Transformers 3. Powieść filmowa. Ciemna strona księżycaTekst

Z serii: Transformers
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Transformers 3. Powieść filmowa. Ciemna strona księżyca
Transformers 3. Powieść filmowa. Ciemna strona księżyca
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 44,98  35,98 
Transformers 3. Powieść filmowa. Ciemna strona księżyca
Transformers 3. Powieść filmowa. Ciemna strona księżyca
Audiobook
Czyta Damian Kulec
24,99  18,24 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Michael Kelly

Transformers 3 – Powieść filmowa - Ciemna strona księżyca

Saga

Transformers 3 – Powieść filmowa - Ciemna strona księżyca

Tłumaczenie z języka angielskiego: Izabela Farenholc

Transformers – Movie 3 junior novel

HASBRO oraz logo TRANSFORMERS oraz wszystkie powiązane znaki są znakami towarowymi należącymi do Hasbro i wykorzystanymi za zgodą producenta. © 2020 Hasbro. All Rights Reserved. © 2011 Paramount Pictures Corporation. All Rights Reserved. Licensed by Hasbro.

ISBN: 9788726534696

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

www.sagaegmont.com

Saga

SAGA jest wydawnictwem należącym do Lindhardt og Ringhof, spółki w grupie Egmont

Nazywam się Optimus Prime.

Dawno temu byliśmy rasą inteligentnych, pokojowo nastawionych, mechanicznych istot. Ale nadeszła wojna między Autobotami, które walczyły o wolność, a Decepticonami, które dążyły do tyranii.

Byłem tam, wiele wieków temu, kiedy bitwa osiągnęła punkt zwrotny. Byłem tam, kiedy przepadła nasza ostatnia nadzieja na zwycięstwo i pokój. Pamiętam wszystko, jakby zdarzyło się to całkiem niedawno.

PROLOG

Wiele lat temu, Cybertron

Optimus Prime stał na polu bitwy, jakim stała się jego planeta. Kiedyś Cybertron był wspaniałym miejscem, z lśniącymi wieżami sięgającymi nieba. Teraz był zrujnowany, ze zniszczonymi miastami i jałową ziemią. Atak Decepticonów był olbrzymi, a Autoboty zmuszone były formować się w małe grupy ruchu oporu.

Mieli plan. Optimus Prime obserwował, jak wielki statek kosmiczny o nazwie Arka wystartował i przeleciał nad jego głową. Przez krótką chwilę Optimus ośmielił się pomyśleć, że koniec wojny może być blisko. Raptem wrogie myśliwce także wystartowały i poleciały za statkiem. Mniejsze i szybsze krążowniki Decepticonów szykowały się do ataku. To byłaby szybka walka, gdyby pilot statku Autobot (Autobot pełniący funkcję pilota statku/ Autobot pilotujący statkiem) nie był ekspertem od kontroli. Prowadził statek ostro na zakrętach i obracał się, wykonując beczki przez zrujnowane miasta i ukryte wąwozy. Kiedy samotny Autobot pomyślał, że zgubił wrogów, pokierował statkiem w górę, by opuścić atmosferę Cybertronu i uciec w przestrzeń kosmiczną.

Optimus obserwował, jak statek wzlatywał wyżej i wyżej, a wraz z nim rosły jego nadzieje. Ale potem zobaczył ostatniego bojownika-Decepticona, wystrzeliwującego swoje armaty. Arka została trafiona. Drzwi ładowni wybuchły, a statek zaczął obracać się, tracąc kontrolę. Płonący statek spadał w przestrzeń kosmiczną, a Optimus Prime pochylił głowę. Plan nie wypalił – wojna trwała nadal. Nadzieję trzeba będzie odnaleźć w innym miejscu, w innym czasie.

Lato 1961 roku, Stany Zjednoczone

Zachodzące słońce sprawiało, że piasek pustyni lśnił w jego promieniach. Wysoko można było zobaczyć księżyc wznoszący się na coraz ciemniejszym niebie. W kontraście do naturalnego krajobrazu rzędy gigantycznych, nowoczesnych anten radiowych omiatały niebo w poszukiwaniu sygnałów.

