Powrót na Sycylię

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Michelle Smart

Powrót na Sycylię

Tłumaczenie: Filip Bobociński

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: Her Sicilian Baby Revelation

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2020

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2020 by Michelle Smart

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6697-0

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

PROLOG

Orla O’Reilly, łkając, wydmuchała nos. Wszystkimi siłami starała się powstrzymać potok łez spływający po jej mokrych policzkach. Nie chciała, by ktokolwiek ją zobaczył w takim stanie.

Dziesięć dni temu przyleciała na Sycylię, by spotkać się z człowiekiem, którego jego matka cierpko określała jako „dawcę nasienia”. Dopiero teraz zrozumiała, że matka była nad wyraz taktowna.

Ojciec Orli powrócił z podróży tego ranka i kategorycznie odmówił możliwości spotkania swej dwudziestotrzyletniej córki. W ogóle go nie zainteresowała.

To bolało. Bardzo. Jedyne, czego teraz pragnęła, to znaleźć się w ciasnym uścisku potężnych ramion Tonina, wsłuchana w jego oddech i szept powtarzający, że wszystko będzie w porządku.

Przynajmniej coś dobrego spotkało ją w trakcie pobytu na Sycylii: poznała mężczyznę swoich marzeń.

Pokój w tanim hoteliku, w którym zatrzymała się dziesięć dni temu, wytrąciłby z równowagi nawet świętego. Poplamione i pomięte prześcieradła, lepiący się dywan i łazienka, do opisu której można było użyć wyłącznie słów obelżywych. Spojrzała na całokształt z obrzydzeniem i zeszła do recepcji. Czekała przed ladą sześć minut, aż w końcu stanęła przed nią wysoka, imponująca postać najseksowniejszego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek widziała. Po raz pierwszy w życiu poczuła się wręcz jak rażona piorunem.

Gdy po pierwszej, nieudanej próbie spotkania się z ojcem wróciła do hotelu, odkryła, że jej pokój został nie tyle posprzątany, co odnowiony. Wymieniono umeblowanie i wyposażenie, dodano nowiutki dywan. Jej przygnębienie minęło, gdy boski zarządca hotelu zapukał do drzwi i zaprosił ją na kawę następnego ranka.

Był to początek najszczęśliwszych dziesięciu dni jej życia. Szczęśliwy czas spędzony z Toninem napełnił ją optymizmem, który zgasł dopiero dwie godziny temu. Ponownie wybrała się do ojca, któremu wystarczyło osiem minut na złamanie jej serca. Tyle właśnie musiała czekać na wiadomość zwrotną od służącego.

Nie wolno jej teraz myśleć o ojcu. Musi się skupić na Toninie.

Żałowała, że brakowało jej odwagi, by powiedzieć mu o sprawie z ojcem. Wstydziła się jednak przyznać, że jest bękartem niesławnego sycylijskiego uwodziciela.

Przez całe życie unikała poważnych związków i trwałych przyjaźni. Ufała jedynie swojej siostrze, Aislin, oraz dziadkom. A gdy dziadkowie zmarli, została jej wyłącznie Aislin.

Teraz jednak miała Tonina.

On by ją zrozumiał, pocieszył. Byłby dla niej opoką, o której zawsze marzyła.

Tego ranka, gdy wstał z łóżka, pożegnał się z nią długim pocałunkiem. Pogładził ją po policzku i obiecał, że wieczorem porozmawiają. Po tembrze głosu i wyrazie twarzy poznała, że rozmowa będzie należała do tych poważnych. Ledwo była w stanie okiełznać huragan emocji. Oczami duszy widziała swoją przyszłość. I po raz pierwszy w życiu widziała w niej coś więcej niż tylko ścieżkę kariery.

Teraz, po powrocie sprzed willi ojca, zamierzała zanurzyć się w ciepłej kąpieli i niecierpliwie wyczekiwać powrotu Tonina z podróży służbowej do Toskanii. Po raz pierwszy rozstali się na dłużej niż kilka godzin. Wkrótce Tonino miał wziąć urlop, więc nic nie będzie mogło zakłócić ich wspólnych chwil.

Permesso.

Zachwycającej urody blondynka o figurze modelki zatrzymała Orlę w drodze do windy. Orla usiłowała ją obejść, ale kobieta ponownie zagrodziła jej drogę.

