Hania Humorek zostaje gwiazdąTekst

Z serii: Hania Humorek #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Megan McDonald

Hania Humorek zostaje gwiazdą


Ilustracje

Peter Reynolds

Tłumaczenie

Aldona Możdżyńska

Saga

Tytuł oryginału: Judy Moody Gets Famous

Text © 2000 Megan McDonald

Illustrations © 2000 Peter H. Reynolds

Judy Moody Font © 2000 Peter H. Reynolds

Published by arrangement with Walker Books Limited, London SE 11 5HJ.

All rights reserved. No part of this book may be reproduced, transmitted,

broadcast or stored in an information retrieval system in any form

or by any means, graphic, electronic or mechanical, including

photocopying, taping and recording, without prior written permission

from the publisher.

© for the Polish edition by Egmont Polska Sp. z o.o.,

Warszawa 2004

Redakcja: Anna Jutta-Walenko

Korekta: Agnieszka Trzeszkowska

Projekt typograficzny i łamanie: Grażyna Janecka

Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o.

ul. Dzielna 60, 01-029 Warszawa

tel. 22 838 41 00

www.egmont.pl/ksiazki

ISBN 9788726166675

Megan McDonald wychowała się z czterema starszymi siostrami. Mówi, źe większość przygód Hani Humorek jest oparta na jej własnych doświadczeniach. Zrobiła z Hani starszą siostrę, gdyż chciała się przekonać, „jak to jest wszystkimi rządzić!”. Megan mieszka w Kalifornii.

Peter Reynolds mówi, że od razu poczuł więź z Hanią Humorek, gdyż jako ojciec dwunastoletniej córki na własne oczy oglądał przygody „bardzo niezależnej dziewczynki”. Peter mieszka w Massachusetts.

Dla Kendry i Mary Lee

M.M.

Dla Mamy i Taty

P.R.




Jak się pisze „gwiazda”?

W pewien całkiem zwykły czwartek Hania Humorek weszła do klasy w całkiem zwykłym humorku. Ale to było, zanim jeszcze dziobnął ją pewien Wróbel.

Hania usiadła w swojej ławce w pierwszym rzędzie obok Franka Perełki.

– Widziałaś Julkę Wróbel? – spytał ją szeptem Franek.

– Widziałam, i co z tego? Codziennie ją widuję. Siedzi za mną.

– Ma na głowie koronę.

Hania odwróciła się, spojrzała na Julkę, po czym szepnęła do Franka:

– Skąd ona ją wzięła? Z McDonalda?

– Nie wiem. Spytaj ją. Mówi, że ta korona jest wysadzana klejnotami.

– Raczej klekotami – prychnęła Hania, chociaż tak naprawdę połyskujące rubiny bardzo jej się podobały. – Hej, czy to prawdziwe rubiny? – spytała Julkę.

– To sztuczna biżuteria – wyjaśniła Julka Wróbel.

– Za kogo się przebrałaś? Za królową Anglii?

– Nie, wygrałam konkurs. – W ostatnią sobotę zajęłam pierwsze miejsce w Wielkim Dyktandzie PW.

– W dyktandzie pewu? – zdziwiła się Hania Humorek.


Nie zazdrościła osobom, które musiały literować do mikrofonu strasznie długie słowa i na które gapiło się milion jeden osób. Wiedziała, że każdy rodzic, który to oglądał, po cichu życzył kolejnym kandydatom: „Skuś baba na dziada”, bo chciał, żeby to jego dziecko wygrało.

– Nie pewu, tylko PW. To skrót od rejonu północnej Wirginii.

– Aha. I to właśnie tam dostałaś tę koronę?

– To diadem – wyjaśniła Julka. – D-I-A-D-E-M. Taka specjalna korona, jaką nosi też królowa Anglii. Zwycięzca konkursu musi znać tysiące trudnych słów.