W środku, przy panelach sterowania, siedziało dwóch techników. Ich zadaniem było obserwowanie monitorów pod kątem nietypowych sygnałów w przestrzeni kosmicznej. Głównie szukali meteorytów i komet – czegokolwiek, co mogłoby stanowić zagrożenie dla Ziemi. Ale tak naprawdę mieli nadzieję na jakiś sygnał z kosmosu, dowodzący, że istnieje życie na innych planetach. Nagle komputery zaczęły wydawać głośne dźwięki i wyświetlać ostrzeżenie: wykryto UFO. MOŻLIWA KOLIZJA.

Na ekranach radarowych widać było ciemny kształt, lecący w kierunku Ziemi. Ale zanim wszedł w pole grawitacyjne planety, dryfujący obiekt rozbił się na powierzchni Księżyca. Naukowcy wykryli zderzenie na swoich przyrządach. Wiedzieli, że to nie był meteor. Musieli przekazać prezydentowi, że coś wylądowało na Księżycu . . . coś, co mogłoby być obcym statkiem kosmicznym.

Poinformowany o incydencie prezydent zadzwonił do dyrektora NASA, wydając polecenie: „Musimy wysłać ludzi na Księżyc jeszcze w tej dekadzie. Musimy dowiedzieć się, co to za wypadek i musimy wiedzieć o tym wcześniej niż ktokolwiek inny”.

20 lipca 1969 roku, Ziemia i Księżyc

Dyrektor NASA stał w pokoju Kontroli Misji. Słuchał wiadomości radiowych. Przez trzeszczące radio usłyszał głos, który powiedział: „Orzeł wylądował. Bez ostrzeżenia, transmisja z Księżyca została przerwana”. Wszyscy w Kontroli Misji zaczęli się przepychać, sprawdzać coś na monitorach, wpisywać kody.

– Co się stało? – domagał się odpowiedzi dyrektor.

– Chyba awaria nadajnika – odpowiedział technik.

– Szybko, odzyskaj to! Skontaktuj się z naszymi ludźmi! – krzyczał dyrektor. Komunikacja jednak nie padła. Dyrektor nie wiedział, że obok pokoju Kontroli Misji działało drugie pomieszczenie kontrolne. W tym pokoju, ukrytym przed wszystkimi, przebywało właśnie trzech mężczyzn w czarnych garniturach. Jeden z nich mówił do mikrofonu.

Orzeł, kryjesz się w skale. Masz misję do wykonania. I masz na to 21 minut.

Na Księżycu astronauci Buzz Aldrin i Neil Armstrong próbowali przyzwyczaić się do chodzenia w niskiej grawitacji. Nie mieli dużo czasu, odbijali się od powierzchni Księżyca w swoich wielkich kombinezonach kosmicznych. Za nimi czekał ich statek, Orzeł, a obok niego wbita amerykańska flaga. Astronauci wspięli się na wzgórze i stanęli jak wryci. Przed nimi, na ziemi, leżał ogromny, rozbity statek kosmiczny. Astronauci znaleźli dziurę w burcie statku i wskoczyli do środka.

Wyglądało na to, że ten dziwny statek został poważnie uszkodzony, gdy doszło do zderzenia. Pył księżycowy pokrył wszystko i astronauci musieli stąpać ostrożnie idąc drogą przez szczątki. Kilka razy prawie wpadli w szczeliny, ale udało im się przedostać i w końcu znaleźli się w miejscu, które było prawdopodobnie pomieszczeniem kontrolnym gigantycznego statku. Astronauci zobaczyli kształt olbrzymiego, metalowego robota, leżącego w pyle.

– Houston, mamy tu istoty pozaziemskie. Bez oznak życia – doniósł Armstrong.

– Zrozumiałem, odbiór. Zróbcie zdjęcia, weźcie próbki i wracajcie do domu. – Usłyszeli odpowiedź. – W końcu okazało się, że nie jesteśmy sami.