– W czym mogę pomóc? – zapytała zagadkową piękność, oceniając przy tym jej drogie ubrania i bezbłędny makijaż.

Kobieta uniosła idealnie wyrównaną brew.

– Angielka?

– Irlandka.

– Zajmę tylko dwie minuty.

Orla westchnęła poirytowana. Miała już zamiar przepchnąć się nobok blondynki, gdy padły cztery straszliwe słowa.

– Chodzi o Tonina Valentego.

Orla poczuła ciarki na plecach.

– Coś mu się stało?

Kobieta uniosła dłoń ozdobioną pierścionkiem z wielkim diamentem.

– Jestem Sophia. Narzeczona Tonina.

Dwadzieścia minut później obie kobiety siedziały w pokoju hotelowym Orli. Sophia rozłożyła się na małym fotelu, podczas gdy Orla siedziała na podłodze. Rozłożone przed sobą miała fotografie Tonina i Sophii. Bardzo dużo zdjęć. Do tego wycinki z prasy kolorowej. Orla nie znała języka, ale niektóre słowa nie wymagały tłumaczenia. Przyjęcie zaręczynowe Tonina i Sophii odbyło się dwa miesiące temu i przykuło uwagę prasy.

– Przykro mi, że ci to mówię – rzuciła Sophia tonem sugerującym coś wprost przeciwnego. – Tonino cię oszukał. Okłamał. Rozerwałaś go.

– Byłam dla niego tylko rozrywką? – wyszeptała. – To chciałaś powiedzieć?

. Dlatego tu jestem. Ostrzegam cię. Tonino kocha mnie. Wkrótce bierzemy ślub.

Orla nie zwracała uwagi na łzy spływające jej po twarzy. Była zbyt zszokowana, by się przejąć ostrzegawczym tonem kobiety.

O tym zatem chciał z nią rozmawiać tego wieczoru.

A ona, idiotka, myślała, że chce omówić wspólną przyszłość.

Drżącą ręką podniosła kolorowy magazyn z dwudziestostronicowym materiałem na temat imprezy zaręczynowej tej dwójki. Jakim cudem zwykły zarządca hotelu mógł przyciągnąć tak bogatą i opływającą w luksusy kobietę? I co ważniejsze, skąd mógł wzbudzić uwagę mediów skupionych na celebrytach?

Sięgnęła po telefon i wyszukała w internecie nazwisko Tonino Valente.

Przez następne dziesięć minut nie mogła oderwać się od ekranu, zupełnie jakby jakaś siła opętała jej ciało. Zrobiło jej się słabo.

Tonino okłamał ją także w innych sprawach.

Nie był zarządcą hotelu. Był jego właścicielem. Do tego ten hotelik był jedynie małym trybikiem w jego rozległym imperium biznesowym.

Tonino Valente był jedynym właścicielem Valente Holdings, sieci hotelarskiej mającej w swym portfolio głównie wielkie i drogie hotele rozsiane po całej Europie, nastawione na obrzydliwie bogatą klientelę. Tonino, będąc jednym z większych inwestorów w rozmaite startupy, sam należał do obrzydliwie bogatych.

Mężczyzna, przed którym otworzyła serce, był oszustem i łgarzem. Bogatym i potężnym łgarzem. Jego dziadek był jednym z najwyższych rangą sycylijskich sędziów. Matka czołową adwokatką zajmującą się sprawami kryminalnymi. Ojciec Tonina zaś był ważnym lokalnym politykiem.

W wyniku poszukiwań odkryła, że perfekcyjnie piękna kobieta znajdująca się wraz z nią w jej pokoju hotelowym nazywała się Sophia Messina. Messinowie byli równie bogaci i potężni co Valente’owie.

– Przepraszam – szepnęła, gdy podniosła głowę, by wzrokiem spotkać zimne, nieubłagane spojrzenie Sophii. – Nic o tobie nie wiedziałam.

– Teraz wiesz. Odejdziesz? – odparła groźbą ucharakteryzowaną na pytanie.

Orli nie trzeba było jednak zastraszać.

– Tak – odpowiedziała. Oddychała głęboko, by powstrzymać wzbierające mdłości, po czym ruszyła w kierunku szafy. – Tak. Odejdę.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Cztery lata później

– Mogłabyś się choć przez chwilę nie ruszać? – prychnęła Orla, kręcąc głową. Jak niby miała zapiąć suknię ślubną siostry, jeśli ta nie przestawała się wiercić?

