej strony.

Zignorował jej sarkazm, bo domyślał się, skąd się brał. Ze strachu. Sam czuł się, jakby świat zawirował. Mógł sobie tylko wyobrazić, jak czuła się ta młoda kobieta. Miała nosić i urodzić dziecko. Ich dziecko.

Dorastał, wiedząc, że gdzieś tam żyje człowiek, który jest jego ojcem i który nie chce mieć nic wspólnego z własnym synem. Christian nigdy nie zrozumiał, dlaczego. Zaakceptował tę sytuację wiele lat temu. Lecz w dzieciństwie była to bolesna wiedza. Nie zrobiłby tego własnemu dziecku. Będzie dorastało w poczuciu bycia kochanym przez nich oboje. Gdy patrzył, jak Alessandra kładzie rękę w obronnym geście na brzuchu, wiedział, że ona już kocha to dziecko.

– Kiedy się pobierzemy, świat ujrzy zgraną parę – rozpoczął.

– Nie mów tak, jakbyś robił interes. Ślub zmienia wszystko. To nie tylko podpisanie kartki papieru i wymiana obrączek. Są konsekwencje prawne.

– I o te konsekwencje mi chodzi. Chciałbym, żeby nasze dziecko wiedziało, że rodzice kochają je na tyle, by stworzyć stabilną rodzinę.

– To zbyt wiele. – Wstała.

Zrobiło mu się przykro, gdy zobaczył, że cała drży. Widział, jak dzielnie próbuje to znosić. Podobnie jak na pogrzebie dziadka. Nie chciał jej ranić. Miał jednak absolutną, głęboką pewność, że małżeństwo jest dla nich właściwą drogą. I jedyną.

– Muszę się z tym przespać – powiedziała. – Nie mogę zgodzić się tylko dlatego, że pstrykniesz palcami. Możliwe, że się rozmyślisz. Rankiem wszystko będzie wyglądać inaczej.

Było kilkanaście sposobów, aby zapewnić sobie jej zgodę. Odrzucił je wszystkie. Czuł się już wystarczająco podle, nie chciał dolewać oliwy do ognia.

Chociaż było jeszcze coś, co mógłby …

– Nie zmienię zdania, ale możesz iść i się z tym przespać – powiedział. – Gdy będziesz leżała w łóżku, rozważ jeszcze jedną kwestię. Jeśli mnie poślubisz, skandal zostanie zażegnany. Jeśli nie, prasa cię ukrzyżuje, wciągnie w to twojego brata i całą rodzinę Mondellich. Naprawdę chcesz przejść przez to wszystko jeszcze raz? I czy chcesz, aby Rocco przechodził znowu przez to samo?

Zastygła. Wściekła skierowała na niego wzrok.

– Chcesz tych wszystkich spekulacji, kto jest ojcem? Czy nie połączą tego z twoim starym romansem?

– Ale przecież ja nigdy nie…

Czuł się podle, widząc jej ból, ale nie miał wyboru. Dla dobra dziecka użyłby każdej broni ze swojego arsenału.

– Wiesz to i ja to wiem. A reszta świata? Uwierzą w to, co przeczytają. Znów uwaga paparazzich będzie skupiona na tobie.

– Wiesz, jak grać nieczysto – powiedziała ochryple.

– Gdybym tego nie potrafił, nigdy nie opuściłbym Grecji. Jeśli odmówisz, będziesz miała do czynienia z prasą. Nie potwierdzę ojcostwa, dopóki dziecko nie przyjdzie na świat.

Patrzyła na niego z wyraźną niechęcią.

– Nie myśl, że możesz mnie szantażować, Markos.

– Nie chcę cię szantażować – odrzekł, zastanawiając się, czemu jego nazwisko zabrzmiało w jej pełnych ustach jak splunięcie. – Lecz nie dajesz mi wyboru.

Cofnęła się do drzwi i chwyciła za klamkę.

– Idę teraz do pokoju. Rano dam ci odpowiedź.

– Jest tylko jedna możliwa odpowiedź.

– Nic ci się nie stanie, jak trochę na nią poczekasz.