– Nie, sir – odpowiedział Aldrin. – Nie jesteśmy sami.

1.

Obecne czasy, Waszyngton, D.C.

Sam Witwicky spał. Przynajmniej chciał spać. Sam nie miał pracy, a wstanie z łóżka oznaczało kolejny dzień rozmów kwalifikacyjnych i szukania pracy.

Nowa dziewczyna Sama, Carly, zawołała:

– Obudź się, mój bohaterze! To właśnie ten dzień! – Weszła do pokoju Sama trzymając wielkiego, wypchanego białego króliczka. Sam zerknął na nią spod kołdry, zobaczył królika, a potem... wciągnął kołdrę na głowę.

– Co to jest? – jęknął.

– To jest królik! Na szczęście! – powiedziała Carly. Sam usiadł. Wyciągnął rękę, żeby złapać króliczą łapę.

– Carly, to super pomysł, ale szczęście przynosi królicza łapa, a nie cały królik.

– Cóż, potrzebujesz więcej szczęścia niż tylko łapa – zaśmiała się Carly. – W każdym razie, to po to, żebyś myślał pozytywnie. Załóż ładny krawat.

– Zdajesz sobie sprawę, jak zniechęcające jest uratowanie świata – dwa razy – i błaganie o pracę? – zapytał Sam, gdy wyszła z pokoju.

– Ludzie nie wiedzą, że uratowałeś świat, Sam – powiedziała. – To znaczy, ja tak. Wierzę ci. Sam zamarł.

– Zaraz, co to znaczy? To zabrzmiało jakbyś mi nie wierzyła.

– Nie było mnie tam, Sam. Zły dobór słów.

– Powinienem pracować z Autobotami – powiedział Sam, wzdychając.

– Cóż, przynajmniej zapłacili za twoje studia – powiedziała Carly. – A prezydent dał ci medal bohatera.

Sam wrócił myślami do momentu, kiedy spotkał się z prezydentem. Nagrodzono go medalem za pomoc Optimusowi Prime, Bumblebee i pozostałym Autobotom w powstrzymaniu Upadłego i reszty Decepticonów od zniszczenia świata. Podobało mu się poznanie prezydenta, ale tego dnia… spotkał Carly. Bardziej podobało mu się spotkanie jej. Carly przywołała go do rzeczywistości.

– Hej, rusz się! – powiedziała. – Znalezienie pracy jest trudne dla wszystkich. Ale ja wiem, że ci się uda!

Ktoś zapukał do drzwi balkonowych. Na zewnątrz Sam zobaczył Wheeliego, małą niebieską, zdalnie sterowaną ciężarówkę – zmieniającą się w robota – którą spotkał podczas swojej ostatniej przygody z Autobotami. Wheelie mieszkał teraz z Samem i z innym małym Transformerem, który nazywał się Brains. Obaj chcieli wejść do mieszkania.

– Uch, przyprawiają mnie o dreszcze – powiedziała Carly. – Spóźnię się do pracy, a właśnie ją zaczęłam. Muszę iść.

Sam patrzył na wychodzącą Carly, a potem odwrócił się w stronę dwóch robotów stojących na zewnątrz. Sam wzruszył ramionami i podszedł do przesuwanych drzwi , aby wpuścić Wheeliego i Brainsa.

– To nie fair – zawołał Wheelie. – Ona każe nam żyć na podwórku!

– Ty i twój pomocnik nie możecie być tutaj bez pozwolenia – powiedział Sam. – Mówię poważnie. Wiesz, jak długo zajęło mi dojście do siebie po rozstaniu z Mikaelą. Nie chcę przez was stracić Carly. – Sam spojrzał na Brainsa, który siedział na podłodze, pożerając metalowe śrubki z psiej miski. Sam potrząsnął głową.

 

– Okay, dosyć tych śrubek. Słuchajcie, podoba wam się tu, prawda? Po prostu traktujcie Carly z szacunkiem. Sam spojrzał na zegar i powiedział:

– Uhu! Znowu się spóźnimy!