– Przecież próbuję! – zaprotestowała Aislin.

– Postaraj się bardziej. Te zapięcia są strasznie nieporęczne. Zrób wdech.

Aislin z teatralną przesadą wykonała polecenie.

Wykorzystując wszystkie rezerwy siły, Orla zapięła drugie maleńkie zapięcie. Doskonale. Zostało jeszcze piętnaście.

– Jesteś pewna, że nie chcesz założyć stanika?

– To suknia bez ramiączek.

– To włóż stanik bez ramiączek. Co zrobisz, jeśli suknia ci się osunie i będziesz świeciła cyckami przed kawalerami i damami z sycylijskiej elity? – Jeśli czegoś Orla zazdrościła siostrze, to właśnie fantastycznego biustu. Orla miała niemal płaską pierś.

 

– To suknia szyta na miarę. Nie osunie się.

Uporała się z trzecim zapięciem.

– Nie rozumiem, czemu nie zapina cię w nią projektantka? Pewnie już opanowała zakładanie tego cholerstwa. Do tego ma sprawne palce. Moje są do niczego!

Czwarte zapięcie. Orla aż sapnęła z wysiłku.

– Nie napinaj się tak, bo ci żyłka pęknie. Jesteś kłębkiem nerwów. Ktoś mógłby pomyśleć, że to ty dziś wychodzisz za mąż.

– W ogóle się nie denerwujesz?

– Nie.

W odbiciu olbrzymiego lustra Orla ujrzała promienny uśmiech na twarzy siostry. Nie tylko brała ślub z miłością swego życia, ale jeszcze miesiąc temu odkryła, że jest w ciąży.

Orla i Aislin miały różnych ojców. Wybrankiem Aislin był przyrodni brat Orli, co było kolejnym powodem do świętowania. Orla żałowała tylko, że postanowili wziąć ślub na Sycylii, a nie w Irlandii.

Odkąd tu przyleciała, zaczęła mieć problemy z koordynacją, a jej serce zaczęło bić szybciej, jakby w oczekiwaniu… albo strachu, że coś niespodziewanego może się wydarzyć.

Niemal cztery lata minęły, od kiedy Orla przybyła na Sycylię ze skazaną na porażkę misją, by poznać ojca. Sześć miesięcy temu poważny wypadek samochodowy spowodował u niej poważny zanik pamięci. Czas i leczenie pozwoliły wypełnić większość luk we wspomnieniach, nadal nic jednak nie pamiętała ze swego ówczesnego pobytu na wyspie.

O tym, że ojciec nie zgodził się z nią wtedy spotkać, wiedziała z opowieści Aislin. Poza tym, ilekroć o nim pomyślała, zbierało jej się na płacz. Przelała morze łez, gdy się dowiedziała, że Salvatore Moncada, jej ojciec, zmarł rok temu. Mimo tego miała dziwne poczucie, że płakała z powodu utraty czegoś więcej niż ojca, którego nigdy przecież nie poznała.

Pocieszyło ją, że zyskała brata, syna Salvatorego, Dantego. W zasadzie był jej przyrodnim bratem, tak jak Aislin była jej przyrodnią siostrą, ale kochała ich tak bardzo, że nie miało to dla niej znaczenia. Siostra była od niej młodsza tylko o trzy lata. Znała ją całe życie.

To ona odszukała dla Orli Dantego, po czym się w nim zakochała. Chłopak pojawił się w ich życiu cztery miesiące temu, ale nie wyobrażały już sobie życia bez niego.

Telefon Aislin zaczął nagle wibrować.

– Odbierzesz? – spytała przyszła panna młoda.

– W porządku, tylko pozostań w bezruchu. Jeśli zapięcia puszczą… – Urwała. Zapięła już tuzin.

Orla wzięła telefon i podała go siostrze, po czym wróciła do swych zmagań z suknią.

– Dzwoni nasza droga matula – pisnęła Aislin nienaturalnie wysokim głosem.

– Czego chce? – warknęła Orla, gdy zapięcie wyślizgnęło jej się spomiędzy palców.

– Życzy mi szczęścia.

– Wspaniale z jej strony – prychnęła.

– Oj, nie bądź taka. Wiesz, że w dzisiejszych czasach nie jest łatwo wsiąść do samolotu, by pojawić się na ślubie najmłodszej córki.