– Za jakie słowo go wygrałaś? – dopytywała się Hania. – Franek jest ciekawy – dodała szybko, na wypadek gdyby Julka to ją posądziła o zainteresowanie.

– Za „bakłażan”. To słowo czwartego stopnia.

Bakłażan! Hania ledwo potrafiła przeliterować słowo „pulpet”!

„Stanowczo wolę przyrodę – pomyślała. – Jak się pisze «przyroda»? Przez sz czy rz”?.

– W domu mam plakaty z trudnymi słowami – pochwaliła się Julka. – Jeden nawet świeci w ciemności.

– Mnie by się śniły koszmarne sny o dyktandzie. Wolę swój świecący plakat ze szkieletem. Widać na nim wszystkie dwieście sześć kości człowieka!

– Haniu – odezwał się pan Łopuch. – Tył twojej głowy nie jest ani trochę tak interesujący jak jej przód. A dzisiaj oglądam go częściej, niżbym chciał.

– Przepraszam. – Hania znowu odwróciła się przodem do tablicy.

Julka stuknęła Hanię palcem w plecy i podała jej złożoną stronę z gazety. Na SAMIUTEŃKIEJ GÓRZE widniało zdjęcie Julki Wróbel, które mógł obejrzeć cały świat. Obok znajdował się tytuł wydrukowany dużymi, tłustymi literami: DZIEWCZYNKA WYGRYWA WIELKIE DYKTANDO.

– Mój tata mówi, że mam swoje pięć minut – szepnęła Julka w tył głowy Hani.

Hania się nie odwróciła. Aż zzieleniała z zazdrości. Julka Wróbel z III klasy, Królowa Słowników, była gwiazdą! Hania nie mogła opędzić się od myśli, jak by to było cudownie umieć przeliterować coś trudniejszego niż tylko „pulpet”, wygrać konkurs i nosić koronę. I zobaczyć w gazecie swoje zdjęcie!


Ale ona, Hania Humorek, czuła się mniej więcej tak sławna jak jedna z jej kredek.


Zaraz po powrocie ze szkoły Hania postanowiła nauczyć się na pamięć całego słownika. Otworzyła go na chybił trafił, ale niestety, utknęła na słowie „mrówkojad”. Zresztą kto słyszał o mrówkojadzie? Żywić się mrówkami, też coś! Mrówkojady mają długie ryjki, oczka jak paciorki i chude pyszczki zupełnie jak... Julka Wróbel! Może i jest sławna, ale wygląda całkiem jak mrówkojad.

Ponieważ Julka zwyciężyła konkurs dzięki słowu „bakłażan”, Hania postanowiła dać sobie spokój ze słownikiem i przeliterować nazwy wszystkich warzyw, które znajdzie w lodówce.

– Mamy bakłażany? – spytała mamę, otwierając drzwi lodówki.

– Od kiedy to lubisz bakłażany? – zdziwiła się mama.

– Wcale nie chcę ich jeść. Są mi potrzebne do dyktanda – wyjaśniła Hania.

– Do dyktanda? – spytał jej brat Smrodek.

– Pan Łopuch ma doprawdy bardzo interesujące sposoby nauczania ortografii – zauważyła mama.

– Nieważne. – Hania zrezygnowała z szukania bakłażanów, kiedy zobaczyła karczochy.


Nazwy warzyw są za trudne. Na pewno znajdą się takie rzeczy do jedzenia, które łatwiej przeliterować.

Podczas kolacji Hania spytała, wciągając nitkę makaronu:

– Jak się pisze „spaghetti”?

– S-P-A-G-H-E-T-T-I – odrzekł tata.

– Albo M-A-K-A-R-O-N – dodała mama.

– Nieważne – powiedziała na to Hania. –Poproszę C-H-L-E-B.

– Jak ci dzisiaj poszło w szkole? – spytała mama.