I pobiegł pod prysznic.

2.

Prypeć, Ukraina

Z szarego nieba spadał lekki śnieg. Krajobraz był pozbawiony dźwięku: ani śpiewu ptaków, ani śmiechu bawiących się dzieci. Wszędzie panował spokój.

Cisza została nagle przerwana rykiem konwoju NEST-u pędzącego w dole opuszczonej drogi. Z przodu jechała wielka osiemnastokołowa ciężarówka. Była pokryta lodem i błotem, ale gdzieniegdzie prześwitywały fragmenty czerwonego i niebieskiego. Za ciężarówką pędziła policyjna furgonetka, a za nią podążało kilka samochodów wojskowych Humvee. Skrót NEST oznaczał Non-biological Extraterrestrial Species Treaty i powstał dzięki Autobotom – Transformerom, które przybyły z Cybertronu, by żyć pokojowo na Ziemi, w harmonii z ludźmi. Żołnierze NEST-u wraz z innym personelem pracowali ręka w rękę z Optimusem Prime'em i jego kolegami Autobotami, aby zwalczać Decepticony i chronić Ziemię.

Gdy znaleźli się za zakrętem na drodze, zobaczyli miasto Prypeć. Było to miasto duchów. Na jego skraju, w ciszy stał park rozrywki. Wysoki diabelski młyn rdzewiał na tle panoramy, zderzaki samochodów były porośnięte wieloletnimi winoroślami.

W mieście widać było ślady szybkiej ewakuacji – wszędzie było pełno porozrzucanych artykułów gospodarstwa domowego, nawet zabawek. W oddali słychać było słabą muzykę. Konwój zatrzymał się przy szeregu ogromnych bram. Pułkownik Lennox zeskoczył z kabiny ciężarówki i rozejrzał się po krajobrazie zniszczenia. Miał na sobie kombinezon radiacyjny, kryjący całe ciało. Lennox wyjaśnił swoim towarzyszom:

– Tutaj mieszkali pracownicy elektrowni w Czarnobylu do czasu wypadku w 1986 roku. To miejsce nie będzie się nadawało do zamieszkania przez setki, może tysiące lat. Grają tę muzykę, żeby ekipy sprzątające nie zwariowały od samotności. Ale to sprawia, że jest tu jeszcze bardziej strasznie.

Obok Lennoxa stał człowiek, mniej więcej po pięćdziesiątce, który nazywał się Voskhod. Skontaktował się z Lennoxem i jego zespołem, by podzielić się z nimi pewnymi informacjami Chciał pokazać im coś interesującego.

– Chodźcie – powiedział Voskhod. – Nasz cel jest trochę dalej, w górze drogi. – Odblokował ciężką bramę i wsiadł z powrotem do swojego samochodu. Konwój jechał dalej wzdłuż drogi, omijając miasto. Przed nimi wyłaniał się reaktor atomowy w Czarnobylu. Reaktor stopił się w 1986 roku, uwalniając zabójcze promieniowanie do powietrza, gleby i wody. Cały obszar musiał zostać ewakuowany.

Od tamtego czasu budynek reaktora został obudowany gigantycznym, betonowym sarkofagiem. Konwój zatrzymał się przed masywną konstrukcją.

Lennox i Voskhod wyszli ze swoich pojazdów, podczas gdy wielu naukowców i żołnierzy opuściło konwój samochodów Humvee. Chwile później rozległo się mechaniczne dudnienie i pojazdy przekształciły się w roboty. Optimus Prime i Ratchet badali teren. Dwa Autoboty były zbyt duże, by wejść do budynku, w którym znajdował się reaktor, czekały więc na zewnątrz, kiedy Lennox i jego ludzie poszli za Voskhodem.

Gdy zeszli na niższe poziomy, Lennox mógł przyjrzeć się skutkom stopienia się rdzenia jądrowego. Pręty paliwowe stały się lawą, przepływającą przez stal i beton w niewyobrażalnych temperaturach. Skutki przepływów lawy stawały się coraz większe, im głębiej wchodzili do obiektu.