– Może się speszyła, że przyszły pan młody zaoferował pokrycie kosztów – kpiła dalej.

– Moim zdaniem nie chce być zbyt nachalna: wszak od naszego ostatniego spotkania minęło zaledwie siedem lat.

– Jedynego wnuka zapewne zechce poznać, gdy ten skończy studia – syknęła Orla, myślami uciekając do Finna, jej ukochanego trzyletniego synka, obecnie drzemiącego pod bacznym okiem pielęgniarki.

Obie wybuchły śmiechem.

Już dawno siostry nauczyły się, że najlepszym sposobem na oddalenie gniewu i bólu spowodowanego przez matkę były żarty. Gdyby nie nauczyły się z tego śmiać, zapewne nigdy nie przestałyby płakać.

– Powinnaś być wdzięczna, że w ogóle pamiętała – zauważyła Orla.

– Pieję z zachwytu – odparła.

– Jestem przerażona na myśl o poznaniu matki Dantego – zwierzyła się po chwili Orla. To jej ciąża i narodziny Dantego spowodowały rozwód rodziców Dantego.

– Daj spokój! Mówiłam ci już: ona nie czuje żadnej wrogości wobec ciebie.

– Czy już tu przybyła? – spytała. Znajdowały się we wspaniałym, luksusowym hotelu tuż nad Morzem Tyrreńskim. Dante wynajął cały budynek na ten weekend.

– Udała się wprost do katedry. No, mniej wypytywania, więcej zapinania.

Zanim Orli przyszła do głowy jakaś błyskotliwa riposta, rozległo się pukanie do drzwi. Chwilę później pracownik obsługi hotelowej wszedł do garderoby, niosąc ogromny bukiet kwiatów w wazie.

– Z wyrazami szacunku od właściciela hotelu – powiedział niepewnie po angielsku.

– Jak miło! – Aislin klasnęła w dłonie z zachwytu. – Proszę postawić je na parapecie. I proszę koniecznie podziękować panu Valentemu ode mnie.

Valentemu?

Bez jakiegokolwiek zrozumiałego powodu Orlę przeniknęły dreszcze, a jej wzrok odruchowo powędrował do drzwi, za którymi drzemało jej dziecko.

Gdy znów zostały same, Aislin spytała:

– Poznałaś już właściciela?

Orla dostała gęsiej skórki.

– A powinnam? – spytała nonszalancko. Mimo że bosymi stopami opierała się o miękki i gęsty dywan, poczuła lodowaty chłód przebiegający po jej kręgosłupie.

Aislin wzruszyła ramionami.

– Będzie pełnił honory odźwiernego w katedrze. Tonino i Dante są starymi przyjaciółmi. Ich ojcowie również byli przyjaciółmi.

Palce Orly odruchowo się zacisnęły. Poczuła ciężar w piersi. Miała wrażenie, jakby całe pomieszczenie zaczęło się kręcić…

– Boli!

Pisk Aislin ją otrząsnął i Orla zdała sobie sprawę, że wbiła paznokcie w plecy siostry. Cofnęła gwałtownie ręce… i wyrwała zapięcie, które w nich trzymała.

Tonino Valente stał przy olbrzymich drzwiach wejściowych i czekał na ostatnich gości wchodzących do barokowej katedry.

Pan młody stał przy ołtarzu i ocierał czoło chusteczką.

Niemal się roześmiał, widząc starego przyjaciela w takim stanie, ale w porę zacisnął zęby i zdławił rechot.

Kto by przypuszczał, że Dante Moncada, największy pies na baby z całej ich paczki, będzie stał przed ołtarzem, pocąc się z nerwów w oczekiwaniu na narzeczoną. To Dante zawsze przysięgał, że nigdy się nie ustatkuje. Z kolei Tonino był jedynym z grona ich przyjaciół, który w szczenięcych latach myślał, że kiedyś weźmie ślub. Teraz jest ostatnim kawalerem.

Raz niemal się ożenił. Zarezerwował nawet dokładnie tę samą katedrę, zanim jego życie nie zostało wywrócone do góry nogami przez jedno spojrzenie irlandzkiej kusicielki.

Jak na ironię, Dante żenił się z Irlandką. Tonino spotkał ją tylko raz i to przelotnie. Oszałamiająca, rudowłosa piękność, która przeobraziła jego starego przyjaciela w zadurzonego po uszy głupca.