– C-Ó-Ż – przeliterowała Hania – Julka Wróbel dostała D-I-A-D-E-M za zajęcie pierwszego miejsca w konkursie z ortografii, a jej zdjęcie pojawiło się w G-A-Z-E-C-I-E. Chociaż Julka wygląda jak M-R-Ó-W-K-O-J-A-D, mrówkojad.

– A więc na tym polega literowanie – powiedziała mama.

– Jesteś N-I-E-M-Ą-D-R-A – wtrącił się do rozmowy Smrodek.

– Smrodku, „nie” zawsze pisze się oddzielnie. Każdy to wie. Co z ciebie za tępak! – Hania się zdenerwowała.

– Prawdę mówiąc, twój brat ma rację.

– CO TAKIEGO? – oburzyła się Hania. –Jak może mieć rację? Przecież złamał regułę.

– Mnóstwo reguł ma wyjątki – kontynuował tata. – Ale w tym przypadku to nie wyjątek, bo „nie” z przymiotnikami pisze się razem.

– To beznadziejne!

Hania opadła na krzesło. Nie stanie się sławna dzięki znajomości ortografii – to oczywiste.

Trzy nitki makaronu, które zostały na jej talerzu, ułożyły się w buzię z groźną minką. Hania rzuciła im równie groźne spojrzenie.

Tata ugryzł kawałek pieczywa czosnkowego i spytał Hanię:

– Chyba nie masz znowu jednego ze swoich słynnych humorków, co?


Galeria Gwiazd Rodziny Humorków

Następnego dnia przy śniadaniu Hania zjadła swoją porcję płatków kukurydzianych, nie literując ich.

Na pewno jest mnóstwo innych sposobów na to, by zostać gwiazdą.

Patrzyła, jak jej brat Smrodek przyczepia do drzwi lodówki różne przedmioty: swoje świadectwo szkolne, autoportret, na którym wyglądał jak małpa, oraz zdjęcie z tego dnia, kiedy bez Hani pojechał do Waszyngtonu przebrany za flagę. Nad tym wszystkim ułożył zliterek na magnesy napis: GALERIA GWIAZD RODZINY HUMORKÓW.

 


– Hej! – wykrzyknęła Hania. – A gdzie ja jestem?

– To ja zrobiłem tę galerię.

– Kochanie, zostaw trochę miejsca dla Hani – poprosiła go mama. – Ona też może tu wieszać swoje rzeczy.

Hania popędziła na górę, przeskakując po dwa stopnie naraz. Zaczęła przetrząsać swoje biurko w poszukiwaniu przedmiotów, które mogłaby umieścić w Galerii Gwiazd Rodziny Humorków, ale znalazła tylko trochę pogniecionych kartek, kilka czapeczek żołędzi, czekoladowe serduszko sprzed roku, z napisem: PYCHOTA, i pełno różowych wiórków – z czasów kiedy wycierała gumką błędy w zeszycie i zgarniała paprochy do górnej szuflady.

Następnie przeszukała szafę. Znalazła tam tylko swoje kolekcje plastrów, ozdobnych wykałaczek, części ciała (lalek!), komiksów i stoliczków od pizzy. Do niczego. Trudno znaleźć się w Galerii Gwiazd dzięki wykałaczkom i plastrom.

Potem przypomniało jej się pudełko z pamiątkami. Większość dzieci, jak na przykład Smrodek, miała albumy z pamiątkowymi zdjęciami, ale Hania trzymała wszystko w pudełku po butach, które pachniało starą skórą. Weszła na krzesło i zdjęła pudełko z górnej półki.

Kosmyk jej włosów! Ząb, który jej wypadł, kiedy była wpierwszej klasie! Mama i tata nigdy jej nie pozwolą przyczepić kosmyka włosów do drzwi lodówki. I nikt by nie chciał oglądać starego, pożółkłego ząbka za każdym razem, kiedy otwierałby lodówkę.