Voskhod wyjaśniał, co widzą, przechodząc dalej.

– Robiono eksperymenty energetyczne, które miały miejsce w środku reaktora. Każdego roku nasza sonda oczyszczania wchodzi głębiej.

Znaleźliśmy to zaledwie kilka dni temu.

Grupa szła dalej do rdzenia, przechodząc przez pomieszczenia wypełnione gruzem i starym sprzętem biurowym. W końcu stanęli przed pokojem pełnym radioaktywnej lawy. Nieduży obszar oczyszczono z gruzu i Lennox spojrzał na przedmiot, który został odsłonięty. Pracował dla Autobotów od sześciu lat i niejedno już widział. Od razu wiedział, że patrzy na coś z Cybertronu. Przez radio wysłał informacje do Optimusa Prime’a: „Optimusie, mamy obraz. Obiekt jest jakby w metalowej uprzęży. Jest też walizka”. Potem spojrzał na naukowców, pytając:

– Chłopaki, czy to oznaczenia z radzieckiego programu kosmicznego?

Nie doczekał się odpowiedzi. W tym momencie pokój zaczął trząść się i drżeć.

3.

Elektrownia jądrowa w Czarnobylu, Prypeć, Ukraina

Technik spojrzał w górę, odrywając wzrok od swojego skanera i krzyknął:

– Odczyt Energonu. Bardzo silny... pod nami... zamyka się… szybko!

Lennox wkroczył do akcji. Wiedział, że cokolwiek to było, nie można było spodziewać się niczego przyjaznego.

– Wycofujemy się. Przesuńcie się w górę. Teraz!

W pokoju nastąpiła eksplozja chaosu. Brud i kamienie wystrzeliły w górę z wielkim hukiem, a Lennox patrzył przerażony, jak wielkie metalowe macki wychodzą z dziury i wiją się, unosząc się w góręi sięgając po dwóch naukowców. Lennox szybko wykrzykiwał rozkazy:

– Kryć się! Decepticony! Optimusie, mamy kontakt z nierozpoznanym wrogiem. Wracamy na powierzchnię! – Drużyna biegła z powrotem przez labirynt schodów i korytarzy, podczas gdy na podłodze za nimi wiły się jak węże metalowe czujniki.

Lennox zatrzymał się, by spojrzeć za siebie w tłumie biegnących ludzi i zauważył, jak jeden z pazurów chwyta tajemniczy przedmiot.

Gdy w końcu wybiegli na zewnątrz, Lennox krzyknął:

– Na stanowiska! Cokolwiek wyjdzie z tego budynku – podpalić to!

Ledwo skończył mówić, kiedy cały odcinek ściany oddzielającej reaktor wybuchł w ich kierunku. Przez kurz i latające kawałki gruzu, widzieli wirujące macki potwornego stworzenia, które w swoim pazurze wciąż trzymało artefakt.

Optimus Prime natychmiast rozpoznał to stworzenie, ale nie mógł zrozumieć, dlaczego widzi je w tym czasie i miejscu. To był cybertroński Driller, a Optimus nie spotkał żadnego od czasu opuszczenia Cybertronu. Nigdy też nie widział tak olbrzymiego okazu.

Na Cybertronie Drillery były używane do zadań w kopalniach. Ich siła nie równała się z siłą żadnych innych stworów. Transformery wychowywały je oraz szkoliły do robienia tuneli i wydobywania zasobów na Cybertronie. Ale zazwyczaj rosły na więcej niż cztery czy pięć metrów. Optimus Prime oszacował, że ten Driller ma około 30 metrów, a widział tylko kawałek całości. Zauważył też, że został ulepszony. Ten nie wyglądał na wyspecjalizowanego do pracy w kopalni, tylko do akcji wojskowych.