Cóż takiego jest w tych Irlandkach, zastanawiał się, że potrafią całkowicie omotać Sycylijczyka?

Jeśli chodziło zaś o jego Irlandkę… cóż, był to ekstremalnie krótki romans. Za to niewiarygodnie namiętny. A na koniec odeszła bez pożegnania. Spakowała się i wyjechała. Gdy do niej dzwonił, odkrył, że nie może się z nią połączyć. Musiała zablokować jego numer.

Okrucieństwo, z jakim zakończyła romans, do bólu go dotknęło.

Sam się sobie dziwił, że po czterech latach nadal o niej myślał.

Nagłe zamieszanie przed wejściem spowodowało, że wyszedł na zewnątrz pomóc młodej parze wnieść wózek inwalidzki z małym dzieckiem po schodach katedry.

– Państwo ze strony panny młodej? – spytał po włosku, po czym powtórzył po angielsku, gdy już schronili się w chłodnym cieniu katedry przed skwarem. Zarówno on, jak i pozostali odźwierni zostali poinstruowani, że siostrzeniec panny młodej ma problemy z poruszaniem się. Wydzielono dla niego specjalną przestrzeń z przodu, by miał niczym nieskrępowany widok na ceremonię. Jeden z odźwiernych miał poczekać z dzieckiem, aż przybędzie orszak panny młodej wraz z matką dziecka, pełniącą funkcję głównej druhny. Tonino uznał, że zapewne to zadanie spadnie na niego.

– Owszem – potwierdziła dumnie młoda kobieta. Słychać było wyraźnie jej mocny, irlandzki akcent. – Jestem Carmel, kuzynka Aislin, a to mój mąż, Danny. Zaś ten młody kawaler ma na imię Finn.

– Siostrzeniec Aislin? – Upewnił się na wypadek, gdyby miał się pojawić kolejny chłopczyk na wózku.

– Tak. Aislin i reszta wyruszyli z hotelu zaraz za nami. Powinni już niedługo dojechać.

Uznawszy, że powinien się przedstawić, by nie wystraszyć malca, przykucnął przy wózku. Chłopiec mógł mieć najwyżej kilka lat. Był ubrany w miniaturowy garniturek pasujący barwą i krojem do stroju pana młodego. Miał gęste, ciemne włosy i równie ciemne oczy…

W jego oczach było coś, przez co słowa, które Tonino miał wypowiedzieć, uwięzły mu w gardle.

Po chwili przywołał uśmiech na twarz.

– Witaj, Finn. Jestem Tonino. Zaprowadzę cię do miejsca, gdzie poczekamy na twoją mamusię.

Odpowiedział mu szeroki uśmiech pełen malutkich, białych ząbków.

Wyprostowawszy się, Tonino przejął uchwyty robionego na zamówienie wózka i poprowadził dziecko szeroką alejką między ławami kościoła do wyznaczonego miejsca. Finn momentalnie dostrzegł Dantego i wyciągnął ku niemu rączki.

Dante wyszczerzył się i pospieszył do malca, po czym kucnął przy nim, jak uczynił Tonino przed chwilą. Małe ramionka chłopca owinęły się wokół szyi wujka.

– Do góry! – zażądał Finn z wyraźnym irlandzkim akcentem.

– Za chwilę – obiecał Dante. – Najpierw muszę poślubić ciocię Aislin.

– A potem: do góry?

– No pewnie. A teraz bądź grzecznym chłopcem i poczekaj na mamusię. Tonino się tobą zaopiekuje do czasu, aż ona wróci. – Dante pocałował siostrzeńca w policzek, zmierzwił mu czuprynkę, po czym wrócił na swoje miejsce przy ołtarzu.

Tonino był przyzwyczajony do małych dzieci. Jego brat miał dwoje, a siostra niedawno urodziła trzecie. Pomijając niepełnosprawność, w tym chłopcu nie było niczego, co powinno przykuć jego uwagę, a jednak było w nim coś… znajomego. Coś, co sprawiało, że serce mu mocniej biło.

– Ile masz lat, Finn? – spytał dziwnie oschłym gardłem.

Mała brewka zmarszczyła się, po czym pokazał trzy wyciągnięte paluszki.

– Masz trzy lata? – dopytał z niedowierzaniem. Chłopczyk był malutki.

Kiwnął głową.

– To już niemal jesteś mężczyzną.