Hania natknęła się na zdjęcie zrobione jeszcze w przedszkolu – buzię miała ułożoną w wielkie „O” i najwyraźniej krzyczała. Zdjęcie było w ramce ze wzorkiem z suszonego makaronu. Odłożyła je do pudełka. Smrodek miałby okazję, żeby ją nazwać głuptasem. I co chwila wytykać, że ma dużą buzię.

Gdzie się podziały jej świadectwa? Na pewno znajdą się jakieś z dobrymi stopniami. Dyplomy? Odznaki? Z pewnością kiedyś coś wygrała. Niestety, znalazła tylko odciski swoich stóp z czasów, kiedy była jeszcze malutka, do połowy stopione świeczki z tortu urodzinowego i portrety czterookich ludzi, które rysowała w zerówce.

A co z jej zdjęciami?

Zdjęcia! Hania przerzuciła stare fotografie w kopercie. Musiała znaleźć coś, co dorównywałoby zdjęciu Smrodka z dnia, kiedy był w Waszyngtonie u prezydenta. Na jednym Hania jest ze Świętym Mikołajem, który wygląda, jak gdyby chrapał. Na innym stoi obok prezydenta Abrahama Lincolna (z tektury). Trudno jej będzie trafić do Galerii Gwiazd ze zdjęciem tekturowego prezydenta.


Znalazła też takie, na którym leży buzią do ziemi na podjeździe przed domem sąsiada i strasznie się złości, bo NIE chce, żeby jej robiono zdjęcie.

Wszystko na nic. Hani nie przychodziło do głowy nic, dzięki czemu mogłaby się dostać do Galerii Gwiazd Rodziny Humorków.

Wróciła do kuchni. Literki na lodówce powinny tworzyć napis: SMRODEK – GWIAZDA RODZINY HUMORKÓW.

– No? Gdzie twoje rzeczy? – spytał Smrodek. – Zostawiłaś je na górze czy co?

– Raczej „czy co” – prychnęła Hania.

Nie znalazła nawet tej głupiej starej odznaki, którą dostała w pierwszej klasie za najlepszego sobowtóra.

– Mamo? Czy twoje zdjęcie ukazało się kiedyś w gazecie?

– Pewnie – odrzekła mama. – Wiele razy. Kiedy byłam w licealnym Klubie Uciechy.

– Co to znaczy „uciecha”? – spytał Smrodek.

– To znaczy radość albo wesołość.

– Wydrukowali w gazecie twoje zdjęcie tylko dlatego, że byłaś wesoła? – zdziwiła się Hania.

– Nie. – Mama się roześmiała. – Klub Uciechy był zespołem muzycznym.

Hania pomyślała, że za samą wesołość nikt nie zamieści w gazecie jej zdjęcia. Ani za to, że będzie śpiewać piosenki o radości.

– Tato, aty? – spytała Hania.

– Kiedyś podali moje nazwisko w radiu, dlatego że prawidłowo odpowiedziałem na pytanie konkursowe.

– Jak brzmiało to pytanie?

– Ilu prezydentów urodziło się w stanie Wirginia.

– A ilu? – Smrodek i Hania spytali jednocześnie.

– Ośmiu.

– Ho, ho.

– Amnie nie spytasz? – odezwał się Smrodek.

– Twojego zdjęcia nigdy nie było w gazecie – powiedziała Hania.

– A właśnie że było, prawda, mamo? Mam wycinek w swoim albumie.

– Haniu, słyszałaś tę niezwykłą historię, że twój brat urodził się na tylnym siedzeniu naszego samochodu, bo za późno wybraliśmy się do szpitala.

– Byłem nawet w telewizji! W wiadomościach!

– Rzeczywiście – fuknęła Hania. – Dzięki, że mi przypomniałeś.

To było niesprawiedliwe. Nawet o jej bracie, zwanym Smrodkiem, mówili w prawdziwych wiadomościach na żywo. A ona, Hania Humorek, nie jest dość sławna, by umieścić swoje zdjęcie choćby na drzwiach lodówki.


Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?