Nagle Driller przestał się ruszać. Górna część z sykiem zwinęła się do tyłu, ukazując kokpit. Kierowca wyszedł i przeskanował całe otoczenie. Jego pojedyncze, jarzące się oko przetoczyło się przez żołnierzy i spoczęło na przywódcy Autobotów.

– Shockwave! – krzyknął zaskoczony Optimus.

Na Cybertronie Shockwave był jednym z najbardziej zaufanych żołnierzy i doradców Megatrona. Do każdej sytuacji podchodził z umysłem prawdziwego naukowca – był wyrachowany, oderwany od rzeczywistości, bez emocji. Te cechy uczyniły go jednym z najbardziej przerażających Decepticonów. Optimus przypuszczał, że Shockwave został na Cybertronie, ale to nie mogła być pomyłka – jedno oko, ramię, które kończyło się potężnym działem – w powietrzu czuć było zagrożenie. Shockwave zstąpił na Ziemię. Optimus przekazał ciche polecenie do swojej ciężarówki, która zmieniła się w mobilną stację bitewną. Kiedy Shockwave wycelował swoje ramię z działem w żołnierzy NEST-u, Optimus wyciągnął wielką tarczę ze swojej stacji i wydał rozkaz:

– Lennox, ty i twoi ludzie, chodźcie za mną. TERAZ!

Shockwave wystrzelił w ich stronę. Optimus pochylony od podmuchu wystrzału, odpychał ciepło i ciśnienie od swoich ludzi. Wyciągając swoją własną armatę, Optimus odpowiedział szybkim strumieniem ognia, wycelowanym w Shockwave’a i Drillera. Decepticon wyczuł, że to nie czas na walkę. Jego misją było odzyskanie artefaktu, a nie wciąganie do walki lidera Autobotów. Przyjdzie na to czas. Wrócił więc do swojego kokpitu i zmusił Drillera do powrotu do dziury, z której wyszedł.

Optimus wyczuł niebezpieczeństwo, jakie wiązało się z wypuszczeniem Shockwave'a ze zdobyczą i wyskoczył za Drillerem z przedłużonym mieczem. Jednym zamachem odciął mackę trzymającą artefakt. Driller uciekł, grzechocząc wściekle.

Podchodząc bliżej, żeby się przyjrzeć, Optimus zobaczył, że obiekt ma cylindryczny kształt i błyszczy połyskiem tępej stali.

– Nie może być – wyszeptał.

Lennox kazał swoim ludziom wrócić do pojazdów, a później zwrócił się do Optimusa Prime’a.

– Co to było? I dlaczego to ich zainteresowało?

Optimus jednak ledwo słyszał pytania Lennoxa. Mruczał do siebie:

– To niemożliwe.

Wtedy, przypominając sobie o Lennoxie, zwrócił się do niego i powiedział:

– To jest część silnika... z dawno zaginionego statku Autobotów.

4.

Waszyngton D.C. Centrum miasta.

Sam mrugał oczami, wychodząc na promienie światła słonecznego. Dzień pełen rozmów o pracę u każdego spowodowałby ból głowy. Jedyne, co chciał teraz zrobić, to wrócić do swojego mieszkania, zdjąć garnitur i czekać na przyjście Carly. Może mogliby mieć chwilę dla siebie, ze wspólną kolacją, bez rozmów o pracę i robotów.

Usłyszał sygnał komórki. Spojrzał i zobaczył wiadomość od Carly. Sam uśmiechnął się, zadowolony, że do niego napisała.

Ale zmartwił się, gdy przeczytał tekst: PÓŹNA REKLAMA. ROZMOWA DNIA: SYSTEMY ACCURETTA

Sam westchnął i włożył telefon z powrotem do kieszeni. Zastanawiał się, czy ten dzień kiedykolwiek się skończy. Sam siedział w biurze Bruce'a Brazosa, starszego wiceprezesa firmy Personnel. Klapnął na krzesło. Naprawdę nie chciał już kolejnej rozmowy.