Znów pełen ząbków uśmiech.

Nagła zmiana wygrywanej melodii przykuła ich uwagę.

Chłopczyk rozglądał się.

– Mamo!

Nadciągał orszak panny młodej.

Piękna dziewczyna w bieli szła ramię w ramię ze swoim dumnym ojcem. Mieli identycznie rozpromienione twarze. Za nimi, trzymając długi tren sukni, szły dwie urocze dziewczynki oskrzydlające szczupłą brunetkę w długiej, ciemnoróżowej sukni druhny. Akurat była zwrócona twarzą do dziewczynki po lewej, więc Tonino nie mógł dostrzec jej twarzy.

– Mamo! – Finn zawołał ponownie, tym razem dostatecznie głośno, by usłyszał go cały kościół.

Łomotanie w piersi Tonina uległo nasileniu.

Moment później zobaczył dokładnie twarz brunetki i jego serce eksplodowało.

Orla uczepiła się trenu sukni Aislin niczym liny ratunkowej. Nie potrafiła opanować drżenia nóg.

Tonino Valente. Imię, którego tak długo nie potrafiła sobie przypomnieć. Gdy Aislin je wypowiedziała, w mózgu Orli zapaliła się jakaś lampka. Gdyby nie wyrwała maleńkiego zapięcia sukni ślubnej, zapewne mogłaby zemdleć, ale atak paniki wywołany uszkodzeniem sukni za sto tysięcy euro sprawił, że zachowała przytomność. Następująca potem nawałnica wydarzeń: pospieszne poszukiwania projektantki, naprawa zapięcia, podczas której autorka kreacji co chwila posyłała Orli mordercze spojrzenia, przybycie pozostałych druhen oraz ojca Aislin… Nagle pomieszczenie wypełniło się ludźmi i Orla po prostu musiała wziąć się w garść.

To był najważniejszy dzień w życiu jej siostry. Przez ostatnie trzy lata Aislin zrezygnowała z własnego życia, by pomóc Orli i Finnowi. Bez niestrudzonego wsparcia siostry Orla nie byłaby w stanie znieść blizn, jakie poznaczyły jej ciało. Aislin opiekowała się Finnem przez pierwszych osiemnaście miesięcy jego życia, to ona pierwsza dostrzegła, że nie rozwija się tak, jak powinien, to ona była przy Orli każdego dnia rehabilitacji po wypadku.

A teraz przyszedł czas, by to Orla okazała wsparcie siostrze: swej obrończyni, najlepszej przyjaciółce, wcielonemu aniołowi stróżowi. Ten dzień należał do Aislin.

Im bliżej była ołtarza, tym większą odczuwała grozę. Skupiała całą swą uwagę na trenie i nieletnich druhnach. Bała się rozejrzeć, by nie trafić na ciemnobrązowe spojrzenie nawiedzające jej sny.

Czy to naprawdę był on?

Minęły cztery lata. A przecież spędzili ze sobą zaledwie jedną noc. A może dwie? Albo trzy? Jej pamięć z tamtego okresu miała więcej dziur niż ser szwajcarski. Zostały jej tylko urywki. Pamiętała, że poznała go w hotelu, gdy bezskutecznie próbowała spotkać się z ojcem. Pamiętała też ze szczegółami jego przystojną twarz. Za każdym razem, gdy ją sobie wyobrażała, odruchowo zaczynała płakać.

 

– Mamo!

Głos synka przebił się przez mglisty woal jej lęków.

Wreszcie mogła dostrzec miejsce, w którym miał czekać na nią Finn. Uśmiechnęła się.

Uśmiech zamarł na jej twarzy jak maska.

Obok Finna siedział wysoki, ciemnowłosy, niesłychanie przystojny mężczyzna. Jego ciemne oczy patrzyły wprost na nią.

Poczuła niepokój w żołądku. Zalała ją fala ciepła, poczuła, że robi jej się słabo.

Nie pamiętała momentu, gdy ojciec Aislin przekazał córkę panu młodemu. Nie wiedziała, kiedy odłączyły się od niej młodziutkie druhny. Nie pamiętała swej chwiejnej drogi w kierunku synka. Jedyne, co zapamiętała, to uderzającą w nią falę gorąca i poczucie, że w każdej chwili może zemdleć.

Mężczyzną opiekującym się jej synkiem pod jej nieobecność był Tonino. Ojciec Finna.