Z drugiej strony Bruce zdawał się rozkoszować chwilą. Trochę za bardzo przypominał Samowi faceta, który sprzedał mu rozbity samochód, którym jeździł od kiedy Bumblebee wyjechał na misję specjalną.

Okay – zaczął Bruce – mamy tutaj Sama Witwicky'ego, absolwenta szkoły wyższej, bez żadnego wcześniejszego doświadczenia, ale hmm… posiadającego rekomendację od jednego z członków naszego zarządu!

To zaskoczyło Sama.

– To miłe, ale... czy ja znam... kogoś z twojej rady?

– Umowa jest taka – kontynuował Bruce, ignorując pytanie Sama.

– Wiesz, kim jesteśmy. Accuretta Systems, światowy lider w dziedzinie telekomunikacji i przemysłu lotniczego, siedemnaście miliardów dolarów zysku w zeszłym roku. Podpisujemy kontrakty z DARPA, NASA, z kimkolwiek, o kim pomyślisz. Zaczepisz się tutaj i masz drzwi otwarte wszędzie. Dzieciaki, które siedziały w twoim fotelu, siedzą teraz w Kongresie i mają własne wielkie korporacje. Wiesz, co mają ze sobą wspólnego? Mnie.

– Pierwsza praca po studiach jest najważniejsza, dzieciaku. A teraz, czy potrafisz osiągnąć to, czego chcesz? Jesteś facetem, który ma kontrolę? To nie to, czego tutaj szukamy. Chcę maszynę. Wykonującą moje rozkazy, która nie będzie niczego kwestionować.

Sam podniósł brwi. To zabrzmiało dziwnie.

– Zaczynasz w kancelarii od segregowania poczty – kontynuował Bruce. – Wiesz, kto tam zaczynał? Ja. I dyrektor generalny. Więc daję ci teraz 90 sekund – zaimponuj mi.

Sam westchnął. Nie chciał pracować w kancelarii.

– Wie pan, naprawdę szukam odpowiedniej pracy. Ja oczywiście… dziękuję, ale nie sądzę, że to mogłoby się udać. – Sam wstał i odwrócił się w stronę drzwi, żeby wyjść.

Bruce był kompletnie zaskoczony. Nikt nie wychodził z biura Bruce'a Brazosa w połowie rozmowy. Nikt.

– Co do... Ty nie sądzisz? Ty?

Sam zawrócił i spojrzał na Bruce'a.

–Proszę pana ... uratowałem panu życie – dwa razy. Nie mogę panu powiedzieć, kiedy, gdzie i jak, ale zapewniam, że zrobiłem rzeczy, które mają znaczenie. I chcę pracować tam, gdzie będę cos znaczył. Dziękuję. – Sam odwrócił się znowu i podszedł do drzwi – aby zetknąć się twarzą w twarz z Brucem.

– Jaka jest twoja historia, Witwicky? Wychodzisz z rozmowy klasyfikacyjnej ze mną? Jeszcze nikt nigdy tego nie zrobił. Ty naprawdę nie chcesz tej pracy, prawda? Ale chcesz tej pracy po niej. I następnej. Ale ta praca to właśnie ta, o którą ci chodzi. I dlatego będziesz w niej dobry. I racja, żadnych tajemnic. Bo patrzę na ciebie i widzę młodszego siebie! – Bruce stukał Sama w klatkę piersiową, popychając go do tyłu, dopóki Sam nie wpadł na krzesło.

– Jutro, dziewiąta rano – nalegał Bruce. – Mogę powiedzieć, że znalazłem właściwego człowieka dla firmy.

 

Sam nie był do końca pewien, co się właśnie stało, ale dostał pracę! Przecież mógł ją zatrzymać, dopóki nie znajdzie lepszej. Wsiadł do samochodu i pojechał zobaczyć się z Carly w jej nowym biurze.

Kiedy Sam zatrzymał się przed budynkiem, musiał sprawdzić adres jeszcze raz. Jechał samochodem wijącą się drogą, który kończyła się na nabrzeżu. Nad przystanią stał budynek ze szkła i stali. To tutaj pracowała Carly?

Wszedł do lobby i poczuł się jak w muzeum. Oszołomiony, podszedł do recepcji.

– Hmm... Carly Spencer? Niedawno zaczęła tu pracować? – pytał Sam, czując się niezręcznie.

Recepcjonista skierował go w dół, do wielkiej sali i Sam zauważył Carly, stojącą obok dwóch ekskluzywnych samochodów i rozmawiającą przez komórkę. Carly zobaczyła Sama i zakończyła rozmowę.

– Sam! Naprawdę masz pracę? Widzisz? Co ci mówiłam? Króliczek zadziałał!

Sam czuł się niekomfortowo. Patrzył na samochody, spojrzał w górę na szklany sufit. Czuł się naprawdę nie na miejscu w tej drogiej okolicy. W tym momencie podszedł do niego szef Carly i przedstawił się:

– Jestem Dylan Gould. Miło cię poznać. Carly opowiedziała mi wszystko o tobie.

– Dzięki. Ładne, uh, miejsce tu macie. – Chodź ze mną – musisz zobaczyć mój garaż – powiedział Dylan, prowadząc ich przez duże drzwi do ogromnej powierzchni magazynowej. Niektórzy ludzie zbierają znaczki. Niektórzy ludzie zbierają figurki bohaterów filmów akcji. Dylan Gould zbierał samochody. Jego garaż składał się z rzędu klasycznych samochodów, rzędu egzotycznych samochodów, i rzędu klasycznych egzotycznych samochodów. Jeśli coś było wiele warte i kosztowało dużo pieniędzy, Dylan miał to w swojej kolekcji.

– Mój tata zbudował imperium – wyjaśnił Dylan. – Jesteśmy jedną z największych firm księgowych w Stanach Zjednoczonych. Zająłem się biznesem po jego śmierci. To gra dla hazardzistów, naprawdę, Sam. Zbieram samochody tylko po to, żeby nie zwariować. Sam odwrócił się od pojazdu, o którym opowiadał Dylan, i zaczął oglądać zdjęcia na ścianie. To była ściana sławy Dylana. Sam rozpoznał prawie wszystkich na zdjęciach: polityków, aktorki, liderów biznesu, i jeszcze więcej aktorek. – Jesteś pasjonatem, Sam? – zapytał go Dylan. – Czym jeździsz? – Sam jeździł tym niesamowitym Camaro – wtrąciła się Carly. – Jedyny w swoim rodzaju. Mnóstwo specjalnych gadżetów – dodał Sam. – Wspaniały wóz. Podoba mi się twój gust. – Dylan spojrzał na Carly. – To znaczy, to jest całkiem oczywiste. To wystarczyło Samowi. Nie lubił tego faceta. – No więc przyszedłem zabrać Carly do domu – powiedział i w asyście Dylana wyprowadził ją na zewnątrz do swojego żenująco nędznego samochodu. Sam wsiadł i przekręcił kluczyk. Silnik brzmiał jak krztusząca się gęś.

Sam wysiadł, podniósł maskę i zaczął sprawdzać kable. Próbował zignorować Dylana, który podszedł i zaglądał mu przez ramię z rosnącą grozą.

– To rzadki model. Bardzo... vintage – mruczał Sam.

– Wygląda jak wrak pociągu – powiedział Dylan.

– Sam, Carly powiedziała mi, że szukasz pracy. Chciałem ci tylko powiedzieć, że jestem w zarządzie Accuretta Systems. Więc zadzwoniłem. Mam nadzieję, że to pomogło.

Na szczęście, w tym momencie samochód wrócił do... życia. Dylan klepnął Sama przyjaźnie po plecach, machając im, kiedy odjeżdżali.

Sam zmusił się do uśmiechu, gdy Carly pocałowała go w policzek. To był bardzo dziwny dzień. Nie wiedział, co myśleć o nowym szefie swojej dziewczyny. I nie wiedział, co myśleć o nowej pracy, którą pomógł mu dostać jej nowy szef.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?